Strona główna Blog Strona 2247

Poznań: Zmiany w komunikacji miejskiej od 19 lutego

0
W związku z trwającą przebudową ulicy Folwarcznej, od wtorku, 19 lutego br. wszystkie tramwaje linii nr 1, 16, 17 i 18 oraz zjeżdżające do zajezdni Franowo dowozić będą pasażerów tylko do przystanku „Szwajcarska”.

Aby ułatwić pasażerom przesiadkę z tramwajów na autobusy linii nr 154, 511 i 512, na ulicy Szwajcarskiej przy przystankach tramwajowych funkcjonował będzie przystanek tymczasowy dla autobusów linii nr 154, 511 i 512.

Przystanek będzie miał status „na żądanie” i obowiązywał będzie tylko dla linii dziennych.

Autor: ZTM

Szymon Szynkowski vel Sęk: walka ze szkalowaniem Polski trwa

Polska odwołuje swój udział w spotkaniu Grupy Wyszehradzkiej w Izraelu. Jest to reakcja na słowa izraelskiego ministra spraw zagranicznych „o antysemityzmie Polaków wyssanym z mlekiem matki”.

– Pan premier Mateusz Morawiecki przekazał w dniu dzisiejszym informację o tym, że Polska nie będzie reprezentowana na szczycie Grupy Wyszehradzkiej w Izraelu przez nikogo – powiedział Szymon Szynkowski vel Sęk, wiceminister spraw zagranicznych. – Jest to reakcja na wypowiedź, która pojawiła się ze strony ministra spraw zagranicznych Izraela: wypowiedź haniebną, szkalującą, która ma charakter antypolski i rasistowski. Na takie wypowiedzi nie może być zgody nikogo, kto poważnie traktuje prawdę historyczną i obronę dobrego imienia Polski!

– Oczekujemy zdecydowanej i jednoznacznej reakcji władz Izraela na tę wypowiedź. Chcielibyśmy, żeby tego typu wypowiedzi nie przekładały się na relacje Polsko – Izraelskie. Chcemy, aby w związku z tym były one przedmiotem jednoznacznego potępienia i wyjaśniania. Natomiast opinia międzynarodowa i inne państwa muszą wiedzieć, że Polska traktuje sprawy prawdy historycznej bardzo poważnie. Taki sygnał poprzez brak uczestnictwa na szczycie Grupy Wyszehradzkiej wysyłamy. Ta walka ze szkalowaniem Polski trwa i jest prowadzona na bardzo wielu frontach… – dodał Szymon Szynkowski vel Sęk.

Relacje z Izraelem są napięte po dwóch wypowiedziach tamtejszych polityków. Najpierw premier Netanjahu podczas konferencji bliskowschodniej w Warszawie miał powiedzieć: „Polacy współpracowali z nazistami i nie znam nikogo, kto zostałby pozwany za tego typu twierdzenie” (taki cytat opublikowało Jerusalem Post, izraelska ambasada zaprzeczyła temu). Następnie nowy minister spraw zagranicznych Izraela, Israel Katz powiedział na antenie TVN24, że „Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki”.

 

Możliwy jeszcze jeden transfer do Lecha

0
Lech Poznań katastrofalnie, bo od dwóch porażek, rozpoczął rundę wiosenną Lotto Ekstraklasy. Wynikało to między innymi z fatalnie spisującej się defensywny „Kolejorza”. Para Janicki-Vujadinovic nie spełniała dobrze swoich zadań, za to na prawej stronie defensywy była prawdziwa wyrwa.

Marcin Wasielewski, nie odmawiając mu woli walki i ambicji, to jednak nie jest to piłkarz na taką drużynę, jaką jest Lech Poznań. W przypadku kontuzji Roberta Gumnego, nie ma innego piłkarza na tę pozycję, więc włodarze klubu postanowili powalczyć jeszcze w tym oknie transferowym o chorwackiego zawodnika Frana Tudora. 23-letniemu zawodnikowi Hajduka, który jest też 3-krotnym reprezentantem Polski, latem wygasa kontrakt i już teraz mógłby z Lechem podpisać kontrakt obowiązujący od lipca. Według informacji portalu „Sportske novosti”, skaut poznaniaków Andrzej Juskowiak oglądał Tudora na żywo podczas meczu z Lokomotiwą i wydał pozytywną opinię.

Okienko transferowe w Polsce otwarte jest do 28 lutego, więc teoretycznie jest jeszcze 10 dni na przeprowadzanie transferów. Portal podał także informację, że Lech za piłkarza złożył ofertę opiewającą się na około 220 tysięcy euro. Za zawodnika, któremu wygasa latem kontrakt – wydaje się to być rozsądną propozycją. Sęk w tym, że Tudor równie dobrze może przedłużyć kontrakt ze swoim aktualnym klubem i do transferu nie dojdzie. W obecnym sezonie rozegrał on 16 meczów w barwach Hajduka, ma także 3 występy w pierwszej reprezentacji Chorwacji, a jeden z nich zakończył nawet golem.

