Doszczętnie spłonął dom mieszkalny i zaparkowane przy nim samochody w miejscowości Głuchowiec w gminie Wronki. Jedna osoba odniosła obrażenia w pożarze.
„W dniu 13 marca 2022 roku, o godzinie 12.47, dwa zastępy OSP Wronki, OSP Chojno, OSP Amica, JRG Szamotuły, policja, ZRM zostały zadysponowane do pożaru budynku mieszkalnego w Głuchowcu gmina Wronki” – poinformowała OSP Wronki KSRG i WOO na swoim profilu facebookowym. – „Na miejsce przybyli również pracownicy Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej we Wronkach”.
Ogień strawił dom mieszkalny i zaparkowane przed nim samochody oraz jednego mieszkańca. Pomocy udzieliła mu załoga karetki pogotowia.
Pomoc pracowników MGOPS również będzie potrzebna: budynek po pożarze nie nadaje się do zamieszkania, a to, czy nadaje się do remontu – określi inspektor nadzoru budowlanego.
Rosja od kilku dni usiłuje przekonać świat, że Ukraińcy dysponują bronią biologiczną i chemiczną, których zamierzają użyć. Czy może to oznaczać, że sami chcą użyć takiej broni i oskarżyć o to Ukrainę? Prezydent RP jest zdania, że tak.
Andrzej Duda w rozmowie z BBC stwierdził, że sytuacja Rosji na tej wojnie jest bardzo trudna, bo nic się nie układa tak, jak sobie życzył prezydent Władimir Putin: Ukraina nie przywitała wojsk rosyjskich z kwiatami jak wyzwolicieli, traktuje ich jak okupantów, przeciwników najazdu jest dużo więcej niż się spodziewali i dotąd nie udało się ich pokonać, mimo że wojna trwa już osiemnaście dni. W tym czasie też nie udało się Rosjanom zająć żadnego z dużych miast: Mariupol jest okupowany i bombardowany, ale walczy, Charków i Mikołajów tak samo, nie mówiąc o Kijowie, a w miastach zachodniej Ukrainy mają miejsce tylko okazjonalne naloty.
Jednak od kilku dni Rosjanie uporczywie rozpowszechniają pogłoski o posiadaniu przez Ukrainę broni chemicznej i biologicznej, którą mają produkować wspólnie z Amerykanami. Mówił o tym między innymi Siergiej Ławrow, minister spraw zagranicznych Rosji, po spotkaniu ze swoim ukraińskim odpowiednikiem Dmytro Kułebą, w Turcji 10 marca. Czy to oznacza, że zamierzają użyć takiej broni i oskarżyć o to Stany Zjednoczone oraz Ukrainę? Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski uważa, że to możliwe. „Jeśli chce się wiedzieć, co zamierza Rosja, to wystarczy zobaczyć, o co Rosja wini innych” – powiedział 11 marca.
Prezydent Andrzej Duda jest podobnego zdania. Powiedział dziennikarzowi BBC, że jego zdanie prezydent Rosji Władimir Putin jest w bardzo trudnej sytuacji: politycznie już tę wojnę przegrał, militarnie jest jest w stanie jej wygrać i w związku z tym może zechcieć użyć wszystkiego, w tym broni chemicznej. Rosja już kilkakrotnie użyła zakazanych rodzajów broni: bomb termicznych, kasetowych i fosforowych.
Andrzej Duda podkreślił, że jak wszyscy ma nadzieję, iż Putin nie posunie się aż tak daleko. Ale jeśli to zrobi, a trzeba brać pod uwagę taką ewentualność, to zmieni sytuację nie tylko na froncie rosyjsko-ukraińskim, ale także w NATO. Wtedy NATO musiałoby jednak zastanowić się, co robić dalej, bo użycie broni masowego rażenia stanowi zagrożenie dla całej Europy i świata.
Odrębnym problemem jest fakt, że efektem rosyjskiej agresji jest największy kryzys uchodźczy w Europie od czasów drugiej wojny światowej – a jak podkreślił prezydent, to jeszcze nie koniec ucieczek z bombardowanych ukraińskich miast i wsi. Docelowa liczba uchodźców szacowana jest na 5 mln ludzi, a do samej Polski może przyjechać 2,5 mln. Obecnie w naszym kraju jest około półtora miliona uchodźców, którzy mieszkają w ośrodkach wypoczynkowych, hotelach, prywatnych domach, ośrodkach sportowych – wszędzie tam, gdzie samorządy wygospodarowały dla nich miejsca. Polska nie ma ani jednego obozu dla uchodźców.
Od 14 marca magazyn darów na MTP w pawilonie 4, od ulicy Bukowskiej, będzie pracował krócej, bo od godziny 12.00 do 19.00. Dotąd był czynny od godziny 10.00. W soboty będzie można się do niego wybrać od 10.00 do 16.00.
Zmiana godzin otwarcia została dopasowana do potrzeb osób, które przywożą dary i tych, które je odbierają. Rano ruch jest najmniejszy, a zaczyna się około południa i trwa do wieczora. Poznaniacy przyjeżdżają z darami dla uchodźców zazwyczaj po południu, tak samo pojawiają się sami uchodźcy, którzy przychodzą wybrać sobie to, co jest im potrzebne. Dlatego zmieniono godziny otwarcia i od 14 marca magazyn będzie otwarty od 12.00 do 19.00, natomiast w soboty – od 10.00 do 16.00. Warto dodać, że do magazynu można dojechać samochodem od ulicy Bukowskiej, brama nr 6, a wolontariusze proszą o wcześniejsze zgłaszanie większej partii darów, by można było zamówić na MTP wózek widłowy.
Centralny magazyn prowadzi Caritas Poznań – na jej stronie i profilu facebookowym można znaleźć szczegółowe informacje na temat tego, co jest aktualnie potrzebne i dokąd jaką szykowane przez Caritas transporty humanitarne na Ukrainę. Jeden właśnie dotarł do Berdyczowa, a teraz jest pakowany kolejny, który pojedzie do bombardowanej Odessy.
Przypomnijmy, że po sąsiedzku, przy ulicy Bukowskiej 27/29 działa także miejski punkt pomocy – Poznań dla Ukrainy. Jest czynny od 10.00 do 20.00 i można tam przynosić żywność, środki higieny osobistej oraz ciepłe okrycia (np. koce) dla uchodźców z Ukrainy. Bieżące potrzeby punkt publikuje na swoim profilu Czuły Poznań na Facebooku.
Najwyraźniej bardzo wiele osób w całym kraju trzymało kciuki za operowanego tygrysa, bo Gogh juz się obudził po operacji i czuje się lepiej, choć oczywiści kciuki nadal warto trzymać, bo to dopiero początek, jak informuje zoo.
Przypomnijmy, że Gogh, tygrys uratowany z transportu na białoruskiej granicy, nie najmłodszy i nie najzdrowszy, musiał przejść poważną operację. W dodatku była to już druga operacja – pierwszą przeszedł od razu po przyjeździe do Poznania. Z powodu stresu, fatalnych warunków bytowych podczas transportu i niewłaściwej karmy zatrzymało mu się trawienie, przestał jeść i niezbędna okazała się operacja, by udrożnić jelita.
Wczorajsza operacja była druga, przeprowadzona przez zespół dr. Franka Goeritza z IZW – i tygrys przeszedł ją bardzo dobrze.
„Gogh jest niesamowity!” – możemy przeczytać radosne wieści na oficjalne stronie poznańskiego ogrodu zoologicznego. – „Przeżył, podniósł się, miał sobie odpoczywać na lekach tłumiących ból, a już zwiedza klatkę i nie przyjmuje do wiadomości faktu, że trzeba poczekać ze śniadaniem… Pasja życia, siła, determinacja, wola walki”.
