Strona główna Blog Strona 2276

Jak tworzyć gry komputerowe dostosowane do potrzeb osób z niepełnosprawnościami

0
Jak tworzyć gry komputerowe dostosowane do potrzeb osób z niepełnosprawnościami? Poznańska Gildia Graczy zaprasza na 4-8 godzinny maraton, podczas którego każdy znajdzie odpowiedź na to pytanie.

Maraton odbędzie się w dniach 30 listopada – 2 grudnia na Wydziale Matematyki i Informatyki UAM (ul. Umultowska 87). Z okazji Międzynarodowego Dnia Osób Niepełnosprawnych Stowarzyszenie Poznańska Gildia Graczy ponownie poruszy temat dostępności gier wideo dla graczy z niepełnosprawnościami.

To już trzeci 48-godzinny maraton tworzenia gier (ang. game jam) dostosowanych do potrzeb tej grupy odbiorców. Organizatorzy wydarzenia chcą podnieść poziom świadomości twórców gier i przypomnieć im, że wśród osób z niepełnosprawnościami są również potencjalni gracze.

– Zagadnienie przystosowywania gier wideo do potrzeb osób z niepełnosprawnościami jest niestety bardzo często pomijane przez twórców gier – mówi Rafał Piechocki z Poznańskiej Gildii Graczy. – Taka sytuacja wynika najczęściej z braku świadomości samych twórców o istnieniu tego problemu. Szacuje się, że 15 proc. społeczeństwa ma pewną formę niepełnosprawności. Wśród nich są gracze, którzy nie będą mogli cieszyć się daną grą, o ile nie zostanie ona wyposażona w odpowiednie opcje.

Uczestnicy wydarzenia dowiedzą się o problemach w dostępie do treści cyfrowych, z jakimi borykają się osoby z różnymi formami niepełnosprawności. Twórcy zdobędą również podstawową wiedzę o zasadach projektowania bardziej dostępnych gier. Jedną z takich reguł jest wprowadzenie opcji pozwalającej na zmianę kolorystyki gry, tak aby była ona przyjazna dla osób z zaburzonym rozpoznawaniem barw.

Twórcy gier będą mogli zapoznać się również z nowymi technologiami pojawiającymi się na rynku gamingowym, które z powodzeniem mogą zostać wykorzystane do zwiększania dostępności. Przykładem takiej nowości może być eye tracker, czyli urządzenie analizujące ruch gałek ocznych i umożliwiające sterowanie grą przy wykorzystaniu samego wzroku.

Po części wykładowej uczestnicy maratonu w niewielkich zespołach przystąpią do prac nad grami, wykorzystując zdobytą wiedzę. Po niecałych dwóch dniach nastąpi finał – prezentacja wszystkich powstałych na wydarzeniu projektów. Wyłonione zostaną te, które w najbardziej kreatywny sposób rozwiązują problemy związane z przystosowaniem produktu dla graczy z niepełnosprawnościami.

Więcej informacji można znaleźć na stronie internetowej wydarzenia: http://gildiagraczy.pl/pgg-jam-all-play/

Autor: UMP

ENEA zapowiada przerwy w dostawie prądu w Poznaniu

0
ENEA zapowiedziała na jutro (27 listopada 2018) przerwy w dostawach prądu na terenie Poznania.

Prądu nie będzie w następujących miejscach:

Obszar Poznań Nowe Miasto
27 listopada 2018 r. w godz. 08:00 – 14:00
Poznań: ul. Bałtycka 79, 79A, 79B.

Obszar Poznań Stare Miasto
27 listopada 2018 r. w godz. 08:00 – 12:30
Poznań: ul. Jaspisowa, ul. Dolna 41, ul. Berylowa 2, 4, 6, 8.

Obszar Komorniki
27 listopada 2018 r. w godz. 08:00 – 14:00
Komorniki: ul. Nad Wirynką 27, 27A, 27B, 29, 29A, 29B.

Obszar Komorniki
27 listopada 2018 r. w godz. 08:30 – 14:00
Komorniki: ul. Miodowa numery nieparzyste od 9 do 23, ul. Pasieki 10, 12.

Obszar Swarzędz
27 listopada 2018 r. w godz. 08:30 – 13:30
Jasin: ul. Szafirowa od Malwowej do Cmentarnej, ul. Żonkilowa, ul. Cmentarna numery parzyste od 20 do 28B.

Obszar Swarzędz
27 listopada 2018 r. w godz. 08:30 – 13:00
Swarzędz: ul. Morelowa od ul. Działkowej do ul. Malinowej.

Obszar Poznań Nowe Miasto
27 listopada 2018 r. w godz. 09:00 – 12:00
Poznań: ul. Śmigi, ul. Rakietowa, ul. Skrzydlata, ul. Silniki 3, ul. Krzesiny numery 67, 63, 62, 61, 60, 53, 50 do torów.

Obszar Poznań Nowe Miasto
27 listopada 2018 r. w godz. 09:00 – 15:00
Poznań: ul. Chlebowa 26, ul. Główna 10A, 12, 14, ul. Św. Michała 77.

Pacjenci z mózgowym porażeniem dziecięcym z unijnym wsparciem z WRPO 2014+

0
Marek Woźniak, Marszałek Województwa Wielkopolskiego podpisał dzisiaj umowę z Ortopedyczno – Rehabilitacyjnym Szpitalem Klinicznym im. Wiktora Degi Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu na dofinansowanie realizacji projektu pn. „Upowszechnienie technologicznie wspomaganej diagnostyki funkcjonalnej i rehabilitacji dzieci i młodych dorosłych z mózgowym porażeniem dziecięcym (MPD) w województwie wielkopolskim”. Umowę z Marszałkiem podpisał Dyrektor placówki dr n. med. Przemysław Daroszewski.

– Pokazujemy, jak nasz Wielkopolski Regionalny Program Operacyjny (WRPO 2014+) wspiera i promuje włączenie społeczne. Dlatego podejmujemy działania mające na celu poszerzenie dostępności usług społecznych i zdrowotnych osobom, dotkniętym takimi chorobami, jak np. mózgowe porażenie dziecięce. Zależy nam, aby mogły funkcjonować w sposób samodzielny w przestrzeni społecznej. Co ważne, kompleksowa terapia pozwala na odciążenie rodziców i opiekunów – powiedział Marszałek Woźniak. – Warto dodać, że finansowanie społecznych projektów jest tak przez nas skonstruowane, aby jak najmniejsze koszty ponosili beneficjenci. W tym konkretnym przypadku projekt o wartości 19 mln zł otrzymał ponad 18 mln zł dofinansowania ze środków europejskich z WRPO 2014+, a wkład własny szpitala to milion zł.

Specjaliści podkreślają, że wczesna, kompleksowa i ciągła rehabilitacja jest niezbędna w leczeniu pacjentów z MPD. Kluczowa jest rehabilitacja zaburzeń chodu, w której stosuje się obecnie na świecie zrobotyzowane systemy wykorzystujące m.in. wirtualną rzeczywistość i proprioceptywne sprzężenie zwrotne. W projekcie realizowanym przez poznański szpital wykorzystane będą nowoczesne technologie, umożliwiające naukę chodu osobom, u których umiejętności w zakresie poruszania się nie występują lub są zaburzone. W ramach wsparcia stworzone zostaną również warunki do kontynuacji rehabilitacji w miejscu zamieszkania.

Prof. dr hab. med. Marek Jóźwiak, który jest współautorem i merytorycznym opiekunem przedsięwzięcia podkreślił podczas spotkania, że to program, z którego będą mogły skorzystać wszystkie dzieci (ok. 1100 osób) chorujące na MPD w Wielkopolsce. Jego realizacja przyczyni się do przybliżenia chorym leczenia i rehabilitacji na najwyższym poziomie. Umożliwi także współpracę pacjentów, rodziców, lekarzy i terapeutów. Z kolei Dyrektor szpitala Przemysław Daroszewski zaznaczył, że bezpośrednimi beneficjentami środków, które otrzyma szpital, są pacjenci chorujący na MPD, którzy przez najbliższe lata będą mogli korzystać ze skrojonego na ich potrzeby programu leczenia i rehabilitacji.

Projekt realizowany będzie w ramach Podziałania 7.2.2. Usługi społeczne i zdrowotne WRPO 2014+ z Europejskiego Funduszu Społecznego. Obejmuje on modernizację miejsca świadczenia usług zdrowotnych wraz z doposażeniem i wyposażeniem w nowoczesny sprzęt, a także kompleksowe wsparcie w zakresie diagnozy potrzeb i leczenia rehabilitacyjnego osób z MPD. Prezentację projektu znajdą Państwo w załączniku.

Dotychczas w ramach Poddziałania 7.2.2 „Usługi społeczne i zdrowotne – projekty konkursowe” Zarząd Województwa Wielkopolskiego wybrał projekty na łączną kwotę dofinansowania ponad 164 mln zł. W ramach wybranych projektów podpisano umowy przekraczające 125 mln zł dofinansowania.

Więcej informacji można uzyskać na stronie internetowej Programu: http://wrpo.wielkopolskie.pl

Autor: UM

Zwolnienia lekarskie – tylko elektroniczne

0
Od 1 grudnia 2018 roku lekarze będą wystawiać zwolnienia lekarskie tylko w formie elektronicznej. Nie będzie możliwości wystawiania tradycyjnych zwolnień. Co to oznacza dla pracownika, pracodawcy i lekarza?

Elektroniczne zwolnienie lekarskie (E-ZLA) ma automatycznie trafiać do pracodawców i ułatwić życie pacjentom. Jego stosowanie wiąże się jednak z kilkoma zasadami, o jakich warto pamiętać.

Ważne dla pracowników

Gdy lekarz wystawi elektroniczne zwolnienie, pracownik nie musi dostarczać go pracodawcy. Jest jednak warunek: pracodawca musi mieć swój profil na Platformie Usług Elektronicznych ZUS (PUE ZUS). Jeśli go założył, to ma również dostęp do elektronicznych zwolnień lekarskich swoich pracowników. E-ZLA zostanie przesłane automatycznie, a osoba na zwolnieniu może spokojnie wracać do zdrowia. Wystawione przez lekarza E-ZLA każdy może zobaczyć na swoim profilu na PUE ZUS (www.zus.pl). Nie trzeba więc prosić o wydruk zwolnienia.

Jeśli pracodawca nie ma swojego profilu na PUE ZUS, nie można przekazać mu tego dokumentu elektronicznie. W takiej sytuacji lekarz musi wręczyć wydruk zwolnienia – z podpisem i pieczątką. Ten dokument należy dostarczyć swojemu pracodawcy. O tym, że potrzebny jest wydruk e-ZLA, lekarz dowie się z systemu, w którym wystawia zwolnienia.

Ważne dla pracodawców

Jeżeli lekarz wystawi pracownikowi elektroniczne zwolnienie, to pracodawca z profilem na Platformie Usług Elektronicznych ZUS (PUE ZUS) natychmiast dostanie o tym informację. Dzięki temu właściwie rozliczy składki i świadczenia oraz uniknie korekt dokumentów rozliczeniowych. Powiadomienia o e-ZLA można dostawać mailem lub SMS-em.

Jeśli pracodawca ma swój profil na PUE ZUS i otrzymuje elektroniczne zwolnienia lekarskie, pracownik nie musi przynosić ich w wersji papierowej. E-ZLA, które wystawia lekarz, automatycznie trafia do systemu ZUS i zapisuje się w nim. Nie trzeba więc dostarczać elektronicznego zwolnienia lekarskiego do ZUS.

Jeśli pracownikom zasiłki wypłaca ZUS, pracodawca musi wystawić zaświadczenie na druku Z-3 i przekazać je do ZUS wraz z niezbędną dokumentacją. Zaświadczenie to może przekazać przez PUE ZUS. System automatycznie uzupełni je danymi pracodawcy i danymi z e-ZLA. To zaświadczenie ZUS potraktuje także jako wniosek pracownika o zasiłek.

Ważne dla lekarzy

Elektroniczne zwolnienia lekarskie można wystawiać na Platformie Usług Elektronicznych ZUS albo w aplikacji, której lekarz używa w swoim gabinecie – jeśli ma ona taką funkcję. Większość danych potrzebnych do tego, aby wypełnić e-ZLA, automatycznie pobierze się z systemu albo będzie można wybrać je z listy.

Przy wystawianiu e-ZLA, w systemie jest dostęp do danych pacjenta, jego pracodawców (płatników składek) oraz członków rodziny. Elektroniczne zwolnienie automatycznie trafia do systemu ZUS i zostaje w nim zapisane. Nie trzeba dostarczać papierowych zwolnień do ZUS ani przechowywać ich drugiej kopii. Lekarz nie musi też pobierać w placówkach ZUS bloczków formularzy ZUS ZLA.

Więcej informacji można znaleźć na: http://www.zus.pl/ezla

Autor: UMP

Pol(s)ka NIEpodległa

0
Wernisaż Pol(s)ka NIEpodległa to finał pierwszej części projektu skierowanego do Kobiet, dla których rocznica 28 listopada 2018 r. jest niezwykle ważna. To 100-lecia nadania Praw Wyborczych Kobietom w Polsce.

W 6 sesjach zdjęciowych wzięło udział blisko 50 kobiet, które fotografowały też kobiety: Ewelina Jaśkowiak, Barbara Sinica, Agata Oleynowa i Sylwia Kolwicz. Przy tej skali przedsięwzięcia niezbędne były też koordynatorki: Julla Gir, Martyna Jaśkowiak, Paulina Juszczak, Kauane Claro, Karolina Montgomery, Eva Rufo, Olga Stobiecka-Rozmiarek oraz Weronika Wardzyńska.

Udało im się zatrzymać kilkaset ujęć, momentów spotkania z przyjaciółką, mamą, córką, momenty spotkania z sobą samą w lustrze. Swoją NIEpodległość Kobiety uczestniczące w sesjach wyraziły w spojrzeniu, geście, pozie, stroju, makijażu.

Herstoryczny głos 100 lat praw Wyborczych KOBIET w POLSCE można będzie zobaczyć w Stowarzyszeniu Łazęga Poznańska, ul. Święty Marcin 75. Wernisaż rozpocznie się 28 listopada o godzinie 17.00. Będzie też można, podczas wspólnego świętowania, także posłuchać rozmów o kobiecości, ciele, jakie zostały nagrane przez reportażystkę Wandę Wasilewską.

Łazęga Poznańska, el

Szczepione dzieci łatwiej dostaną się do przedszkola?

0
Miasto Poznań postanowiło wyjść naprzeciw rodzicom, zaniepokojonym doniesieniami o rosnącej liczbie zachorowań na odrę i inne choroby zakaźne. Chce, by zaszczepione dzieci otrzymywały dodatkowe punkty podczas rekrutacji do przedszkoli.

– Zwrócimy się z pisemnym wnioskiem odpowiednio do ministerstwa edukacji oraz ministerstwa polityki społecznej, aby umożliwić dodatkowe preferencje przy naborze do przedszkoli i żłobków dla dzieci, które są szczepione – tłumaczy Mariusz Wiśniewski, zastępca prezydenta Poznania. – Oczywiście nie chcemy ograniczenia dostępu do tych placówek dzieciom, które nie zostały zaszczepione, ale ustalenia kryterium przy rekrutacji do przedszkola lub żłobka pozwalającego na uzyskanie dodatkowych punktów – wyjaśnia.

Dodatkowe punkty będzie można uzyskać na podstawie, przedstawianych przez rodziców, zaświadczeń, potwierdzających, że dziecko było szczepione. Zmiany w przepisach ustawy Prawo oświatowe wpiszą się też w działania na rzecz profilaktyki. O tego typu kroki postulował m.in. samorząd lekarski.

– Już w lipcu 2017 r. lekarze zwrócili się do ministra zdrowia o podjęcie prac legislacyjnych. Miały one zmierzać do wprowadzenia obowiązku przedstawienia przed przyjęciem do żłobka, przedszkola i szkoły zaświadczania, potwierdzającego wykonanie u dziecka obowiązkowych szczepień – przypomina Mariusz Wiśniewski.

Władze Miasta Poznania zdają sobie sprawę, że obowiązujące prawo nie pozwala ograniczać dostępu do publicznych szkół i przedszkoli dzieciom, zamieszkałym na terenie gminy. Dotyczy to także tych maluchów, które nie były szczepione. Stąd propozycja, aby promować rodziców, którzy są świadomi, jakie zagrożenie niesie unikanie tego obowiązku. Posiadanie szczepień nie będzie warunkować przyjęcia dziecka do publicznego przedszkola, co mogłoby stanowić ograniczenie w dostępie do nauki, w sprzeczności z Konstytucją. Celem jest jedynie ich premiowanie.

Jak wynika z danych Światowej Organizacji Zdrowia w ostatnich latach nastąpił wzrost zachorowań na groźne choroby zakaźne (krztusiec, polio i odrę). Dwa lata temu na odrę w Europie zachorowało 5 tys. osób. W pierwszym półroczu tego roku aż 41 tys. osób, z czego 37 zmarło. Wciąż rośnie liczba rodziców, które nie szczepią swoich dzieci. Jak wynika z danych, w tym roku w Polsce odmówiło ich już ponad 34 tys. osób.

Autor: UMP

Nowe bezpieczne przejście

0
Piesi mogą korzystać z nowego aktywnego przejścia przez ul. Umultowską w rejonie ulicy Mołdawskiej. Zostało ono wyposażone w tak zwane „kocie oczy” i pulsary ostrzegające kierowców o obecności przechodniów.

Na ul. Umultowskiej, w sąsiedztwie skrzyżowania z ul. Mołdawską wykorzystany został system złożony z detektora pieszych i samochodów oraz lamp zatopionych w nawierzchni jezdni, zwanych „kocimi oczami”. Zaczynają one emitować pomarańczowe światło w kierunku nadjeżdżających pojazdów gdy pieszy stanie przy krawędzi chodnika. Natomiast kiedy do przejścia zbliża się samochód, z głośnika nadawany jest komunikat dźwiękowy: „Uwaga, pojazd!”. Ponadto na znakach D-6 przejście dla pieszych umieszczone zostały pulsary, błyskające pomarańczowym światłem w momencie wykrycia przechodnia, dodatkowo ostrzegając kierowców. Instalacja jest zasilana energią słoneczną, co czyni ją niemal samowystarczalną. Jest to już drugie aktywne przejście uruchomione w tym roku. Od czerwca podobna „zebra” funkcjonuje na ul. Głównej.

Budowa aktywnego przejścia dla pieszych na ul. Umultowskiej została sfinansowana ze środków Rady Osiedla Piątkowo. Jej koszt wyniósł 26 tysięcy złotych.

Budowa aktywnych przejść dla pieszych to jedno z zadań realizowanych przez Zarząd Dróg Miejskich, którego celem jest poprawa bezpieczeństwa na ulicach miasta. Działanie tego typu rozwiązań opiera się na wykrywaniu osoby zbliżającej się do „zebry” oraz ostrzeżeniu o jej obecności kierowców z pomocą sygnałów świetlnych.

Autor: ZDM

Mity przyleskie

0
Wszystkie kultury mają swoje mity o stworzeniu Świata. 26 listopada w CK Zamek będzie można zobaczyć, jak też ten mit widzi Ewa Szumska i jej aktorzy.

Po uroczym, pełnym magii spektaklu „Na wysypisku” oraz surrealistycznej opowieści o pragnieniach, myślach, emocjach zatytułowanej „Środek jest tam, gdzie jestem ja” Ewa Szumska ze swoimi aktorami wcielają się w rolę antropologów kultury i zgłębiają sekret początku Wszystkiego.

– Sięgnęliśmy po Tajemnice początku – mity o stworzeniu świata Anny Onichimowskiej. Zachwyceni pięknem opowieści z różnych kultur, wybraliśmy mit Na Górze i Na Dole spisany na Wybrzeżu Kości Słoniowej przez kongijskiego poetę Tchicayę U Tam’si po to, by opowiedzieć własny, przyleski mit – uchyla rąbka tajemnicy reżyserka.

Grupa teatralna Nowi w Nowym im. Wojciecha Deneki to uczestnicy Warsztatu Terapii Zajęciowej „Przylesie” działającego w ramach Stowarzyszenia Na Tak. Zajęcia teatralne w „Przylesiu” od 2006 roku prowadzi terapeutka Hanna Rynowiecka. Są one jednym ze sposobów oddziaływania na stan świadomości uczestników – poprzez stwarzanie możliwości wchodzenia w różnorodne role (często niedostępne w ich życiu codziennym) i tym samym ćwiczenie niepoznanego dotychczas repertuaru zachowań i gestów. Grupę tworzy około 10 osób, które wspólnie pracują nad przygotowaniem spektaklu teatralnego. Od 2016 roku grupa współpracuje z Centrum Kultury ZAMEK w ramach projektu Teatr powszechny. Przygotowuje kolejne spektakle pod okiem Ewy Szumskiej, aktorki poznańskiego Teatru Polskiego, absolwentki Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej we Wrocławiu oraz Studium Piosenkarskiego w Poznaniu. Szumska jest też wokalistką i laureatką XVII Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. Współpracowała z wieloma teatrami: alternatywnym Obok, Teatrem im. W. Bogusławskiego w Kaliszu, Usta Usta, Montownia w Warszawie, Teatrem Nowym w Poznaniu. Od 2000 roku związana z poznańskim Teatrem Polskim, gdzie zagrała w kilkudziesięciu spektaklach. Ewa Szumska dwukrotnie otrzymała stypendium Prezydenta Miasta Poznania dla młodych twórców, jest również laureatką rankingu Profesjonaliści Forbesa 2014 w kategorii Artysta.

Spektakl rozpocznie się o 18.30 w CK Zamek, trwa ok. 45 min. Bilety kosztują 10-15 zł.

reżyseria: Ewa Szumska
współpraca reżyserska: Hanna Rynowiecka
światło, projekcje: Mariusz Adamski
adaptacja tekstu: Ewa Szumska
animacje: Rita Kaźmierczak, Jerzy Kaźmierczak
opracowanie muzyczne: Adam Brzozowski, Wiesław Janicki
maski: Karolina Szymkowiak
obsada: Lidia Piskorska, Mariusz Józefiak, Ewa Szumska / Mariusz Sztuba, Daniel Laskowski, Jarosław Kubiak, Piotr Roszak, Arkadiusz Żmijewski

CK Zamek, el

Rondo Żegrze – informacje komunikacyjne

0
Przebudowa odcinka trasy tramwajowej od os. Lecha do ronda Żegrze przebiega zgodnie z przyjętym harmonogramem. W piątek, 30 listopada, rozpocznie się kolejny etap prac budowlanych na rondzie.

Do połowy stycznia przyszłego roku zostanie zamknięty krótki odcinek ul. Unii Lubelskiej w obrębie ronda Żegrze. Jednocześnie nadal funkcjonować będzie przejazd przez rondo Żegrze (kierunek ul. Żegrze – ul. Hetmańska i odwrotnie). Ponadto zostanie wprowadzony objazd do ul. Unii Lubelskiej ulicami Kurlandzką i Obodrzycką. Wprowadzana tymczasowa organizacja ruchu nie spowoduje zmian w dotychczasowym funkcjonowaniu komunikacji zastępczej.

Obecnie w rejonie ronda Żegrze kończy się montaż nowego torowiska (ostatni fragment zostanie wykonany po zamknięciu wlotu w ul. Unii Lubelskiej), kontynuowane są prace związane z budową infrastruktury podziemnej, a na zamkniętej części ronda trwa układanie nawierzchni bitumicznej. Cały pierwszy etap prac, związany z rozbudową ronda Żegrze, potrwa do połowy 2019 roku.

Już 2 stycznia przyszłego roku planowane jest wstrzymanie ruchu tramwajów na Górnym Tarasie Rataj, na odcinku od os. Lecha (tunel Franowo) do przystanku Żegrze I. Od początku przyszłego roku rozpoczną się prace na tym odcinku trasy tramwajowej. W związku z prowadzonymi robotami przestanie funkcjonować komunikacja tramwajowa, a w zamian zostanie wzmocniona autobusowa komunikacja zastępcza. W trakcie realizacji tego etapu inwestycji będzie funkcjonować, zgodny z etapowo wprowadzaną czasową organizacją ruchu, przejazd wzdłuż ulic Żegrze i Chartowo.

Przebudowa odcinka od os. Lecha do ronda Żegrze prowadzona jest w ramach zadania „Przebudowa trasy tramwajowej: Kórnicka – os. Lecha – rondo Żegrze wraz z budową odcinka od ronda Żegrze do ul. Unii Lubelskiej”, dofinansowanego ze środków UE w ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko 2014-2020. Zakończenie tego etapu przewidziano na koniec 2019 roku.

Autor: UMP

Jest smog? Dzwoń po Eko Patrol!

0
Na jesienne trasy wyruszyły już Eko Patrole straży miejskiej. Będą kontrolować, czym poznaniacy palą w piecach – i karać mandatami trucicieli.

Jakość poznańskiego powietrza od kilku tygodni pozostawia wiele do życzenia. Niestety, winni jesteśmy my sami, bo to dym z pieców i kominków najbardziej zanieczyszcza atmosferę. Przy czym i jakość palenisk, i paliwa, jakie się w nich stosuje, pozostawia wiele do życzenia.

W niedzielę, 25 listopada, według aplikacji Atmosfera dla Poznania, poziom pyłu zawieszonego PM10 wynosi 157 μg/m3. Zgodnie z polskimi normami to jeszcze nie jest poziom informowania ani tym bardziej alarmowy – jednak z pewnością może budzić niepokój.

Jeszcze do niedawna palący śmieci, używający starych pieców lub dawno nie czyszczonych kominów byli praktycznie bezkarni. Teraz w takiej sytuacji można wezwać Eko Patrol.
– W miesiącach jesienno-zimowych funkcjonariusze Straży Miejskiej Miasta Poznania prowadzą zintensyfikowane kontrole domowych pieców grzewczych i przydomowych kotłowni oraz miejsc prowadzenia działalności gospodarczej – wyjaśnia Przemysław Piwecki, rzecznik prasowy SMMP. – Robią to pod kątem ujawnienia spalania materiałów niedozwolonych prawem. Wiele podejmowanych interwencji jest rezultatem zgłoszeń pochodzących od mieszkańców miasta, którzy rozumieją, że palenie śmieci i stosowanie paliw stałych najgorszej jakości powoduje istotne zanieczyszczenie powietrza.

Funkcjonariusze w oparciu o art. 379 ustawy Prawo ochrony środowiska uprawnieni są do wstępu wraz z rzeczoznawcami i niezbędnym sprzętem przez całą dobę na teren nieruchomości oraz obiektów, na których prowadzona jest działalność gospodarcza, a w godzinach od 6 do 22 – na pozostały teren. Ponadto mogą m.in. przeprowadzać badania lub wykonywać inne czynności kontrolne, a także żądać okazania dokumentów mających związek z problematyką kontroli.

Eko Patrole dysponują też dwoma specjalistycznymi pojazdami, wyposażonymi w mobilne urządzenie do pomiaru jakości powietrza (analizator zapylenia), a także zestawy do poboru próbek popiołu. Próbki odpadu paleniskowego pobierane przez funkcjonariuszy przekazywane są do ekspertyzy do laboratorium, a wynik pokazuje, czy doszło do spalania niedozwolonych substancji (śmieci/odpadów) w piecu – czy też nie.

W 2017 roku Straż Miejska przeprowadziła blisko 2 tys. kontroli spalania w domowych instalacjach grzewczych i dokonała 129 pomiarów stężenia pyłu zawieszonego PM10. W 375 przypadkach winnych spalania odpadów ukarano mandatem, zastosowano 48 pouczeń oraz skierowano 4 wnioski do sądu. Warto dodać, że od listopada tego roku zwiększyły się kompetencje strażników o możliwość karania mandatami za łamanie uchwały wprowadzającej ograniczenia lub zakazy w zakresie spalania paliw stałych.

O spalaniu śmieci może powiadomić Eko Patrol każdy mieszkaniec Poznania. Telefonicznie pod całodobowym numerem 986, pocztą elektroniczną na adres [email protected], za pomocą smartfonowej aplikacji INTERWENCJE lub korzystając z formularza internetowego w systemie on-line.

WOŚ UMP, SMMP, el

Adam Nawałka oficjalnie trenerem Lecha Poznań

0
Adam Nawałka podpisał kontrakt z Lechem Poznań. Były selekcjoner reprezentacji Polski związał się z Kolejorzem umową do 30 czerwca 2021 roku.

Do nowego sztabu szkoleniowego dołączyło jeszcze pięciu trenerów. W niedzielę wieczorem na stadionie przy Bułgarskiej doszło do spotkania Zarządu Lecha Poznań i dyrektora sportowego klubu z nowym sztabem szkoleniowym. Na jego czele stanął Adam Nawałka, były selekcjoner reprezentacji Polski.

W zespole trenerskim 61-latka znajdują się Bogdan Zając (asystent), Jarosław Tkocz (trener bramkarzy), Remigiusz Rzepka (koordynator sztabu przygotowania motorycznego), Andrzej Kasprzak (trener przygotowania motorycznego), Stanisław Gadziński (trener przygotowania motorycznego), Paweł Frelik (trener mentalny), a także Łukasz Siwecki i Hubert Barański (analitycy).

Trenerzy jeszcze wieczorem obejrzeli boiska treningowe, szatnię, siłownię i część przeznaczoną dla rodzin piłkarzy. Po podpisaniu kontraktów czekała ich także sesja zdjęciowa, a trener Adam Nawałka wziął udział w nagraniu, które kilkadziesiąt minut później w słuchawkach swoich telefonów usłyszeli posiadacze karnetów i uczestnicy programu LECHICI.

Wszelkie formalności zostały dopełnione zatem na dzień przed rozpoczęciem pracy z pierwszą drużyną. W poniedziałek sztab spotka się na Stadionie Poznań już o godzinie 7:30. Pierwszy trening odbędzie się przed południem, potem zespół zje wspólnie obiad i spotka się na odprawie.

Autor / foto: lechpoznan.pl

Czarno na białym w kolorze

0
Ten intrygujący tytuł nosi nowa wystawa w Muzeum Etnograficznym w Poznaniu. Można na niej podziwiać 50 najstarszych fotografii ze zbiorów muzeum, prezentowanych po raz pierwszy w wersji kolorowej.

Wystawa pięćdziesięciu najstarszych (wykonanych w latach 1890–1939) archiwalnych fotografii ze zbiorów Muzeum Etnograficznego w Poznaniu, pochodzących z różnych regionów Polski, prezentowanych po raz pierwszy w wersji kolorowej.

Ze względu na wartość archiwalnych zdjęć, oraz w trosce o ich dobrą kondycję w przyszłości i zgodnie z wymogami konserwatorskimi, na wystawie nie pokazujemy oryginalnych fotografii ale ich kopie.

Prezentowane fotografie są ściśle związane z profilem muzeum i przedstawiają ludzi uwiecznionych najczęściej podczas wesel, dożynek, procesji i innych ważnych „odświętnych” oraz ważnych chwil. Wśród tego zbioru znajdują się również zdjęcia wykonane w ówczesnych atelier w Poznaniu i okolicznych miastach.

Na wystawie zobaczyć można zarówno czarno-białe archiwalne zdjęcia, jak i ich pokolorowane i powiększone wersje. Oryginalne fotografie te nie zostały wcześniej zrekonstruowane ani wyretuszowane. Nie naprawiono ich pęknięć, załamań, uszkodzeń; pozostawiono wszelkie ślady ich wcześniejszego życia oraz oryginalne wady techniczne. Zdjęcia zostały następnie zdygitalizowane i poddane koloryzacji cyfrowej. Nadano im kolory prawdopodobne i zgodne z kolorami występującymi w danym czasie i danym miejscu.

– Niedoskonałość każdej fotografii (zarówno archiwalnej jak i współczesnej) polega na tym, że przedstawia ona zaledwie odbicia autentycznych osób i przedmiotów – wyjaśnia Iwona Rosińska, kuratorka i autorka koncepcji wystawy. – Mimo tego, że żadne zdjęcie nie odwzoruje idealnie prawdziwych kolorów sfotografowanych ludzi i ich rzeczy, pokolorowanie czarno-białych zdjęć urealnia przedstawioną na nich historię, aktualizuje przeszłość, stwarza z nich dokument bliższy prawdzie, ukazujący ewidentnie i namacalnie, czarno na białym świat widziany przez ludzi żyjących ówcześnie. Fotografiom archiwalnym często towarzyszy tajemnica. Wiele zdjęć z tego zbioru jest zagadką; nie znamy ich autora, miejsca wykonania, ani nie wiemy nic o osobach, które przedstawiają. Dzisiejsze, kolorowe upublicznienie dawnej fotografii, umożliwia odkrywanie na nich znajomych twarzy, sytuacji i miejsc oraz zachęca do dzielenia się swoimi uwagami i odkryciami.

Koloryzacja cyfrowa fotografii archiwalnych wykonana została przez Martę Łukasiewicz i Maciej Koca. Ekspozycję zaaranżowała Joanna Lewandowska. Wystawa prezentowana będzie do 30 czerwca 2019 roku.

Muzeum Narodowe

Kontrowersyjny szpital na Grunwaldzie

0
W ubiegłym tygodniu odbyło się kolejne spotkanie poświęcone budowie nowego skrzydła szpitala przy Przybyszewskiego. Przeciwko inwestycji w takim kształcie, jakiego chce Uniwersytet Medyczny, protestują społecznicy.

Przedmiotem kontrowersji jest zabudowa sześciu hektarów terenu przy ul. Grunwaldzkiej, przylegającego do szpitala klinicznego przy Przybyszewskiego. Teren należał do miasta, a w znajdujących się tam barakach mieściły się organizacje charytatywne, offowe teatry i stowarzyszenia społeczne.

W 2014 roku Uniwersytet Medyczny zwrócił się do miasta z propozycją kupna terenu. Uczelnia chciała tam rozbudować swój szpital, a w nowych budynkach miały się znaleźć oddziały transplantologii i okulistyki. Po długich i burzliwych dyskusjach, między innymi na Komisji Polityki Przestrzennej RMP, radni zgodzili się na sprzedaż, i to z bonifikatą: uczelnia zamiast nieco ponad 13 mln zł, bo na tyle wyceniono teren, zapłaci 131 tysięcy. Ale wybuduje też Szpitalny Oddział Ratunkowy, bo na Grunwaldzie takiego nie ma.

Co jednak spowodowało wątpliwości radnych? Na pewno nie chęć zbudowania oddziałów transplantologii i okulistyki, bo takich w Poznaniu brakuje. Uczelnia zgodziła się też na budowę SOR, choć nie bez oporów.

Problemem był natury czysto prawnej – radnym chodziło o takie sformułowanie uchwały, która pozwoliłaby miastu wycofać się z umowy albo żądać zapłaty pełnej wartości gruntu, gdyby uczelnia jednak z obowiązku budowy SOR się nie wywiązała. Obawy radnych nie były pozbawione podstaw: ze współpracy z uczelniami wyższymi, w tym Uniwersytetem Medycznym, miasto ma sporo niedobrych doświadczeń. Na przykład część miejskiego terenu przekazanego UM pod budowę Centrum Stomatologii – także z bonifikatą – uczelnia wydzierżawiła pod… stację benzynową. Jakoś wcześniej, przed otrzymaniem gruntu, władze UM nie wspomniały o tym pomyśle.

To radny Adam Pawlik przywołał w 2014 roku tę sprawę obawiając się, czy aby uczelnia znów nie obieca, czego sobie tylko miasto życzy – a później i tak zrobi to, co jej pasuje. Na przykład wybuduje stację benzynową. Co prawda w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego teren jest przeznaczony na cele oświatowe i zdrowotne, jednak gdyby była to stacja wyłącznie na potrzeby placówki? I gdyby tak się stało, to jakie możliwości miałoby miasto, by wyegzekwować na uczelni wykonanie swoich zobowiązań?

Ostatecznie w uchwale znalazł się zapis o przekazaniu gruntu z bonifikatą pod warunkiem wybudowania przez uczelnię Szpitalnego Oddziału Ratunkowego, a radni ją ostatecznie uchwalili.

Wydawałoby się, że na tym koniec problemów: mieszkańcom Grunwaldu poprawi się jakość opieki medycznej, uczelnia dostanie więcej miejsca i możliwości rozwoju, a miasto – nowy szpital na miejscu walących się baraków.

Okazało się jednak, że nie jest tak ładnie, jak mogłoby się wydawać. Pierwsi na alarm zaczęli bić społecznicy z inicjatywy „Zielony Grunwald”. Według nich Uniwersytet Medyczny zamierza na Grunwaldzie wybudować nie nowy szpital, ale jakiś ogromny moloch, który zajmie większość terenu z tych sześciu hektarów przy Grunwaldzkiej. A to oznacza wycinkę rosnących tam drzew, nie mówiąc już o wzroście natężenia ruchu kołowego w okolicy i braku miejsc parkingowych, których już teraz jest tam za mało.

„Stary Grunwald mega szpitala nie udźwignie. Na Grunwaldzie potrzebujemy oddziału ratunkowego, a nie szpitala molocha” – piszą na swojej stronie. – „Poznań potrzebuje też Centrum Opieki Senioralnej. To idealna lokalizacja. Zbudujmy SOR i Centrum Seniora na Grunwaldzie zachowując charakter dzielnicy, a dla mega szpitala znajdźmy odpowiednią lokalizację”.

Oliwy do ognia dolały działania inwestora, który we wrześniu tego roku rozpoczął na tym terenie wycinkę drzew. Wycięto 69 drzew i 25 m2 krzewów, zdaniem społeczników niezgodnie z prawem. Wprawdzie inwestor miał zezwolenie na wycinkę wydane przez prezydenta Poznania, ale powinien dostać dwie decyzje, bowiem prezydent w tym przypadku wykonywał także kompetencje Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Klub Przyrodników z tego powodu złożył w październiku wniosek o wszczęcie postępowania w sprawie stwierdzenia nieważności decyzji prezydenta Poznania w tej sprawie.

Koncepcja zabudowy przedstawiona przez Uniwersytet Medyczny ma też innych przeciwników. Joanna Bielawska-Pałczyńska, Miejska Konserwator Zabytków, także jest zdania, że procent zabudowy działki jest dla niej nie do przyjęcia i nie zamierzaa wyrazić zgody na inwestycję o takim stopniu zagęszczenia. A jej opinia jest decydująca – Stary Grunwald jest dzielnicą objętą ochroną konserwatorską.

Na szczęście przedstawiona koncepcja – to tylko koncepcja, a nie gotowy projekt, więc można go jeszcze zmienić. Pomogą w tym konsultacje społeczne, które rozpoczną się w styczniu 2019 roku. Ich wynik zostanie wzięty pod uwagę przy ustalaniu gęstości zabudowy nowego szpitala i – jak mają nadzieję społecznicy – zapobiegnie postawieniu betonowego bunkra w samym środku zabytkowej zabudowy Starego Grunwaldu. Niestety, oznacza to także, że na nowy SOR Grunwald będzie musiał jeszcze poczekać.

Lilia Łada, fot. L. Łada

Adam Nawałka – prawdziwy fachowiec, ale tylko człowiek

0
Były selekcjoner reprezentacji Polski, a także w przeszłości trener takich zespołów jak Górnik Zabrze, GKS Katowice czy Wisła Kraków – według wielu doniesień, już prawdopodobnie w poniedziałek obejmie pierwszą drużynę Lecha Poznań.

Adam Nawałka meczu z Wisłą Płock nie obejrzał z trybun stadionu, bo do stolicy Wielkopolski przyjedzie w niedzielę. Do „Kolejorza” trafią także Bogdan Zając, trener bramkarzy Jarosław Tkocz, trener od przygotowania motorycznego Stanisław Gadziński, a ze sztabem współpracować mają jako koordynator przygotowania fizycznego Remigiusz Rzepka i trener mentalny Paweł Frelik. Początkowo były selekcjoner chciał bardziej rozbudowany sztab, jednak poszedł z działaczami Lecha na kompromis. Ze sztabu Ivana Djurdjevicia pozostaną analitycy, a także dotychczasowy trener przygotowania fizycznego, Andrzej Kasprzak. Ze wstępnych informacji wynika, że Nawałka zwiąże się 2.5-letnim kontraktem, zaś co miesiąc inkasować będzie około 150 tysięcy złotych – stanowi to rekord, jesli chodzi o najwyższą pensję trenera w Lotto Ekstraklasie. Reszta sztabu szkoleniowego do podziału ma otrzymać około 100 tysięcy złotych. Według wyliczeń, roczne utrzymanie Adama Nawałki ze swoimi ludźmi, Lecha kosztować będzie około 3 milionów złotych. Wydaje się to bardzo duża kwota, jednak mając na uwadze to, ile włodarze poznańskiej drużyny przeznaczyli poprzedniego lata na wzmocnienia czy chociażby potrafili wykładać 2 miliony złotych za Nicklasa Barkrotha – to już wydaje się ona być nieco rozsądniejsza.

Rudawa, to w tym mieście, oddalonym o około 20 kilometrów od Krakowa, Nawałka rozpoczynał swoją przygodę jako piłkarz – grając w tamtejszej drużynie młodzieżowej Orląt. W roku 1969 trafił do Wisły Kraków, z którą związany był praktycznie przez całą swoją karierę. W stolicy Małopolski spędził szesnaście lat, gdzie zdobywał między innymi mistrzostwo Polski juniorów czy w mistrzostwo Polski już w ekstraklasie. Występując na pozycji pomocnika, dla „Białej Gwiazdy” zagrał 190 meczów i strzelił 9 goli, był także etatowym reprezentantem Polski, z którą w roku 1978 wystąpił na Mistrzostwach Świata w Argentynie, został wybrany nawet przez dziennikarzy do najlepszej jedenastki turnieju – grając u boku między innymi Grzegorza Laty czy Zbigniewa Bońka. Ciekawi także przydomek przyszłego trenera Lecha Poznań za czasów gry w Wiśle. Jak wspomina w wywiadzie dla sport.pl Andrzej Iwan, koledzy mówili na niego „ciepły”. Dlaczego?

– Bo podobał się chłopakom, choć bez wzajemności. Dbał o siebie. Na boisku bezkompromisowy twardziel, a poza nim delikatny i wypielęgnowany jak z żurnala. Ale co tam, że chłopakom – on przede wszystkim dziewczynom się podobał. Pseudonim był jednak zarezerwowany tylko dla starszych. – Żaden z młodych z tym „Ciepłym” nie miał prawa się wyrwać, respekt musiał być – mówił w 2013 roku Andrzej Iwan, który z Nawałką grał przez dziesięć lat.

Elegancja, osobowość i szyk – pozostała mu do dzisiaj, to trzeba otwarcie przyznać. W 1985 roku opuścił Wisłę i wyjechał do Stanów Zjednoczonych razem z żoną w poszukiwaniu lepszych warunków do życia. Choć zajmował się tam głównie pracą fizyczną czy pracą związaną z wycinaniem drzew – nie zapomniał o piłce i podczas całego swojego pobytu grał w polinijnym zespole Polish American Eagles, gdzie zakończył swoją piłkarską karierę. Do ojczyzny powrócił w 1990 roku. Warto wspomnieć, że nie został on od razu trenerem piłkarskim, tylko biznesmenem – razem z żoną założył sklep z jeansami, a także samemu był dealerem samochodowym – odpowiadającym za sprzedaż popularnego wówczas samochodu: znanego doskonale wszystkim Trabanta. Wreszcie, bo sześć lat później, rozpoczął to, z czego znany jest dzisiaj najbardziej – uzyskał licencję trenera i objął 4-ligowy Świt Krzeszowice. I już wtedy pokazywał zalążek tego, co później w reprezentacji. Nawałka był i jest: przesądny, ale także niesamowicie dba o szczegóły i najważniejsze detale.

– Kiedyś kierowca zawiózł nas na wyjazdowy mecz, zajechał pod klub. Chciał wycofać autokar, żeby się ustawić. Trener wstał, zaprotestował: „Nie, nie, pan się zatrzyma, my wysiądziemy, pan wtedy wymanewruje, jak chce. Tak samo po meczu – ma pan być gotowy do jazdy” – mówił dla portalu nowiny24.pl, były zawodnik Świtu, Piotr Chlipała. Autokar, według Nawałki, po prostu nie mógł jechać do tyłu. Dlaczego? Po prostu: „bo tak”, takie zdanie miał ówczesny trener i nikt tego zdania podważyć nie mógł. Wszystko musiało być po jego myśli.

Pracował w Krzeszowicach za około tysiąc złotych, mając w umowie zaznaczenie, że w przypadku lepszej oferty, może się od ręki zwolnić. Nawałka, choć zarabiał wtedy 150 razy mniej, niż zarabiać będzie w Poznaniu – wprowadził Świt na wyższy poziom pod każdym względem: piłkarze nigdy do tamtej pory tak mocno nie pracowali, rozliczał swoich podopiecznych z obowiązków, wymagał od nich lepszego trybu życia – wyobrażacie sobie to? W czwartej lidze, w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych? Można powiedzieć, że był on swego rodzaju innowatorem swoich czasów. Między innymi dzięki swojemu profesjonalizmowi i chęci poznawania coraz to nowszych i lepszych rzeczy – jest teraz w takim miejscu, a nie innym. Choć nie święcił w klubie pasma sukcesów, bo przez dwa lata wielokrotnie zajmował miejsca w czubie tabeli czwartej ligi, to jednak nie udawało mu się ze Świtem do wyższej klasy rozgrywkowej. W 1998 roku skorzystał z furtki w umowie i przyjął propozycję pracy w Wiśle Kraków – nie jako trener, ale jako koordynator szkolenia młodzieży. Rolę trenera klubu z którym związany był przez całą swoją piłkarską karierę, objął w 2000 roku – gdzie wywalczył drugie miejsce w tabeli i odszedł, oddając schedę Orestowi Lenczykowi, powracając jednak po roku – zdobywając swoje jedyne w historii trenera mistrzostwo Polski.

Przyszły szkoleniowiec Lecha później pracował – z różnym skutkiem – w Sandecji Nowy Sącz, Jagiellonii Białystok, ponownie w Wiśle Kraków, jako asystent Leo Benhaakkera w reprezentacji Polski, GKSie Katowice czy wreszcie w Górniku Zabrze. To właśnie tam cała Polska mogła przekonać się o fenomenie Adama Nawałki.

Górnik występował wtedy w pierwszej lidze, a celem nowego trenera był oczywiście awans na najwyższy poziom rozgrywkowy w Polsce. Nawałce udało to się to już w pierwszym roku pracy. Mimo przeciętnego budżetu, nie dość, że udało mu się w kolejnym sezonie Górnik utrzymać, to zajął w dodatku bardzo dobre jak na beniaminka – szóste miejsce w tabeli. To dzięki niemu futbol w Zabrzu ponownie odżył, a pomimo wielu utrudnień, jakim niewątpliwie była rozbudowa stadionu – wszystko w Górniku funkcjonowało bardzo dobrze. Kibice co mecz wypełniali maksymalnie możliwą liczbę pięciu tysięcy miejsc, by móc oglądając zespół prowadzony przez Nawałkę. To właśnie on wypromował takich zawodników jak Michał Pazdan, Prejuce Nakoulma, Adam Danch, Łukasz Skorupski, Paweł Olkowski, Krzysztof Mączyński czy wreszcie Arkadiusz Milik. Dzięki sprzedaży tego ostatniego uratował wtedy klub przed katastrofą związaną z problemami finansowymi. Nie da się ukryć, że to dzięki pracy w Górniku Zabrze wypracował sobie taką renomę, że był jedynym najrozsądniejszym kandydatem na stanowisko selekcjonera reprezentacji Polski. Otwarcie można przyznać: był wtedy najlepszym polskim trenerem i chyba jest nim do dzisiaj. W Zabrzu wiedzieli, że tracą świetnego fachowca.

Trener Adam Nawałka to profesjonalista w pełnym tego słowa znaczeniu. Przez prawie cztery lata swojej pracy w Górniku sprawił, że Górnik nie tylko awansował do Ekstraklasy, ale znów jest na szczycie i to mimo wielu przeszkód, jak chociażby gra przy ograniczonej liczbie kibiców na stadionie w Zabrzu. Z Adamem Nawałką w roli trenera przeżyliśmy wiele pięknych chwil. Jesteśmy naprawdę dumni, że mogliśmy z nim współpracować – mówił ówczesny wiceprezes klubu, Krzysztof Maj.

O okresie Nawałki w reprezentacji Polski za dużo pisać nie trzeba, bo to co miało zostać napisane, już dawno zostało napisane wielokrotnie i powtórzę tylko te najważniejsze kwestie. Rozpoczynał od kilku porażek w słabym stylu – wtedy zastanawiano się, czy faktycznie Nawałka do roli selekcjonera dorósł. Zbigniew Boniek, prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej ufał mu bezgranicznie, bo wiedział, że jest to typ tego trenera, który osiągnie sukces tylko ciężką pracą, na której efekty trzeba trochę poczekać. Tak było w reprezentacji: znalazł pomysł na świetnych piłkarzy, co nie powiodło się poprzednikowi, Waldemarowi Fornalikowi i zdołał awansować na Mistrzostwa Europy we Francji, na których zresztą odniósł sukces i dotarł do ćwierćfinału, przegrywając ostatecznie po rzutach karnych z późniejszym triumfatorem rozgrywek, Portugalią. Niektórzy przyznają, że przy odrobinie szczęścia, podopieczni Adama Nawałki mogli wtedy nawet sięgnąć po medal. Udane mistrzostwa były idealnym gruntem pod rozpoczynające się eliminacji do mistrzostw Świata. I tak, po dwunastu latach – mogliśmy się wreszcie cieszyć z awansu Polaków na Mundial, który odbywał się w Rosji. Mundial, który ostatecznie okazał się klapą i mimo dość słabej grupy – nie udało się Nawałce i spółce awansować dalej, przegrywając po drodze mecze z Senegalem i Kolumbią. Na otarcie łez Polska pokonała Japonię, jednak ten mecz zostanie i tak zapamiętany jako haniebny, ze względu na katastrofalny styl polskiej drużyny i nikłe zaangażowanie, które Nawałka na pomeczowej konferencji nazwał „niskim pressingiem”. Po tych wydarzeniach, które zostawiły na wizerunku selekcjonera reprezentacji dużą rysę – spowodowały jego odejście. Adam Nawałka po przygodzie z kadrą marzył o lidze włoskiej, pojawiały się głosy o lidze chińskiej, to ostatecznie trafi do Poznania. Do Lecha, który pogrążony jest w kryzysie, z którego były szkoleniowiec Górnika Zabrze będzie starał się razem ze swoimi ludźmi wyciągnąć. Jak to powiedział w jednym z wywiadów Zbigniew Boniek: Lech i Nawałka to będzie udane małżeństwo, wzajemnie siebie potrzebują i mogą sobie pomóc.

Nawałka jest typem, który w pracę angażuje się całym sobą i tego też będzie wymagał od piłkarzy. Jak opisywał to Maciej Henszel w Przeglądzie Sportowym – do rozmowy z szefami Lecha przygotował się perfekcyjnie i przeprowadził analizę nie tylko zespołu, ale także działu sportowego. Ma plan na przebudowę i rozwój nie tylko drużyny, lecz całego działu czy nawet klubu. Wszystko zależy od tego, jak dużą władzę Nawałka otrzyma w Lechu. Wydaje się jednak, że powinien dostać to, czego zapragnie i zażyczy – jak to już mówiono, w Poznaniu gorzej już być nie może, a Nawałka to osoba, w którą można wierzyć i rzeczywiście sympatycy Lecha w nią wierzą, że wreszcie odmieni dział sportowy i przyniesie do gabloty wymarzone trofeum. Nie w postaci sprzedaży wychowanków czy pikarzy za grube miliony, ale za wywalczone mistrzostwo Polski. Zapytaliśmy także kibiców poznańskiego Lecha co sądzą o przyjściu byłego selekcjonera reprezentacji Polski do Lecha i takie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Jan Madej: „Moim zdaniem wybór Adama Nawałki na trenera Lecha jest bardzo dobrą decyzją. Szatnia jaka jest w Lechu, potrzebuje tak mocnego autorytetu, jakim jest właśnie były selekcjoner. Obecność takiego trenera może polepszyć motywację u niektórych piłkarzy, a także może dobrze wpłynąć na młodych zawodników, dopiero co wchodzących do zespołu. Trener powinien zacząć od zmiany mentalu w zespole, porozmawiać z paroma chłopakami, którym może się nie chce albo nie radzą sobie z presją, bo mam wrażenie, że to w ostatnim czasie było znaczącym problemem Kolejorza.”

Kevol: „Wybór Adama Nawałki na trenera Lecha to najlepszy na ten moment ruch działaczy. Moim faworytem od początku pozostawał Kek, ale w momencie, gdy wysypał się jego temat, wiedziałem, że tylko Nawałka pozostaje sensowną alternatywą. Najważniejsze, że do Poznania wraca nadzieja na odsunięcie zarządu od bycia blisko drużyny. Ilość błędów, które popełnił zarząd jasno wskazuje, że nadszedł czas autonomicznych rządów Adama Nawałki. Najważniejszym celem Nawałki powinno być obudzenie ducha zwycięzców w szatni. Żadnemu ze szkoleniowców nie udała się ta sztuka. Na warunki Ekstraklasy, Lech ma naprawdę solidna drużynę i przewrotnie napiszę, że najważniejszy cel dla nowego trenera to sprawienie, by zawodnicy nie wychodzili na mecze o stawkę jak na ścięcie. Jeśli uwierzą w siebie to są w stanie osiągnąć wiele. Liczę również na to, że Nawałka do zimy zadecyduje z którymi zawodnikami chce się pożegnać.”

Pyra: „Jestem bardzo zadowolony z zatrudnienia trenera o tak uznanym nazwisku. Każdy w Polsce zna Adama Nawałkę i wie, jakim cieszy się on autorytetem. Ponadto to świetny fachowiec, który sprawdził się zarówno w kadrze jak i w klubie. Przychodzi tu ze sztabem sprawdzonych ludzi i konkretnym planem działań, które zostały zaakceptowane przez zarząd. Wyżej wymienione detale i szeroki wachlarz kompetencji, o który zabiegał, powinny mu ułatwić szkolenie i rozwijanie naszego Lecha. Trzymam kciuki i z optymizmem patrzę w przyszłość. Pierwsza sprawą za która powinien zabrac się nowy trener to kompleksowy przegląd kadry i wzmocnienie jej na kluczowych pozycjach. Oprócz tego, bardzo ważna jest też organizacja pracy z której słynie trener Nawalka oraz zadbanie o wszelkie detale niezbędne do spokojnej i intensywnej pracy. Inna ważna sprawa, którą szkoleniowiec powinien „załatwić” tej zimy jest przygotowanie fizyczne zespołu. Lech co mecz biega mniej od rywala, notorycznie. Najwyższa pora wyeliminować także ten problem.”

Kuba Adamczak: „Nazwisko, charyzma i doświadczenie Nawałki to plusy jego wyboru na trenera Lecha. W tej chwili nie widzę innego, realnego kandydata. Uważam jednak, że nastąpiło to przynajmniej o dwa tygodnie za późno. Nawałka powinien pojawić się tutaj zaraz po meczu z Jagiellonią, gdzie miałby czas na bliższe zapoznanie się z drużyną. Moim zdaniem, zawodnicy powinni od samego wejścia Nawałki do szatni poczuć że to trener, który nie pozwoli sobie na jakiekolwiek odstępstwa i niesubordynację. Wiemy, że szatnia wymaga sporego przewietrzenia, więc liczę również na to że prezesi „pozwolą” trenerowi na decyzyjność w tej kwestii. Trudno znaleźć dobrze funkcjonującą rzecz w tym zespole, jednak mam nadzieję, że trener Nawałka uporządkuje drużynę pod względem taktycznym oraz uda mu się wyciągnąć, bardzo głęboko ukryty, potencjał tego zestawu piłkarzy.”

Gzik: „Po tygodniach brazylijskiej telenoweli, doczekaliśmy happy endu. Każdy już pewnie myślał, że prezesi znów przegrają ważną bitwę trenersko-transferową. Na szczęście, od poniedziałku mamy nowego trenera. Trenera, który daje nadzieje na większy profesjonalizm w sprawach sportowych, które z sezonu na sezon coraz bardziej przypominają zarządzanie klubem z perspektywy pustego portfela, minimalizmu. Za błędy trzeba ganić, ale tu należy pochwalić klub za decyzję, mimo, iż blisko było wstydu, bo zupełnie nie rozumiem wyjazdu dyrektora Rząsy na Węgry, skoro Nawałka od poczatku chciał tu pracować, a sam trener Nikolić z Mol Vidi był prawie niemożliwą opcją do wyciagnięcia. Od szkoleniowca oczekuję zmian transferowych, a także pracy nad mentalnością zespołu. Ostatnie mecze pokazały jasno, iż założenia Ivana nie były zgodne z wolą druzyny. Nawałka, ze wzgledu na swoje CV, przebytą drogę, nie może już sobie pozwolić na takie traktowanie. Liczę, chociaż po ostatnim artykule redaktora Henszela o braku zmian w komitecie transferowym, że jednak to trener będzie miał decydujące zdanie o transferze piłkarza do klubu. Czas wreszcie wyciągnąć wnioski z przeszłości, kiedy to w rundzie decydującej o mistrzostwo Polski przychodziły do nas wynalazki z ukraińskich pastwisk.”

Jak wynika z opinii – nadzieja w Poznaniu odżyła, bo przyjście nowego trenera zawsze zmienia myślenie i pojawia się myśl „może wreszcie będzie lepiej”. Pamiętajmy jednak, że to jest tylko nadzieja, bo o euforii czy jakiejkolwiek radości trudno tutaj mówić. Przychodzi fachowiec, przychodzi trener, ale to tylko człowiek, jedna osoba, która może odpowiednio poustawiać pionki do gry, ale jej przebieg już zależy nie tylko od niej, ale także od wielu czynników: począwszy od postawy piłkarzy, po ich zaangażowanie, a także możliwości stwarzane przez szefostwo do udanej pracy. Nawałka nie jest cudotwórcą, pamiętajmy o tym.

Źródła: nowiny24.pl, sport.pl, Przegląd Sportowy

Brakujący odcinek drogi rowerowej przy Bukowskiej już jest

0
Liczy raptem 40 metrów, umożliwia przejazd rowerem Bukowską na wysokości Polnej. I trzeba było na niego czekać aż – jak skrupulatnie wyliczyli specjaliści z Rowerowego Poznania – 6,5 roku.

Chodzi o odcinek drogi, a raczej chodnika, wzdłuż ulicy Bukowskiej, na wysokości szpitala przy ulicy Polnej. Teren stanowi własność Uniwersytetu Medycznego i negocjacje z nim, by można było tamtędy przeprowadzić drogę rowerową najwyraźniej nie były łatwe, skoro tak długo trwały.

Jednak udało się – i w czerwcu ubiegłego roku Zarząd Dróg Miejskich zlecił wykonanie projektu budowlanego, a gdy ten był już gotowy – Wydział Gospodarki Nieruchomościami UMP kupił niezbędny dla tej inwestycji kawałek gruntu. We wrześniu 2018 roku mogły się więc zacząć prace budowlane, które niedawno właśnie zakończono. Przy okazji udało się wyeksponować mur szpitala, czego wymagała Miejska Konserwator zabytków.

Niby wieści optymistyczne, ale… Jak to podsumowuje Rowerowy Poznań: „Nowa rowerowa inwestycja zrealizowana w zawrotnym tempie 6,5 roku zamyka usta niedowiarkom, którzy mówili, że w Poznaniu nie powstają żadne trasy rowerowe. Gdy we Wrocławiach, Krakowach i Warszawach oddają do użytku kolejne trasy, my z dumą patrzymy na 40 metrów przy skrzyżowaniu Bukowskiej z Polną”.

Rowerowy Poznań, el

Rybaki i kłopoty z parkowaniem

0
Miało być lepiej dla mieszkańców – a wyszło jak zawsze. Najnowsze rozwiązanie zasad parkowania na ulicy Rybaki mocno wzburzyło kierowców.

Nasza Użytkowniczka Olga, parkując właśnie na ulicy Rybaki, otrzymała mandat za parkowanie niezgodnie z prawem. Jak się okazało po fakcie – wjechała na miejsce przeznaczone wyłącznie dla mieszkańców. Niespełna miesiąc temu, w ramach eksperymentu, uruchomiono takie miejsca na ulicy Rybaki, bo właśnie tam mieszkańcom najtrudniej znaleźć jest miejsce do parkowania. I na jednym z nich zaparkowała nasza Użytkowniczka.

Niby standard, takie sytuacje w Poznaniu to codzienność, ale w tym przypadku wina, zdaniem naszej Użytkowniczki, leży po stronie władz miasta, które nie dopilnowały właściwego oznakowania miejsc parkingowych. A to wprowadza w błąd kierowców spoza tego rejonu.
– Jest tam (na ul. Rybaki – przyp. red.) zakaz postoju w godzinach nocnych (18-8), który nie dotyczy mieszkańców, posiadających abonament mieszkańca na strefę – wyjaśnia pani Olga. – Pierwszym problemem jest fakt, że chcący tam parkować mieszkańcy, którzy jedynie wynajmują mieszkania w okolicy, nie mają takiej możliwości. ZDM im nie wydaje kart abonamentowych, gdyż nie są zameldowani w miejscu zamieszkania. No i jak można oznaczać parking znakiem D18, czyli parking dostępny dla wszystkich, jeśli nie ma tam tabliczek, że nie jest on dla wszystkich? Skąd kierowca ma wiedzieć, że to tylko dla mieszkańców? Jest, owszem, jeden znak, ale niewielki i ustawiony tak, że bardzo łatwo go nie zauważyć, jeśli się nie wie, gdzie jest.

Niemniej jednak strażnicy miejscy, nie bacząc na wątpliwą czytelność oznakowania, wystawiają tam mandaty za niestosowanie się do zakazu. Na pytanie pani Olgi odpowiedzieli, że to rozwiązania „strefy mieszkańca”.
– Co to jest? Nie ma czegoś takiego w przepisach – komentuje Użytkowniczka.

Zapytana o zdanie w sprawie kontrowersyjnego oznakowania straż miejska uprzejmie odesłała nas do Zarządu Dróg Miejskich – ta bowiem jednostka za nie odpowiada, straż miejska jedynie egzekwuje wprowadzone rozwiązania. Agata Kaniewska, rzeczniczka prasowa ZDM, wyjaśniła sprawę kontrowersyjnego parkingu.

„Na ulicy Rybaki na odcinku od ul. Kwiatowej do ulicy Krakowskiej (po stronie zachodniej) zostało wyznaczonych ok. 20 miejsc postojowych dedykowanych mieszkańcom” – czytamy w odpowiedzi ZDM. – „Miejsca zostały oznakowane stosownymi znakami: D-18 parking, B-35 zakaz postoju i tabliczką podznakową „Nie dotyczy mieszkańców SPP z Identyfikatorem Sektora nr 4 w godz. od 18.00 do 8.00”.
Znaki te zostały umieszczone tam, gdzie rozpoczynają się miejsca przeznaczone tylko
dla mieszkańców, zgodnie z projektem organizacji ruchu zatwierdzonym przez Miejskiego Inżyniera Ruchu.
Od poniedziałku do piątku w godzinach od 8.00 do 18.00 na tym obszarze obowiązuje strefa płatnego parkowania i mogą tam parkować wszyscy kierowcy, którzy opłacą postój w strefie.
Po godz. 18.00, czyli po godzinach funkcjonowania strefy płatnego parkowania, wydzielona część miejsc jest przeznaczona tylko dla mieszkańców z identyfikatorem.

Regulamin Strefy Płatnego Parkowania uchwalony przez Radę Miasta Poznania wskazuje, kto jest uprawniony do nabycia identyfikatora mieszkańca w preferencyjnej cenie.
Paragraf 13 mówi, że uprawnienie do wykupienia identyfikatora, po wniesieniu opłaty zryczałtowanej, posiadają osoby zameldowane w lokalach usytuowanych przy ulicach objętych SPP, na pobyt stały lub czasowy (…) będące właścicielem pojazdu samochodowego (…).
Osoby zameldowane na pobyt czasowy, będące najemcami lokalu mieszkalnego usytuowanego przy ulicach objętych SPP, nabywają uprawnienia, o których mowa w ust. 1 pkt 1 od chwili zameldowania, pod warunkiem, że zamierzony czas trwania pobytu wynosi minimum
3 miesiące, na okres max 12 miesięcy, jednak nie dłużej niż na czas zameldowania”.

I niby wszystko jasne – tylko że niezupełnie. Nie ulega wątpliwości, że miejsca parkingowe tylko dla mieszkańców to dobry pomysł. Ograniczenia dla tymczasowych mieszkańców, jeśli chodzi o parkowanie, już mniej. Dlaczego identyfikator można kupić tylko na maksymalnie 12 miesięcy? A potem co? Trzeba się przeprowadzić do sąsiedniej kamienicy? Jest całkiem sporo osób, które wynajmują mieszkania na więcej niż rok.

Odpowiedź Zarządu Dróg Miejskich nie wyjaśnia też niespójności w oznakowaniu parkingu znakiem D-18, który myli kierowców spoza miasta. A przypomnijmy, mówimy o ulicach tuż przy Półwiejskiej, rzut beretem od Starego Rynku. Przyjezdnych tu akurat nie brakuje. Poza tym naprawdę trzeba mieć sokoli wzrok, żeby dostrzec malutką tabliczkę z napisem, że dane miejsca są wyłącznie dla mieszkańców, pomijając już fakt, że trzeba jeszcze zawczasu wiedzieć, gdzie patrzeć. No i wystarczy zmrok lub jedna półciężarówka zaparkowana obok, by nawet najbardziej praworządny kierowca nie zorientował się, że łamie prawo. A chyba nie o to w tym rozwiązaniu chodziło.

Lilia Łada, fot. L. Łada

Żuraw zostawia Lecha z wygraną

0
Lech Poznań po emocjonującym meczu wygrał na własnym stadionie z Wisłą Płock 2:1 po bramkach Darko Jevticia oraz Christiana Gytkjaera. Pierwszą bramkę w tym spotkaniu zdobył jednak Damian Szymański, ale to ostateczni lechici mogą cieszyć się z niezwykle ważnych trzech punktów. Dzisiejsze zwycięstwo oznacza to, że Dariusz Żuraw w swojej krótkiej przygodzie z pierwszym zespołem Lecha nie przegrał żadnego spotkania: w dwóch meczach zdobył cztery oczka.

