Strona główna Blog Strona 710

Moc atrakcji w wolsztyńskiej parowozowni już na majówkę!

0

Przejażdżka pociągiem specjalnym 29 i 30 kwietnia, mini parada parowozów 1 maja oraz powrót wielkiej parady 29 i 30 sierpnia. Parowozownia w Wolsztynie zaprasza na wiosenne i letnie imprezy!

Do Wolsztyna będzie warto wybrać się już podczas długiego majowego weekendu. 29 kwietnia o godzinie 11.00 wyruszy stamtąd do Rakoniewic pociąg specjalny „Strażak”. Pasażerowie będą mogli zwiedzić muzeum pożarnictwa i wrócić do Wolsztyna. Z kolei 30 kwietnia pociąg specjalny „Wiejskie klimaty” o godzinie 10.00 zawiezie chętnych do Szreniawy, gdzie będą mogli zwiedzić tamtejsze muzeum rolnictwa i także wrócić pociągiem do Wolsztyna.

Natomiast 1 maja w parowozowni odbędzie się parada w wersji mini, czyli z udziałem parowozów w skali 1:10. O godzinie 9.00 wyruszy pociąg specjalny z lokomotywą spalinową „Pyrlandia”, o 11.00 chętni będą mogli zwiedzić parowozownię z przewodnikiem, a 12.00 – wyruszy „New Orleans Express”, gdzie będzie można słuchać muzyki na żywo w wagonie.

Wśród atrakcji tego dnia będzie jeszcze koncert Wolsztyńskiej Powiatowej Orkiestry Dętej, bicie rekordu Guinnessa w przygotowaniu największej zapiekanki ziemniaczanej, koncerty Orkiestry Tanecznej Wihajster, Kapeli Koźlarskiej ze Zbąszynia, zespołu Dixie Company, zespołu Piwozaury, a o 16.00 przejedzie parada 9 parowozów w skali 1:10. Impreza potrwa do godziny 19.00.

Natomiast główna parada parowozów w Wolsztynie, jedno z najważniejszych wydarzeń kolejowych w Europie, odbędzie się 19 i 20 sierpnia. Będzie tym bardziej wyjątkowa, że odbędzie się po kilku latach przerwy: ostatnia odbyła się przed pandemią, w 2019 roku, no i dlatego, że jest szansa na dokończenie do tego czasu remontu parowozu Pt47-65. Jeśli to sie uda, to będzie mógł wziąć udział w paradzie, razem z lokomotywami z całej Europy. Parada Parowozów odbędzie się już po raz 27.

Dramatyczne zdarzenie pod Poznaniem. Autobus staranował ogrodzenie i uderzył w budynek

0

9 kwietnia po godzinie 19.00 kierowca autobusu jadący ulicą Sierosławską w Lusówku stracił panowanie nad pojazdem i rozbił betonowy płot przydrożnej posesji, zatrzymując się dopiero na budynku.

Jak informują wielkopolscy strażacy, w autobusie były cztery osoby, ale żadna z nich nie ucierpiała w zdarzeniu i nie potrzebowała pomocy medycznej.

Obecnie sprawą zajmuje się policja, wyjaśniając przyczyny i okoliczności zdarzenia.

Niecodzienna sytuacja w kościele. Musieli interweniować strażacy

0

Niecodzienną interwencję musieli podjąć strażacy z OSP Wyszyna podczas uroczystej warty pełnione przy grobie Chrystusa. W kościele bowiem pojawiła się… wiewiórka. Pobiegła prosto do grobu i strażacy musieli interweniować.

Wszystko wydarzyło się 8 kwietnia w Wielką Sobotę, a rozbawieni strażacy opisali zdarzenie na swoim profilu na Facebooku.
„W kościele Narodzenia NMP w Wyszynie doszło do niecodziennej sytuacji” – poinformowali. – „Mimo wart pełnionych przez Druhów MDP oraz OSP Wyszyna do grobu Pana Jezusa przedostał się mały, zwinny gość. Strażacy pełniący wartę byli bardzo zaskoczeni śmiałością i odwagą małej wiewiórki, w Święta Wielkanocne zdecydowanie bardziej spodziewali się zajączka bądź kurczaczka. Nie chcieli przeszkadzać w wizycie, którą złożyła wiewiórka przy grobie Pana Jezusa, jednak ze względu na zbyt duże harce zmuszeni byli wyprosić gościa z kościoła”…

Wyproszenie jednak nie było takie łatwe, bo wiewiórka była nie tylko szybka i zwinna, ale najwyraźniej doskonale znała też wszystkie zakamarki kościoła. Być może to nie była jej pierwsza wizyta? Ale w końcu się udało.
„Po kilku minutach prób hycająca wiewiórka, zwiedzając po drodze ołtarz, opuściła świątynię” – czytamy na profilu OSP Wyszyna. – „Po zakończonej interwencji strażacy wrócili do pełnienia wart”.

