Strona główna Blog Strona 2278

Rondo Żegrze – informacje komunikacyjne

0
Przebudowa odcinka trasy tramwajowej od os. Lecha do ronda Żegrze przebiega zgodnie z przyjętym harmonogramem. W piątek, 30 listopada, rozpocznie się kolejny etap prac budowlanych na rondzie.

Do połowy stycznia przyszłego roku zostanie zamknięty krótki odcinek ul. Unii Lubelskiej w obrębie ronda Żegrze. Jednocześnie nadal funkcjonować będzie przejazd przez rondo Żegrze (kierunek ul. Żegrze – ul. Hetmańska i odwrotnie). Ponadto zostanie wprowadzony objazd do ul. Unii Lubelskiej ulicami Kurlandzką i Obodrzycką. Wprowadzana tymczasowa organizacja ruchu nie spowoduje zmian w dotychczasowym funkcjonowaniu komunikacji zastępczej.

Obecnie w rejonie ronda Żegrze kończy się montaż nowego torowiska (ostatni fragment zostanie wykonany po zamknięciu wlotu w ul. Unii Lubelskiej), kontynuowane są prace związane z budową infrastruktury podziemnej, a na zamkniętej części ronda trwa układanie nawierzchni bitumicznej. Cały pierwszy etap prac, związany z rozbudową ronda Żegrze, potrwa do połowy 2019 roku.

Już 2 stycznia przyszłego roku planowane jest wstrzymanie ruchu tramwajów na Górnym Tarasie Rataj, na odcinku od os. Lecha (tunel Franowo) do przystanku Żegrze I. Od początku przyszłego roku rozpoczną się prace na tym odcinku trasy tramwajowej. W związku z prowadzonymi robotami przestanie funkcjonować komunikacja tramwajowa, a w zamian zostanie wzmocniona autobusowa komunikacja zastępcza. W trakcie realizacji tego etapu inwestycji będzie funkcjonować, zgodny z etapowo wprowadzaną czasową organizacją ruchu, przejazd wzdłuż ulic Żegrze i Chartowo.

Przebudowa odcinka od os. Lecha do ronda Żegrze prowadzona jest w ramach zadania „Przebudowa trasy tramwajowej: Kórnicka – os. Lecha – rondo Żegrze wraz z budową odcinka od ronda Żegrze do ul. Unii Lubelskiej”, dofinansowanego ze środków UE w ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko 2014-2020. Zakończenie tego etapu przewidziano na koniec 2019 roku.

Autor: UMP

Jest smog? Dzwoń po Eko Patrol!

0
Na jesienne trasy wyruszyły już Eko Patrole straży miejskiej. Będą kontrolować, czym poznaniacy palą w piecach – i karać mandatami trucicieli.

Jakość poznańskiego powietrza od kilku tygodni pozostawia wiele do życzenia. Niestety, winni jesteśmy my sami, bo to dym z pieców i kominków najbardziej zanieczyszcza atmosferę. Przy czym i jakość palenisk, i paliwa, jakie się w nich stosuje, pozostawia wiele do życzenia.

W niedzielę, 25 listopada, według aplikacji Atmosfera dla Poznania, poziom pyłu zawieszonego PM10 wynosi 157 μg/m3. Zgodnie z polskimi normami to jeszcze nie jest poziom informowania ani tym bardziej alarmowy – jednak z pewnością może budzić niepokój.

Jeszcze do niedawna palący śmieci, używający starych pieców lub dawno nie czyszczonych kominów byli praktycznie bezkarni. Teraz w takiej sytuacji można wezwać Eko Patrol.
– W miesiącach jesienno-zimowych funkcjonariusze Straży Miejskiej Miasta Poznania prowadzą zintensyfikowane kontrole domowych pieców grzewczych i przydomowych kotłowni oraz miejsc prowadzenia działalności gospodarczej – wyjaśnia Przemysław Piwecki, rzecznik prasowy SMMP. – Robią to pod kątem ujawnienia spalania materiałów niedozwolonych prawem. Wiele podejmowanych interwencji jest rezultatem zgłoszeń pochodzących od mieszkańców miasta, którzy rozumieją, że palenie śmieci i stosowanie paliw stałych najgorszej jakości powoduje istotne zanieczyszczenie powietrza.

Funkcjonariusze w oparciu o art. 379 ustawy Prawo ochrony środowiska uprawnieni są do wstępu wraz z rzeczoznawcami i niezbędnym sprzętem przez całą dobę na teren nieruchomości oraz obiektów, na których prowadzona jest działalność gospodarcza, a w godzinach od 6 do 22 – na pozostały teren. Ponadto mogą m.in. przeprowadzać badania lub wykonywać inne czynności kontrolne, a także żądać okazania dokumentów mających związek z problematyką kontroli.

Eko Patrole dysponują też dwoma specjalistycznymi pojazdami, wyposażonymi w mobilne urządzenie do pomiaru jakości powietrza (analizator zapylenia), a także zestawy do poboru próbek popiołu. Próbki odpadu paleniskowego pobierane przez funkcjonariuszy przekazywane są do ekspertyzy do laboratorium, a wynik pokazuje, czy doszło do spalania niedozwolonych substancji (śmieci/odpadów) w piecu – czy też nie.

W 2017 roku Straż Miejska przeprowadziła blisko 2 tys. kontroli spalania w domowych instalacjach grzewczych i dokonała 129 pomiarów stężenia pyłu zawieszonego PM10. W 375 przypadkach winnych spalania odpadów ukarano mandatem, zastosowano 48 pouczeń oraz skierowano 4 wnioski do sądu. Warto dodać, że od listopada tego roku zwiększyły się kompetencje strażników o możliwość karania mandatami za łamanie uchwały wprowadzającej ograniczenia lub zakazy w zakresie spalania paliw stałych.

O spalaniu śmieci może powiadomić Eko Patrol każdy mieszkaniec Poznania. Telefonicznie pod całodobowym numerem 986, pocztą elektroniczną na adres [email protected], za pomocą smartfonowej aplikacji INTERWENCJE lub korzystając z formularza internetowego w systemie on-line.

WOŚ UMP, SMMP, el

Adam Nawałka oficjalnie trenerem Lecha Poznań

0
Adam Nawałka podpisał kontrakt z Lechem Poznań. Były selekcjoner reprezentacji Polski związał się z Kolejorzem umową do 30 czerwca 2021 roku.

Do nowego sztabu szkoleniowego dołączyło jeszcze pięciu trenerów. W niedzielę wieczorem na stadionie przy Bułgarskiej doszło do spotkania Zarządu Lecha Poznań i dyrektora sportowego klubu z nowym sztabem szkoleniowym. Na jego czele stanął Adam Nawałka, były selekcjoner reprezentacji Polski.

W zespole trenerskim 61-latka znajdują się Bogdan Zając (asystent), Jarosław Tkocz (trener bramkarzy), Remigiusz Rzepka (koordynator sztabu przygotowania motorycznego), Andrzej Kasprzak (trener przygotowania motorycznego), Stanisław Gadziński (trener przygotowania motorycznego), Paweł Frelik (trener mentalny), a także Łukasz Siwecki i Hubert Barański (analitycy).

Trenerzy jeszcze wieczorem obejrzeli boiska treningowe, szatnię, siłownię i część przeznaczoną dla rodzin piłkarzy. Po podpisaniu kontraktów czekała ich także sesja zdjęciowa, a trener Adam Nawałka wziął udział w nagraniu, które kilkadziesiąt minut później w słuchawkach swoich telefonów usłyszeli posiadacze karnetów i uczestnicy programu LECHICI.

Wszelkie formalności zostały dopełnione zatem na dzień przed rozpoczęciem pracy z pierwszą drużyną. W poniedziałek sztab spotka się na Stadionie Poznań już o godzinie 7:30. Pierwszy trening odbędzie się przed południem, potem zespół zje wspólnie obiad i spotka się na odprawie.

Autor / foto: lechpoznan.pl

Czarno na białym w kolorze

0
Ten intrygujący tytuł nosi nowa wystawa w Muzeum Etnograficznym w Poznaniu. Można na niej podziwiać 50 najstarszych fotografii ze zbiorów muzeum, prezentowanych po raz pierwszy w wersji kolorowej.

Wystawa pięćdziesięciu najstarszych (wykonanych w latach 1890–1939) archiwalnych fotografii ze zbiorów Muzeum Etnograficznego w Poznaniu, pochodzących z różnych regionów Polski, prezentowanych po raz pierwszy w wersji kolorowej.

Ze względu na wartość archiwalnych zdjęć, oraz w trosce o ich dobrą kondycję w przyszłości i zgodnie z wymogami konserwatorskimi, na wystawie nie pokazujemy oryginalnych fotografii ale ich kopie.

Prezentowane fotografie są ściśle związane z profilem muzeum i przedstawiają ludzi uwiecznionych najczęściej podczas wesel, dożynek, procesji i innych ważnych „odświętnych” oraz ważnych chwil. Wśród tego zbioru znajdują się również zdjęcia wykonane w ówczesnych atelier w Poznaniu i okolicznych miastach.

Na wystawie zobaczyć można zarówno czarno-białe archiwalne zdjęcia, jak i ich pokolorowane i powiększone wersje. Oryginalne fotografie te nie zostały wcześniej zrekonstruowane ani wyretuszowane. Nie naprawiono ich pęknięć, załamań, uszkodzeń; pozostawiono wszelkie ślady ich wcześniejszego życia oraz oryginalne wady techniczne. Zdjęcia zostały następnie zdygitalizowane i poddane koloryzacji cyfrowej. Nadano im kolory prawdopodobne i zgodne z kolorami występującymi w danym czasie i danym miejscu.

– Niedoskonałość każdej fotografii (zarówno archiwalnej jak i współczesnej) polega na tym, że przedstawia ona zaledwie odbicia autentycznych osób i przedmiotów – wyjaśnia Iwona Rosińska, kuratorka i autorka koncepcji wystawy. – Mimo tego, że żadne zdjęcie nie odwzoruje idealnie prawdziwych kolorów sfotografowanych ludzi i ich rzeczy, pokolorowanie czarno-białych zdjęć urealnia przedstawioną na nich historię, aktualizuje przeszłość, stwarza z nich dokument bliższy prawdzie, ukazujący ewidentnie i namacalnie, czarno na białym świat widziany przez ludzi żyjących ówcześnie. Fotografiom archiwalnym często towarzyszy tajemnica. Wiele zdjęć z tego zbioru jest zagadką; nie znamy ich autora, miejsca wykonania, ani nie wiemy nic o osobach, które przedstawiają. Dzisiejsze, kolorowe upublicznienie dawnej fotografii, umożliwia odkrywanie na nich znajomych twarzy, sytuacji i miejsc oraz zachęca do dzielenia się swoimi uwagami i odkryciami.

Koloryzacja cyfrowa fotografii archiwalnych wykonana została przez Martę Łukasiewicz i Maciej Koca. Ekspozycję zaaranżowała Joanna Lewandowska. Wystawa prezentowana będzie do 30 czerwca 2019 roku.

Muzeum Narodowe

Kontrowersyjny szpital na Grunwaldzie

0
W ubiegłym tygodniu odbyło się kolejne spotkanie poświęcone budowie nowego skrzydła szpitala przy Przybyszewskiego. Przeciwko inwestycji w takim kształcie, jakiego chce Uniwersytet Medyczny, protestują społecznicy.

Przedmiotem kontrowersji jest zabudowa sześciu hektarów terenu przy ul. Grunwaldzkiej, przylegającego do szpitala klinicznego przy Przybyszewskiego. Teren należał do miasta, a w znajdujących się tam barakach mieściły się organizacje charytatywne, offowe teatry i stowarzyszenia społeczne.

W 2014 roku Uniwersytet Medyczny zwrócił się do miasta z propozycją kupna terenu. Uczelnia chciała tam rozbudować swój szpital, a w nowych budynkach miały się znaleźć oddziały transplantologii i okulistyki. Po długich i burzliwych dyskusjach, między innymi na Komisji Polityki Przestrzennej RMP, radni zgodzili się na sprzedaż, i to z bonifikatą: uczelnia zamiast nieco ponad 13 mln zł, bo na tyle wyceniono teren, zapłaci 131 tysięcy. Ale wybuduje też Szpitalny Oddział Ratunkowy, bo na Grunwaldzie takiego nie ma.

Co jednak spowodowało wątpliwości radnych? Na pewno nie chęć zbudowania oddziałów transplantologii i okulistyki, bo takich w Poznaniu brakuje. Uczelnia zgodziła się też na budowę SOR, choć nie bez oporów.

Problemem był natury czysto prawnej – radnym chodziło o takie sformułowanie uchwały, która pozwoliłaby miastu wycofać się z umowy albo żądać zapłaty pełnej wartości gruntu, gdyby uczelnia jednak z obowiązku budowy SOR się nie wywiązała. Obawy radnych nie były pozbawione podstaw: ze współpracy z uczelniami wyższymi, w tym Uniwersytetem Medycznym, miasto ma sporo niedobrych doświadczeń. Na przykład część miejskiego terenu przekazanego UM pod budowę Centrum Stomatologii – także z bonifikatą – uczelnia wydzierżawiła pod… stację benzynową. Jakoś wcześniej, przed otrzymaniem gruntu, władze UM nie wspomniały o tym pomyśle.

To radny Adam Pawlik przywołał w 2014 roku tę sprawę obawiając się, czy aby uczelnia znów nie obieca, czego sobie tylko miasto życzy – a później i tak zrobi to, co jej pasuje. Na przykład wybuduje stację benzynową. Co prawda w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego teren jest przeznaczony na cele oświatowe i zdrowotne, jednak gdyby była to stacja wyłącznie na potrzeby placówki? I gdyby tak się stało, to jakie możliwości miałoby miasto, by wyegzekwować na uczelni wykonanie swoich zobowiązań?

Ostatecznie w uchwale znalazł się zapis o przekazaniu gruntu z bonifikatą pod warunkiem wybudowania przez uczelnię Szpitalnego Oddziału Ratunkowego, a radni ją ostatecznie uchwalili.

Wydawałoby się, że na tym koniec problemów: mieszkańcom Grunwaldu poprawi się jakość opieki medycznej, uczelnia dostanie więcej miejsca i możliwości rozwoju, a miasto – nowy szpital na miejscu walących się baraków.

Okazało się jednak, że nie jest tak ładnie, jak mogłoby się wydawać. Pierwsi na alarm zaczęli bić społecznicy z inicjatywy „Zielony Grunwald”. Według nich Uniwersytet Medyczny zamierza na Grunwaldzie wybudować nie nowy szpital, ale jakiś ogromny moloch, który zajmie większość terenu z tych sześciu hektarów przy Grunwaldzkiej. A to oznacza wycinkę rosnących tam drzew, nie mówiąc już o wzroście natężenia ruchu kołowego w okolicy i braku miejsc parkingowych, których już teraz jest tam za mało.

„Stary Grunwald mega szpitala nie udźwignie. Na Grunwaldzie potrzebujemy oddziału ratunkowego, a nie szpitala molocha” – piszą na swojej stronie. – „Poznań potrzebuje też Centrum Opieki Senioralnej. To idealna lokalizacja. Zbudujmy SOR i Centrum Seniora na Grunwaldzie zachowując charakter dzielnicy, a dla mega szpitala znajdźmy odpowiednią lokalizację”.

Oliwy do ognia dolały działania inwestora, który we wrześniu tego roku rozpoczął na tym terenie wycinkę drzew. Wycięto 69 drzew i 25 m2 krzewów, zdaniem społeczników niezgodnie z prawem. Wprawdzie inwestor miał zezwolenie na wycinkę wydane przez prezydenta Poznania, ale powinien dostać dwie decyzje, bowiem prezydent w tym przypadku wykonywał także kompetencje Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Klub Przyrodników z tego powodu złożył w październiku wniosek o wszczęcie postępowania w sprawie stwierdzenia nieważności decyzji prezydenta Poznania w tej sprawie.

Koncepcja zabudowy przedstawiona przez Uniwersytet Medyczny ma też innych przeciwników. Joanna Bielawska-Pałczyńska, Miejska Konserwator Zabytków, także jest zdania, że procent zabudowy działki jest dla niej nie do przyjęcia i nie zamierzaa wyrazić zgody na inwestycję o takim stopniu zagęszczenia. A jej opinia jest decydująca – Stary Grunwald jest dzielnicą objętą ochroną konserwatorską.

Na szczęście przedstawiona koncepcja – to tylko koncepcja, a nie gotowy projekt, więc można go jeszcze zmienić. Pomogą w tym konsultacje społeczne, które rozpoczną się w styczniu 2019 roku. Ich wynik zostanie wzięty pod uwagę przy ustalaniu gęstości zabudowy nowego szpitala i – jak mają nadzieję społecznicy – zapobiegnie postawieniu betonowego bunkra w samym środku zabytkowej zabudowy Starego Grunwaldu. Niestety, oznacza to także, że na nowy SOR Grunwald będzie musiał jeszcze poczekać.

Lilia Łada, fot. L. Łada

Adam Nawałka – prawdziwy fachowiec, ale tylko człowiek

0
Były selekcjoner reprezentacji Polski, a także w przeszłości trener takich zespołów jak Górnik Zabrze, GKS Katowice czy Wisła Kraków – według wielu doniesień, już prawdopodobnie w poniedziałek obejmie pierwszą drużynę Lecha Poznań.

Adam Nawałka meczu z Wisłą Płock nie obejrzał z trybun stadionu, bo do stolicy Wielkopolski przyjedzie w niedzielę. Do „Kolejorza” trafią także Bogdan Zając, trener bramkarzy Jarosław Tkocz, trener od przygotowania motorycznego Stanisław Gadziński, a ze sztabem współpracować mają jako koordynator przygotowania fizycznego Remigiusz Rzepka i trener mentalny Paweł Frelik. Początkowo były selekcjoner chciał bardziej rozbudowany sztab, jednak poszedł z działaczami Lecha na kompromis. Ze sztabu Ivana Djurdjevicia pozostaną analitycy, a także dotychczasowy trener przygotowania fizycznego, Andrzej Kasprzak. Ze wstępnych informacji wynika, że Nawałka zwiąże się 2.5-letnim kontraktem, zaś co miesiąc inkasować będzie około 150 tysięcy złotych – stanowi to rekord, jesli chodzi o najwyższą pensję trenera w Lotto Ekstraklasie. Reszta sztabu szkoleniowego do podziału ma otrzymać około 100 tysięcy złotych. Według wyliczeń, roczne utrzymanie Adama Nawałki ze swoimi ludźmi, Lecha kosztować będzie około 3 milionów złotych. Wydaje się to bardzo duża kwota, jednak mając na uwadze to, ile włodarze poznańskiej drużyny przeznaczyli poprzedniego lata na wzmocnienia czy chociażby potrafili wykładać 2 miliony złotych za Nicklasa Barkrotha – to już wydaje się ona być nieco rozsądniejsza.

Rudawa, to w tym mieście, oddalonym o około 20 kilometrów od Krakowa, Nawałka rozpoczynał swoją przygodę jako piłkarz – grając w tamtejszej drużynie młodzieżowej Orląt. W roku 1969 trafił do Wisły Kraków, z którą związany był praktycznie przez całą swoją karierę. W stolicy Małopolski spędził szesnaście lat, gdzie zdobywał między innymi mistrzostwo Polski juniorów czy w mistrzostwo Polski już w ekstraklasie. Występując na pozycji pomocnika, dla „Białej Gwiazdy” zagrał 190 meczów i strzelił 9 goli, był także etatowym reprezentantem Polski, z którą w roku 1978 wystąpił na Mistrzostwach Świata w Argentynie, został wybrany nawet przez dziennikarzy do najlepszej jedenastki turnieju – grając u boku między innymi Grzegorza Laty czy Zbigniewa Bońka. Ciekawi także przydomek przyszłego trenera Lecha Poznań za czasów gry w Wiśle. Jak wspomina w wywiadzie dla sport.pl Andrzej Iwan, koledzy mówili na niego „ciepły”. Dlaczego?

