Strona główna Blog Strona 2071

Poznań: Były dyrektor POSiR chce wrócić na stanowisko. Sprawę rozstrzygnie sąd pracy

0
Zbigniew Madoński, były dyrektor Poznańskich Ośrodków Sportu i Rekreacji, który został zwolniony przez prezydenta Jaśkowiak, chce powrotu na stanowisko. Walczy o to w sądzie pracy.

Dyrektor Madoński został zwolniony w czerwcu ubiegłego roku, a jednym z powodów był artykuł opublikowany w tygodniku „Solidarność”, opisujący kulisy funkcjonowania POSiR. Autor twierdził między innymi, że spółka omija prawo, a pracownicy, którzy się z tym nie zgadzają, są zmuszani do rezygnacji z pracy, opisywał też wspólne interesy dyrektora z wiceprezesem spółki Marcelin, która jest operatorem stadionu miejskiego, i zwrócił uwagę na fakt, że brat dyrektora Madońskiego jest wiceprezesem Poznańskich Inwestycji Miejskich.

Zbigniew Madoński wytoczył tygodnikowi proces o pomówienia i cała sprawa zakończyła się ugodą. Tygodnik zobowiązał się opublikować przeprosiny i zapłacić 2 tys. złotych na Caritas. Były dyrektor ma nadzieję, że teraz, skoro zarzuty tygodnika zostały uznane za bezzasadne, prezydent przywróci go na poprzednie stanowisko. Sprawa jest już w sądzie pracy – jak informuje „Głos Wielkopolski”, Zbigniew Madoński chce przywrócenia go na stanowisko dyrektora POSiR i wypłaty odszkodowania za utracone zarobki.

Co zadecyduje sąd – nie wiadomo. Wiadomo jednak, że prawnicy POSiR odrzucili ugodę zaproponowaną przez Zbigniewa Madońskiego. Artykuł w tygodniku nie był bowiem jedynym powodem utraty zaufania prezydenta do dyrektora Madońskiego. Drugim i znacznie ważniejszym powodem był pokontrolny raport z jesieni 2017 roku, z którego wynikało, że w działaniach dyrektora jako zarządzającego brakuje transparentności i zgodności z prawem.

Kolejna rozprawa w sądzie pracy odbędzie się jeszcze w tym roku.

Głos Wielkopolski, el

Swarzędz: Czy w mieście zabraknie pomocy doraźnej w nocy i święta?

0
Do tej pory taką pomoc oferowała przychodnia lekarska Multi-Medic. Ale właśnie wypowiedziała umowę z NFZ. Czy to oznacza, że mieszkańcy Swarzędza zostaną bez pomocy medycznej w nocy iw święta?

Powodem wypowiedzenia umowy jest – jak ustalił „Głos Wielkopolski” – zbyt niskie finansowanie pracy w święta i w nocy. Koszty pracy w tym czasie są dużo wyższe, zwłaszcza że przecież NFZ stawia określone warunki, w jakich mają być wykonywane świadczenia. A to też kosztuje.

Efektem wypowiedzenia umowy jest to, że placówka będzie świadczyć pomoc nocną i świąteczną jeszcze tylko do końca tego roku. Co dalej? NFZ zamierza ogłosić konkurs na świadczenie takich usług. Czy uda się jednak wyłonić świadczeniodawcę w tak krótkim czasie, zwłaszcza biorąc pod uwagę stawki, jakie oferuje NFZ? Bo swarzędzka przychodnia nie jest pierwszą, która zrezygnowała z umowy z NFZ. W październiku z podobnych powodów zrezygnowała przychodnia w Dopiewie.

Jednak nowym podmiotom NFZ oferuje wyższe finansowanie. Mogą liczyć na stawkę wyższą o 10 proc., co daje 137 700 zł miesięcznego ryczałtu. NFZ zapewnia, że mieszkańcy i Swarzędza, i Dopiewa będą mieli zapewnioną pomoc medyczną w niedziele i święta.

Głos Wielkopolski, el

Poznań: Sprawa zatrucia Warty nadal w prokuraturze. Były przecieki w śledztwie?

0
W 2015 roku w Warcie doszło do katastrofy ekologicznej. Po upływie ponad czterech lat nadal nikt za to przestępstwo nie stanął przed sądem, a w sprawie z upływem czasu pojawia się coraz więcej pytań. Między innymi o przecieki w śledztwie.