Lista zakażeń koronawirusem w powiatach Wielkopolski (10 kwietnia 2023)

0

Ministerstwo opublikowało informacje o zakażeniach w powiatach Wielkopolski. Ostatniej doby w całym województwie wykryto 6 zakażeń koronawirusem.

Kolejno: nazwa powiatu, liczba zakażeń, liczba zgonów.
chodzieski 0 0
czarnkowsko-trzcianecki 0 0
gnieźnieński 0 0
gostyński 0 0
grodziski 0 0
jarociński 0 0
kaliski 1 0
kępiński 0 0
kolski 0 0

koniński 0 0
kościański 0 0
krotoszyński 0 0
leszczyński 0 0
międzychodzki 0 0
nowotomyski 0 0
obornicki 0 0
ostrowski 0 0
ostrzeszowski 0 0

pilski 0 0
pleszewski 0 0
poznański 0 0
rawicki 0 0
słupecki 1 0
szamotulski 0 0
średzki 0 0
śremski 0 0
turecki 0 0

wągrowiecki 0 0
wolsztyński 0 0
wrzesiński 0 0
złotowski 0 0
Kalisz 0 0
Konin 0 0
Leszno 0 0
Poznań 4 0

Pomnik na Łazarzu w Poznaniu zdewastowany!

0

„Precz z komuną do skansenu!!!!” – taki napis dodał anonimowy autor na pomniku stojącym przy Szkole Podstawowej nr 33. Pomnik upamiętnia fakt, że po II wojnie światowej była to pierwsza szkoła, w której prowadzono lekcje po polsku.

Szkoła mieści się przy ulicy Jarochowskiego na Łazarzu, a pomnik znajduje się na jej dziedzińcu. Informuje, że „W tej szkole w dniu 12 II 1945 r. rozpoczęto naukę, gdy trwały jeszcze walki o wyzwolenie Poznania spod okupacji hitlerowskiej. Szkoła im. Zdobywców Cytadeli Poznańskiej w 25. rocznicę P.R.L”. Pomnik Otwarcia Pierwszej Szkoły został odsłonięty w 1969 roku, ma dwa metry wysokości i umieszczono na nim dwie płaskorzeźby, z których jedna przedstawia rozłożoną księgę, a nad nią palący się znicz. To właśnie na płaskorzeźbie księgi pojawił się dodatkowy napis. Autorem pomnika jest artysta rzeźbiarz Ryszard Skupin.

Jak informuje portal „lazarz.pl”, napis zauważyła mieszkanka, która zamieściła też zdjęcie na Nieformalnej Grupie Łazarskiej na Facebooku. Sprawa została zgłoszona policji i dyrekcji szkoły, a ponieważ ten teren jest objęty monitoringiem, nie będzie trudno stwierdzić, kiedy doszło do tego aktu wandalizmu. Miejmy nadzieję, że uda się też zidentyfikować sprawcę.

Protesty przeciwko zamknięciu „Jowity”. Będzie spotkanie

0

Decyzja władz Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza o zamknięciu Domu Studenckiego „Jowita”, zwanego też „Akumulatorami” wzbudziła ogromne poruszenie. W obronie „Jowity” wystąpił samorząd studentów UAM, a także poseł Franciszek Sterczewski.

Fatalny stan luksusowego akademika

Przypomnijmy: o konieczności zamknięcia akademika poinformowała rektorka Bogumiła Kaniewska na swoim profilu na Facebooku.
„Stan techniczny budynku popularnych „Akumulatorów” budzi zastrzeżenia już od kilku lat” – napisała. „Z decyzją o wyłączeniu go z użytku czekaliśmy jednak do czasu ukończenia domu studenckiego na Morasku. Budowa nowego akademika zbliża się do końca: trwają prace wykończeniowe wewnątrz budynku, przetargi na wyposażenie meblowe zostały już rozstrzygnięte, co oznacza, że nowy akademik rozpocznie funkcjonowanie jesienią 2023 roku. Nadszedł zatem trudny moment, aby ogłosić, że z początkiem nowego roku akademickiego „Jowita” zostanie zamknięta”.

DS „Jowita” zwany też „Akumulatorami” od neonu zamieszczonego na budynku, który dał nazwę znanemu klubowi studenckiemu, działającemu niegdyś w „Jowicie”, od kilkudziesięciu lat znajduje się przy rondzie Kaponiera. W latach 80., 90. i wcześniej był to akademik uchodzący za luksusowy: pokoje były tylko dwuosobowe i miały własne łazienki, dlatego też miejsca w „Jowicie” dostawali wówczas studenci najstarszych lat i doktoranci. Dodatkową zaletą była jego lokalizacja: samo centrum. W czasach, gdy studenci mieszkali w akademikach na Ratajach czy Winogradach i nie było jeszcze Pestki, taka lokalizacja umożliwiała wygodne dotarcie na zajęcia, i to w większości przypadków na piechotę.

