Strona główna Blog Strona 573

Święto Fyrtla Garbary. Zobaczcie zdjęcia!

0

Mnóstwo tańca, mnóstwo koloru – i mnóstwo świetnej zabawy dla dużych i dla małych poznaniaków. Tegoroczne Święto Fyrtla Garbary przyciągnęło tłumy ludzi, którzy ledwo pomieścili się na placu Bernardyńskim.

Drugie Święto Fyrtla Garbary rozpoczęła tak jak w ubiegłym roku kolorowa i fantazyjna parada, która przeszła z placu Kolegiackiego na plac Bernardyński pod wodzą orkiestry Golden Collectiv. A tu już na uczestników święta czekała scena z mnóstwem atrakcji tanecznych i muzycznych oraz stragany z wyrobami rzemieślniczymi, czymś do picia i do przekąszenia.

Oczywiście jak zawsze wielu gości skupiło się przy scenie, gdzie zaprezentowali się uczniowie szkoły baletowej w kilku urokliwych miniaturach, a później swoje umiejętności prezentowały grupy artystyczne z całego Starego Miasta. Ich występy wywoływały żywiołową reakcję publiczności, a wiele osób klaskało i przytupywało do rytmu. Nic więc dziwnego, że później stragany z przekąskami, słodyczami i napojami cieszyły się takim powodzeniem – w taką pogodę chciało się pić, no i po wysiłku fizycznym odrobina czegoś słodkiego też nie zaszkodzi…

Mieszkańcy i przybysze z innych dzielnic bawili się doskonale, czego dowodem był wypełniony po brzegi plac Bernardyński. Sprzyjała też pogoda: piękna, gorąca i słoneczna niedziela zachęcała do wyjścia z domu – a trzeba przyznać, że Fyrtel Garbary oferował wiele atrakcji i ci, którzy przyszli, na pewno nie żałowali.

Tragiczny wypadek na lotnisku. Nie żyje spadochroniarz

0

Podczas skoków spadochronowych organizowanych na lotnisku w Pile doszło do tragicznego wypadku. Jednemu ze spadochroniarzy nie otworzył się spadochron. Spadł z wysokości około 2 tysięcy metrów. Zginął na miejscu.

Do tragedii doszło 24 września przed godziną 14.00. Jak powiedział portalowi „asta24” Michał Żmuda, dyrektor Aeroklubu Ziemi Pilskiej, 50-letni mężczyzna pochodził z powiatu toruńskiego, był doświadczonym spadochroniarzem i instruktorem – w Pile właśnie prowadził szkolenia. Dotąd ustalono, że wyskoczył z samolotu lecącego na wysokości dwóch tysięcy metrów nad poziomem lotniska, ale jego spadochron się nie otworzył: ani główny, ani zapasowy.

Sprawę badają policjanci pod nadzorem prokuratury, zajmie się nią także Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych.

Kradzież przewodów z linii kolejowej. Policja zatrzymała dwóch podejrzanych

0

Dwóch mieszkańców powiatu strzelecko-drezdeneckiego zostało zatrzymanych przez dzielnicowych z Krzyża Wlkp. oraz Drawska. Są podejrzani kradzież przewodu elektrycznego na trasie Krzyż Wlkp. – Drawiny.

W ubiegłym tygodniu policjanci z Krzyża Wlkp. otrzymali zgłoszenie, że nieznany sprawca ukradł 200 metrów przewodu elektrycznego z placu budowy modernizowanej linii kolejowej na trasie Krzyż Wlkp. – Drawiny.
– Przewody składowane były na terenie jednej z posesji w gminie Krzyż Wlkp. – wyjaśnia Karolina Górzna-Kustra, oficer prasowa KPP w Czarnkowie. – Złodziej wykorzystał moment, kiedy teren nie był monitorowany. Wartość skradzionego mienia wyceniono na 20 tysięcy złotych.

Policjanci natychmiast zajęli się sprawą i dzięki ustaleniom w śledztwie 16 września zatrzymali podejrzanych o kradzież dwóch mieszkańców powiatu strzelecko-drezdeneckiego.
– Jak się okazało, wracali z kradzieży. Pojazd, którym się poruszali, załadowany był skradzionymi kablami – informuje Karolina Górzna-Kustra. – Podejrzani poprzecinali je piłami motorowymi, aby krótsze łatwiej im było upchnąć do samochodu. Część z nich sprzedali na skupie złomu. To mieszkańcy powiatu strzelecko-drezdeneckiego w wieku 29 i 46 lat. Młodszy z podejrzanych już pięciokrotnie przebywał w zakładach karnych za podobne przestępstwa.

Złodzieje zaraz po zatrzymaniu usłyszeli zarzuty kradzieży, do której się przyznali. 46-latek dodatkowo odpowie za kierowanie pojazdem bez aktualnego przeglądu oraz w stanie po użyciu alkoholu.

Remont Starego Rynku w Poznaniu. Dziewięć lat walki o lepszą nawierzchnię

0

Wielu poznaniaków ma wrażenie, że remont Starego Rynku trwa „od zawsze”. I wiele w tym prawdy, bo historia tego remontu zaczęła się w 2014 roku od… pary szpilek, które wręczyła prezydentowi Jackowi Jaśkowiakowi obecna posłanka Katarzyna Kretkowska.

Szpilki i brak pieniędzy

Dlaczego szpilki? Bo od ładnych kilku lat przybywało skarg mieszkanek Poznania, które traciły obcasy. Lokale przy Starym Rynku chętnie były wybierane przez poznaniaków na świętowanie uroczystych okazji, co oczywiście wymagało odpowiedniego stroju i obuwia. Ale wyprawa w butach na obcasie na Stary Rynek, i to wcale niekoniecznie w szpilkach, mogła się naprawdę źle skończyć. Osoby z niepełnosprawnościami, a także rodzice z dziećmi w wózkach, mieli jeszcze gorzej.

