Strona główna Blog Strona 2173

Dolaszewo: Pierwsze szkolenie terytorialsów

0
30-stopniowy upał to twarda szkoła – zwłaszcza dla żołnierzy w trakcie szkolenia w terenie. Terenem było Dolaszewo. W tej wielkopolskiej miejscowości powstanie kolejny batalion 12.WBOT.

Walory tego terenu wypróbowali żołnierze OT z Leszna. Pierwszy raz właśnie w powiecie pilskim, na terenie nadleśnictwa Zdrojowa Góra w Dolaszewie, gdzie w przyszłości ma powstać kolejny batalion zasilający strukturę 12.WBOT, terytorialsi doskonalili swoje umiejętności z zakresu taktyki i strzelectwa. W szkoleniu brali udział żołnierze z powiatu pilskiego, chodzieskiego, złotowskiego i czarnkowsko – trzcianeckiego. Choć Leszno i Piłę dzieli niemal 180 km, to żołnierze leszczyńskiego batalionu w razie konieczności stawią się w odpowiednim miejscu, by nieść pomoc lokalnej społeczności. Hasło terytorialsa brzmi przecież: „zawsze gotowi, zawsze blisko”.

Warunki szkolenia tego weekendu nie były zbyt łaskawe dla żołnierzy 12. Wielkopolskiej Brygady Obrony Terytorialnej, w skład której wchodzi 125.blp z Leszna. Mimo 30-stopniowego upału, który dawał się we znaki nawet tym najtwardszym żołnierzom, nikt nie pozwolił sobie na chwilę słabości. A zadań do wykonania było sporo, bo uczestnicy szkolenia rotacyjnego w Dolaszewie mieli między innymi zajęcia z taktyki, szkolenia strzeleckiego, a także musieli zdać egzamin z wychowania fizycznego. Szkolenie rotacyjne okazało się dla żołnierzy kolejną okazją do zgrywania się w drużynach oraz doskonalenia nabytych wcześniej umiejętności.

Ppłk. Dariusz Wyrzykowski, dowódca 125.blp w Lesznie, jest bardzo zadowolony z przebiegu ćwiczeń rotacyjnych w Dolaszewie.
– Moi żołnierze stanęli na wysokości zadania – mówi. – Choć warunki, w jakich odbywali szkolenie, nie oszczędzały ich, z dumą obserwowałem motywację i skupienie ćwiczących na osiągnięciu celu. Bardzo cieszy mnie ich chęć działania oraz fakt, że coraz lepiej zgrywają się na tle drużynowym. Trzeba pamiętać, że drużyna jest tak dobra, jak jej najsłabsze ogniwo. Tutaj nie ma miejsca na indywidualności. Siła i potencjał tkwi w zespole. To był zdecydowanie udany weekend szkoleniowy.

Także rozmowy przeprowadzone z żołnierzami upewniły pułkownika, że takie ćwiczenia są potrzebne, bo m.in. podnoszą morale i dodają skrzydeł wielu. Warto podkreślić, że szkolenia wojsk OT coraz częściej prowadzone w miejscowościach i na szlakach komunikacyjnych. Jednym z celów tego typu ćwiczeń jest poprawa świadomości społeczeństwa i poznanie uwarunkowań terenu oraz zabudowy miejskiej przez żołnierzy.

Jednostki Wojsk Obrony Terytorialnej przygotowywane są do działania w regionie, w którym funkcjonują, stąd tak duży nacisk na lokalny wymiar ćwiczeń formacji. Zakres szkolenia, które w ostatni weekend ćwiczył leszczyński batalion, ściśle wpisuje się w charakter działania WOT.

WOT, el

Poznań: Nadwarciańska skarpa zostanie zabezpieczona

0
Wysoki brzeg Warty przy moście kolejowym zostanie zabezpieczony. Rada Osiedla Stare Miasto chce, żeby stanęły tam barierki, które uniemożliwią upadek do wody.

Toi właśnie z tego miejsca spadł do wody Michał Rosiak, student, którego ciało znaleziono w rzece dopiero po dwóch miesiącach, w marcu tego roku. Przyczyną śmierci było utonięcie – najprawdopodobniej chłopak nie zdając sobie sprawy z tego, jak wysoki – i niezabezpieczony – jest tu brzeg rzeki, w ciemności podszedł zbyt blisko, stracił równowagę i wpadł do wody.

Od tego czasu radni ze Starego Miasta naciskają na władze Poznania, by ogrodziły brzeg w tym miejscu. Barierki, ich zdaniem, powinny stanąć także nieco bardziej na południe, gdzie wysoki brzeg również jest jest w żaden sposób zabezpieczony. A przecież tuż obok znajduje się duże osiedle mieszkaniowe, na którym mieszka wiele dzieci.

Władze miasta obiecały zabezpieczenie i oznakowanie terenu, a Rada Osiedla Stare Miasto deklaruje, że dopilnuje, by nie skończyło się na obietnicach.

ROSM, el

Poznań: Przejście pod ulicą Matyi. Wyremontowane – ale nie do końca

0
Odnowione, czyste schody, nowe poręcze, no i brak straganów z mydłem i powidłem. Kilka tygodni temu oddano do użytku po remoncie przejście podziemne pod ulicą Matyi. Jednak jest element, o którym chyba zapomniano…

Tym elementem jest pochylnia dla wózków, która umożliwiłaby korzystanie z przejścia na przykład matkom z dziećmi. Osobom niepełnosprawnym co prawda niewiele by to pomogło, one musiałyby mieć do dyspozycji schody ruchome lub windę – ale ich także nie zbudowano. Dlaczego nie wykorzystano remontu, by ułatwić życie młodszym i mniej sprawnym mieszkańcom naszego miasta?

Nie jest to, niestety, przeoczenie. Jak wyjaśnia Agata Kaniewska, rzeczniczka prasowa Zarządu Dróg Miejskich, który remont wykonał, „przeprowadzane na początku 2019 roku prace były pracami remontowymi, których celem było odtworzenie stanu istniejącego, odnowienie zniszczonej infrastruktury. Remont nie zakładał wykonania ramp czy podjazdów”.

– Wygodne przejście naziemne przez ul. Matyi, z którego mogą korzystać osoby z trudnościami w poruszaniu się, rodzice z dziećmi w wózkach, powstało niecałe 90 metrów dalej, przy przystanku tramwajowym Wierzbięcice – wyjaśnia rzeczniczka. – Przejście to funkcjonuje od czerwca 2017 roku.

I wszystko się zgadza. Tylko że z pomocą przejścia naziemnego przez ulicę Matyi nie można się dostać tam, dokąd dostaniemy się korzystając z przejścia podziemnego – i na tym właśnie polega różnica. Osobom idącym od dworca PKP i chcącym się dostać na przykład na Wildę: ulicę Topolową, Niedziałkowskiego, Różaną czy choćby do parku Drwęskich, najwygodniej dotrzeć tam właśnie dzięki przejściu podziemnemu. Oczywiście, ci, którzy znają miasto, przejdą sobie przez Avenidę i wyjdą wyjściem na ulicę Wujka, skąd droga do tej części Wildy – bez podziemnego przejścia i schodów – stoi otworem. Ale tu pojawia się pewien problem: trzeba dobrze znać miasto, by skorzystać z tego rozwiązania, bo nie jest ono jakoś szczególnie oznakowane, by przybysze tam trafili.

Oczywiście można skorzystać też z przejścia naziemnego przez ulicę Matyi, później przejść przez ulicę Królowej Jadwigi, objechać wkoło park – bo najbliższa alejka prowadząca do kolejnego przejścia dla pieszych kończy się… schodami – i iść wzdłuż niej do następnego naziemnego przejścia dla pieszych, by dostać się na Wildę. A ono znajduje się przy… Starym Browarze. To spory kawałek dalej, a przecież mówimy o osobach mających trudności z poruszaniem i małych dzieciach w ciężkich wózkach.

Po raz kolejny w Poznaniu mamy do czynienia z inwestycją, która pieszym utrudnia i wydłuża drogę. Lata mijają, prezydenci się zmieniają – a pod tym względem jakoś nic się nie zmienia.