Obecnie „Jowita” już nie uchodzi za obiekt luksusowy, wręcz przeciwnie, choćby ze względu na stan techniczny i wyposażenie budynku. Ale ma to też tę zaletę, że jest to akademik tani: opłaty, w zależności od pokoju i standardu, zaczynają się od 515 zł miesięcznie do 725 zł. A są akademiki, gdzie miesięcznie trzeba zapłacić ponad 1000 zł. Oczywiście mają one wyższy standard, ale nie zmienia to faktu, że wielu studentów na ten standard nie stać.

Sterczewski: „To symbol Poznania”

Sprawą zainteresował się także poseł Franciszek Sterczewski, który także chciałby, aby „Jowita” nadal była akademikiem. Uważa budynek za jeden z symboli Poznania.
„Rektorka UAM przedstawia argumenty, które stoją za podjęciem tej decyzji: niejasną sytuację prawną gruntów, a także wysokie koszty generalnego remontu” – napisał na swoim profilu na Facebooku. – „Ale sprawy techniczne to nie wszystko. To przede wszystkim kwestia priorytetów i pytanie o obecność UAM w tkance miasta. Sprzedaż „Jowity” to kolejny krok, który wyprowadza Uniwersytet z centrum Poznania, a wraz z uczelnią z centrum znikają studenci i studentki, a także usługi czy gastronomia. To poważna przeszkoda dla dobrego rozwoju miasta. Decyzja o sprzedaży Jowity wpisuje się w ten negatywny trend i będzie miała wpływ na życie nas wszystkich. Koszt remontu, o którym informuje uczelnia – 80 milionów złotych – jest oczywiście bardzo wysoki, ale jeśli podzielimy to przez ponad 300 lokatorów i lokatorek domu studenckiego, a także wiele dekad, przez które po remoncie „Jowita” mogłaby funkcjonować, to okaże się, że te pieniądze mogłyby stać się inwestycją, która Poznaniowi by się po prostu zwróciła”.

Poseł skierował też do władz UAM interwencję poselską, w której pyta o szczegóły zamknięcia i sprzedaży „Jowity”, a także jakie inne scenariusze rozważano i czy zwracano się o pomoc do władz miasta lub rządu. Poseł poprosił też rektorkę o spotkanie w tej sprawie.
„Akumulatory” to kultowe miejsce, które jest znane wielu pokoleniom osób studiujących w Poznaniu” – napisał. – „Spotykali się tam nasi znajomi, a często też rodzice, babcie i dziadkowie. To także budynek, który jest w tym miejscu od lat sześćdziesiątych, wpisał się w architektoniczną i urbanistyczną tkankę miasta. Powinien być traktowany jak zabytek, a nie zbędny balast. W obronie Jowity protestuje społeczność akademicka – całym sercem wspieram ich działania, a także liczę na to, że władze UAM-u wykażą dobrą wolę i zmienią podjętą decyzję”.

Także Samorząd Studentów UAM zwrócił się do rektorki o wyjaśnienie kilku kwestii związanych z „Jowitą”, między innymi problemów z własnością gruntu, stanem technicznym budynku i kosztami remontu, a także decyzją o sprzedaży budynku. On także chce spotkania w tej sprawie z władzami rektorskimi.

Będzie spotkanie!

Prof. Bogumiła Kaniewska uznała, że w sytuacji takiego natłoku emocji spotkanie w sprawie „Jowity” jest wskazane.
„Otrzymałam uchwałę Samorząd Studentów Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, w ramach której „wzywa się” mnie do spotkania oraz kilku czynności” – napisała na swoim profilu na FB. – „Inicjatorom odpowiedziałam dzisiaj na zadane pytania, a oprócz tego postanowiłam skorzystać z powyższego zaproszenia i zorganizować zebranie w sprawie „Akumulatorów”. Mam nadzieję, że w jego trakcie, w życzliwej i pełnej wzajemnego zrozumienia atmosferze wyjaśnię wszystkie wątpliwości dotyczące potencjalnej sprzedaży tego miejsca oraz budowy kolejnego akademika na Morasku. Zainteresowanych zapraszam za tydzień, 13 kwietnia o godz. 18:00 do sali AB w „Jowicie”.

Lany poniedziałek z Żandarami na Ławicy w Poznaniu

0

Oblewanie wodą, bicie wierzbowymi witkami i przejście Żandarów przez Ławicę. Tak powinien wyglądać w Poznaniu drugi dzień Wielkanocy, czyli lany poniedziałek albo śmigus-dyngus.