Temat wielokrotnie był poruszany przez miejskich radnych – ale bez skutku. Miasto nie miało pieniędzy, twierdził prezydent Ryszard Grobelny. To dlatego nowemu prezydentowi, Katarzyna Kretkowska wręczyła szpilki. Żeby pamiętał o tym, że trzeba wyremontować Stary Rynek.

Dotacja, przetarg – i brak chętnych

Jacek Jaśkowiak obiecał remont, a przygotowania do niego zaczęły się już w 2015 roku. W kwietniu 2018 roku miasto złożyło wniosek o dofinansowanie przebudowy ze środków unijnych będących w dyspozycji samorządu Wielkopolski – i dostało je, ale dopiero w maju 2019 r. To był pierwszy poślizg czasowy, bo dopiero po tym terminie miasto mogło ogłosić przetarg na wybór wykonawcy prac i ogłosiło go ostatecznie w grudniu 2020 roku. Ale nie wpłynęła ani jedna oferta – 53,3 mln zł, w tym 30 mln unijnej dotacji, nie skusiły żadnego chętnego wykonawcy.

Gdy zadecydowano o podjęciu negocjacji bez ogłaszania przetargu – zgłosił się jeden chętny, ale suma, za jaką chciał wykonać remont, znacznie przekraczała założony budżet. Dodatkowo administratorzy instalacji poprowadzonych pod Starym Rynkiem – wodnych, kanalizacyjnych, gazowych i elektrotechnicznych – zgłosili chęć przeprowadzenia w tym czasie swoich prac remontowych, korzystając z okazji rozkopania całego rynku.

Postępowanie zostało więc unieważnione i wykonawcę udało się wyłonić dopiero w lipcu 2021 r., podczas drugiego przetargu. Ale koszt remontu wzrósł do 123 milionów. Warto też dodać, że wtedy terminem planowanego ukończenia wszystkich prac było lato 2023 roku…
– Celem jest poprawa komfortu poruszania się po starorynkowej płycie, w szczególności osób z niepełnosprawnościami – mówił prezydent Jacek Jaśkowiak 14 lipca 2021 roku. – Cieszę się, że na Starym Rynku będzie więcej zieleni i atrakcyjnych miejsc wypoczynku. Należy jednak pamiętać, że inwestycja obejmuje nie tylko to, co jest nad, ale również pod ziemią, czyli wymianę sieci: wodno-kanalizacyjnej, ciepłowniczej, energetycznej, telekomunikacyjnej i gazowej. Infrastruktura ta wymaga pilnej modernizacji i uporządkowania.

Instalacje, artefakty i tajemniczy gaz

Wykonawca pod nadzorem Poznańskich Inwestycji miejskich przystąpił do prac. Przypomnijmy: efektem remontu miała być nie tylko nowa nawierzchnia Starego Rynku, po której będzie się wygodnie chodziło bez względu na rodzaj obuwia i stopień sprawności, ale też wymiana i przebudowa wszystkich instalacji pod płytą rynku, budowa kanalizacji deszczowej z podziemnymi zbiornikami retencyjnymi, rozbudowa podziemnej toalety publicznej i powstanie trzech wysp zieleni: klombów z drzewami i siedziskami oraz wertykalnego ogrodu na zachodniej ścianie Galerii Arsenał. Na ulicy Jana Baptysty Quadro z kolei miał powstać Pasaż Kultury, umożliwiający organizację imprez plenerowych i koncertów pod zadaszeniem na mobilnej scenie.

Prace trwały. Poza artefaktami wykopanymi przez archeologów znaleziono drewniane rury wodociągowe z XIX wieku. Tajne podziemne pomieszczenie niedaleko Arsenału, które ostatecznie okazało się dawną transformatorownią MPK z czasów, gdy po rynku kursowały tramwaje. Sporo zamieszania narobiło odkopanie piwnic Nowego Ratusza, wyburzonego po wojnie, bo pracujący tam poczuli zapach jakiegoś dziwnego gazu. Prace wstrzymano, wezwano strażaków, ale ostatecznie okazało się, że to prawdopodobnie zapach środków odkażających w odkopanych piwnicach…

Wojna o bruk i wzrost kosztów

Spora grupa zwolenników pozostawienia nawierzchni sprzed remontu – zamiast planowanej granitowej kostki – od 2021 roku pisała petycje do prezydenta, powołując się na wyjątkowość i historyczność bruku. Ale tak naprawdę bruk na rynku położono dopiero w 1964 roku – wcześniej rynek był pokryty asfaltem. W 1964 roku zdjęto asfalt i położono bruk, by nawierzchnia bardziej współgrała z zabytkowa zabudową. Ale nie był to bruk z rynku – przywieziono go z ulicy Głogowskiej, która akurat wtedy dostała nawierzchnię asfaltową, oraz z kilku innych poznańskich ulic.

Władze miasta nie ugięły się, zresztą bruk zdjęty z rynku był, delikatnie mówiąc, różnej jakości i po selekcji i tak nie wystarczyłoby go na całą powierzchnię rynku. Po remoncie ma się znaleźć w miejscach, gdzie nie będzie dużego ruchu pieszego, a z kolei przy samym ratuszu mają zostać położone dziewiętnastowieczne „kocie łby”, wykopane podczas wykopalisk. Cała reszta nawierzchni ma zostać pokryta kostką, taką samą jak na placu Kolegiackim.