Nikt nie wiedział, jak w meczu z Wisłą Płock może zagrać Lech Poznań. Piłkarze Dariusza Żurawia już w Białymstoku pokazali, że jednak potrafią grać w piłkę i swoim zaangażowaniem wywieźli z ciężkiego terenu jeden punkt, a przy odrobinie szczęścia, mogli nawet zainkasować komplet punktów. Tymczasowy trener „Kolejorza” godnie wywiązywał się z powierzonego zadania, a jak przyznawał na konferencji prasowej – na dziewięćdziesiąt pięć procent mecz z ekipą Kibu Vicunii będzie jego ostatnim w tym sezonie. Jak wszyscy doskonale wiemy, zastąpić ma go już w poniedziałek były selekcjoner reprezentacji Polski, Adam Nawałka.

Lech oraz Wisła kiepsko weszli w ten mecz. Na ciekawą i składną akcję jakiejkolwiek z drużyn musieliśmy czekać paręnaście minut. Żadna drużyna nie miała pomysłu na to, jak zaskoczyć swoich rywali. Brakowało jakości w podaniach, a nie pomagała z pewnością fatalna murawa na stadionie w Poznaniu. Jak słusznie zauważył na Twitterze prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej Zbigniew Boniek: Nawałce to na pewno się nie spodoba. Worek z bramkami w 29. minucie otworzył Damian Szymański po asyście Warcholaka z… rzutu autu. Obrońca Wisły Płock tak zagrał piłkę w pole karne Jasmina Buricia, że nie przeciął jej żaden z lechitów, a reprezentant Polski z pierwszej piłki bez większycyh problemów pokonał Jasmina Buricia. Po stracie gola, lechici zaczęli grać odważniej, ale zostawiali w defensywie więcej miejsca, przez co narażali się na kontrataki. Goście mogli prowadzić już dwoma golami po kiksie Christiana Gytkjaera we własnym polu karnym, ale na szczęście poznaniaków – piłka trafiła w słupek i wyleciała poza pole karne. Ta sytuacja ewidentnie podziałała na zawodników „Kolejorza” motywująco, bo kilka minut później wyrównać mógł Jevtic po dobrym podaniu duńskiego napastnika, ale Serb idealnie wyłożoną piłkę przeniósł nad poprzeczką. Co nie udało się w tej sytuacji, powiodło się w doliczonym czasie gry. Piłkę wstrzeliwał Gumny, ta odbiła się od Gytkjaera – dopadł do niej Jevtic i technicznym uderzeniem pokonał Thomasa Dahne. Chwilę później to Duńczyk wyprowadził Lecha na prowadzenie. Gytkjaer bardzo dobrze przyjął piłkę na połowie Wisły, pobiegł z nią pod pole karne, przełożył na drugą nogę i genialnym strzałem prosto w okienko pokonał golkipera gości.

Po przerwie to ponownie do głosu doszła Wisła Płock. Z rzutu wolnego kilkanaście metrów od bramki bardzo dobrze uderzał Dominik Furman, ale jeszcze lepszą interwencją popisał się Jasmin Buric, który rękoma wypił piłkę na poprzeczkę, a ta ostatecznie nie znalazła drogi do siatki. Można tę obronę śmiało nominować do interwencji rundy jesiennej. Jednymi z najbardziej aktywnych w zespole gosci byli Ricardinho i Furman, którzy próbowali strzałów zza pola karnego, ale za każdym razem nieskutecznie. Lechici za to w tej części gry nastawiali się na grę z kontrataków i dzięki kilku takim wyjściom mogli spokojnie strzelić trzecią czy czwartą bramkę. To się nie udało, bo za każdym razem akcję psuł wprowadzony po przerwie Marcin Wasielewski. Zaangażowania skrzydłowemu „Kolejorza” odmówić nie można, ale swoimi złymi decyzjami – czy niedokładnym podaniem, czy złym przyjęciem piłki, czy wycofaniem do tyłu – zepsuł minimum cztery groźne kontrataki. Lech był w tym meczu drużyną lepszą i zasłużył na trzy punkty.

 

Pikieta przeciwników aborcji

0
Przeciwnicy aborcji zorganizowali dzisiaj pikietę pod Starym Browarem, która miała na celu zwrócić uwagę poznaniaków na ilość dokonywanych aborcji.

Organizatorzy podkreślają, że od 2010 roku tylko w Ginekologiczno – Położniczym Szpitalu Klinicznym Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu zabito poprzez aborcję 309 nienarodzonych dzieci. Jak twierdzą, należy z tym skończyć.

– Spotkaliśmy się tutaj, żeby zaprotestować przeciwko zabijaniu nienarodzonych dzieci – podkreślił Antoni Kamiński, jedna z osób odpowiedzialnych za organizację pikiety. – Jest to morderstwo. Te dzieci są bezbronne i tak naprawdę nie my powinniśmy decydować o tym czy będą one żyły!

Pikiecie towarzyszyły dość drastyczne zdjęcia. – Chcemy uświadomić poznaniaków jak aborcja wygląda i te zdjęcia dość dobrze to obrazują – wyjaśnił Kamiński.

Wściekłość: 100 lecie praw kobiet w Polsce

0
Taki tytuł nosił konkurs na scenariusz teatralny ogłoszony przez Teatr Ósmego Dnia. Teraz laureaci zaprezentują efekty swojej pracy. Jako pierwszy, 24 listopada, wystąpi Teatr art. 51. ze Zgierza.

„Ustaw dziecko do pionu. Niech zna swoje miejsce. Niech poczuje chorobę, która rozgościła się w jego ciele na dobre i złe. Niech poczuje słabość, która jest początkiem uległości. Takie wychowanie zaprocentuje w przyszłości. Nowy obywatel doceni opiekę i odrobinę komfortu – będzie za nie wdzięczny. Właściwie czemu miałby z nich rezygnować? Dla niepewności i trudnej do określenia prawdy?”

Tak piszą artyści w opisie spektaklu „Comfort zone vol. 2”.
– W „Comfort Zone vol. 2” drążymy tematy, które nas uwierają.- dodają. – Obecna władza i społeczeństwo z określania norm zrobiła nie tylko fetysz, ale i potężne narzędzie przemocy. Pora powiedzieć: „Sprawdzam!”.

Tydzień później na deskach Ósemek zobaczymy spektakl „bez_tytułu”. To performatywny spektakl skomponowany z herstorii wielu kobiet, połączonych doświadczeniem codziennej opresji, bezsilności i niemocą wyrażenia wściekłości, w którym ważność nadawana jest temu kobiecemu działaniu, które zazwyczaj niewidoczne, może zawierać w sobie akt wielkiej odwagi. Za koncepcję i realizację przedsięwzięcia odpowiedzialni są Magdalena Mellin, Kajetan Hajkowicz, autorem muzyki będzie Hubert Wińczyk.

Specjalna konstrukcja sceny podkreśli napięcie między patrzeniem a byciem obserwowanym / obserwowaną, zwraca uwagę na intymność, siłę, ale i przemoc związaną z obecnością, byciem świadkiem / świadkinią, podkreśla fragmentaryczność widzenia. Celem twórców jest wyjęcie na światło dzienne tego co ukryte i lekceważone, wyjście z zastanego obrazu, próba rozpisania na nowo męskości i kobiecości oraz relacji między nimi. W spektaklu naświetlane będą różne aspekty życia w poszukiwaniu momentu, w którym rodzi się wściekłość oraz innego sposobu jej wyrażania niż przemoc czy agresja.

Jako – nomen omen – ostatnia zaprezentowana będzie propozycja przygotowana przez Latający Cyrk Idei „Ostatnia wieczerza: Slavery still exists”. Spektakl koncentruje się na wyodrębnieniu najważniejszych przyczyn stanu rzeczy, czyli dramatycznego rozziewu między „wzrostem gospodarczym” a poziomem relacji społecznych.

– Spoglądamy na zjawisko w czterech przestrzeniach: religijnej (msza laicka), edukacyjnej (lekcja języka polskiego), domowej (krótka historia kobiety) i mediasfery (przestrzeń publiczna) – mówią twórcy spektaklu. – Niezwykle współcześnie brzmią dzisiaj teksty zespołów punk-rockowych, ale czy ktoś obrazi się, gdy mu wykrzyczymy w twarz „Tchórzy” Dezertera?
Formalnie Slavery still exists to najbardziej spektakl muzyczno-taneczny. To kolejna realizacja, którą Fundacja Pomysłodalnia wypełnia trwającą od kilku lat ideę wspierania kultury pozainstytucjonalnej. W ramach Latającego Cyrku Idei zapraszamy twórców z różnych środowisk, tworzymy sytuacje przyjazne dla integracji twórców offowych reprezentujących różne doświadczenia. Ta premiera to efekt pracy wielu twórców. Za koncept i reżyserię odpowiada Piotr Wyszomirski, scenariusz przygotowali Magdalena Olszewska i Piotr Wyszomirski, za choreografią stoi Katarzyna Pastuszak, a muzyką zajął się Krzysztof Wojciechowski. W spektaklu zobaczymy wizualizacje spod ręki Art Vyrzecky, natomiast twórca plakatu jest Jacek „Jacx Badder” Staniszewski.

24. listopada 2018 19:00
“COMFORT ZONE vol.2”
Teatr ART. 51
Scenariusz i reżyseria: zespół
Występują: Agata Drewnicz-Kaczmarek, Anna Perek-Kowalska, Anna Rogala
Wizualizacje: Bartosz Strusewicz
Technika: Zbyszek Kowalski
Teksty zespół oraz fragmenty tekstów z: Julie Gregory, Noam Chomsky, Christopher Hitchens, Wikipedia, komentarze internetowe

Teatr Ósmego Dnia