Strona główna Blog Strona 2181

Gniezno: 6 zarzutów dla 19-latka. Za kradzieże

0
Dwa motocykle, agregat prądotwórczy, kosa spalinowa i pomniejszy sprzęt AGD padły łupem 19-letniego złodzieja z powiatu gnieźnieńskiego. Mężczyzna najbliższe trzy miesiące spędzi za kratkami, a o jego dalszym losie zadecyduje sąd.

19-latkowi udowodniono przywłaszczenie dwóch motocykli, a następnie jazdy nimi pomimo orzeczonego przez sąd zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych, przywłaszczenia narzędzi w postaci agregatów prądotwórczych, zagęszczarki, kosy spalinowej, przywłaszczenia różnego sprzętu elektronicznego ze sklepów RTV AGD i oszustwo przy zakupie motocykla. Łączna wartość skradzionych przedmiotów wstępnie wyniosła ponad 25 500 zł.

19-latek usłyszał łącznie 6 zarzutów za liczne przywłaszczenia, kradzieże i oszustwa. Łączna wartość skradzionych przedmiotów wstępnie wyniosła ponad 25 500 zł. Wobec mężczyzny Sąd na wniosek Prokuratora z Prokuratury Rejonowej w Gnieźnie zastosował środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na 3 miesiące.

KWP, el

Poznań: narkotyki w… myjni samochodowej

0
Aż osiem kilogramów narkotyków znaleźli policjanci z Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu na terenie jednej z myjni samochodowych. W związku z tą sprawą został zatrzymany jej właściciel. Grozi mu do 12 lat więzienia.

Policjanci zajmujący się na co dzień przestępczością pseudokibiców dowiedzieli się, że na poznański rynek narkotykowy dostarczany jest mefedron. Weryfikując informacje wpadli na trop, który wiódł do jednej z poznańskich myjni samochodowych. Funkcjonariusze zapoznali ze sprawą prokuratorów z Prokuratury Rejonowej Poznań Grunwald, a później przeszukali podejrzaną myjnię.

Podczas poszukiwań wykorzystano specjalnie szkolonego do wykrywania narkotyków psa z poznańskiej Izby Celnej – i to on wywęszył kilkanaście opakowań z podejrzaną zawartością. Wszystkie zawierały brunatny proszek albo kryształki nieznanej substancji, a naklejki na niektórych opakowaniach informowały, że jest to sól do kąpieli.

Psi nos nie zawiódł – wstępne badania chemiczne wskazały, że w opakowaniach jest to aż 8 kg mefedronu. Wartość tak dużej partii narkotyków jest oceniana przez policjantów na co najmniej 320 tys. złotych. Policjanci znaleźli także ponad 100 tys. złotych w gotówce.

W związku z tą sprawą został zatrzymany właściciel myjni samochodowej. Na podstawie materiałów dowodowych prokurator przedstawił mu zarzuty posiadania znacznej ilości narkotyków i handlu nimi. Za tego rodzaju przestępstwo grozi mu kara nawet 12 lat więzienia.

Mefedron to bardzo silnie uzależniający narkotyk. Oferowany jest do sprzedaży przez dilerów w postaci proszku, kryształków, tabletek albo kapsułek. Po zażyciu działa podobnie do ecstasy i kokainy. Wcześniej był uznawany za dopalacz. Od 2010 roku w Polsce i w wielu krajach na świecie został wpisany na listę narkotyków.

KWP, el

Ostrzeżenie IMGW! Możliwe burze z gradem w Wielkopolsce!

IMGW ostrzega dzisiaj przed możliwym pojawieniem się burz z gradem w południowej i wschodniej Wielkopolsce.

Prawdopodobieństwo wystąpienia burz z gradem IMGW ocenia na 80%. Jest to ostrzeżenie pierwszego stopnia, co oznacza, że „przewiduje się warunki sprzyjające wystąpieniu niebezpiecznych zjawisk meteorologicznych, które mogą powodować straty materialne oraz zagrożenie zdrowia i życia. Prowadzenie działalności w warunkach narażenia na działanie tych czynników jest utrudnione i niebezpieczne”.

Ostrzeżenie obowiązuje w powiatach: jarocińskim, rawickim, kolskim, ostrzeszowskim, ostrowskim, wrzesińskim, słupeckim, konińskim, kępińskim, leszczyńskim, gostyńskim, pleszewskim, krotoszyńskim, kaliskim i tureckim.

Źródło: IMGW

Zderzenie pociągu PKP Intercity z… bykiem. Opóźnienia na trasie!

0
Do nietypowego zdarzenia doszło wczoraj w miejscowości Stara Łubianka pod Piłą. Pociąg Intercity jadący z Katowic do Kołobrzegu najprawdopodobniej zderzył się z… bykiem.

W pobliżu torów miało przebywać stado krów oraz byk. Ten ostatni zdecydował się wejść na tory tuż przed nadjeżdżającym pociągiem Intercity, w którym znajdowało się około 200 osób. W wyniku zderzenia nikt nie ucierpiał, ale pasażerowie musieli się przenieść do transportu zastępczego.

W związku ze zdarzeniem pociągi na tej trasie notowały wielogodzinne opóźnienia.

Źródło: Głos Wielkopolski

Zabytkowy kościół i klasztor Jezuitów (wcześniej Dominikanów) jako Zabytek Otwarty (zdjęcia)

0
Kościół i klasztor Jezuitów w Poznaniu stanął otworem przed chętnymi poznania jego historii i zakamarków.

Dawny kościół dominikanów należy do najstarszych świątyń w Poznaniu, jeszcze przed założeniem miasta na terenie osady św. Gotarda, książęta Przemysł I i Bolesław Pobożny w 1244 r. ufundowali klasztor dla sprowadzonych tu wcześniej dominikanów. Z tego okresu pochodzi portal oraz mury głównej nawy.

Prawie od początku  istnienia z kościołem dominikanów związany jest kult Matki Boskiej Różańcowej. Od 1920 r. klasztor przejęli jezuici. Zakonnicy po II wojnie światowej podjęli uwieńczone sukcesem starania o odszkodowanie za zrabowane przez hitlerowców korony maryjne. W dawnym kościele dominikanów bierze również początek poznańskie podanie „O trzech Hostiach”.

Razem z przewodnikiem Adamem Suwartem (Społeczny Opiekun Zabytków – miłośnik historii) można było poznać układ, architekturę i wyposażenie najstarszego istniejącego kościoła lewobrzeżnego Poznania oraz sąsiedniego klasztoru. W tym roku mija 775 lat od pojawienia się dominikanów na lewym brzegu Warty – w miejscu, które stanowiło zalążek przyszłego średniowiecznego Poznania.  Kompleks klasztorny przy ulicy Szewskiej przez stulecia pełnił funkcję jednego z głównych ośrodków intelektualnych miasta. Zakonnicy dbali o rozwój duchowy mieszkańców nie tylko mową i pismem, ale także poprzez architekturę — ich dziełem jest wspaniała gotycka świątynia.  W trakcie wydarzenia chętnych oprowadzali również E. Hamrol-Grobelna, M. Kempiński, D. Barbarzak, o. D. Michalski SJ. W trakcie tego dnia można było wysłuchać również koncertu organowego w wykonaniu K. Lis.

Cykl wydarzeń Zabytek Otwarty organizuje Centrum Turystyki Kulturowej TRAKT.

Dźwiękowozem przez Jedwabny Szlak – Spotkania na Gołębiej

0
Dźwiękowozem przez Jedwabny Szlak – w ramach cyklu Kulturalny Stary Rynek – Spotkania na Gołębiej.

Magiczny świat muzyki, światła i cienia. Opowieści nieopowiadane, a grane – pokazywane przez przewodników muzycznych. Pod kierownictwem Mandar Purandare goście spotkania wysłuchali utworów z dalekiego wschodu, niektórzy dali się  ponieść rytmom muzyki  tańcząc.

W I w. n. e., podczas rządów cesarza Tyberiusza, jedwab stał się wielkim problemem. Luksusowa tkanina, importowana wielkimi kosztami z Chin, stała się symbolem dekadencji i zbytku wśród Rzymian. Aby zwiększyć ilość sprzedawanego jedwabiu, kupcy rozwijali bele jedwabiu i przędli je ponownie w cieńsze tkaniny. Ta praktyka miała efekt uboczny – nowe tkaniny były prawie przezroczyste. W 14 r. n. e., rzymski historyk Tacyt odnotował, że Senat zdelegalizował możliwość noszenia jedwabiu przez mężczyzn, twierdząc, że „jedwabne tkaniny ze Wschodu nie powinny więcej uwłaczać płci męskiej.” Zakaz jedwabiu nie utrzymał się.

Spotkania na Gołębiej są częścią cyklu Kulturalny Stary Rynek.

Organizatorem wydarzenia jest Towarzystwo Przyjaciół Szkoły Baletowej w Poznaniu.

Remis Lecha z mistrzem Polski, dobry mecz z obu stron

0
Lech Poznań zremisował na wyjeździe z mistrzem Polski Piastem Gliwice 1:1, po bramkach Pawła Tomczyka oraz Jorge Felixa. Piast od 75. minuty po taktycznym faulu Tomasa Huka grał w dziesiątkę, jednak lechici zdołali zdobyć w tym czasie tylko jedną bramkę, która ostatecznie w pierwszej kolejce PKO Ekstraklasy daje jeden cenny punkt. Gra Lecha przez kwadrans pierwszej połowy i praktycznie całą drugą była całkiem przyjemna dla oka, więc są powody do optymizmu.

Przed pierwszym gwizdkiem sędziego Tomasza Kwiatkowskiego było wiele niewiadomych, głównie jeśli chodziło o zgranie defensywy poznańskiej drużyny, a także jak będzie spisywał się „Kolejorz” w rozegraniu piłki od bramkarza, Mickeya van der Harta. Nie było w tym nic dziwnego, że Waldemar Fornalik był na takie granie ze strony Lecha przygotowany i jego podopieczni próbowali wysoko pressować, ale piłkarzom Dariusza Żurawia bardzo często dzięki szybkiej wymianie podań udawało się spod presji wyjść i konstruowali akcje skrzydłami – gdzie wymieniali się po obu stronach Jóźwiak z Puchaczem. Wydawało się, że poznański zespół prowadzi grę, to jednak Piast skontruował skuteczniejszą akcję i po dośrodkowaniu Gerarda Badii głową van der Harta pokonał Jorge Felix. Lechici chwilę później mieli okazję z rzutu rożnego do zdobycia bramki wyrównującej, ale najpierw piłka odbiła się od słupka, a następnie Muhar głową przeniósł ją nad poprzeczką. Lech w pierwszej połowie był groźny tylko ze stałych fragmentów gry i w ten sposób stworzył sobie kolejną szansę na pokonanie bramkarza gospodarzy, ale tym razem po uderzeniu Jóźwiaka z linii bramkowej futbolówkę wybijał Patryk Sokołowski.

