Strona główna Blog Strona 2123

Poznań: Szpital im. Strusia jednak musi wziąć kredyt. Bo NFZ nie zapłacił za nadwykonania

0
Na początku września szpital ogłosił, że jeśli NFZ nie zapłaci za nadwykonania, będzie musiał wziąć kredyt, żeby zapłacić dostawcom leków. Dziś już wiadomo, że NFZ nie zapłaci i szpital będzie musiał ratować się kredytem.

Władze szpitala wyliczyły, że trzeba będzie wziąć kredyt w wysokości 20 mln zł. Bo z tego, co płaci NFZ, wystarcza na bieżącą działalność i pensje, ale na zapłatę dostawcom leków już nie. A za nadwykonania świadczeń medycznych w ubiegłym i tym roku NFZ powinien szpitalowi zapłacić 11 mln zł – jak podaje „Głos Wielkopolski”. Niestety, NFZ zapłacić nie chce. Przede wszystkim dlatego, że skoro szpital ma podpisana umowę o ryczałtowe świadczenie usług, to o nadwykonaniach nie ma mowy. Poza tym przekroczenia nie wynoszą 11 mln zł, a 7,2 mln.

Zdaniem NFZ skoro przekroczenia ryczałtu są tak wysokie, to szpital powinien przeanalizować sposób realizacji świadczeń. Ryczałt w tym roku i tak wzrósł o prawie 6 mln zł. Poza tym, tak jak wszystkie inne placówki, szpital zawarł też umowę na świadczenia specjalistyczne, które są odrębnie finansowane.

Jednak to, co płaci NFZ, nawet przy podwyżkach, nie uwzględnia na przykład braku personelu. Gdy jest za mało pielęgniarek czy lekarzy – tym, którzy są, trzeba dodatkowo płacić za nadgodziny.

Władze szpitala zapewniają, że wszystko to nie ma wpływu na bieżącą pracę placówki i jej działalność nie jest w żaden sposób zagrożona.

Głos Wielkopolski, el

Leszno: Powiat leszczyński najlepszy w inwestycjach!

0
Spośród wszystkich polskich powiatów ziemskich – a jest ich 314 – powiat leszczyński okazał się najbardziej proinwestycyjny według rankingu samorządowego czasopisma „Wspólnota”.

Jak informuje Radio Poznań, autorzy rankingu ujęli inwestycje realizowane w latach 2016-2018, a ich wartość przeliczyli na jednego mieszkańca. W przypadku pow. leszczyńskiego jest to ponad 544 zł. W dodatku powiat na żadną inwestycję nie zaciągnął kredytu, a to już naprawdę ewenement w Polsce. Starosta Jarosław Wawrzyniak zdradził Radiu Poznań, że władze powiatu starają się jak najczęściej pozyskiwać dofinansowania zewnętrzne: unijne i rządowe. Na szczęście obecnie jest naprawdę wiele możliwości zdobycia w ten sposób dodatkowych środków.

W co inwestuje powiat? Najwięcej w budowę i przebudową dróg oraz budowę ścieżek rowerowych. Samorząd zarządza 400-kilometrową siecią dróg powiatowych. W ciągu ostatnich trzech lat na inwestycje poszło prawie 100 mln zł.

Radio Poznań, el

Poznań: Rozpoczął się proces w sprawie nielegalnych wysypisk odpadów

0
Osiem osób jest oskarżonych o składowanie niebezpiecznych odpadów niezgodnie z prawem. Prokuratura oskarża ich o przechowywanie 3500 ton śmieci, które zagrażały środowisku i mieszkającym w okolicy ludziom.

Oskarżeni – Dariusz S., Paweł F., Agata D., Tomasz P., Marek D., Bartosz Sz., Grzegorz G. i Hubert W. – zakładali nielegalne wysypiska w całej Polsce, między innymi pod Radomiem, Warszawą i w Toruniu. Najpierw – jak podaje „Głos Wielkopolski” – wynajmowali magazyn „na słupa”, czyli figuranta, który nie wiedział, o co chodzi i dostawał wynagrodzenie za udostępnienie swoich danych do tej umowy. Po otrzymaniu wynagrodzenia miał obowiązek zniknąć. A właściwi najemcy pakowali do magazynu toksyczne odpady i pobierali za to opłaty, przez jakiś czas dla niepoznaki nawet płacili za wynajem – po czym również znikali.

Zazwyczaj upływało sporo czasu, zanim ktoś zaczynał się interesować zawartością magazynów, a jeszcze więcej, zanim zdał sobie sprawę z tego, że w środku znajduje się bomba chemiczna o nieznanym składzie. W kilku magazynach odpady znajdują się do dziś – bo nie wiadomo, kto miałby je zutylizować i za to zapłacić. A to niebagatelne koszty. Za zniszczenie odpadów w jednym tylko magazynie pod Radomiem trzeba by było wyłożyć około 8 mln zł.

Oskarżeni nie przyznają się do winy. Dariusz S., uchodzący za szefa grupy, twierdził podczas rozprawy, że to znajomy zajmował się tą działalnością, on tylko kontaktował go z zainteresowanymi osobami i na tym jego rola się kończyła. Grozi mu nawet do 10 lat więzienia.

Głos Wielkopolski, el

Poznań: Osiedle dla 8 tysięcy ludzi tuż za granicami miasta?

0
98 wieżowców z mieszkaniami dla 8 tysięcy osób, a wszystko to na terenie lotniska w Ligowcu, z którego wyprowadza się Aeroklub Poznański. Projekt został zaprezentowany swarzędzkim radnym i wzbudził ogromne emocje.

Wyspa Wież – taką górnolotną nazwę nadali swojemu projektowi jego twórcy, znani architekci Sławomir Rosolski i Robert Barełkowski. To ich wizja zagospodarowania terenu po lotnisku Aeroklubu Poznańskiego, który się stamtąd wyprowadza – i był sens ją przygotować, jako że znalazł się chętny inwestor, który chce wyłożyć pieniądze na zagospodarowanie tego terenu.

Architekci zaprezentowali go swarzędzkim radnym na wspólnym posiedzeniu wszystkich komisji Rady Miasta Swarzędza 10 września. Kobylnica, w której znajduje się lotnisko Ligowiec, leży w gminie Swarzędz. I wybuchła burza.

Najpierw projekt przeraził mieszkańców Kobylnicy. To miejscowość niewielka, licząca sobie 1,5 tys. mieszkańców, gdzie jest tak spokojnie,. że głównym problemem był dotąd hałas z lotniska w Ligowcu. Dla nich 8 tysięcy nowych mieszkańców oznacza tłok i korki na drogach i koniec sielskiego spokoju w miejscowości.

Jeszcze bardziej przerażeni tym projektem są mieszkańcy sąsiednich miejscowości, takich jak Jerzykowo, Biskupice czy Pobiedziska. Ich zdaniem dojazd do Poznania, i tak trudny w godzinach szczytu, stanie się po wybudowaniu osiedla zupełnie niemożliwy.
– I argument, że możemy się wszyscy przesiąść do pociągu, jest kompletnie chybiony w tej sytuacji – wyjaśnia Marta Kaczmarczyk mieszkająca w Pobiedziskach. – Już teraz rano i po południu w pociągach jest tłok, poza tym one kursują stanowczo za rzadko. A co będzie, gdy do tych pasażerów, którzy teraz mają problem z wejściem do pociągu w Kobylnicy, dojdzie jeszcze 8 tysięcy osób? To poroniony pomysł.

Jak informuje „Głos Wielkopolski”, projekt powstał na zlecenie gminy Swarzędz, a prace nad nim zaczęły się dwa lata temu, gdy tylko Aeroklub Poznański zapowiedział wyprowadzkę. Architekci nie tylko zaprojektowali Wyspę Wież, ale też dokonali analizy wad i zalet zabudowy niskiej jednorodzinnej oraz wielokondygnacyjnej i wielorodzinnej na tym terenie. Wyszło im, że lepiej wybudować wysokie bloki niż niskie domy jednorodzinne, bo dzięki temu zostanie więcej miejsca na zieleń.

Jak ostatecznie miałaby wyglądać Wyspa Wież? W protokole wspólnego posiedzenia swarzędzkich komisji czytamy: „36 budynków o wys. 53 m – 15 kondygnacji, 17 budynków o wys. 75 m – 22 kondygnacje, 41 budynków o wys. 100 m – 29 kondygnacji, 3 budynki o wys. 130 m – 38 kondygnacji oraz 1 budynek o wys. 160 m. – 47 kondygnacji”. Oprócz nich na tym terenie ma powstać 17 budynków mieszkaniowych o 4 kondygnacjach, 3 budynki usługowe, 5 oświatowych, 8 zakładów produkcyjnych, 1 kościół oraz 1 stacja kolejowa. Praktycznie powstałoby całe nowe i całkiem spore miasto.

Takie osiedle to niezbyt dobra informacja także dla Poznania, codziennie zmagającego się z problemem korków, generowanych między innymi przez samochody. Już w Poznaniu jest zarejestrowanych więcej samochodów niż mamy mieszkańców. A trzeba jeszcze doliczyć te 200 tysięcy, które codziennie rano wjeżdżają do miasta z okolicznych miast i gmin. 8 tysięcy mieszkańców oznacza całkiem sporo kolejnych samochodów chcących codziennie rano wjechać do Poznania. Bo na pewno nie wszyscy wybiorą pociągi, w których już jest tłok i które kursują za rzadko.

Wprawdzie pomysłodawcy Wyspy Wież uspokajają, że na osiedlu powstanie też nowy węzeł komunikacyjny, ale on nie rozwiąże problemu. Bo nawet jeśli samochody komfortowo wyjadą sobie z osiedla, to utkną na poznańskich ulicach, gdzie poszerzenie i budowa nowych dróg z powodu powstania osiedla na Ligowcu nie jest planowane. To samo dotyczy pasażerów podmiejskich pociągów – co z tego, że będą mieli nową stację, skoro przyjedzie na nią tak zatłoczony pociąg, że do niego nie wsiądą?

Mieszkańcy Kobylnicy, poznańscy społecznicy i ekolodzy życzyliby sobie na tym terenie zabudowy jednorodzinnej jako jedynej sensownej. I wskazują, że argument o wysokich budynkach jako tych, które pozwalają na więcej zieleni, jest co najmniej chybiony, skoro przy większości domów jednorodzinnych w tym kraju są ogrody. Pełne roślin. Idealnym rozwiązaniem byłoby jeszcze posadzenie tam pasma lasu oddzielającego Ligowiec od Swarzędza.

