Latają nisko nad domami, także w nocy, a ich silniki hałasują nie dając spać. Takie skargi od mieszkańców Piasków i Folwarku otrzymują regularnie władze gminy Witkowo. Powodem są wojskowe śmigłowce ćwiczące w pobliżu Witkowa.
Jak się okazało, powodem kłopotów jest lotnisko cywilne we wsi Folwark. Radio Poznań informuje, że jego właściciel podpisał umowę z wojskiem na udostępnienie lotniska do ćwiczeń. Problem w tym, że lotnisko znajduje się tuż przy domach. Startujące i lądujące śmigłowce, także w nocy, wywoływały hałas mocno utrudniający życie okolicznym mieszkańcom.
Płk Dariusz Płuciennik, zastępca 33. Bazy Lotnictwa Transportowego w Powidzu, zapewnia, że ćwiczenia odbywały się zgodnie z prawem, ale skoro mieszkańcom to tak przeszkadza, to wojsko będzie wybierało do ćwiczeń tereny bardziej odległe od domów mieszkalnych. Także na lotnisku w Folwarku odtąd ćwiczenia będą się odbywały na tym bardziej odległym od domów krańcu.
Mieszkańcy potwierdzają, że rzeczywiście śmigłowce się przeniosły i jest teraz znacznie ciszej.
„Chcemy edukacji a nie więzienia ” oraz „Nie dla ustawy tak dla wiedzy”. Z takimi transparentami grupa młodzieży protestowała w piątek przeciwko zakazowi edukacji seksualnej przed biurem senatora Roberta Gawła z PiS. Sam senator był w tym czasie w Warszawie.
Jak informuje Radio Poznań, to młodzi członkowie Lewicy zorganizowali tę akcję, by zaprotestować przeciwko pracom i ewentualnemu wprowadzeniu w życie ustawy obywatelskiej fundacji „Pro prawo do życia”. Nie zgadzają się na zapis w ustawie mówiący o karze więzienia za edukację seksualną w szkołach. Nie przekonuje ich tłumaczenie polityków Prawa i Sprawiedliwości, że chodzi tu tylko o ochronę dzieci poniżej 15 roku życia, które nie są przygotowane na to, by mówiono im o seksie nawet na lekcjach, a nie o karanie kogokolwiek za prowadzenie takich zajęć.
Jednak młodych ludzi to nie przekonuje. Uważają, że zapisy projektu ustawy są bardzo mało precyzyjne i mogą być różnie interpretowane. Dlatego należy do jej zapisów wprowadzić poprawki, żeby nie było wątpliwości co do jej interpretacji.
Nareszcie będzie można bezpiecznie i wygodnie przejść z ulicy Winogrady na za Cytadelą. Na miejscu błotnistej, wąskiej i ciemnej dróżki powstaje wygodny chodnik. Z oświetleniem.
Z inwestycji jest bardzo zadowolona Halina Owsianna, radna miejska i radna Osiedla Stare Winogrady.
– Wreszcie rozpoczęły się prace związane z ucywilizowaniem przejścia – mówi. – Będzie chodnik z oświetleniem, zgodnie z moją poprawką budżetową zaakceptowaną w poprzednie kadencji. Powstanie dzięki temu nowe dojście do parku Cytadela i – co ważne – bezpieczne, doświetlone dojście do szkoły „Łejery”.
Jak informuje Zarząd Dróg Miejskich w Poznaniu, chodnik wraz z oświetleniem będzie gotowy do końca roku.
Odpocznij, napraw rower, naładuj telefon – zaprasza Zarząd Dróg Miejskich. Na pętli tramwajowej na Górczynie czekają na chętnych multimedialne ławki, dzięki którym to wszystko jest jak najbardziej możliwe.
Piesi i rowerzyści poruszający się w rejonie pętli tramwajowej na Górczynie mogą już korzystać z multimedialnych ławek, zintegrowanych ze stacjami naprawy rowerów. Projekt został sfinansowany ze środków Poznańskiego Budżetu Obywatelskiego 2019.
Jednym z projektów rejonowych, które zwyciężyły w ubiegłorocznej edycji PBO były „Inteligentne skwery Kwiatowego, Ławicy i Górczyna”, przewidujące powstanie między innymi nowoczesnych stref odpoczynku mieszkańców z ławkami solarnymi i samoobsługowymi stacjami naprawy rowerów. Dwa tego rodzaju urządzenia zostały zamontowane w rejonie pętli tramwajowej na Górczynie.
Pierwsza z ławek znajduje się po północnej stronie skrzyżowania ul. Głogowskiej i Ściegiennego, a druga przy przejściu podziemnym od strony ul. Rakoniewickiej. Obie ławki sąsiadują ze zlokalizowanymi w tych miejscach parkingami dla rowerów.