W 2023 roku okazało się, że koszty remontu znów wzrosły. Podczas sesji Rady Miasta Poznania w styczniu 2023 do Wieloletniej Prognozy Finansowej wpisano 140 mln zł – przy czym dofinansowanie unijne pozostało na pierwotnym poziomie, czyli 30 mln zł.

Co było powodem tak drastycznego wzrostu stawek? Jak tłumaczył wówczas Mariusz Wiśniewski, pierwszy zastępca prezydenta, remont i wymiana instalacji podziemnych oraz wykopaliska archeologiczne – warto dodać, że pierwsze na taką skalę na Starym Rynku. Podczas prac znajdowano instalacje, których nie było na żadnych mapach i planach, a znaleziska archeologiczne dodatkowo opóźniały prace. Do tego doszła konieczność wykonania nowego oświetlenia rynku, wzrost kosztów ze względu na pandemię koronawirusa i wojnę w Ukrainie. W efekcie, jak ostrzegał zastępca prezydenta, może się okazać, że i 140 mln zł nie wystarczy.

Problem z ogródkami i terminem zakończenia prac

W dodatku było już wiadomo na pewno, że remont nie skończy się latem. Zdenerwowani restauratorzy, którym we znaki dał się już dwukrotny lockdown w pandemii, zaczęli pytać o kawiarniane ogródki. W 2022 roku było z tym ogromne zamieszanie i choć ostatecznie ogródki stanęły na placu Wolności, to dopiero w czerwcu, a frekwencja nie była taka, jak na rynku. Tymczasem to właśnie ogródki miały pozwolić restauratorom odrobić straty po pandemii.

W 2023 roku ogródki najpierw miały stanąć już w kwietniu na ukończonej, nowej nawierzchni Starego Rynku. Później Jędrzej Solarski, zastępca prezydenta, obiecywał ich otwarcie na długi weekend majowy. Ogródki rzeczywiście się pojawiły, ale zostały ustawione na skrawkach terenu nie objętego pracami budowlanymi. Tylko dwa stanęły na nowym chodniku – bo tylko tyle nowego chodnika ułożono…

Remont trwa nadal, choć kilka tygodni temu, w sierpniu, pojawił się pierwszy konkretny termin zakończenia prac – ma to być listopad 2023, a do Bożego Narodzenia z płyty rynku mają znikną wszystkie maszyny budowlane, jak zapewnił Jędrzej Solarski. Miejmy nadzieję, że tym razem się uda.

Fatalny mecz Warty Poznań. „Zieloni” przegrywają w Lubinie

0

Właściwie zero sytuacji bramkowych i zasłużona porażka – tak wyglądał występ Warty Poznań w Lubinie. Zagłębie wygrało spotkanie 1:0 po bardzo ładnej bramce Makowskiego.

Mecz od początku nie układał się zbyt dobrze dla „Zielonych” – piłkarze Dawida Szulczka mają obecnie bardzo duże problemy z kreowaniem sobie dogodnych sytuacji bramkowych i było to widać przez całe spotkanie. Nieznacznie lepiej na boisku wyglądali gospodarze, ale i oni z tego występu raczej zadowoleni być nie powinni.

Kluczowa akcja meczu była w 56′ minucie. Wtedy Makowski świetnie uderzył z dystansu. Piłka odbiła się jeszcze od słupka i wpadła do bramki strzeżonej przez Jędrzeja Grobelnego. Warcie brakowało pomysłu, jak doprowadzić do wyrównania i ostatecznie, zasłużenie przegrała.

I chociaż w tabeli poznaniacy są na dwunastej pozycji, to mają tylko trzy punkty przewagi nad ostatnim Ruchem Chorzów. W kolejnym spotkaniu „Zieloni” zagrają w Grodzisku Wielkopolskim ze Śląskiem Wrocław.

Awantura o sport w Poznaniu. Poseł Wróblewski chce debaty

0

Bartłomiej Wróblewski, poseł Prawa i Sprawiedliwości, wzywa prezydenta do udziału w debacie na temat sportu. To reakcja posła na decyzję Jacka Jaśkowiaka, że nie przekaże pieniędzy na budowę oświetlenia na stadionie żużlowym.

Poseł powiedział Radiu Poznań, że oczekiwałby od prezydenta debaty na temat stadionu dla Warty, budowy oświetlenia stadionu żużlowego oraz budowy hali widowiskowo-sportowej. Poinformował też, że zajął się już tematem stadionu żużlowego na prośby mieszkańców – zwróciło się do niego o to kilkunastu poznaniaków.

Parlamentarzysta skontaktował się z zarządem PSŻ Poznań i zadeklarował podjęcie działań w pozyskaniu części środków na oświetlenie. Przypomnijmy, że według władz Poznania kosztowałoby ono 8 milionów złotych. Zarząd PSŻ zapowiedział, że jeśli nie uda się zdobyć pieniędzy na oświetlenie – poda się do dymisji.

Jak jednak poinformował nas Jędrzej Solarski, zastępca prezydenta, cały stadion wymaga gruntownej modernizacji i bez niej montaż oświetlenia nie jest możliwy.
– Błędnym jest stwierdzenie, że budowa masztów oświetleniowych mogłaby przebiec w okresie listopad 2023 – marzec 2024 r. – wyjaśnił 21 września zastępca prezydenta. – Ponieważ w tak krótkim czasie niemożliwe do ustalenia pozostają konkretne kwestie, np. uzyskanie odpowiednich warunków przyłączeniowych do zasilenia (proces ten często jest dłuższy niż realizacja samej inwestycji) czy kluczowe w tym przypadku zapewnienie środków na jej realizację.