– Bo podobał się chłopakom, choć bez wzajemności. Dbał o siebie. Na boisku bezkompromisowy twardziel, a poza nim delikatny i wypielęgnowany jak z żurnala. Ale co tam, że chłopakom – on przede wszystkim dziewczynom się podobał. Pseudonim był jednak zarezerwowany tylko dla starszych. – Żaden z młodych z tym „Ciepłym” nie miał prawa się wyrwać, respekt musiał być – mówił w 2013 roku Andrzej Iwan, który z Nawałką grał przez dziesięć lat.

Elegancja, osobowość i szyk – pozostała mu do dzisiaj, to trzeba otwarcie przyznać. W 1985 roku opuścił Wisłę i wyjechał do Stanów Zjednoczonych razem z żoną w poszukiwaniu lepszych warunków do życia. Choć zajmował się tam głównie pracą fizyczną czy pracą związaną z wycinaniem drzew – nie zapomniał o piłce i podczas całego swojego pobytu grał w polinijnym zespole Polish American Eagles, gdzie zakończył swoją piłkarską karierę. Do ojczyzny powrócił w 1990 roku. Warto wspomnieć, że nie został on od razu trenerem piłkarskim, tylko biznesmenem – razem z żoną założył sklep z jeansami, a także samemu był dealerem samochodowym – odpowiadającym za sprzedaż popularnego wówczas samochodu: znanego doskonale wszystkim Trabanta. Wreszcie, bo sześć lat później, rozpoczął to, z czego znany jest dzisiaj najbardziej – uzyskał licencję trenera i objął 4-ligowy Świt Krzeszowice. I już wtedy pokazywał zalążek tego, co później w reprezentacji. Nawałka był i jest: przesądny, ale także niesamowicie dba o szczegóły i najważniejsze detale.

– Kiedyś kierowca zawiózł nas na wyjazdowy mecz, zajechał pod klub. Chciał wycofać autokar, żeby się ustawić. Trener wstał, zaprotestował: „Nie, nie, pan się zatrzyma, my wysiądziemy, pan wtedy wymanewruje, jak chce. Tak samo po meczu – ma pan być gotowy do jazdy” – mówił dla portalu nowiny24.pl, były zawodnik Świtu, Piotr Chlipała. Autokar, według Nawałki, po prostu nie mógł jechać do tyłu. Dlaczego? Po prostu: „bo tak”, takie zdanie miał ówczesny trener i nikt tego zdania podważyć nie mógł. Wszystko musiało być po jego myśli.

Pracował w Krzeszowicach za około tysiąc złotych, mając w umowie zaznaczenie, że w przypadku lepszej oferty, może się od ręki zwolnić. Nawałka, choć zarabiał wtedy 150 razy mniej, niż zarabiać będzie w Poznaniu – wprowadził Świt na wyższy poziom pod każdym względem: piłkarze nigdy do tamtej pory tak mocno nie pracowali, rozliczał swoich podopiecznych z obowiązków, wymagał od nich lepszego trybu życia – wyobrażacie sobie to? W czwartej lidze, w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych? Można powiedzieć, że był on swego rodzaju innowatorem swoich czasów. Między innymi dzięki swojemu profesjonalizmowi i chęci poznawania coraz to nowszych i lepszych rzeczy – jest teraz w takim miejscu, a nie innym. Choć nie święcił w klubie pasma sukcesów, bo przez dwa lata wielokrotnie zajmował miejsca w czubie tabeli czwartej ligi, to jednak nie udawało mu się ze Świtem do wyższej klasy rozgrywkowej. W 1998 roku skorzystał z furtki w umowie i przyjął propozycję pracy w Wiśle Kraków – nie jako trener, ale jako koordynator szkolenia młodzieży. Rolę trenera klubu z którym związany był przez całą swoją piłkarską karierę, objął w 2000 roku – gdzie wywalczył drugie miejsce w tabeli i odszedł, oddając schedę Orestowi Lenczykowi, powracając jednak po roku – zdobywając swoje jedyne w historii trenera mistrzostwo Polski.

Przyszły szkoleniowiec Lecha później pracował – z różnym skutkiem – w Sandecji Nowy Sącz, Jagiellonii Białystok, ponownie w Wiśle Kraków, jako asystent Leo Benhaakkera w reprezentacji Polski, GKSie Katowice czy wreszcie w Górniku Zabrze. To właśnie tam cała Polska mogła przekonać się o fenomenie Adama Nawałki.

Górnik występował wtedy w pierwszej lidze, a celem nowego trenera był oczywiście awans na najwyższy poziom rozgrywkowy w Polsce. Nawałce udało to się to już w pierwszym roku pracy. Mimo przeciętnego budżetu, nie dość, że udało mu się w kolejnym sezonie Górnik utrzymać, to zajął w dodatku bardzo dobre jak na beniaminka – szóste miejsce w tabeli. To dzięki niemu futbol w Zabrzu ponownie odżył, a pomimo wielu utrudnień, jakim niewątpliwie była rozbudowa stadionu – wszystko w Górniku funkcjonowało bardzo dobrze. Kibice co mecz wypełniali maksymalnie możliwą liczbę pięciu tysięcy miejsc, by móc oglądając zespół prowadzony przez Nawałkę. To właśnie on wypromował takich zawodników jak Michał Pazdan, Prejuce Nakoulma, Adam Danch, Łukasz Skorupski, Paweł Olkowski, Krzysztof Mączyński czy wreszcie Arkadiusz Milik. Dzięki sprzedaży tego ostatniego uratował wtedy klub przed katastrofą związaną z problemami finansowymi. Nie da się ukryć, że to dzięki pracy w Górniku Zabrze wypracował sobie taką renomę, że był jedynym najrozsądniejszym kandydatem na stanowisko selekcjonera reprezentacji Polski. Otwarcie można przyznać: był wtedy najlepszym polskim trenerem i chyba jest nim do dzisiaj. W Zabrzu wiedzieli, że tracą świetnego fachowca.

Trener Adam Nawałka to profesjonalista w pełnym tego słowa znaczeniu. Przez prawie cztery lata swojej pracy w Górniku sprawił, że Górnik nie tylko awansował do Ekstraklasy, ale znów jest na szczycie i to mimo wielu przeszkód, jak chociażby gra przy ograniczonej liczbie kibiców na stadionie w Zabrzu. Z Adamem Nawałką w roli trenera przeżyliśmy wiele pięknych chwil. Jesteśmy naprawdę dumni, że mogliśmy z nim współpracować – mówił ówczesny wiceprezes klubu, Krzysztof Maj.

O okresie Nawałki w reprezentacji Polski za dużo pisać nie trzeba, bo to co miało zostać napisane, już dawno zostało napisane wielokrotnie i powtórzę tylko te najważniejsze kwestie. Rozpoczynał od kilku porażek w słabym stylu – wtedy zastanawiano się, czy faktycznie Nawałka do roli selekcjonera dorósł. Zbigniew Boniek, prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej ufał mu bezgranicznie, bo wiedział, że jest to typ tego trenera, który osiągnie sukces tylko ciężką pracą, na której efekty trzeba trochę poczekać. Tak było w reprezentacji: znalazł pomysł na świetnych piłkarzy, co nie powiodło się poprzednikowi, Waldemarowi Fornalikowi i zdołał awansować na Mistrzostwa Europy we Francji, na których zresztą odniósł sukces i dotarł do ćwierćfinału, przegrywając ostatecznie po rzutach karnych z późniejszym triumfatorem rozgrywek, Portugalią. Niektórzy przyznają, że przy odrobinie szczęścia, podopieczni Adama Nawałki mogli wtedy nawet sięgnąć po medal. Udane mistrzostwa były idealnym gruntem pod rozpoczynające się eliminacji do mistrzostw Świata. I tak, po dwunastu latach – mogliśmy się wreszcie cieszyć z awansu Polaków na Mundial, który odbywał się w Rosji. Mundial, który ostatecznie okazał się klapą i mimo dość słabej grupy – nie udało się Nawałce i spółce awansować dalej, przegrywając po drodze mecze z Senegalem i Kolumbią. Na otarcie łez Polska pokonała Japonię, jednak ten mecz zostanie i tak zapamiętany jako haniebny, ze względu na katastrofalny styl polskiej drużyny i nikłe zaangażowanie, które Nawałka na pomeczowej konferencji nazwał „niskim pressingiem”. Po tych wydarzeniach, które zostawiły na wizerunku selekcjonera reprezentacji dużą rysę – spowodowały jego odejście. Adam Nawałka po przygodzie z kadrą marzył o lidze włoskiej, pojawiały się głosy o lidze chińskiej, to ostatecznie trafi do Poznania. Do Lecha, który pogrążony jest w kryzysie, z którego były szkoleniowiec Górnika Zabrze będzie starał się razem ze swoimi ludźmi wyciągnąć. Jak to powiedział w jednym z wywiadów Zbigniew Boniek: Lech i Nawałka to będzie udane małżeństwo, wzajemnie siebie potrzebują i mogą sobie pomóc.

Nawałka jest typem, który w pracę angażuje się całym sobą i tego też będzie wymagał od piłkarzy. Jak opisywał to Maciej Henszel w Przeglądzie Sportowym – do rozmowy z szefami Lecha przygotował się perfekcyjnie i przeprowadził analizę nie tylko zespołu, ale także działu sportowego. Ma plan na przebudowę i rozwój nie tylko drużyny, lecz całego działu czy nawet klubu. Wszystko zależy od tego, jak dużą władzę Nawałka otrzyma w Lechu. Wydaje się jednak, że powinien dostać to, czego zapragnie i zażyczy – jak to już mówiono, w Poznaniu gorzej już być nie może, a Nawałka to osoba, w którą można wierzyć i rzeczywiście sympatycy Lecha w nią wierzą, że wreszcie odmieni dział sportowy i przyniesie do gabloty wymarzone trofeum. Nie w postaci sprzedaży wychowanków czy pikarzy za grube miliony, ale za wywalczone mistrzostwo Polski. Zapytaliśmy także kibiców poznańskiego Lecha co sądzą o przyjściu byłego selekcjonera reprezentacji Polski do Lecha i takie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Jan Madej: „Moim zdaniem wybór Adama Nawałki na trenera Lecha jest bardzo dobrą decyzją. Szatnia jaka jest w Lechu, potrzebuje tak mocnego autorytetu, jakim jest właśnie były selekcjoner. Obecność takiego trenera może polepszyć motywację u niektórych piłkarzy, a także może dobrze wpłynąć na młodych zawodników, dopiero co wchodzących do zespołu. Trener powinien zacząć od zmiany mentalu w zespole, porozmawiać z paroma chłopakami, którym może się nie chce albo nie radzą sobie z presją, bo mam wrażenie, że to w ostatnim czasie było znaczącym problemem Kolejorza.”