Zmiany w organizacji ruchu na Baraniaka, Kórnickiej, Mostowej, Kazimierza Wielkiego, Marii Magdaleny, Cegielskiego, Dowbora-Muśnickiego i Garbary – to efekt 18. Recordowj Dziesiątki, która w niedzielę 13 marca przebiegnie przez miasto.
Zmiany będą obowiązywać w godzinach od 11.00 do 14.00. W czasie przygotowań do biegu (od godz. 10.00 do 12.00) zamknięty będzie ruch na ul. Baraniaka na odcinku od ul. Inflanckiej do ul. Jana Pawła II (w obu kierunkach). Natomiast podczas samego biegu zamknięte będą ulice: Baraniaka, Kórnicka, most Rocha, Mostowa (do ul. Wierzbowej), Kazimierza Wielkiego, Marii Magdaleny, Cegielskiego, Dowbora-Muśnickiego, Garbary (za skrzyżowaniem z ul. Długą).
Ponadto wstrzymany będzie ruch ul. Jana Pawła II od ronda Śródka do ronda Rataje (w obu kierunkach). Ruch po południowej stronie ronda Śródka oraz po północnej i wschodniej stronie ronda Rataje odbywać się będzie jednym pasem.
Dojazd do pl. Bernardyńskiego i Wielkopolskiego Centrum Onkologii przy ul. Garbary będzie możliwy ulicami: Niezłomnych, Kościuszki, Krakowską, Łąkową, Strzelecką i Długą. Wyjazd – prawym pasem ul. Garbary w kierunku ul. Krakowskiej i Strzeleckiej.
Zalecany objazd ul. Garbary (w stronę ul. Królowej Jadwigi) oraz ul. Kazimierza Wielkiego i Mostowej prowadzi przez al. Niepodległości. Zalecany objazd ul. Jana Pawła II (od ul. Warszawskiej w stronę ronda Rataje) prowadzi ul. Warszawską, Światopełka, Browarną, Dymka, Chartowo i Krzywoustego.
Na ul. Wileńskiej, Trockiej i Grodzieńskiej chodniki, drogi rowerowe i pasy zieleni zostaną zabezpieczone przed nieprawidłowym parkowaniem.
Służby organizatora będą na bieżąco udzielać informacji o objazdach, a w sytuacjach awaryjnych umożliwiać przejazd przez tereny zamknięte dla ruchu.
Stała organizacja ruchu będzie przywracana przez policję sukcesywnie po przebiegnięciu ostatniego uczestnika biegu przez kolejne odcinki trasy – nie później, niż do godz. 14.00.
Ministerstwo Zdrowia opublikowało szczegółowe informacje o liczbie zakażeń koronawirusem. Sprawdź ile było zakażeń koronawirusem w Polsce. Jak ustrzec się przed zakażeniem? Jakie są objawy choroby? Jakie zasady obowiązują w czasie pandemii? Gdzie i jak wykonać test? Tu znajdziecie odpowiedzi na te wszystkie pytania.
Dane opublikowane 13 marca 2022:
– Mamy 7580 (w tym 812 ponownych zakażeń) potwierdzonych przypadków zakażenia #koronawirus z województw: mazowieckiego (1436), wielkopolskiego (902), pomorskiego (625), kujawsko-pomorskiego (581), dolnośląskiego (533), zachodniopomorskiego (525), śląskiego (504), lubelskiego (484), małopolskiego (483), łódzkiego (365), lubuskiego (294), warmińsko-mazurskiego (267), świętokrzyskiego (149), opolskiego (134), podlaskiego (114), podkarpackiego (102). 82 zakażenia to dane bez wskazania adresu, które zostaną uzupełnione przez inspekcję sanitarną – poinformowało Ministerstwo Zdrowia.
Z powodu koronawirusa zmarła 1 osoba. Z powodu koronawirusa i chorób współistniejących zmarło 9 osób.
Warto przypomnieć, że choroba koronawirusowa, zwana także covid-19, to choroba zakaźna wywoływana przez wirusa SARS-CoV-2. U większości osób, które na nią zachorują, występują objawy o łagodnym lub umiarkowanym nasileniu, które nie wymagają pobytu w szpitalu – jednak część zachoruje bardzo poważnie i będzie wymagać leczenia szpitalnego z podłączeniem do respiratora włącznie.
Jakie są objawy koronawirusa?
Na początku objawy zakażenia koronawirusem mogą przypominać grypę lub przeziębienie. Osoby zakażone zwykle mają wysoką gorączkę, kaszel, duszności, mogą też utracić węch lub smak, cierpieć na bóle mięśni i głowy, biegunkę, bóle brzucha oraz wysypkę. Zawsze przy takich objawach, nawet będąc przekonanym, że to zwykłe przeziębienie, warto skontaktować się z lekarzem podstawowej opieki zdrowotnej. Jeśli lekarz uzna, że objawy rzeczywiście mogą wskazywać na zakażenie koronawirusem, zleci wykonanie testu.
Natomiast przy dusznościach lub kłopotach z oddychaniem należy natychmiast zadzwonić na numer 112 lub 999, aby uzyskać pomoc medyczną. Trzeba jednak uprzedzić, że jest podejrzenie zakażenia koronawirusem, bo wtedy personel medyczny przyjedzie z odpowiednim wyposażeniem.
Jak wykonać test?
Wykonanie testu zazwyczaj zleca lekarz pierwszego kontaktu – jeśli podejrzewa zakażenie koronawirusem lub jeśli pacjent poda mu informacje, które wskazują, że zakażenie jest prawdopodobne. Skierowanie może też wystawić lekarz dyżurujący w ramach nocnej lub świątecznej opieki zdrowotnej. Można również zapisać się na test online. Wystarczy wypełnić formularz dostępny na stronie gov.pl/dom.
Warto przed wybraniem się na test skorzystać z wyszukiwarki punktów testów, by nie czekać niepotrzebnie w kolejce i wybrać punkt najbliżej domu. Wszystkie punkty wraz adresem, godzinami otwarcia i numerami telefonów znajdują się na stronie wielkopolskiego oddziału NFZ.
W Polsce są dostępne dwa rodzaje testów: antygenowe i PCR. Oba rodzaje testów potwierdzają zakażenie SARS-CoV-2, ale testy antygenowe stosuje się w przypadku konieczności uzyskania UCC ważnego 48 godzin, a testy PCR – przy uzyskaniu UCC z tytułu bycia ozdrowieńcem. Oba testy mogą zwalniać z odbycia kwarantanny po przyjeździe zza granicy (niezależnie od tego czy z UE lub strefy Schengen, czy nie). Warto jednak pamiętać, że osoby przylatujące do Polski spoza strefy Schengen mają obowiązek wykonania testu na obecność koronawirusa co najmniej 24 godziny wcześniej.
Jak chronić się przed zakażeniem koronawirusem?
Należy zachowywać minimum 1,5 metra odległości między pieszymi – chyba że są to rodzice z dziećmi lub osoby wspólnie mieszkające. Obowiązkowe jest też noszenie maseczek w przestrzeniach zamkniętych, czyli biurach, bankach, sklepach, komunikacji publicznej, placówkach kultury, przychodniach, szkołach, uczelniach i miejscach użyteczności publicznej. Warto pamiętać, że chusty, przyłbice i szalki nie są dozwolone, ponieważ nie chronią przed koronawirusem.
By maseczka chroniła przed rozprzestrzenianiem się koronawirusa należy odpowiednio ją zakładać i ściągać, a przed założeniem i po zdjęciu pamiętać o umyciu i dezynfekcji rąk. Maseczki wielorazowego użytku należy prać w temperaturze 60 stopni C.