Multimedialne meble składają się z ławek połączonych z samoobsługowymi stacjami naprawy rowerów. Te ostatnie wyposażone są w komplety narzędzi niezbędnych do usuwania najczęstszych usterek i regulacji jednośladów oraz kompresory. Podczas naprawy roweru lub odpoczynku można doładować smartfon, korzystając z ładowarki indukcyjnej lub gniazda USB. Całość zasilana jest energią z paneli słonecznych. Gniazdo USB zostało również opisane w alfabecie Braille’a, aby ułatwić użycie go przez osoby z dysfunkcjami wzroku.
Ławki kosztowały 24 tysiące złotych, a ich montaż został sfinansowany ze środków Poznańskiego Budżetu Obywatelskiego 2019. Za realizacją projektu, którego są elementem, zagłosowało 797 mieszkańców Poznania.
Jeśli sytuacja się nie zmieni – kaliski szpital od listopada zostanie bez lekarzy na oddziale psychiatrycznym. Prawie wszyscy zatrudnieni tam lekarze złożyli wypowiedzenia. Także ordynator i jego zastępca.
Dyrekcja szpitala zapewnia, że oddział nie zostanie zamknięty, ale nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, skąd weźmie lekarzy, by w nim pracowali. Co ciekawe, tym razem nie chodzi o pieniądze, ale o warunki pracy i problemy związane z bieżącym funkcjonowaniem oddziału. Tak to przedstawił Radiu Poznań Rafał Żelanowski, były ordynator oddziału. Podkreślił przy tym, że chociaż on sam zarabiał o 270 zł mniej niż przewiduje ustawa Ministra Zdrowia, to jednak nie o pieniądze w tym sporze chodziło i on sam żadnych pieniędzy nie chce. Głównym problemem były warunki pracy w oddziale i to dlatego on oraz pozostali lekarze złożyli wypowiedzenia.
Wojewódzki Szpital Zespolony w Kaliszu ogłosił konkurs dla lekarzy ze specjalizacją do pracy na oddziale psychiatrycznym. Otwarcie ofert odbędzie się w najbliższy wtorek. Wówczas okaże się, czy zgłosili się chętni z odpowiednimi kwalifikacjami i czy będzie miał kto leczyć pacjentów od listopada.
Podczas kolejnej wizyty w Poznaniu europoseł Leszek Miller zapewnił, że zamierza często bywać w regionie, z którego wszedł do PE. Powiedział też, że jego zdaniem w wyborach prezydenckich Lewicę powinien reprezentować Robert Biedroń.
Jednak jego zdaniem – jak powiedział Radiu Poznań – wspólny kandydat opozycji w pierwszej turze wyborów jest mało realny. To raczej w drugiej turze jest na to szansa, a Leszek Miller uważa, że cała opozycja powinna poprzeć jednego kandydata. Najlepszym kandydatem byłby Donald Tusk. To wybitny polityk i ma wszelkie dane po temu, żeby jego prezydentura stała na najwyższym poziomie. Ale w pierwszej turze, jako kandydat Lewicy, powinien wystartować Robert Biedroń.
Leszek Miller jest zdania, że – by opozycja miała realnie coś do powiedzenia – powinna stworzyć jeden wspólny klub sejmowy. Wtedy, z tym ciekawym układem sił, jaki mamy między Sejmem a Senatem, mogłaby odgrywać znaczącą rolę. Czy to się jednak uda – to obecnie trudno powiedzieć.
Europoseł Miller obiecał też, że zamierza częściej bywać w Wielkopolsce, bo czuje się reprezentantem tego regionu.
Jeszcze trzy odcinki pozostały do zakończenia budowy S5 w Wielkopolsce: Poznań-Wronczyn, Wronczyn-Kościan i Kościan- Radomicko. Wszystkie mają być gotowe do końca tego roku.
Budowa trwa pełna parą i wszystko wskazuje na to, że perypetie z inwestycją dobiegły końca. Przypomnijmy, że S5 miała być gotowa na przełomie 2108 i 2019 roku, ale wtedy udało się uruchomić zaledwie jedną nitkę. Późniejszy termin, w czerwcu tego roku, nie został dotrzymany, bo włoski wykonawca zszedł z budowy.
Jednak teraz, jak podaje 'Głos Wielkopolski”, wygląda na to, że kolejny termin, do końca tego roku, zostanie dotrzymany. Budowa trwa bez zakłóceń, a prace idą pełną parą. Jeśli nie będzie zawirowań w kwestii pozwolenia na użytkowanie, to droga zostanie oddana do użytku pod koniec roku. Wtedy też kierowcy będą mieli do dyspozycji dwujezdniową, komfortową trasę z Poznania do Wrocławia.
Sąd Apelacyjny w Poznaniu zadecydował o przesunięciu kolejnej rozprawy w sprawie przejęcia kontroli przez gang nad dyskoteką w Opalenicy na listopad. Chce jeszcze raz przesłuchać „Ramzesa”.