Kevol: „Wybór Adama Nawałki na trenera Lecha to najlepszy na ten moment ruch działaczy. Moim faworytem od początku pozostawał Kek, ale w momencie, gdy wysypał się jego temat, wiedziałem, że tylko Nawałka pozostaje sensowną alternatywą. Najważniejsze, że do Poznania wraca nadzieja na odsunięcie zarządu od bycia blisko drużyny. Ilość błędów, które popełnił zarząd jasno wskazuje, że nadszedł czas autonomicznych rządów Adama Nawałki. Najważniejszym celem Nawałki powinno być obudzenie ducha zwycięzców w szatni. Żadnemu ze szkoleniowców nie udała się ta sztuka. Na warunki Ekstraklasy, Lech ma naprawdę solidna drużynę i przewrotnie napiszę, że najważniejszy cel dla nowego trenera to sprawienie, by zawodnicy nie wychodzili na mecze o stawkę jak na ścięcie. Jeśli uwierzą w siebie to są w stanie osiągnąć wiele. Liczę również na to, że Nawałka do zimy zadecyduje z którymi zawodnikami chce się pożegnać.”

Pyra: „Jestem bardzo zadowolony z zatrudnienia trenera o tak uznanym nazwisku. Każdy w Polsce zna Adama Nawałkę i wie, jakim cieszy się on autorytetem. Ponadto to świetny fachowiec, który sprawdził się zarówno w kadrze jak i w klubie. Przychodzi tu ze sztabem sprawdzonych ludzi i konkretnym planem działań, które zostały zaakceptowane przez zarząd. Wyżej wymienione detale i szeroki wachlarz kompetencji, o który zabiegał, powinny mu ułatwić szkolenie i rozwijanie naszego Lecha. Trzymam kciuki i z optymizmem patrzę w przyszłość. Pierwsza sprawą za która powinien zabrac się nowy trener to kompleksowy przegląd kadry i wzmocnienie jej na kluczowych pozycjach. Oprócz tego, bardzo ważna jest też organizacja pracy z której słynie trener Nawalka oraz zadbanie o wszelkie detale niezbędne do spokojnej i intensywnej pracy. Inna ważna sprawa, którą szkoleniowiec powinien „załatwić” tej zimy jest przygotowanie fizyczne zespołu. Lech co mecz biega mniej od rywala, notorycznie. Najwyższa pora wyeliminować także ten problem.”

Kuba Adamczak: „Nazwisko, charyzma i doświadczenie Nawałki to plusy jego wyboru na trenera Lecha. W tej chwili nie widzę innego, realnego kandydata. Uważam jednak, że nastąpiło to przynajmniej o dwa tygodnie za późno. Nawałka powinien pojawić się tutaj zaraz po meczu z Jagiellonią, gdzie miałby czas na bliższe zapoznanie się z drużyną. Moim zdaniem, zawodnicy powinni od samego wejścia Nawałki do szatni poczuć że to trener, który nie pozwoli sobie na jakiekolwiek odstępstwa i niesubordynację. Wiemy, że szatnia wymaga sporego przewietrzenia, więc liczę również na to że prezesi „pozwolą” trenerowi na decyzyjność w tej kwestii. Trudno znaleźć dobrze funkcjonującą rzecz w tym zespole, jednak mam nadzieję, że trener Nawałka uporządkuje drużynę pod względem taktycznym oraz uda mu się wyciągnąć, bardzo głęboko ukryty, potencjał tego zestawu piłkarzy.”

Gzik: „Po tygodniach brazylijskiej telenoweli, doczekaliśmy happy endu. Każdy już pewnie myślał, że prezesi znów przegrają ważną bitwę trenersko-transferową. Na szczęście, od poniedziałku mamy nowego trenera. Trenera, który daje nadzieje na większy profesjonalizm w sprawach sportowych, które z sezonu na sezon coraz bardziej przypominają zarządzanie klubem z perspektywy pustego portfela, minimalizmu. Za błędy trzeba ganić, ale tu należy pochwalić klub za decyzję, mimo, iż blisko było wstydu, bo zupełnie nie rozumiem wyjazdu dyrektora Rząsy na Węgry, skoro Nawałka od poczatku chciał tu pracować, a sam trener Nikolić z Mol Vidi był prawie niemożliwą opcją do wyciagnięcia. Od szkoleniowca oczekuję zmian transferowych, a także pracy nad mentalnością zespołu. Ostatnie mecze pokazały jasno, iż założenia Ivana nie były zgodne z wolą druzyny. Nawałka, ze wzgledu na swoje CV, przebytą drogę, nie może już sobie pozwolić na takie traktowanie. Liczę, chociaż po ostatnim artykule redaktora Henszela o braku zmian w komitecie transferowym, że jednak to trener będzie miał decydujące zdanie o transferze piłkarza do klubu. Czas wreszcie wyciągnąć wnioski z przeszłości, kiedy to w rundzie decydującej o mistrzostwo Polski przychodziły do nas wynalazki z ukraińskich pastwisk.”

Jak wynika z opinii – nadzieja w Poznaniu odżyła, bo przyjście nowego trenera zawsze zmienia myślenie i pojawia się myśl „może wreszcie będzie lepiej”. Pamiętajmy jednak, że to jest tylko nadzieja, bo o euforii czy jakiejkolwiek radości trudno tutaj mówić. Przychodzi fachowiec, przychodzi trener, ale to tylko człowiek, jedna osoba, która może odpowiednio poustawiać pionki do gry, ale jej przebieg już zależy nie tylko od niej, ale także od wielu czynników: począwszy od postawy piłkarzy, po ich zaangażowanie, a także możliwości stwarzane przez szefostwo do udanej pracy. Nawałka nie jest cudotwórcą, pamiętajmy o tym.

Źródła: nowiny24.pl, sport.pl, Przegląd Sportowy

Brakujący odcinek drogi rowerowej przy Bukowskiej już jest

0
Liczy raptem 40 metrów, umożliwia przejazd rowerem Bukowską na wysokości Polnej. I trzeba było na niego czekać aż – jak skrupulatnie wyliczyli specjaliści z Rowerowego Poznania – 6,5 roku.

Chodzi o odcinek drogi, a raczej chodnika, wzdłuż ulicy Bukowskiej, na wysokości szpitala przy ulicy Polnej. Teren stanowi własność Uniwersytetu Medycznego i negocjacje z nim, by można było tamtędy przeprowadzić drogę rowerową najwyraźniej nie były łatwe, skoro tak długo trwały.

Jednak udało się – i w czerwcu ubiegłego roku Zarząd Dróg Miejskich zlecił wykonanie projektu budowlanego, a gdy ten był już gotowy – Wydział Gospodarki Nieruchomościami UMP kupił niezbędny dla tej inwestycji kawałek gruntu. We wrześniu 2018 roku mogły się więc zacząć prace budowlane, które niedawno właśnie zakończono. Przy okazji udało się wyeksponować mur szpitala, czego wymagała Miejska Konserwator zabytków.

Niby wieści optymistyczne, ale… Jak to podsumowuje Rowerowy Poznań: „Nowa rowerowa inwestycja zrealizowana w zawrotnym tempie 6,5 roku zamyka usta niedowiarkom, którzy mówili, że w Poznaniu nie powstają żadne trasy rowerowe. Gdy we Wrocławiach, Krakowach i Warszawach oddają do użytku kolejne trasy, my z dumą patrzymy na 40 metrów przy skrzyżowaniu Bukowskiej z Polną”.

Rowerowy Poznań, el

Rybaki i kłopoty z parkowaniem

0
Miało być lepiej dla mieszkańców – a wyszło jak zawsze. Najnowsze rozwiązanie zasad parkowania na ulicy Rybaki mocno wzburzyło kierowców.

Nasza Użytkowniczka Olga, parkując właśnie na ulicy Rybaki, otrzymała mandat za parkowanie niezgodnie z prawem. Jak się okazało po fakcie – wjechała na miejsce przeznaczone wyłącznie dla mieszkańców. Niespełna miesiąc temu, w ramach eksperymentu, uruchomiono takie miejsca na ulicy Rybaki, bo właśnie tam mieszkańcom najtrudniej znaleźć jest miejsce do parkowania. I na jednym z nich zaparkowała nasza Użytkowniczka.

Niby standard, takie sytuacje w Poznaniu to codzienność, ale w tym przypadku wina, zdaniem naszej Użytkowniczki, leży po stronie władz miasta, które nie dopilnowały właściwego oznakowania miejsc parkingowych. A to wprowadza w błąd kierowców spoza tego rejonu.
– Jest tam (na ul. Rybaki – przyp. red.) zakaz postoju w godzinach nocnych (18-8), który nie dotyczy mieszkańców, posiadających abonament mieszkańca na strefę – wyjaśnia pani Olga. – Pierwszym problemem jest fakt, że chcący tam parkować mieszkańcy, którzy jedynie wynajmują mieszkania w okolicy, nie mają takiej możliwości. ZDM im nie wydaje kart abonamentowych, gdyż nie są zameldowani w miejscu zamieszkania. No i jak można oznaczać parking znakiem D18, czyli parking dostępny dla wszystkich, jeśli nie ma tam tabliczek, że nie jest on dla wszystkich? Skąd kierowca ma wiedzieć, że to tylko dla mieszkańców? Jest, owszem, jeden znak, ale niewielki i ustawiony tak, że bardzo łatwo go nie zauważyć, jeśli się nie wie, gdzie jest.

Niemniej jednak strażnicy miejscy, nie bacząc na wątpliwą czytelność oznakowania, wystawiają tam mandaty za niestosowanie się do zakazu. Na pytanie pani Olgi odpowiedzieli, że to rozwiązania „strefy mieszkańca”.
– Co to jest? Nie ma czegoś takiego w przepisach – komentuje Użytkowniczka.

Zapytana o zdanie w sprawie kontrowersyjnego oznakowania straż miejska uprzejmie odesłała nas do Zarządu Dróg Miejskich – ta bowiem jednostka za nie odpowiada, straż miejska jedynie egzekwuje wprowadzone rozwiązania. Agata Kaniewska, rzeczniczka prasowa ZDM, wyjaśniła sprawę kontrowersyjnego parkingu.

„Na ulicy Rybaki na odcinku od ul. Kwiatowej do ulicy Krakowskiej (po stronie zachodniej) zostało wyznaczonych ok. 20 miejsc postojowych dedykowanych mieszkańcom” – czytamy w odpowiedzi ZDM. – „Miejsca zostały oznakowane stosownymi znakami: D-18 parking, B-35 zakaz postoju i tabliczką podznakową „Nie dotyczy mieszkańców SPP z Identyfikatorem Sektora nr 4 w godz. od 18.00 do 8.00”.
Znaki te zostały umieszczone tam, gdzie rozpoczynają się miejsca przeznaczone tylko
dla mieszkańców, zgodnie z projektem organizacji ruchu zatwierdzonym przez Miejskiego Inżyniera Ruchu.
Od poniedziałku do piątku w godzinach od 8.00 do 18.00 na tym obszarze obowiązuje strefa płatnego parkowania i mogą tam parkować wszyscy kierowcy, którzy opłacą postój w strefie.
Po godz. 18.00, czyli po godzinach funkcjonowania strefy płatnego parkowania, wydzielona część miejsc jest przeznaczona tylko dla mieszkańców z identyfikatorem.

Regulamin Strefy Płatnego Parkowania uchwalony przez Radę Miasta Poznania wskazuje, kto jest uprawniony do nabycia identyfikatora mieszkańca w preferencyjnej cenie.
Paragraf 13 mówi, że uprawnienie do wykupienia identyfikatora, po wniesieniu opłaty zryczałtowanej, posiadają osoby zameldowane w lokalach usytuowanych przy ulicach objętych SPP, na pobyt stały lub czasowy (…) będące właścicielem pojazdu samochodowego (…).
Osoby zameldowane na pobyt czasowy, będące najemcami lokalu mieszkalnego usytuowanego przy ulicach objętych SPP, nabywają uprawnienia, o których mowa w ust. 1 pkt 1 od chwili zameldowania, pod warunkiem, że zamierzony czas trwania pobytu wynosi minimum
3 miesiące, na okres max 12 miesięcy, jednak nie dłużej niż na czas zameldowania”.

I niby wszystko jasne – tylko że niezupełnie. Nie ulega wątpliwości, że miejsca parkingowe tylko dla mieszkańców to dobry pomysł. Ograniczenia dla tymczasowych mieszkańców, jeśli chodzi o parkowanie, już mniej. Dlaczego identyfikator można kupić tylko na maksymalnie 12 miesięcy? A potem co? Trzeba się przeprowadzić do sąsiedniej kamienicy? Jest całkiem sporo osób, które wynajmują mieszkania na więcej niż rok.

Odpowiedź Zarządu Dróg Miejskich nie wyjaśnia też niespójności w oznakowaniu parkingu znakiem D-18, który myli kierowców spoza miasta. A przypomnijmy, mówimy o ulicach tuż przy Półwiejskiej, rzut beretem od Starego Rynku. Przyjezdnych tu akurat nie brakuje. Poza tym naprawdę trzeba mieć sokoli wzrok, żeby dostrzec malutką tabliczkę z napisem, że dane miejsca są wyłącznie dla mieszkańców, pomijając już fakt, że trzeba jeszcze zawczasu wiedzieć, gdzie patrzeć. No i wystarczy zmrok lub jedna półciężarówka zaparkowana obok, by nawet najbardziej praworządny kierowca nie zorientował się, że łamie prawo. A chyba nie o to w tym rozwiązaniu chodziło.

Lilia Łada, fot. L. Łada

Żuraw zostawia Lecha z wygraną

0
Lech Poznań po emocjonującym meczu wygrał na własnym stadionie z Wisłą Płock 2:1 po bramkach Darko Jevticia oraz Christiana Gytkjaera. Pierwszą bramkę w tym spotkaniu zdobył jednak Damian Szymański, ale to ostateczni lechici mogą cieszyć się z niezwykle ważnych trzech punktów. Dzisiejsze zwycięstwo oznacza to, że Dariusz Żuraw w swojej krótkiej przygodzie z pierwszym zespołem Lecha nie przegrał żadnego spotkania: w dwóch meczach zdobył cztery oczka.

Nikt nie wiedział, jak w meczu z Wisłą Płock może zagrać Lech Poznań. Piłkarze Dariusza Żurawia już w Białymstoku pokazali, że jednak potrafią grać w piłkę i swoim zaangażowaniem wywieźli z ciężkiego terenu jeden punkt, a przy odrobinie szczęścia, mogli nawet zainkasować komplet punktów. Tymczasowy trener „Kolejorza” godnie wywiązywał się z powierzonego zadania, a jak przyznawał na konferencji prasowej – na dziewięćdziesiąt pięć procent mecz z ekipą Kibu Vicunii będzie jego ostatnim w tym sezonie. Jak wszyscy doskonale wiemy, zastąpić ma go już w poniedziałek były selekcjoner reprezentacji Polski, Adam Nawałka.

Lech oraz Wisła kiepsko weszli w ten mecz. Na ciekawą i składną akcję jakiejkolwiek z drużyn musieliśmy czekać paręnaście minut. Żadna drużyna nie miała pomysłu na to, jak zaskoczyć swoich rywali. Brakowało jakości w podaniach, a nie pomagała z pewnością fatalna murawa na stadionie w Poznaniu. Jak słusznie zauważył na Twitterze prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej Zbigniew Boniek: Nawałce to na pewno się nie spodoba. Worek z bramkami w 29. minucie otworzył Damian Szymański po asyście Warcholaka z… rzutu autu. Obrońca Wisły Płock tak zagrał piłkę w pole karne Jasmina Buricia, że nie przeciął jej żaden z lechitów, a reprezentant Polski z pierwszej piłki bez większycyh problemów pokonał Jasmina Buricia. Po stracie gola, lechici zaczęli grać odważniej, ale zostawiali w defensywie więcej miejsca, przez co narażali się na kontrataki. Goście mogli prowadzić już dwoma golami po kiksie Christiana Gytkjaera we własnym polu karnym, ale na szczęście poznaniaków – piłka trafiła w słupek i wyleciała poza pole karne. Ta sytuacja ewidentnie podziałała na zawodników „Kolejorza” motywująco, bo kilka minut później wyrównać mógł Jevtic po dobrym podaniu duńskiego napastnika, ale Serb idealnie wyłożoną piłkę przeniósł nad poprzeczką. Co nie udało się w tej sytuacji, powiodło się w doliczonym czasie gry. Piłkę wstrzeliwał Gumny, ta odbiła się od Gytkjaera – dopadł do niej Jevtic i technicznym uderzeniem pokonał Thomasa Dahne. Chwilę później to Duńczyk wyprowadził Lecha na prowadzenie. Gytkjaer bardzo dobrze przyjął piłkę na połowie Wisły, pobiegł z nią pod pole karne, przełożył na drugą nogę i genialnym strzałem prosto w okienko pokonał golkipera gości.

Po przerwie to ponownie do głosu doszła Wisła Płock. Z rzutu wolnego kilkanaście metrów od bramki bardzo dobrze uderzał Dominik Furman, ale jeszcze lepszą interwencją popisał się Jasmin Buric, który rękoma wypił piłkę na poprzeczkę, a ta ostatecznie nie znalazła drogi do siatki. Można tę obronę śmiało nominować do interwencji rundy jesiennej. Jednymi z najbardziej aktywnych w zespole gosci byli Ricardinho i Furman, którzy próbowali strzałów zza pola karnego, ale za każdym razem nieskutecznie. Lechici za to w tej części gry nastawiali się na grę z kontrataków i dzięki kilku takim wyjściom mogli spokojnie strzelić trzecią czy czwartą bramkę. To się nie udało, bo za każdym razem akcję psuł wprowadzony po przerwie Marcin Wasielewski. Zaangażowania skrzydłowemu „Kolejorza” odmówić nie można, ale swoimi złymi decyzjami – czy niedokładnym podaniem, czy złym przyjęciem piłki, czy wycofaniem do tyłu – zepsuł minimum cztery groźne kontrataki. Lech był w tym meczu drużyną lepszą i zasłużył na trzy punkty.

 

Pikieta przeciwników aborcji

0
Przeciwnicy aborcji zorganizowali dzisiaj pikietę pod Starym Browarem, która miała na celu zwrócić uwagę poznaniaków na ilość dokonywanych aborcji.

Organizatorzy podkreślają, że od 2010 roku tylko w Ginekologiczno – Położniczym Szpitalu Klinicznym Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu zabito poprzez aborcję 309 nienarodzonych dzieci. Jak twierdzą, należy z tym skończyć.

– Spotkaliśmy się tutaj, żeby zaprotestować przeciwko zabijaniu nienarodzonych dzieci – podkreślił Antoni Kamiński, jedna z osób odpowiedzialnych za organizację pikiety. – Jest to morderstwo. Te dzieci są bezbronne i tak naprawdę nie my powinniśmy decydować o tym czy będą one żyły!

Pikiecie towarzyszyły dość drastyczne zdjęcia. – Chcemy uświadomić poznaniaków jak aborcja wygląda i te zdjęcia dość dobrze to obrazują – wyjaśnił Kamiński.

Wściekłość: 100 lecie praw kobiet w Polsce

0
Taki tytuł nosił konkurs na scenariusz teatralny ogłoszony przez Teatr Ósmego Dnia. Teraz laureaci zaprezentują efekty swojej pracy. Jako pierwszy, 24 listopada, wystąpi Teatr art. 51. ze Zgierza.

„Ustaw dziecko do pionu. Niech zna swoje miejsce. Niech poczuje chorobę, która rozgościła się w jego ciele na dobre i złe. Niech poczuje słabość, która jest początkiem uległości. Takie wychowanie zaprocentuje w przyszłości. Nowy obywatel doceni opiekę i odrobinę komfortu – będzie za nie wdzięczny. Właściwie czemu miałby z nich rezygnować? Dla niepewności i trudnej do określenia prawdy?”

Tak piszą artyści w opisie spektaklu „Comfort zone vol. 2”.
– W „Comfort Zone vol. 2” drążymy tematy, które nas uwierają.- dodają. – Obecna władza i społeczeństwo z określania norm zrobiła nie tylko fetysz, ale i potężne narzędzie przemocy. Pora powiedzieć: „Sprawdzam!”.

Tydzień później na deskach Ósemek zobaczymy spektakl „bez_tytułu”. To performatywny spektakl skomponowany z herstorii wielu kobiet, połączonych doświadczeniem codziennej opresji, bezsilności i niemocą wyrażenia wściekłości, w którym ważność nadawana jest temu kobiecemu działaniu, które zazwyczaj niewidoczne, może zawierać w sobie akt wielkiej odwagi. Za koncepcję i realizację przedsięwzięcia odpowiedzialni są Magdalena Mellin, Kajetan Hajkowicz, autorem muzyki będzie Hubert Wińczyk.

Specjalna konstrukcja sceny podkreśli napięcie między patrzeniem a byciem obserwowanym / obserwowaną, zwraca uwagę na intymność, siłę, ale i przemoc związaną z obecnością, byciem świadkiem / świadkinią, podkreśla fragmentaryczność widzenia. Celem twórców jest wyjęcie na światło dzienne tego co ukryte i lekceważone, wyjście z zastanego obrazu, próba rozpisania na nowo męskości i kobiecości oraz relacji między nimi. W spektaklu naświetlane będą różne aspekty życia w poszukiwaniu momentu, w którym rodzi się wściekłość oraz innego sposobu jej wyrażania niż przemoc czy agresja.

Jako – nomen omen – ostatnia zaprezentowana będzie propozycja przygotowana przez Latający Cyrk Idei „Ostatnia wieczerza: Slavery still exists”. Spektakl koncentruje się na wyodrębnieniu najważniejszych przyczyn stanu rzeczy, czyli dramatycznego rozziewu między „wzrostem gospodarczym” a poziomem relacji społecznych.

– Spoglądamy na zjawisko w czterech przestrzeniach: religijnej (msza laicka), edukacyjnej (lekcja języka polskiego), domowej (krótka historia kobiety) i mediasfery (przestrzeń publiczna) – mówią twórcy spektaklu. – Niezwykle współcześnie brzmią dzisiaj teksty zespołów punk-rockowych, ale czy ktoś obrazi się, gdy mu wykrzyczymy w twarz „Tchórzy” Dezertera?
Formalnie Slavery still exists to najbardziej spektakl muzyczno-taneczny. To kolejna realizacja, którą Fundacja Pomysłodalnia wypełnia trwającą od kilku lat ideę wspierania kultury pozainstytucjonalnej. W ramach Latającego Cyrku Idei zapraszamy twórców z różnych środowisk, tworzymy sytuacje przyjazne dla integracji twórców offowych reprezentujących różne doświadczenia. Ta premiera to efekt pracy wielu twórców. Za koncept i reżyserię odpowiada Piotr Wyszomirski, scenariusz przygotowali Magdalena Olszewska i Piotr Wyszomirski, za choreografią stoi Katarzyna Pastuszak, a muzyką zajął się Krzysztof Wojciechowski. W spektaklu zobaczymy wizualizacje spod ręki Art Vyrzecky, natomiast twórca plakatu jest Jacek „Jacx Badder” Staniszewski.

24. listopada 2018 19:00
“COMFORT ZONE vol.2”
Teatr ART. 51
Scenariusz i reżyseria: zespół
Występują: Agata Drewnicz-Kaczmarek, Anna Perek-Kowalska, Anna Rogala
Wizualizacje: Bartosz Strusewicz
Technika: Zbyszek Kowalski
Teksty zespół oraz fragmenty tekstów z: Julie Gregory, Noam Chomsky, Christopher Hitchens, Wikipedia, komentarze internetowe

Teatr Ósmego Dnia

Poznań rozbłyśnie na święta

0
Prawie tysiąc światełek ozdobi poznańskie ulice. To jeszcze więcej niż w roku ubiegłym. Tegoroczna iluminacja świąteczna już jest instalowana, a jej rozświetlenie nastąpi na początku grudnia. Na Starym Rynku, tradycyjnie, jak co roku, stanie choinka, która tym razem zalśni na biało-czerwono. Okolicznościowe światełka będą cieszyć oko poznaniaków i turystów do początku lutego 2019 r.

Od ubiegłego roku Boże Narodzenie w Poznaniu jest szczególnie ciepłe i klimatyczne. Stało się tak za sprawą nowego oświetlenia świątecznego, które ozdobiło ulice i place śródmiejskie. Świąteczne iluminacje zaprojektowane zostały w taki sposób, by podkreślić charakter zabytkowych przestrzeni i oddać ducha tych miejsc. Przed tegorocznymi świętami Bożego Narodzenia zobaczymy wszystkie ozdoby, które mogliśmy podziwiać w zeszłym roku. Dojdą jednak też nowe elementy oświetlenia.

Szczególnie pięknie będzie się prezentować Stary Rynek i staromiejskie uliczki. Tak jak w roku ubiegłym, oprócz oświetlenia na latarniach pojawią się tam elementy zdobiące fontanny a także figury przestrzenne. Na Placu Kolegiackim ponownie staną drzwi wejściowe do nieistniejącej już Kolegiaty św. Marii Magdaleny, która przez pół wieku górowała nad miastem, świadcząc o potędze i znaczeniu dawnego Poznania. Pięknie oświetlona zostanie też Śródka, którą znów ozdobią Śródeckie Anioły. Most Biskupa Jordana rozbłyśnie za sprawą kurtyn świetlnych. Oświetlenie świąteczne pojawi się także na innych ulicach: m. in. Fredry, Św. Marcin, na pl. Mickiewicza i Rondzie Kaponiera. Zobaczymy je również na poznańskich rynkach – Jeżyckim, Wildeckim, Wielkopolskim, Łazarskim i Bernardyńskim.

To nie wszystko. Podpisana na okres 3 lat umowa z Wykonawcą pozwoliła na rozszerzenie jej zakresu. Tak więc, przez kolejne 2 sezony (poczynając od tegorocznego) oprócz iluminacji, które mieliśmy okazję oglądać w ubiegłym roku, pojawią się nowe elementy – na części Al. Niepodległości, ul. Królowej Jadwigi, Moście Teatralnym, nowo wyremontowanym odcinku ul. św. Marcin, Al. Marcinkowskiego (przy Podgórnej i Placu Wolności) oraz Moście Dworcowym. Uzupełnione zostanie również oświetlenie na uliczkach wokół Starego Rynku: Wodnej, Sierocej, Franciszkańskiej i Rynkowej.

W sobotę, 1 grudnia, na Starym Rynku, pojawi się świąteczna choinka miejska, którą o godzinie 17.00 osobiście rozświetli prezydent Poznania, Jacek Jaśkowiak. Bożonarodzeniowe drzewko stanie, jak co roku, przed Ratuszem. Ozdoby na świątecznej choince utrzymane będą w kolorystyce biało-czerwonej, co nawiązuje do wyjątkowych rocznic – 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości i 100-lecia wybuchu Powstania Wielkopolskiego. Świąteczne iluminacje będą cieszyć oko poznaniaków do początku lutego 2019 roku.

Projekty Iluminacji powstały w Biurze Koordynacji Projektów i Rewitalizacji Miasta. Biuro koordynuje także pozostałe kwestie związane z realizacją oświetlenia świątecznego.

Autor: UMP

Poznań kontra kluby go-go, czyli bezradny samorząd

0
Denerwujące magistrat kluby go-go z tańcem erotycznym i bardzo drogimi drinkami nadal mogą sobie działać w centrum pierwszej stolicy Polski. Jest to zgodne z prawem.

Walka była długa i zacięta, a trwała kilka lat. Kluby go-go denerwowały jeszcze poprzednika prezydenta Jaśkowiaka, Ryszarda Grobelnego, bo chociaż takie przybytki były w Poznaniu „od zawsze”, to jednak dyskretnie ukryte gdzieś w zakamarkach podwórek czy tylnych oficynach kamienic. Pierwsze takie kluby przy samym Starym Rynku pojawiły się w 2014 roku, budząc powszechną konsternację od samego początku. Jednak nie bardzo było się do czego przyczepić, więc sprawa do sądu ostatecznie nie trafiła.

Jacek Jaśkowiak postanowił jednak walczyć z tym zjawiskiem mimo braku twardych argumentów prawnych. Bo, jak się okazuje, działanie klubu z tancerkami erotycznymi, horrendalnie drogimi drinkami i personelem płci obojga nagabującym klientów na ulicach i na rynku – jest zgodne z prawem. Nie ma znaczenia, że mieszkańcom to się nie podoba i że im przeszkadza, nawet jeśli swoje zastrzeżenia wyrażą na piśmie. Sporym pakietem takich zastrzeżeń dysponuje poznańska policja: w ciągu jednego roku, od marca 2016 do marca 2017 odnotowała w klubach przy Starym Rynku ponad 80 interwencji. Wśród nich były wyłudzenia, kradzieże, bójki, naliczanie zbyt wysokich rachunków, a nawet sytuacja, gdy klienci, zniechęceni cenami i zapewne ofertą, chcieli wyjść z lokalu, a obsługa nie chciała ich wypuścić…

Miasto w swoim pozwie domagało się zamknięcia pięciu klubów go-go właśnie z tych powodów twierdząc, że szkodzi wizerunkowi miasta, zniechęca turystów, co z kolei przekłada się na realne straty przedsiębiorców żyjących z turystyki. Jako dowód prezydent przedstawił wiele skarg, które do niego napływają z tego powodu. No i Stary Rynek, jako wizytówka Poznania, nie jest odpowiednim miejscem na istnienie takiego przybytku.

Jednak Sąd Apelacyjny, jak i wcześniej Sąd Okręgowy, nie podzielił zastrzeżeń prezydenta. Zdaniem sądu prezydent nie udowodnił dostatecznie przekonująco, że rzeczywiście istnienie klubu przynosi szkodę miastu i jego mieszkańcom. Nie udowodnił przede wszystkim tego, że właściciele klubów – nazywanych „nocnymi” – dopuszczali się „zachowań sprzecznych z prawem lub dobrymi obyczajami, a zwłaszcza aby działania pozwanych naruszały dobre imię, renomę i wizerunek Miasta Poznań”. Mecenas Grzegorz Małek, który reprezentował pozwanych, dodał od siebie, że gmina w tej sprawie kreuje się na obrońcę moralności, a przecież z ustawy o samorządzie terytorialnym jasno wynika, że nie jest to zadanie gminy. I przywoływał przykład Marszu Równości, który też budzi mieszane uczucia w zależności od światopoglądu, a przecież co roku przechodzi przez Poznań, i to jeszcze pod patronatem prezydenta.

Można oczywiście polemizować z tą opinią choćby w ten sposób, że Marsz Równości idzie przez miasto raz w roku i trwa to raptem kilka godzin – a klub działa codziennie. I jeszcze nikt nie zarzucił organizatorom marszu, że wyczyścili komuś konto do zera albo sprzedawali drinki po zawyżonych cenach, nie mówiąc o oferowaniu tańców erotycznych. Swoją drogą ciekawe: dlaczego ci obrońcy moralności, którzy tak głośno protestują przeciwko marszom, nie odzywają się w sprawie klubów go-go?

Problem jest jednak znacznie poważniejszy: okazuje się, że w wielu dziedzinach, w tym także w dziedzinie – nazwijmy to za panem mecenasem – moralności gminnej mamy pokaźne dziury w prawie. I wcale nie chodzi tu świętoszkowatość czy hipokryzję poznaniaków. Nie chodzi nawet o obronę panów, którzy podczas wesołej zabawy stracili w klubie duże pieniądze i potrafią udowodnić, że nie działo się tak z ich woli.

Chodzi o to, że taka dziura prawna odbiera mieszkańcom tego miasta prawo do decyzji, co chcą mieć, a czego nie w swoim mieście. To ile jest warta nawet nie moralność, ale samorządność i praworządność, skoro obowiązuje wybiórczo? Właściciel klubu go-go może go sobie otworzyć, gdzie chce. Mieszkaniec Poznania, któremu taki przybytek otwarto pod nosem -nie ma nic do powiedzenia.

W 2016 roku Jacek Karnowski, prezydent Sopotu, napisał list otwarty do Mariusza Błaszczaka, ówczesnego ministra spraw wewnętrznych oraz Mateusza Morawieckiego, ówczesnego ministra finansów. Domagał się w nim, by ministrowie podjęli zdecydowane działania w sprawie ograniczeń prawnych działalności klubów ze striptizem. Sopot również zmagał się z tym problemem – i równie bezskutecznie jak Poznań. „Prezydenci walczą od dłuższego czasu o dobre imię swoich miast, tocząc trudną walkę z firmami – właścicielami klubów go-go” – powiedział prezydent Karnowski „Gazecie Wyborczej”. „Niestety w tej walce – pomimo nagłaśniania sprawy przez media – pozostają osamotnieni”.

Lilia Łada, fot. Lilia Łada

Akademik w Alfie

0
Do końca 2020 roku w jednym z wieżowców Alf przy ul. Św. Marcin powstanie akademik. W budynku znajdzie się 140 apartamentów. Inwestycja wpisuje się w strategię ożywienia tej ulicy w centrum Poznania.

– Kolejny budynek Alfy na Św. Marcinie przejdzie remont i powstanie w nim akademik. To świetna wiadomość, wspierająca proces ożywienia ulicy, lokalne usługi i dowód na to, iż działania Miasta w tym obszarze stymulują prywatne inwestycje – mówi Mariusz Wiśniewski, zastępca prezydenta Miasta Poznania. – Pomysł ulokowania prywatnego akademika w budynku Alfy uważam za znakomity. Pozwoli to nadać nową funkcję temu obiektowi, a także przyciągnie do centrum miasta młodych ludzi. To z kolei przyniesie korzyści okolicznym przedsiębiorcom, sklepom, restauracjom.

Akademik LIV powstanie w drugim z wieżowców Alf, patrząc od strony ul. Gwarnej. Mieścił się tutaj Miastroprojekt. Nowoczesna infrastruktura obiektu, wykończenie pod klucz oraz wykorzystanie w obsłudze nowoczesnych technologii mają zapewnić komfort i poczucie bezpieczeństwa przyszłym mieszkańcom akademika. W częściach wspólnych zaplanowano liczne udogodnienia, w tym m.in. bezpłatne wi-fi, siłownię, pralnię, dużą kuchnię i strefę co-workingową. W akademiku znajdzie się 140 apartamentów z własną łazienką i aneksem kuchennym.

Koncepcja marki LIV zakłada, że najemcami akademików będą osoby od 18 do 35 lat. Zatem nie tylko studenci są mile widziani, ale także absolwenci podejmujący swoją pierwszą pracę. W ciągu roku akademickiego apartamenty mają być wynajmowane studentom i pracownikom uczelni, a w okresie turystycznym – turystom.

– Otwieramy się na osoby podróżujące służbowo oraz na pracowników naukowych przyjeżdżających do ośrodków uniwersyteckich na krótki okres. Rektorzy uczelni, z którymi rozmawialiśmy, zgłaszali taką potrzebę, dlatego w każdym obiekcie planujemy pewną pulę apartamentów przeznaczyć do obsługi krótkoterminowego najmu w trakcie roku akademickiego – tłumaczyła w sierpniu tego roku Agata Kaszub, manager ds. rynku nieruchomości Gent Holding.

Grupa kapitałowa Gent Holding S.A. ogłosiła, że zrealizuje sześć projektów prywatnych akademików: trzy w Gdańsku oraz po jednym w Krakowie, Poznaniu i Katowicach. Według harmonogramu obiekty przyjmą pierwszych studentów jesienią 2020 r. i będzie w nich łącznie tysiąc miejsc noclegowych. Docelowo, w ciągu pięciu-sześciu lat, marka LIV chce ich mieć w Polsce ok. 20 tys.

Poznań, jako trzeci co do wielkości największy ośrodek akademicki w Polsce, cieszy się dużym zainteresowaniem zarówno wśród inwestorów, jak i studentów. Atrakcyjność Wielkopolski potwierdzają dane statystycznej – 23 uczelnie wyższe, 110 tysięcy studentów, w tym blisko 3700 zza granicy.

Autor: UMP

Trzy Tramwajarki mają już swój skwer

0
Helena Przybyłek, Maria Kapturska i Stanisława Sobańska, trzy dzielne tramwajarki Poznańskiego Czerwca, od dziś mają swój skwer i tablicę pamiątkową na poznańskich Jeżycach.

Trzy Tramwajarki były uczestniczkami i ofiarami Poznańskiego Czerwca ’56. Szły na czele demonstracji, z biało-czerwonym sztandarem, która 28 czerwca wkroczyła w ulicę Kochanowskiego, przed urząd bezpieczeństwa. Uwieczniono je na jednym z najsłynniejszych zdjęć Poznańskiego Czerwca.

Tramwajarki były przekonane, że wojsko nie odważy się otworzyć do nich ognia, skoro są bezbronne i niosą polską flagę. Pomyliły się. Strzały padły, a jedna z nich, Helena Przybyłek, została poważnie ranna. Nigdy już nie mogła chodzić. Strzały wywołały agresję tłumu ludzi – i to od tego zdarzenia rozpoczęły się walki.

Na pomysł uhonorowania tramwajarek skwerem i pamiątkową tablicą wpadli członkowie Fundacji Kochania Poznania. Wsparli go radni – jeszcze w czerwcu podjęli uchwałę, by skwer u zbiegu ulic Kochanowskiego i Dąbrowskiego otrzymał imię Trzech Tramwajarek.

Termin uroczystości wyznaczono na 23 listopada, a skwer w tym czasie poddano starannej renowacji: pojawiły się nowe nasadzenia, ławeczki i nowa nawierzchnia alejek, by wszystko było gotowe na 23 listopada, bo wtedy zaplanowane uroczyste odsłonięcie tablicy pamiątkowej na skwerze. Fundacja Kochania Poznania cały czas szukała rodzin tramwajarek, by zaprosić je na tę uroczystość – niestety, udało się odnaleźć tylko rodzinę zmarłej sześć lat temu Stanisławy Sobańskiej. Jej córka, niezwykle wzruszona, była honorowym gościem uroczystości.

Pomysł cały czas wspierało też Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne. Wojciech Tulibacki, prezes MPK, powiedział podczas otwarcia, że firma pamięta o tych, którzy w tych ciężkich czasach mieli odwagę upomnieć się o podstawowe prawa człowieka – przede wszystkim to do godziwego wynagrodzenia za wykonywaną pracę.

el. fot. Fundacja Kochania Poznania

Kolejny inwestor rekrutuje w Poznaniu

0
Arvato Polska, firma oferująca kompleksowe rozwiązania outsourcingowe, planuje zatrudnić w Poznaniu 100 osób ze znajomością języka niemieckiego. Rekrutacja nowych pracowników już ruszyła.

Arvato CRM Solutions w Polsce jest jedną z dywizji firmy Arvato Polska, należącej do międzynarodowego koncernu Bertelsmann. Zespół zaufanych doradców dostarcza klientom kompleksowe usługi wysokiej jakości, oferuje zintegrowane i zaawansowane rozwiązania IT bazujące na najnowszych technologiach i im optymalizować ich kluczowe procesy, zwiększając tym samym ich przewagę konkurencyjną na rynku.

Firma świadczy kompleksowe usługi outsourcingowe w zakresie 3 grup rozwiązań: CRM (wielokanałowa obsługa klientów – call/contact center, back office, telesprzedaż), SCM (logistyka kontraktowa, obsługa programów lojalnościowych, e-commerce, healthcare) oraz FS (specjalistyczne usługi finansowe: faktoring, monitoring należności, windykacja, postępowanie sądowe i egzekucyjne, zakup wierzytelności, BPO finansowe, risk management).

Obecna rekrutacja wiąże się z pozyskaniem przez firmę nowego klienta – PayPal. Nowy projekt Arvato został uruchomiony w centrum Poznania, w biurowcu Maraton przy ul. Królowej Jadwigi 43. Intensywna kampania rekrutacyjna nowych pracowników już trwa. Poszukiwane są osoby ze znajomością języka niemieckiego na poziomie B2 lub B2+, zaangażowane i sumienne, chcące zdobyć doświadczenie.

– Cieszymy się, że ważny gracz rynku finansowego PayPal dołącza do grona klientów Arvato, wśród których zawsze były znane międzynarodowe i polskie firmy – mówi Katarzyna Sobocińska, zastępca dyrektora Biura Obsługi Inwestorów Urzędu Miasta Poznania. – Arvato to jeden z najstarszych oraz aktualnie największy poznański inwestor w branży BPO (Business Process Outsourcing, z ang. Outsourcing Procesów Biznesowych). Od lat angażuje się w projekty Miasta Poznania mające na celu promowanie kompetencji istotnych na współczesnym rynku pracy oraz dba o rozwój swoich pracowników, oferując im np. naukę języków obcych, wyznaczając dobre trendy dla innych pracodawców.

Do zadań nowych pracowników należy pomaganie klientom niemieckojęzycznym w różnych kanałach komunikacji (telefon, e-mail, chat) w zakresie szybkiego i skutecznego rozwiązywania ich problemów technicznych, związanych z logowaniem do systemu, kontami użytkowników oraz płatnościami. Pracodawca oferuje system szkoleń, między innymi językowych. Pracownicy zatrudniani są w oparciu o umowy o pracę z konkurencyjnym wynagrodzeniem oraz benefitami.

Grupa Arvato Polska Sp. z o.o. w piętnastu lokalizacjach zatrudnia ponad 4000 współpracowników.

Więcej informacji można znaleźć na stronach: www.pracazniemieckim.pl, www.arvato.pl, www.praca.arvato.pl

Autor: UMP

Marek Wożniak ponownie marszałkiem Wielkopolski

0
– Cieszę się, że udało nam się stworzyć szeroką koalicję demokratyczną w sejmiku nowej kadencji – powiedział marszałek Marek Wożniak, prezentując skład nowego zarządu województwa.

Skład zarządu w zasadzie nie zaskoczył: weszli do niego oprócz Marka Woźniaka (KO) także Krzysztof Grabowski (PSL), Marzena Wodzińska (KO), Jacek Bogusławski (KO) i Wojciech Jankowiak (PSL).
– Przed nami 5 lat – skomentował ten ostatni. – Wiem że będą pracowite, ale mam nadzieję że i owocne, a przede wszystkim pełne przyjaznego zrozumienia.

Przewodniczącym sejmiku został dość nieoczekiwanie Wiesław Szczepański z SLD ku oburzeniu radnych z Prawa i Sprawiedliwości. Wprawdzie od początku było wiadomo, że na współrządzenie regionem nie mogą liczyć, jednak jego politycy liczyli na jedno stanowisko w zarządzie. Nie dostali go – wsparcie SLD zapewniło koalicji samodzielne rządy regionem.

– To ugrupowania, które są za państwem zdecentralizowanym i za silnym członkostwem Polski w Unii Europejskiej – podsumował na swoim profilu marszałek. – Łączy nas silna podstawa programowa i to, że mimo pewnych rozbieżności, potrafimy się porozumieć dla dobra silnego i stabilnego samorządu Wielkopolski. Teraz będziemy podejmować – ze spokojem – kluczowe decyzje, korzystne dla jej dalszego dobrego rozwoju. Przed nami kolejne wyzwania, choćby wypracowanie nowej strategii dla Wielkopolski do 2030 roku. I inwestycje, i jeszcze raz inwestycje w kluczowe dziedziny naszego życia.

Wiceprzewodniczącymi sejmiku zostali Małgorzata Waszak (KO), Marek Gola (KO) i Jarosław Maciejewski z PSL.

el

Protest pod urzędem miasta i petycja dla prezydenta

0
Przedstawiciele OZZ Inicjatywy Pracowniczej protestowali dzisiaj pod urzędem miasta przeciwko złemu traktowaniu pracowników w spółce, która miała pilnować obiektów zarządzanych przez ZKZL.

Związkowcy podkreślali, że w ostatnich latach wielokrotnie byli światkami nadużyć przy zatrudnianiu osób na zasadach outsourcingu. Osoby zatrudnione na takich zasadach miały często być zmuszane do dłużej pracy, niż ta wynikająca z ich oficjalnej umowy. Dodatkowo pracodawcy często uchylali się od płacenia w terminie składek, a czasami nawet regularnego wypłacania pensji. Powszechną praktyką było również podpisanie, tak zwanych umów śmieciowych z pracownikami.

Inicjatywa Pracownicza również przybliżyła proces do jakiego dochodziło przy części tego rodzaju zatrudnień. Firma wygrywająca przetarg podpisywała umowę z podwykonawcą, który zatrudniał pracowników, a jeszcze inny podwykonawca zajmował się wypłatami wynagrodzeń. Część z nich dodatkowo rejestrowała się za granicą, co skutecznie utrudniało pracownikom w nich zatrudnionych walkę z nadużyciami.

W związku z tym związkowcy uważają, że jednym sposobem rozwiązania problemu jest wyeliminowanie outsourcingu, a zamiast tego instytucje publiczne powinny zacząć zatrudniać pracowników samodzielnie.

Co istotne, związkowcy zwracają również uwagę, że oferty, które wygrywają w przetargach często są niemożliwe do zrealizowania. Przykładowo w przypadku Ratajczaka 44, w sumie do przepracowania jest 3048 godz. co brutto daję kwotę 50.322,48 zł (13,70 za godzinę, co daje dla pracodawcy koszt 16,51). Oferta, która wygrała jednak przetarg wynosiła… niecałe 50 tysięcy.

Przedstawiciele związków domagają się:

  • żeby osoby zostały zatrudnione przez ZKZL lub inną podległą miastu spółkę;
  • audytu, który zweryfikuje formy zatrudniania w jednostkach miejskich;
  • wyciągnięcia konsekwencji wobec firm, które dopuściły się nieprawidłowości;
  • wyrównania szkody pracowników poniesionych w tej sprawie, zwłaszcza w stosunku do wynagrodzenia.

Związkowcy udali się z petycją do Jacka Jaśkowiaka, prezydenta Poznania, który jednak w tym czasie był na sesji rady sejmiku. Po złożeniu petycji w jego biurze, wychodząc trafiliśmy na wracającego prezydenta, który obiecał zaraz odnieść się do sprawy. Następnie wszedł do swojego gabinetu, a do nas wysłał swoją rzeczniczkę prasową, która obiecała, że pan prezydent się z petycją zapozna. Kiedy? Nie wiadomo.

Katarzynki: noc wróżb i czarów

0
Lanie wosku i wróżenie z butów – wszystkie te zabawy kojarzą nam się z andrzejkami, które są „od zawsze” czasem wróżb. Ale jeszcze sto lat temu równie często wróżyło się w katarzynki.

Co prawda nie wszyscy mogli w katarzynki wróżyć. Noc przed dniem świętej Katarzyny Aleksandryjskiej (czyli z 24 na 25 listopada) była przeznaczona wyłącznie dla… kawalerów. I to głównie tych, którzy chcieli się dowiedzieć, jaką też partnerkę szykuje im los – i czy znajdzie im ją szybko…

Dlaczego akurat wtedy? Bo święta Katarzyna była uznawana za patronkę cnotliwych kawalerów, którzy pragną szczęścia w miłości. Albo niegdyś było o to trudniej niż dziś, albo też panowie lubili się wspomagać siłą wyższą na wszelki wypadek – nic więc dziwnego, że w wigilię katarzynek sięgali po magiczne sposoby poznania tej jednej wymarzonej lub też przyciągnięcia jej uwagi, jeśli już jakąś mieli na oku. Nie bez powodu mądrość ludowa głosiła: „Na świętej Katarzyny pod poduszką są dziewczyny”…

A jak wróżyli sobie drzewiej panowie? Najprostszym sposobem było zapamiętanie snu, który przyśnił się tej nocy. Dziewczyna z marzeń sennych z pewnością była tą właśnie wielką miłością, która powinna się objawić także w realu. By przysniał się na pewno – można było pod poduszkę włożyć jakiś fragment dziewczęcej garderoby. Bardziej wymagający przygotowywali karteczki z imionami dziewcząt, by rano, po przebudzeniu, wyciągnąć jedną z nich i w ten sposób poznać imię przyszłej żony.

Nawet jeśli twarz tej wyśnionej ukochanej we śnie nie wystąpiła, to i tak warto było zapamiętać okoliczności snu. Jeśli pojawiał się w nim motyw drogi, jazdy pociągiem lub samochodem, znaczyło to, że dziewczyna nie będzie tutejsza, więc trzeba się rozglądać za nią nieco dalej od domu. Jeśli natomiast przyśnił się płot, oznaczało to, że to będzie dziewczyna z najbliższej okolicy. Nóż, miecz i inne ostre narzędzia oznaczały, że w miłości będzie sporo przeszkód.

Panowie wosku nie lali, ale za to wróżyli z trzech kubków. Trzeba było pod jednym z nich ukryć obrączkę, a potem tak poprzestawiać wszystkie trzy, by obserwujący nie wiedzieli, pod którym naczyniem ona jest i mogli wybierać tylko kierując się intuicją. Jesli ta ich nie zawodziła i znajdowali obrączkę pod wskazanym kubkiem – oznaczało to rychłe wesele z wybraną dziewczyną. Każda nieudana próba oznaczała kolejny samotny rok…

Męskie wróżby obecnie raczej się nie odbywają i głównie wróżą panie, w wigilię andrzejek. Trudno jednak powiedzieć, czy to dlatego, że panom wróżby się nie sprawdzały i zrezygnowali, a panie odznaczają się większą wytrwałością – czy też robią to dalej, ale po prostu się nie chwalą…

el