Nie wszyscy muszą nosić maseczki. Z tego obowiązku zwolnione są osoby posiadające zaświadczenie lekarskie, że nie powinny ich nosić. Dotyczy to między innymi osób niepełnosprawnych intelektualnie lub z chorobami układu oddechowego lub krążenia, które charakteryzują się niewydolnością oddechową lub niewydolnością krążenia.
Maseczki nie obowiązują na świeżym powietrzu oraz w czasie podróży prywatnym samochodem, motocyklem, czterokołowcem, motorowerem, a także w zakładzie pracy podczas spożywania posiłku.
Kolejną zasadą, które może ustrzec przed zakażeniem, jest częste mycie i dezynfekcja rąk, a także unikanie dotykania powierzchni, na których wirus może przetrwać, takich jak blaty stołów, klamki, poręcze lub wózki sklepowe. W sklepie warto używać rękawiczek foliowych do wybierania towaru, a płacić bezgotówkowo. Witając się z kimś lepiej unikać uścisków dłoni. W przypadku konieczności podpisania jakiegoś dokumentu – warto używać własnego długopisu.
Od 1 marca 2022 r. emerytury i renty będą wyższe o 7 procent. Tyle wyniesie tegoroczna waloryzacja świadczeń, wzrośnie również dodatek pielęgnacyjny oraz świadczenie przedemerytalne.
Przeprowadzana w tym roku przez ZUS waloryzacja procentowa polega na pomnożeniu kwoty świadczenia brutto, które przysługuje 28 lutego 2022 r. przez wskaźnik 107 proc. Jeśli przykładowo 28 lutego 2022 r. emerytura wynosiła 2000 zł brutto, to od 1 marca 2022 r. wzrośnie o 140 zł brutto (2000 zł x 107 proc. = 2140 zł brutto).
– Nie trzeba składać wniosków o waloryzację świadczenia – wyjaśnia mówi prof. Gertruda Uścińska, prezes ZUS. – Każdy emeryt i rencista otrzyma z ZUS decyzję o nowej wysokości swojego świadczenia. ZUS wyśle ją w kwietniu. Wcześniej informację o waloryzacji będzie można sprawdzić na swoim koncie na Platformie Usług Elektronicznych ZUS.
Waloryzacja dotyczy świadczeń długoterminowych, m.in.: emerytur, rent z tytułu niezdolności do pracy, rent rodzinnych, a także dodatków do tych świadczeń, np. dodatku pielęgnacyjnego czy dla sierot zupełnych. Od 1 marca minimalna emerytura wyniesie 1338,44 zł brutto, czyli o prawie 88 zł więcej niż przed tą datą. O taką samą kwotę wzrośnie minimalna renta z tytułu całkowitej niezdolności do pracy i renta rodzinna. Świadczenie przedemerytalne wzrośnie do 1350,70 zł, a dodatek pielęgnacyjny wyniesie 256,44 zł.
Zakład Ubezpieczeń Społecznych przygotowuje się też do wypłaty tzw. trzynastek. W tym roku wyniosą 1338,44 zł brutto. Aby otrzymać to świadczenie, nie trzeba składać żadnego wniosku.
Dodatkowe roczne świadczenie pieniężne otrzymają osoby, które do 31 marca 2022 r. będą miały ustalone m.in. prawo do emerytury czy renty. ZUS wypłaci trzynastki razem ze świadczeniami przysługującymi za kwiecień.
Zakład Ubezpieczeń Społecznych ujawnił niedawno, ile wynosi największa emerytura w Polsce. Ponad 25,3 tys. złotych-tyle pieniędzy co miesiąc wpływa na konto mieszkanki województwa kujawsko-pomorskiego. Kobieta ma za sobą 61 lat pracy. Jak informuje ZUS, na emeryturę przeszła po skończeniu 80 lat i jej emerytura jest 10 razy wyższa od przeciętnej.
Kwitną ranniki, przebiśniegi, śnieżyce i ciemierniki, kwitną i pachną oczary – do Arboretum Kórnickiego zawitała wiosna. I mimo wojny na Ukrainie to budzenie się do życia, coroczny rytm, daje nadzieję, jak napisała dr inż. Kinga Nowak, kierownik arboretum.
„To, co dzieje się już od dwóch tygodni, porusza nas wszystkich, inne są nasze myśli, nasze współczucie, nasze czyny, a nawet łzy ocierane przed telewizorem… to zupełnie inna wiosna (choć dwie poprzednie też nie należały do typowych), trudno więc publikować nam radosne wpisy o kwitnących śnieżycach… Przyroda jednak budzi się do życia, jak co roku dostrzegamy jej zmiany, rozpoczynamy wiosenne prace. Ten coroczny rytm, zakwitające kwiaty, rozwijające się powoli pąki, śpiew ptaków dają nadzieję i uspokojenie. Spacerując alejkami naszego Arboretum czuję harmonię przyrody, jej porządek i poczucie, że chociaż tu nie stoi wszystko na głowie, pomaga mi to w rozważaniach, próbie poukładania sobie w głowie tego, co się dzieje (choć to chyba nie jest możliwe). Zawsze w trudnych sytuacjach mi to pomagało… Wybaczcie Państwo ten emocjonalny post, nie mogłam jednak inaczej… ” – napisała dr inż. Kinga Nowak, kierownik arboretum.
Warto wybrać się więc do Arboretum, by popracować nad przywróceniem równowagi i odzyskaniem nadziei: można podziwiać kwitnące przebiśniegi i śnieżyce, a przy okazji nauczyć odróżniać jedne od drugich, całe łany złocistych ranników i pięknie pachnący w słoneczne dni oczar. Kwitnie też już najwcześniejsza kalina, więc mimo wczesnej pory roku Arboretum Kórnickie jest pełne kwiatów. I to warto zobaczyć – w marcu można je odwiedzać od godziny 10.00 do 16.00.
Rosjanie w nocy ostrzelali Czernihów, Kijów, Lwów, Równe, Tarnopol, Dniepr, Czerkasy, Charków, Kramatorsk, Słowiańsk, Winnicę, Połtawę, Żytomierz, Odessę, Wołyń i Zaporoże. Pociski zostały wystrzelone także w kierunku Jaworowa, 16 kilometrów od granicy z Polską.
Rosyjskie wojska w nocy zintensyfikowały ataki na wszystkich odcinkach frontu, jak informuje „The Kiev Independent”. Ostrzelane zostały praktycznie wszystkie większe miasta, w tym Jaworów znajdujący się zaledwie 20 km od granicy z Polską. W Jaworowie znajduje się międzynarodowy wojskowy ośrodek szkoleniowy i to zapewne on był celem Rosjan. Atak na Czernihów zniszczył do reszty hotel „Ukraina”, z którego miasto było bardzo dumne. We Lwowie wywołał panikę wśród uchodźców. Według szacunków tylko przez dworzec w tym mieście przewija się około 50 tysięcy osób dziennie.
Atakowane były także miasta na wschodzie, między innymi Siewierodonieck i Rubiżne w obwodzie ługańskim, a także Odessa i mikołajów na południu. Jak poinformował Witalij Kim, szef obwodu mikołajowskiego, Rosjanie najpierw prowadzą ostrzał, a później ukrywają się w wioskach wśród cywilów, żeby nie dosięgnął ich ostrzał odwetowy ze strony żołnierzy ukraińskich.
W Mariupolu jest tragedia: władze doliczyły się 1582 zabitych, ale nie wiadomo, czy są to dokładne dane, bo oblężenie miasta i ataki trwają. W mieście nadal znajduje się około 400 tys. mieszkańców, nie mają żywności, wody i ciepła, nie mogą też wyjechać, bo każda prób utworzenia korytarza humanitarnego, mimo że uzgadniana z Rosjanami, kończy się ostrzałem ewakuowanych. Jak informuje agencja Ukrinform, Ludmyła Denisowa, ukraińska rzeczniczka praw człowieka, powiedziała, że kolejne próby ewakuacji są podejmowane i wszyscy modlą się o to, by się udały. W sobotę z oblężonych i ostrzeliwanych miast udało się wyjechać 13 tysiącom osób dzięki korytarzom humanitarnym. Jak powiedziała wicepremier Iryna Wereszczuk, przy takim ostrzale ewakuacja jest jedyną szansą na przeżycie.