Jak informuje „Głos Wielkopolski”, w 2014 roku wielokrotnie karany przestępca Marek F., ps. „Western” został zatrzymany na zbrojne przejęcie dyskoteki. Prokuratura zarzuciła obu mężczyznom użycie podczas przejęcia atrap broni palnej, pałek i kijów bejsbolowych. W kwietniu ubiegłego roku zostali nieprawomocnie skazani. „Western” na 7 lat więzienia, a Damian W., ps. „Donald”, na 8 lat więzienia. Wyroki skazujące usłyszeli również inni uczestnicy przejęcia, między innymi Paweł P., ps. „Ramzes”, który później zaczął współpracować z prokuraturą, za co mu znacznie złagodzono wyrok.
Zeznania „Ramzesa” obciążyły „Westerna” w sprawie dyskoteki – jednak trzy miesiące temu „Western” przekazał sądowi nagranie rozmowy, do jakiej doszło między nim i „Ramzesem” w Kiekrzu. „Ramzes” przyznaje w niej, że złożył fałszywe zeznania, by obciążyć „Westerna”, bo prokuratura chciała go oskarżyć za zgwałcenie dwóch kobiet. Sam „Ramzes” zapytany o tę rozmowę powiedział, że okłamał „Westerna”, bo bał się zemsty gangu i chciał sobie zapewnić bezpieczeństwo.
Sprawą nagrań rozmowy i przejęcia dyskoteki zajmuje się poznański sąd apelacyjny. Kolejna rozprawa ma się odbyć w listopadzie. Sąd zamierza ponownie przesłuchać „Ramzesa”, wszystkich oskarżonych – i wydać wyrok.
Jacek D., który próbował podpalić dom należący do jego rodziny, a później uciekł do lasu, został złapany. Policjanci zatrzymali go po trzech tygodniach poszukiwań w okolicach Zatomia Nowego.
Jacek D. w nocy z 22 na 23 września próbował podpalić swój dom w Kaplinie. W tym czasie w domu przebywała cała jego rodzina. Podpalenie nie udało się, a sprawca uciekł do pobliskiego lasu. Był drwalem, więc doskonale znał wszystkie okoliczne leśne ostępy.
Dlaczego chciał podpalić dom, i to jeszcze z krewnymi? Mieszkańcy wsi twierdzili, że poszło o sprawy spadkowe. Jacek D. miał przepisać dom krewnym za opiekę, jednak wspólne życie im się nie układało. Krewni, gdy już byli pewni, że dom należy do nich, utrudniali życie Jackowi D. jak mogli, odcinając mu dopływ wody albo prądu. Podobno Jacek D. kilkakrotnie zgłaszał policji, że rodzina się nad nim znęca. On sam uchodził we wsi za dobrego, łagodnego człowieka.
Przez trzy tygodnie kilkuset policjantów z Międzychodu i Poznania przeszukiwało Puszczę Notecką, by znaleźć uciekiniera. W końcu po trzech tygodniach znaleźli go koło Zatomia Nowego, kilka kilometrów od Kaplina. Był skrajnie wyczerpany. Mężczyzna został przewieziony do aresztu śledczego w Szamotułach. Tam usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa i zniszczenia mienia.
Jacek D. przyznał się do zarzutów. Sąd zadecydował, że na proces poczeka w areszcie.
Pod takim hasłem odbędzie się w sobotę, 19 października, protest przed tureckim konsulatem w Poznaniu. Poznańscy anarchiści z Rozbratu zapraszają wszystkich, by wspólnie zaprotestowali przeciwko rzezi odbywającej się w okolicach Rojavy.
W ubiegłym tygodniu wojska tureckie wkroczyły na teren północno-wschodniej Syrii z zamiarem ostatecznego pokonania kurdyjskich Ludowych Jednostek Samoobrony (YPG). Turcy uważają ich członków za terrorystów, jednak Europa Zachodnia i Amerykanie okazywali im wsparcie, gdy walczyli z siłami Państwa Islamskiego w Syrii. Syryjskie Siły Demokratyczne, których są częścią, odegrały decydującą rolę w pokonaniu ISIS; teraz kontrolują większość północnych terenów tego kraju.
Wczoraj siły kurdyjskie zaakceptowały porozumienie o przerwaniu ognia z Turcją. Turcja chce bezpiecznej strefy przygranicznej i odejścia z niej Kurdów. Jednak mimo porozumienia na granicy nadal słychać strzały, jak donosi reporter agencji Reutera.
Wojna zmusiła ponad 200 tysięcy ludności cywilnej do ucieczki ze swoich domów. Według szacunków dotąd zginęło tam ponad 200 osób, kolejne 500 zostało rannych. Z rąk najemników zginęła działaczka i aktywistka kurdyjska Hevrin Khalaf. Hevrin była sekretarz generalną Partii Przyszłej Syrii, a przede wszystkim znaną i cenioną w Rojavie działaczką praw kobiet i mniejszości.
