Co sekundę w Polsce na wysypisko trafia śmieciarka pełna odzieży – a nasze przepisy temu sprzyjają. Nie można jej przekazać na przykład potrzebującym – bo trzeba byłoby zapłacić VAT.
Obecne polskie przepisy wymagają od darczyńcy, który chce przekazać na cele charytatywne produkty niespożywcze, zapłacenia stawki VAT obliczonej na podstawie początkowej ceny sprzedaży. Z pewnością wymagają one zmiany, aby polscy sprzedawcy mieli opłacalną ekonomicznie opcję darowizn za zwrócone lub niesprzedane zapasy.
– Bank Żywności w Toruniu zauważa wyraźną potrzebę zaopatrywania ubogich osób nie tylko w żywność, lecz także w obuwie i odzież – mówi Jadwiga Wojciechowska, prezeska Banku Żywności w Toruniu. – Takie otrzymane produkty pozwalają na zrobienie oszczędności w budżecie domowym i przeznaczenie odłożonych środków np. na opłacenie czynszu, energii czy zakup leków. Wprowadzenie ulgi podatkowej na inne produkty, podobnie jak przy żywności, na pewno spotkałoby się z dużym zadowoleniem beneficjentów wymagających wparcia tak żywnościowego, jak i odzieżowego.
Według danych Eurostat za rok 2016 w państwach Unii Europejskiej aż 72 % odpadów generowanych jest przez budownictwo, górnictwo i wydobywanie oraz przemysł wytwórczy, a 8,5 % przez gospodarstwa domowe.
– Wśród odpadów przemysłowych znajdują się również artykuły nadające się do wykorzystania przez użytkowników (nowe, z usterką, niesprzedane, posezonowe) – zauważa Agnieszka Rogaszewska, prezeska Fundacji Alternatywnej. – Wszystkie rzeczy, które produkują bądź sprowadzają przedsiębiorstwa, a które zalegają w magazynach lub mają drobne uszkodzenia, powinny trafiać do potrzebujących, bez obciążenia finansowego firm je przekazujących. Niestety, dzisiaj przedsiębiorca mając do wyboru płacenie podatku lub wyrzucenie, nierzadko wybiera tę drugą opcję.
Według badań Ellen MacArthur Foundation co sekundę na wysypisko trafia śmieciarka pełna odpadów materiałowych, odzieży. Na świecie przemysł modowy generuje rocznie 150 bilionów sztuk odzieży, z czego 92 mln ton co roku jest wyrzucane.
– Nie tylko produkcja materiałów i odzieży, czy transport z odległych fabryk do sklepów, ale również składowanie na wysypiskach czy spalanie odzieży przyczyniają się w ogromnym stopniu do zanieczyszczenia powietrza, wody czy gleby – dodaje Agnieszka Rogaszewska. – Bardzo ważne jest umożliwienie producentom pozbywania się niesprzedanych artykułów w sposób odpowiedzialny społecznie. I tu wracamy do kwestii zniesienia podatku VAT od darowizn niespożywczych. Bezspornie ułatwiłoby to i wsparło przedsiębiorców w działaniach dla dobra wspólnego oraz odciążyłoby środowisko naturalne.
– Mamy sygnały od przedsiębiorców, którzy chcieliby pomagać i przekazywać darowizny niespożywcze na cele charytatywne, jednak problemem jest konstrukcja polskiego prawa – mówi Maciej Ptaszyński, wiceprezes Polskiej Izby Handlu. – Niestety, przez pandemię koronawirusa jest coraz więcej potrzebujących, a firmy i tak mają straty z powodu kryzysu, nie mają z czego zapłacić tego podatku. Pomnażanie strat jest sprzeczne z ideą działalności gospodarczej.
Do 2013 roku polscy przedsiębiorcy, którzy chcieli przekazać żywność potrzebującym, również musieli płacić VAT. 7 lat temu zmieniono te przepisy i wyrzucanej żywności zaczęło ubywać.
– Po analizie działań podejmowanych na przestrzeni ostatnich lat na rzecz osób najuboższych zauważyliśmy zwiększoną ilość przekazywanego jedzenia po wejściu w życie zwolnienia z VAT-u darowizn żywności – dodaje Jadwiga Wojciechowska. – Również zwiększyła się liczba beneficjentów spełniających warunki ustawy o pomocy społecznej korzystających z tych produktów spożywczych, którym darmowe paczki żywnościowe pomogły w codziennej egzystencji. Zmniejszyła się też ilość utylizowanej żywności.
„Spotykamy się w sobotę o 17 na placu Wolności a później ruszymy ulicami naszego pięknego wolnego miasta” – zapraszają organizatorzy kolejnego Strajku Kobiet. Dzisiejszym hasłem jest „Polka niepodległa”.
„Tym razem zapraszamy na spacer z całymi rodzinami, żeby pokazać, że sprawa wolności i praw kobiet to sprawa całych rodzin” – piszą organizatorzy. – „Córek, synów, mężów, partnerów, chłopaków i dziewczyn”. Naszym hasłem przewodnim jest „Polka Niepodległa”.
Organizatorami spaceru są wszyscy, którzy przyjdą, ale Obywatelska Reformacja Laicka, Wielkopolski Kongres Kobiet oraz Strajki Kobiet z Puszczykowa, Lubonia, Mosiny i Kórnika zapraszają też wszystkie inne organizacje, stowarzyszenia, fundacje i ruchy oddolne, którym nie jest obojętna sprawa wolności kobiet.
Taką decyzję podjął wojewoda Łukasz Mikołajczyk w uzgodnieniu z Narodowym Funduszem Zdrowia. Przeciwko utworzeniu w szpitalu aż 124 łóżek „covidowych” protestowała dyrekcja szpitala, a także burmistrz Środy i starosta powiatu średzkiego.
Przedstawiciele szpitala i władz Środy Wielkopolskiej przekonywali, że zwiększanie z 40 do 60 łóżek „covidowych” zapewni opiekę chorym na covid-19, ale pozwoli też utrzymać funkcjonowanie pozostałych oddziałów. Na to z kolei nie chcieli się zgodzić przedstawiciele wojewody – ale ostatecznie udało się uzyskać kompromis.
– Podjąłem decyzję o utrzymaniu w średzkim szpitalu – w związku z apelem mieszkanek i mieszkańców – oddziału ginekologii i położnictwa – poinformował wojewoda. – Dziś na miejscu byli moi przedstawiciele i udało się wypracować kompromis, który w mojej ocenie godzi interesy wszystkich stron tej sytuacji.
Po negocjacjach udało się obniżyć liczbę łóżek „covidowych” do 114, w tym 10 intensywnej terapii. Pozostanie też oddział ginekologiczno-położniczy z blokiem porodowym i salą cięć, do których będzie przygotowane osobne wejście. Będzie działała także pracownia endoskopii, karetki ZRM, poradnia lekarza rodzinnego, laboratorium oraz nocna i świąteczna na ul. Szarytek. SOR przestanie funkcjonować 21 listopada o godzinie 7.00.
Anna Pawłowska, kierowniczka oddziału epidemiologii poznańskiego sanepidu, została zwolniona ze stanowiska. Czy dlatego, że nie dawała sobie rady – czy dlatego, że mówiła głośno o problemach i brakach stacji?
Pracownicy stacji sanitarno-epidemiologicznych są na pierwszej linii frontu w walce z pandemią koronawirusa, która jest w pełnym rozkwicie, a w stacjach brakuje rąk do pracy. Tymczasem w wielkopolskim sanepidzie od kilku miesięcy trwają zwolnienia i degradacje personelu. Co ciekawe – głównie epidemiologów, a więc specjalistów, którzy są teraz najbardziej potrzebni, i to takich, do których pracy nigdy wcześniej nie było zastrzeżeń, wręcz przeciwnie: byli za nią nagradzani. Trudno więc uwierzyć w tłumaczenia, że przyczyny zwolnień czy degradacji są wyłącznie merytoryczne.
Tego samego zdania była posłanka Paulina Hennig-Kloska, która zainteresowała się specyficzną polityką kadrową w Wielkopolskiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej jeszcze w październiku, jak informowaliśmy. 19 października złożyła listę pytań, także w tej sprawie, do Głównego Inspektora Sanitarnego. Odpowiedzi jeszcze nie dostała, jak ją poinformowano, jest w przygotowaniu.
A tymczasem w Wielkopolsce doszło do kolejnego zwolnienia epidemiologia – tym razem ze stanowiska. Anna Pawłowska, kierowniczka oddziału epidemiologii Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej, straciła stanowisko. Dlaczego? Bo oddział nie wyrabiał się z pracą. Za winną uznano kierowniczkę. Argumentem nie jest to, że oddział na Poznań i powiat poznański liczy tylko cztery osoby.
A sytuacja była naprawdę bardzo trudna, bo nie dość, że pracowników było za mało, to jeszcze nie mieli podstawowego wyposażenia, takiego jak laptopy i telefony. A ponieważ było ich tak mało, a pracy do wykonania dużo – to zostawali po godzinach, żeby ją wykonać. I to paradoksalnie także postawiono jako zarzut kierowniczce.
– Zgłaszałam problemy lokalowe – opowiadała Anna Pawłowska. – Ale jak dostaliśmy pokoje, to nie było telefonów, nie było komputerów dla wszystkich, to wszystko było robione na gorąco. Myślę, że do sierpnia oddział epidemiologii mimo ogromnego przeciążenia radził sobie bardzo dobrze. Natomiast wzrost zakażeń i pogorszenie sytuacji epidemicznej w kraju spowodowało, że przestaliśmy być wydolni. Cały czas zgłaszałam zapotrzebowanie na pracowników i sprzęt. Ale nawet jak przyszedł sprzęt, to otrzymywałam odpowiedź, że nie może być podłączony, bo nie ma opisu. Brakowało też telefonów.
Doprowadzeni do ostateczności pracownicy sanepidu, od których wymagano efektów nie dając narzędzi do pracy, przygotowali pismo do Głównego Inspektora Sanitarnego, w którym wyliczyli wszystkie braki sprzętowe, warunki, w jakich pracowali, braki personelu, zaległości ostrzegając, że w takich warunkach nie są już w stanie dalej kontrolować epidemii.
– Te wszystkie nasze działania, które miały prowadzić do konstruktywnych zmian i wsparcia nas doprowadziły, jak mniemam, do odwołania mnie ze stanowiska – mówi była kierownik. I przyznaje, że czuje się kozłem ofiarnym.
– Presja była na mnie wywierana przez cały czas – mówiła. – Zastraszano mnie, a ja starałam się być niezależna i przede wszystkim skoncentrowana na działaniach związanych z pandemią. Jednym z powodów zwolnienia był brak organizacji w oddziale. Jestem epidemiologiem, dla mnie najważniejsze było przygotowanie oddziału pod względem merytorycznym pracowników i o to dbałam, myślę, że pracownicy to potwierdzą, że szukaliśmy jak najlepszych rozwiązań. Ale owszem, starałam się podejmować działania organizacyjne na tyle, na ile miałam narzędzia.
Wszyscy pracownicy wsparli Annę Pawłowską jak jeden mąż.
– Ciągnęliśmy tę sekcję od samego początku, pani kierownik ją praktycznie stworzyła od zera, bo na początku była to jednoosobowa sekcja w postaci mnie – mówiła jedna z pracownic. – A przecież ona obejmuje wszystkie poznańskie szpitale. Od trzech dni praktycznie nie śpimy, cały nasz harmonogram pracy został zaburzony. Nie wiem, która z moich koleżanek jest w stanie wykonać jakikolwiek telefon. Ten czas i to miejsce to nie jest czas na zmianę kierownika. I to takiego kierownika, który był dla nas wsparciem merytorycznym. Proszę pamiętać, że pani kierownik pracowała z nami od rana do nocy. Jesteśmy teraz podzieleni na dwie zmiany i nie przypominam sobie, żebym opuszczała wieczorem stację i żeby pani kierownik wychodziła przede mną. I dzięki temu, że mieliśmy to wsparcie, byliśmy jeszcze w stanie pracować.
Pracownicy potwierdzają, że kierowniczka prosiła o sprzęt, o dodatkowych ludzi – i że ich nie dostawała.
– Nie było telefonów, nie było laptopów, nawet nie było ładowarki! – wyliczała jedna z pracownic. – Mamy XXI wiek. Bez komputera, bez telefonu ja mam iść i szukać ludzi? Pieszo po Poznaniu? Sytuacja jest tragiczna. Jest za mało osób, potrzebna jest zmiana organizacji pracy, bo nie może być tak, że cała epidemiologia w powiecie została scedowana na jedną Annę Pawłowską.
Pracownicy poprosili o wsparcie posła Franciszka Sterczewskiego, sprawą nadal będzie się też zajmować posłanka Paulina Hennig-Kloska.
– Tydzień temu poruszaliśmy ten temat podczas wizyty u Głównego Inspektora Sanitarnego, a także podczas posiedzenia sejmowej komisji zdrowia – mówiła posłanka. – Mówiliśmy, że potrzebne są dodatkowe pieniądze, prosiliśmy o wygospodarowane dodatkowych budżetów, Usłyszeliśmy od pana ministra, że dodatkowe środki na sanepid będą w przyszłorocznych budżecie. Tylko że tak naprawdę te pieniądze i te dodatkowe ręce do pracy potrzebne są już dziś. Mówiliśmy o wywiadach epidemiologicznych niezrealizowanych na czas, o zaległościach, które w poszczególnych placówkach są. Jak widać, doprowadziło to do tego, że dzisiaj dwie osoby w ciężkim stanie zdrowia opuściły tę placówkę, a pani kierownik jest zwolniona. Prawdopodobnie dlatego, że jako jedna z niewielu w Polsce odważyła się mówić prawdę o zaległościach i statystykach i o tym, że naprawdę bardzo brakuje rąk do pracy.
Mówiąc o osobach w ciężkim stanie posłanka miała na mysli dwie pracownice oddziału epidemiologii, które z pracy dziś zabrały karetki pogotowia.
– To nie jest tak, że jest to efekt zaniedbań czy złej woli tych pracowników – podkreślała posłanka. – To efekt braku rąk do pracy i takie sygnały dostajemy z całej Polski. Nie wymienia się kapitana statku na wzburzonym morzu w czasie sztormu! To nie jest czas na wymianę kadrową i zastępowanie osób merytorycznych osobami nieprzygotowanymi do pójścia na wojnę!
Sytuację za skandaliczną uważa również poseł Franciszek Sterczewski.
– O tym wszystkim Główny Inspektor Sanitarny był informowany, premier Mateusz Morawiecki również był informowany w pismach wysłanych w październiku – podkreśla. – I zero reakcji. Apelujemy z tego miejsca o natychmiastową zmianę tej sytuacji i przestanie wciskania Polkom i Polakom kitu, że pandemia jest opanowana, bo nie jest. Ponieważ ludzie, którzy liczą, ile jest osób zarażonych i informują nas o tym, nie dają rady. Dzisiaj dwie karetki przyjechały do pracowników, bo dwie osoby zasłabły. Tylko dzisiaj! Brakuje co najmniej kilkudziesięciu etatów, brakuje rąk do pracy. Apelujemy, żeby rząd przestał robić sobie propagandę, tylko zajął się tym, do czego jest powołany i zaczął poważnie traktować sytuację. A jest ona dramatyczna.
Poseł zaapelował o przywrócenie pani kierownik na stanowisko, zwiększenie liczby etatów, zaprzestanie mobbingu w pracy i takie traktowanie pracowników, żeby mogli spokojnie wykonywać swoją pracę.
Posłowie z tymi postulatami odwiedzili dziś dyrektora stacji, Witolda Drabera. Zapytali go też o prawdziwe przyczyny zdegradowania pani kierownik – i zapowiedzieli, że wrócą i sprawdzą, czy sytuacja się zmieniła, a wydajność oddziału poprawiła się pod nowym kierownictwem. Bo jeśli nie – to będzie dowodem na to, że Anna Pawłowska rzeczywiście stała się kozłem ofiarnym.
– W przyszłym tygodniu jestem umówiona z GIS i oczekuję odpowiedzi na pytania, które zostały już zadane – podsumowała posłanka Hennig-Kloska. – Jeśli sprawa do tego czasu nie zostanie załatwiona, będziemy poruszać sprawę wielkopolskiego sanepidu.
– Zostały też złożone wnioski do Państwowej Inspekcji Pracy – dodał poseł Sterczewski.
Posłowie zamierzają też przypilnować, żeby pozostałe pracownice nie poniosły żadnych konsekwencji za to, że wsparły swoją byłą kierownik, skontrolują też finanse sanepidu i sprawdzą między innymi, kto, kiedy i za co dostawał premie.
Lilia Łada
Paulina Hennig-Kloska, Franciszek Sterczewski, Anna Pawłowska
Od soboty zmienia się organizacja ruchu na Śródce. Dzięki temu w tej zabytkowej i chętnie odwiedzanej przez poznaniaków części miasta poprawi się bezpieczeństwo ruchu.
– Mieszkańcy i rada osiedla wnioskowali o uspokojenie ruchu i ograniczenie przejazdów tranzytowych przez śródeckie uliczki. Wprowadzone pod koniec 2019 roku zmiany w organizacji ruchu na ul. Podwale były pierwszym krokiem w tym kierunku – mówi Mariusz Wiśniewski, zastępca prezydenta Poznania. – Zmiany na Śródce są elementem Pakietu dla mobilności systematycznie wprowadzanego w tym roku w wybranych miejscach Poznania. Ich celem jest zapewnienie odpowiednich odległości społecznych w czasie panującej pandemii, czyli zwiększenie przestrzeni do przemieszczania się pieszych i rowerzystów oraz preferencji dla publicznego transportu.
Przez ostatnie lata Śródka przeszła ogromne przeobrażenie. Stała się jedną z większych atrakcji miasta. Bliskość Malty, Ostrowa Tumskiego, ale także mural, zabytkowe uliczki, liczne kawiarnie i restauracje sprawiły, że jest to to jedno z najchętniej odwiedzanych miejsc w Poznaniu. Do tego znajdują się tam szkoły, Brama Poznania oraz boiska Młodzieżowego Ośrodka Sportu (MOS). Zwiększył się ruch samochodowy, przy czym znaczna część kierowców traktowała wąskie uliczki jako skrót do jazdy w kierunku centrum.
W sobotę, 14 listopada, wprowadzona zostanie na Śródce strefa Tempo 30, a ul. Bydgoska przestanie być dwukierunkowa na całej długości. Samochody będą się mogły poruszać w dwóch kierunkach tylko na odcinku od ul. Podwale do Gdańskiej, by mogły dojechać między innymi do Bramy Poznania czy MOS. Dalszy odcinek ulicy będzie jednokierunkowy z wjazdem od ul. Wyszyńskiego. Skrzyżowania na ul. Śródka, Ostrówek czy rynku Śródeckim staną się równorzędne, co oznacza, że pierwszeństwo będą mieli nadjeżdżający z prawej strony.
W ramach nowej organizacji ruchu jednoznacznie wyznaczono miejsca postojowe. Rowerzyści mogą jeździć ul. Bydgoską w dwóch kierunkach dzięki wyznaczonemu kontraruchowi.
W wyniku tych zmian kierowcy jadący z ul. Podwale w kierunku centrum będą omijać śródeckie ulice. Mogą korzystać z buspasa, po którym mogą poruszać się także pojazdy skręcające w prawo w ul. Wyszyńskiego.
Premier Mateusz Morawiecki powołał Zbigniewa Hoffmana, byłego wojewodę wielkopolskiego, na stanowisko sekretarza stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.
Zbigniew Hoffman urodził się 5 lipca 1963 r. w Poznaniu. Jest absolwentem Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. W 2004 r. był stypendystą rządu amerykańskiego w zakresie bezpieczeństwa i porządku publicznego.
Swoją karierę rozpoczął od pracy na szczeblu lokalnym w Urzędzie Wojewódzkim w Poznaniu. W latach 1997-2000 był asystentem wojewody, a w latach 2000–2006 pełnomocnikiem prezydenta Poznania. W 2006 r. został powołany na urząd wicewojewody wielkopolskiego.
Od 7 listopada 2006 r. do 29 listopada 2007 r. był wojewodą kujawsko-pomorskim. W latach 2009–2010 pracował na stanowisku eksperta w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego, a następnie w Kancelarii Prezydenta RP w okresie prezydentury Lecha Kaczyńskiego.
8 grudnia 2015 r. został powołany na stanowisko wojewody wielkopolskiego. W 2019 r. został przewodniczącym zarządu okręgowego PiS w Poznaniu. W wyborach parlamentarnych w tym samym roku uzyskał mandat posła na Sejm IX kadencji.
1 miliard 617,4 mln zł dochodów i 1 miliard 984 mln zł wydatków. Marszałek Marek Woźniak przedstawił dziś założenia budżetu samorządu Wielkopolski na rok 2021. – Budżet na rok 2021 nazwałem budżetem „dobrej nadziei”- powiedział.
W budżecie ważne są nie tylko dochody i wydatki, ale też inwestycje. A te przedstawiają się dobrze, bo w roku 2021 samorząd Wielkopolski na inwestycje przeznaczy 955 mln zł. To o 216,2 mln zł w porównaniu z rokiem 2020.
– Budżet na rok 2021 nazwałem budżetem „dobrej nadziei”, bo mamy
nadzieję, że przyszły rok będzie rokiem w miarę normalnej pracy –
zapewne w drugiej części – bo w pierwszej, będziemy jeszcze nadal
zmagać się z pandemią – mówił marszałek. – To budżet ambitny i konsekwentny, bo podobnie jak poprzednie, jest rozwojowy – pomimo wszystkich trudności i spadku dochodów wynikających ze zmian podatkowych CIT i PIT. To także, podobnie jak w latach ubiegłych, budżet proinwestycyjny, z bardzo wysokim wskaźnikiem wydatków majątkowych, kosztem wydatków bieżących, które minimalizujemy. To jest także budżet solidarnościowy, bo od lat inspirujemy i wspieramy inicjatywy realizowane przez samorządy lokalne, organizacje pozarządowe, policję czy państwową straż pożarną, wspierając nasze bezpieczeństwo. Co ważne: to także budżet elastyczny, ponieważ mamy zapisane w nim rezerwy celowe, na wiele form ich wykorzystania, które uruchomimy na konkretne wydatki pojawiające się w 2021 roku. Warto zaznaczyć, że wciąż realizujemy kilka projektów kluczowych ze środków unijnych, bo chcemy w 100% wykorzystać dostępny budżet europejski.
Elżbieta Kuzdro-Lubińska, skarbnik województwa, zaprezentowała szczegóły projektu budżetu.
– Największe wydatki w budżecie stanowią inwestycje drogowe
i kolejowe, na które planujemy przeznaczyć 823,7 mln zł, w tym na
drogi 432,2 mln – mówiła. – W 2021 roku zaplanowano zakup kolejnych 3 pociągów Elf za kwotę 76,5 mln zł. Drugim ważnym segmentem to ochrona zdrowia, w którą zainwestujemy prawie 400 mln zł. Są to m.in. inwestycje Wielkopolskiego Centrum Onkologii i innych naszych szpitalach wojewódzkich. Priorytetową inwestycją jest budowa Wielkopolskiego Centrum Zdrowia Dziecka, którą planujemy zakończyć w 2021 roku. Sfinalizujemy także duży projekt Elektronicznej Dokumentacji Medycznej, warty w sumie 94,2 mln zł.
Nie sposób nie wspomnieć o zaplanowanych ponad 20 inwestycjach z
obszaru kultury i ochrony dziedzictwa narodowego, w tym modernizacja
sceny głównej Teatru Wielkiego w Poznaniu czy otwarcie nowej
instytucji kultury w Winnej Górze, związanej z Henrykiem Dąbrowskim.
W budżecie województwa zaproponowane zostały także środki na szereg
przedsięwzięć edukacyjnych, a także w zakresie ekologii i ochrony
środowiska, jak chociażby nowy projekt „Life after coal”,
wspierający Wielkopolskę Wschodnią w procesie transformacji
energetycznej, czy gospodarkę niskoemisyjną. Ważnym sektorem wsparcia w budżecie województwa jest integracja społeczna, seniorzy i rodzina oraz projekty związane ze sportem i turystyką.
Już kilkanaście osób jest zakażonych koronawirusem i przebywa na kwarantannie. Szpital jeszcze sobie radzi, ale sytuacja jest trudna.
Jak informuje Radio Poznań, zakażonych jest 10 pielęgniarek i jeden lekarz oraz trzy inne osoby z personelu medycznego. Są także przypadki zakażeń w administracji, w której obecnie pracuje jedna trzecia normalnego składu, co także jest dużym utrudnieniem dla placówki.
Szpital sobie radzi dzięki temu, że dodatkowo do chorych skierowano cztery pielęgniarki i jednego ratownika medycznego, pomagają też czterej wolontariusze i siedmiu żołnierzy: jeden z WOT, pozostali z jednostki w Jarocinie. Ale każde kolejne zakażenie jest zagrożeniem dla funkcjonowania szpitala.
Powstanie w hali nr 5 MTP, będzie liczył 300 łóżek i zbuduje go na polecenie premiera PKO Bank Polski. Wielkopolska będzie miała drugi tymczasowy szpital do walki z pandemią.
Z polecenia premiera Mateusza Morawieckiego dziewięć spółek Skarbu Państwa zbuduje łącznie 16 szpitali tymczasowych w siedmiu województwach. Cztery powstaną na Mazowszu, cztery w Małopolsce, dwa na Dolnym Śląsku, dwa na Śląsku oraz po jednym w Wielkopolsce, na Kujawach i Pomorzu.
PKO Bank Polski przystąpił już do realizacji zadania. Należą do niego kwestie inwestycyjne i organizacyjne. Strona medyczna oraz administracyjna – do wojewody oraz szpitala patronackiego. To oni zapewnią odpowiednie zgody, kadrę i sprzęt. Koszty budowy poniesie Skarb Państwa.
– W tym trudnym okresie zdrowie i bezpieczeństwo Polaków są najważniejsze. Spółki Skarbu Państwa zdają kolejny egzamin. Pokazują, że społeczna odpowiedzialność biznesu to część ich DNA – mówi wicepremier Jacek Sasin, minister aktywów państwowych.
– Budowa tymczasowych szpitali to kolejny sposób, w jaki wspieramy Polaków w tym trudnym czasie. Zwłaszcza teraz ważna jest solidarność – mówi prezes PKO BP Zbigniew Jagiełło.
To kolejny element wsparcia społeczeństwa przez podmioty nadzorowane przez Ministerstwo Aktywów Państwowych. W przedsięwzięcie oprócz PKO BP zaangażowały się również: PKN Orlen, Lotos, Totalizator Sportowy, Tauron, Grupa Azoty, Węglokoks, KGHM i PGZ. W projekt jest też włączony Bank Gospodarstwa Krajowego. Liczba dostępnych łóżek dla pacjentów z koronawirusem zwiększy się dzięki temu o blisko 3 tysiące. Kwota dotychczasowego wsparcia spółek Skarbu Państwa wynosi ponad 190 milionów złotych.
Pomoc to nie tylko darowizny finansowe i rzeczowe. To również bezpośrednie zaangażowanie pracowników, np. w obsługę infolinii. Od kilku tygodni wolontariusze z Poczty Polskiej, Polskiego Holdingu Hotelowego oraz Grupy Enea wspierają obsługę infolinii Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Konsultanci udzielają informacji m.in. na temat objawów koronawirusa, dyżurujących szpitali oraz możliwości uzyskania pomocy. W pierwszej fazie epidemii ochotnicy ze spółek obsługiwali infolinię Narodowego Funduszu Zdrowia.
Przechodnie w centrum Poznania mogli dziś zobaczyć nietypowy dodatek do muralu z napisem Konstytucja, znajdującym się na ścianie budynku przy ul. 3 Maja. Obok zawisł wisielec.
Manekin jest ubrany w gustowny dres, ma na głowie kaptur, a gdyby ktoś miał jeszcze wątpliwości, co symbolizuje – wyjaśnia je plakat powieszony na jego piersi z napisem „Happy Independence Day”, czyli „szczęśliwego dnia niepodległości”. Wszystko więc wskazuje na to, że mamy do czynienia z powieszonym symbolem obchodów Święta Niepodległości w Warszawie, które zakończyło się regularną bitwą z policją, spaleniem mieszkania, zniszczeniem sklepu Empiku i wybiciem kilkudziesięciu szyb.