Policjanci znaleźli niewybuchy. Podczas szkolenia

0

59 różnego rodzaju niewybuchów z okresu II wojny światowej – to wszystko znaleźli policjanci podczas szkolenia minersko-pirotechnicznego w lesie na terenie Borowa w gminie Opatówek.

W zajęciach uczestniczyli policjanci z nieetatowych grup rozpoznania minersko-pirotechnicznego z Komendy Miejskiej Policji w Poznaniu, Kaliszu i Koninie, a także Komendy Powiatowej Policji w Ostrowie Wielkopolskim, Pleszewie, Jarocinie, Krotoszynie, Wrześni, Kępnie, Kole i Ostrzeszowie. Byli także żołnierze Minerskiego Patrolu Oczyszczania Terenu z Materiałów Niebezpiecznych Jednostki Wojskowej 1523 z Inowrocławia oraz przedstawiciele Kaliskiego Stowarzyszenia Poszukiwaczy Śladów Historii „Denar” i Cekowskiej Grupy Poszukiwawczej „Leszy”, którzy podzielili się z policjantami swoim doświadczeniem w zakresie tego typu działań oraz stosowanego przez nich sprzętu.

– Szkolenie zakresem tematycznym obejmowało działania minersko-pirotechniczne z wykorzystaniem przenośnych urządzeń służących do wykrywania metali – tłumaczy podkom. Anna Jaworska-Wojnicz, oficer prasowa Komendy Miejskiej Policji w Kaliszu. – Szkolenia z tej tematyki są okazją do wymiany informacji oraz doświadczeń pomiędzy funkcjonariuszami, a także treningiem z obsługi sprzętu, skuteczności i szybkości wykonywanych działań minersko-pirotechnicznych. Podczas szkolenia policjanci doskonalili umiejętności, m.in. z zakresu prowadzenia przeszukania terenu, organizowania i prowadzenia ewakuacji osób, a także wykorzystania środków zabezpieczenia indywidualnego oraz sprzętu technicznego do prowadzenia rozpoznania.

W instruktorów wcielili się funkcjonariusze z Sekcji Minersko-Pirotechnicznej Samodzielnego Pododdziału Kontrterorystycznego Policji KWP w Poznaniu. Pod ich nadzorem uczestnicy szkolenia wyszli w teren i w lasach wokół Borowa odnaleźli 59 sztuk różnego rodzaju niewybuchów – m.in. pociski artyleryjskie, minę przeciwpiechotną, granaty moździerzowe, oraz zapalniki. Wszystkie wydobyte niewypały zostały zabezpieczone przez Minerski Patrol Oczyszczania Terenu z Materiałów Niebezpiecznych Jednostki Wojskowej 1523 z Inowrocławia, który zabrał je do neutralizacji, czyli zdetonowania w bezpiecznych warunkach.

Przy tej okazji policjanci apelują do wszystkich o rozwagę i ostrożność w przypadku odnalezienia niewypałów – jak się okazuje, jest ich w naszych lasach jeszcze naprawdę sporo. Nie wolno ich pod żadnym pozorem przenosić ani dotykać, natomiast należy jak najszybciej powiadomić najbliższy posterunek lub komisariat policji, by funkcjonariusze mogli zabezpieczyć teren i powiadomić saperów.

 

Wypadek na jeziorze. Jedna osoba nie żyje

0

Na jeziorze Sławianowskim Wielkim w powiecie złotowskim przewrócił się kajak, którym płynęły dwie osoby. Kobietę wydostali z jeziora świadkowie wypadku całą i zdrową – mężczyznę, znaleźli dopiero strażacy. Niestety, nie udało się go uratować.

Wypadek miał miejsce 24 września około godziny 8.00 rano. Jak powiedział portalowi „asta24” asp. Mateusz Wiebskowski, rzecznik PSP w Złotowie, kajak, którym płynęli mężczyzna i kobieta – przewrócił się. Kobiecie udało się samodzielnie wydostać z wody przy pomocy świadków zdarzenia, ale mężczyznę odnaleźli dopiero strażacy ze Specjalistycznej Grupy Wodno-Nurkowej.

Po wyciągnięciu go na powierzchnię rozpoczęto jego resuscytację, ale niestety, nie udało się przywrócić funkcji życiowych i załoga pogotowia ratunkowego stwierdziła zgon.

Parada, festyn i kiermasz rękodzieła na Święcie Fyrtla Garbary

0

Pokazy taneczne, występy muzyczne na festynie, kolorowa parada ze szczudlarzami i artystami, która przejdzie Garbarami, no i kiermasz rękodzieła na placu Bernardyńskim. Fyrtel Garbary już po raz drugi zaprasza na swoje święto.

Wszystko odbędzie się 24 września, oczywiście w rejonie Garbar. O godzinie 15.00 wyruszy parada, która przejdzie z placu Kolegiackiego na plac Bernardyński. Tam odbędzie się festyn z kiermaszem rękodzieła i warsztatami, a miłośnicy tańca i muzyki będą mogli podziwiać występy na festynowej scenie, między innymi zespołu Golden Collectiv.

Impreza jest organizowana przez Radę Osiedla Stare Miasto oraz firmy, szkoły, organizacje i instytucje mające swoją siedzibę właśnie na Starym Mieście w rejonie Garbar. Będą też oczywiście tutejsi rzemieślnicy i szkoły, w tym baletowa i odzieżowa. Odbywa się po raz drugi, a służy promocji ulicy i fyrtla, a także poprawie warunków życia i prowadzenia działalności gospodarczej na ulicy. Kilkadziesiąt lat temu to właśnie na Garbary poznaniacy przychodzili na najlepsze zakupy. Mieszkańcy i lokalni działacze chcieliby odbudować tę tradycję.