Lilia łada, fot. L. Łada

Poznań: Spór o kolor komunikacji miejskiej. Społecznicy przekonali Jaśkowiaka?

0
Temat poruszyli społecznicy zauważając, że odcienie tramwajów i autobusów w Poznaniu są różne. Zaapelowali do władz miasta o ujednolicenie kolorów.

Społecznicy doliczyli się aż 12 odcieni zieleni i żółci na pojazdach. Na różnice zwrócili uwagę podczas prezentacji pierwszego dwukierunkowego tramwaju Moderus Gamma. Ich zdaniem zieleń na tym tramwaju jest w ciemniejszym odcieniu niż innych pojazdów, jest też więcej czerni, a bardzo mało żółtego, czyli drugiego tradycyjnego koloru MPK.

Taki wygląd tramwaju jest efektem nowoczesnego designu, który zaproponowała firma Modertrans i bardzo się spodobał. Ale – jak twierdzą społecznicy – z nieoficjalnych informacji dotarło do nich, że MPK jest innego zdania i nowoczesny, wręcz “kosmiczny” wygląd nowego tramwaju nie przypadł władzom do gustu. Pozostałe 19 zamówionych wagonów ma być pomalowane zgodnie z dotychczasowymi zasadami.

– Czy to nie dobry moment, by wreszcie ustalić i ujednolicić kolorystykę poznańskich tramwajów? – pytają społecznicy nie tylko szefów MPK, ale i plastyka miejskiego. Ich zdaniem na przykładzie nowego testowego tramwaju widać, że powrót do ciemniejszej zieleni byłby dobrym pomysłem.

Piotr Libicki, plastyk miejski, przyznaje, że pomysł, by w ten sam sposób ujednolicić kolorystykę autobusów i tramwajów, jest wart rozważenia – zwłaszcza że i jemu spodobała się ciemniejsza zieleń nowej Gammy. Żółty zaś, jak zwraca uwagę, wcale nie jest tradycyjnym kolorem poznańskich tramwajów, bo został dodany dopiero w latach 90.

Jednak Iwona Gajdzińska, rzeczniczka prasowa MPK, uważa, że tworzenie katalogu barw pojazdów miejskiej komunikacji nie jest potrzebne – bo wszystkie są malowane tak samo, na zielono i żółto. Nie chciała jednak powiedzieć, czy nowe Gammy będą pomalowane tak samo – bo ma to być niespodzianka dla pasażerów.

Dzisiaj do sprawy odniósł się Jacek Jaśkowiak, prezydent Poznania. – Głębsza, butelkowa zieleń idealnie pasuje do nowej Gammy. Dodaje jej elegancji, a jednocześnie nawiązuje do tradycyjnych barw poznańskich tramwajów. Zważywszy na reakcje poznaniaków, będę przekonywał władze MPK do tego, by dla pozostałych 19 egzemplarzy zastosowano taką właśnie kolorystykę.

Głos Wielkopolski, el, AS

RCB ostrzega: Silny wiatr i burze. Możliwe przerwy w dostawach prądu!

Rządowe Centrum Bezpieczeństwa ostrzega przed nadchodzącymi burzami. Ma im towarzyć silny wiatr i grad. Możliwe są przerwy w dostawach prądu!

Ostrzeżenie dotyczy województw: wielkopolskiego, łódzkiego, świętokrzyskiego, małopolskiego, kuj.-pomorskiego, śląskiego i lubuskiego.

Po południu i w nocy ma się pojawić bardzo silny wiatr, burze i grad. Możliwe są również przerwy w dostawach prądu. RCB apeluje, żeby w miarę możliwości pozostać w domach. W przypadku kiedy nie jest to możliwe, RCB przypomina podstawowe zasady bezpieczeństwa w przypadku wystąpienia takich warunków atmosferycznych: należy unikać otwartych przestrzeni i nie chować się pod drzewami.

Źródło: RCB

Robert Winnicki w Poznaniu. „Jeżeli rząd to robi, to nie ma nic wspólnego z żadną prawicą”

Robert Winnicki, prezes Ruchu Narodowego pojawił się w Poznaniu. Tym razem odbyło się bez manifestacji jego zwolenników i przeciwników.

Winnicki jest posłem Konfederacji. W poprzednich wyborach udało mu się wejść do sejmu z list Kukiz’15. Jesienią powalczy o reelekcję. Podczas ostatniej wizyty prawicowego polityka w mieście odbyły się dwie duże manifestacje: jego zwolenników i przeciwników. Tym razem było spokojnie.

Prezes Ruchu Narodowego wygłosił w Poznaniu wykład, w którym wskazał na największe, jego zdaniem, zagrożenie dla narodu. Dostało się imigrantom, homoseksualistom i… PiSowi.

Ale od początku… Winnicki wydawał się być zadowolony z frekwencji na spotkaniu. – Mimo środka sezonu urlopowego widać, że jest duża mobilizacja społeczna i polityczna. I bardzo dobrze – mówił polityk, żeby następnie wyjaśnić słuchaczom jak cenne są takie spotkania. Według Winnickiego dają one szerszą perspektywę i pozwalają na przeprowadzenie merytorycznej debaty, co ma być niezwykle istotne w czasach kiedy nawet w sejmie, jak przekonywał poseł, debata publiczna „leży”.

Sama Konfederacja „ma być odpowiedzią na realne zapotrzebowanie na scenie politycznej”. Winnicki przekonywał, że Polska potrzebuje „ideowej prawicy”, co ma uchronić kraj przed losem państw zachodu, w których według prezesa Ruchu Narodowego nastąpił rozkład tożsamości narodowej i duchowej. – Dzisiaj w Polsce, w której teoretycznie rządzi prawica, a przynajmniej sama tak siebie nazywa, zniszczenie rodziny, narodu i tożsamości narodowej przyspieszyło. W ostatnich czterech latach idzie to szybciej, niż za rządów Platformy Obywatelskiej – przekonywał Winnicki.

Odpowiedzialny za to ma być niekontrolowany napływ imigrantów do Polski. W ubiegłym roku Polska miała być rekordzistą jeżeli chodzi o przyjmowanie imigrantów w Unii Europejskiej. – Ponad 600 tysięcy według danych Eurostatu – grzmiał poseł. Większość z nich to ukraińcy, do których Winnicki wydawał się mieć stosunek dość umiarkowany. Prezesa Ruchu Narodowego niepokoił natomiast gwałtowny wzrost liczby imigrantów z państw Azjatyckich. – Rząd PiSu robi z Polski kraj imigracyjny. W Warszawie na ulicach robi się „ciemno”! – mówił Winnicki.

Poseł Konferencji przekonywał również, że osoby zakładające szybką asymilację imigrantów, są w całkowitym błędzie. Winnicki tłumaczył, że żeby można było mówić o asymilacji to do państwa musi przybyć odpowiednio mało imigrantów w odpowiednio długim czasie. W przypadku masowych migracji przyjezdni tworzą własne enklawy w państwie. – Jeżeli pojawią się dziesiątki tysięcy imigrantów w jednym mieście, to nie ma szans na asymilację większości z nich. Co więcej państwo Polskie nie prowadzi takich działań – tłumaczył Winnicki.

Według szefa Ruchu Narodowego to zagraża „spójności kulturowej i etnicznej naszego narodu”. – Jeśli w Polsce coś jest prawicą to mówi temu „nie”! Jeżeli rząd to robi, to nie ma nic wspólnego z żadną prawicą – przekonywał.

Następnie Winnicki skupił się na „rewolucji kulturowej”. Jako przykład podał zajścia z Białegostoku. I znowu dostało się rządowi PiSu. – Tęczowy marsz nie zwolnił w 2015 roku (rok dojścia PiS do władzy – red.). On przyspieszył! – mówił poseł.

Szczególnie oberwał Jacek Kurski, prezes TVP. Winnicki uważa, że obecne media promują homoseksualizm w serialach i filmach. Jak podkreślił prawicowy poseł, takie wątki pojawiają się nawet w mediach publicznych. Przykładem ma być serial „Barwy Szczęścia” w którym jest akcent homoseksualny, a który jest nadawany w najlepszej porze w TVP.

– Dzisiaj największym homopropagandzistą w Polsce nie jest Robert Biedroń. Dzisiaj są nimi szefowie kultury w największych telewizjach i jest niż też Jacek Kurski! – przekonywał Winnicki.

Obecnemu rządowi dostało się również z powodu skuteczności polityki zagranicznej. Poseł Konfederacji wyśmiał uznanie wybrania Ursuli von der Leyen na funkcję przewodniczącej Komisji Europejskiej za sukces dyplomacji. – Zwracam państwu uwagę, że jeszcze nigdy nie mieliśmy żadnego znaczącego stanowiska w Unii Europejskiej. Nie mówię oczywiście o Tusku, bo to też jest niemieckie stanowisko. Taka jest rzeczywistość i Konfederacja chce powiedzieć Polakom, że nie tylko można inaczej, ale też trzeba inaczej! Na Europie świat się dziś nie kończy, ale też już nie zaczyna. Europa zaczyna być peryferium polityki światowej przez to, że sama dokonuje samobójstwa – stwierdził Winnicki.

Poznań: Osiedle na Ostrowie Tumskim pod kontrolą konserwatora zabytków

0
– No Ostrowie Tumskim nie powstanie żaden budynek bez akceptacji Miejskiego Konserwatora Zabytków – zapewniają władze miasta.

To odpowiedź na pytanie, jak miasto na terenie, który nie ma miejskiego planu zagospodarowania przestrzennego, zamierza wyegzekwować zabudowę pasującą do charakteru i stylu zabytkowej części miasta. Firma Robyg, która kupiła teren po Elektrociepłowni Garbary, chce na nim wybudować osiedle mieszkaniowe na 1400 mieszkań. Tymczasem dosłownie tuż obok znajdują się cenne zabytki Ostrowa Tumskiego, a nieopodal – Stary Rynek. Zresztą i na tym terenie przyszłego osiedla,także znajdują się budynki cenne z punktu widzenia tak historii, jak architektury.

Jak precyzyjnie wyliczyła Joanna Bielawska-Pałczyńska, Miejska Konserwator Zabytków, chodzi o zabudowę północno – zachodniej części wyspy. Znajduje się tam kompleks budynków dawnej Elektrowni Miejskiej Garbary, który jest wpisany do rejestru zabytków pod nr 1024/Wlkp/A decyzją z dn. 24.06.2017 r. I w jego skład wchodzą: budynek maszynowni z nastawnią (z 1929 r. ) wraz z rozbudową z 1952 r., kotłownia (z 1929 r.), budynek rozdzielni prądu wraz z łącznikiem (z 1929 r.) wraz z rozbudową z 1957 r., budynek pompowni wody surowej (z 1929 r.) wraz z ujęciem wody bezpośrednio przy budynku, budynek oczyszczalni wody chłodzącej (z ok. 1952 r.), redita fortu Roon (Redita Czecha) z 1832 r. oraz mur oporowy z lat 1829-1832.

Objęte ochroną jest także oryginalne wyposażenie, które zachowało się w budynkach maszynowni, oczyszczalni wody i kotłowni. Ono także jest wpisane do rejestru zabytków ruchomych.

Wszystkie te budynki mogą być zaadaptowane do nowych funkcji, ochrona tego nie wyklucza – jednak każda zmiana musi uzyskać akceptację konserwatorską. Istnieje – na przykład – możliwość wykorzystania reliktów Wielkiej Śluzy (po wcześniejszych pracach konserwatorskich, oraz po uzyskaniu pozytywnych ekspertyz dot. trwałości konstrukcji obiektu) do budowy kładki przeznaczonej do ruchu pieszo-rowerowego, łączącej Ostrów Tumski z ul. Szelągowską.

A co z nowoczesną zabudową mieszkaniową?
– Na terenie wyspy dopuszcza się budowę współczesnej architektury mieszkaniowej, o wysokiej jakości estetycznej – wyjaśnia Joanna Bielawska-Pałczyńska. – Określenie tzw. pól inwestycyjnych, gęstości zabudowy oraz parametrów wysokościowych musi uzyskać akceptację konserwatorską.

Trwają też prace nad miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego dla tego terenu. Jak zapewnia Miejska Konserwator Zabytków, jest on na bieżąco konsultowany i uzgadniany z MKZ.

Lilia Łada, fot. L. Łada

Poznań: W szpitalu przy Długiej nie było nielegalnych eksperymentów?

0
Szpital Przemienienia Pańskiego stanowczo zaprzeczył pogłoskom, że testowano w nim na pacjentach preparaty do leczenia chorób naczyniowych niedopuszczone na polskim rynku.

Jak podaje Radio Poznań, akie informacje pojawiły się za sprawą byłego lekarza placówki, który poinformował media o tym, że w Klinice Chirurgii Ogólnej i Naczyń. Pacjenci mieli dostawać lek, który nie może być stosowany w Polsce, ponieważ nie został dopuszczony do obrotu w naszym kraju.

Szpital jednak stanowczo zaprzecza tym informacjom. Jak twierdzą jego szefowie, wszystkie badania i procesy lecznicze prowadzone w placówce były legalne i miały wszystkie wymagane przez prawo zgody. Informacje, które zostały przekazane mediom, nie są prawdziwe, są natomiast elementem osobistego sporu między dwoma lekarzami z tej właśnie kliniki, z których żaden już w szpitalu nie pracuje.

Dowodem na to ma być doniesienie dotyczące nielegalnych eksperymentów, które trafiło do poznańskiej prokuratury. Jednak śledczy, po zbadaniu sprawy, umorzyli postępowanie ze względu na brak znamion przestępstwa.

Radio Poznań, el

Poznań: Bezcenne dzieła wróciły do Biblioteki Raczyńskich. Po konserwacji

0
Część zabytkowych atlasów ze zbiorów Biblioteki Raczyńskich odzyskała dawny blask. Wśród bezcennych dzieł jest m.in. pierwszy nowożytny atlas świata, zawierający dokładną mapę Polski.

Ze zbiorów kartograficznych Biblioteki Raczyńskich jej pracownicy wybrali najcenniejsze i jednocześnie najbardziej zagrożone zniszczeniem atlasy, pochodzące z XVI-XIX w. Zabytki zostały oddane do konserwacji i digitalizacji – to efekt projektu, na który Biblioteka Raczyńskich otrzymała ponad 14 milionów złotych dofinansowania z Unii Europejskiej. Dzięki niemu nowe życie dostaną nie tylko cenne dzieła, ale także sam budynek biblioteki, który przejdzie gruntowną modernizację.

Prace prowadzone są na bieżąco. Pięć zbiorów map właśnie wróciło z konserwacji. Jest wśród nich m.in. pierwszy nowożytny atlas świata wydawany od 1570 roku, który zawiera pierwszą dokładną mapę Polski Wacława Grodeckiego. Wszystkie dzieła są bardzo atrakcyjne wizualnie i bogato ilustrowane, jak np. atlas pochodzący z początku XVIII wieku, w którym można znaleźć ręcznie kolorowane mapy i dekoracyjne plany miast, twierdz oraz bitew.

Podziwiając kunsztownie zdobione i ręcznie kolorowane mapy świata i nieba można także prześledzić losy ksiąg. W XVII-wiecznym atlasie świata znajdują się wpisy jego kolejnych właścicieli: od jezuitów, których własnością był w 1718 roku, przez wpisy z XIX wieku, aż po ostatni, uczyniony ręką generała Adama Kicińskiego zapis z roku 1939.

UMP, el

„Strefa wolna od LGBT”. Wolność słowa czy dyskryminacja?

Po decyzji kilku dostawców prasy o wycofaniu ze sprzedaży „Gazety Polskiej” zdecydowaliśmy się zapytać lokalnych polityków co myślą o tej sytuacji.

Ze sprzedaży konserwatywnej gazety zrezygnowały między innymi BP i Empik. Wszystkiemu była winna naklejka „Strefa wolna od LGBT”, która zdaniem dystrybutorów dyskryminowała część społeczeństwa. „Gazeta Polska” powoływała się natomiast na wolność słowa. Obie strony sporu w sądzie najprawdopodobniej będą powoływały się na Konstytucję.