Ciężkie walki nadal toczą się w 36-tysięcznej Buczy – o tę podkijowską miejscowość walczą Rosjanie chcący okrążyć Kijów. Problemem Buczy są nie tylko walki: Rosjanie okradają i dewastują sklepy, prywatne mieszkania, a w mieście nie ma gazu, wody, prądu. Mieszkańcy nie nadążają z chowaniem zabitych sąsiadów, bo trwa ostrzał.
W Popasnej w obwodzie ługańskim Rosjanie użyli pocisków fosforowych, które są silnie trujące, jak poinformował „Ukrainską Prawdę” Ołeksij Biłoszycki, zastępca tamtejszego komendanta policji. Zgodnie z Konwencją Genewską broń fosforowa nie może być stosowana na terenach zaludnionych, a jedynie do oświetlania.
„Wszędzie, dokąd wkracza Rosja, umierają marzenia i zaczyna się walka o przetrwanie” – powiedział w sobotę prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Dodał, że to kraj naznaczony przemocą, a jego fundamentem istnienia jest terror i wyścig zbrojeń, a nie dbałość o szczęście obywateli.
„walczymy o nasze prawo do bycia wolnym, o prawo, by żyć na swej własnej ziemi tak, jak uważamy za stosowne, a nie tak, jak ktoś chciałby za nas i wbrew naszej naturze, byśmy żyli” – podsumował.
Prezydent Zełenski poprosił też w sobotę premiera Izraela Naftalego Beneta o pomoc w uwolnieniu Iwana Fiodorowa, mera Melitopola, który został uprowadzony przez Rosjan, a teraz jest torturowany, bo nie chce uznać publicznie władz rosyjskich.
„Należy powstrzymać represje przeciwko cywilnej ludności. Poprosiłem o pomoc w uwolnieniu pojmanego mera Melitopola i tamtejszych aktywistów społecznych” — napisał prezydent.
W wojnie zginęło już 82 ukraińskich dzieci, jak podał w sobotę wieczorem Ołeksij Daniłow, sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy.
Siedemnasty dzień Rosjanie atakują Ukrainę. W Dnieprze, Mikołajowie, Kropywnyckim, Wasylkowie i Łucku słychać eksplozje. Wojska rosyjskie zbliżają się do Kijowa. W okupowanych miastach trwają protesty przeciwko Rosjanom.
Prezydent Wołodymyr Zełenski potwierdził, że Iwan Fiodorow, porwany mer Melitopola, żyje, ale jest torturowany w rosyjskiej niewoli. Kilka tysięcy mieszkańców Melitopola zorganizowało protest żądając uwolnienia mera – okupanci zatrzymali organizatorkę demonstracji. Protesty trwają też w okupowanym przez Rosjan Berdiańsku na południu Ukrainy. Mieszkańcy krzyczą: „Rosjanie, wracajcie do domu!”. Protesty trwają także w Chersoniu mimo godziny policyjnej.
🇺🇦Щодня у тимчасово окупованому Бердянську люди виходять на акції.
У місті періодично зникає зв'язок, немає газу. Раніше окупанти захопили місцеву радіостанцію й розповсюджували фейки та пропаганду.
W oblężonym Mariupolu zginęło już ponad 1200 osób według szacunków miejscowych władz. Rosjanie ostrzelali tamtejszy meczet, w którym schroniło się 86 osób, w tym obywatele Turcji i dzieci, jak poinformowało na Twitterze ukraińskie MSZ. Miasto od kilkunastu dni nie ma prądu, gazu, wody, łączności i ogrzewania, ale nie można ewakuować mieszkańców, bo każda próba, mimo uzgodnień z oddziałami rosyjskimi, kończy się ostrzałem konwoju.
Rosjanie ostrzelali także lotnisko w Wasylkowie w obwodzie kijowskim i znajdującą się pod miastem bazę sił powietrznych Ukrainy. Lotnisko zostało całkowicie zniszczone, jak podała mer Natalia Bałasynowycz. W pobliżu miasta Browary, także w obwodzie kijowskim, Rosjanie niszczą magazyny żywności, by pozbawić jedzenia mieszkańców.
W obwodach kijowskim i donieckim władze ukraińskie podjęły kolejne próby ewakuacji ludności cywilnej i dostarczenia pomocy humanitarnej. Do miasta Bilohorodka przyjechało 20 autobusów z Buczy. Ewakuowani mieszkańcy otrzymali żywność i pierwszą pomoc. Miasto Wołnowacha już nie istnieje, jak powiedział prezydent Wołodymyr Zełenski. Zostało całkowicie zniszczone przez okupantów. „Zniszczyli Wołnowachę, centrum Charkowa. Na wschodzie nie ma już życia” – powiedział Zełenski. W pobliżu Kijowa, pod wsią Peremoha, Rosjanie wczoraj ostrzelali konwój humanitarny kobiet i dzieci, które właśnie były ewakuowane po uzgodnieniu z Rosjanami. Siedmiu cywilów zginęło, w tym jedno dziecko. Ilu jest rannych – wciąż nie wiadomo.
Agencja Ukrinform podała, że w obwodzie zaporoskim, między wioskami Nesterianka i Myrne, czołg zmiażdżył samochód osobowy, w którym znajdowali się rodzice z dzieckiem. Według gwardii narodowej dorośli zginęli zmiażdżeni, a chłopczyk się spalił. Rodzina uciekała przed wojną, zatrzymali się na poboczu i wtedy najechał na nich czołg.
Rosjanie wyraźnie dążą do zamknięcia Kijowa w kotle, rosyjskie wojska zbliżają się do miasta, a cześć z nich rozproszyła się, by je okrążyć – poinformowało brytyjskie ministerstwo obrony. Ukraińcy przynajmniej częściowo pokrzyżowali im szyki zatrzymując jedną z kolumn i przejmując około trzech tuzinów czołgów oraz bojowych wozów piechoty. Cały czas kontrolują też południe miasta, dostarczając żywność, leki i paliwo. Najcięższe walki toczą się na północnym zachodzie i zachodzie. Doradca prezydenta Zełenskiego, Mychajło Podolak, zaprosił wraz z prezydentem na spacer po Kijowie.
Jak poinformował dziś wywiad wojskowy Ukrainy, rosyjska armia zalegalizowała maruderstwo, co w praktyce oznacza, że żołnierze mają sami się starać o wszystko, czego potrzebują, zabierając to lokalnym mieszkańcom i okradając sklepy.
Some Russian defense-focused Telegram channels are raising funds to buy gear, food, and medicine for Russian soldiers in Ukraine. pic.twitter.com/S2vHcHa7Jt
To dowodzi rosnącej demoralizacji, wyczerpania i rozprzężenia w armii okupanta, jak uważa Ołeksij Arestowycz, doradca prezydenta. Na to wszystko nakłada się jeszcze fakt, że Rosjanie spodziewali się zupełnie innego przyjęcia. Służba Bezpieczeństwa Ukrainy zatrzymała jednego z członków Grupy Wagnera, który wcześniej walczył w Syrii i Donbasie. Jak zeznał, jego mocodawcy mówili mu, że mieszkańcy Ukrainy będą ich witać kwiatami i z uśmiechem na twarzy w podzięce za wyzwolenie od faszystów.