Przypomnijmy: w październiku 2015 roku doszło do gigantycznego skażenia wód Warty. Śnięte ryby płynęły rzeką całymi ławicami, łącznie zebrano ich – jak szacuje fundacja „Ratuj ryby” – około 3 ton, i to tylko na odcinku między mostem Lecha a Wronkami.

Jak wykazały badania Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, do wody rzeki ktoś wlał transflurynę, silnie toksyczną substancję, zazwyczaj stosowaną w produkcji środków owadobójczych. Podejrzenie padło na firmę Bros – znajduje się blisko Warty i jest w zasadzie jedyną firmą w tym rejonie, która wykorzystuje transflurynę. Inspektorom WIOŚ udało się ustalić, że transfluryna dostała się do Warty ze studzienki kanalizacji deszczowej na terenie zakładu. Tylko kto ją tam wlał?

Ale odpowiedzią na to pytanie zajęła się już prokuratura, której WIOŚ przekazał sprawę. Na jej polecenie policjanci w kwietniu – czyli dopiero pół roku po zdarzeniu – zatrzymali czterech pracowników firmy Bros podejrzanych o posiadanie informacji w tej sprawie. Akcja była przeprowadzona w tajemnicy, bo chodziło o zaskoczenie, by podejrzani nie mogli uzgodnić między sobą zeznań. I tu zaczynają się niepokojące zdarzenia, do których dotarł „Głos Wielkopolski”. Z ustaleń dziennikarzy wynika, że ktoś ostrzegł pracowników o wizycie policji. Czekali na policjantów ubrani i gotowi, zupełnie nie zdziwieni ich wizytą. Ba, jeden z nich nawet powiedział policji, że wyszedł wcześniej z psem, żeby zdążyć przed ich przybyciem. A o tym, że zostanie zatrzymany przez policję, dowiedział się dwa dni wcześniej od Piotra M., swojego szefa.

Ustalenia dziennikarzy potwierdził Andrzej Borowiak, rzecznik prasowy wielkopolskiej policji. Policja od razu powiadomiła prokuraturę, że doszło do przecieku, dla funkcjonariuszy to było oczywiste.

Ale wkrótce po zatrzymaniu pracowników Brosa w komendzie pojawili się przedstawiciele renomowanej kancelarii prawnej jako ich obrońcy i zakazali im do czegokolwiek się przyznawać. A Arkadiusz S., ten pracownik, który przyznał, że o aresztowaniu uprzedził go szef, zmienił zeznania i stwierdził, że to nieprawda. Policjanci wywierali na niego presję psychiczną i znęcali się nad nim, dlatego to powiedział. Dziwnym trafem, jak ustalił „Głos Wielkopolski”, wszyscy ci pracownicy, których zatrzymała policja, niedługo po całej tej sprawie dostali podwyżki.

Władze Brosa nie odpowiedziały na pytania o podwyżki dla pracowników i przeciek ze śledztwa. Przesłały natomiast długie oświadczenie, w którym informują, że firma nigdy nie odprowadzała do Warty żadnych szkodliwych substancji, a działania policji miały na celu zastraszenie pracowników i wymuszeniu zeznań niezgodnych z prawdą. Policja miała grozić pracownikom Brosa długą bronią, przewrócić na ziemię niepełnosprawnego ochroniarza i trzymać pracowników pod ścianą przez pół godziny mierząc do nich z karabinów. „Takie działania” – pisze oburzona firma Bros – „rodzą ogromne wątpliwości odnośnie rzetelności działań organów ścigania w tej sprawie”.

Tak sprawa przecieku ze śledztwa, jak i znęcania się policjantów nad podejrzanymi zostały wyłączone z głównej sprawy i przeniesione do konińskiej prokuratury. Niewiele jednak udało się ustalić. Do przecieku niewątpliwie doszło, jak ustalili prokuratorzy z Konina, ale kto był źródłem – tego już nie udało się ustalić. W przypadku znęcania policjantów nad podejrzanym nie znaleziono dostatecznych dowodów na to, że rzeczywiście znęcanie miało miejsce. I obie sprawy zostały już umorzone.

Ostatecznie w kwietniu 2016 roku czterem pracownikom firmy Bros postawiono zarzuty zatrucia rzeki. Ale… sprawę umorzono. Bo prokuratura uznała, że winny tu jest szef firmy, Piotr M. I w kwietniu 2018 roku oskarżyła go o to, że wydał polecenie nieustalonym osobom wlania transfluryny do studzienki kanalizacji deszczowej na terenie firmy.