Demonstracja odbędzie się 19 października w samo południe przed konsulatem Turcji w pałacu Działyńskich, Stary Rynek 78/79.
Anastazja Molga, szefowa Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów, nie naruszyła dóbr osobistych Waldemara Witkowskiego, prezesa SM Ciegielskiego. Tak uznał Sąd Apelacyjny w Poznaniu.
Sprawa zaczęła się od… internetowej kłótni. Waldemar Witkowski, który poza tym, że jest prezesem spółdzielni, jest też działaczem Unii Pracy, napisał w jednym z portali społecznościowych, że „człowiek jest najważniejszy”. Anastazja Molga skomentowała to pisząc: „Szkoda, że pan tak nie mówił, gdy wyrzucał z mieszkania człowieka przykutego do łóżka i to w dodatku przed Świętami Bożego Narodzenia. Wtedy najważniejsze było mieszkanie, które i tak stało puste”.
Prezes Witkowski poczuł się urażony wpisem działaczki. Żądał przeprosin, wpłaty 10 tysięcy zł na cele społeczne i wytoczył jej sprawę, która oparła się aż o sąd apelacyjny. Zgodnie z jego wyrokiem – jak podaje Radio Poznań – zarzuty prezesa Witkowskiego są całkowicie nieuzasadnione, słowa działaczki stanowią dopuszczalną krytykę i miały charakter wyłącznie ocenny. On sam, jako osoba publiczna, powinien wykazywać się większą odpornością na krytykę społeczną swoich zachowań.
Wyrok sądu jest prawomocny. Waldemara Witkowskiego nie było na jego ogłoszeniu, była natomiast Anastazja Molga, która stwierdziła, że cieszy się z wyroku, uważa go za sukces, szkoda tylko, ze musiała stracić na to tyle czasu.
Zdaniem ministerialnych prawników Ogólnopolskie Stowarzyszenie Wiedzy o Szczepieniach „STOP NOP” mogło popełnić przestępstwo oskarżając lekarzy o świadome podawanie pacjentom leków, które mają doprowadzić do śmierci. Takie oskarżenie całego środowiska jest przestępstwem.
Jak informuje „Głos Wielkopolski”, stowarzyszenie zaapelowało na swoim profilu FB o zgłaszanie sytuacji, w których lekarze poprzez swoje czyny doprowadzili do śmierci pacjenta. Konkretnie chodziło o przypadki podawania pacjentom dużych dawek leków przeciwbólowych, co prowadzi do ich śmierci. Takie zdarzenia – zdaniem STOP NOP – mają miejsce na oddziałach intensywnej terapii. Lekarze podają pacjentom takie leki jak propofol, fentanyl, kwetapina, morfina, oxynorm, w historii piszą wtedy, że pacjent jest nieprzytomny, bez świadomości. Innym sposobem obezwładnienia chorego jest zabieg tracheostomii i PEG.
Po co jednak lekarze mieliby to robić? STOP NOP i to potrafi wyjaśnić. Członkowie stowarzyszenia twierdzą, że śmiertelną dawkę leków podaje się po to, by ulżyć choremu w cierpieniu i zwolnić szpitalne łóżka. Natomiast zabiegi są przeprowadzane dlatego, że NFZ bardzo dobrze za nie płaci.
Z tego powodu ministerstwo zdrowia złożyło do prokuratury zawiadomienie o możliwym popełnieniu przestępstwa przez autorów posta, który wprost oskarża lekarzy o świadome podawanie pacjentom leków, które mają doprowadzić do niewydolności oddechowej i śmierci w celu zwolnienia łóżek w szpitalach i finansowych korzyści. Takie oskarżenie godzi w dobre imię całego środowiska medycznego, ale też poprzez rozpowszechnianie tych nieprawdziwych informacji może narazić na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia tych, którzy w to uwierzą. A to już poważne przestępstwo, za które grozi kara więzienia od sześciu miesięcy do ośmiu lat.
Najwyraźniej argumenty ministerstwa okazały się przekonujące, bo stowarzyszenie STOP NOP zmieniło treść posta. Teraz przepraszają wszystkich porządnych lekarzy, którzy nie dybią na życie pacjentów i rzetelnie wykonują swój zawód, jeśli poczuli się urażeni. Ale nadal apelują o sprawdzanie dokumentacji medycznej pacjentów zmarłych na IOIOMie. A Justyna Socha, prezes stowarzyszenia, cieszy się z zawiadomienia prokuratury przez ministerstwo. Jej zdaniem skłoni to pacjentów do powstania z kolan, a lekarzy – do zaprzestania nieetycznych czynów. I może nawet uzdrowi system ochrony zdrowia w Polsce, który jest głęboko chory.
Był ostatnim przedwojennym komendantem Policji Państwowej w Gnieźnie. Za wojskową i policyjną służbę był wielokrotnie odznaczany. Dla dobra ojczyzny poświęcił to co najcenniejsze – życie. Komisarz Józef Wróblewski doczekał się tablicy pamiątkowej na ścianie komendy.
Inicjatorem wmurowania tablicy był insp. Przemysław Kozanecki, Komendant Powiatowy Policji w Gnieźnie, przy ścisłej współpracy z Komendą Wojewódzką Policji w Poznaniu oraz rodziną komisarza Józefa Wróblewskiego.
– Dzisiaj przed siedzibą Komendy Powiatowej Policji w Gnieźnie odsłonimy tablicę zasłużonego funkcjonariusza przedwojennej Policji Państwowej komisarza Józefa Wróblewskiego, który w latach 1938-1939 był kierownikiem Komisariatu Policji Państwowej w Gnieźnie. Uhonorujemy w ten sposób patriotę, Powstańca Wielkopolskiego, żołnierza i policjanta, a przede wszystkim człowieka. Spotykamy się, by przywrócić pamięć o nim. To nasz obowiązek. To fundament etosu naszej służby, źródło naszej zawodowej wspólnoty – mówił insp. Przemysław Kozanecki.
Obchody rozpoczęły się 17 października od uroczystej mszy świętej w Katerze Gnieźnieńskiej pod przewodnictwem bp. Krzysztofa Wętkowskiego w intencji komisarza Józefa Wróblewskiego oraz wszystkich policjantów i funkcjonariuszy policji, którzy zginęli w obozach zagłady i za tych, którzy zakończyli swoje życie w trakcie pełnienia służby. Po mszy świętej uczestnicy uroczystości, w asyście orkiestry z Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu i kompanii honorowej Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu, przeszli głównymi ulicami miasta.
Odsłonięcia tablicy dokonali funkcjonariusze policji, samorządowcy wraz z bratankiem kom. Józefa Wróblewskiego. Po tym nastąpiło symboliczne posadzenie dwóch drzew upamiętniających 100.rocznicę i kom. Józefa Wróblewskiego. Komendant Powiatowy Policji w Gnieźnie wręczył również gościom pamiątkowe medale.
Podczas uroczystości można było wpisać się do księgi pamiątkowej oraz obejrzeć okolicznościową wystawę. Wśród wystawionych eksponatów były między innymi portret kom. Józefa Wróblewskiego, fotografie i dokumenty pochodzące z prywatnych zbiorów rodziny Wróblewskich.
Transport niskopodwoziowy wykorzystuje się do przewozu towarów ponadgabarytowych. Głównie stosuje się go przy transporcie potężnych maszyn i urządzeń. Do transportu niskopodwoziowego konieczny jest zaawansowany technologicznie i profesjonalny sprzęt.
Słów kilka od strony technicznej
Dla przewoźników dużym wyzwaniem jest już sam załadunek przewożonych towarów. Wymaga on bowiem doświadczenia i zaangażowania wielu pracowników oraz urządzeń, takich jak podnośniki czy dźwigi. Jednak są firmy, które bez problemu radzą sobie z tego rodzaju transportem.
W transporcie niskopodwoziowym stosowane przyczepy oraz naczepy mają specjalnie obniżony pokład ładunkowy – znajduje się on poniżej wysokości kół. Tak stworzona konstrukcja w dużym stopniu ułatwia załadowanie konkretnego ponadgabarytowego towaru na pokład. Innym, mile widzianym udogodnieniem, jest obecność rampy najazdowej, dzięki której nie będzie konieczne podnoszenie ciężkiego towaru.
Transport niskopodwoziowy a bezpieczeństwo
Kluczowym zagadnieniem, o którym powinna pamiętać każda firma specjalizująca się w transporcie niskopodwoziowym jest bezpieczeństwo. Istotne jest nie tylko bezpieczne i sprawne załadowanie przewożonego towaru oraz zabezpieczenie go przed ewentualnemu przemieszczaniu się podczas transportu. Tak samo ważne jest bezpieczeństwo pracowników obsługujących tego rodzaju transport. W związku z tym przy produkcji przyczep i naczep używa się materiałów wysokiej jakości, a także stosuje się nawierzchnie pokryte specjalnymi, antypoślizgowymi materiałami jak np. blachą czy specjalną wodoodporną sklejką.
Znaczna część towarów przewożonych w transporcie ponadgabarytowym są przedmiotami niewymiarowymi. W związku z tym w transporcie niskopodwoziowym istnieje możliwość dopasowania szerokości przyczepy lub naczepy do wymiarów przewożonego ładunku. Profesjonalne firmy oferujące transport niskopodwoziowy posiadają zestawy niskopodwoziowe, które nadają się do mocno zróżnicowanych ładunków. Począwszy od maszyn budowlanych z demontowanymi elementami naczepy i zagłębionym pokładem ładunkowym, aż do przewozu potężnych ładowarek – rozciąganych i poszerzanych.