Rosjanie mimo trwających protestów mieszkańców zamierzają przeprowadzić referendum w Chersoniu, w którym mieszkańcy mają się wypowiedzieć, czy chcą utworzenia „Chersońskiej Republiki Ludowej” czy też nie, jak poinformował Siergiej Hlan, zastępca chersońskiej rady obwodowej.
Siły zbrojne Ukrainy zniszczyły ponad jedną trzecią wojsk wroga, jednak – jak ostrzega Arestowycz, Rosja gromadzi dodatkowe oddziały, także najemników z Bliskiego Wschodu, których zamierza wysłać na Ukrainę. Te oddziały mogą być gotowe za 2-3 tygodnie i wtedy Rosja może podjąć kolejną próbę ataku.
Zdaniem Wadyma Denysenki, doradcy prezydenta Zełenskiego, raczej nie należy się obawiać ataku Białorusi na Ukrainę, bo Aleksandr Łukaszenka zrobi wszystko, co w jego mocy, aby w najbliższej przyszłości tego nie zrobić, jak podaje portal Ukrinform. Sytuacja na Białorusi jest trudna, przecież jeszcze niedawno trwały tam protesty, a wielu ludzi nadal przebywa w więzieniach. Białorusini są przy tym zdecydowanie przeciwni wojnie i powrót żołnierzy w trumnach mógłby być tą kroplą przelewającą czarę i doprowadzić do obalenia Łukaszenki.
Przed polsko-białoruskim przejściem granicznym w Koroszczynie trwa obecnie protest przeciwko transportowaniu tirami, mimo sankcji, towarów do Rosji i Białorusi. Uczestnicy protestu blokują drogę dojazdową. Według nich kolejka tirów, które nie mogą przejechać, ciągnie się już przez około 10 km.
Niemieckie koleje Deutsche Bahn wprowadziły w ten weekend darmowe przejazdy dla uchodźców z Ukrainy na terenie Niemiec i do krajów sąsiednich. Jak szacują, skorzysta z nich około 100 tys. osób. Dotąd do Niemiec przyjechało prawie 123 tysiące osób według szacunków Federalnego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, jednak może to być znacznie więcej, bo wewnątrz UE nie ma kontroli granicznych. Specjalne pociągi do Niemiec i Czech uruchomiło też PKP.
W mediach pojawiła się informacja, że premier Izraela Naftali Benet miał przekonywać prezydenta Zełenskiego do zgody na żądania Rosji, jednak Mychajło Podolak stanowczo temu zaprzeczył.
Sztab generalny ukraińskiej armii podał kolejne statystyki rosyjskich strat: personel – ponad 12 tys. osób, w tym rannych, zabitych i w niewoli; czołgi ‒ 362 szt.; samoloty – 58 szt.; śmigłowce – 83 szt., a także systemy artyleryjskie, środki obrony przeciwlotniczej, sprzęt motoryzacyjny, a nawet statki i cysterny. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski z kolei poinformował o stratach, jakie poniosła ukraińska armia – zginęło 1300 ukraińskich żołnierzy – podał Phil Stewart z agencji Reutera. A „Kiyv Independent” poinformował, że w czasie wojny zabito już 79 ukraińskich dzieci, a raniono blisko 100.
Kanclerz Niemiec Olaf Scholz i prezydent Francji Emmanuel Macron w kolejnej rozmowie z Władimirem Putinem zażądali natychmiastowego zawieszenia broni w Ukrainie i rozpoczęcia rozmów o pokoju. Szczegółów rozmowy nie ujawniono, jednak biuro prasowe prezydenta Macrona przekazało, że Putin nie chce zakończenia wojny.
Prezydent Zełenski w swoim kolejnym przemówieniu powiedział, że opór, jaki stawia najeźdźcy naród ukraiński, już jest legendarny, ale nie czas jeszcze na spoczynek na laurach, bo trzeba pamiętać o tych tysiącach ludzi, którzy zginęli z powodu agresji Rosji i jej niechęci do rozpoczęcia rozmów o pokoju. Podkreślił też, że okupacja Ukrainy jest niemożliwa, a on jest o tym całkowicie przekonany. „Nawet jeśli przywiozą tutaj na rzeź 1 milion Rosjan, to okupacja jest niemożliwa. Okupowanie umysłów Ukraińców jest niemożliwe” – powiedział prezydent Ukrainy.
Około godziny 16.00 strażacy zostali wezwani do Dolska – według zgłaszającego w przydrożnym rowie na ulicy Kościelnej znajdował się samochód, a w nim nieprzytomny mężczyzna. Kierowcy, niestety, nie udało się uratować.
Kierowcą był 58-letni mieszkaniec gminy Dolsk. Po przybyciu na miejsce strażacy wyciągnęli nieprzytomnego mężczyznę z samochodu i zaczęli go reanimować, jednak nie udało się przywrócić funkcji życiowych.
Co było przyczyną wypadku, jeszcze nie wiadomo, sprawę bada policja. Ale według wstępnych ustaleń funkcjonariuszy w zdarzeniu nie brały udziału inne pojazdy.
Do 16 marca zostało wstrzymane wydawanie numerów PESEL dla obywateli Ukrainy, jak poinformowało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Wynika to z uchwalenia przez Sejm nowej ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z wojną.
Jak poinformował Paweł Szefernaker, sekretarz stanu w MSWiA podczas sobotniej konferencji prasowej, przyjęta przez Sejm ustawa przewiduje stworzenie systemu do rejestracji obywateli Ukrainy. System ma zacząć działać 16 marca i wtedy też rozpocznie sie ponownie rejestracja uchodźców, którzy chcą uzyskać numer PESEL, podjąć pracę i pozostać w Polsce.
– System jest gotowy, ale musimy go przetestować i gminy muszą się przygotować do wdrożenia ustawy – powiedział Paweł Szefernaker. – Jako administracja publiczna, rządowa i samorządowa, dajemy sobie poniedziałek i wtorek na wdrożenie tych rozwiązań. Apelujemy również w imieniu administracji publicznej, aby nie wszyscy, którzy chcą uzyskać numer PESEL, udali się pierwszego dnia do urzędu. Warto zaplanować to na kolejne dni. Bez względu na to, kiedy państwo złożą formalnie wniosek, ochrona prawna obowiązuje od dnia przybycia do Polski.
Od 16 marca wnioski o refinansowanie poniesionych kosztów będą mogli składać także Polacy, którzy goszczą w swoich domach Ukraińców (ustawa zakłada 40 zł za dzień pomocy). Zgodnie z zapowiedzią wzór takiego wniosku ma pojawić się w 14 marca. Dofinansowanie będzie wypłacane wstecz, od dnia zatrzymania się uchodźcy, więc nie trzeba od razu udawać się do urzędu.
Pełnomocnik Rządu do Spraw Cyberbezpieczeństwa, Janusz Cieszyński poinformował, że aby usprawnić rejestrację, obsługa uciekających przed wojną obywateli Ukrainy ma być w pełni elektroniczna. Wydawanie numeru PESEL będzie połączone z uruchomieniem profilu zaufanego, umożliwiającego zdalne korzystanie z usług oferowanych przez administrację rządową i samorządową – oraz mobilnego dokumentu potwierdzającego status uchodźców. Będzie on niezbędny w urzędach czy placówkach ochrony zdrowia.
Premier Mateusz Morawiecki poinformował, że rząd zadecydował o przedłużeniu tarczy aintyinflacyjnej, która miała obowiązywać do końca lipca, pracuje też nad tarczą antyputinowską. „Ponieważ walka z Putinem ma swoje koszty” – wyjaśnił premier.