Ale adwokat oskarżonego, Paweł Sowisło, doszukał się w akcie oskarżenia poważnych braków. I złożył do sądu wniosek o zwrócenie sprawy prokuraturze. A sędzia Jan Kozaczuk z Sądu Rejonowego Poznań Stare Miasto, któremu przydzielono tę sprawę, wyraził na to zgodę, i w styczniu 2019 roku akta wróciły do prokuratury. Jakie to poważne braki w akcie oskarżenia przekonały sędziego o konieczności zwrotu dokumentu? Nie wiadomo, bo posiedzenie zostało utajnione na prośbę obrońcy oskarżonego…

Zazwyczaj dzieje się tak, że gdy sąd zwraca prokuraturze akta do uzupełnienia, to prokuratur składa zażalenie na tę decyzję do sądu wyższej instancji. Robi to nie tylko powodowany dumą zawodową, którą ktoś zakwestionował, ale często zdarza się, że sąd wyższej instancji nie podziela decyzji podjętej przez sąd instancji niższej i proces jednak się rozpoczyna.

Ale w tym przypadku tak się nie stało. Zażalenie zostało przygotowane w odpowiednim terminie przez prokurator Annę Bręk prowadzącą sprawę. Ale zanim je złożyła, poprosił o nie Łukasz Biela, wiceszef poznańskiej Prokuratury Okręgowej, który chciał się z nim zapoznać. I nie wiadomo, jak to się stało, ale pismo zostało złożone w sądzie z jednodniowym opóźnieniem. Podobno spóźniła się pracownica sekretariatu prokuratury, która została za to ukarana upomnieniem.

To oznacza, że prokuratura musi zaczynać od nowa śledztwo w sprawie sprzed ponad czterech lat. Tym razem jednak ma to potrwać znacznie krócej, bo podejrzany jest tylko jeden – Piotr M. Akt oskarżenia ma być gotowy jeszcze w tym roku. Jeśli, oczywiście, znów się coś nie wydarzy.

Głos Wielkopolski, el

Poznań: Twierdził, że jest lekarzem i szuka pracy. Usłyszał zarzuty

0
Zarzut posługiwania się trzema fałszywymi dokumentami: dyplomem ukończenia studiów, ukończenia specjalizacji i odbycia praktyk zawodowych usłyszał 23-letni Radosław L. Mężczyzna twierdził, że jest lekarzem i szuka pracy.

23-latek twierdził, że studia skończył w Marsylii, tam też zrobił specjalizację i odbył praktyki zawodowe. Teraz, czekając na nostryfikację dyplomu, szuka pracy. Z taką historią pojawił się między innymi w szpitalu miejskim im. Raszei – jak o tym informowaliśmy. Zaproponowano mu staż na zasadzie wolontariatu. Miał przyglądać się starszym kolegom, ale bez ich nadzoru nie wolno mu było niczego robić samodzielnie.

I to właśnie lekarze nadzorujący „stażystę” zauważyli, że tak naprawdę, mimo powierzchownego obycia z terminologią, 23-latek nie umie zrobić USG i nie zna podstaw anatomii. On swoją niewiedzę tłumaczył tym, że kończył studia za granicą, więc nie zawsze orientuje się w polskiej terminologii, sprzęt też jest tu inny niż ten, na którym dotąd pracował. Jednak powiadomiona o podejrzeniach lekarzy dyrekcja szpitala zdecydowała, że nie przedłuży stażu.

Podobnie wyglądała sytuacja w innym poznańskim szpitalu, a także w Dziecięcym Szpitalu Klinicznym w Warszawie. A gdy dyrekcja szpitala im. Raszei powiadomiła o sprawie Wielkopolska izbę Lekarską – okazało się, że nikt taki żadnych dokumentów do nostryfikacji nie składał i nie ukończył studiów w Marsylii. Jego dokumenty były sfałszowane.

Wielkopolska Izba Lekarska powiadomiła o sprawie prokuraturę. Ta, po zbadaniu sprawy, postawiła 23-latkowi zarzuty dotyczący posługiwania się sfałszowanymi dokumentami. Jak podaje „Głos Wielkopolski”, Radosław L. przyznał się prokuratorowi do podrobienia dokumentów, twierdzi, że zrobił to sam, chociaż wcześniej, w rozmowie z dziennikarzami, twierdził, że dokumenty nie są sfałszowane.

Za posługiwanie się fałszywymi dokumentami 23-latkowi grozi do dwóch lat więzienia lub grzywna.

Głos Wielkopolski, el

Opozycja przejmuje Senat. Tomasz Grodzki marszałkiem

0
Tomasz Grodzki z Platformy Obywatelskiej został marszałkiem Senatu. W głosowaniu pokonał on Stanisława Karczewskiego z Prawa i Sprawiedliwości.

Po jesiennych wyborach parlamentarnych większość w Senacie zdobyła opozycja. Większość dość kruchą, co pokazało obecne głosowanie i emocje jakie jemu towarzyszyły. Za Grodzkim było 51 senatorów (był wspólnym kandydatem całej opozycji), a Karczewski przekonał do siebie 48 senatorów. Dodatkowo jeden senator zdecydował się wstrzymać od głosu.

– Obiecuję wszystkim, że zrobię wszystko, by obłuda, kłamstwo i niegodziwość nie będą miały tu wstępu – mówił nowy marszałek po wyborze.

Molestował kobiety. Dostał co najmniej trzynaście ciosów nożem

0
Na 15 lat do więzienia mogą trafić dwie kobiety, które skatowały 68-letniego Jerzego R. Mężczyzna wcześniej miał je molestować.

Wszystko wydarzyło się w nocy z 23 na 24 stycznia w Słupcy podczas libacji alkoholowej. W jej trakcie Jerzy R. miał molestować dwie kobiety – dotykać ich piersi oraz wkładać rękę między ich nogi.

Odpowiedź kobiet była zdecydowana. Z relacji, która padła dziś w sądzie w Koninie, wynika, że mężczyzna przed swoją śmiercią był przypalany, nacinano mu uszy i palce u rąk, a dodatkowo wsadzono mu w odbyt pogrzebacz. Na koniec dostał co najmniej trzynaście ciosów w klatkę piersiową i brzuch.

Za zabójstwo prokuratura chciała 25 lat więzienia dla każdej z oskarżonych. Dzisiaj Sąd Okręgowy w Koninie uznał kobiety za winne zarzucanego im czynu. Ze względu na okoliczności łagodzące (molestowanie) kobiety mogą trafić do więzienia na 15 lat. Wyrok jest nieprawomocny.

Źródło: Radio Poznań

11 listopada w Poznaniu. Tłumy poznaniaków na ulicach (zdjęcia)

0
Uroczyste obchody odzyskania przez Polskę niepodległości na placu Wolności, a następnie wielkie świętowanie imienin ulicy. Zobacz jak bawili się poznaniacy!

Sprawa Ewy Tylman: Karolina K. trafi do więzienia!

0
Dziesięć miesięcy bezwzględnego więzienia. Na taki wymiar kary zdecydował się sąd w sprawie Karoliny K., która podczas poszukiwań Ewy Tylman składała fałszywe zeznania.

Karolina K. kilka dni po zaginięciu Ewy Tylman, poinformowała policję, że widziała kłótnię mężczyzny z kobietą na moście Rocha. Po wszystkim mężczyzna miał wrzucić kobietę do Warty. W trakcie policyjnych przesłuchań kobieta przyznała się do składania fałszywych zeznań.

Policjanci twierdzili, że robiła to pod czyimś wpływem. Podejrzenie padło na Radosława Białka, byłego współpracownika Krzysztofa Rutkowskiego, który był zaangażowany przez pewien czas w poszukiwania Ewy Tylman. Mężczyzna twierdził jednak, że jest niewinny, a w tym okresie nie było go nawet w Polsce. Sąd zdecydował o jego uniewinnieniu.

Sąd Okręgowy nie miał za to litości dla Karoliny K. i zdecydował, że kobieta zasłużyła na więzienie, podkreślając że jej zeznania mogły zaważyć na losie sprawy. Teraz czeka ją dziesięć miesięcy bezwzględnego więzienia.

Źródło: Głos Wielkopolski

Poznań: Wyrzucili z samochodu człowieka w worku (film)

0
Ciemno, ulicą jedzie biały dostawczak. Po chwili mężczyźni wyrzucają z niego worek. Kilka sekund później worek zaczyna się ruszać…

A jeszcze chwilę później okazuje się, że jest w nim mężczyzna, który po chwili zaczął uciekać. Brzmi jak akcja z filmu. Wydarzyła się w Poznaniu. Nie wiadomo do końca kiedy, natomiast nagranie wideo z zajścia pojawiło się już w sieci.

Jak tylko uzyskamy szczegółowy komentarz od policji, będziemy temat kontynuowali.

https://www.facebook.com/332551400182715/videos/446168432571619/

Związkowcy w Solarisie będą pikietować? „Nie byliśmy tego w stanie przyjąć”

0
W Wielkopolsce pojawiły się billboardy informujące o pikiecie pracowników, jaka ma się odbyć pod zakładami Solarisa.

Pikieta miałaby się obyć 16 listopada 2019 o godzinie 12 pod siedzibą zakładów. Jak tłumaczą związkowcy, rozmowy z Solarisem trwają od czerwca i dotychczas nie zakończyły się sukcesem. W międzyczasie miało się już odbyć siedem spotkań.

Solidarność chciałaby wprowadzenia comiesięcznego dodatku stażowego w kwocie 50 złotych za każdy rok pracy. Ich postulat jest ograniczony z dwóch stron. Żeby osoba dodatek otrzymała musi pracować w Solarisie minimum trzy lata (wtedy też będzie jej od razu przysługiwało 150 złotych co miesiąc – 50 zł za każdy wcześniejszy rok pracy). Dodatek również przestałby rosnąć w przypadku pracowników z ponad dziesięcioletnim stażem (co oznacza, że osoba pracująca w zakładach dziesięć lat, dostawałaby 500 złotych dodatku stażowego. Osoba z dwukrotnie większym stażem, też otrzymywałaby 500 złotych).

Dodatek stażowy nie jest jedynym o który walczy lokalna Solidarność. Płaca zasadnicza miałaby zostać podniesiona o 300 złotych; osoby po 60 roku życia powinny otrzymać możliwość łatwej zamiany stanowiska pracy na pozwalające im na spokojne wykonywanie pracy zawodowej, a dodatkowo na terenach Solarisa miałaby powstać kasa zapomogowo-pożyczkowa.

– Zarząd zaproponował podwyżki w tak niskich kwotach, że nie byliśmy tego w stanie przyjąć a także zrozumieć. Zarząd Solaris twierdzi że taki budżet na podwyżki został ustalony przez CAF – firmę hiszpańska która nas kupiła – tłumaczą związkowcy.

Mateusz Figaszewski, rzecznik Solarisa poinformował nas, że jutro ma się odbyć jeszcze jedno spotkanie ze związkowcami.

Gniezno: Mieszkańcy boją się agresywnego psa. „Krew lała się strumieniami”

0
Część mieszkańców Gniezna boi się agresywnego psa Husky, który kilka dni temu zagryzł na ulicy jelonka. Właściciel zwierzęcia przekonuje, że był to incydent.

Atak psa na jelonka nagrała jedna z mieszkanek Gniezna jadąc samochodem. Ze względu na drastyczność nagrania i zdjęć nie publikujemy ich. Duży pies Husky zaatakował i rozszarpał mniejsze zwierzę. Nie robiły na nim wrażenia trąbienie samochodu, a nawet rzucane kamienie.

Wszystko działo się w niewielkiej odległości od domów mieszkalnych, a w pobliżu psa nie było jego właściciela. – Sarna nie miała żadnych szans. Krew lała się strumieniami, nie pomagały klaksony z samochodu, nie mogliśmy też przestraszyć psa samochodem, bo przed nim była żywa jeszcze sarna – tłumaczyła w rozmowie z Radiem Poznań, kobieta która nagrała sytuację. – Sąsiad wyszedł z drągiem, rzucaliśmy w psa kamieniami, ale był tak agresywny, że nie dał się przepędzić. Uciekł dopiero wtedy, gdy zagryzł zwierzę.

Mieszkańcy o sytuacji powiadomili wszystkie służby. Duży pies był zagrożeniem nie tylko dla nich, ale też dla dzieci. Zrobienie zamieszania szybko dało efekty. Już dzień później odnalazł się właściciel agresywnego psa, który sam postanowił się w tej sytuacji zgłosić straży miejskiej. Przekonywał, że pies nie jest agresywny, a dodatkowo zawsze jest mocno pilnowany. Zwierzę miał przegryźć ogrodzenie i wydostać się z posesji właściciela, kiedy akurat nikogo nie było w domu.

Psa teraz zbada weterynarz, który faktycznie będzie ustalał, że czy zwierzę jest agresywne. Właścicielowi czworonoga grozi mandat za niedopilnowanie zwierzęcia, nawet do pięciu tysięcy złotych.

Źródło: Radio Poznań / zdjęcie ilustracyjne

Mateusz Morawiecki przyjął rezygnację wojewody Zbigniewa Hoffmanna. Kto go zastąpi?

0
Mateusz Morawiecki, premier Polski, przyjął rezygnację Zbigniewa Hoffmanna ze stanowiska wojewody wielkopolskiego.

Zbigniew Hoffmann startował w wyborach parlamentarnych do Sejmu z list Prawa i Sprawiedliwości. Polityk mandat zdobył, co oznacza, że nie może być już wojewodą. Z tego względu złożył rezygnację, która została dzisiaj przyjęta przez Mateusza Morawieckiego. Na swoim stanowisku Hoffmann był od 9 grudnia 2015, kiedy na urząd powołała go Beata Szydło, która wówczas była premierem Polski.

– To niezwykle intensywny czas ze względu na realizowane przez wojewodów zadania. W Wielkopolsce udało nam się sprawnie wprowadzić wiele rządowych programów, które mają historyczne i przełomowe znaczenie dla mieszkańców naszego województwa. Po raz pierwszy po 1989 roku rząd dzięki takim transferom społecznym jak Rodzina 500 Plus, Maluch Plus, wyprawka szkolna dla ucznia czy Senior Plus realnie pomógł polskim rodzinom. Z drugiej strony do gmin i powiatów płynęły setki milionów złotych na poprawę infrastruktury drogowej – to prawdziwy skok cywilizacyjny, dzięki któremu poprawiły się standardy i bezpieczeństwo dróg publicznych. Nie możemy zapominać także o zastopowaniu pewnych złych tendencji, tzw. „zwijania państwa”. Przywracaliśmy komisariaty policji i przekazywaliśmy znaczne środki na sprzęt i inwestycje dla PSP oraz OSP, stawiając na ich rozwój. Rządowe środki kierowaliśmy również do szpitali, co pozwoliło na liczne inwestycje w nowoczesny sprzęt i infrastrukturę – podsumowuje Zbigniew Hoffmann.

Były już wojewoda w kilku ciepłych słowach wypowiedział się o samorządowcach z którymi współpracował podczas pełnienia swojej kadencji. – Były sytuacje niespodziewane wymagające bezpośredniej reakcji. Z jednej strony, np. w 2017 roku mieliśmy do czynienia z gwałtownymi nawałnicami, z drugiej – w tym roku z warunkami suszowymi. Wszystkie te działania wymagały bliskiej współpracy z wielkopolskimi samorządami – z wójtami, burmistrzami, prezydentami i starostami. Tę współpracę oceniam bardzo pozytywnie, przede wszystkim z zyskiem dla Wielkopolan, którym również dziękuję za zaufanie i wiele wyrazów sympatii, z jakimi się spotkałem w trakcie całej kadencji – mówił Hoffmann.

Tymczasowo obowiązki wojewody będzie pełnić Aneta Niestrawska, która jest wicewojewodą.

Kto zastąpi Zbigniewa Hoffmanna na stanowisku?

Najczęściej w tym kontekście mówi się o dwóch osobach: Filipie Żelaznym i Tadeuszu Dziubie. Pierwszy jest obecnie radnym PiS w Radzie Powiatu Poznańskiego. Tadeusz Dziuba jest wieloletnim posłem oraz m.in. byłym wojewodą. W ostatnich wyborach nie udało mu się natomiast ponownie wejść do Sejmu, mimo dobrego miejsca na liście wyborczej.

Poznań: Uszkodzony Mars. Policja zatrzymała sprawcę

0
Policjanci zatrzymali mężczyznę odpowiedzialnego za zniszczenie Marsa na Starym Rynku. Sprawcę udało się namierzyć dzięki monitoringowi miejskiemu.

O uszkodzeniu rzeźby z fontanny na Starym Rynku pisaliśmy kilka dni temu. Ułamaną pikę Marsa zauważył znany pisarz Piotr Bojarski. Był to kolejny już przypadek zniszczenia jednej z poznańskich fontann.

Tym razem wandala udało się zatrzymać błyskawicznie. Wszystko dzięki czujnemu oku operatora monitoringu miejskiego. – W sobotę, kilkanaście minut po godzinie 3 rano, operator monitoringu zauważył mężczyznę, który wspinał się na fontannę. Wandal zniszczył włócznię, po czym oddalił się w innym kierunku. Natychmiast o zdarzeniu operator powiadomił KP Stare Miasto, cały czas monitorując mężczyznę, którego udało się zatrzymać w pobliżu – poinformowali strażnicy miejscy.

Co spowodowało, że mężczyzna postanowił rzucić wyzwanie bogu wojny? Tego na chwilę obecną nie wiadomo, ponieważ ze względu na ilość spożytego alkoholu przed rozmową z policjantami musiał odwiedzić Ośrodek dla Osób Nietrzeźwych.

Pijany zaatakował ojca widłami. „Zadał mu w sumie 17 ran”

0
25 lat spędzi w więzieniu mężczyzna, który pijany zaatakował swojego ojca widłami. Sąd Okręgowy w Poznaniu wydał wyrok w tej sprawie.

Do zbrodni doszło 20 października 2017 roku w miejscowości Dąbcze (gmina Rydzyna). – Grzegorz M. po powrocie do rodzinnego domu z dłuższego pobytu za granicą, będąc pod wpływem alkoholu, zaatakował swojego 71 letniego ojca dwuzębnymi widłami. Zadał mu w sumie 17 ran w klatkę piersiową, szyję i głowę. Obrażenia te spowodowały zgon pokrzywdzonego – relacjonuje prok. Michał Smętkowski z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

Policjantów o zajściu miał zawiadomić brat skazanego, który… spał w pokoju obok podczas zdarzenia. Funkcjonariusze znaleźli Grzegorza M. na strychu, gdzie próbował się ukryć. Wówczas został zatrzymany i tymczasowo aresztowany. Teraz sąd zdecydował, że mężczyzna spędzi 25 lat w więzieniu. Wyrok nie jest prawomocny.

Poznań: Czy zajęcia z szachów powinny być obowiązkowe?

0
Szachy kluczem do sukcesu? Być może. Z całą pewnością wpływają natomiast pozytywnie na rozwój dzieci, na co zwrócił uwagę kolejny polityk.

– Gra w szachy ma ogromne zalety z wielu przyczyn, potwierdzonych przez liczne badania naukowe. Poprawia zdolności intelektualne, rozwija wyobraźnię, poprawia zdolność koncentracji, porządkuje myśli, wpływa na lepsze umiejętności w planowaniu, a także poprawę zrozumienia działań i ich konsekwencji – wymienia zalety grania w szachy Andrzej Rataj, radny miejski. I nie jest on pierwszym politykiem, który ma podobne zdanie.

W trakcie trwania zeszłorocznej kampanii samorządowej Lewica i Tomasz Lewandowski, jej kandydat na prezydenta Poznania, chcieli wprowadzić obowiązkowe zajęcia z gry w szachy w szkołach. – Chciałbym, żeby co najmniej przez dwa lata dzieci uczyły się gry w szachy. Wszystkie dzieci – mówił wówczas Lewandowski.

Po ponad roku temat ponownie wraca za sprawą radnego Rataja. – W niektórych szkołach w Poznaniu zwraca się szczególną uwagę na naukę gry w szachy. Warto rozwijać te działania i propagować inicjatywy związane z nauką gry w szachy w każdej szkole podstawowej i każdej szkole ponadpodstawowej w naszym mieście, tak aby Poznań stał się miastem szachów – przekonuje radny Rataj.

Odpowiednia interpelacja w tej sprawie trafiła już do Jacka Jaśkowiaka, prezydenta Poznania. Radny pyta w niej m.in. o to jaki odsetek uczniów kończy szkoły podstawowe z umiejętnością gry w szachy. Andrzej Rataj docieka też „czy byłoby możliwe i kiedy byłoby możliwe wprowadzenie nauki gry w szachy i doskonalenia gry w szachy do programu nauczania w każdej szkole podstawowej i każdej szkole ponadpodstawowej w Poznaniu.

Wypadki i korki na wielkopolskich drogach. W Poznaniu zablokowane rondo Rataje

Do kilku wypadków doszło dziś w godzinach porannych na terenie Wielkopolski. Na drogach krajowych: 10 i 11 są korki.

Na DK10 (Piła – Śmiłowo) doszło do zderzenia trzech pojazdów. Trasa obecnie jest zablokowana, a następnie zostanie na niej wprowadzony ruch wahadłowy na czas usuwania skutków zdarzenia. 

Utrudnienia występują też na DK11 (Jarocin – Środa Wielkopolska). Między Krzykosami, a Bronisławem doszło do wypadku, który również powoduje utrudnienia w ruchu.