Poznań: Hanna Surma odchodzi z Urzędu Miasta. Była rzecznik prezydenta przechodzi do miejskiej spółki

0
Dotychczasowa rzecznik prasowa prezydenta Hanna Surma, poinformowała dzisiaj media, że odchodzi ze stanowiska. Jej obowiązki przejmie Joanna Żabierek.

Była rzecznik prezydenta zdradziła również, gdzie teraz będzie pracowała: – Zawodowo nadal będę związana z Miastem, gdyż obejmuję stanowisko pełnomocnika zarządu ds. marketingu i realizacji umowy z Z.M. GOAP w REMONDIS Sanitech Poznań Sp. z o.o.

Według ustaleń Radia Poznań docelowo Hanna Surma w spółce powiązanej z samorządem może zostać członkiem zarządu. Oznacza to, że przejdzie podobną drogę do tej, którą pokonał były asystent prezydenta, Marcin Gołek. Dla niego awans i przejście do zarządu Poznańskich Inwestycji Miejskich oznaczał sporą podwyżkę, którą krytykowało część radnych.

 

Buzek: Komisja Europejska musi autoryzować Nord Stream 2

0
Porozumienie ws. budowy gazociągu, który zostanie uruchomiony po czerwcu tego roku, musi podlegać przepisom Unii Europejskiej. Autoryzowanie negocjacji zależy od Komisji Europejskiej – podkreślił w piątek w Warszawie przewodniczący Komisji Przemysłu, Badań i Energii Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek.

Porozumienie ws. budowy gazociągu, który zostanie uruchomiony po czerwcu tego roku, musi podlegać przepisom Unii Europejskiej. Autoryzowanie negocjacji zależy od Komisji Europejskiej – podkreślił w piątek w Warszawie przewodniczący Komisji Przemysłu, Badań i Energii Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek.

Jak poinformował europoseł, unijne instytucje zakończyły we wtorek tzw. trilog ws. dyrektywy gazowej; osiągnięto więc ostateczne porozumienie pomiędzy Radą, Parlamentem Europejskim i Komisją Europejską. Nie przewiduje się dalszych negocjacji. Ich efekty muszą być teraz zatwierdzone kolejno przez Radę UE, a następnie Parlament Europejski. „Spodziewam się, że w czerwcu ta dyrektywa będzie działać” – oświadczył Buzek.

W dyrektywie gazowej, która została przyjęta w 2009 r., nie zapisano, w jaki sposób traktować gazociągi morskie; teraz tę lukę postanowiono załatać. Rumunia, która z początkiem roku po raz pierwszy od momentu przystąpienia do UE w 2007 roku, przejęła rotacyjną prezydencję w Radzie UE, w ub. piątek położyła na stole mandat negocjacyjny.

W porozumieniu wyodrębniono dwie kategorie gazociągów – już istniejące i nowe. W przypadku „starych gazociągów” sprawa nie jest prosta, ponieważ trzeba uregulować status prawny ex post, ale nowe przewody muszą temu prawu podlegać bezwarunkowo.

„Wszystkie gazociągi ukończone po czerwcu tego roku, jeśli wszystko odbędzie się zgodnie z planem, a dzisiaj nie widać zagrożeń tego planu, podlegają tej nowej dyrektywie” – zaznaczył europoseł. Wyjaśnił, że dotąd wobec tego typu gazociągów nie stosowano prawa unijnego i każdy gazociąg morski z kraju trzeciego, np. z Libii, Algierii czy Rosji, funkcjonuje na innych zasadach. Nowa dyrektywa ma to zmienić – teraz warunki będą jednolite.

W ocenie b. premiera, choć poprawka dyrektywy gazowej nie zakazuje budowy żadnego gazociągu, w wielu przypadkach może utrudnić jego budowę albo zmienić zasady biznesowe, czyli pogorszyć zyski monopolisty z takiej inwestycji.

„Nigdy o tej dyrektywie nie mówiłem jako o dyrektywie, która ma zakazać budowy jakiegokolwiek gazociągu. Jesteśmy w wolnym świecie i wolnym rynku. Gazociągi można budować. Nie chodziło o zakaz, ale o stworzenie warunków, żeby te gazociągi nie zaburzyły wspólnego rynku energii. To bardzo ważna zasada” – powiedział Buzek na konferencji prasowej w warszawskim przedstawicielstwie PE.