Zapytaliśmy lokalnych polityków o ich opinie na temat ostatnich wydarzeń.

Andrzej Prendke, z Młodych Nowoczesnych (część Koalicji Obywatelskiej)

– Przedsiębiorcy, którzy zdecydowali się na ten ruch, poddali się weryfikacji przez wolny rynek. Każde przedsiębiorstwo może samo decydować, co chce sprzedawać. Uwzględniają przecież tym samym wyrok sądowy. Wolność dla przedsiębiorców ponad wszystko, jednak nie można nawoływać do nienawiści i oddziaływać na wolność drugiego człowieka.

Krzysztof Rosenkiewicz, radny PiSu

– Naklejka w tym brzmieniu jest błędem, także logicznym, bo rzeczywiście oznacza jakiś nowy wymiar segregacji ludzi. Zmieniona pod wpływem postanowienia sądu na „Strefa wolna od ideologii LGBT” ma sens, bo oznacza sprzeciw wobec ideologii radykalnie podważającej ugruntowane pojmowanie małżeństwa, rodziny, tożsamości człowieka, a osoby LGBT+ są niejako wykorzystywane jako „nowy proletariat” do kolejnej odsłony walki rewolucji z zastanym porządkiem. Nie sądzę jednak, aby takimi naklejkami osiągnięto zamierzone cele, natomiast raczej przyczynią się do eskalacji emocji. Warto natomiast poznać argumenty, myślenie przeciwnej strony i umieć mu się przeciwstawić, a to trudniejsze.

Przemysław Jakub Hinc, kandydat na urząd prezydenta Poznania w poprzednich wyborach z poparciem Kukiz’15

– Sprawa z naklejkami jednej z gazet przypomina podważanie wieka puszki Pandory, spod którego wydobywają się na świat coraz gorsze plagi. Ostatnio wyraźnie widać, że nie tylko chętnych do zdjęcia otwarcia tej puszki jest więcej, ale i czują się pewniej widząc nad sobą rozciągnięty parasol ochronny. Takim wyraźnym sygnałem do zrzucenia masek była interwencja ministra sprawiedliwości w sprawie drukarza, który odmówił wydrukowania plakatów dla jednej z grup LGBT. Trybunał Konstytucyjny, w którego składzie orzekali dublerzy sędziów, wydał wyrok sankcjonujący prawo do odmowy świadczenia usług ze względu na tzw. „przekonania religijne”. Wyznawana religia wcześniej umożliwiała odmowę świadczenia usług, ale wyłącznie medycznych i tylko przez lekarzy ginekologów, jako tzw. klauzula sumienia. Potem rozlała się, wbrew prawu, na aptekarzy odmawiających sprzedaży niektórych leków, teraz widzimy kolejny etap polegający już nie na odmowie świadczenia usług, ale na sprzedaży naklejek otwarcie homofobicznych. Stąd już prosta droga do wyznaczania stref wolnych od jednych, bądź drugich. Bo niezależnie od tego czy nam się podobają lesbijki, geje, osoby biseksualne i transpłciowe, to są to po prostu ludzie, o czym zapominają twórcy takich naklejek, treści publikowanych w niektórych gazetach i kazań wygłaszanych w wielu świątyniach. Czy dziwić może tworzenie indeksu bojkotowanych firm, sklepów sprzedających gazetę z taką wkładką. Nie, gdyż jest to tylko reakcja na naruszenie konstytucyjnego zakazu dyskryminacji. Jednak politycy i księża w swoim zaślepieniu zdają się nie widzieć zwykłych ludzi, którzy akurat pracują w tej lub innej firmie. Tych, dla których bojkot ich usług lub towarów może zachwiać często małymi rodzinnymi sklepami i zakładami usługowymi. Nie widzą też, że ostrze ich przekonań wymierzone jest w tych, którzy po prostu są tacy jacy są. W ludzi.

Marek Sajdok z Młodzieży Wszechpolskiej

1. Blokowanie sprzedaży Gazety Polskiej w sklepach jest śmieszne. Firmy powołujące się na wolność słowa i szanowanie cudzych poglądów jednocześnie stosują cenzurę prewencyjną. Liberałowie pewnie powiedzą że to są prywatne firmy i mogą sprzedawać co chcą, jednak Art. 54 Konstytucji i Art. 3 prawa prasowego zabrania takich działań i jeżeli te firmy cenią sobie rzetelność i wolność słowa to powinny unikać działań propagandowych. Równie dobrze sprzedawcy mogliby odmówić sprzedaży pewnego znanego tygodnika, który według złośliwych ma 4 tematy okładek (atakujące kościół, obrażające Polaków, atakujące obecnie rządząca partię/straszącą przed osobami z tej partii i ewentualnie czwartą promującą jakieś poglądy lub celebrytów).

Jeżeli chodzi o samą naklejkę to moim zdaniem nikogo w żaden sposób nie obraża. Żeby prowadzić dyskusję na ten temat należałoby określić czy chodzi o konkretne osoby, ideologię czy ruch. Moim zdaniem chodziło konkretnie o ideologię i ruch, a naklejka jest wyrażeniem opinii. W podobny sposób moglibyśmy wyrazić swoją opinię na temat komunizmu, partii politycznej czy jakiegokolwiek innego ruchu obywatelskiego.

Moim zdaniem problem nie leży w samej naklejce tylko w ruchu LGBT, który swoimi poczynaniami naraził się naszemu społeczeństwu profanując flagi, godła, wiarę, postaci historyczne, próbą przeprowadzania w szkołach warsztatów dla dzieci czy organizacją parad równości w miastach wbrew zdaniu społeczeństwa (w Białymstoku zebrano ponad 6 tysięcy podpisów przeciwko marszowi, który odbył się wbrew konsultacjom społecznym czy zaleceniom policji).

2. Trzeba dodać że działacze LGBT na swoich paradach wielokrotnie dokonywali profanacji i obrażali wiarę katolicką na swoich marszach i to kilkukrotnie w trakcie tego roku. Ruch LGBT to nie jest ruch promujący wolność jakiejkolwiek mniejszości. Może kiedyś, na początku tego ruchu tak było. W dzisiejszych czasach ten ruch zajmuje się dosłownie wojną z naszą cywilizacją, wiarą katolicką i tradycyjnym modelem rodziny. W ramach tej wojny obraża uczucia religijne, wypacza patriotyczne postawy, prowokuje i promuje seksualizację społeczeństwa. Wiele osób o innej orientacji seksualnej nie popiera tego ruchu, ponieważ uważają że ruch ten promuje zły obraz takich osób, wystarczy spojrzeć na zdjęcia z parad równości.

Po więcej informacji na ten temat odsyłam np. do wywiadów z Mikem Jakubowskim który jest gejem i wielokrotnie zaznaczał w swoich wypowiedziach dlaczego odcina się od środowisk LGBT.

3. Po ostatnich wydarzeniach w Białymstoku kościołowi katolickiemu próbuje się przypiąć łatkę ksenofobicznego i atakującego osoby o odmiennej orientacji. Należy przytoczyć art. 2358 Katechizmu Kościoła Katolickiego „Pewna liczba mężczyzn i kobiet przejawia głęboko osadzone skłonności homoseksualne. Skłonność taka, obiektywnie nieuporządkowana, dla większości z nich stanowi trudne doświadczenie. Powinno się traktować te osoby z szacunkiem, współczuciem i delikatnością. Powinno się unikać wobec nich jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji. Osoby te są wezwane do wypełniania woli Bożej w swoim życiu i – jeśli są chrześcijanami – do złączenia z ofiarą krzyża Pana trudności, jakie mogą napotykać z powodu swojej kondycji.”

Oraz art 2359 Katechizmu Kościoła Katolickiego „Osoby homoseksualne są wezwane do czystości. Dzięki cnotom panowania nad sobą, które uczą wolności wewnętrznej, niekiedy dzięki wsparciu bezinteresownej przyjaźni, przez modlitwę i łaskę sakramentalną, mogą i powinny przybliżać się one – stopniowo i zdecydowanie – do doskonałości chrześcijańskiej.”