Co przewożone jest za pomocą transportu niskopodwoziowego?
Dobre firmy transportowe przyjmują zlecenia na przewóz samochodów, maszyn czy ciężarówek na naczepie niskopodwoziowej. Ponadto w ich ofercie znaleźć można transport nowych i używanych pojazdów, TIRów, które zostały uszkodzone w wyniku wypadku, kolizji albo stłuczki.
Pracownicy profesjonalnej pomocy drogowej znakomicie radzą sobie z załadunkiem i transportem pojazdów uczestniczących w karambolu. Zniszczenia oraz trudność załadunku, to dla nich wyzwanie, któremu bez problemu potrafią sprostać.
Zdarzają się sytuacje na drodze, w czasie których samochód ciężarowy w wyniku awarii nie może dalej się poruszać. Wydaje się, że ten problem jest bardzo trudny do rozwiązania, jednak nic bardziej mylnego. Specjalistyczne pomoce drogowe, w tym firma Michała Kuty z Poznania przyjadą pod wskazany adres, załadują zepsuty pojazd i przetransportują go w planowane miejsce. Jeżeli transport nie będzie konieczny, bo usterka nie jest bardzo poważna, polecane jest wezwanie mobilnego serwisu TIR. Taką usługę pełni firma Fast-Trans z siedzibą w Poznaniu. Wystarczy zadzwonić pod numer telefonu podany na stronie internetowej i wezwać pracownika na miejsce awarii. jednak gdy na miejscu okazuje się, że uszkodzenie jest większe niż wydawało się kierowcy, to ciężarówka transportowana jest do warsztatu, w którym wykonywana jest naprawa.
transport-maszyny-136 fot. artykuł sponsorowany
Transport niskopodwoziowy to błyskawiczna pomoc dla:
TIRów,
pojazdów ciężarowych,
maszyn budowlanych,
samochodów dostawczych,
naczep,
ciągników siodłowych,
maszyn rolniczych.
Podstawowe warunki, które muszą zostać zachowane, aby odbył się transport niskopodwoziowy
Przede wszystkim należy pamiętać o zaangażowaniu w transport firmę mającą specjalistyczny sprzęt oraz doświadczenie w branży. Gwarancją bezpiecznego i profesjonalnego transportu jest posiadanie przez pomoc drogową odpowiedniej niskopodwoziowej naczepy, która dostosowana jest pod względem wielkości ładunku i pod kątem specyfikacji. Transport niskopodwoziowy traktuje się jako specjalistyczny, dlatego należy, aby firmy realizowały go w optymalny sposób z wykorzystaniem wspomnianych wyżej środków transportu.
Aby móc zajmować się transportem ponadgabarytowym należy posiadać odpowiednie uprawnienia i pozwolenia. Każdy projekt, który realizowany jest w ramach przejazdu ponadgabarytowego, należy realizować zgodnie z założeniem, czyli w możliwie najbardziej bezpieczny i optymalny sposób dla wszystkich uczestników ruchu drogowego.
transport-maszyny-113 fot. artykuł sponsorowany
Transport niskopodwoziowy – krajowy czy międzynarodowy?
Większość profesjonalnych firm zajmujących się transportem ponadgabarytowym oferuje swoje usługi nie tylko w Polsce, ale również poza krajem. Niezależnie od długości trasy przed wyruszeniem należy dokładnie przeanalizować załadunek, trasę oraz odległości. Należy dobrać odpowiednią, najbardziej bezpieczną drogą, którą sprawnie transport zostanie przewieziony.
Transport niskopodwoziowy – dla kogo?
Z transportu niskopodwoziowego skorzystać może każda osoba prywatna, która potrzebuje przewieźć ponadgabarytowy pojazd lub przedmiot. Jednak często z takiego rodzaju transportu korzystają firmy spedytorskie, logistyczne. Ponadto z usług transportu ponadgabarytowego skorzystają firmy sprzedające np. domki holenderskie lub firmy przewozowe w sytuacji, gdy autokar odmówił posłuszeństwa.
Artykuł powstał we współpracy z firmą Fast-Trans z Poznania.
Cyfrowy aparat rentgenowski z torem wizyjnym do radiografii i fluoroskopii, mobilny aparat RTG cyfrowy, aparat RTG płucno-kostny i wiele innych urządzeń – ponad 4,8 mln zł przeznaczyły władze Poznania na zakup sprzętu medycznego dla Szpitala Miejskiego im. Franciszka Raszei. Szpital dołożył do zakupów 320 tys. zł.