Zwracając się do dziennikarzy, Buzek powiedział, że dyrektywa dotyczy wszystkich nowych gazociągów, a nie tylko „tego jednego, o który państwo pytacie” (Nord Stream 2), jednak – w jego ocenie – w tym konkretnym przypadku nie brano pod uwagę możliwości, że gazociąg nagle zacznie podlegać pod unijne prawo. „Podejrzewam, że nie brano (pod uwagę) i podejrzewam, że nie planowano rozdzielenia właścicielskiego, dostępu stron trzecich, przejrzystych taryf, konkurencyjności itd. Teraz to trzeba wziąć pod uwagę i to jest zmiana warunków biznesowych, teraz trzeba wziąć pod uwagę, że ten gazociąg nie może być budowany jako monopolistyczny” – podkreślił europoseł.

Zwrócił uwagę, że państwo członkowskie, które teraz negocjuje nowy gazociąg, musi to robić na warunkach prawnych Unii Europejskiej. „Można wynegocjować porozumienie tylko na zasadach trzeciego pakietu energetycznego. A jak się nie da, to jak zwykle w takich przypadkach całe negocjacje przejmuje Komisja Europejka” – zaznaczył Buzek.

Odnosząc się do budowy Nord Stream 2, powiedział, że jeśli strona niemiecka jest gotowa, to może wynegocjować warunki, które będą odpowiadały zasadom Unii i trzeciego pakietu energetycznego. „Może przejąć strona niemiecka negocjacje, ale może je również przejąć Komisja Europejska, bo autoryzowanie negocjacji zależy od Komisji Europejskiej” – zauważył. Dodał, że trudno mu sobie wyobrazić „mocniejsze warunki”.

Zdaniem Buzka, objęcie trzecim pakietem energetycznym wszystkich gazociągów na terenie Unii Europejskiej skutkuje m.in. rozdzieleniem własności – kto inny musi być właścicielem gazociągu, a inne firmy mają dostarczać gaz rurą. To natomiast oznacza dostępność dla stron trzecich. „Rozdzielenie właścicielskie sprawdza Komisja. To się łączy z tzw. przejrzystością taryf, niedyskryminacyjnych taryf” – zaznaczył. W ocenie europosła, jest to bardzo duża zmiana, ponieważ różne firmy tym samym gazociągiem mają prawo transportować gaz, a to wiąże się z konkurencją, możliwie niskimi cenami i bezpieczeństwem dostaw.

kic/ woj/

Grupa MoCarta wśród Gwiazd – premiera

0
„Grupa MoCarta wśród gwiazd” to tytuł kolejnego programu znanego i lubianego kwartetu smyczkowego. A każdy ich program warto zobaczyć – zwłaszcza gdy, jak teraz występują w towarzystwie gwiazd…

Oczywiście nikt tu nie ma na myśli celebrytów jednego sezonu, tylko te prawdziwe, ponadczasowe gwiazdy muzyki. Podczas tego koncertu Bolek, Paweł, Michał i Filip otoczeni będą samymi mistrzami! J. S. Bach opowie o początkach polifonii – i o tym, jak wynalazł nordic walking…

Patron zespołu – Wolfgang Amadeusz – wyjawi tajemnice, skąd czerpie pomysły dla Grupy MoCarta. A Antonio Vivaldi przyzna się, dlaczego skomponował tylko Cztery Pory Roku. W koncercie znajdą się również: skrócona historia muzyki według Grupy MoCarta, wizyta w wiedeńskiej rozgłośni radiowej 1785 roku, oraz żart, który rozchmurzy Ludwiga van Beethovena. Ale tylko na chwilę…

„Grupa MoCarta wśród gwiazd” to humor, elegancja i najlepsza muzyka. To rozrywka dla wszystkich pokoleń. Dla dorosłych, ich dzieci, oraz dla tych, którzy z Fryderykiem Chopinem chodzili do szkoły.

Mistrzów muzyki i humoru będzie można zobaczyć i usłyszeć 18 lutego w Teatrze Muzycznym w Poznaniu, i to aż dwukrotnie: o 18.00 i o 20.30. Bilety 80 zł – 100 zł.

Mat. pras., el

Poznań: Kobiety i mężczyźni zatańczyli przeciwko przemocy seksualnej

0
“Seks bez zgody to gwałt. To musi się stać oczywiste” – pod takim hasłem zatańczyli dziś przed Bałtykiem uczestnicy akcji Nazywam się Miliard – One Billion Raising.