Kościół nie atakuje gejów czy lesbijek, tylko wzywa do nawrócenia i czystości. Środowisko LGBT na swoich paradach profanuje obraz Matki Boskiej, msze święte, modlitwę próbują przedstawić to jako wyznanie wiary lub nieszkodliwą satyrę. Te wszystkie przypadki to czysto medialny, wizerunkowy zabieg prowokujący społeczeństwo, mający wzbudzić rozgłos i zainteresowanie jednak w swoje formie wykraczający zbyt daleko i zrażający niektórych zwolenników ruchu. Między innymi dlatego niektórzy geje/lesbijki nie chcą mieć nic wspólnego ze stowarzyszeniami z ruchu LGBT.

Jako młodzież Wszechpolska jesteśmy przeciwnikami promocji jakichkolwiek zachowań homoseksualnych, a działalność ruchów LGBT w takiej formie w naszym kraju jest nieakceptowalna. Jedyną działalnością tych ruchów którą bylibyśmy w stanie zaakceptować jest leczenie tych osób z homoseksualizmu czy zaburzeń tożsamości dostrzegalnych u transwestytów.

Rodion Marcinkowski, Konfederacja

Zarówno jako prawnik jak i skrajny wolnościowiec uważam, że każdy prywatny podmiot ma prawo do sprzedaży takich treści jakie są dla niego najbardziej korzystne zarówno materialnie jak i wizerunkowo. Jeżeli osoby decyzyjne w sieciach takich jak Empik czy Allegro uznały gazetę z nalepką za zbyt agresywną to mają pełne prawo odmówić jej sprzedaży na podstawie własnych subiektywnych przekonań. Jako człowiek i obywatel uważam, że tworzenie naklejek przeciwko czemuś jest zwyczajnie niesmaczne. Prawicowe media mogą przecież stworzyć naklejkę „Kocham moją żonę i rodzinę” i nie byłoby to tak prostackie jak „Strefa wolna od LGBT” nasuwająca od razu skojarzenia do „strefa wolna od żydów”, „od czarnych”, „od polaków” czy „ormian”. Tego typu produkcje zawsze trafiają jedynie do wąskiej grupy odbiorców z wyjątkiem czasu gdy społeczeństwo czuje realne zagrożenie jak miało to miejsce w przypadku początków komunizmu co przyczyniło się do rozwoju trzeciej rzeszy. Chętnie zapytałbym redaktora „Gazety Polskiej” czy wolnością słowa byłaby sytuacja w której ukraińcy we Lwowie czy na Wołyniu rozwieszają naklejki „Strefa wolna od Polaków” lub „Strefa wolna od ideologii Polskiej”? Każda dyskryminacja jest zła i prowadzi do napięć, a ta do przemocy. Prywatnie uważam również, że osoby które najgorliwiej walczą z równouprawnieniem osób o innej orientacji najprawdopodobniej same odczuwają jakiś lęk spowodowany trudnościami w określeniu własnej orientacji i gdy tylko po dojściu do władzy którejkolwiek z partii wolnościowych polepszy się ich status materialny, zdecydowanie powinny udać się na terapię by raz na zawsze rozwiązać tą kwestię.

Dorota Koszal, Razem

Trudno nie mieć skojarzeń ze strefami wolnymi od osób innego koloru skóry, strefami wolnymi od Żydów. To jest coś, co jest koszmarne i odwołuje się wprost do faszyzmu. Robienie stref wolnych od osób homo, czy biseksualnych, to wykluczanie sporej części obywateli Polski, ludzi, którzy mają prawo do życia w tym kraju tak samo jak każdy z nas. To jest coś, co tylko można jednoznacznie potępić.

Zebrał: SS

W Poznaniu powstał nowy park (zdjęcia)!

0
2,6 hektara nowoczesnej przestrzeni ze ścianką wspinaczkową i ozdobnymi klombami. Przy Dolnej Wildzie, na miejscu ogródków działkowych, powstał nowy park.

Początki parku w tym miejscu sięgają 2013 r. – wtedy teren po ogródkach działkowych przy ul. Dolna Wilda/Orzechowa został przekazany do zagospodarowania Zarządowi Zieleni Miejskiej. Początkowo teren był utrzymywany przez Spółdzielnię Socjalną Poznanianka, a w 2014 r. – w ramach konkursu „Slow parki – zielona rewitalizacja” podczas targów ogrodniczych Gardenia – wyłoniono projekt koncepcyjny zagospodarowania parku autorstwa Anny Gajdy i Anny Dworzyńskiej. „Poznanianka” założyła na tym terenie łąkę kwietną.

W tym samym roku Krzysztof Kempski, mieszkaniec Dębca i członek Rady Osiedla Zielony Dębiec, zgłosił do PBO2016 projekt „Zieleniec przy ul. Dolna Wilda”, który został wybrany przez poznaniaków. W 2016 r. Pracownia Architektury Krajobrazu „Trzy Małe Drzewka” ze Szczecina opracowała projekt budowlano-wykonawczy parku, przystosowując go do warunków i realiów i konsultując go z Radą Osiedla.

W 2017 r. rozpoczął się pierwszy etap prac w parku. Uporządkowano teren, sprawdzono stan drzew, wykonano alejki i zamontowano ławki i kosze. W latach 2018-2019 wykonano odwodnienie terenu, montaż lamp solarnych, nasadzenie drzew, krzewów i założenie trawników. Do budowy parku przyczynili się również Port Lotniczy Ławica, który posadził szpaler grabowy złożony ze 198 drzew oraz parafia Błogosławionej Piątki Poznańskiej, która posadziła 67 drzew.

Podczas projektowania parku skupiono się na tym, by stworzyć miejsce wypoczynku i rekreacji dla wszystkich mieszkańców miasta – niezależnie od tego, jakie formy aktywności i odpoczynku preferują. Dlatego cały obszar został podzielony na strefy dostosowane do różnych potrzeb.

Centralna i południowa część parku to miejsca dla rekreacji czynnej i biernej. Poznaniacy szukający ciszy i spokoju mogą tam odpocząć przy klombie z ozdobną rabatą, a miłośnicy spacerów i biegania mają do dyspozycji liczne przeplatające się alejki, wykonane z nawierzchni wodoprzepuszczalnej z kruszywa naturalnego.

Zaprojektowano również strefę dla dzieci – a w niej plac zabaw, na którym znaleźć można m.in. huśtawki, ściankę wspinaczkową, drabinki oraz specjalne konstrukcje: „ważkę miejską” i „kosmicznego surfera”. Na obrzeżach parku, w jego części północnej, zlokalizowany został tor agility z miejscem do wyprowadzania psów.

Teren parku od strony ruchliwej ulicy Dolna Wilda izoluje podwójny szpaler drzew. .Koszt realizacji inwestycji wyniósł prawie 4 mln zł. Park jest objęty 2-letnią pielęgnacją gwarancyjną i bieżącą konserwacją przez wykonawcę.

UMP, el

Poznań: Czy w Wielkopolsce zabraknie wody? Naukowcy biją na alarm

0
Wysychające studnie, Warta miejscami mająca zaledwie 20 cm głębokości i Cybina, która prawie wyschła. Czy zabraknie nam wody?

Wielkopolscy naukowcy od ponad 30 lat ostrzegają przed przesuszaniem regionu. Niestety, jak dotąd nikt specjalnie nie przejmował się ich ostrzeżeniami zakładając, że po pierwsze dramatyzują, a po drugie mówią o czymś, co się wydarzy dopiero za wiele lat. Dziś więc nie ma się czym przejmować, zwłaszcza że proponowane przez naukowców działania mające zapobiec przesuszaniu Wielkopolski były kosztowne, pracochłonne i obliczone na całe lata.

Jednak tegoroczne upały chyba już wszystkim uświadomiły, że suche studnie, wyschnięte pola i brak wody w kranach to nie mit wymyślony przez dramatyzujących naukowców, ale nasza teraźniejszość. Wielkopolska nigdy nie była regionem bogatym w deszcze, które pozwalałyby choć w jakimś stopniu odbudować wodny potencjał regionu. A teraz, gdy nawet tych skromnych opadów zabrakło, jest coraz gorzej. Jak podaje „Głos Wielkopolski”, w kwietniu tego roku spadło w Poznaniu 7,2 mm na metr kw. Tymczasem średnia z lat 1951-2010 wynosi 33 mm. W czerwcu odnotowano 3,4 mm/metr kw., a norma to ponad 59 mm. Jeśli w sierpniu i wrześniu nie będzie dużych opadów, sytuacja stanie się dramatyczna.