Poważna awaria magistrali. Część Poznania nie miała wody przez kilka godzin!

0

Do poważnej awarii magistrali wodociągowej doszło w Czapurach pod Poznaniem. Pękła rura zasilająca same Czapury, ale także całe miasto Poznań. Mieszkańcy kolejnych dzielnic po kolei alarmowali, że nie mają wody.

Do awarii doszło 23 września wieczorem, około godziny 20.00 w Czapurach na wysokości ulicy Leśnej. Tą właśnie ulicą i sąsiednią Poznańską nagle zaczęła płynąć rzeka wody, uniemożliwiając ruch kołowy i zalewając przydrożne posesje. Z pomocą ruszyli strażacy, układając worki z piaskiem i wypompowując wodę z zalanych piwnic oraz garaży.

Ekipy Aquanetu przystąpiły do usuwania awarii, na miejscu byli też przedstawiciele Centrum Zarządzania kryzysowego Miasta Poznania. Tymczasem z kolejnych dzielnic zaczęły dochodzić informacje, że nie ma wody.
„Ogromna awaria. Mamy suche krany w całym bloku i nikt nie potrafi powiedzieć, kiedy znów będzie woda” – napisała do nas Użytkowniczka z Jeżyc. Z kolei mieszkańcy osiedla Piastowskiego informowali, że na niższych piętrach woda jest, ale mieszkańcy wyższych już jej nie mają. Wody nie było także na Grunwaldzie, Łazarzu i Starołęce. Wody nie miały także same Czapury – tamtejsze sklepy błyskawicznie sprzedały cały zapas baniaków z wodą.

Aquanet zaapelował do mieszkańców o zaopatrzenie się w wodę pitną w butelkach, ponieważ usuwanie tak dużej awarii może potrwać dłużej. „W wyniku awarii najprawdopodobniej do godzin nocnych mogą występować problemy z obniżonym ciśnieniem wody na terenie Poznania i Czapur.” – poinformowała spółka na swojej stronie.

Na szczęście awarię udało się usunąć szybko i już około godziny 21.00 woda zaczęła się pojawiać w kranach. Jedynie na wyższych piętrach był problem z jej ciśnieniem.

45-latek podejrzany o włamanie do automatu płatniczego. Usłyszał zarzuty

0

Policjanci z Wydziału Kryminalnego Komendy Miejskiej Policji w Kaliszu zatrzymali 45-letniego mężczyznę podejrzanego o dwukrotne włamanie do tego samego automatu płatniczego. Podejrzany usłyszał już zarzuty.

– Do pierwszego włamania doszło 4 września – informuje podkom. Anna Jaworska-Wojnicz, oficer prasowa Komendy Miejskiej Policji w Kaliszu. – Nieznany sprawca uszkodził automat płatniczy zamontowany przy jednej z toalet i ukradł znajdujące się wewnątrz pieniądze. Dwa dni później, już po naprawieniu uszkodzonego urządzenia, znowu doszło do kradzieży z włamaniem do automatu. Po raz kolejny sprawca uszkodził urządzenie i zabrał znajdujące się wewnątrz pieniądze.

Łączna suma skradzionych pieniędzy podczas tych zdarzeń wyniosła 70 złotych, ale straty to prawie 8 tysięcy złotych. Tyle kosztowała dwukrotna naprawa uszkodzonych urządzeń, jak oszacował pokrzywdzony.

– Na podstawie zebranego materiału dowodowego policjanci Wydziału Kryminalnego wytypowali sprawcę tych przestępstw – wyjaśnia oficer prasowa. – Okazało się, że to 45-letni mieszkaniec Kalisza. Mężczyzna został zatrzymany i usłyszał zarzuty.

Dobry mecz Lecha Poznań. „Kolejorz” wygrywa ze Stalą Mielec

0

Lech Poznań już przegrywał na własnym stadionie ze Stalą Mielec, ale zdołał zdobyć dwie bramki i zgarnąć trzy punkty. Z bardzo dobrej strony pokazał się w tym spotkaniu Velde, który najpierw zdobył bramkę, a następnie po jego akcji padła druga bramka.

Chociaż „na papierze” zdecydowanym faworytem starcia byli poznaniacy, to w poprzednich spotkaniach Stal Mielec był dla lechitów wyjątkowo trudnym rywalem. Po 23′ minutach kibice „Kolejorza” mogli się obawiać, że i tym razem łatwo nie będzie… Właśnie wtedy Shkurin świetnie zagrał do Domańskiego, a ten pewnym uderzeniem pokonał Mrozka.

Piłkarze Johna van den Broma rzucili się do odrabiania strat i udało im się to w 37′ minucie. Chyba pierwsza nieco bardziej dynamiczna akcja przyniosła gospodarzom bramkę. Marchwiński świetnie zagrał prostopadle do wchodzącego w pole karne Velde, a ten przyjął piłkę i bez problemu pokonał bramkarza Stali.

Trzy minuty później padła druga bramka dla lechitów – rozkręcający się Velde mocno uderzył w kierunku bliższego słupka bramki gości. Strzał obronił Kochalski, ale do piłki dopadł Marchwiński i zdobył drugą bramkę dla „Kolejorza”.

W drugiej części gry lechici dalej atakowali, ale mieli ogromne problemy ze skutecznością pod bramką rywali. Mogło się to boleśnie zemścić w doliczonym czasie gry, kiedy goście mieli świetną okazję na doprowadzenie do remisu. Piłka jednak minimalnie minęła bramkę Mrozka.