Całość, razem z sąsiednim muralem z napisem „Konstytucja” i domalowaną jakiś czas temu gustowną tęczą, całkiem dobrze symbolizuje obecną sytuację społeczno-polityczną w naszym kraju. Warto zatrzymać się i popatrzeć na ten nietypowy, ale mocny i bardzo aktualny komentarz.
Po 20 dniach kobiecych protestów ich organizatorki postanowiły powołać Wielkopolską Radę Strajku Kobiet. „Nie chcemy obudzić się jako niewolnice w ogarniętym katastrofą klimatyczną świecie. Czas najwyższy na wielkie zmiany” – napisały.
„Dziesiątki tysięcy osób uczestniczą w demonstracjach, blokadach dróg, akcjach bezpośrednich, happeningach, strajkach” – piszą w swoim oświadczeniu. – „Dyskusje toczą się w domach, miejscach pracy, w szkołach i na uczelniach. Plakaty, wlepki, ślady na murach zalewają miasto. Powstaje kolejna publicystyka, wywiady, filmy.
Wyrok Trybunału Konstytucyjnego to kropla, która przelała czarę goryczy w kraju, w którym brak jest wsparcia socjalnego, gdzie brak jest domów opieki, żłobków, szkół specjalnych. W kraju, w którym kobiety rodzą w bólu, pozbawione środków przeciwbólowych lub możliwości cesarskiego cięcia; w kraju, w którym nie mają one pracy lub pracują za najniższe wynagrodzenie i borykają się z biedą; w kraju, w którym wpadają w spiralę zadłużenia, aby opłacić zbyt wysokie rachunki i czynsze. W kraju, w którym wciąż są dyskryminowane i wykluczane w każdej sferze swojego życia.
W reakcji na masowe protesty, mające niespotykaną dotąd w Polsce skalę, Jarosław Kaczyński w swoim orędziu wygłoszonym 27 października wezwał aparat państwa oraz wszystkich swoich sojuszników do walki z niegodziwymi „przestępcami”. Co zadziało się w następstwie tych słów, łatwo było przewidzieć. Nacjonaliści w całej Polsce atakują protestujących, bezkarnie, również w asyście policji. Telewizja publiczna podsyca konflikty, a winą za nie obarcza „kobiety, lewactwo, ideologię LGBT i antyfaszystów”. Propaganda rządowa zakłamuje prawdziwe przyczyny i ogrom gniewu społecznego.
Eskalacja agresji i ostracyzmu wobec demonstrantek przybiera bezprecedensowy rozmiar. Dziewczyny i kobiety z mniejszych miejscowości są zastraszane za swoje poglądy. Policja z dnia na dzień stosuje coraz radykalniejsze środki przemocy: używa gazu, bije, spisuje, nachodzi w mieszkaniach, zastrasza, zakłada sprawy, wzywa do sądów. W kolejnych dniach możemy spodziewać się eskalacji podobnych działań.
Jednak w odpowiedzi na tę przemoc i obrzydliwą niesprawiedliwość mamy jeden spójny komunikat – nie damy się zastraszyć! Nie zamilkniemy i będziemy protestować do skutku, ponieważ to jest wojna – wojna wypowiedziana nam przez rządzących, kler, wpływowe elity. Czas skończyć z naciskami Kościoła i polityków, którzy chcą nas zniewolić w imię fanatyzmu, zysków i patriarchalnych przekonań. Koniec z decydowaniem za zamkniętymi drzwiami gabinetów o tym, jak ma wyglądać nasza rzeczywistość.
Będziemy iść ramię w ramię po swoje prawa, już nie tylko o prawo do aborcji. Zamierzamy walczyć o godne warunki życia, godne płace, o zaprzestanie dewastacji środowiska naturalnego. Chcemy socjalnego podejścia do naszych problemów, a nie liberalnych kalkulacji. Zamierzamy opracować konkretne postulaty na podstawie konsultacji z osobami, które każdego dnia walczą o poprawę losu kobiet – zarówno w Poznaniu, jak i w małych ośrodkach. Chodzi nam o realne wzmocnienie głosu osób, których prawa i potrzeby dotychczas były ignorowane i konsekwentnie pomijane w kolejnych programach wyborczych.
Do już istniejących postulatów stworzonych przez Socjalny Kongres Kobiet chcemy dołączyć te, które wspólnie uznamy za najważniejsze dla kobiet. W tym celu powołałyśmy Wielkopolską Radę Strajku Kobiet. Koniec z populizmem i ignorowaniem naszych potrzeb; będziemy domagać się konkretnych rozwiązań konkretnych problemów w konkretnym czasie.
Nie chcemy obudzić się jako niewolnice w zniszczonym, ogarniętym katastrofą klimatyczną świecie. Czas najwyższy na wielkie zmiany. Będziemy się organizować w miejscach zamieszkania, pracy, w szkołach, na uczelniach, będziemy wychodzić na ulice. Ten protest będzie trwał, będzie ewoluował i eskalował.
Choć dopiero trwają prace związane z wdrażaniem strefy płatnego parkowania, to już od 16 listopada, mieszkańcy Wildy i Łazarza będą mogli kupić identyfikator parkingowy dla swojego auta.
Po uruchomieniu strefy płatnego parkowania na Wildzie i Łazarzu – ma ruszyć 1 lutego 2021 roku – kierowcy będą zobowiązani do opłacania postoju przy ulicach. Zgodnie jednak z regulaminem strefy osoby zameldowane na terenie objętym płatnym parkowaniem mogą zakupić identyfikator parkingowy mieszkańca po preferencyjnej cenie – 30 zł na miesiąc za pierwsze auto. Upoważnia on do parkowania pojazdu na wszystkich ulicach obejmujących dany sektor. Takim pojedynczym sektorem jest Wilda, Łazarzu, a także Jeżyce i Stare Miasto.
Mieszkańcy Wildy i Łazarza mogą liczyć na jeszcze jeden bonus przy zakupie identyfikatora – jeśli zakupią go od razy na cały rok to jego cena wyniesie 120 zł (zamiast 330 zł). Identyfikator muszą jednak nabyć do 31 sierpnia 2021 r. Po tym czasie promocja nie będzie obowiązywać.
Identyfikator parkingowy mieszkańca mogą zakupić osoby zameldowane na pobyt stały lub czasowy (minimum 3 miesiące) i płacące podatki na rzecz Poznania. Osoba taka musi być właścicielem lub współwłaścicielem pojazdu. Samochód może być również zakupiony na kredyt, być w leasingu lub być autem służbowym.
Zakupu dokonuje się w kasach Strefy Płatnego Parkowania przy ul. Pułaskiego 9 po okazaniu wszystkich niezbędnych dokumentów. Warto dobrze sprawdzić czy ma się je przy sobie, aby nie odejść z kwitkiem od okienka kasowego. Okazywane oryginały dokumentów, z wyjątkiem dokumentu tożsamości, są kopiowane i dołączane do akt sprawy.
Potrzebne dokumenty:
Dowód osobisty lub paszport dla potwierdzenia tożsamości i adresu zameldowania. Prawo jazdy, legitymacja studencka i inne dokumenty nie są dokumentami tożsamości i nie będą akceptowane.