Po kwadransie „Kolejorz” już nie grał tego, co założył sobie od początku pierwszej części grył. Zrezygnował z rozgrywania od defensywy i próbował długich piłek w stronę Joao Amarala, ale nie było to ani sensowne, ani skuteczne. Piast z kolei z minuty na minutę prezentował się coraz to lepiej, za to szwankowała komunikacja pomiędzy środkowymi obrońcami Lecha: Crnomarkoviciem i Rogne, stąd wynikały błędy w kryciu poszczególnych zawodników. W jednej z takich sytuacji całkowicie pozostawiony bez opieki Parzyszek mógł głową pokonać Harta, ale uderzył minimalnie nad bramką. Po składnej akcji bramkarza Lecha Poznań pokonać mógł także Jorge Felix, ale dobrym refleksem popisał się nowy golkiper „Kolejorza” i zdołał uchronić swój zespół przed utratą gola. W drugiej połowie Lech prezentował się tak jak na początku pierwszej: konsekwentnie przechodził od formacji defensywnej do ataku: bez długich piłek tylko dzięki szybkim podaniom i próbą rozgrywania w stronę Puchacza czy Jóźwiaka. Ewidentnie w niektórych sytuacjach brakowało w polu karnym rosłego napastnika jakim jest Christian Gytkjaer, bo praktycznie bezużyteczne były dośrodkowania skrzydłowych poznańskiej drużyny, a także bocznych obrońców: Gumnego i Kostewycza. Co ciekawe, mimo dobrej gry zespołu ze stolicy Wielkopolski, to ponownie Piast stworzył sobie groźniejszą akcję, bo świetnie przedryblował Jevticia i Muhara Sokołowski, ale w ostatniej chwili strzał zblokował Crnomarkovic. Dobitki próbował Parzyszek, ale skiksował i na szczęście Lecha uderzył wprost w ręce van der Harta.

Lechici od 75. minuty grali w przewadze jednego zawodnika, bo po indywidualnej akcji Kamil Jóźwiak wyszedł praktycznie sam na sam z bramkarzem i faulem taktycznym musiał ratować się obrońca, Tomas Huk, po którym otrzymał całkowicie zasłużoną czerwoną kartkę. Kilka minut później kapitalną piłką popisał się Darko Jevtic i zagrał ją w stronę wychodzącego Pawła Tomczyka, a młody napastnik Lecha praktycznie będąc praktycznie na parterze wcisnął piłkę pod nogami Frantiska Placha i zdobył gola wyrównującego. Wynik niestety nie uległ już zmianie i Lech zremisował 1:1 z mistrzem Polski.

Wnioski po takim meczu są takie, że Dariusz Żuraw musi zdecydowanie poprawić grę podczas defensywnych rzutów rożnych, bo praktycznie wtedy Piast tworzył sobie najgroźniejsze sytuacje, ale pewnie wynika to z dość kiepskiego zgrania Crnomarkovicia oraz Thomasa Rogne. Z przodu widoczny był brak Christiana Gytkjaera i całkowicie niewidoczny Joao Amaral w grze, którą próbował kreować sobie Lech Poznań. Słabiej spisywał się także chwalony po meczach sparingowych Tymoteusz Puchacz. Remis z przebiegu całego meczu jest chyba wynikiem sprawiedliwym, ale można czuć niedosyt, bo przy odrobinie lepszym wykończeniu podopieczniu Dariusza Żurawia mogli w Gliwicach zdobyć trzy punkty. Powody do optymizmu są, ale mankamenty w grze Lecha również, zwłaszcza ten brak konsekwencji w rozgrywaniu piłki od piętnastej minuty do końca pierwszej połowy meczu.

Będą rekompensaty dla branż energochłonnych. „Chcemy wesprzeć rozwój bardziej zrównoważony terytorialnie”

Ok. 300 przedsiębiorstw z branż energochłonnych – takich jak chemiczna, hutnicza czy papiernicza – będzie uprawnionych do uzyskania rekompensat za zawarte w cenie energii koszty nabycia uprawnień do emisji CO2.

Pozwoli to utrzymać ok. 1,3 mln miejsc pracy w samych przedsiębiorstwach energochłonnych oraz u ich kooperantów. Pierwsze wypłaty – za rok 2019 – nastąpią w 2020 roku. Trafi na nie ok. 0,89 mld zł rocznie. Takie będą efekty ustawy MPiT, który uchwalił Sejm.

– Wprowadzenie w Polsce systemowego rozwiązania na rzecz wsparcia sektorów energochłonnych jest konieczne m.in. po to, by utrzymać miejsca pracy w mniejszych miastach. To w nich najczęściej zlokalizowane są bardzo duże przedsiębiorstwa z tych sektorów, które są zarazem głównymi pracodawcami w regionie. Jedno miejsce pracy w przemyśle energochłonnym tworzy nawet 5-7 miejsc pracy w całym ekosystemie, będąc często trzonem lokalnej gospodarki. Duże firmy energochłonne odprowadzają też istotne podatki na rzecz miast, w których są zlokalizowane. Są też najczęściej kluczowymi mecenasami lokalnego życia artystycznego czy kultury fizycznej – mówi minister Jadwiga Emilewicz.

Pakiet na rzecz małych i średnich miast

Ustawa o systemie rekompensat dla przemysłów energochłonnych to jeden z elementów, opracowanego w Departamencie Innowacji MPiT i przyjętego w maju 2018 r. przez Komitet Ekonomiczny Rady Ministrów, pakietu dla mniejszych ośrodków przemysłowych. Pakiet jest reakcją na to, że energochłonne sektory przemysłu są dziś obciążone coraz wyższymi opłatami oraz kosztami regulacyjnymi. Obniża to ich konkurencyjność, a w skrajnym wypadku mogłoby doprowadzić do fali dezinwestycji, a nawet całkowitego zaniku szeregu energochłonnych branż przemysłowych w Polsce. To z kolei mogłoby wywołać bardzo negatywny wpływ na kilkadziesiąt ośrodków miejskich średniej wielkości, których lokalna gospodarka oraz rynek pracy są bardzo zależne od obecności flagowych przedsiębiorstw.