Bo obecnie ani dla służby zdrowia w Polsce, ani dla polskiego wymiaru sprawiedliwości wcale to nie jest takie oczywiste. Wystarczy przypomnieć najgłośniejszą ostatnio sprawę gwałtu w Biedrzychowej na Dolnym Śląsku, gdzie przeciwko zgwałconej dziewczynie wystąpiła cała wieś, opowiadając się za gwałcicielem.
– Nasza ciała należą do nas – podkreśla Barbara Sinica, jedna z organizatorek akcji. Przypomina też, że to między innymi dzięki akcji Nazywam się Miliard – One Billion Raising doszło choćby do podpisania konwencji antyprzemocowej czy wprowadzeniu zasady ścigania gwałtu z urzędu. Mowienie o tym i edukowanie ludzi także poprzez akcje plenerowe sprawia, że lobbowanie staje się znacznie bardziej skuteczne.

Feministki zwracają również uwagę na to, że wiele krajów zmieniło swoje prawo dotyczące przemocy seksualnej, uznając że seks bez wyraźnej zgody jest gwałtem, co jest niezwykle ważne. W Polsce cały czas to kobieta/dziewczyna musi udowodnić, że powiedziała wystarczająco głośno i wyraźnie „nie”, aby udowodnić winę gwałciciela.

Akcja Nazywam się Miliard – One Billion Raising odbyła się w Poznaniu już siódmy raz.
– Nie myślałam, że to tyle potrwa – przyznaje Barbara Sinica. – Ale to bardzo ważna akcja. My nie wykluczamy ani nie odrzucamy nikogo, nie narzucamy sposobu myślenia, walczymy o szacunek dla drugiego człowieka. A emocje są z roku na rok coraz większe.

Aleksandra Sołtysiak-Łuczak, działaczka społeczna z Jeżyc, również tańczy po raz siódmy. Ale ona w przeciwieństwie do koleżanki nigdy nie miała wątpliwości, że akcja przetrwa, okrzepnie i będzie się rozrastać.
– Tak, spodziewałam się! – śmieje się. – Choćby dlatego, że taniec aktywizuje i buduje wspólnotę, no i przyciąga media, które nagłaśniają sprawę, a przecież taki jest cel. Ale też w ten sposób łatwiej pokazać solidarność z tymi kobietami, które zostały skrzywdzone, pokazać też im, że nie są ze swoją traumą same. W tej kwestii udało nam się już dużo zrobić. Politycznie – nie! Jeszcze dużo pracy przed nami, weźmy chociaż tę konwencję antyprzemocową, która w ogóle nie jest przestrzegana. Ale nadal będziemy walczyć. I nadal będziemy tańczyć.

Lilia Łada

Poznań: Miasto walczy z wrakami samochodów

0
Tylko w 2018 roku z ulic Poznania Straż Miejska usunęła 1214 wraków. Przez ostatnie cztery lata wywieziono ponad 3,5 tysiąca zdezelowanych samochodów.

Poznań, jak większość polskich miast, ma problem ze zdezelowanymi i opuszczonymi samochodami na ulicach, parkingach, osiedlowych uliczkach i trawnikach. Zajmują one miejsca parkingowe i szpecą otoczenie, a w wielu przypadkach stanowią zagrożenie dla ludzi i środowiska.

Zgodnie z art. 50a ustawy Prawo o ruchu drogowym, wrakiem jest pojazd pozostawiony bez tablic rejestracyjnych lub pojazd, którego stan wskazuje na to, że nie jest używany. Ustawa nie precyzuje na co ma zwracać uwagę osoba, która kwalifikuje pojazd jako nieużywany. Kwalifikacja taka opiera się wyłącznie na wizualnej ocenie wyglądu zewnętrznego pojazdu i każdy przypadek jest rozważany indywidualnie. Zwracana jest więc uwaga na karoserię pokrytą grubą warstwą brudu, korozję nadwozia, brak powietrza w ogumieniu lub uszkodzone lusterka.

Należy pamiętać o tym, że przepisy ustawy Prawo o ruchu drogowym mają zastosowanie tylko w obrębie dróg publicznych oraz tych dróg osiedlowych, które objęte są strefą zamieszkania bądź strefą ruchu.

3,5 tysiąca w 4 lata

Jeszcze kilka lat temu rocznie strażnicy doprowadzali do usunięcia ok. 500 nieużywanych samochodów. Przełom nastąpił w 2016 roku, po wdrożeniu reformy straży miejskiej. Od tej pory liczba usuwanych wraków ciągle rośnie – 2016 r – 652, 2017 r – 1013.

W 2018 strażnicy miejscy doprowadzili do usunięcia 1214 wraków w tym 293 odholowano na parkingi strzeżone, a 921 usunęli sami właściciele po interwencji strażnika. Najwięcej zdezelowanych aut zniknęło z rejonu Winograd i Piątkowa (314). Z Wildy – 268, z Grunwaldu – 260, z Jeżyc – 180, a z terenu Nowego Miasto – 175. Najmniej interwencji związanych z usuwaniem samochodów SM miała na Starym Mieście. Było ich tam tylko 17.