Tarcza antyinflacyjna 2.0 obowiązuje od 1 lutego i miała łagodzić skutki inflacji dla gospodarstw domowych obniżając VAT na paliwo z 23 na 8 proc., na niektóre artykuły spożywcze z 5 na 0 proc. oraz na gaz i nawozy do 0 proc. Miała obowiązywać do końca lipca 2022 r., ale premier 12 marca zapowiedział, że zostanie przedłużona ze względu na koszty wojny na Ukrainie. Jej efektem są podwyżki cen gazu i wielu innych surowców, jak wyjaśnił premier na konferencji w Tłoczni Gazu Gazociągu Baltic Pipe w Goleniowie.
Mateusz Morawiecki powiedział, że do niedawna Unia Europejska „pozostawała w stanie energetycznego błogostanu”. Jednak wydarzenia ostatnich tygodni, od manipulowania dostawami gazu przez Rosję po jej atak na Ukrainę, były jak kubeł zimnej wody dla unijnych polityków, uważających dotychczas, że Polska przesadza z ostrzeżeniami przed Rosją i Putinem.
Dlatego teraz polski rząd pracuje nad tarczą „antyputinowską”, która ma osłonić te sfery gospodarki, które ucierpiały z powodu wojny wywołanej przez Putina na Ukrainie. Dodatkowa tarcza jest zdaniem premiera niezbędna, ponieważ według najnowszej prognozy NBP inflacja w Polsce ma być znacznie wyższa niż wskazywały prognozy z listopada i może osiągnąć nawet 12,1 proc. rok do roku w trzecim kwartale 2022 r.
Według prognozy NBP inflacja w tym roku wyniesie 10,8 proc. w 2022 r., ale dzięki przedłużenia tarczy antyinflacyjnej inflacja średniorocznie spadłaby do 9,1 proc.
Stosowanie ochrony przed potem nie jest w dzisiejszych czasach niczym zaskakującym. Nikt z nas nie lubi tego momentu, kiedy okolice pod pachami stają się wilgotne, a dodatkowo towarzyszy temu przykry zapach. Dlatego wytwórcy kosmetyków opracowali produkty, których zadaniem jest przywracanie komfortu niezależnie od sytuacji czy pory dnia. Do wyboru mamy tak wiele produktów, że czasami nie wiemy, na jaki się zdecydować. Dezodorant a antyperspirant – który preparat może być dla nas lepszym wyborem?
Dlaczego nie warto rezygnować z ochrony przed potem?
Niezależnie od tego, który produkt wybierzemy, warto raz jeszcze wytłumaczyć, dlaczego jego stosowanie może być dla nas pomocne. Nasza skóra posiada gruczoły potowe, które w czasie dnia intensywnie pracują. Ich zadaniem jest regulowanie temperatury ciała. Dlatego też zdarza się, że zwłaszcza w okolicach pach pojawia się wilgoć. W tym miejscu trudno o właściwy przepływ powietrza, stąd też idealne środowisko dla rozwoju bakterii. To właśnie one odpowiedzialne są za przykry zapach, który może pojawić się nawet po kilku godzinach od wzięcia prysznica.
Poszczególne produkty stosowane jako ochrona przed potem mogą nie tylko maskować zapach, ale także ograniczać pracę gruczołów potowych. Wiele osób zastanawia się, który kosmetyk jest w tym przypadku najskuteczniejszy. Dezodorant a antyperspirant w niewielkim stopniu różnią się od siebie działaniem. Który więc wybrać?
Jak działa dezodorant?
Dezodorant jest kosmetykiem, który przede wszystkim odpowiedzialny jest za niwelowanie przykrego zapachu. W jego składzie znajdziemy między innymi dodatki antybakteryjne oraz takie, które przywrócą świeżość. Nie powinniśmy jednak oczekiwać, że produkt ten wpłynie na pracę naszych gruczołów potowych. Jego zadaniem jest zapobieganie rozwojowi bakterii oraz maskowanie przykrego zapachu. Dlatego też po dezodorant sięgają przede wszystkim osoby, które nie zmagają się z nadmiernym poceniem. Będzie to dla nich wystarczająca ochrona w czasie dnia.
Jak działa antyperspirant?
Antyperspirant ma mocniejsze działanie niż dezodorant. Jest natomiast lżejszy niż bloker, który możemy kupić między innymi w aptece. Nie tylko odpowiada za niwelowanie przykrego zapachu, ale w niewielkim stopniu czopuje gruczoły potowe. Co to oznacza? Ilość wytwarzanej wilgoci będzie mniejsza. Dlatego też nie musimy przejmować się mokrymi plamami w okolicach pach. Po antyperspirant warto sięgać niezależnie od sytuacji. Pamiętajmy jednak, że jego działanie będzie lepsze, jeżeli zaaplikujemy go na oczyszczoną skórę, a dodatkowo zadbamy o to, aby nosić przewiewne ubrania. Starajmy się unikać takich materiałów, jak choćby poliester czy akryl, które sprawiają tylko pozory grzania i jednocześnie powodują nadmierne pocenie.
Dezodorant a antyperspirant – co wybrać?
Oba produkty mogą być idealnym sposobem na ochronę przed potem. Wybór będzie zależny przede wszystkim od naszych osobistych preferencji oraz od tego, jak intensywna jest praca naszych gruczołów potowych. Co więcej, wiele osób decyduje się na posiadanie obu tych kosmetyków. Antyperspirant może być odpowiednią ochroną przed potem w takich sytuacjach, jak choćby wyjście na siłownię czy stresujące spotkanie w pracy, podczas gdy dezodorant zapewni nam po prostu komfort w czasie dnia.
Warta Poznań dość niespodziewanie, ale całkowicie zasłużenie, wygrała na swoim stadionie (w Grodzisku Wielkopolskim) z Górnikiem Zabrze 2:1.
Sytuacja „Zielonych” w tabeli nie wygląda już tak źle, jak jeszcze kilka tygodni temu, ale faworytem spotkania zdecydowanie był Górnik Zabrze. Poznaniacy walczą o pozostanie w Ekstraklasie. Goście o czwarte miejsce w tabeli, które teoretycznie może dać możliwość gry w europejskich pucharach w przyszłym sezonie.
Dość niespodziewanie to „Zieloni” od początku meczu wyglądali na boisku lepiej. Wysoki, ostry pressing i Górnik miał duże problemy z wyprowadzeniem groźnych akcji. Przewaga szybko zamieniła się na prowadzenie. Castaneda świetnie odebrał piłkę przed polem karnym Górnika i po chwili został sfaulowany. Do piłki podszedł Łukasz Trałka i nie dał szans bramkarzowi gości!
Stracona bramka zmobilizowała gości, którzy odzyskali inicjatywę. Kolejne minuty to zdecydowana przewaga Górnika Zabrze, która również została zamieniona na bramkę. Kubica wykorzystał dośrodkowanie z rzutu rożnego w pole karne Warty i nie dał szans na skuteczną interwencję Grobelnemu.
Do głosu ponownie zaczęli dochodzić poznaniacy, którzy mieli coraz większą przewagę na boisku. Dobrze prezentowali się Luis i Castaneda. I to właśnie ten drugi wyprowadził Wartę na prowadzenie. Kiełb zagrał do nowego napastnika Warty, ten wbiegł w pole karne Górnika i doskonałym uderzeniem pokonał Bielicę.
Warta nieco się cofnęła i skupiła na wyprowadzaniu kontrataków. Świetnie odnalazł się w tym wprowadzony na boisku po przerwie Papeau, który powinien mieć asystę. Po jego podaniu wzdłuż bramki Górnika uderzał Grzesik. Piłkę z linii bramkowej wybił Janicki! Górnik próbował doprowadzić do remisu, ale nie był w stanie sobie stworzyć naprawdę groźnej sytuacji i wynik już nie uległ zmianie.
Warta wygrała całkowicie zasłużenie z faworyzowanym Górnikiem i awansowała na czternastą pozycję w tabeli. Poznaniacy mają obecnie trzy punkty przewagi nad strefą spadkową.