Pakiet na rzecz mniejszych ośrodków przemysłowych – obok rekompensat na pokrycie kosztów uprawnień do emisji CO2 dla sektorów energochłonnych – obejmuje wprowadzone już obniżenie akcyzy na prąd, radykalne obniżenie opłaty przejściowej i ulgę w opłacie kogeneracyjnej. Ministerstwo prowadzi też proces notyfikacji w KE pierwszej w UE ulgi w opłacie mocowej.

– Konsekwentnie realizujemy pakiet od ponad roku. Dzięki tym działaniom, w Polsce po raz pierwszy od kilku dekad pojawiają się nowe inwestycje energochłonne, wraz z dynamicznym rozwojem produkcji baterii do samochodów – zaznacza szefowa MPiT.

W wyniku zmniejszenia kosztów wykorzystania energii, przedsiębiorstwa powinny poprawić swoją rentowność, zwiększyć inwestycje lub zapobiec dezinwestycji.

– W ten sposób chcemy wesprzeć rozwój bardziej zrównoważony terytorialnie. Zachować aktywność gospodarczą w mniejszych miastach i przeciwdziałać przenoszeniu się przemysłu do krajów o niższych standardach środowiskowych. Pozwoli to utrzymać na lokalnym rynku miejsca pracy nie tylko w przedsiębiorstwach przemysłowych, ale również tych związanych z obsługą tych firm i potrzeb ich pracowników – wskazuje szefowa MPiT.

Jak jest teraz w Polsce?

Zgodnie z przepisami dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady z 2009 r. (tzw. dyrektywa EU ETS) wytwórcy energii elektrycznej objęci są systemem handlu uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych. Pomimo że część uprawnień otrzymują wciąż bezpłatnie, to produkcja prądu ze źródeł kopalnych wymaga zakupu coraz droższych uprawnień do emisji CO2. Dodatkowo pula darmowych uprawnień – zgodnie z założeniami nowelizacji dyrektywy EU ETS z 14 marca 2018 r. – będzie się stopniowo kurczyć do roku 2027. Od tej daty całość emisji w energetyce będzie wymagać zakupu uprawnień.

Poniesione przez wytwórców energii koszty uprawnień do emisji znajdują odzwierciedlenie w wyższej cenie energii elektrycznej na rynku hurtowym.

W Polsce ceny uprawnień wywierają wysoki wpływ na hurtowe ceny energii. Wynika to z naszej struktury wytwarzania energii. Zgodnie z raportem Agencji Rynku Energii za 2016 r. energia elektryczna w największym stopniu wytwarzana jest u nas ze źródeł węglowych: odpowiednio 47,7% zapotrzebowania pokrywane jest ze źródeł zasilanych węglem kamiennym, a 30,5% – węglem brunatnym. Pozostałe nośniki stanowią 21,8% mixu energetycznego, w tym 13,7% pochodzi z OZE.

– Unijna polityka klimatyczno-energetyczna spowodowała skokowy wzrost cen uprawnień do emisji CO2. Wzrost ten szczególnie uderzy w przedsiębiorstwa z sektora energochłonnego. Ogromnie zagraża ich rentowności oraz pozycji konkurencyjnej. Wynika to z tego, że – w przypadku takich firm – wydatki na energię stanowią nawet 40% całkowitych kosztów przedsiębiorstwa. Celem naszej ustawy jest więc obniżenie kosztów firm z branż energochłonnych. Dzięki temu, chcemy zmniejszyć ryzyko wyprowadzania produkcji za granicę. Chcemy, by Polska była atrakcyjnym miejscem do inwestycji przemysłowych – mówi Jadwiga Emilewicz.

Zgodnie z danymi za 2016 r. firmy energochłonne tworzą w Polsce 404 tys. miejsc pracy. A firmy z nimi kooperujące – 686 tys. Łącznie sektor energochłonny wspiera zatem miejsca pracy dla ok. 1,3 mln osób (ok. 8,3% pracujących w Polsce ogółem). Dodatkowo branża energochłonna generuje ok. 11 % PKB (polski przemysł ogółem ma 23-proc. udział w tworzeniu PKB). Zarazem branże energochłonne konsumują ok. 20 proc. energii wytwarzanej w naszym kraju.

– Musimy pamiętać, że polski przemysł, w tym energochłonny, funkcjonuje na poziomie lokalnym, ale konkuruje na rynku globalnym, z podmiotami o niższych kosztach pracy, niższych kosztach środowiskowych oraz tymi z krajów UE, które od wielu lat chronią przemysł – wskazuje wiceminister Marcin Ociepa.

Jak jest zagranicą?

Jak zaznacza wiceszef MPiT: – Oferując rekompensaty pośrednich kosztów emisji, wzorujemy się na innych państwach Unii. Podobne rozwiązania ma już cały szereg państw UE/EOG, w których przemysł energochłonny odgrywa istotną rolę. Rekompensaty wypłacają m.in. Niemcy, Wielka Brytania, Hiszpania, Francja, Belgia, Słowacja, Litwa, Holandia, Finlandia, Grecja czy Norwegia. Polska, mimo tego, że przemysł energochłonny jest niezmiernie istotny dla naszej gospodarki, dotąd tego nie zrobiła. Jako ostatni kraj z istotnym udziałem przemysłu energochłonnego w gospodarce.

U naszych sąsiadów, przede wszystkim w Niemczech, odbiorcy energochłonni cieszą się znaczącymi ulgami w kosztach regulacyjnych. Oprócz tego objęci są systemem rekompensat z tytułu pośrednich kosztów emisji oraz korzystają z możliwości świadczenia usługi zarządzania popytem energii (DSR). W rezultacie całkowity koszt energii (uwzględniający ceny hurtowe i narzuty regulacyjne) odbiorców energochłonnych w Polsce jest o 70% wyższy w porównaniu z odbiorcami przemysłowymi w Niemczech.

