Paulina Hennig-Kloska, Franciszek Sterczewski, Anna Pawłowska

Poznań: Kolejne zwolnienia w sanepidzie. Interweniują posłowie

Anna Pawłowska, kierowniczka oddziału epidemiologii poznańskiego sanepidu, została zwolniona ze stanowiska. Czy dlatego, że nie dawała sobie rady – czy dlatego, że mówiła głośno o problemach i brakach stacji?

Pracownicy stacji sanitarno-epidemiologicznych są na pierwszej linii frontu w walce z pandemią koronawirusa, która jest w pełnym rozkwicie, a w stacjach brakuje rąk do pracy. Tymczasem w wielkopolskim sanepidzie od kilku miesięcy trwają zwolnienia i degradacje personelu. Co ciekawe – głównie epidemiologów, a więc specjalistów, którzy są teraz najbardziej potrzebni, i to takich, do których pracy nigdy wcześniej nie było zastrzeżeń, wręcz przeciwnie: byli za nią nagradzani. Trudno więc uwierzyć w tłumaczenia, że przyczyny zwolnień czy degradacji są wyłącznie merytoryczne.

Tego samego zdania była posłanka Paulina Hennig-Kloska, która zainteresowała się specyficzną polityką kadrową w Wielkopolskiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej jeszcze w październiku, jak informowaliśmy. 19 października złożyła listę pytań, także w tej sprawie, do Głównego Inspektora Sanitarnego. Odpowiedzi jeszcze nie dostała, jak ją poinformowano, jest w przygotowaniu.

A tymczasem w Wielkopolsce doszło do kolejnego zwolnienia epidemiologia – tym razem ze stanowiska. Anna Pawłowska, kierowniczka oddziału epidemiologii Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej, straciła stanowisko. Dlaczego? Bo oddział nie wyrabiał się z pracą. Za winną uznano kierowniczkę. Argumentem nie jest to, że oddział na Poznań i powiat poznański liczy tylko cztery osoby.

A sytuacja była naprawdę bardzo trudna, bo nie dość, że pracowników było za mało, to jeszcze nie mieli podstawowego wyposażenia, takiego jak laptopy i telefony. A ponieważ było ich tak mało, a pracy do wykonania dużo – to zostawali po godzinach, żeby ją wykonać. I to paradoksalnie także postawiono jako zarzut kierowniczce.

– Zgłaszałam problemy lokalowe – opowiadała Anna Pawłowska. – Ale jak dostaliśmy pokoje, to nie było telefonów, nie było komputerów dla wszystkich, to wszystko było robione na gorąco. Myślę, że do sierpnia oddział epidemiologii mimo ogromnego przeciążenia radził sobie bardzo dobrze. Natomiast wzrost zakażeń i pogorszenie sytuacji epidemicznej w kraju spowodowało, że przestaliśmy być wydolni. Cały czas zgłaszałam zapotrzebowanie na pracowników i sprzęt. Ale nawet jak przyszedł sprzęt, to otrzymywałam odpowiedź, że nie może być podłączony, bo nie ma opisu. Brakowało też telefonów.

Doprowadzeni do ostateczności pracownicy sanepidu, od których wymagano efektów nie dając narzędzi do pracy, przygotowali pismo do Głównego Inspektora Sanitarnego, w którym wyliczyli wszystkie braki sprzętowe, warunki, w jakich pracowali, braki personelu, zaległości ostrzegając, że w takich warunkach nie są już w stanie dalej kontrolować epidemii.
– Te wszystkie nasze działania, które miały prowadzić do konstruktywnych zmian i wsparcia nas doprowadziły, jak mniemam, do odwołania mnie ze stanowiska – mówi była kierownik. I przyznaje, że czuje się kozłem ofiarnym.
– Presja była na mnie wywierana przez cały czas – mówiła. – Zastraszano mnie, a ja starałam się być niezależna i przede wszystkim skoncentrowana na działaniach związanych z pandemią. Jednym z powodów zwolnienia był brak organizacji w oddziale. Jestem epidemiologiem, dla mnie najważniejsze było przygotowanie oddziału pod względem merytorycznym pracowników i o to dbałam, myślę, że pracownicy to potwierdzą, że szukaliśmy jak najlepszych rozwiązań. Ale owszem, starałam się podejmować działania organizacyjne na tyle, na ile miałam narzędzia.

Wszyscy pracownicy wsparli Annę Pawłowską jak jeden mąż.
– Ciągnęliśmy tę sekcję od samego początku, pani kierownik ją praktycznie stworzyła od zera, bo na początku była to jednoosobowa sekcja w postaci mnie – mówiła jedna z pracownic. – A przecież ona obejmuje wszystkie poznańskie szpitale. Od trzech dni praktycznie nie śpimy, cały nasz harmonogram pracy został zaburzony. Nie wiem, która z moich koleżanek jest w stanie wykonać jakikolwiek telefon. Ten czas i to miejsce to nie jest czas na zmianę kierownika. I to takiego kierownika, który był dla nas wsparciem merytorycznym. Proszę pamiętać, że pani kierownik pracowała z nami od rana do nocy. Jesteśmy teraz podzieleni na dwie zmiany i nie przypominam sobie, żebym opuszczała wieczorem stację i żeby pani kierownik wychodziła przede mną. I dzięki temu, że mieliśmy to wsparcie, byliśmy jeszcze w stanie pracować.