Nowy skrzydłowy w Warcie Poznań. Już rozpoczął treningi

0

Przeszedł testy medyczne, 22 września podpisał umowę z Wartą Poznań i już trenuje z nowym klubem. 31-letni Tomas Prikryl, doświadczony skrzydłowy, mistrz Czech i dwukrotny zdobywca Pucharu Czech został nowym piłkarzem Warty Poznań.

Tomas Prikryl, rocznik 1992, jest wychowankiem klubu Sokol Velky Tynec, z którego trafił do Sigmy Ołomuniec. Jako 20-latek kupiony przez Spartę Praga w 2012 roku – a był już wówczas młodzieżowym wicemistrzem Europy w kategorii U-19, po finale przegranym po dogrywce z Hiszpanią. Z tym klubem zdobył mistrzostwo Czech i Puchar Czech w sezonie 2013/14. W sumie zagrał w Sparcie 98 meczów, strzelił 15 bramek i zebrał 5 asyst w meczach czeskiej ekstraklasy, w krajowym pucharze oraz w europejskich pucharach.

W sezonie 2015/16 grał w nich także w FK Mlada Boleslav, gdzie znów mógł się pochwalić imponującymi wynikami: 19 goli i 24 asysty w 115 meczach! W lipcu 2019 roku odszedł z FK Mlada Boleslav i związał się umową z Jagiellonią Białystok – spędził w niej cztery sezony, rozegrał 111 spotkań, zdobył 11 bramek i uzyskał 18 asyst. Już jako wolny zawodnik podpisał kontrakt z Wartą Poznań.

– Jeszcze kilka miesięcy temu sprowadzenie takiego zawodnika pozostałoby pewnie w sferze życzeń Warty – mówi Rafał Grodzicki, menedżer ds. sportu Warty Poznań. – Tomas to piłkarz o dużej jakości, ale był po prostu poza naszym zasięgiem. Teraz sytuacja się zmieniła, a nasze plany zmieniły się przez ostatnie kontuzje ważnych zawodników. Mimo więc, że kadra wydawała się zamknięta, podjęliśmy rozmowy z Tomasem i cieszę się, że doszliśmy do porozumienia. Pozyskaliśmy zawodnika o dużych umiejętnościach, które wzmocnią nasze działania w tzw. trzeciej strefie, czyli w pobliżu bramki rywala. Będziemy mogli podejmować tam większe ryzyko niż do tej pory. Tomas ma bowiem atuty w postaci szybkości oraz gry jeden na jednego i potrafi wziąć ciężar gry na siebie. Z pewnością ma cechy, których trochę nam brakowało w drużynie i będzie dużym wzmocnieniem dla naszej ofensywy.

Umowa obowiązuje do czerwca 2024 roku z opcją przedłużenia o 12 miesięcy. Tomas Prikryl wcześniej przeszedł testy medyczne, a 23 września ma wziąć udział w treningu zespołu trenera Dawida Szulczka.

– W ostatnim czasie trenowałem indywidualnie według planów opracowanych przez trenera przygotowania fizycznego, więc pod tym względem jestem gotowy do treningów. Pewnie brakuje mi trochę praktyki meczowej, ale wierzę w to, że uda się to szybko nadrobić – mówi Tomas Prikryl. – Bardzo się cieszę, że zostałem piłkarzem Warty Poznań. Czuję się też dobrze po powrocie do ekstraklasy, bo podobała mi się gra tutaj: liga jest na wysokim poziomie, są tu bardzo fajne stadiony, całe to otoczenie, zainteresowanie mediów, no i jakość piłkarzy. Mam nadzieję, że będzie to udany czas dla mnie i dla mojego nowego zespołu. Pamiętam, że pojedynki z Wartą zawsze były dla nas trudne i wyrównane. Chciałbym, żeby nasi rywale nadal mieli takie odczucia po meczach z Wartą. Mam nadzieję, że pomogę drużynie swoim doświadczeniem, bo mam go już trochę. I chciałbym pomóc w osiągnięciu jak najwyższego miejsca w tabeli, bo Warta to ambitny klub i cieszę się, że będę mógł zagrać w jego barwach.

Nowy piłkarz Warty Poznań ma 177 cm wzrostu, ważny 77 kg i będzie nosił koszulkę „Zielonych” z numerem 47. To siódmy nowy piłkarz Warty Poznań w tym sezonie po tym, jak wcześniej kontrakty z klubem podpisali Jakub Bartkowski, Filip Borowski, Kacper Przybyłko, Oskar Krzyżak, Bogdan Tiru i Dario Vizinger.

Autobusy wodorowe na ulicach Poznania. „Dla Poznania kwestie związane z ochroną środowiska są nie tylko symboliczne”

0

Dwa całkowicie zeroemisyjne autobusy wodorowe 23 września wyjechały na poznańskie ulice. Docelowo takich autobusów ma być 25 i stopniowo będą one zastępować starsze autobusy, mniej przyjazne dla środowiska.

Nowe autobusy zostały zaprezentowane 22 września, w Dzień bez Samochodu.
– Obchodzony dzisiaj Dzień bez Samochodu z pewnością przejdzie do historii poznańskiej komunikacji miejskiej – mówił prezydent Jacek Jaśkowiak. – Prezentując pierwszy we flocie poznańskiego przewoźnika autobus wodorowy, po raz kolejny udowadniamy, że dla Poznania kwestie związane z ochroną środowiska są nie tylko symboliczne. To realne działania, dzięki którym powietrze w mieście staje się czystsze. Ten kierunek będziemy konsekwentnie kontynuować, bo zależy nam na tym, aby poznanianki i poznaniacy mogli w pełni korzystać z udogodnień i najnowszych technologii, poprawiających jakość życia w mieście.