Jak będzie wyglądał system rekompensat?

Formuła wyliczania wysokości rekompensat uwzględnia średnie ceny uprawnień do emisji. Rosnące ceny uprawnień przekładają się zatem na wyższy poziom rekompensat. W rezultacie rekompensaty istotnie obniżą koszty zakupu energii. Zgodnie z, wspomnianą już znowelizowaną Dyrektywą ETS, rekompensaty można finansować z przychodów ze sprzedaży aukcyjnej uprawnień do emisji. W Polsce w 2018 r. dochody z aukcji wyniosły ok. 5 mld zł, w 2019 może to być kwota nawet dwa razy większa.

By uzyskać rekompensaty, trzeba będzie złożyć wniosek do 31 marca danego roku. Decyzje o ich przyznaniu i wysokości będzie podejmował prezes URE do 30 września danego roku. Od takiej decyzji będzie można się odwołać do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Przedsiębiorcy otrzymają rekompensaty na przełomie października i listopada danego roku. Będzie je wypłacał BGK.

Dodatkowo beneficjenci systemu będą musieli spełnić wymóg wdrożenia w swoich zakładach certyfikowanego systemu zarządzania energią lub bardziej kompleksowego rozwiązania.

Przedsiębiorcy w 2019 roku będą mogli wybrać tylko jeden system wsparcia. Albo rekompensaty dla instalacji zagrożonych tzw. ucieczką emisji, albo ten wprowadzony na mocy ustawy z 28 grudnia 2018 r. Celem tej drugiej ustawy było ustabilizowanie cen energii w 2019 r. na poziomie nie wyższym niż obowiązujący 30 czerwca 2018 r.

mat. pras. / op. AS

Średzka Noc z Parowozem

0
Noc w pociągu specjalnym na trasie ze Środy do Zaniemyśla, nocne pejzaże, jeziora i ognisko. Miłośnicy nietypowych podróży i… nocnej fotografii nie mogą tej imprezy przegapić. Szykujcie się na 27 lipca!

W nocy z 27 na 28 lipca ze stacji Środa Miasto wyruszy bowiem pociąg specjalny Średzkiej Kolei Powiatowej do Zaniemyśla. Chętni powinni stawić się o 23.00 na dworcu Środa Miasto, gdzie przez godzinę będą mogli robić nocne zdjęcia tak dworca, jak i pociągu. A będzie warto fotografowania, jako że pociąg będzie się składał.z parowozu Px48-1756, brankardu oraz dwóch oliwkowych wagonów typu 1Aw.

O północy pociąg i jego pasażerowie ruszą do Zaniemyśla, po drodze zatrzymując się celem wykonania wyjątkowych ujęć na długich ekspozycjach, z wykorzystaniem dodatkowego sztucznego oświetlenia. Na stacji w Śnieciskach zaplanowano też integracyjne ognisko.

Nad ranem pociąg dojedzie do Zaniemyśla, gdzie będzie można wykonać ostatnie ujęcia na długiej ekspozycji i poczekać na wschód słońca. A gdy tylko nastanie świt, pociąg ruszy w drogę powrotną. organizatorzy obiecują na całej trasie do Środy szereg klasycznych fotostopów z najazdami, do oporu wykorzystując oświetlenie, jakiego nie da się uzyskać przy pociągach rozkładowych – na co dzień niemożliwe jest wykonanie ujęć na szlaku z czołem parowozu w słońcu. Do Środy pociąg dotrze około godziny 8.00 28 lipca.

Na wyprawę można się zapisywać mailowo pod adresem [email protected] – przy zgłoszeniu trzeba podać imię i nazwisko, liczbę biletów i telefon kontaktowy. Dane do wpłat będziemy rozsyłać w mailu zwrotnym wraz z potwierdzeniem rezerwacji. Koszt imprezy to 120 zł od osoby.Liczba miejsc ograniczona.

Średzkakolejpowiatowa.pl, el

Leszno: Wypadek motoparalotni. Dwie osoby zostały ranne!

0
Dwóch pilotów zostało poszkodowanych w wypadku motoparalotni, do którego doszło na lotnisku w Lesznie.

Wszystko wskazuje na to, że podchodząc do lądowania piloci najprawdopodobniej stracili kontrolę nad maszyną, która runęła na ziemię z niewielkiej odległości. Piloci trafili do szpitala, ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Wypadek będzie teraz badać Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych.

Źródło: Radio Poznań

Wybory do Sejmu. PSL, Kukiz’15 i Bezpartyjni Samorządowcy pójdą razem do wyborów?

Wszystko wskazuje na to, że możemy mieć kolejną koalicję przed nadchodzącymi wyborami. PSL, Kukiz’15 i Bezpartyjni Samorządowcy mają wspólnie powalczyć o władze.

O porozumieniu donosi portal wpolityce.pl. Plotki o „romansie” pomiędzy obydwoma ugrupowaniami pojawiają się już od jakiegoś czasu. Teraz do koalicji mieliby jeszcze dołączyć Bezpartyjni Samorządowcy.

Zarówno PSL, jak i Kukiz’15 balansują na granicy progu wyborczego. Oba ugrupowania od kilku tygodni szukają potencjalnych koalicjantów, z którymi mogliby pójść do wyborów.

Ludowcy pierwotnie mieli tworzyć wspólnie z Platformą Obywatelską, Nowoczesną i Sojuszem Lewicy Demokratycznej – Koalicję Europejską. W ostatniej chwili Władysław Kosiniak-Kamysz, szef PSL, zrezygnował z tego pomysłu obawiając się, że konserwatywny elektorat jego ugrupowania nie zagłosuje na partię, która idzie w koalicji z lewicą.