W Poznaniu od rana ciężko było przejechać przez rondo Rataje. Samochody w tej części stolicy Wielkopolski praktycznie stały, ale najprawdopodobniej nie było to spowodowane żadnym wypadkiem, a regularnym nadmiarem samochodów.

zdjęcie ilustracyjne

Pożar budynku jednorodzinnego. Jedna osoba nie przeżyła

0
Jedna osoba nie przeżyła pożaru do jakiego doszło w Koźminie Wielkopolskim. W akcji gaszenia ognia wzięło udział pięć zastępów straży pożarnej.

Do wybuchu pożaru doszło przy ulicy Klasztornej około godziny 5 rano. Na miejsce zostały skierowane dwa zastępy straży pożarnej z JRG Krotoszyn i po jednym z OSP Koźmin Wielkopolski, OSP Czarny Sad oraz OSP Wałków. Jak relacjonują strażacy z Czarnego Sadu ich akcja miała trwać półtorej godziny.

Niestety w wyniku pożaru zmarła jedna osoba.

 

Jakie sukienki damskie są modne jesienią 2019?

0
Nie ulega wątpliwości, że każda kobieta chce wyglądać i czuć się pięknie. Dlatego też panie bardzo często sięgają po sukienki, które podkreślają ich wdzięki. Warto byłoby wybierać takie, które są również modne. W sezonie jesiennym 2019 modnych jest całe mnóstwo kreacji, dlatego każda kobieta znajdzie coś dla siebie.
Wybierz długie, sięgające ziemi kreacje

Jednymi z najmodniejszych sukienek w obecnym sezonie są te długie, sięgające lekko przed kostkę. Ubrania te dostępne są w rozmaitych wzorach i kolorach. Warto zwrócić szczególną uwagę na suknie w groszki oraz kwiaty. Większość fasonów ma swobodny krój, dlatego każda kobieta będzie czuła się w nich dobrze. Tego rodzaju sukienki bardzo dobrze wyglądają zarówno w zestawieniu z wysokimi, ciężkimi butami jak i w połączeniu z botkami na wysokim obcasie. Można je nosić na co dzień jak i od święta. W chłodniejsze dni, sukienkę warto zestawić ze skórzaną ramoneską lub zgrabnym prochowcem.

Postaw na dopasowaną sukienkę, jeżeli jesteś zgrabna

Przedstawicielki płci pięknej, które lubią podkreślać liczne atuty swojej figury nie powinny unikać obcisłych sukienek. W sklepach internetowych oraz stacjonarnych można odszukać całe ich mnóstwo. Warto wybierać te, które mają wyraziste kolory. W sezonie jesiennym 2019 szczególnie godne uwagi są kreacje w kolorze butelkowej zieleni oraz burgundu. Wybierać można zarówno te długie, sięgające do kostek jak i te nieco krótsze, przed kolano. Sukienkę tego rodzaju można zestawić zarówno z eleganckimi szpilkami jak i z pełnymi wdzięku baletkami. Wiele zależy od okazji, na jaką się szykujemy. Biżuteria dobrana do sukienki powinna być subtelna i delikatna. Można zakupić złote lub srebrne celebrytki.

Reasumując wyżej zebrane rozważania, bez większych trudności można dojść do wniosku, że wybór sukienki nie jest zadaniem łatwym, zwłaszcza jeżeli chcemy olśnić otoczenie naszym wyglądem. Kobiety powinny sięgać po fasony modne oraz wygodne. W sezonie jesiennym 2019 warto sięgnąć po długie, sięgające do ziemi sukienki w różnych wzorach oraz kolorach. Jeżeli zależy nam na podkreśleniu naszych atutów, lepiej sięgnąć po dopasowane kreacje. Podkreślą one nasze atuty i sprawią, że nikt nie przejdzie obok nas obojętnie. Warto pamiętać o tym, aby sukienki zestawić z właściwym obuwiem oraz biżuterią.

Artykuł sponsorowany

Podniebny finał imienin ulicy Święty Marcin

0
Finał obchodów imienin ulicy Święty Marcin miał nietypowy charakter. Już po raz drugi zrezygnowano z pokazu fajerwerków.

Spektakularny finał odbył się na wysokościach. Zespół Ryszarda Bazarnika zwisał z murów CK Zamek grając utwory muzyczne. Po chwili dołączył do nich Teatr „Z głowa w chmurach”. Nie trzeba chyba dodawać, że taki finał mógł się podobać mieszkańcom zgromadzonym przed zamkiem.