Jeszcze jednak kwestia może budzić wątpliwości – skala przedsięwzięcia. Czy rzeczywiście w najbliższej okolicy Poznania, przy tak intensywnej zabudowie, z jaką mamy do czynienia w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, rzeczywiście jest potrzebne aż tak duże osiedle? W dodatku mieszkańców Poznania ubywa, bo rodzi się ich znacznie mniej niż umiera i nic nie wskazuje na to, by ten trend zmienił się w ciągu najbliższych lat. To kto zasiedli te wszystkie budynki? Mieszkańcy okolicznych miejscowości mają do dyspozycji tańsze osiedla u siebie. Poznaniacy już mają problem, jak zapełnić puste lokale w starych kamienicach. Jak powiedział profesor Barełkowski podczas posiedzenia komisji, prognoza demograficzna wskazuje na to, że budowa takiego osiedla ma sens. Ale szczegółów nie przedstawił.

Swarzędzcy radni uspokajają, że osiedle nie powstanie za rok czy za dwa, ale to perspektywa wielu lat, może nawet trzydziestu. I że na razie to tylko koncepcja. Teren nie ma miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, a sam proces jego uchwalania to co najmniej dwa lata. Zanim zostaną podjęte konkretne decyzje, mieszkańcy wszystkich zainteresowanych miejscowości będą mogli wyrazić swoją opinię na ten temat.

Marta Kaczmarczyk podchodzi jednak do tych zapewnień bardzo sceptycznie.
– W naszym kraju wiele się obiecuje, a niewiele realizuje – mówi. – A zabudowa mieszkaniowa jest tu bardzo dobrym przykładem. I w Poznaniu, i w okolicach mogę wskazać wiele osiedli, które powstały pod dyktando interesów deweloperów, są niezgodne ani z jakąkolwiek estetyką, ani ze zdrowym rozsądkiem. Dominuje u nas bezguście, zabudowa rabunkowa na zasadzie im więcej tym lepiej. Ten projekt potwierdza tę regułę. Mam tylko nadzieję, że mieszkańcy są bardziej świadomi niż w latach 90., gdy najczęściej powstawały takie koszmary, i teraz już nie pozwolą na coś takiego.

Głos Wielkopolski, UMSwarzędz, el

Poznań: Jednostki armii Stanów Zjednoczonych będą u nas stacjonować na stałe

0
Prezydenci Polski i USA podpisali w Nowym Jorku deklarację o współpracy obronnej. Zgodnie z nią w Poznaniu i kilku innych miastach na stałe będą stacjonować jednostki amerykańskiej armii.

Jak podaje „Głos Wielkopolski”, w samym Poznaniu będzie się mieściła siedziba Wysuniętego Dowództwa Dywizyjnego oraz grupy wsparcia na teatrze Sił Lądowych Stanów Zjednoczonych. Do Powidza trafi lotniczej brygada bojowa, batalion bojowy wsparcia logistycznego oraz siły specjalne .

Amerykańskie oddziały trafią także do innych miast, poza Wielkopolską. W Drawsku Pomorskim będzie się mieściła główna siedziba Centrum Szkolenia Bojowego wspólnego dla sił zbrojnych Polski i Stanów Zjednoczonych. W Lublińcu kolejny obiekty sił specjalnych. W Łasku – siedziba eskadry zdalnie sterowanych statków powietrznych US Army. A we Wrocławiu Strachowicach znajdzie się baza lotnicza załadunkowo-rozładunkowa Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych.

Głos Wielkopolski, el

Grupa Stonewall apeluje do polityków PO. „To się nie mieści w głowie”

0
Grupa Stonewall skomentowała decyzję prezydenta Lublina, który nie wyraził zgody na przejściu Marszu Równości przez jego miasto.

Swoją decyzje Krzysztof Żuk, prezydent Lublina (PO) argumentuje względami bezpieczeństwa oraz stosowaniem przez organizatorów Marszu Równości… mowy nienawiści. W odpowiedzi z urzędu miasta przytoczone zostały wypowiedzi organizatora, w których nazywa on swoich przeciwników m.in. „faszystami”.

Decyzja prezydenta Lublina spotkała się z reakcją działaczy Stonewall z Poznania. – Wyobraźcie sobie, że prezydent Lublina kolejny raz zakazał organizacji Marszu Równości mimo przegranej sprawy w sądzie w roku ubiegłym. Przy okazji robi z organizatora hejtera. To się nie mieści w głowie. Apelujemy do Platformy Obywatelskiej i wszystkich jej polityków o reakcje.

O tym czy Marsz Równości będzie mógł przejść ulicami Lublina zadecyduje sąd.

Djurdjević pierwszym rywalem Lecha w Pucharze Polski. „Jeżeli zawiodą w Poznaniu ponownie zrobi się gorąco”

0
Lech Poznań zagra dziś pierwszy raz w tym sezonie w Pucharze Polski. Rywalem poznaniaków będzie Chrobry Głogów, którego trenerem jest Ivan Djurdjević.

Z Serbem w Lechu łączono wielkie nadzieje. Miał zostać tym, który odbuduje potęgę Kolejorza i przypomni kibicom czym są europejskie puchary. Marzenia szybko przegrały z rzeczywistością, a sam Djurdjević musiał ustąpić miejsca Adamowi Nawałce.