W przypadku ruchu Kukiz’15 sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana. Naturalnym sojusznikiem dla Pawła Kukiza była Konfederacja. Wydaje się, że takiej koalicji chcieli również zwolennicy obu ugrupowań. Przeszkodą w dogadaniu się miały być złe relacje części liderów Konfederacji z samym Kukizem.

Jeżeli porozumienie między ugrupowaniami zostanie potwierdzone, to jesienią przeciwko PiS wystartują cztery duże koalicje. Lewicę będzie reprezentować sojusz SLD, Razem i Wiosny. Liberalnych wyborców spróbuje zagospodarować Koalicja Obywatelska. Na wsiach z PiSem powalczy PSL, wspierany przez Kukiza, a z prawej strony obecnie rządzące ugrupowanie będzie próbować „podgryzać” Konfederacja.

Źródło: wpolityce.pl

 

Konin: Obóz dla Klimatu. Policja użyła pałek i gazu?

0
Część uczestników Obozu dla Klimatu, próbowało się przedostać na teren kopalni odkrywkowej pod Koninem. Spotkało się to z ostrą reakcją policji.

Uczestnicy Obozu dla Klimatu nie zgadzają się na poszerzenie kopalni odkrywkowej, ponieważ jak przekonują, ma to druzgocący wpływ na środowisko naturalne. – Młodzieżowy Strajk Klimatyczny nie zgadza się na to i nie pozwala, by podejmowane były działania bezpośrednio zagrażające naszej przyszłości – napisali członkowie obozu na facebooku.

Ich proekologiczne zapędy, mocno studzi nastawienie policji. – Naszym działaniom towarzyszy bezprecedensowa mobilizacja policji, która dokonuje licznych zatrzymań przemieszczających się aktywistów – piszą uczestnicy. – Został użyty gaz łzawiący, a reporter Gazety Wyborczej został poturbowany. Jedna z aktywistek po przygnieceniu przez dwóch policjantów ma prawdopodobne złamanie obojczyka – dodają.

Uczestnicy Obozu twierdzą również, że policja od początku utrudniała im przeprowadzenie manifestacji. Do godz. 10 miało zostać zatrzymanych osiem osób. Wcześniej funkcjonariusze mieli blokować autobusy z uczestnikami jadącymi na wydarzenie.

Z samego rana część uczestników Obozu zdecydowała się wyruszyć w okolicę odkrywki. Miał to być ośmiokilometrowy, pokojowy, przemarsz. Według relacji reportera Gazety Wyborczej (który miał sam ucierpieć), na uczestników czekała już policja „w bojowym rynsztunku”. Część demonstrantów niespodziewanie przerwała pokojowy marsz i ruszyła w stronę odkrywki. Policjanci pobiegli za nimi. Według relacji GW akcja miała być brutalna – z użyciem pałek i gazu.

Próbowaliśmy skonfrontować relację Obozu dla Klimatu i Gazety Wyborczej z przedstawicielami policji. Jeżeli zdecydują się na komentarz zostanie on tutaj dodany.

Aktualizacja 22 lipca 2019

Otrzymaliśmy komentarz policji dotyczący wydarzeń pod Koninem. – Policjanci nie użyli żadnych środków przymusu, które Pan wymienia w pytaniu – napisał Andrzej Borowiak, rzecznik Wielkopolskiej policji. – Ponadto informuję, że podczas próby wdarcia się na teren kopalni, funkcjonariusz Policji użył pieprzu wobec jednego z mężczyzn, który chciał to uczynić. Incydent miał miejsce w miejscowości Kryszkowice, a nie w Koninie jak Pan napisał.

Źródło: Gazeta Wyborcza / FB Obóz dla Klimatu fot. Obóz dla Klimatu

Poznań: Nad Wartą powstaje przystań jachtowa

0
Nad Wartą właśnie powstaje zaplecze dla przystani jachtowej. Budynek ma być gotowy we wrześniu. W tym roku mają się również zakończyć prace nad projektem całorocznej przystani jachtowej.

Obiekt usytuowany będzie w tzw. Starym Porcie, który od zachodu ograniczony jest murem oporowym wzdłuż ul. Szyperskiej, od północy i wschodu – korytem rzeki Warty, a od południa – ul. Estkowskiego.

Po przygotowaniu terenu pod inwestycję wykonano już płytę fundamentową pod przyszłe zaplecze oraz instalacje wodną, elektryczną i kanalizacyjną. Pod koniec lipca rozpocznie się montaż elementów budynku, a po nim nastąpią prace wykończeniowe, budowa oświetlenia zewnętrznego oraz montaż schodów. Całość uzupełnią nasadzenia zieleni i nowy zjazd z ul. Estkowskiego.

Zaprojektowany w formie stalowego kontenera budynek będzie składał się z części socjalno-sanitarnej oraz zaplecza gastronomicznego. Na części dachu obiektu zlokalizowany zostanie taras, z prowadzonymi na niego schodami zewnętrznymi.

Konstrukcja budynku ma zapewniać łatwą komunikację między strefami. Z części socjalno-sanitarnej (pryszniców, toalet i pralni) będą mogły korzystać osoby cumujące w przystani jachtowej, ale również osoby z niepełnosprawnościami.

W części gastronomicznej będzie można zjeść posiłek, kupić napoje oraz uzupełnić́zapasy na dalszą podróż̇ po rzece. Zaplecze gastronomiczne udostępnione zostanie również dla osób z zewnątrz, które zechcą spędzić wolny czas nad Wartą.

Zakończenie prac budowlanych związanych z budową zaplecza przewidziano na koniec września.

W drugiej połowie roku zakończą się prace projektowe przy całorocznej przystani jachtowej na Warcie, która docelowo ma być centralnym miejscem postoju statków w Poznaniu. Wyposażona zostanie w dostęp do wody pitnej i energii elektrycznej, monitoring oraz oświetlenie. Zapewniony będzie również odbiór ścieków i nieczystości stałych od żeglujących. Ma dysponować miejscami dla 80 jednostek pływających oraz pięciu dla służb ratunkowych. Zejście na ląd umożliwią co najmniej dwa trapy.

W tym samym czasie będzie gotowy również projekt przystani nurtowej, która ma powstać na wysokości Czartorii, z przeznaczeniem m.in. dla barek kawiarnianych. Będzie miała 100 m długości, w tym 75 m linii cumowania. Maksymalne zanurzenie cumujących w tym miejscu statków wynosić będzie 1,4 m.

PIM / op. AS

W Wielkopolsce zabraknie wody? Jest oficjalne ostrzeżenie

Państwowa służba hydrogeologiczna ostrzega przed możliwością pojawienia się na terenie ośmiu województw (w tym Wielkopolski) tzw. niszówek.

Prognozy wskazują, że w kolejnych tygodniach poziom wód będzie się w dalszym ciągu obniżał. – Efektem tego zjawiska mogą być występujące na wskazanych obszarach utrudnienia w zaopatrzeniu w wodę z płytkich ujęć wód podziemnych (indywidualne studnie gospodarskie) – czytamy w komunikacie.

Lech wraca do gry, startuje PKO Ekstraklasa

0
Po nieudanym sezonie 2018/2019 w stolicy Wielkopolski zdecydowano się na gruntowne zmiany, nie na „rewolucję” jak to opisują niektóre media, ale na twardy reset, o którym mówi wiceprezes Lecha Poznań, Piotr Rutkowski w wywiadzie dla Przeglądu Sportowego. Odeszli ci, do których większość kibiców miała spore pretensje o ostatnie porażki, przyszło kilku, mamy nadzieję, bardziej ambitnych piłkarzy. Cała Wielkopolska potrzebuje silnego Lecha, Lechem się żyje w regionie i Lech dla regionu powinien wygrywać, a okazja do tego mamy nadzieję, że nadarzy się już dziś. „Kolejorz” zagra na wyjeździe z obecnym mistrzem Polski, Piastem Gliwice.

Bardzo dobrze nastroje w poznańskim Lechu pokazuje spot wypuszczony przez klub przed rozpoczęciem sezonu 2019/2020. To nie czas na szumne zapowiedzi o silnych kadrach, o lokomotywie, która popędzi po pierwsze od pięciu lat mistrzostwo Polski. Piłka to bardzo prosty sport: wystarczy w nią grać, jak to zresztą mówi wyżej Pedro Tiba, a cała reszta przyjdzie. „Kolejorz” w letnich sparingach prezentował się przyzwoicie, bo wygrał aż sześć z siedmiu meczów towarzyskich, ustępując tylko AEK-owi Larnaka, z którym zresztą grała głównie poznańska młodzież. Nie mamy na myśli tylko wyników, ale również gra poznańskiej drużyny wyglądała całkowicie inaczej niż jeszcze kilka tygodni temu. Ofensywna gra, pomysł na rozegranie piłki od samego bramkarza i schematy taktyczne wypracowywane przez Dariusza Żurawia. Powody do optymizmu są, ale nie zapominajmy, że to tylko sparingi, a prawdziwa weryfikacja zawsze przychodzi w meczach ligowych. Weryfikacja nastąpi już dziś, bo Lech podejmie obecnego mistrza kraju, drużynę prowadzoną przez Waldemara Fornalika, Piast Gliwice.

Gliwiczanie mają za sobą dwumecz z BATE Borysów, gdzie praktycznie poziomem nie ustępowali kilkukrotnemu uczestnikowi fazy grupowej Ligi Mistrzów, a nawet byli od niego lepsi. Przegrali na własne życzenie, bo po błędach indywidualnach bramkarza, Frantiska Placha, który przecież tak dobrze bronił w minionych rozgrywkach Ekstraklasy. Nie da się ukryć, że ten środowy mecz zawodnicy mistrza Polski mają jeszcze w nogach, więc jest to małe ułatwienie dla piłkarzy Lecha, choć łatwo nie będzie. Piast praktycznie będzie grał w niezmienionym składzie w porównaniu do minionych rozgrywek, brakować będzie co najwyżej Tomasza Jodłowca, który wrócił do Legii Warszawa, a także Sedlara. Serb podpisał kontrakt z beniaminkiem hiszpańskiej La Ligi, Mallorcą. Zdecydowanie trzeba uważać na Jorge Felixa i na Joela Valencię, którzy będą niepokoić poznańską, praktycznie nową defensywę.

Dziś prawdopodobnie zobaczymy taki skład Lecha Poznań: Van Der Hart – Gumny, Crnomarkovic, Rogne, Kostewycz – Muhar, Tiba – Jóźwiak, Amaral, Jevtic – Zhamaletdinov, choć może też Żuraw spróbować opcji z Jevticiem na dziesiątce, przesuniętym Amaralem w miejsce napastnika i z Puchaczem na skrzydle, jak sugeruje dziennikarz Weszło, Damian Smyk, bo odpowiedniej jakości w sparingach nie gwarantował młody rosyjski napastnik wypożyczony z CSKA Moskwa. Wiele niewiadomych, wiele pytań, a na część z nich odpowiedzi poznamy już dzisiaj wieczorem. Początek spotkania Lecha Poznań z Piastem Gliwice o godzinie 20:00 na stadionie przy ulicy Okrzei. Sędzią tego spotkania będzie Tomasz Kwiatkowski z Warszawy.