Z nowoczesnej aparatury poznaniacy i poznanianki będą mogli korzystać m.in. w nowym Zakładzie Diagnostyki Obrazowej z Pracownią Tomografii Komputerowej, który z tego powodu przeszedł gruntowny remont.
– To bardzo ważna inwestycja – podkreśla Jacek Jaśkowiak, prezydent miasta. – Musimy czerpać korzyści z rozwoju technologii i stwarzać poznaniakom i poznaniankom możliwość korzystania z najlepszych sprzętów medycznych. Poznań ma doskonałych lekarzy, ale nawet oni nie będą mogli leczyć na miarę swoich możliwości, jeśli nie będą mieli dobrej aparatury. Dlatego jako samorząd regularnie finansujemy inwestycje dla szpitali.
Nowy sprzęt ułatwi i przyspieszy pełną diagnostykę pacjentów, także tych, którzy nie są w stanie opuścić łóżka, a takich w szpitalu nie brakuje.
– Wymieniliśmy cały sprzęt do rentgenodiagnostyki oraz kupiliśmy tomograf, który wcześniej mieliśmy tylko w leasingu – mówi Elżbieta Wrzesińska-Żak, dyrektor szpitala. – Teraz pacjenci mają do dyspozycji wysokospecjalistyczny sprzęt, mogą korzystać z USG najnowszej generacji.
Oddział zyskał też stacje diagnostyczne, kliniczny cyfrowy aparat ultrasonograficzny z trzema głowicami i tomograf komputerowy.
– Na nowych aparatach pracuje się szybciej i sprawniej, pacjenci dostają mniejszą dawkę promieniowania – mówi Elżbieta Pałczyńska, inspektor ochrony radiologicznej w szpitalu im. F. Raszei. – Zdjęć, które robię pacjentom, nie muszę wywoływać. Od razu wyświetlają mi się na monitorze, więc jeśli widzę coś podejrzanego, mogę od razu zrobić dodatkowe zdjęcie, które ułatwi diagnostykę lekarzowi.
Dzięki miejskiej dotacji kupiono również: wideolaryngoskop intubacyjny, sprężarkę śrubowo-zespołową na potrzeby centralnego zaopatrywania bloku operacyjnego i gabinetów zabiegowych w sprężone powietrze, scentralizowany system MONAKO dla monitorowania i nadzoru okołoporodowego, oraz aparaturę do koblacji wspomagającej chirurgię bezdechu sennego i chrapania.
Poznań tylko w latach 2015-18 wsparł miejskie i nie tylko miejskie placówki medyczne kwotą ponad 78,5 mln zł. Z dotacji skorzystały m.in.: Wielospecjalistyczny Szpital Miejski im. J. Strusia, Zakład Opiekuńczo-Leczniczy i Rehabilitacji Medycznej, Uniwersytet Medyczny (Hospicjum Pallium, Szpital Kliniczny im. H. Święcickiego, Szpital Kliniczny im. K. Jonschera) oraz Wojewódzka Stacja Pogotowia Ratunkowego w Poznaniu.
Szpital Miejski im. Fr. Raszei, który otrzymał ponad 26 mln zł, zmodernizował za te pieniądze oddziały: Diabetologii i Chorób Wewnętrznych, Gastroenterologiczny wraz z Pracownią Endoskopową i Pracownią Gastroenterologiczną, przebudował Oddział Otolaryngologii i kupił do niego wyposażenie, wyremontował Izbę Przyjęć z centralną rejestracją i przebudował Oddział Ginekologii. Ponadto zmodernizowano budynek szpitala, rozbudowano system informatyczny i wprowadzono e-usługi medyczne. Remont przeszedł też Ośrodek Leczenia Alkoholowego Zespołów Abstynencyjnych.
Działacze Młodzieży Wszechpolskiej skrytykowali inicjatywę Szkoły Podstawowej nr 7 w Poznaniu, która chciała zorganizować u siebie „dzień spódniczki”.
Uczniowie, którzy tego dnia założyliby spódniczkę mieli nie być odpytywani podczas zajęć.Akcja dotyczyła zarówno dziewczynek, jak i chłopców. To wywołało duże kontrowersje wśród części rodziców, którzy o sprawie poinformowali media. Szkoła się broniła: – Jestem zaskoczona reakcją rodziców. Organizujemy wiele akcji mających wydobyć z uczniów spontaniczność. Nie rozumiem emocji wywołanych akcją, która jest dobrowolna i skierowana dla każdego. Zostala zorganizowala przez Samorzad Uczniowski, któremu nie możemy podcinać skrzydeł kiedy się chce zaangażować. Miała to być radość i zabawa – tłumaczyła nam w środę Monika Kasprowicz, nauczycielka w szkole.