Tradycja oblewania wodą i smagania wierzbowymi witkami jest bardzo długa i jeszcze przedchrześcijańska. Oblewanie wodą na wiosnę miało znaczenie magiczne: wiara w oczyszczającą moc wody, nie tylko w sensie fizycznym, ale i duchowym była powszechna. Podczas oblewania wodą chodziło o przywracanie czystości, tak w sensie dosłownym, jak i przenośnym, by odpowiednio godnie powitać wiosnę, nową porę roku, przynoszącą nowe życie. Polewanie wodą miało sprzyjać płodności. Natomiast bicie witkami dodatkowo jeszcze zapewnić zdrowie, choć i płodność miała tu swoje znaczenie, skoro bito się na zmianę: jeden dzień był przeznaczony dla panien, które wtedy mogły atakować młodych mężczyzn, a innego dnia mężczyźni mogli wziąć odwet na dziewczętach.

Terminy u różnych ludów słowiańskich wyglądały różnie, zawsze jednak było to w okolicy Jarych Godów, czyli Święta Wiosny: czasami obie płcie okładały się witkami i polewały wodą dzień po dniu, jak w Polsce, ale już u Czechów i u Słowaków dzień bicia i polewania mężczyzn i kobiet odbywał się tydzień po tygodniu. Zawsze jednak dzień panieński i dzień kawalerski odbywały się oddzielnie. Warto dodać, że smagano też zwierzęta w gospodarstwach, żeby wydały zdrowe i liczne potomstwo na świat.

Kościół Katolicki walczył z tymi zwyczajami, tak ze względu na pogański rodowód, jak i dlatego, że były to obrzędy związane z płodnością, a więc i seksualnością człowieka. Ponieważ jednak nie udało mu się ich wyplenić, to nadał mu swoje znaczenie: oblewanie wodą ma się kojarzyć z mocą wody święconej i oczyszczać z grzechów, a bicie witkami ma upamiętniać męczeństwo biczowanego Chrystusa.

Masowego oblewania wodą bez względu na płeć już nie ma – można za to dostać pokaźny mandat. Nie ma też bicia witkami wierzbowymi. Ale w kilku miejscach zachowały się lokalne zwyczaje i jednym z takich miejsc jest Poznań. Do dziś w Lany Poniedziałek po Ławicy wędrują Żandary – grupa przebierańców, w skład której wchodzą: dziad, baba, niedźwiedź, ksiądz z kropidłem, grajek, żandarm i kominiarz.

Żandary chodzą po całej Ławicy i rozrabiają: smarują sadzą, polewają wodą, składają życzenia gospodarzom i dostają w zamian sowite datki albo słodycze, a punktem kulminacyjnym przejścia Żandarów przez ławicę jest wspięcie się na komin tamtejszej piekarni. Wspinają się baba i kominiarz, przy czym baba koniecznie musi pokazać majtki, na których jest wymalowany diabeł.

Nieznana substancja w Warcie! Na miejscu pracują strażacy

0

Przy moście Królowej Jadwigi pracują poznańscy strażacy. Zostali zawiadomieni o białej substancji płynącej Wartą. Nie wiadomo, czy jest niebezpieczna, ponieważ jeszcze nie ustalono, co to takiego.

O interwencji strażaków poinformował portal „epoznan”. Strażacy rozpoczęli pracę nad rzeką po godzinie 16.00, ponieważ dostali zgłoszenie o białej substancji unoszącej się na wodzie.

Nie wiadomo, co to za substancja. Badania trwają, prowadzi je Specjalistyczna Grupa Ratownictwa Chemicznego KW PSP w Poznaniu, na miejscu są też przedstawiciele Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej.

Niezbędny element Wielkanocy. Co oznaczają pisanki?

0

Są znacznie starsze niż chrześcijaństwo – na opolskiej wyspie Ostrówek znaleziono pisanki pochodzące z końca X wieku! – i od wieków pełniły u Słowian niezwykle ważną rolę. Ich malowanie i częstowanie nimi na wiosnę było związane z kultem płodności.

Obiecne malowane, zdobione jajka są nieodłącznym atrybutem Wielkanocy. Zajmują honorowe miejsce na stole, w wielkanocnym koszyczku, w wielu domach przed śniadaniem wielkanocnym domownicy dzielą się poświęconym jajkiem jak opłatkiem. To właśnie jajka są też podstawą większości dań na wielkanocnym stole: od wszelkiego rodzaju bab po jaja faszerowane. W większości polskich domów nie ma Wielkanocy bez jajek.

Tymczasem sam tradycja zdobienia jajek jest znacznie starsza niż chrześcijaństwo. Na barwione jajka archeolodzy natrafiali na wykopaliskach w Egipcie, Mezopotamii czy Rzymie. We wszystkich tych kulturach jajka były bardzo ważne jako zaczątek życia i były atrybutami w kultach związanych z płodnością. Rzymianie mawiali, że rozpoczynać należy „ab ovo”, czyli „od jajka”, bo od jajka się wszystko zaczyna – a co ciekawe, serwowanie jajek rozpoczynało też wszystkie rzymskie uczty.

Słowianie również doceniali jajka – zanim przyjęli chrześcijaństwo. Pisanki znalezione na Ostrówku są symbolami płodności i powstawania nowego życia na wiosnę. Świadczy o tym choćby nazwa – „pisanka”, z rdzeniem „pis”, które w językach słowiańskich oznaczało malować, barwić, a także i to, że malowanie jajek było i jest do dziś popularne w całej Słowiańszczyźnie.

Kolorem, na który najczęściej barwiono jajka, był czerwony – ponieważ ten kolor uchodził u naszych przodków za kolor życia, siły witalnej i odrodzenia po zimie. Jednak barwiono także i na inne kolory: z pomocą młodego żyta, pietruszki lub szpinaku na zielony, łupin cebuli na żółty lub brązowy, a na czerwony z pomocą buraków. Z czasem zaczęto też zdobić je magicznymi wzorami z pomocą wosku czy wydrapywania ostrym narzędziem.

Pisanki były przygotowywane przed Jarymi Godami, czyli Świętem Wiosny („jary” znaczy „wiosenny”), a świętujący dawali je sobie wzajemnie w prezencie jako symbol życzeń dobrego zdrowia, dostatku i szczęścia. Z pomocą pisanek wykonywano też zabiegi magiczne: zakopywano je w darze Jaryle na rogach pól, by plony były obfite, toczono po grzbietach zwierząt domowych, żeby nie chorowały, wieszano również na drzewach owocowych, żeby dawały dużo owoców i by uchronić je przed chorobami.

Wierzono także, że i człowiek może swoją chorobę przenieść na pisankę, jeśli wykona odpowiednie czynności podczas jej malowania – a później taką pisankę należało wyrzucić lub zakopać, najlepiej na rozstajnych drogach, żeby choroba nie wróciła.

Kościół Katolicki niejako zaanektował pisankę na własne potrzeby, jednak nie poszło to łatwo: jeszcze w XIII wieku księża usiłowali wyrugować ten pogański i bardzo popularny zwyczaj mieszkańców obecnej Polski, ale także i innych krajów słowiańskich. Ponieważ to się nie udało, oficjalnie uznano pisankę za symbol zmartwychwstania Chrystusa i wprowadzono zwyczaj święcenia pokarmów przed Wielkanocą. Poszło to łatwiej także dlatego, że oba święta są obchodzone na wiosnę i blisko siebie: Jare Gody w dzień równonocy wiosennej, przy czym obchody trwały zazwyczaj kilka dni – a Wielkanoc w pierwszą niedzielę po pierwszej wiosennej pełni księżyca.

Dzielenie się więc jajkiem podczas świątecznego śniadania jest więc bardzo starą tradycją – i bardziej słowiańską niż katolicką.

Drzewa z tajemniczymi śladami. Co je spowodowało?

0

Co baczniejszym obserwatorom pewnie udawało się już nie raz zobaczyć takie ślady na drzewach. Ale mało kto wie, jak powstały. Tajemnicę wyjaśniają specjaliści z Nadleśnictwa Lipka w powiecie złotowskim.

„Pierwsze burze tej wiosny za nami” – informują specjaliści z Nadleśnictwa Lipka na swoim profilu na Facebooku. – „A po burzy najlepiej zrobić obchód, tak też zrobił leśniczy leśnictwa Białobłocie. Ku jego zdziwieniu na swej drodze zastał sosny, w które uderzył piorun”.

Niezwykły ślad na drzewie, podłużny, jasny pas, który widać na fotografii, to właśnie ślad po uderzeniu pioruna – listwa piorunowa.
„Jest to nietypowe zjawisko, a jego efektem może być pożar pojedynczego drzewa” – informują leśnicy. – „Tym razem, ze względu na dużą wilgotność obeszło się bez tego”.

Wielkanocne śniadanie dla ubogich i potrzebujących w Poznaniu. Paczki rozdawał prezydent

0

Poznańscy ubodzy i potrzebujący – około 500 osób – spotkali się stacjonarnie na wielkanocnym śniadaniu w ogrodzie sióstr elżbietanek. Każdy z nich otrzymał też paczkę żywnościową, a jedną z osób, które je rozdawały, był prezydent Jacek Jaśkowiak.

Tradycyjne śniadania wielkanocne w jadłodajni sióstr elżbietanek przy ulicy Łąkowej nie odbywały się przez trzy lata z powodu pandemii. Potrzebujący otrzymywali wówczas tylko paczki żywnościowe na wynos. W tym roku jednak śniadanie odbyło się już zgodnie z tradycją, czyli przy zastawionych stołach, choć każdy uczestnik śniadania paczkę dostał i tak. Tradycyjnie już prezydent Jacek Jaśkowiak pomagał w rozdawaniu paczek – miasto częściowo finansuje śniadanie i paczki.

„W Niedzielę Wielkanocną tradycyjnie spotykamy się w Jadłodajni przy ul. Łąkowej, gdzie rozdajemy potrzebującym paczki z potrawami świątecznymi” – napisał prezydent na swoim profilu na Facebooku. – „Bo Wielkanoc to czas dzielenia się dobrem. Cieszę się, że wspólnie z Caritas Poznań możemy to robić nie tylko w święta, ale również na co dzień. Wsparcie, jakie zapewniamy, to m.in. darmowe 1500 posiłków dziennie, odzież, usługi fryzjerskie czy pielęgniarskie, ale też pomoc psychologiczna i prawna. Zależy nam na tym, by w Poznaniu wszyscy czuli się dobrze. Dlatego dziękuję Siostrze Józefie i Zgromadzeniu Sióstr Elżbietanek, sponsorom oraz wolontariuszom za ogromną pracę wkładaną w pomoc potrzebującym”.

W jadłodajni świąteczne śniadanie zjadło ponad 500 osób, wydano także 1500 paczek z żywnością, a dodatkowo paczki świąteczne zostaną dostarczone przez wolontariuszy do domów seniorów, którzy nie byli w stanie przyjść na śniadanie i spędzają ten czas samotnie.

Wypadek na DK92. Ciężarówka zablokowała przejazd

0

Samochody ciężarowy i osobowy zderzyły się na drodze krajowej nr 92 w miejscowości Gutowo Wielkie w powiecie wrzesińskim. Nikt nie ucierpiał, ale ciężarówka blokowała przejazd przez kilka godzin. A kierowca samochodu osobowego… znikł.

Do zdarzenia doszło 8 kwietnia po godzinie 19.00. Jak informuje portal „wrzesnia INFO”, według wstępnych ustaleń policji kierowca samochodu osobowego jadący DK92 na wysokości Gutowa Wielkiego z nieustalonych przyczyn zjechał na przeciwległy pas ruchu i uderzył w bok ciężarówki.

Uderzona ciężarówka częściowo wpadła do rowu, a częściowo zablokowała przejazd drogą krajową. Wyciągnięcie jej wymagało wielu sił i środków – w akcji brały udział cztery zastępy strażaków: JRG z Wrześni i OSP Węgierki. A kierowca samochodu osobowego… znikł. Z dokumentów, które policjanci znaleźli w aucie, wynikało, że nie miał uprawnień do prowadzenia pojazdów.

Policja rozpoczęła poszukiwania kierowcy – ale następnego dnia on sam stawił się w Komendzie Miejskiej Policji w Koninie. Został przesłuchany. Jakie kroki podejmą funkcjonariusze wobec niego – jeszcze nie wiadomo.

Kibice Lecha Poznań wybierają się do Florencji. Napisali list otwarty do burmistrza

0

13 kwietnia Lech Poznań zagra u siebie z Fiorentiną, a na mecz rewanżowy pojedzie do Florencji. Kibice Lecha Poznań napisali list otwarty do Daria Nardelli, burmistrza Florencji, by uspokoić jego obawy.

Burmistrz, jak relacjonują włoskie media, obawia się przyjazdu kibiców z Poznania, a zwłaszcza tego, co mogą zrobić z pięknym, zabytkowym centrum Florencji. Chce monitorować liczbę przybywających gości, a niebezpiecznych kibiców trzymać jak najdalej od centrum, najlepiej na stadionie, gdzie będzie łatwiej nad nimi zapanować.

Dlatego kibice postanowili napisać list otwarty do burmistrza, by nie obawiał się ich wizyty. przypominają w nim też, że byli we Florencji w 2015 roku i ta wizyta przebiegła bez większych ekscesów. Zaprosili również burmistrza do Poznania.

Oto treść listu kibiców:

„Szanowny Panie Burmistrzu!

Z olbrzymim zaskoczeniem przyjęliśmy informacje, które pojawiają się w mediach dotyczące Pańskiej obawy przed przyjazdem kibiców Lecha Poznań – a zwłaszcza obawy o zniszczenie zabytków Florencji…

W 2015 roku nasz zespół miał okazję zmierzyć się z Fiorentiną. Podróż do stolicy Toskanii była dla wielu z nas niesamowitym przeżyciem, nie tylko dlatego, że udało się pokonać faworyzowaną włoską drużynę, ale przede wszystkim dlatego, że Florencja ujęła nas swoim wyjątkowym urokiem. Prawie 700-osobowa grupa fanów Kolejorza, którzy zasiedli na Stadio Artemio Franchi często i bardzo pozytywnie wspomina ten wyjazd. Przypuszczamy, że Pan również był na tym meczu i miał Pan okazję, by na własne oczy przekonać się jak zachowują się kibice Lecha Poznań. Tym bardziej nie jesteśmy w stanie zrozumieć Pańskiej obawy.