Milonga pod gwiazdami – w ramach Kulturalnego Starego Rynku

0
W piątkowy wieczór dziedziniec Szkoły Baletowej w Poznaniu wypełnił się tangerous oraz miłośnikami tanga i tańca.

Rozpoczął się kolejny weekend z Kulturalnym Starym Rynkiem. W ramach wydarzeń kulturalnych odbyła się Milonga pod gwiazdami przygotowana przez Towarzystwo Przyjaciół Szkoły Baletowej w Poznaniu. Już pół godziny przed rozpoczęciem zaczęli się gromadzić miłośnicy tanga.

Spotkanie rozpoczęło się od kilku słów na temat tanga. Historię i ciekawostki opowiadał Paweł Skibiński, następnie na dziedziniec szkoły, który na ten czas zamienił się na parkiet wkroczyli tanecznym krokiem Iwona Piwońska i Kamil Baczyński. Para pokazała różne rodzaje tanga i tańca. Po pokazie do tańca zaproszeni zostali wszyscy obecni, również ci, którzy nie mieli bliższego pojęcia o tangu – tancerki i tancerze pomagali pojąć tango, kroki, ruchy i uczucia.

Milonga to miejsce, gdzie przychodzą miłośnicy tanga argentyńskiego, żeby potańczyć, ale nie tylko. Spotkać się, porozmawiać, posłuchać muzyki, poznać nowych ludzi oraz odpocząć. Właśnie w takie miejsce zmieniła się szkoła baletowa. Tradycyjnie na przybyłych czekał poczęstunek i konkurs z nagrodami.

Miller: „Nie widzę formacji, która mogłaby nawiązać równorzędną walkę z PiSem”

Leszek Miller, europoseł z Wielkopolski, odniósł się w TVN24 do podziału opozycji na kilka bloków wyborczych przed nadchodzącymi wyborami.

Miller wielokrotnie deklarował, że jest zwolennikiem szerokiej koalicji wszystkich ugrupowań opozycji, które miałyby jesienią powalczyć o przejęcie władzy. Wiadomo już, że to się nie wydarzy. Po stronie opozycji powstały trzy duże bloki wyborcze: konserwatywny, z PSL na czele; lewicowy, z Wiosną, SLD i Razem oraz liberalny utworzony przez PO i Nowoczesną.

– Dzisiaj nie widzę formacji na scenie politycznej, która mogłaby nawiązać równorzędną walkę z Prawem i Sprawiedliwością – stwierdził Miller. – Po rozbiciu Koalicji Europejskiej szansa (na przejęcie władzy – red.) maleje. Z jednej strony mamy zdyscyplinowaną armię, która jest już gotowa do wyborów, a z drugiej trzy bloki w rozsypce – dodał były premier.

Jednocześnie Miller jest optymistą jeżeli chodzi o wynik wyborczy wspólnej listy lewicy. Nowo powstała koalicja według sondaży balansuje na granicy progu wyborczego (który dla koalicji wynosi 8%). Miller jest przekonany, że jego kolegom uda się wejść do Sejmu i lewica będzie tam miała swoich przedstawicieli.

Źródło: TVN24

 

Poznań: Awaryjne zamknięcie torowiska w centrum miasta. Zmiany w komunikacji miejskiej!

0
W związku z koniecznością przeprowadzenia pilnych napraw torowiska w ul. Wierzbięcice, w dniach 20 i 21 lipca br. (sobota i niedziela) tramwaje linii nr 10 i 14 będą kursować nie Wierzbięcicami, lecz Górną Wildą.

Poniżej opis zmienionych – w dniach 20 i 21 lipca br. – tras tramwajowych:

Linia nr 10

POŁABSKA – … – Matyi – Królowej Jadwigi – Górna Wilda – 28 Czerwca 1956 – DĘBIEC

Linia nr 14

OS. SOBIESKIEGO – … – Matyi – Królowej Jadwigi – Górna Wilda – 28 Czerwca 1956 – … – GÓRCZYN

Prowadzenie prac torowych i okołotorowych w rejonie ul. Wierzbięcice nie wpłynie na trasę autobusowej linii nocnej nr 243.

ZTM / op. AS

Poznań: Pływające ogrody na Cybinie (zdjęcia)

0
Na rzece Cybina pojawiły się pływające ogrody. Miejsce już pokochały okoliczne kaczki. – Bardzo nas cieszą takie działania – skomentował Kamil Zaremba, prezes Fundacji OnWater.pl.

Ogrody pływające to lekka konstrukcja wysp wodnych. Instalacje tego typu pomagają wprowadzać zieleń do centrum miast, zwiększać ich bioróżnorodność oraz oczyszczać wodę i powietrze. Pływające ogrody stwarzają warunki do powstania unikalnych ekosystemów. Na ich szatę roślinną składają się głównie gatunki rodzime. Dodatkowo ogród ewoluuje i rozwija się poprzez nowe nasiona nanoszone przez wiatr i ptactwo.

Ogrody pływające zostały na stałe zacumowane do dna rzeki Cybiny, a na samej wyspie powstał kosz lęgowy dla ptactwa wodnego, który w swoim kształcie nawiązuje do budynku Bramy Poznania.

– Bardzo nas cieszą takie działania. W ciągu ostatnich dziesięciu lat populacja kaczek zmniejszyła się w miastach o połowę. To skutek betonowania nabrzeży i tego, że deweloperzy budują niemal przy samej rzece. Ptaki po prostu nie mają gdzie zakładać gniazd – zauważa Kamil Zaremba, prezes Fundacji OnWater.pl, która wykonała instalację.

Autor: UMP / op. AS