Dzień później szkoła skapitulowała i postanowiła odwołać akcję. – Niestety, pojawił się głos, który przypisał tej spontanicznej, młodzieżowej akcji treści ideologiczne, czemu stanowczo się sprzeciwiamy. W przekazach medialnych pojawiło się wiele nieprawdziwych informacji o akcji, które wywołały atak na Szkołę i jej pracowników. Jest to w naszej opinii niesprawiedliwe i krzywdzące – można przeczytać w oświadczeniu wydanym przez placówkę.
„Dzień spódniczki” miał odbyć się dzień przed tzw. „tęczowym piątkiem”, który obchodzi część placówek edukacyjnych w kraju. Jest to dzień poświęcony środowiskom LGBT, którego głównym celem jest walka z dyskryminacją i zwracanie uwagi na potrzeby środowisk homoseksualnych. Według MW data nie jest przypadkowa.
– Szkoła wczoraj odcięła się od problemu, ponieważ uważała że ludzie przypisują temu inne znaczenie, a chodziło przecież tylko o dobrą zabawę. Jak wiemy „tęczowy piątek” miał w zeszłym roku bardzo duże wzięcie i pomimo tego, że minął rok czasu dalej nie wiadomo czy szkoły które wzięły w tym udział poniosły jakieś konsekwencje, czym straszyła minister Zalewska (obecnie jest europosłanką – red.) – przypomina Marek Sajdok, prezes poznańskiej Młodzieży Wszechpolskiej.
I dodaje: – To bardzo ciekawe, że rządząca partia pomimo większości w Sejmie, przykryła temat i w tym roku pewnie nic się nie zmieni, a biedne dzieci staną się elementem rozgrywki pomiędzy środowiskami LGBT, a rządem Prawa i Sprawiedliwości (…) Rząd powinien wyciągnąć większe konsekwencje wobec szkół!
– Za naszych czasów nikt nas nie indoktrynował, nie mówił co to jest homoseksualizm. Oczywiście coś tam się wiedziało, ale mieliśmy normalne dzieciństwo, spotykaliśmy się z kolegami i bawiliśmy się. Takie inicjatywy odbierają dzieciom dzieciństwo i ingerują w ich naturalny tok rozwoju – przekonuje lider Młodzieży Wszechpolskiej.
Organizacja „dnia spódniczki” była natomiast pomysłem Samorządu Uczniowskiego, a nie dyrekcji. Młodzież Wszechpolska przekonuje, że musieli oni skądś ten pomysł jednak wziąć. Tutaj wskazują na możliwy wpływ „tęczowego piątku” lub podobnej inicjatywy, która mogła się w przeszłości odbywać w szkole.
Funkcjonariusze z Ostrowa Wielkopolskiego zatrzymali mężczyznę, który posiadał znaczną ilość narkotyków. Grozi mu do 10 lat więzienia.
Imponujące ilości narkotyków znalazł pies policyjny podczas przeszukania. – Badania wykazały, że to ponad 1260 gramów amfetaminy. Worek ukryty był w lodówce. Dodatkowo kryminalni ujawnili i zabezpieczyli wagi elektroniczne, radiotelefon, pieniądze, kastet oraz przedmiot przypominający pistolet – relacjonuje Małgorzata Michaś z wielkopolskiej policji.
Mężczyzna został zatrzymany i tymczasowo aresztowany na trzy miesiące. W więzieniu może spędzić nawet 10 lat.
Sam pomysł jest związany ze… zdjęciem. Jeden z kibiców przyłapał bramkarza Lecha Poznań, kiedy ten o piątej rano jadł kebab w jednym z lokali w stolicy Wielkopolski. Sam van der Hart sprawiał wówczas wrażenie trochę okrąglejszego.
Zobaczymy czy intrygująca promocja zmotywuje bramkarza Lecha. Obecnie podopieczni Dariusza Żurawia zajmują w tabeli piąte miejsce, ze stratą trzech punktów do lidera – Pogoni Szczecin. W sobotę „Kolejorz” na wyjeździe zagra z Legią Warszawa.
Policjanci zatrzymali trójkę mężczyzn, którzy włamywali się do samochodów. Grozi im do 10 lat więzienia.
Do włamań doszło w nocy z soboty na niedzielę (12 i 13 października) przy ulicy Piłsudskiego i Daszyńskiego. – Mężczyzn kręcących się przy fiacie i peugocie zobaczył mieszkaniec pobliskiego bloku mieszkalnego – relacjonują funkcjonariusze. – Powiadomieni policjanci na miejscu zdarzenia zatrzymali dwóch mężczyzn w wieku 20 i 26 lat. Trzeci 35-latek został zatrzymany kilka ulic dalej. Rabusie z aut po wybiciu szyby ukradli sprzęt RTV.
Skradziony sprzęt został przez policjantów odzyskany i wrócił już do właścicieli samochodów. Sprawcy usłyszeli zarzut kradzieży z włamaniem. Grozi im nawet 10 lat pozbawienia wolności.