Choć wirtuozem nigdy nie był, na boisku zawsze zostawiał serce i łatwo się nie poddawał. Tak było i tym razem. Po porażce w Poznaniu Djurdjević został szkoleniowcem Chrobrego Głogów. W nowym klubie idzie mu… niezbyt dobrze. Chrobry swoje pierwsze zwycięstwo w I lidze (tak, to ta sama liga w której Warta Poznań jest liderem) odniósł dopiero w siódmej kolejce, kiedy udało mu się ograć GKS Bełchatów.

Przez długi czas Djurdjević rywalizował z innym trenerem świetnie znanym w Poznaniu, Mariuszem Rumakiem, o to kto z nich pierwszy straci pracę w nowym sezonie. Serb wytrzymał dłużej na stanowisku, ale o spokoju nie może jeszcze mówić. To oznacza, że jego zespół będzie wyjątkowo zdeterminowany, żeby pokazać się z dobrej strony w starciu z Lechem.

Lechem, który od kilku kolejek zawodzi. Kolejne porażki doprowadziły do tego, że z zarządem klubu i trenerami rozmowy zażądali kibice. Gdzieś po drodze, niby niewiele znaczący żart Jevticia, który udawał psa, doprowadził fanów do furii. Tych ponownie klub próbuje uspokoić licząc, że będzie lepiej. Chrobry Głogów wbrew pozorom jest fatalnym przeciwnikiem dla poznaniaków w tym momencie. Podopieczni Dariusza Żurawia teoretycznie muszą bez problemu pokonać przedostatni zespół I ligi. Jeżeli zawiodą, to w Poznaniu ponownie zrobi się gorąco.

Początek meczu dziś (24 września 2019) o 17:30. Transmisja w Polsat Sport i Ipla TV.

Neckermann Polska odwołuje loty i wstrzymuje wycieczki. Co z klientami?

0
Wielkie zamieszanie, nerwy i kolejne oświadczenia udostępniane na portalu społecznościowym. Klienci Neckermann Polska są w trudnej sytuacji.

Zamieszanie w Neckermann Polska jest związane z upadkiem biura podróży Thomas Cook, które było powiązane z polskim biurem. – Nasza polska spółka znajduje się w stabilnej kondycji finansowej i realizuje na bieżąco wszystkie swoje zobowiązania – deklarował wczoraj w oświadczeniu Maciej Nykiel, prezes zarządu. Dodał, że klienci którzy już przebywają za granicą, oraz ci, który dopiero będą mieli wyjechać „będą realizować swoje wyjazdy wakacyjne zgodnie z planem”.

Dziś wiemy już, że przynajmniej w części przypadków tak nie będzie. Neckermann Polska w kolejnym, wydanym dzisiaj, oświadczeniu poinformował o anulowaniu wylotów na Zakynthos i Majorkę 24 września oraz wszystkich lotów 25 września. Zablokowana została również możliwość rezerwowania nowych wycieczek.

Obecnie na wakacjach z biurem ma przebywać około 2 tysięcy klientów z Polski. Część z nich ma mieć problemy na miejscu z hotelami. Urząd Marszałkowski Województwa Mazowieckiego wydaje się przygotowywać na bankructwo i zdecydował o powołaniu zespołu kryzysowego. Władze Neckermann Polska zapewniają, że nie ma powodu do niepokoju, a problemy w niektórych kurortach skomentowali w oświadczeniu, w którym stwierdza, że „sytuacja nabrała nowej dynamiki”.

Na chwilę obecną nie wydaje się, żeby klienci mogli mieć problemy z powrotem z wczasów. Chroni ich Turystyczny Fundusz Gwarancyjny oraz gwarancje samego biura, które w tym wypadku są dość wysokie.

Poznań: Zamieszanie z wystawą „Chce się żyć!”. „Nie udzieliły zgody na publikację swoich wizerunków”

0
Jeden dzień. Tyle czasu na korytarzach Urzędu Miasta w Poznaniu można było oglądać wystawę „Chce się żyć!”. Dzisiaj fotografie zniknęły.

“Chce się żyć” to pilotażowy projekt stworzony przez dwie poznanianki: Agnieszkę Gajewską-Ziobro, stylistkę i kosmetyczkę oraz Lidię Bukowską, chorującą na raka aktywistkę, prowadzącą Fundację Pomocna Mama. Dzięki nim 10 kobiet ze zdiagnozowanym nowotworem przeszło metamorfozę – kosmetyka twarzy, makijaże, wystylizowane fryzury, rzęsy i paznokcie oraz odpowiednie stroje sprawiły, że uczestniczki projektu mogły na nowo odkryć swoją kobiecość i wzmocnić wiarę w siebie.

– To ważny projekt, który wspiera kobiety zmagające się z trudnymi chorobami – mówiła na otwarciu Katarzyna Kierzek-Koperska, zastępczyni prezydenta Poznania. – Długie włosy i gęste rzęsy nie determinują kobiecości, ale dla prawie połowy chorych ich utrata jest jednym z bardziej traumatycznych skutków chemioterapii. Pacjentki po takich doświadczeniach często tracą wiarę w siebie i w swoje możliwości. Dlatego tego typu inicjatywy są niezmiernie potrzebne.