Z powodu upałów i suszy spada poziom wód podziemnych, co oznacza, że wody może zabraknąć w studniach przydomowych, które zazwyczaj korzystają z płytszych ujęć wód podziemnych, a nawet w ujęciach wody pitnej, tych, które nie są głęboko położone. Gmina Niechanowo już 3 lipca wprowadziła zakaz podlewania ogródków i upraw wodą z gminnego ujęcia – do odwołania. Państwowa Służba Hydrogeologiczna ocenia, że w aż 12 województwach poziom wody może spać poniżej stanu „niskiego ostrzegawczego” – także w Wielkopolsce.

Kto uważa te ostrzeżenia za przesadne – powinien wybrać się choćby nad Wartę i zobaczyć, jak wygląda rzeka. Wodowskaz przy moście Rocha pokazuje zaledwie 113 cm, w niektórych miejscach głębokość wody nie przekracza 20 cm. Jeszcze gorzej prezentuje się Cybina: na odcinku między Bramą Poznania a ujściem rzeki praktycznie nie ma. Można przejść suchą stopą przez jej koryto. Tak niskiego poziomu wody nie było przynajmniej od 20 lat.

Do kłopotów z wodą przyczyniają się też elektrownie. Większe upały – to większe zapotrzebowanie na prąd. A konieczność wyprodukowania więcej prądu oznacza dla elektrowni konieczność poboru większej ilości wody do chłodzenia agregatów. Jeśli będzie za mało wody w rzekach i jeziorach lub będzie miała za wysoką temperaturę, by chłodzić – także elektrownie będą miały kłopoty. I będą musiały zmniejszyć produkcję prądu.

Jak podaje „Newsweek”, Polska jest jednym z najbardziej ubogich w wodę krajów Unii Europejskiej. Zasoby wody pitnej w naszym kraju wynoszą 4 mld m3 – to trzy razy mniej niż średnia europejska i ilość porównywalna z zasobami… Egiptu. Naprawdę nie stać nas na to, żeby zmniejszać te skromne ilości z powodu nieracjonalnej gospodarki – skoro i tak już maleją przez globalne ocieplenie.

Głos Wielkopolski, el

Takiego Lecha chcemy oglądać! Pewne zwycięstwo z Wisłą Płock

0
Lech Poznań po bardzo dobrej grze pokonał na własnym stadionie Wisłę Płock 4:0 po bramkach Darko Jevticia z rzutu karnego,  dwóch golach Christiana Gytkjaera oraz jednej Kamila Jóźwiaka.

Atmosfera wokół poznańskiego Lecha w ostatnich tygodniach uległa znacznej poprawie. Z drużyny odeszło wielu piłkarzy, którzy kojarzeni byli głównie z porażek, między innymi: Łukasz Trałka, Nikola Vujadinovic, Rafał Janicki, Mihai Radut czy Vernon De Marco. Wielu transferów do klubu nie zrobiono, ale wykonano plan minimum – ściągnięto dwóch środkowych obrońców, Djordje Crnomarkovicia oraz Lubomira Satkę, a lukę po Trałce wypełnił Chorwat Karlo Muhar. O ile defensywa znacznie się różni w porównaniu z tym, co obserwowaliśmy na boiskach Ekstraklasy w minionym sezonie, tak w ofensywie wielu zmian nie widzimy. Z wypożyczenia wrócił Paweł Tomczyk, przedłużono także czasowy transfer z Timurem Zhamaletdinovem, po kontuzji wraca również Christian Gytkjaer. Tutaj też pojawia się najwięcej wątpliwości co do siły poznańskiej drużyny, która rok temu potrafiła zdobyć tylko 49 goli, co jak na zespół aspirujący do mistrzowskiego tytułu, było bardzo kiepskim rezultatem.

Trudno oczekiwać, by nas czymś zaskoczyli. Grają zwykle systemem 4-4-2, musimy uważać na groźnego z przodu Oskara Zawadę, nie wiem natomiast czy wystąpi Ricardinho. Wisła jest groźna w kontrataku i przy stałych fragmentach gry. Zakładam, że przyjdzie nam grać atakiem pozycyjnym, ale jesteśmy przygotowani na różne warianty. Mam nadzieję, że Wisła spróbuje z nami pograć w piłkę – mówił jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego Jarosława Przybyła trener Lecha Poznań, Dariusz Żuraw.

Jest wiele prawdy w ostatnich słowach szkoleniowca Lecha, bo drużyny Leszka Ojrzyńskiego starają się zabić mecz – tj. nie pozwalać rywalom na wymianę podań, szybką grę, bo szukają faulu lub wybicia piłki, grają mocno defensywnie i swoich sił szukają tylko z kontrataku. Jest w tym też trochę logiki. Mało komu – przynajmniej jeszcze dwa lata temu – udawało się na stadionie przy Bułgarskiej zdominować „Kolejorza” grając w piłkę, czyli szybko i ofensywnie. Zazwyczaj zespoły, które decydowały się na taką grę kończyły mecz ze stratą przynajmniej dwóch albo i więcej goli. Jak było tym razem?

Napięcie pomiędzy zawodnikami Lecha i Wisły można było wyczuć od samego początku. Niech o tym świadczą trzy żółte kartki – dwie dla gości i jedna dla gospodarzy w pierwszych sześciu minutach gry. Dość dziwnie zachował się Djordje Crnomarkovic, który na pociąganie za koszulkę przez rywala zareagował ostrym odepchnięciem i przy mniej pobłażliwym arbitrze, mógł ten mecz się dla niego skończyć już zanim się rozpoczął. Kilka chwil później genialnie zachował się napastnik „Kolejorza”, Paweł Tomczyk, który doskonale wykorzystał swoje przyspieszenie i wyskoczył do piłki zagranej przez Darko Jevticia, „dziubnął” ją tuż przed Bartłomiejem Żynelem, a bramkarz gości nie zdążył schować swoich rąk i faulował poznańskiego zawodnika. Jedenastkę na gola zamienił ten, który podawał do młodego snajpera Lecha, czyli kapitan Darko Jevtic. Bardzo szybko swoją zmianę musiał wykorzystał trener Dariusz Żuraw, bo po jednym z kontaktów z piłką kontuzji nabawił się Tymoteusz Klupś, którego zmienił inny z Tymoteuszów – Puchacz.

Sędziujący dzisiejsze spotkanie, arbiter Jarosław Przybył nie pozwalał na ostrzejszą grę żadnej ze stron, a za każde bardziej zdecydowane wejście karał piłkarza bez wahania żółtym kartonikiem. Po szybkich dwudziestu minutach, lechici zwolnili nieco grę i pozwolili gościom na rozgrywanie piłki. Zakończyło się to kilkoma dośrodkowaniami i jednym, niegroźnym strzałem wprowadzonego jeszcze przed przerwą Olafa Nowaka. Doskonałą asystę mógł zaliczył Wołodymyr Kostewycz, który idealnie podawał do Darko Jevticia, ale ten w doskonałej sytuacji uderzył piłkę głową prosto w poprzeczkę. Przyjemnie oglądało się na grę Ukraińca przez pierwsze czterdzieści pięć minut, a zwieńczeniem był jego sprint do piłki zmierzającej na rzut rożny, którą ostatecznie udało mu się wślizgiem wybić na rzut rożny. Atmosfera przy Bułgarskiej na trybunach była bardzo gorąca, dawno już nie było słychać tak głośnego dopingu na meczach poznańskiego Lecha.