Łącznie, przez ostatnie cztery lata, z ulic Poznania zniknęło ponad 3500 wraków.

Daleko od drogi

Bardzo często do strażników zwracają się mieszkańcy Poznania z prośbą o usunięcie zniszczonego samochodu blokującego miejsce parkingowe. Wielu osobom wydaje się, że takie zgłoszenie wystarczy i problem będzie szybko rozwiązany – wystarczy, że strażnik wezwie lawetę, która zabierze wrak. Nic bardziej mylnego.

Problem z wrakami to skomplikowana sprawa obwarowana licznymi przepisami. Od obowiązków właściciela pojazdu, poprzez odpowiedzialność prawną z tytułu obowiązkowego ubezpieczenia OC oraz zagrożeń dla środowiska, aż po możliwości stosowania przepisów prawa o ruchu drogowym i zasady recyklingu pojazdów nieużywanych. Przepisy cytowanej ustawy odnoszą się tylko i wyłącznie do drogi. Jeżeli pojazd stoi poza drogą, to wszelkie przepisy prawa o ruchu drogowym nie mają zastosowania.

– Mówiąc wprost, strażnik czy policjant może zlecić odholowanie wraków z dróg publicznych oraz z dróg wewnętrznych, które są położone w strefie zamieszkania czy w strefie ruchu – tłumaczy Przemysław Piwecki.

Za drogę wewnętrzną uznaje się wszelkie miejsca przeznaczone do ruchu kołowego, w tym np. parkingi przy sklepach, czy parkingi i alejki osiedlowe. Zatem wystarczy, że stary nieużywany samochód stoi na podwórzu kamienicy, jest pozostawiony na terenie zielonym poza jezdnią albo zajmuje miejsce na osiedlowym parkingu, który nie jest częścią strefy zamieszkania bądź strefy ruchu, i takiego pojazdu nie można już odholować.

– Każdy przypadek należy rozpatrywać indywidualnie. W poznańskiej straży miejskiej przyjęto zasadę ustalania i kontaktowania się z właścicielem samochodu, przypominając mu o obowiązkach wynikających przepisów prawa o ruchu drogowym – mówi rzecznik Straży Miejskiej. – Niekiedy dane pozyskane z Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców (CEPiK) są niewystarczające. W takich przypadkach z pomocą przychodzą okoliczni mieszkańcy.

Procedury

Patrol podczas rutynowych działań lub po zgłoszeniu interwencji przez mieszkańca udaje się we wskazane miejsce. W oparciu o przepisy prawa o ruchu drogowym funkcjonariusz podejmuje czynności służbowe, odpowiednio kwalifikuje czyn i ocenia sytuację.

– Jeżeli pojazd pozostawiony jest w pasie drogowym drogi publicznej, nie posiada tablic rejestracyjnych oraz winiety na szybie należy zadysponować pojazd do wywozu bez dalszych czynności wyjaśniających – tłumaczy Piwecki.

Sytuacje się zmienia w przypadku, gdy stan pozostawionego pojazdu wskazuje na to, że nie jest używany i należy na podstawie tablic rejestracyjnych, winiety lub wywiadu środowiskowego ustalić dane osobowe właściciela pojazdu i powiadomić listownie o stanie faktycznym pojazdu. Należy określić jednocześnie termin po upływie, którego pojazd zostanie usunięty na koszt właściciela. Po upływie wskazanego czasu należy zadysponować pojazd do wywozu wypełniając dyspozycję usunięcia pojazdu oraz wykonując dokumentację zdjęciową. Taką dyspozycję na podstawie art. 50a PoRD może wydać strażnik miejski oraz policjant.

Urzędnicy mają pół roku na to, żeby dotrzeć do prawowitych właścicieli, obciążyć ich kosztami postępowania lub podjąć decyzję o dalszych losach samochodów. Koszty postępowania, czyli całość opłat związanych z usunięciem pojazdu, wynosi obecnie 40 zł. Niestety wraki najczęściej trafiają do stacji demontażu, gdzie poddawane są recyklingowi. Koszty pokrywa wtedy miasto, gmina.

Autor: UMP

Poznań: Ogłoszono przetarg na przebudowę ul. Jackowskiego

0
Jeszcze w tym roku mieszkańcy ulicy Jackowskiego na poznańskich Jeżycach będą mogli korzystać z odnowionej przestrzeni przy swoich domach. Ulica zyska nowy, przyjazny wygląd. Będzie bezpieczniej, wygodniej i bardziej zielono. Poznańskie Inwestycje Miejskie ogłosiły przetarg na przebudowę odcinka od ul. Kraszewskiego do ul. Polnej.

Celem zmian jest poprawa przestrzeni, po której poruszają się piesi oraz dodanie zieleni na ulicy – przy równoczesnym uwzględnieniu potrzeb kierowców i rowerzystów. Zmiana sposobu parkowania z ukośnego na równoległy uwolni chodniki od samochodów oraz zapewni pieszym bezpieczną przestrzeń do poruszania się. Taki sposób parkowania zabezpieczy również chodniki przed zniszczeniem.

Na etapie prac projektowych przeanalizowano możliwość pozostawienia parkowania ukośnego po stronie południowej ul. Jackowskiego. Z uwagi na istniejący pas drogowy takie rozwiązanie wiązałoby się jednak z koniecznością likwidacji chodnika lub usunięciem wszystkich drzew po stronie północnej. Mając na uwadze powyższe odrzucono taką możliwość.

Wcześniej zostały jednak podjęte starania aby ułatwić mieszkańcom parkowanie pojazdów. Już w 2016 roku, na wniosek Rady Osiedla Jeżyce, przesunięto granicę sektora 7 strefy płatnego parkowania tak, aby obejmował on także ul. Zwierzyniecką z sektora 6. Dzięki tej zmianie mieszkańcy ul. Jackowskiego, w ramach posiadanych identyfikatorów mieszkańca, mogą również parkować na sąsiedniej ul. Zwierzynieckiej. Wiosną tego roku wyznaczone zostaną również nowe miejsca postojowe po północnej stronie ulicy na odcinku od ul. Polnej do ul. Gorczyczewskiego.

W ramach inwestycji wymieniona zostanie nawierzchnia jezdni, chodników i zjazdów na posesje. Aby zapewnić bezpieczeństwo pieszym i uspokoić ruch, prędkość pojazdów zostanie ograniczona do 30 km/h, wyniesione zostaną skrzyżowania z ul. Wawrzyniaka i z ul. Polną oraz zostanie wprowadzony kontraruch rowerowy. Ulica zyska nową zieleń – posadzonych zostanie 9 nowych drzew, ponad 500 krzewów i 2000 bylin. Nie zabraknie również nowych ławek, stojaków rowerowych i koszy na śmieci.

Projekt rozbudowy ul. Jackowskiego na odcinku Kraszewskiego – Polna został przygotowany i opracowany na zlecenie ZDM. Środki na jego wykonanie zostały przeznaczone przez Radę Osiedla Jeżyce. Propozycje zmian zostały skonsultowane z mieszkańcami osiedla. W II kwartale tego roku ruszą roboty budowlane.

Potencjalni wykonawcy, swoje oferty mogą składać do 6 marca. Na zrealizowanie zamówienia przewidziano 225 dni od daty podpisania umowy.

Autor: PIM / UMP

Wybory do Parlamentu Europejskiego – zwyczajność i specyfika

0
Przepisy regulujące zasady wyborów do Parlamentu Europejskiego, mimo kilku przeprowadzonych ostatnio nowelizacji Kodeksu wyborczego, zmieniły się w minimalnym stopniu; te najważniejsze są identyczne jak przed pięcioma laty.

Prawo wybierania mają obywatele RP, którzy najpóźniej w dniu głosowania ukończą 18 lat oraz obywatele Unii Europejskiej niebędący obywatelami polskimi, stale zamieszkujący na terytorium Polski, mający co najmniej 18 lat.

Z kolei bierne prawo wyborcze mają osoby posiadające prawo wybierania, które najpóźniej w dniu głosowania ukończą 21 lat i od co najmniej 5 lat stale zamieszkują w Polsce lub na terytorium innego państwa członkowskiego UE. Prawa wybieralności nie mają obywatele Unii Europejskiej niebędący obywatelem polskim, pozbawieni prawa wybieralności w państwie członkowskim UE, którego są obywatelami.

Wybory do PE zarządzi prezydent nie później niż 90 dni przed datą głosowania. Jako że z unijnych przepisów wyborczych wynika, że głosowanie w Polsce musi odbyć się 26 maja, postanowienie prezydenta powinno być wydane przed 25 lutego. Załącznikiem do postanowienia będzie kalendarz wyborczy, określający terminy wykonania poszczególnych czynności wyborczych.

Jedną z pierwszych takich czynności będzie tworzenie komitetów wyborczych. Tylko im przysługuje prawo zgłaszania kandydatów na europosłów i prowadzenia – na zasadzie wyłączności – kampanii wyborczej na rzecz kandydatów. Komitety mogą być tworzone przez partie polityczne i koalicje partii politycznych oraz przez wyborców.

W celu przeprowadzenia wyborów do PE utworzono 13 okręgów wyborczych, obejmujących obszar jednego lub więcej województw bądź część województwa. Zasadą jest, że granice okręgu nie mogą naruszać granic wchodzących w jego skład powiatów i miast na prawach powiatu. W przypadku województw: pomorskiego, kujawsko-pomorskiego, łódzkiego, wielkopolskiego, lubelskiego, podkarpackiego i śląskiego okręg to obszar całego województwa. Dwa województwa składają się na jeden okręg w przypadku: warmińsko-mazurskiego i podlaskiego, małopolskiego i świętokrzyskiego, dolnośląskiego i opolskiego oraz lubuskiego i zachodniopomorskiego. Jest też okręg mazowiecki oraz okręg obejmujący Warszawę oraz osiem powiatów wokół stolicy.

Liczba kandydatów na europosłów zgłaszanych na liście nie może być mniejsza niż 5 i większa niż 10. Każda lista kandydatów musi być poparta podpisami co najmniej 10 tys. wyborców stale zamieszkałych w danym okręgu wyborczym.

W przypadku zgłoszenia kandydatury obywatela UE niebędącego obywatelem polskim, kandydat do pisemnej zgody na kandydowanie jest obowiązany dołączyć oświadczenie stwierdzające, że nie kandyduje w wyborach do Parlamentu Europejskiego w innym państwie członkowskim UE, oraz że nie został pozbawiony, na mocy orzeczenia sądu lub decyzji administracyjnej, prawa do kandydowania w wyborach do PE w macierzystym państwie. Oświadczenia te są weryfikowane przez polskie instytucje.

W odróżnieniu od wyborów krajowych okręgi wyborcze nie mają przypisanej określonej liczby mandatów do zdobycia. To ile mandatów przypadnie na dany okręg jest pochodną kilku czynników: frekwencji, rozkładu głosów i mandatów pomiędzy poszczególne komitety w skali kraju oraz rozkładu głosów oddanych na komitety w poszczególnych okręgach. Te wyliczenia przeprowadza Państwowa Komisja Wyborcza.

52 przypadające Polsce w tych wyborach mandaty zostaną rozdzielone między komitety (zarówno partii, koalicji, jak i wyborców), które osiągną 5-procentowy próg wyborczy. Głosy oddane na listy w skali kraju będą przeliczane metodą d’Hondta.

Głosowanie w wyborach do PE przeprowadzane jest także dla obywateli polskich przebywających za granicą. Warunkiem utworzenia obwodu głosowania jest zgromadzenie co najmniej 15 wyborców i  możliwość przekazania właściwej komisji wyborczej wyników głosowania niezwłocznie po jego zakończeniu. Te zasady dotyczą też polskich statków morskich znajdujących się w dniu wyborów w podróży.

Głosowanie odbywa się w godzinach od 7.00 do 21.00. W przypadku obwodów zagranicznych obowiązuje czas miejscowy. Podanie do publicznej wiadomości wyników głosowania w obwodzie nie może nastąpić przed zakończeniem głosowania w innych państwach członkowskich Unii Europejskiej.

Mandatu posła do Parlamentu Europejskiego nie można łączyć ze sprawowaniem stanowiska lub pełnieniem funkcji określonych w przepisach prawa Unii Europejskiej. W szczególności dotyczy to mandatu posła na Sejm albo senatora. Poseł do PE nie może być jednocześnie w Polsce członkiem Rady Ministrów ani sekretarzem stanu oraz zajmować stanowiska lub pełnić funkcji, których, stosownie do przepisów konstytucji, nie można łączyć ze sprawowaniem mandatu posła na Sejm albo senatora.

Po ostatniej nowelizacji Kodeksu wyborczego w wyborach do PE nadal będzie jedna obwodowa komisja wyborcza. Jej liczebność zależy od wielkości obwodu głosowania i waha się od 7 do 13 osób.  Przed 5 laty obwodowe komisje wyborcze liczyły po 9 członków. W myśl nowelizacji na decyzję o wpisaniu lub o odmowie wpisania do rejestru wyborców wójt będzie miał pięć dni, a wyborca będzie musiał dołączyć adres czasowego przebywania. Nie po dwóch tygodniach, ale automatycznie z dniem wyboru na posła do PE, radnemu lub wójtowi wygaśnie mandat samorządowy.

woj/

Poznań doceniony przez agencję Moody’s. Stolica Wielkopolski z wysokim ratingiem!

0
Agencja Moody’s potwierdziła rating Poznania na poziomie „A3” z perspektywą stabilną. Zdaniem jej analityków miasto prowadzi rozważną politykę fiskalną, a silna i bogata lokalna gospodarka dobrze wpływa na jego budżet.