Pracownicy potwierdzają, że kierowniczka prosiła o sprzęt, o dodatkowych ludzi – i że ich nie dostawała.
– Nie było telefonów, nie było laptopów, nawet nie było ładowarki! – wyliczała jedna z pracownic. – Mamy XXI wiek. Bez komputera, bez telefonu ja mam iść i szukać ludzi? Pieszo po Poznaniu? Sytuacja jest tragiczna. Jest za mało osób, potrzebna jest zmiana organizacji pracy, bo nie może być tak, że cała epidemiologia w powiecie została scedowana na jedną Annę Pawłowską.

Pracownicy poprosili o wsparcie posła Franciszka Sterczewskiego, sprawą nadal będzie się też zajmować posłanka Paulina Hennig-Kloska.
– Tydzień temu poruszaliśmy ten temat podczas wizyty u Głównego Inspektora Sanitarnego, a także podczas posiedzenia sejmowej komisji zdrowia – mówiła posłanka. – Mówiliśmy, że potrzebne są dodatkowe pieniądze, prosiliśmy o wygospodarowane dodatkowych budżetów, Usłyszeliśmy od pana ministra, że dodatkowe środki na sanepid będą w przyszłorocznych budżecie. Tylko że tak naprawdę te pieniądze i te dodatkowe ręce do pracy potrzebne są już dziś. Mówiliśmy o wywiadach epidemiologicznych niezrealizowanych na czas, o zaległościach, które w poszczególnych placówkach są. Jak widać, doprowadziło to do tego, że dzisiaj dwie osoby w ciężkim stanie zdrowia opuściły tę placówkę, a pani kierownik jest zwolniona. Prawdopodobnie dlatego, że jako jedna z niewielu w Polsce odważyła się mówić prawdę o zaległościach i statystykach i o tym, że naprawdę bardzo brakuje rąk do pracy.

Mówiąc o osobach w ciężkim stanie posłanka miała na mysli dwie pracownice oddziału epidemiologii, które z pracy dziś zabrały karetki pogotowia.
– To nie jest tak, że jest to efekt zaniedbań czy złej woli tych pracowników – podkreślała posłanka. – To efekt braku rąk do pracy i takie sygnały dostajemy z całej Polski. Nie wymienia się kapitana statku na wzburzonym morzu w czasie sztormu! To nie jest czas na wymianę kadrową i zastępowanie osób merytorycznych osobami nieprzygotowanymi do pójścia na wojnę!

Sytuację za skandaliczną uważa również poseł Franciszek Sterczewski.
– O tym wszystkim Główny Inspektor Sanitarny był informowany, premier Mateusz Morawiecki również był informowany w pismach wysłanych w październiku – podkreśla. – I zero reakcji. Apelujemy z tego miejsca o natychmiastową zmianę tej sytuacji i przestanie wciskania Polkom i Polakom kitu, że pandemia jest opanowana, bo nie jest. Ponieważ ludzie, którzy liczą, ile jest osób zarażonych i informują nas o tym, nie dają rady. Dzisiaj dwie karetki przyjechały do pracowników, bo dwie osoby zasłabły. Tylko dzisiaj! Brakuje co najmniej kilkudziesięciu etatów, brakuje rąk do pracy. Apelujemy, żeby rząd przestał robić sobie propagandę, tylko zajął się tym, do czego jest powołany i zaczął poważnie traktować sytuację. A jest ona dramatyczna.

Poseł zaapelował o przywrócenie pani kierownik na stanowisko, zwiększenie liczby etatów, zaprzestanie mobbingu w pracy i takie traktowanie pracowników, żeby mogli spokojnie wykonywać swoją pracę.

Posłowie z tymi postulatami odwiedzili dziś dyrektora stacji, Witolda Drabera. Zapytali go też o prawdziwe przyczyny zdegradowania pani kierownik – i zapowiedzieli, że wrócą i sprawdzą, czy sytuacja się zmieniła, a wydajność oddziału poprawiła się pod nowym kierownictwem. Bo jeśli nie – to będzie dowodem na to, że Anna Pawłowska rzeczywiście stała się kozłem ofiarnym.

– W przyszłym tygodniu jestem umówiona z GIS i oczekuję odpowiedzi na pytania, które zostały już zadane – podsumowała posłanka Hennig-Kloska. – Jeśli sprawa do tego czasu nie zostanie załatwiona, będziemy poruszać sprawę wielkopolskiego sanepidu.
– Zostały też złożone wnioski do Państwowej Inspekcji Pracy – dodał poseł Sterczewski.

Posłowie zamierzają też przypilnować, żeby pozostałe pracownice nie poniosły żadnych konsekwencji za to, że wsparły swoją byłą kierownik, skontrolują też finanse sanepidu i sprawdzą między innymi, kto, kiedy i za co dostawał premie.

Lilia Łada

4.6 7 votes
Oceń artykuł
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze