Hala Golęcin projekt fot-archimedia 1

Poznań: Czy hali na Golęcinie nie będzie? Wróblewski: “Miastu brakuje determinacji”

Projekt jest, chęci są – ale trzeci przetarg na budowę hali nie został rozstrzygnięty. Wszystko rozbija się o pieniądze. Co gorsza, z podtekstem politycznym.

O budowie hali na Golęcinie mówi się tak długo, że co młodsi poznaniacy mogą nie pamiętać czasów, gdy nie było jej w planach. Plany jej budowy przeżywały wzloty i upadki, tak jeśli chodzi o projekt, jak i lokalizację, jednak kilka lat temu zaczęły się rysować pewne szanse na to, że hala jednak powstanie. Miasto przygotowało projekt, uzgodniono lokalizację – a kolejnym etapem miało być zbieranie środków na budowę. Miasto wyliczyło, że koszt budowy hali to mniej więcej 40 mln zł i wystąpiło do ministerstwa sportu z prośbą o wsparcie inwestycji.

Ministerstwo wsparcie przyznało, ale w wysokości 15 mln zł. Miasto prosiło o 28 mln. Wobec tego, jak 17 czerwca 2019 roku poinformowała radnych z Komisji Kultury Fizycznej i Turystyki Ewa Bąk, dyrektor Wydziału Sportu, zastępca prezydenta Jędrzej Solarski wysłał do Ministerstwa Sportu i Turystyki wniosek o dodatkowe 12 mln zł.

Czekając na odpowiedź ministerstwa, miasto rozpisało kolejny przetarg na budowę hali. Nie udało się go rozstrzygnąć – a na początku tego tygodnia nie udało się rozstrzygnąć także trzeciego przetargu. Zgłosił się tylko jeden chętny, który wybudowałby halę za 53 mln. Ale oferta była nie do przyjęcia, bo miasto miało na ten cel tylko 40 mln, bo odpowiedź z ministerstwa, czy będą dodatkowe środki oprócz tych 15 mln, wciąż nie nadeszła – mimo że od zadania pytania upłynęło już ponad pół roku. Przetarg trzeba więc było unieważnić – a tym samym budowa hali stanęła pod znakiem zapytania.

– Niestety, kolejny raz trzeba odłożyć bardzo ważną inwestycję sportową dla Poznania – ubolewał radny Bartłomiej Ignaszewski z Nowoczesnej. – Brak wsparcia Ministerstwa Sportu uniemożliwi budowę hali lekkoatletycznej na Golęcinie.

Tymczasem zdaniem radnych i posłów Prawa i Sprawiedliwości zwalanie winy na Ministerstwo Sportu to nierzetelność i manipulacja. W takim duchu odpisał na uwagę dziennikarza “Gazety Wyborczej”, oburzony poseł Bartłomiej Wróblewski z PiS.
“Proszę nie manipulować, bo my informowaliśmy o uzyskaniu 15 mln zł dofinansowania z Ministerstwa Sportu. I to zostało dotrzymane. To, że Jacek Jaśkowiak zrezygnował z inwestycji, to jego osobista decyzja. I jego odpowiedzialność” – napisał. Zdaniem posła ta sytuacja dowodzi tego, że miastu nie zależy na tej inwestycji, nie ma determinacji, by ją doprowadzić do końca, bo mając 5 mld w budżecie powinno brakujące pieniądze bez problemu znaleźć. Dlaczego jednak ministerstwo na prośby o dodatkowe pieniądze nie odpowiada – poseł już nie wyjaśnił.

Postanowił to natomiast wyjaśnić inny poseł, Adam Szłapka z Nowoczesnej, który skierował interpelację w sprawie hali do minister sportu Danuty Dmowskiej-Andrzejuk. Zwrócił w niej uwagę między innymi na fakt, że Poznań nie ma hali, w której lekkoatleci mogliby trenować w godziwych warunkach, miała nią być właśnie hala na Golęcinie. Poseł pyta, jak ministerstwo w takim razie chce zapewnić lekkoatletom w Poznaniu odpowiednie warunki do treningów i czy w ogóle rozważa możliwość dodatkowego wsparcia finansowego budowy tej hali w przyszłości.

Budowa hali lekkoatletycznej na Golęcinie – wbrew pozorom – jest bardziej zasadna z punktu widzenia ministerstwa sportu niż miasta. Dla amatorów, dzieci i młodzieży w ramach lekcji wychowania fizycznego w zupełności wystarczyłby mniejszy i skromniejszy obiekt i takie obiekty władze Poznania budują, rozumiejąc swój samorządowy obowiązek i nie prosząc ministerstwa o wsparcie na każde boisko i bieżnię szkolną.

Ale hala taka jak ta na Golęcinie to zupełnie inny poziom. Taki obiekt pozwoli w Poznaniu kształcić olimpijczyków, którzy będą reprezentowali już nie tylko miasto, ale i cały kraj. Jej budowa leży więc bardziej w interesie ministerstwa sportu niż miasta Poznania.

Lilia Łada

0 0 votes
Oceń artykuł
1 Komentarz
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze