Protest pod urzędem miasta i petycja dla prezydenta

Przedstawiciele OZZ Inicjatywy Pracowniczej protestowali dzisiaj pod urzędem miasta przeciwko złemu traktowaniu pracowników w spółce, która miała pilnować obiektów zarządzanych przez ZKZL.

Związkowcy podkreślali, że w ostatnich latach wielokrotnie byli światkami nadużyć przy zatrudnianiu osób na zasadach outsourcingu. Osoby zatrudnione na takich zasadach miały często być zmuszane do dłużej pracy, niż ta wynikająca z ich oficjalnej umowy. Dodatkowo pracodawcy często uchylali się od płacenia w terminie składek, a czasami nawet regularnego wypłacania pensji. Powszechną praktyką było również podpisanie, tak zwanych umów śmieciowych z pracownikami.

Inicjatywa Pracownicza również przybliżyła proces do jakiego dochodziło przy części tego rodzaju zatrudnień. Firma wygrywająca przetarg podpisywała umowę z podwykonawcą, który zatrudniał pracowników, a jeszcze inny podwykonawca zajmował się wypłatami wynagrodzeń. Część z nich dodatkowo rejestrowała się za granicą, co skutecznie utrudniało pracownikom w nich zatrudnionych walkę z nadużyciami.

W związku z tym związkowcy uważają, że jednym sposobem rozwiązania problemu jest wyeliminowanie outsourcingu, a zamiast tego instytucje publiczne powinny zacząć zatrudniać pracowników samodzielnie.

Co istotne, związkowcy zwracają również uwagę, że oferty, które wygrywają w przetargach często są niemożliwe do zrealizowania. Przykładowo w przypadku Ratajczaka 44, w sumie do przepracowania jest 3048 godz. co brutto daję kwotę 50.322,48 zł (13,70 za godzinę, co daje dla pracodawcy koszt 16,51). Oferta, która wygrała jednak przetarg wynosiła… niecałe 50 tysięcy.

Przedstawiciele związków domagają się:

  • żeby osoby zostały zatrudnione przez ZKZL lub inną podległą miastu spółkę;
  • audytu, który zweryfikuje formy zatrudniania w jednostkach miejskich;
  • wyciągnięcia konsekwencji wobec firm, które dopuściły się nieprawidłowości;
  • wyrównania szkody pracowników poniesionych w tej sprawie, zwłaszcza w stosunku do wynagrodzenia.

Związkowcy udali się z petycją do Jacka Jaśkowiaka, prezydenta Poznania, który jednak w tym czasie był na sesji rady sejmiku. Po złożeniu petycji w jego biurze, wychodząc trafiliśmy na wracającego prezydenta, który obiecał zaraz odnieść się do sprawy. Następnie wszedł do swojego gabinetu, a do nas wysłał swoją rzeczniczkę prasową, która obiecała, że pan prezydent się z petycją zapozna. Kiedy? Nie wiadomo.