Druga połowa nieco się wyrównała, momentami przeważała nawet Wisła Płock, to jednak lechici wyprowadzili dwa groźne kontrataki – najpierw pobiegł przez całe boisko Puchacz i jego strzał został zablokowany przez defensorów, a później z lewej strony Jóźwiak wykorzystał błąd Jakuba Rzeźniczaka, lecz także nie potrafił dobrze uderzyć na bramkę Żynela. Bardzo groźnie zrobiło się w okolicach 58. minuty, kiedy strzału z dystansu próbował Dominik Furman, bo piłka uderzyła w poprzeczkę, a głową z najbliższej odległości po dobitce nie trafił Olaf Nowak. Kilka minut później świetnie akcję z prawej strony rozegrali Gumny z Puchaczem na jeden kontakt i zabrakło niewiele, by ten pierwszy podkręconym strzałem zmieścił piłkę przy słupku bramki gości. Poznaniacy dążyli do zdobycia kolejnego gola i doskonałą okazję w 68. minucie zmarnował wprowadzony po przerwie Christian Gytkjaer, kiedy to po świetnym biegu Roberta Gumnego i idealnym dograniu w pole karne, Duńczyk minimalnie na wślizgu przestrzelił. Co się nie udało napastnikowi Lecha w tej akcji, udało się chwilę później po doskonałej akcji poznańskiej drużyny. Szybko, na jeden kontakt i idealne wykończenie Christiana Gytkjaera. Zdecydowanie takiego Lecha chcemy w tym sezonie oglądać!

Goście po stracie drugiego gola momentalnie zaczęli grać do przodu i próbowali złapać kontakt. Ładną piłkę do Tomasika zagrał Furman, ale były obrońca „Kolejorza” przegrał walkę sam na sam z Mickeyem van der Hartem. Drugą żółta kartkę, a w konsekwencji czerwoną otrzymał nie kto inny, a Djordje Crnomarkovic za faul taktyczny na pomocniku Wisły Płock, Dominiku Furmanie. Kilka chwil później ładnie z dystansu uderzał Tymoteusz Puchacz, ale tym razem dobrze interweniował Bartłomiej Żynel. Gra w dziesięciu nie przeszkodziło „Kolejorzowi” na podwyższenie wyniku na 3:0. Lewą stroną rywala ograł Kamil Jóźwiak i z dość ostrego kąta potężnie huknął i strzelił swojego pierwszego gola w tym sezonie. „Kolejorz” nie zwalniał tempa i w doliczonym czasie gry strzelił jeszcze jedną bramkę. Ładną piłkę w stronę Christiana Gytkjaera zagrał Pedro Tiba, a snajper Lecha nie miał problemów ze skierowaniem jej obok interweniującego golkipera gości.

Lech Poznań: Van Der Hart – Gumny, Rogne, Crnomarkovic, Kostewycz – Muhar, Tiba – Klupś, Jevtic, Jóźwiak – Tomczyk.

Wisła Płock: Żynel – Rzeźniczak, Marcjanik, Uryga, Tomasik – Sielewski, Rasak, Furman, Milasius, Szwoch – Zawada.

fot. Wojtek Lesiewicz

 

Platforma Obywatelska o cenach prądu: „To jest wasze być, albo nie być!”

Politycy Platformy Obywatelskiej zachęcali dzisiaj przedsiębiorców do złożenia oświadczeń, które pozwolą im utrzymać na obecnym poziomie ceny energii elektrycznej.

W poniedziałek, 29 lipca 2019, upływa ostateczny termin do którego można składać oświadczenia, dające możliwość obniżenia cen energii w drugim półroczu 2019 roku do poziomu z 2018 roku. Oświadczenia mogą składać m.in. mikro i mali przedsiębiorcy, szpitale, ale też samorządy.

– Mam nadzieję, że informacja dotrze do wszystkich zainteresowanych aby skorzystali z możliwości rekompensaty podwyżek prądu – mówił Waldy Dzikowski, poseł PO. – Taką możliwość daje ustawa z 2018 roku. W związku z tym, że rząd się nie kwapi do tego, żeby poinformować ludzi o takiej możliwości to my chcielibyśmy wszystkim Polkom i Polakom o tym przypomnieć. To jest wasze być, albo nie być! – przekonywał.

– Mali i średni przedsiębiorcy mogą zaraz stanąć przed sporym kosztem, bo ceny prądu mogą wzrosnąć aż o 70 procent – tłumaczył Szymon Ziółkowski, poseł PO. – Za te podwyżki docelowo zapłacą konsumenci, ponieważ gdzieś trzeba będzie te koszty ukryć. Ta podwyżka do nas wróci z początkiem przyszłego roku, ponieważ obecna ustawa przewiduje zniżki tylko do końca obecnego roku. Kolejne podwyżki najprawdopodobniej będą nas dotykały również w kolejnych latach, ponieważ rząd Prawa i Sprawiedliwości nie jest zainteresowany dywersyfikacją źródeł energii i cały czas korzystamy ze źródeł kopalnych.

– Nie dość, że rząd nie jest zainteresowany dywersyfikacją źródeł energii to nie jest również zainteresowany pozyskiwaniem energii ze źródeł odnawialnych – rozwinęła jego myśl Tatiana Sokołowska, radna sejmiku. – Nie interesuje go również los małych i mikro przedsiębiorstw, ponieważ nie są to firmy, z których może pobierać dywidendy i opłaty na własne, często bliżej nie określone, cele.

– Pamiętajmy o tym, że podwyżki cen prądu mogą wpłynąć na wzrost cen pozostałych produktów, co automatycznie będzie napędzało inflację – tłumaczył Killion Munyama, poseł PO. – A inflacja spowoduje, że Rada Polityki Pieniężnej będzie chciała podwyższać stopy procentowe. To natomiast oznacza, że wszystkie nasze zobowiązania w bankach pójdą w górę. Przykładowo rata za mieszkanie, która wynosi 2000 złotych, może wzrosnąć do 2500 złotych. Minister na mównicy sejmowej przekonywał, że nie będzie podwyżek cen energii, a teraz widzimy, że jeśli nie złożymy wszystkich formularzy to cena może pójść w górę!

– Pamiętajcie państwo, żeby nie dać przerzucić na siebie wzrostu cen energii! – zaapelowała Sokołowska.

Poznań: IMGW ostrzega przed burzami i upałami!

Gorąco, burzowo i wilgotno, a w niedzielę, 28 lipca, nawet 33 stopnie Celsjusza. IMGW wydał ostrzeżenie pierwszego stopnia przed upałem dla pięciu województw, w tym zachodniej Wielkopolski.

Upalny ma być cały weekend: już dziś temperatury w Poznaniu sięgały 31 stopni, na szczęście przelotne deszcze i zachmurzenie nieco złagodziły upał. W sobotę, 27 lipca, ma być podobnie, natomiast w niedzielę, 28 lipca, temperatura może sięgnąć nawet 33 stopni. Synoptycy na ten dzień zapowiadają też burze. Podobnie ma być w poniedziałek, 29 lipca. Dopiero we wtorek nieco się ochłodzi – temperatura nie przekroczy 26 stopni, ma też padać deszcz.

Ostrzeżenie pierwszego stopnia oznacza, że mogą wystąpić niebezpieczne zjawiska meteorologiczne powodujące straty materialne oraz zagrożenie zdrowia i życia. Mogą występować utrudnienia w ruchu drogowym. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa przypomina, że podczas ekstremalnych upałów szczególnie powinny uważać na siebie osoby starsze, dzieci i wszyscy mający kłopoty z krążeniem. Podczas najgorętszych godzin dnia należy ograniczyć czas przebywania na słońcu, pić dużo wody i pamiętać o nakryciu głowy za każdym razem, gdy się wychodzi na zewnątrz.

IMiGW, el

Poznań: Zmusili mężczyznę do wypłacenia pieniędzy – i wpadli przez monitoring

0
Sytuacja jak z sensacyjnego filmu: trzech przestępców napadło na mężczyznę i zmusili go do wypłacenia pieniędzy z bankomatu. Nie wiedzieli tylko, że wszystko obserwują operatorzy miejskiego monitoringu…

Wszystko wydarzyło się w piątek, około 4 rano, na przystanku tramwajowym na Jeżycach. Przestępcy upatrzyli sobie mężczyznę czekającego na tramwaj – podeszli do niego, skrępowali i zmusili do wypłaty pieniędzy z bankomatu przy skrzyżowaniu Dąbrowskiego i Roosevelta. Gdy otrzymali gotówkę, puścili swoją ofiarę i poszli w stronę ulicy Kochanowskiego.