Dzisiaj fotografie jednak z Urzędu Miasta zniknęły. Joanna Żabierek, rzecznik prezydenta wysłała nam oświadczenie w tej sprawie. – Informujemy, iż organizator zgłosił się do zastępczyni Prezydenta Miasta Poznania, Pani Katarzyny Kierzek-Koperskiej, z propozycją zorganizowania wystawy “Chce się żyć” na terenie urzędu. Urząd Miasta Poznania na podstawie zawartego z organizatorem porozumienia udostępnił powierzchnię przy pl. Kolegiackim 17 na potrzeby tej wystawy. W dniu 24 września 2019 r. członkinie Zarządu Fundacji Pomocna Mama poinformowały, iż zarówno one, jak i pozostałe członkinie Fundacji znajdujące się na fotografiach udostępnionych na wystawie, nie udzieliły zgody na publikację swoich wizerunków. W związku z tym, zdjęcia z wystawy zostały zdjęte i oddane do depozytu w Urzędzie Miasta Poznania. Oczekujemy na rozwiązanie spornych kwestii między organizatorem wystawy a Fundacją Pomocna Mama. Gdy to nastąpi, fotografie zostaną zwrócone właściwym osobom.

UMP / archiwum / AS

Poznań: Czyszczenie stawu Browarnego pod lupą

0
2 miliony złotych wydanych na czyszczenie stawu – i wątpliwości, czy prace, które zostały wykonane, były tego warte. Jednak prokuratura umorzyła postępowanie. Z braku dowodów.

Jak informuje „Głos Wielkopolski”, zlecenie od miasta na oczyszczanie stawu dostała firma Drenbud. I jej ciężarówki wywoziły namuł dniami i nocami, jak twierdzą urzędnicy i pracownicy firmy. Jednak to wyjaśnienie wydało się dość wątpliwe Marcinowi Dymczykowi, emerytowanemu dziennikarzowi, który prowadzi gazetkę osiedlową – i który mieszka w pobliżu stawu. Zainteresował się sprawą i poprosił o dodatkowe informacje, które otrzymał. I wtedy zrobiło się ciekawie: z danych otrzymanych od firmy Drenbud i urzędników wynikało, że ciężarówki kursowały nawet 6 razy dziennie z wybranym mułem do Podstolic, Buku i Stęszewa, czyli tam, gdzie miały wyrzucać muł na pola. Przy czym każda ciężarówka zabierała około 16-18 ton namułu.

Te dane bardzo zdziwiły dziennikarza – bo mieszkając w pobliżu stawu jakoś nie zaobserwował tak intensywnej aktywności ciężarówek. A może to była jedna ciężarówka,. która kursowała na okrągło? też nie, bo sześć kursów dziennie zajęłoby jej co najmniej 10 godzin trasy tam i z powrotem, a trzeba jeszcze doliczyć załadunek i rozładunek. Jego wątpliwości potwierdziły się, gdy jeden z policjantów badających sprawę stwierdził, że ciężarówki, które zgodnie z przedstawionymi danymi miały wozić namuł, wykonywały zupełnie inne zadania gdzie indziej.

Policja, na podstawie własnych ustaleń, wszczęła śledztwo i tak sprawa trafiła do prokuratury. Jednak ta umorzyła sprawę po jej zbadaniu. Bo nie znalazła żadnych dowodów na to, że firma wywożąca namuł popełniła oszustwo, a urzędnicy miejscy popełnili zaniedbania. Stało się tak z jednego powodu: w umowie podpisanej przed wykonaniem prac określono ilość namułu do wywiezienia i zapłatę za jego wywiezienie.

Ale nie było ani słowa o tym, jak miasto chce skontrolować, czy faktycznie wywieziono go tyle, ile zapisano w umowie. A skoro tak, to nikt tego oczywiście nie kontrolował – sprawdzono tylko, zgodnie z umową „osiągnięcie profilu dna”. A ten, w miejscu, w którym go sprawdzano, zgadzał się z wymogami. No i były też zdjęcia koparek przy stawie oraz ciężarówek wywożących namuł.

Prokuratura powołała nawet biegłego, by ocenił, czy prace zostały wykonane w wymaganym zakresie -czy nie. Ale biegły uznał, że nie może tego określić, bo przecież płynąca woda nanosi cały czas nowe osady, więc nie jest w stanie powiedzieć, jaki był ich poziom w czasie kończenia inwestycji.

To wystarczyło, zwłaszcza że byli też świadkowie potwierdzający wydobycie i wywożenie namułu. Prokuratura uznała, że brakuje dowodów „dostatecznie uzasadniających popełnienie przestępstwa”. Wyliczenia Marcina Dymczyka, jako amatora, nie zostały potraktowane poważnie.

Głos Wielkopolski, el

Do USA pojedziemy bez wiz?

0
Być może już na Wielkanoc nie będzie potrzebna wiza, by złożyć wizytę w Stanach Zjednoczonych. Polska spełniła wymagania programu bezwizowego USA.

Jak podaje Onet.pl, odsetek odmów podań o wizy w konsulatach USA w Polsce po raz pierwszy w historii spadł w naszym kraju do 2,8 proc. To o 0,2 proc. mniej niż poziom wymagany przez program bezwizowy.

A to oznacza, że ogłoszenie zaproszenia Polski do programu bezwizowego może nastąpić już 30 września, kiedy w USA kończy się rok budżetowy. Być może więcej szczegółów poznamy po spotkaniu prezydenta Dudy z prezydentem Trumpem w Nowym Jorku podczas szczytu klimatycznego ONZ. Mówi się też, że prezydent Trump miał ogłosić tę decyzję podczas swojej wizyty w Warszawie, do której ostatecznie nie doszło. Wiceprezydent Mike Pierce nie poruszał tego tematu.

Po zaproszeniu danego kraju do programu bezwizowego rozpocznie się procedura administracyjna, która trwa od 3 do 5 miesięcy. I dopiero po jej zakończeniu wizy przestają obowiązywać, a więc Polacy będą mogli jechać bez wizy do USA i przebywać tam do 90 dni. Jednak nie wszyscy: ci, którzy podróżowali do Korei Północnej, Iranu, Iraku, Libii, Somalii, Sudanu, Syrii lub Jemenu po 1 marca 2011 r., będą musieli nadal występować o przyznanie wizy. I jak dotąd oficer służby imigracyjnej USA może odmówić prawa wjazdu do tego kraju każdej osobie, która wzbudzi jego podejrzenia.

Onet.pl, el

Podpalił dom i uciekł? Wielka obława policji w Wielkopolsce

0
Funkcjonariusze z Międzychodu poszukują Jacka D. Mężczyzna jest podejrzewany o podpalenie domu, w którym znajdowali się ludzie.

– Policjanci z Międzychodu poszukują 60 letniego Jacka D.,mieszkańca Kaplina, którego podejrzewa się o przestępstwo z artykułu 163 Kodeksu Karnego. Osoby znające miejsce pobytu poszukiwanego lub posiadające informacje mogące przyczynić się do jego zatrzymania proszone są o kontakt z policjantami z Komendy Powiatowej Policji w Międzychodzie pod numerem telefonu 95 748 8211 lub 519 064 738 – taką informację przekazali dzisiaj policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Międzychodzie, jednocześnie publikując wizerunek poszukiwanego.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że mężczyzna miał podpalić dom jednorodzinny, kiedy znajdowały się w nim osoby. Jacek D. ma się ukrywać na terenie Puszczy Noteckiej. 

Kalisz: Zatrzymany podczas Marszu Równości wójt gminy Żelazków usłyszał zarzuty

0
Sylwiusz J., kontrowersyjny wójt gminy Żelazków usłyszał zarzuty. Mężczyzna nie przyznaje się do winy i odmawia składania zeznań.

Wójt był jedyną osobą zatrzymaną podczas Marszu Równości w Kaliszu. Według prokuratury wójt miał uderzyć policjanta. Badania alkomatem potwierdziły wówczas, że był pijany.

– 22 września w Kaliszu działając publicznie i bez powodu okazując rażące lekceważenie porządku prawnego, naruszył nietykalność cielesną funkcjonariusza publicznego, podczas i w związku z pełnieniem przez niego obowiązków służbowych polegających na zabezpieczaniu I Marszu Równości w ten sposób, że uderzył go ręką w lewe przedramię – wyjaśniła w rozmowie z Radiem Poznań Sylwia Wróbel z Prokuratury Okręgowej w Ostrowie.

Sylwiusz J. nie przyznaje się do winy i odmówił składania zeznań. Grozi mu do trzech lat pozbawienia wolności.

Źródło: Radio Poznań

Poznań: Przeniosą handel z rynku Łazarskiego? Mieszkańcy protestują

0
Parking za Zespołem Szkół Muzycznych. Tam ma zostać przeniesiony handel na czas remontu rynku Łazarskiego. Rodzice uczniów mają wiele obaw.

Całe zamieszanie związane jest z planowaną przebudową rynku Łazarskiego. Pierwszy przetarg na przebudowę został ogłoszony w lipcu zeszłego roku. Zgodnie z ówczesnymi planami rynek miał zostać przebudowany stopniowo z zachowaniem części handlowej. Na czas prac miał powstać nowy „tymczasowy” rynek obok, na którym można byłoby handlować.

Plany zweryfikowała rzeczywistość. Ze względu na brak ofert miasto zostało zmuszone do rozpisania kolejnego przetargu. To natomiast oznaczało, że cała inwestycja mocno przedłużyłaby się w czasie. I tutaj miał pojawić się pomysł zrezygnowania z budowy „tymczasowego” rynku. Przebudowa całego rynku Łazarskiego bez dzielenia jej na etapy miała przebiec szybciej, a według koncepcji miasta handel możnaby przenieść gdzieś indziej.

Problem w tym, że na Łazarzu nie ma wielu miejsc gdzie ten handel można przesunąć. Miasto zdecydowało, że dobrym miejscem będą tereny w okolicach szkół Katolickiego Stowarzyszenia Wychowawców i Zespołu Szkół Muzycznych na Głogowskiej. A konkretnie parking za tą drugą placówką.

Pomysł ten wzbudził zaniepokojenie rodziców, na co zwracali uwagę Krzysztof Rosenkiewicz i Lidia Dudziak, radni miejscy. – Rynek ma swój specyficzny subkulturowy klimat, nie jest tajemnicą dla osób to miejsce odwiedzających, i obawy rodziców budzi możliwe przebywanie dzieci w czasie zajęć szkolnych w miejsca nie do końca przeznaczonych dla nich, jak i przebywanie na terenie szkoły osób niepowołanych – tłumaczył Rosenkiewicz.

Miasto jednak porozumiało już się z Kurią, która jest właścicielem terenu. Radni w tej sytuacji oczekują, że miasto zabezpieczy teren i zatroszczy się o bezpieczeństwo dzieci uczących się w szkołach. Radnych niepokoi również problem z dostępem do miejsc parkingowych. – Nowa lokalizacja rynku spowoduje czasową przynajmniej likwidację lub bardzo znaczące ograniczenie przestrzeni parkingu, z którego korzystali nauczyciele i rodzice, szczególnie szkoły muzyczne – wyjaśnia Rosenkiewicz. – W Zespole Szkół Muzycznych pobiera naukę 600 uczniów, których uczy 200 nauczycieli. To nie jest zwykłe parkowanie, ponieważ wiele dzieci i młodzieży uczęszcza na zajęcia z własnymi instrumentami, które trudno przewieźć i nieść z tramwaju czy transportować na rowerze, zwłaszcza w porze jesienno-zimowej.

Niepokój rodziców podzielają rodzice uczniów. – Wielu rodziców, którzy należą do rady, mieszka w okolicy rynku Łazarskiego i obserwuje to co się dzieje w tej specyficznej subkulturze rynku – wyjaśnił Piotr Szelągowski, przewodniczący rady rodziców zespołu szkół katolickich, jako przykłady pokazując osoby spożywające alkohol oraz oddające mocz na rynku. – Mają oni obawy czy ta subkultura nie przeniesie się z rynkiem na teren szkoły. Miasto nie wzięło tego chyba w ogóle pod uwagę, stąd będziemy dążyli do tego, żeby w okolicy pojawił się stały patrol policyjny.

Leszno: Pościg policyjny. Uszkodzone trzy radiowozy

0
Trzy radiowozy uszkodził uciekający wczoraj przed policjantami kierowca ciężarówki Volvo. Policjanci z Leszna i Rawicza gonili go przed 40 km!

Powodem próby zatrzymania ciężarówki było dziwne zachowanie jej kierowcy. Inni podróżujący S5 zgłosili policjantom, że prowadząca ją osoba może być pod wpływem alkoholu. Samochód miał jechać zygzakiem i stwarzać zagrożenie.

Policjanci wysłali w to miejsce radiowozy, żeby skontrolować kierowcę tira. Ten jednak nie miał zamiaru się zatrzymywać. Całość skończyła się blokadą na drodze ustawioną przez funkcjonariuszy z Rawicza. Nawet wtedy kierowca ciężarówki próbował się przebić i uciec. Nieskutecznie.

Badania alkomatem nie wykazały, żeby kierowca był pijany. Na wyniki badań krwi (na obecność narkotyków) trzeba będzie poczekać.

Źródło: rawicz.naszemiasto.pl

Kroke i Urna Chahar – Tugchi

0
Koncert formacji Kroke i mongolskiej wokalistki Urny podbił serca publiczności w poniedziałkowy wieczór  w Blue Note Jazz Club. Nowy wspólny album artystów zatytułowany „Ser” (Awakening) prezentuje utwory łączące elementy dalekiej, pasterskiej Mongolii oraz inne naleciałości etniczne wprowadzone przez zespół Kroke.

Koncert promuje wspólny projekt, połączenie stylów, własne aranżacje dają niesamowity efekt. Urna wierna swym korzeniom, swoimi utworami przywołuje nomadyczne życie na mongolskich stepach. Przekracza wszelkie bariery językowe i kulturowe dzięki swoim dynamicznym i wznoszącym się improwizacjom.

Zespół Kroke podbija serca na światowej scenie muzycznej już od ćwierćwiecza. Z początku kojarzony z muzyką klezmerską, zaczął wychodzić poza ramy tworząc swój niepowtarzalny styl.

Połączenie tych doświadczeń, wyjście poza standardy i konwenanse pozwoliły stworzyć niezwykły projekt, który podbija serca publiczności. Nie inaczej było w klubie Blue Note w Poznaniu.

Na scenie wystąpili: Urna Chahar-Tugchi – wokal, Jerzy Bawoł – akordeon, Tomasz Kukurba – altówka, perkusjonalia, wokal, flet, Tomasz Lato – kontrabas.

Kalisz: Coraz mniej lekarzy wyjeżdża za granicę – twierdzi Stanisław Karczewski

0
Marszałek Senatu Stanisław Karczewski przekonywał w Kaliszu, że coraz mniej lekarzy wyjeżdża z Polski za granicę za pracą i już niedługo zauważymy, że podobnie dzieje się z pielęgniarkami.

Jak podaje Radio Poznań, coraz mniej lekarzy wyjeżdża za granicę, coraz więcej pielęgniarek chce pracować w swoim zawodzie i coraz więcej osób garnie się do zawodu pielęgniarskiego. To dlatego uważa, że już niedługo personelu w szpitalach przybędzie.

Kolejną dobrą informacją jest zwiększenie limitu przyjęć na wydziały lekarskie o 50 proc. Ponieważ większy limit obowiązuje od czterech lat, to już za dwa lata pierwsze roczniki opuszczą uczelnie medyczne.

Marszałek uczestniczył w otwarciu Monoprofilowego Centrum Symulacji Medycznych przy Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej.