Dowód rejestracyjny pojazdu z informacją o właścicielu pojazdu – jeżeli w dowodzie rejestracyjnym nie został wskazany właściciel, potrzebny będzie inny dokument potwierdzający własność auta (np. karta pojazdu lub decyzja o współwłasności z Wydziału Komunikacji).
Oryginał pierwszej strony PIT-u za poprzedni rok – dla potwierdzenia płacenia podatków na rzecz Poznania.
Osoby, które podatek za poprzedni rok rozliczały poza Poznaniem, muszą przedłożyć formularz ZAP-3 złożony do właściwego urzędu skarbowego. W takim wypadku identyfikator może zostać wydany tylko na wniosek skierowany do dyrekcji ZDM i na czas nie dłuższy niż do 30 kwietnia następnego roku.
PIT (również wydruk deklaracji elektronicznej), jak i ZAP-3 należy okazać wraz z Urzędowym Potwierdzeniem Odbioru (UPO). Osoby, które wysyłały PIT pocztą, muszą okazać potwierdzenie nadania PIT-u. Osoby, które rozliczały PIT przez internet, muszą okazać wydruk PIT-u złożonego elektronicznie wraz z numerem dokumentu zgodnym z identyfikatorem UPO.
Umowa kredytowa lub leasingowa – dotyczy tylko użytkowników aut zakupionych na kredyt lub leasingowanych. Umowa z pracodawcą – dotyczy tylko użytkowników aut służbowych, przy czym umowa musi potwierdzać zatrudnienie u danego pracodawcy i okres zatrudnienia. Ponadto należy okazać umowę powierzenia auta służbowego do celów prywatnych pracownika oraz dokument potwierdzający prawo dysponowania pojazdem przez pracodawcę.
Mieszkaniec Wildy i Łazarza, który jest osobą niepełnosprawną może parkować w strefie płatnego parkowania na preferencyjnych warunkach. Może wykupić identyfikator parkingowy na jeden samochód w cenie 5 złotych miesięcznie. Kupując identyfikator musi przedłożyć, oprócz dokumentów wymienionych powyżej, również kartę osoby z niepełnosprawnością.
Kombatanci Czerwca 1956 są również uprawnieni do zakupu identyfikatora parkingowego w niższej cenie. Taki identyfikator mogą wykupić tylko na jeden samochód, na okres nie krótszy niż 6 miesięcy i nie dłuższy niż 1 rok. Jego koszt to 5 złotych miesięcznie.
Oprócz dokumentu tożsamości i dowodu rejestracyjnego pojazdu muszą przedłożyć w kasie również zaświadczenie wydane przez kierownika Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych oraz legitymację związku zrzeszającego uczestników Powstania Poznańskiego Czerwca 1956 roku.
Gdzie i kiedy kupić identyfikator
Kasy Biura Strefy Płatnego Parkowania, ul. Pułaskiego 9,
czynne w poniedziałek w godz. 8.00-18.00, wtorek –piątek w godz. 8.00-16.00.
Cennik identyfikatorów
30 zł za miesiąc za pierwsze auto – identyfikator mieszkańca
150 zł za miesiąc za drugie auto – identyfikator mieszkańca
120 zł za rok za pierwsze auto – identyfikator mieszkańca– promocja obowiązuje tylko przy zakupie na cały roku. Promocja jest ważna tylko do 31 sierpnia 2021.
5 zł za miesiąc – identyfikator osoby z niepełnosprawnością, kombatant Czerwca ’56.
Ważne informacje
Aby wykupić identyfikator mieszkańca, trzeba być zameldowanym na Wildzie lub Łazarzu na pobyt stały albo czasowy, nie krótszy niż pełne 3 miesiące.
Minimalny okres ważności identyfikatora mieszkańca i osoby z niepełnosprawnościami to 3 miesiące, a maksymalny to 1 rok.
Przy zakupie identyfikatora przez osobę inną niż właściciel pojazdu lub w imieniu osoby z niepełnosprawnością wymagane jest pisemne upoważnienie.
Wielkopolska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości stała się szerzej znana, gdy okazało się, że nie można wypłacić pieniędzy przedsiębiorcom z Wielkopolskiej Tarczy Antykryzysowej, konkursu, którym zarządzała. Ale okazuje się, że takich spraw jest więcej.
Teraz portal money.pl informuje o innych zagadkowych działaniach WARP, tym razem związanych z konkursami na szkolenia. Jak informuje portal, przedsiębiorcy mogli wziąć udział w jednym ze szkoleń, których całą listę oferuje WARP na swojej stronie, podpisać umowę z WARP o udziale w szkoleniu, zapłacić za nie – a później WARP zwracał za to do 80 proc. kosztów szkolenia. Miał na ten cel pieniądze z funduszy unijnych.
Zasada niby prosta – ale w praktyce niezupełnie. Okazuje się, że 40 przedsiębiorców, którzy wzięli udział w jednym z programów Wielkopolskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, do dziś nie otrzymało zwrotu kosztów szkolenia – a od jego przeprowadzenia w niektórych przypadkach minęło już 5 miesięcy. Natomiast WARP złożył w prokuraturze zawiadomienie o próbie wyłudzenia pieniędzy.
Szkolenia oferowane przez WARP miały podnosić kompetencje pracowników i tym samym przyczyniać się do poprawy sytuacji firmy, w której pracują. Były tam szkolenia prawne, dla kucharzy, informatyczne i kosmetologiczne – w zależności od potrzeb i profilu firmy. Właściciel wybierał z oferty WARP to szkolenie, które go interesowało, wypełniał wniosek i wysyłał, a WARP w zamian przysyłał umowę wraz z promesą- zobowiązaniem do refundacji kosztów szkolenia. Refundacja miała następować po dwóch – trzech tygodniach, jak można przeczytać w regulaminie projektu.
Tyle teoria. A w praktyce wyglądało to zupełnie inaczej. Właścicielka jednej z firm wysłała pracowników na szkolenie bycia testerami aplikacji. Kosztowało 47 tys. zł i zapłaciła za nie. Miała dostać 80 proc, refundacji. Szkolenie się odbyło, ale refundacji nie dostała do dziś. Dlaczego? W zasadzie trudno powiedzieć. WARP zażądał wielu dodatkowych dokumentów skarbowych i ubezpieczeniowych – i co ciekawe, już po szkoleniu – stawiał także absurdalne zarzuty, że we wniosku podała swój adres mailowy, a nie pracownika. I ostatecznie rozwiązał z nią umowę twierdząc, że szkolenie nie przyczyniło się do poprawy funkcjonowania firmy. A właścicielka firmy została z długami, bo wcześniej pożyczyła pieniądze na to, by móc zapłacić za to szkolenie.
Prawie identycznie wyglądała sytuacja ze szkoleniami w firmie innego przedsiębiorcy, Karola Polaszka. Od niego także po szkoleniach zażądano dodatkowych dokumentów, a później rozwiązano umowę w trybie natychmiastowym, bo szkolenie nie przyczyniło się do wyraźnego rozwoju przedsiębiorstwa. On także został z długami, co przyczyniło się do utraty płynności finansowej przez jego firmę.
Radca prawy Jacek Boroń, do którego zgłaszają się poszkodowani przedsiębiorcy, zwraca uwagę, że umowa między przedsiębiorcą a WARP jest mało szczegółowa i dzięki temu agencja może w zasadzie pytać o każdą kwestię, która nie jest związana z tematem szkolenia – i z każdego powodu rozwiązać umowę.
Co ciekawe, są wśród poszkodowanych także przedsiębiorcy, którzy już poprzednio korzystali ze szkoleń WARP – i byli zadowoleni. Tomasz Fiedorowicz, właściciel restauracji Bulwar, wykupił w ubiegłym roku szkolenie dla swoich kucharzy z przyrządzania określonych dań. Zapłacił za szkolenie, ono się odbywało, a po zakończeniu zgodnie z umową otrzymał od WARP zwrot kosztów. W tym roku ponownie zamówił takie szkolenie, tym razem z potraw z ryb. Ale tym razem już wyglądało to inaczej: WARP stwierdził, że nie otrzymał wszystkich dokumentów. Papiery ostatecznie się znalazły u urzędnika na sąsiednim biurku, ale pieniądze z refundacji nie przyszły.
Wszyscy przedsiębiorcy odnieśli wrażenie, że chodzi o szukanie na siłę powodów, żeby nie wypłacić pieniędzy. Część z nich – około 40 firm – zdecydowała się oddać sprawę do firmy windykacyjnej. Szkolenia kosztowały ich spore pieniądze i teraz, gdy dodatkowo jest im trudno z powodu pandemii – brak tych środków może spowodować konieczność zwolnień pracowników albo nawet upadek firm.
Portal Money.pl zwrócił się do WARP o skomentowanie tej sprawy – ale nie dostał odpowiedzi ani informacji, kiedy odpowiedź będzie. Zapytał więc biuro prasowe marszałka Marka Woźniaka, któremu WARP podlega. I dowiedział się, że w sprawie szkoleń oraz niewypłacanych pieniędzy „Departament Wdrażania Europejskiego Funduszu Społecznego podjął działania wyjaśniające. Procedura nie wykazała żadnych nieprawidłowości w zakresie realizacji wsparcia leżących po stronie WARP”. Taką informację podało biuro prasowa marszałka.
WARP natomiast 15 października złożył zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez firmy, które nie dostały zwrotu pieniędzy za szkolenia. Zdaniem WARP „usiłowały doprowadzić Wielkopolską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości do niekorzystnego rozporządzenia mieniem poprzez próbę wyłudzenia środków pieniężnych pochodzących z umowy”.
O dalszych losach szkoleń i pieniędzy rozstrzygnie prokuratura. To już drugie postępowanie związane z konkursami organizowanymi przez WARP – pierwszym jest Wielkopolska Tarcza Antykryzysowa, choć tu jeszcze trwa kontrola. „WARP i PCSS (Poznańskie Centrum Superkomputerowo Sieciowe) pracują nad zakończeniem problemu. Poinformujemy Państwa, gdy będą wyniki tych prac” – podało biuro prasowe marszałka.
Nasuwają się jednak pytania, dlaczego WARP, jednostka, która powinna być profesjonalnym wsparciem dla przedsiębiorców w regionie – wykazuje się po raz kolejny tak niewielkim poziomem profesjonalizmu? Dlaczego przyjmuje wnioski, wyraża zgodę na szkolenie, a później nagle uznaje, że szkolenie nie przyczyniło się do rozwoju przedsiębiorstwa? Wystarczyłoby doprecyzować kryteria dotyczące firm, które mogą wziąć w nim udział. Mają przecież wszystkie dane firm, które przychodzą we wniosku, więc mogą przed szkoleniem ocenić, dla kogo szkolenie będzie rzeczywistą pomocą, a dla kogo nie. No jest jeszcze kwestia czasu – efekty szkoleń i poprawa sytuacji firmy mogą być widoczne po miesiącu, ale mogą i po roku, zależy od konkretnego przypadku. Jednak WARP ani razu nie czekał zbyt długo z decyzją, że szkolenie nie pomogło. Dlaczego?
Chyba marszałek powinien skontrolować WARP jeszcze raz.
1000 szt. rogali świętomarcińskich przekazała do placówek dla bezdomnych jedna z wielkopolskich cukierni. Darczyńca chce zostać anonimowy.
Okolice Dnia Świętego Marcina to czas dzielenia się dobrem i solidarności z najbardziej tego potrzebującymi – i ta cukiernia to udowodniła. 200 kg rogali świętomarcińskich trafiło dzięki niej do ubogich mieszkańców Poznania i regionu.
– To piękny gest, godny naśladowania. Zachęcam do takiego działania także innych cukierników. Wrócimy do tradycji, którą zapoczątkował w 1891 roku Józef Melzer – mówi Jacek Jaśkowiak, prezydent Poznania.
Informacje o akcji zamieściło na swoim Facebooku Stowarzyszenie Pogotowie Społeczne. – Świeżutkie rogale, pieczone tuż przed odbiorem, za naszym pośrednictwem trafiły do wszystkich schronisk dla osób w kryzysie bezdomności oraz osób, które jeszcze przebywają w różnych miejscach niemieszkalnych i ulicach Poznania – napisało stowarzyszenie.
Rogal świętomarciński jest jednym z symboli Poznania. W świadomości mieszkańców i turystów wyrób ten związany jest z obchodami Dnia Św. Marcina przypadającymi na 11 listopada. Według jednej z legend prekursorem wypieku rogala był poznański cukiernik Józef Melzer, który namówił swego pracodawcę do rozdania rogali ubogim. Na ten pomysł Melzer wpaść miał w 1891 roku pod wpływem kazania proboszcza parafii Św. Marcina ks. Jana Lewickiego. Ksiądz zachęcał, by uczcić święto jakimś uczynkiem miłosierdzia skierowanym do niezamożnych mieszkańców Poznania.
Wyniki badań laboratoryjnych potwierdziły zakażenie koronawirusem SARS-CoV-2 u 2866 osób w regionie. Mamy wyraźny spadek zakażeń w Poznaniu i powiecie poznańskim.
To więcej niż wczoraj, kiedy zdiagnozowano 2232 osoby, ale mniej niż rekord, który padł 4 listopada i wyniósł 3952 osoby.
Powiat chodzieski 104
Powiat czarnkowsko-trzcianecki 90
Powiat gnieźnieński 131
Powiat gostyński 41
Powiat grodziski 104
Powiat jarociński 66
Powiat kaliski 54
Powiat kępiński 35
Powiat kolski 53
Powiat koniński 164
Powiat kościański 55
Powiat krotoszyński 16
Powiat leszczyński 63
Powiat międzychodzki 13
Powiat nowotomyski 199
Powiat obornicki 21
Powiat ostrowski 112
Powiat ostrzeszowski 51
Powiat pilski 191
Powiat pleszewski 64
Powiat poznański 176
Powiat rawicki 70
Powiat słupecki 95
Powiat szamotulski 17
Powiat średzki 110
Powiat śremski 54
Powiat turecki 104
Powiat wągrowiecki 12
Powiat wolsztyński 11
Powiat wrzesiński 51
Powiat złotowski 85
Kalisz 47
Konin 86
Leszno 93
Poznań 228
W Wielkopolsce z powodu covid-19 lub współistnienia covid-19 z innymi schorzeniami zmarło 38 osób. Od początku pandemii w województwie wielkopolskim odnotowano: zakażonych 68 000, zgonów 919, ozdrowieńców 18 610, aktywnych przypadków 48 471.