Nie wiedzieli tylko, że od początku wszystko obserwuje operator miejskiego monitoringu, który od razu zwrócił uwagę na podejrzane zachowanie mężczyzn – i powiadomił patrol policji. Policjanci zatrzymali sprawców akurat po zabraniu pieniędzy od swojej ofiary i od razu przetransportowali ich na jeżycki komisariat.

SMMP, el

Poznań: W jakim kolorze są poznańskie tramwaje?

0
Pytanie na pozór bez sensu, bo wszyscy wiedzą, że są zielone, z odrobiną żółtego. Ale poznańscy społecznicy twierdzą, że odcienie zieleni na poszczególnych pojazdach się różnią i apelują o ujednolicenie kolorystyki pojazdów.

Jak podaje „Głos Wielkopolski”, społecznicy, twórcy fanpage’a „Zmieńmy zieleń poznańskich tramwajów”, doliczyli się aż 12 odcieni zieleni i żółci na pojazdach. Na różnice zwrócili uwagę podczas prezentacji pierwszego dwukierunkowego tramwaju Moderus Gamma. Ich zdaniem zieleń na tym tramwaju jest w ciemniejszym odcieniu niż innych pojazdów, jest też więcej czerni, a bardzo mało żółtego, czyli drugiego tradycyjnego koloru MPK.

Taki wygląd tramwaju jest efektem nowoczesnego designu, który zaproponowała firma Modertrans i bardzo się spodobał. Ale – jak twierdzą społecznicy – z nieoficjalnych informacji dotarło do nich, że MPK jest innego zdania i nowoczesny, wręcz „kosmiczny” wygląd nowego tramwaju nie przypadł władzom do gustu. Pozostałe 19 zamówionych wagonów ma być pomalowane zgodnie z dotychczasowymi zasadami.

– Czy to nie dobry moment, by wreszcie ustalić i ujednolicić kolorystykę poznańskich tramwajów? – pytają społecznicy nie tylko szefów MPK, ale i plastyka miejskiego. Ich zdaniem na przykładzie nowego testowego tramwaju widać, że powrót do ciemniejszej zieleni byłby dobrym pomysłem.

Piotr Libicki, plastyk miejski, jest autorem dokumentu „Infrastruktura transportu zbiorowego – wytyczne podstawowe” określającego wygląd przystanków, wiat, znaków informacyjnych czy rozkładów jazdy. Przyznaje, że pomysł, by w ten sam sposób ujednolicić kolorystykę autobusów i tramwajów, jest wart rozważenia – zwłaszcza że i jemu spodobała się ciemniejsza zieleń nowej Gammy. Żółty zaś, jak zwraca uwagę, wcale nie jest tradycyjnym kolorem poznańskich tramwajów, bo został dodany dopiero w latach 90.

Jednak Iwona Gajdzińska, rzeczniczka prasowa MPK, uważa, że tworzenie katalogu barw pojazdów miejskiej komunikacji nie jest potrzebne – bo wszystkie są malowane tak samo, na zielono i żółto. Nie chciała jednak powiedzieć, czy nowe Gammy będą pomalowane tak samo – bo ma to być niespodzianka dla pasażerów.

Głos Wielkopolski, el

Drugi nabór do szkół średnich w Poznaniu

0
Ponad 3,8 tysiąca miejsc w liceach, technikach i szkołach branżowych – to szansa dla uczniów, którzy podczas pierwszego naboru nie dostali się do wybranej placówki.

Tegoroczna rekrutacja była wyjątkowo trudna, ponieważ o możliwość kontynuowania nauki starali się jednocześnie absolwenci podstawówek i gimnazjów – to efekt rządowej reformy oświaty. Miasto przygotowało dla nich aż 16 105 miejsc w pierwszym naborze. To bardzo dużo – dla porównania: w 2017 r. do poznańskich szkół przyjęto 6767 osób, a w 2018 r. – 6615.

W pierwszym naborze do poznańskich szkół złożono aż 17 833 wniosków. Zakwalifikowano 14 381 uczniów. Do środy 24 lipca młodzi ludzie, którzy dostali się do wybranej placówki, musieli potwierdzić, że będą się w niej uczyć. Zrobiło to ok. 85 proc. z nich, dlatego w środę część zajętych w pierwszym naborze miejsc automatycznie się „odblokowała”. Ostatecznie przyjęto więc 12 495 uczniów – najwięcej w liceach ogólnokształcących (aż 6576), nieco mniej w technikach (4785) i w szkołach branżowych pierwszego stopnia (1134). W efekcie zostało 3 605 wolnych miejsc.

Po analizie danych miasto zdecydowało o uruchomieniu aż 3 864 wolnych miejsc w rekrutacji uzupełniającej. To oznacza, że uczniowie będą mieli do dyspozycji kolejne 1204 miejsca w liceach, 1369 miejsc w technikach i 1291 – w branżowych szkołach I stopnia.

Rekrutacja uzupełniająca, podobnie jak rekrutacja podstawowa, odbywać się będzie w elektronicznym systemie „Nabór”. Kandydaci, którzy będą aplikować w rekrutacji uzupełniającej, będą logować się za pomocą swojego dotychczasowego loginu i hasła. Natomiast ci, którzy będą składać wniosek elektroniczny po raz pierwszy, po jego wypełnieniu otrzymają wygenerowane hasło dostępu i login.

Do 30 lipca do godziny 15.00 uczniowie mogą składać wniosek o przyjęcie do szkoły. Lista zakwalifikowanych i niezakwalifikowanych zostanie opublikowana 21 sierpnia o godz.10.00. Do 29 sierpnia do godz. 13.00 kandydaci powinni potwierdzić wolę przyjęcia do szkoły. Ostateczne wyniki – czyli lista przyjętych i nieprzyjętych – zostaną ogłoszone 30 sierpnia o godz. 13.00.

Jak zapewniają władze miasta, specjaliści z Wydziału Oświaty UMP na każdym etapie rekrutacji będą analizować zainteresowanie uczniów konkretnymi szkołami czy kierunkami edukacji i na tej podstawie ewentualnie podejmować dalsze możliwe i konieczne działania.

UMP, el

Miliony dla powiatu konińskiego i gminy Turek. „Samorządowcy bardzo dobrze poradzą sobie z przeprowadzeniem tych inwestycji”

0
Wicewojewoda wielkopolski Aneta Niestrawska podpisała dziś umowy drogowe na łączną kwotę 8,5 mln zł. Do powiatu konińskiego trafi blisko 7 mln zł, natomiast gmina Turek otrzymała 1,5 mln zł.

Wicewojewoda Aneta Niestrawska przekazała dziś powiatowi konińskiemu środki na przebudowę drogi pomiędzy miejscowościami Różopole i Piotrkowice. Dotacja wyniesie 3,7 mln zł. To jednak nie jedyne dofinansowanie, z którym przyjechała wicewojewoda. Kolejne środki zostaną przeznaczone na przebudowę drogi powiatowej pomiędzy Koninem a Rudzicą. Na tę inwestycję wojewoda Zbigniew Hoffmann przeznaczył 3,2 mln zł. Z kolei z gminą Turek została podpisana umowa na budowę dróg gminnych na osiedlu Leśna. Dofinansowanie do tej inwestycji to 1,5 mln zł.

Umowy zostały podpisane w ramach Funduszu Dróg Samorządowych. – Naszym celem, wspólnie z wojewodą Zbigniewem Hoffmannem jest to, aby środki z Funduszu Dróg Samorządowych sprawiły, by większość wielkopolskich gmin i powiatów mogła podnosić bezpieczeństwo i standard życia mieszkańców. Jesteśmy przekonani, że samorządowcy z Konina i Turku bardzo dobrze poradzą sobie z przeprowadzeniem tych inwestycji. Gratuluję i życzę powodzenia w realizacji. Niech służy mieszkańcom – mówiła wicewojewoda Aneta Niestrawska.

mat. pras. / op. AS