Przez wiele lat kibice Lecha Poznań odwiedzili wiele europejskich miast i stadionów. Staliśmy się wizytówką naszego klubu. Kibice Manchesteru City naszym wzorem – „robią Poznań” – bawiąc się na stadionach właśnie tak, jak ich nauczyliśmy. Szwajcarskie media zostały oczarowane dopingiem kibiców Lecha na święcącym pustkami stadionie w St. Gallen. Pobyt w Pradze został doceniony przez mieszkańców stolicy Czech i nazwany „modrą falą”. W położonym daleko za kołem podbiegunowym norweskim Bodo, egzotycznym Baku, czy Beer Shevie, lub znajdującego się najbliżej Poznania – Wiedniu zawsze pozostawialiśmy pozytywne wrażenie. Wyjazdy do innych włoskich miast nie są nam obce. Graliśmy w Turynie z Juventusem, graliśmy w Udinese. Wspominaliśmy już wcześniej o meczu z Fiorentiną – dlatego kolejny raz podkreślamy nasze zaskoczenie Pańskimi obawami.

Aby położyć kres wszelkim spekulacjom – serdecznie zapraszamy Pana Burmistrza do Poznania, stolicy Wielkopolski, regionu gdzie każdy kibicuje Lechowi Poznań. Mimo, że nasze miasto pełne jest remontów, wierzymy, że Pańska wizyta w Poznaniu i na naszym – wypełnionym niepowtarzalną atmosferą stadionie – pozwoli Panu spokojnie ugościć we Florencji kibiców Kolejorza, którzy wybierają się wspierać swoją drużynę w meczu rewanżowym”.

Przypomnijmy, że Lech Poznań zagra z Fiorentiną 13 kwietnia u siebie przy Bułgarskiej, a tydzień później poleci do Florencji na rewanż.

Awaria wodociągu. Kilka miejscowości nie ma wody

0

W gminie Jaraczewo doszło do awarii sieci wodociągowej. Z tego powodu kilka miejscowości rano nie miało wody. Ponownie pojawiła się w kranach po południu, po usunięciu awarii.

Awarię stwierdzono rano 9 kwietnia, jak podaje portal „jarocinska”, powołując się na komunikat Komunalnego Zakładu Budżetowego w Jaraczewie. Z tego powodu od godziny 10.10 wody w kranach nie mieli mieszkańcy Jaraczewa, Goli, Łukaszewa, Niedźwiad oraz Łobza.

Usuwanie awarii trwało kilka godzin, jednak po południu dostawy wody wróciły do normy. Jedynie przez jakiś czas, zgodnie z ostrzeżeniem Komunalnego Zakładu Budżetowego, woda miała zmieniony wygląd i zapach.

Tragiczny wypadek na DK24. Jedna osoba nie żyje

0

Samochód marki BMW 320i zderzył się z sarną na drodze krajowej nr 24 w województwie lubuskim. Kierowca zginął na miejscu. „Wielkanocna niedziela zaczęła się tragicznie…” – napisali strażacy z OSP Skwierzyna, którzy pracowali przy tym wypadku.

Do wypadku doszło w nocy z 8 na 9 kwietnia o godzinie 1.30 na wysokości Chełmska.
„Gdy strażacy z Przytocznej, dojechali na miejsce, zastali przerażający widok” – relacjonują strażacy z OSP Skwierzyna na swoim profilu na FB. – „Obok grubego drzewa stały szczątki samochodu osobowego marki BMW 320i. Po przeprowadzonym rozpoznaniu okazało się, że w rozbitym pojeździe znajduje się kierujący autem, który nie daje oznak życia. Na miejscu byli już policjanci, a jak się później okazało, tym pojazdem jechały jeszcze 2 osoby, które wyszły z pojazdu o własnych siłach. Po dokładnych oględzinach miejsca zdarzenia, okazało się, że doszło do zderzenia z sarną, po którym kierujący stracił panowanie nad pojazdem i auto uderzyło w drzewo”.

Kierowca samochodu zginął na miejscu. Dwaj pasażerowie odnieśli obrażenia, ale nie są one poważne. Policja bada przyczyny i okoliczności wypadku pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Międzyrzeczu.

Kolizja na rondzie w Poznaniu. Przyczyny ustala policja

0

Dwa samochody zderzyły się na rondzie Śródka w Niedzielę Wielkanocną przed godziną 11.00. Kolizja zablokowała jeden pas ruchu. Na miejscu pracowały dwa zastępy strażaków. Przyczyny zdarzenia ustala policja.