To pierwsze autobusy wodorowe w taborze MPK Poznań, ale docelowo będzie ich 25, wyprodukowanych przez Solaris Bus & Coach. Są napędzane energią z wodoru, która jest przetwarzana na prąd w ogniwie paliwowym, charakteryzują się bardzo niskim poziomem hałasu i wibracji. Produktem ubocznym zasilania autobusem wodorowym są woda i ciepło.

– Czysty i zrównoważony transport to podstawa funkcjonowania miast przyszłości – mówi Dariusz Michalak, wiceprezes zarządu firmy Solaris, odpowiedzialny za obszary Badań i Rozwoju oraz Logistyki. – Jesteśmy niezwykle dumni, że możemy dostarczać do Poznania autobusy wodorowe i że jego mieszkańcy już dziś będą mogli przekonać się o zaletach wodoru jako czystego i efektywnego nośnika energii. Przez ostatnie kilka lat w transporcie publicznym w Europie dokonała się niesłychana, zielona transformacja. Z radością patrzę na to, że Poznań nie tylko dotrzymuje tempa tym dynamicznym zmianom, ale jest ich zdecydowanym liderem.

Jak dotąd zakończyły się odbiory dwóch autobusów, które od 23 września będą wozić pasażerów na liniach 152, 162, 166, 184. W kolejnych tygodniach liczba wodorowych pojazdów będzie wzrastać aż do 15 grudnia, gdy mają przyjechać ostatnie, a dzięki temu będą mogły być wycofywane najstarsze autobusy, z najwyższą emisją spalin.

– „Wodorowce” będą kierowane przede wszystkim na linie funkcjonujące we wschodniej części Poznania, gdzie obecnie wciąż jeszcze dominują autobusy spalinowe – mówi Krzysztof Dostatni, prezes zarządu MPK Poznań. – Dworce Rataje i Śródka będą tymi, na których będą pojawiać się najczęściej. Ale nie tylko. Autobusy z napędem wodorowym charakteryzują się dużym zasięgiem na jednym tankowaniu i krótkim czasem napełniania zbiorników z wodorem, więc mogą kursować na każdej linii komunikacyjnej.

Wnętrze „wodorowców” jest w pełni klimatyzowane i monitorowane, wykładzina drewnopodobna, a siedzenia miękkie, z wzorem tapicerki nawiązującym do technologii wodorowej. Wszystkie będą wyposażone w system informacji pasażerskiej, ładowarki urządzeń mobilnych, terminale do zakupu biletów oraz tzw. kasowniki dwusystemowe, pozwalające zarówno na skasowanie biletu papierowego, jak i dokonanie operacji przy pomocy karty PEKA.

Kierowcy mają do dyspozycji system aktywnej kontroli bezpieczeństwa, umożliwiający wykrywanie m.in. pieszych, rowerzystów i innych uczestników ruchu drogowego znajdujących się w tzw. martwych strefach, a także pomagający w łagodzeniu skutków kolizji. W pojeździe zastosowano również nowoczesny, modułowy komputer pokładowy wyposażony w dotykowy wyświetlacz graficzny.

Zderzenie trzech samochodów w Wielkopolsce

0

Dwa samochody dostawcze i jeden osobowy zderzyły się na skrzyżowaniu ul. Stawiszyńskiej z Szeroką w Kaliszu. Samochodami podróżowało pięć osób, na szczęście nikt nie ucierpiał. Ale dwa samochody zostały odholowane przez pomoc drogową.

Do kolizji doszło 20 września po godzinie 20.00. Jak podaje portal „kalisz24 INFO”, policjanci wstępnie ustalili, że kierowca osobowego renault jadąc ulicą Stawiszyńską postanowił na skrzyżowaniu z Szeroką skręcić w lewo. Kierowca jadącego za nim dostawczego Iveco nie zachował odpowiedniej ostrożności – a także odległości – i wjechał w tył auta. Uderzony samochód odbił na sąsiedni pas, uszkadzając jadącego zgodnie z przepisami dostawczego Renault Mastera.

Wszystkimi samochodami jechało w sumie 5 osób, ale na szczęście żadnej z nich nic poważnego się nie stało. Najbardziej ucierpiały samochody – dwa z nich zostały odholowane przez pomoc drogową

Zderzenie trzech samochodów. Dwa samochody zostały poważnie uszkodzone

0

Ciężarówka i dwa samochody osobowe zderzyły się na ulicy Częstochowskiej w Kaliszu, na wysokości Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 2 KM Państwowej Straży Pożarnej. Według policjantów zawinił kierowca ciężarówki, bo nieprawidłowo zmienił pas.

Wypadek miał miejsce 22 września tuż po godzinie 6.00 rano. Jak powiedziała portalowi „kalisz24 INFO” podkom. Anna Jaworska-Wojnicz, rzecznik prasowa Komendy Miejskiej Policji w Kaliszu, policjanci ustalili, że zawinił 33-letni kierowca ciężarówki, który nieprawidłowo wykonał manewr zmiany pasa ruchu i w efekcie zderzył się ze znajdującym się na sąsiednim pasie osobowym volkswagenem, spychając go na sąsiedni pas, gdzie zderzył się z jadącym z przeciwka fordem.

Kierowcy aut osobowych nie ucierpieli, ale ich samochody zostały poważnie uszkodzone. Pomoc drogowa odholowała je z miejsca zdarzenia. Jak sprawdzili policjanci – wszyscy kierowcy byli trzeźwi.

Zderzenie dwóch samochodów. Jedna osoba z obrażeniami

0

Na ulicy Częstochowskiej w Kaliszu ciężarówka wjechała w tył poprzedzającego ją samochodu osobowego marki Ford. Jedna osoba, pasażerka forda, odniosła obrażenia i musiała zostać przewieziona do szpitala. Na szczęście obrażenia nie zagrażają jej życiu.

Wypadek miał miejsce 20 września po godzinie 10.00. Jak powiedziała portalowi „kalisz24 INFO” podkom. Anna Jaworska-Wojnicz, rzecznik prasowa Komendy Miejskiej Policji w Kaliszu, według wstępnych ustaleń policjantów kierowca forda, 34-letni mieszkaniec Kalisza, jechał ulicą Częstochowską i zwolnił, ponieważ zamierzał skręcić w lewo. Jadąca za nim ciężarówka, prowadzona przez 44-letniego mężczyznę, uderzyła w tył auta.

Obrażenia odniosła 35-letnia pasażerka forda, która została zabrana do szpitala na badania. Uskarżała się na ból pleców.

Jak trafić do kładki w Owińskach od strony Poznania? Miasto przygotowało mapę

0

Od końca lipca otwarta jest kładka przez Wartę łącząca Poznań i Owińska. Ale tak jak z Owińsk łatwo do niej trafić – tak dotarcie do niej od strony Poznania nie jest takie proste. Miasto więc przygotowało… mapę.

Od momentu otwarcia kładka w Owińskach budzi niesłabnące zainteresowanie, któremu trudno się dziwić. Powodów jest kilka: przede wszystkim kładka jest bardzo ładna i ma efektowny punkt widokowy, z którego można podziwiać zapierający dech widok na dolinę Warty, pobliskie Owińska, Puszczę Zielonkę, wieżę widokową na Dziewiczej Górze i wiele innych urokliwych miejsc.

Ważny jest też element praktyczny: to pierwsza przeprawa przez Wartę od opuszczenia granic Poznania, czyli mostu Lecha – następna jest dopiero w Bolechowie. I chociaż kładka jest przeznaczona tylko dla pieszych i dla rowerzystów, to i tak ma duże znaczenie komunikacyjne między oboma brzegami rzeki. Kto wątpi, powinien się tu wybrać i zobaczyć, jak duży jest tu ruch, nie tylko w weekendy. Już w w ciągu pierwszych dziesięciu dni otwarcia kładki odwiedziło ją 10 tys. osób, jak wyliczyła gmina Czerwonak.

Kładka to owoc współpracy trzech gmin: Czerwonaka, Poznania i Suchego Lasu. Jej jeden wylot jest w Owińskach w gminie Czerwonak, na wysokości zespołu pocysterskiego, a drugi w poznańskim Radojewie, blisko granicy Radojewa i gminy Suchy Las.
– Cieszę się, że w bliskim sąsiedztwie Poznania powstała infrastruktura, która umożliwia ciekawe rekreacyjne wycieczki w czasie wolnym – mówił 28 lipca, podczas oficjalnego otwarcia kładki, prezydent Jacek Jaśkowiak.

Jednak z tą infrastrukturą chyba nie do końca wyszło tak jak powinno. Bo od strony Owińsk, owszem, łatwo do kładki można trafić, prowadzi do niej wygodna, nowa i oświetlona droga. Ale od strony Poznania sprawa przedstawia się znacznie gorzej.
„Na zachodnim brzegu można do niej dojechać lub dojść od strony Radojewa ul. Piołunową lub przedłużeniem ul. Nadwarciańskiej, jadąc z Naramowic” – wyjaśniają władze Poznania. – „Z końcowego przystanku tramwajowego przy ul. Błażeja do wejścia na kładkę jest około 7 kilometrów, natomiast z pętli Radojewo to tylko 2 km”.

Problemem jednak nie są odległości, ale jakość dróg prowadzących do kładki, w większości gruntowych i o bardzo różnej jakości. To powoduje, że pieszy czy rowerzysta, który nie zna zbyt dobrze terenu, może, jadąc wyboistą polną drogą bez jakichkolwiek oznaczeń, nabrać wątpliwości, czy aby na pewno zmierza w kierunku tak znanej i reklamowanej atrakcji turystycznej. Cóż, raczej jesteśmy przyzwyczajeni, że do atrakcji turystycznych prowadzą jeśli nie równie atrakcyjne, to przynajmniej przyzwoite drogi. Ale w tym przypadku tak jest tylko po stronie Owińsk…

Władze Poznania postanowiły jednak ułatwić życie turystom chcącym zobaczyć kładkę. Nie, nie wybudowały drogi. Przygotowały mapę, która jest dostępna na stronie miasta i która pokazuje proponowane trasy piesze lub rowerowe do kładki w Owińskach od strony Poznania. Można z niej korzystać na tablecie lub smartfonie, mapa pozwala także na pobranie śladów GPS dla proponowanych tras, żeby użytkownik się nie zgubił, podaje informację o rodzaju nawierzchni trasy – można ściągnąć zdjęcie wizualizacji – proponuje także miejsca warte zobaczenia w tej okolicy.

Miejmy nadzieję, że z czasem do kładki od strony Poznania będzie prowadzić także droga.

Potrącenie kobiety w Poznaniu. Karetka zabrała ją do szpitala

0

Na ulicy Głogowską samochód osobowy potrącił młodą kobietę. Karetka zabrała ją do szpitala.

Wypadek miał miejsce 22 września po godzinie 19.00. Kobieta przechodziła przez jezdnię po pasach, gdy potrącił ją samochód. Na szczęście nie odniosła poważnych obrażeń, choć karetka zabrała ją do szpitala na dodatkowe badania.

Jak powiedział portalowi „epoznan”, Jakub Wakuluk, kierownik zespołów ratownictwa medycznego Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego, kobieta przechodziła przez jezdnię na zielonym świetle.