Osoby, które przyjęły ukraińskich uchodźców, będą mogły już od 16 marca składać wnioski o dofinansowanie ich pobytu, jak poinformował wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Paweł Szefernaker. 14 marca będzie już określony wzór takiego wniosku.
Wnioski będzie można składać w gminach, a zgodnie z przyjętą 12 marca przez Sejm specustawą każdej osobie, która przyjęła uchodźców, przysługuje wsparcie w wysokości 40 zł za dzień, czyli 1200 zł miesięcznie przez dwa miesiące. Pieniądze będą wypłacane wstecz za czas, jaki faktycznie uchodźcy spędzili u wnioskującej osoby.
14 marca ma być już gotowy wzór takiego wniosku, a od 16 marca wnioski będzie można już składać. Tego samego dnia ruszy też system rejestracji tych uchodźców, którzy chcą otrzymać numer PESEL.
„Trzymajcie kciuki, żeby dał radę!” – napisało poznańskie zoo na swoim profilu społecznościowym informując, że tygrys Gogh, uratowany z transportu na białoruskiej granicy, dziś będzie miał operację.
„Dziś nasz ukochany Gogh ma bardzo poważną operację, której podjęli się najlepsi europejscy lekarze weterynarii” – poinformowało zoo. – „Trzymajcie kciuki, żeby dał radę!”.
Trzymać kciuki jest za co, nie tylko z powodu samej operacji, ale i tego, że Gogh nie jest już młody, ma też niełatwe życie za sobą, które mocno nadszarpnęło jego zdrowie. No i przeszedł już jedną poważną operację zaraz po przyjeździe do Poznania – jelita tygrysa z powodu stresu i z powodu niewłaściwej diety, a także przebywania w zbyt ciasnej klatce przestały pracować i trzeba je było zoperować.
Teraz Gogh przechodzi drugą operację, choć długi czas pracownicy zoo obawiali się, że Gogh gaśnie.
„Nasz bohater Gogh też dokonuje rzeczy niemożliwych: zespół dr. Franka Goeritza z IZW poddał Nieumarłego diagnostyce, za dwa tygodnie operacja, walczymy!” – napisali wówczas na profilu społecznościowym. – „Gogh kolejny raz pokazuje, ile siły można wykrzesać mimo cierpienia i jak być dzielnym! A my myślimy o jego braciach i ich wojennym losie.. Tygrysie, pokazujesz ludziom, jak się nie poddawać!”.
Stoją całe noce na zimnie przed dworcem PKP, są w Arenie, na MTP, ogarniają pomoc żywnościową, opiekę nad dziećmi i tłumaczy. Poznańscy wolontariusze pokazują swoją klasę pomagając uchodźcom z Ukrainy.
W piątkowy wieczór poznański dworzec PKP jest wyjątkowo ożywiony. Wprawdzie piątek przed weekendem jest zawsze bardziej tłocznym dniem, ale po 21.00 nawet w piątek ruch się zmniejsza. Pociągów jest mniej, zamykane są dworcowe sklepy i kioski, mało które są czynne do 22.00. Jeśli ktoś przyjedzie po 22.00, ma do wyboru tylko automaty z kawą i słodyczami oraz przekąskami. No i wolontariuszy.
Trzy stoiska i punkt informacyjny
Stoiska wolontariuszy na dworcu są trzy, wszystkie stworzone oddolnie przez różne organizacje. Na stoisku w holu dworca rządzi pani Asia, na stoisku przed dworcem – pani Kasia, oczywiście podczas tej jednej zmiany, bo rano zastąpi je ktoś inny. Obie muszą ogarniać przynoszoną pomoc, rozmawiać z uchodźcami i jeszcze być na bieżąco z tym, gdzie jeszcze są wolne miejsca. To sporo pracy.
– Uchodźcy pojawiają się przez cały dzień, ale niewielu – opowiadają wolontariusze z holu dworca. – Te duże grupy pojawiają się wieczorem i wtedy naprawdę jest dużo pracy.
Ale nawet kiedy nie ma uchodźców, to przy stoisku sporo się dzieje. Dosłownie co kilka minut podchodzi ktoś i przynosi dla uchodźców a to batoniki, a to jogurty, kanapki, wodę mineralną. To wszystko zniknie, gdy pojawią się przybysze z Ukrainy. Wielu z nich w Poznaniu tylko się przesiada: czeka tu na pociąg do Berlina, Szczecina czy Wrocławia. Przez dwie, trzy godziny czekania w holu będą mogli odsapnąć, coś zjeść i wypić – gdyby nie wolontariusze, mieliby do wyboru tylko automaty. Całe szczęście, że toalety są bezpłatne, zgodnie z obietnicą wojewody. Całą dobę działa też punkt informacyjny.
Namiot strażaków i całe rzędy stołów
Znacznie większe stoisko znajduje się przed budynkiem starego dworca. To efekt spięcia z zarządcą dworca, który pozwolił tylko na jeden stolik w holu, bo uznał, że będzie za ciasno. Wolontariusze rozstawili się więc na zewnątrz, gdzie jest więcej miejsca i namiot, w którym uchodźcy mogą się ogrzać i odpocząć, a także dostać gorącą herbatę, kawę i zupę. Namiot rozstawili strażacy i to oni pomagają wolontariuszom przez całą noc.
Coś w rodzaju filii tego stoiska znajduje się w przejściu podziemnym przy peronie piątym. To na ten peron przyjeżdżają te wieczorne pociągi z Krakowa i Przemyśla, którymi do Poznania dostaje się najwięcej uchodźców. To stoisko też jest bardzo potrzebne, żeby uchodźcy nie pogubili się na naszym dworcu. To wygodne też dla tych przyjeżdżających, którzy od razu mają przesiadkę na inne pociągi – wtedy idą tylko przejściem podziemnym na kolejny peron i dostają pomoc – dosłownie – w biegu.
Ale tu także w ciągu dnia jest niewielki ruch, pojawiają się pojedyncze osoby.
– Najwięcej osób przyjeżdża wieczorem, tym pociągiem z Przemyśla – mówi pani Kasia. – Powinien być o 22.27, ale nigdy nie wiadomo, o której, bo się spóźnia. Raz nawet o 5 godzin. Tych, którzy przyjeżdżają, kierujemy do punktu recepcyjnego na MTP. Tam już podobno nie ma miejsc, ale przewożą ich busami do Areny. W Arenie miejsca jeszcze są.
Do stoiska co chwila ktoś pochodzi: a to pani z paterą ciastek, pani z kartonem musów owocowych w saszetkach dla dzieci, młody chłopak z całą paletą soczków w kartonikach. Przyszła też cała grupa osób z zestawami kosmetyków. Ale nie chcą powiedzieć, skąd są.
– Myśmy to tak przywieźli, bo jest potrzeba, z serca, a jeśli powiem, skąd, to zaraz będzie, że sobie reklamę robimy na uchodźcach – wyjaśnia jeden z darczyńców.
Para młodych ludzi przywiozła dwa kartony kanapek. Ustawili je w kartonach przed stołem i pieczołowicie napisali na pokrywkach po rosyjsku, które kanapki są z serem i szynką, a które na słodko. Kanapki są też pakowane przez wolontariuszy w większe paczuszki, razem z batonikiem lub paczką ciastek, wodą mineralną lub butelką soczku, bo wielu uchodźców spieszących się na pociąg dostaje od razu gotowe paczki, żeby nie tracili czasu.