Z opublikowanego 10 listopada przez Stolicę Apostolską raportu wynika, że święty Jan Paweł II został oszukany w kwestii byłego kard. McCarricka – powiedział Przewodniczący Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki.
„Przed nominacją McCarricka do Waszyngtonu Papież nie otrzymał od biskupów amerykańskich pełnych i kompletnych informacji o jego zachowaniu moralnym, a sam McCarrick skłamał – w liście z 6 sierpnia 2000 roku – że nie miał z nikim relacji seksualnych” – stwierdził metropolita poznański.
Przewodniczący Episkopatu Polski podkreślił, że odpowiedzią Kościoła na raport o byłym kard. McCarricku są słowa Papieża Franciszka ze środowej audiencji, podczas której Papież zapewnił o swej bliskości względem ofiar wszelkiego wykorzystywania i podkreślił konieczność wykorzenienia tego zła z Kościoła.
„Sprawa byłego kard. McCarricka jest krzywdząca również dla św. Jana Pawła II, który został przez niego cynicznie oszukany” – podkreślił przewodniczący Episkopatu Polski.
Stereotypy o niepełnosprawności, spotkania z „Żywymi Książkami”, dyskusje o tym, czym właściwie jest tolerancja – prawie 30 wydarzeń będzie czekało na chętnych podczas II Poznańskiego Tygodnia Tolerancji.
W tym roku Miasto Poznań wraz z organizacjami pozarządowymi zrzeszonymi w Komisji Dialogu Obywatelskiego przy pełnomocniczce prezydenta ds. polityki równościowej zaprasza do wirtualnej przestrzeni wypełnionej wieloma ciekawymi wydarzeniami.
– Tydzień Tolerancji to kwintesencja Poznania, jakiego chcemy: otwartego, tolerancyjnego, przyjaznego – mówi Jacek Jaśkowiak, prezydent miasta. – To doskonała okazja, by poznać potrzeby wszystkich mieszkańców miasta, zwłaszcza tych zagrożonych dyskryminacją. To również szansa, by promować szacunek i akceptację wobec każdego człowieka, niezależnie od jego poglądów, wyznania, wieku, płci, koloru skóry, pochodzenia czy stopnia sprawności.
Podczas Tygodnia Tolerancji odbędzie się prawie 30 różnorodnych wydarzeń. Przygotowano warsztaty, wykłady, premiery podcastów, koncert, wystawy, spotkania i dyskusje panelowe, webinaria i happening. Każde z nich pozwoli przyjrzeć się bogactwu różnorodności ludzkiej, szerzej spojrzeć na aktualne problemy społeczne i dowiedzieć się czegoś o życiu ludzi innych niż my sami.
W bogatej ofercie wydarzeń można znaleźć np. podcast o stereotypach związanych z niepełnosprawnością przygotowany przez Stowarzyszenie Lepszy Świat i Kolektyw Bojka. Podczas warsztatów organizowanych przez Migrant Info Point każdy będzie mógł dowiedzieć się, czym jest język inkluzywny, a młodzi ludzie spróbują stworzyć koncepcje „miasta idealnego” przy pomocy zespołu Fundacji im. Julii Woykowskiej.
Fundacja RELACYJNI zaproponuje spotkanie na temat zdrowia psychicznego osób ze spektrum autyzmu, a Fundacja „Centrum Promocji i Rozwoju Mediacji – rozmowę o tolerancji ze specjalistką z zakresu edukacji równościowej. CIM Horyzonty zorganizuje „Spotkanie z Żywymi Książkami”, podczas którego każdy będzie mógł zmierzyć się ze swoimi stereotypami i uprzedzeniami związanymi z międzykulturowością, a Fundacja FIONA zaprosi rodziców osób z niepełnosprawnością na rozmowę o wartości akceptacji.
Przewidziano także wykłady – m.in. o tym, jak zapewnić równe traktowanie uczennicom i uczniom LGBT+ (Stowarzyszenie Grupa Stonewall), o mitach i stereotypach związanych z szariatem (Migrant Info Point) czy o konsekwencjach społecznych wykluczania głosu kobiet z przestrzeni publicznej (Centrum Praw Kobiet, oddział w Poznaniu). Fundacja Tęczowe Rodziny przygotuje dyskusję panelową o tym, jak mądrze wspierać osoby LGBT+, Fundacja Akceptacja zaprosi na rozmowę z osobą transpłciową, a Poznańskie Centrum Profilaktyki Społecznej przybliży problematykę przemocy wobec kobiet.
Nie zabraknie również wydarzeń kulturalnych: Stowarzyszenie Lepszy Świat i Kolektyw Bojka zaproszą na wystawę fotograficzną online „Oczy rzeczywistości”, Fundacja Majstersztyk – na wystawę plakatów Szymona Szymankiewicza poświęconych prawom człowieka, a Fundacja BEZLIK – na wystawę prac nastolatek: „Jestem dziewczyną i mam prawo do…”. Fundacja Nordoff Robbins Polska zaproponuje koncert online zespołu Siły Specjalne złożonego z muzyków zawodowych i wykonawców na początku ich drogi muzycznej, w tym członków z niepełnosprawnościami, a także osób z doświadczeniem bezdomności.
Podczas akcji artystycznej „Nitką do tęczy” poznańskie „Tęczowe seniorki” związane z Fundacją Barak Kultury będą wyszywać tęczową flagę – każdego dnia wyszyty zostanie jeden kolor, który będzie tworzony różnymi technikami. Dodatkowo 16 listopada, w Międzynarodowy Dzień Tolerancji jedna ze ścian Bramy Poznania zostanie po zmroku podświetlona na tęczowo.
II Poznański Tydzień Tolerancji rozpocznie się 16 listopada i potrwa do niedzieli, 22 listopada. Więcej informacji można znaleźć na stronie na profilu społecznościowym imprezy.
Premier Mateusz Morawiecki podjął decyzję w sprawie narodowej kwarantanny, którą miał ogłosić, gdyby zakażeń w Polsce nadal przybywało. Kwarantanna nie zostanie wprowadzona. Na razie.
Jak powiedział premier, obecnie polska średnia to 65 przypadków na 100 tys. mieszkańców – ale spada, i to po raz pierwszy od dwóch miesięcy. To zdaniem premiera pierwszy sygnał stabilizacji sytuacji, a także dowód na to, że obostrzenia wprowadzone ostatnio sprawdziły się. Dzięki temu na razie można nie wprowadzać narodowej kwarantanny. Przypomnijmy, że miała być wprowadzona, gdyby zakażeń było co najmniej 70 zakażeń na 100 tys. mieszkańców.
Jednak choć sytuacja się poprawia – obostrzenia nadal obowiązują, jak przypomniał premier. Spadek zakażeń to znak, że wygraliśmy bitwę, a nie wojnę i jeszcze wiele bitew przed nami. Nadal musimy przestrzegać zasady DDM, czyli dezynfekcja, dystans, maseczka, pracować, o ile to możliwe, zdalnie, ograniczać wyjścia z domu wyłącznie do tych niezbędnych i unikać kontaktów z innymi osobami.