Radio Poznań, el

Jeziora Wielkie: Nielegalne składowisko osadów z warszawskiej Czajki

Odpady z oczyszczalni ścieków, resztki zwierząt, a ostatnio – także osady z warszawskiej oczyszczalni ścieków Czajka. Wszystko to jest składowane 20 km od Gniezna, w Jeziorach Wielkich w województwie kujawsko-pomorskim.

Mieszkańcy Jezior Wielkich już półtora roku temu skarżyli się, że do ich gminy trafiają ogromne ilości odpadów z oczyszczalni ścieków i pozwierzęcych. Dariusz Ciesielczyk, wójt gminy ustalił, że odpady są wyrzucane do dołów na gruntach należących do Skarbu Państwa, ale dzierżawionych przez prywatną osobę. To syn dzierżawcy miał wywozić na pola odpady, w dodatku takie, których nie wolno składować bez zezwolenia i bez spełnienia specjalnych warunków, czyli resztki pozwierzęce i szlam z oczyszczalni ścieków.

Wójt zgłaszał sprawę do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Bydgoszczy, złożył zawiadomienie do prokuratury, na policję oraz do Powiatowego lekarza Weterynarii. Bez skutku. Co prawda wszczęto śledztwo, ale zostało ono umorzone.

Sprawą odpadów w gminie Jeziora Wielkie zainteresowano się ponownie, gdy Ireneusz Stachowiak, lider Solidarnej Polski w regionie i jednocześnie szef WFOŚ w Toruniu, ogłosił, że do Jezior Wielkich trafiają odpady z warszawskiej Czajki i że złoży w tej sprawie doniesienie do prokuratury. Zamierza oskarżyć warszawski samorząd o popełnienie przestępstwa.

Dzięki doniesieniu Ireneusza Stachowiaka sprawą ponownie zainteresowała się prokuratura i tym razem wszystko wskazuje na to, że sprawa będzie zbadana, a winnym zostaną postawione zarzuty zagrożenia dla życia i zdrowia mieszkańców z powodu nielegalnego składowania niebezpiecznych odpadów.

Radio Poznań, el

Poznań: Chce się żyć!

0
Taki tytuł nosi niezwykła wystawa, którą można oglądać w holu urzędu miasta. To 20 niezwykłych zdjęć, a ich bohaterkami są kobiety z nowotworami, które dzięki pomocy specjalistów przeszły spektakularne metamorfozy.

„Chce się żyć” to pilotażowy projekt stworzony przez dwie poznanianki: Agnieszkę Gajewską-Ziobro, stylistkę i kosmetyczkę oraz Lidię Bukowską, chorującą na raka aktywistkę, prowadzącą Fundację Pomocna Mama. Dzięki nim 10 kobiet ze zdiagnozowanym nowotworem przeszło metamorfozę – kosmetyka twarzy, makijaże, wystylizowane fryzury, rzęsy i paznokcie oraz odpowiednie stroje sprawiły, że uczestniczki projektu mogły na nowo odkryć swoją kobiecość i wzmocnić wiarę w siebie.

– Projekt skierowany był do tych pań, które w wyniku choroby nowotworowej straciły pewność siebie czy wiarę w swoją kobiecość – mówi Agnieszka Gajewska-Ziobro. – Choroba, terapia, czas leczenia często pozbawiają kobiety pewnych atrybutów kobiecości. Dzięki naszemu projektowi uczestniczki mogły znowu poczuć się atrakcyjnie.

Panie, które przeszły metamorfozę, nie zostały bez opieki – miały możliwość dalszych zabiegów fizjoterapeutycznych i upiększających, mogły też wziąć udział w rejsie po mazurskich jeziorach. Po cyklu spotkań kobiety biorące udział w projekcie zostały zaproszone na dwie sesje zdjęciowe. Powstałe fotografie zostały wydrukowane w dużych formatach i od poniedziałku można oglądać je w urzędzie miasta. Autorem zdjęć jest Andrzej Jenek.

– To ważny projekt, który wspiera kobiety zmagające się z trudnymi chorobami – podkreśla Katarzyna Kierzek-Koperska, zastępczyni prezydenta Poznania. – Długie włosy i gęste rzęsy nie determinują kobiecości, ale dla prawie połowy chorych ich utrata jest jednym z bardziej traumatycznych skutków chemioterapii. Pacjentki po takich doświadczeniach często tracą wiarę w siebie i w swoje możliwości. Dlatego tego typu inicjatywy są niezmiernie potrzebne.

Projekt „Chce się żyć” stał się Fundacją „Chce się Żyć”, która wspiera osoby wymagające szczególnej opieki i pomocy – zwłaszcza osoby zmagające się z nowotworami, a także z innymi chorobami lub trudnościami życiowymi. Fundacja chce też propagować i wspierać działania kształtujące postawy tolerancji i przeciwdziałać dyskryminacji. Będzie też prowadzić akcje dotyczące promocji zdrowia i profilaktyki, zwiększania świadomości społecznej na temat chorób nowotworowych i upowszechniania aktywności ruchowej.

UMP, el

 

Aktualizacja 24 września 2019 / SS

W związku z zamieszaniem dotyczącym wystawy (więcej można przeczytać o nim tutaj), usunęliśmy wszystkie zdjęcia z otwarcia.