Wszystko przynoszą ludzie
Wszystko, co mają do rozdania wolontariusze, to dary serca zwykłych ludzi. Nie ma tu żadnej instytucjonalnej pomocy. A jak coś zostanie, to przekażą to do punktu recepcyjnego na targach, który też jest otwarty całą dobę i zawsze jest tam ruch. Bo nawet jak nie przyjeżdżają pociągi, to uchodźcy przychodzą po informacje, żeby się zarejestrować, dostać zaświadczenie do bezpłatnych przejazdów i w wielu innych sprawach. Tam jedzenie na pewno się nie zmarnuje.
Pociąg z Przemyśla znów się spóźnia. Nie bardzo można się zorientować, o ile, bo rozkład jazdy, ten na peronie pierwszym przy przystankach autobusowych, nie działa. Pociąg zniknął z niego, gdy minęła właściwa godzina jego przyjazdu, mimo że już wtedy widniała przy niej informacja o półgodzinnym opóźnieniu. Wolontariusze sprawdzają więc w rozkładach jazdy online i wychodzi im, że pociąg ma nie pół godziny, ale ponad godzinę spóźnienia.
– Tyle godzin – mówi ktoś z wolontariuszy. – Biedni, uciekli przed wojną i jeszcze muszą jechać tyle godzin spóźniającym się pociągiem!
– Oby przynajmniej mieli ciepło – dorzuca ktoś inny. Bo o 23.30 przed dworcem PKP w Poznaniu jest zimno. Przynajmniej -3 stopnie Celsjusza. Wolontariusze wchodzą na zmianę do namiotu, żeby się ogrzać. I przepakować kolejne dary, które napływają, i przygotować gorącą zupę i herbatę dla przyjeżdżających.
Przyjechali uchodźcy
Wszystko jest gotowe, gdy wreszcie uchodźcy z Ukrainy docierają do Poznania. Można ich poznać od razu, choć na peronach jest znacznie więcej ludzi niż zazwyczaj o tej porze. Bije od nich przerażający smutek, który nie wynika tylko ze zmęczenia jazdą przez całą Polskę. Nieśmiało sięgają po herbatę, dopiero po zaproszeniu podchodzą do stoisk, żeby coś dla siebie wybrać. Matki i babcie wybierają soki, kanapki i jogurty dla dzieci. Wszyscy przygaszeni, smutni, nawet dzieci są ciche i przestraszone. Ten lęk w dziecięcych oczach – to pierwsze, co się zauważa patrząc na te maluchy.
– Jedziemy ze wschodu już trzy dni – opowiada Swieta, która przyjechała z pięcioletnią córeczką Leną. – Pod Charkowem nas bombardowali, uciekliśmy. Mąż doprowadził nas do granicy i wrócił walczyć, a my tutaj dalej. Nie mamy nikogo w Polsce, więc było nam wszystko jedno, dokąd pojedziemy. Powiedzieli, jedźcie do Poznania, to do Poznania. Teraz tylko żeby się umyć, przespać…
Lena chowa się za mamą. Ma zaczerwienione oczy, bo dużo płakała. Nie chce porozmawiać, nie chce też lalki ani misia. Zapytana o to, czego by chciała, wygina buzię w podkówkę.
– Chcę do domu – mówi cichutko. – I do taty.
Witalij i jego żona Marina są spod Kijowa, a docelowo jadą do Wrocławia, gdzie mają krewnych. Są z mieszanej rodziny, ukraińsko-polskiej.
– Można powiedzieć, że nam się udało, nie jedziemy w nieznane, z krewnymi mamy stały kontakt, i przed wojną często się odwiedzaliśmy – opowiada Witalij i wyjaśnia, że jego ojciec i matka kuzynki z Wrocławia byli rodzeństwem. W czasie wojennego zamieszania rodzina się pogubiła, znaleźli się dopiero długo po wojnie, ojciec w Polsce, a jego siostra na Ukrainie.
– Dom na nas czeka i przyjaciele, i to jest bardzo dobrze – mówi Witalij. – Ale strach jest, bo w Kijowie został nasz syn i dwóch wnuków. Wszyscy w armii i walczą, a synowa w obronie terytorialnej, bo powiedziała, że ich nie zostawi.
Uchodźców przybywa: ktoś prosi o pomoc, bo chce się dostać na dworzec autobusowy – któryś z wolontariuszy biegnie, żeby zaprowadzić, już wiedzą, że tłumaczenie, nawet najlepsze, nie zdaje się na nic. Nie da się osobie spoza Poznania wytłumaczyć, jak ma z peronu pierwszego dotrzeć na dworzec autobusowy, zwłaszcza że na samym dworcu nawet nie ma jego nazwy. Kolejna osoba jedzie do Berlina i pyta, czy może jechać za darmo, jako uchodźca? Ona z kolei została zaprowadzona do punktu informacyjnego wojewody, bo tam dostanie najbardziej precyzyjne informacje. Kolejni uchodźcy pytają o pociągi do Szamotuł, Szczecina i do Wrocławia. Niektórzy jadą do przyjaciół i krewnych, innym po prostu podano nazwę miasta.
Nikt nie jedzie z jedna torbą, widać, że o wszystkich już zadbano, przede wszystkim zaopatrzono w cieplejsze ubrania. Gdy jednak komuś czegoś brakowało, to obok stoiska z jedzeniem i napojami było stoisko z odzieżą dla dzieci, kobiet i mężczyzn. Powodzeniem cieszyły się też wilgotne chusteczki, zwłaszcza te dla dzieci, musy owocowe, a także kosmetyki, zwłaszcza kremy do twarzy. Okazało się, że nie było podkładów dla zwierząt, a przydałyby się, bo całkiem sporo osób przyjechało ze swoimi pupilami.
„Na pewno w Poznaniu będzie mi dobrze”
Kolejną grupę strażacy wiozą bezpośrednio do Areny, bo w halach targowych, jak się okazuje, nie ma już miejsc.
– Zapełniają się błyskawicznie – mówi pani Kasia. – Te w Arenie też szybko się skończą.
Strażacy proszą o tłumacza, bo okazuje się, że w Arenie brak, a na dworcu są co najmniej cztery osoby, które umieją się porozumieć z uchodźcami. Jeden z nich bez namysłu wsiada do autobusu, chociaż jest pierwsza w nocy i chociaż mieszka na przeciwległym krańcu miasta.
– To jeszcze dwie godziny drogi? A pociąg dopiero za godzinę? – mówi zrozpaczona starsza kobieta, która dotarła z Charkowa i ma jeszcze jechać do Wrocławia. – Ja już trzy doby jadę, nie mam siły…
Podano jej nazwę Wrocław jako miasta docelowego, ale nie jest pewna, dlaczego, bo była tak zmęczona i przerażona, że zapamiętała tylko nazwę miasta.
– Nie mam w Polsce rodziny ani przyjaciół, jadę w ciemno – mówi i uśmiecha się. – To znaczy: nie miałam. Bo teraz mam cały kraj przyjaciół. Mogę zostać i w Poznaniu. Na pewno będzie mi dobrze.
Według szacunków Urzędu Miasta Poznania do stolicy Wielkopolski dotarło co najmniej 20 tysięcy uchodźców, a bardzo prawdopodobne, że nawet jeszcze raz tyle, bo wiele osób korzysta z gościny krewnych i przyjaciół. Na pewno wydano jak dotąd 10 tysięcy zaświadczeń o bezpłatnej komunikacji, jak poinformował na swoim profilu Mariusz Wiśniewski. Do Polski od 24 lutego, jak poinformowała straż graniczna, przyjechało z Ukrainy około 1 600 000 uchodźców.
stoisko wolontariuszy dla uchodźców, dworzec PKP fot. L. Łada
stoisko wolontariuszy dla uchodźców, dworzec PKP fot. L. Łada
stoisko wolontariuszy dla uchodźców, dworzec PKP fot. L. Łada
stoisko wolontariuszy dla uchodźców, dworzec PKP fot. L. Łada