Mimo komfortowych warunków jazdy – minimalny ruch, niedziela rano, w dodatku Wielkanoc i dobra pogoda – na rondzie Śródka, zwanym przez wielu poznaniaków „Stłuczka”, doszło do kolizji.

Na miejscu pracowały dwa zastępy strażaków usuwających skutki kolizji oraz patrol policji. Przyczyny i okoliczności zdarzenia ustala policja.

Policyjny pościg za samochodem. Kierowca nie zatrzymał się do kontroli

Kilka radiowozów ruszyło w pościg za kierowcą rovera, który nie zatrzymał się do kontroli. Kierowca liczył, że uda mu się uciec, ale funkcjonariusze sprawdzili, do kogo należy auto – i czekali na właściciela przed domem.

8 kwietnia tuż po godzinie 17.00 policjanci w okolicach Raszkowa chcieli zatrzymać do kontroli srebrnego rovera z rejestracją z powiatu kaliskiego, jak informuje portal „ostrow24 TV”. Ale kierowca nie zatrzymał się do kontroli, więc policjanci ruszyli w pościg.

Uciekający kierowca pojechał w stronę Ostrowa, później skręcił na Świeligów. I choć z Ostrowa wyjechało kilka radiowozów, by wspomóc pościg, to ostatecznie policjanci, po sprawdzeniu, na kogo i gdzie jest zarejestrowany samochód – stwierdzili, że zaczekają na kierowcę… przed domem w Sulisławiu.

I dokładnie tam zatrzymali uciekiniera. Teraz odpowie za niezatrzymanie się do kontroli drogowej, za które grozi mu do 5 lat więzienia.

Kuba przeszedł już dwadzieścia operacji. Prosi o pomoc

0

20 operacji i 30 razy pod narkozą – a ma dopiero 6 lat. Tak wygląda życie Kuby Łuczaka ze Ślesina. „Całe życie Kuby to walka: o życie, o zdrowie, o krok, o mowę, o samodzielność” – napisała jego mama, prosząc o pomoc dla swojego synka.

Kuba Łuczak urodził się z wieloma wadami: 13 chromosomu, chorobą Sprengla, wadą czaszki, rozszczepem wargi i podniebienia, wadą serca, układu oddechowego i klatki piersiowej, asymetrią kończyn dolnych i kilkoma jeszcze innymi. Jego mama regularnie badała się w czasie ciąży i wszystkie badania wskazywały, że urodzi zdrowe dziecko…

Praktycznie od urodzenia Kuba jest leczony w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie. Chłopiec przeszedł już 20 operacji: zrekonstruowano mu podniebienie, kończyny górne, zoperowano przepuklinę, wykonano trepanację czaszki i jeszcze kilka innych. Jednak chłopiec nadal wymaga wielu starań i specjalistycznego leczenia, wyjazdów do Warszawy, ale też innych szpitali: w Otwocku, Łodzi, Rozewiu czy Katowicach. Koszt jest gigantyczny i rodzice nie są w stanie sami udźwignąć tego wszystkiego.

„Niestety, w obecnych czasach musimy poprosić o pomoc finansową” – napisali rodzice Kuby na portalu „pomagam”, gdzie trwa zbiórka dla chłopca. – „Leczenie Kuby odbywa się głównie w Warszawie. Koszty leczenia, transportu, badań, wizyt, leków pokonały nas obecnie. Po tej operacji czeka Kubę długa rehabilitacja, też daleko od domu. Musimy opłacić hotel, pokryć wszelkie koszty, transport, środki ortopedyczne, leki”.

Rodzice chcą zebrać 15 000 zł, żeby wystarczyło na najbliższe i najpilniejsze potrzeby. na razie udało się zebrać jedną trzecią tej kwoty.

Zatrucie czadem w Wielkopolsce. Dwie osoby w szpitalu

0

Mieszkańcy jednego z budynków przy ul. Dzieci Wrzesińskich trafili do szpitala z powodu podtrucia czadem. Gaz ulatniał się z nieszczelnego pieca.

Jak informuje portal „gniezno24”, strażacy z KP PSP Gniezno zostali wezwani na interwencję 8 kwietnia około godziny 22.00. Dwie osoby, kobieta i mężczyzna, mieszkające w jednym z budynków na osiedlu Pustachowa, przy ul. Dzieci Wrzesińskich, zasłabły. Powodem złego samopoczucia był, jak się okazało, tlenek węgla, który ulatniał się z nieszczelnego pieca.

Oboje podtruci czadem zostali przewiezieni do szpitala przez karetki pogotowia, ratownicy zabrali z domu także psa. Strażacy zabezpieczyli natomiast uszkodzony piec.