15 lutego 2019 r. agencja Moody’s potwierdziła ocenę ratingową Poznania na poziomie A3. Oznacza ona, że miasto posiada bardzo wysoką zdolność do wywiązywania się z zaciągniętych zobowiązań finansowych. Prognoza ratingu jest stabilna – co informuje, że sytuacja finansowa Poznania nie zmieni się i nadal pozostanie dobra.

Według agencji Moody’s Poznań prowadzi rozważną politykę fiskalną z dobrymi wynikami finansowymi oraz z umiarkowanym poziomem zadłużenia. Na budżet miasta pozytywnie wpływa silna i bogata lokalna gospodarka generująca wpływy z podatków, które korzystnie oddziaływają na dochody miasta.

Rating uwzględnia również znaczenie Poznania w polskiej gospodarce – jako piątego co do wielkości miasta w kraju i jednego z najsilniejszych ośrodków gospodarczych z drugim najwyższym PKB na mieszkańca oraz najniższą wśród polskich miast stopą bezrobocia.

Rating to opinia niezależnej, wyspecjalizowanej instytucji, określająca wiarygodność kredytową. Wyraża ona ogólną zdolność miasta do wywiązywania się ze swoich zobowiązań finansowych. Głównym zadaniem ratingu miasta jest poinformowanie obecnych i przyszłych inwestorów o wiarygodności i wypłacalności. Posiadanie oceny wiarygodności kredytowej umożliwia łatwiejszy i szerszy dostęp do rynków finansowych oraz pozwala na pozyskanie kapitału zewnętrznego na korzystniejszych warunkach.

– To bardzo ważna informacja dla wszystkich inwestorów – podkreśla Iwona Matuszczak-Szulc, dyrektor Wydziału Rozwoju i Współpracy Międzynarodowej Urzędu Miasta Poznania. – Wysoki rating ze stabilną prognozą świadczy o tym, że miasto ma duży potencjał i jest wartą uwagi lokalizacją dla biznesu.

Agencja Moody’s jest jedną z najbardziej znaczących na świecie, o wysokiej wiarygodności i prestiżu na międzynarodowym rynku usług ratingowych. Agencja ocenia wiarygodność kredytową 30 tys. emitentów ze 100 krajów świata.

Autor: UMP

Marsz Zwycięstwa w Poznaniu – efektowne upamiętnienie Powstania Wielkopolskiego

0
Prawie pół tysiąca osób przeszło wczoraj ulicami Poznania, żeby upamiętnić rocznicę zawarcia rozejmu w Trewierze, który oznaczał sukces Powstania Wielkopolskiego.

Rozejm w Trewierze zawarto 16.02.1919. Jest to również data zakończenia Powstania Wielkopolskiego.

– Ten Marsz będzie wyjątkowy, bo odbędzie dokładnie w setną rocznicę opisywanego wyżej wydarzenia, a po bardzo udanych Marszach na landach, kolejno – w Kaźmierzu, Gostyniu, Ostrowie Wielkopolskim i Gnieźnie – Marsz wraca do Poznania! – zapowiadali organizatorzy.

 

Ekspertka: inwestowanie pasywne bardziej opłacalne dla klientów cierpliwych

0
Badania pokazują, że w dłuższej perspektywie fundusze akcji działające w sposób pasywny przynoszą klientom lepsze stopy zwrotu niż zarządzane aktywnie – powiedziała dr Anna Chmielewska ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Z dr Chmielewską, autorką wykładu na temat rynków finansowych przygotowanego w ramach I edycji projektu „Prasowa Akademia Pieniądza XXI” rozmawialiśmy na temat spekulacji, inwestowania oraz instytucji, do których mogą się zwrócić klienci pokrzywdzeni przez banki i inne podmioty działające na rynkach finansowych.

Na czym polega spekulacja na rynkach finansowych i czy zawsze jest to zjawisko negatywne?

Dr Anna Chmielewska, SGH: Mówiąc najprościej, spekulacja na rynkach finansowych to próba zarobienia na zmianie ceny akcji, obligacji czy innych aktywów finansowych. Czyli jest to próba zgadnięcia, jak zmienią się ceny na rynkach finansowych, zawarcia transakcji, która przyniesie nam zysk, jeżeli taka zmiana rzeczywiście nastąpi.

Rzeczywiście spekulacja ma dosyć negatywną prasę. Często mówi się, ze spekulanci wybijają rynek, że działalność spekulacyjna powoduje bańki i gwałtowne spadki akcji. Wydaje mi się, że należy uważać z tak jednoznacznym spojrzeniem na spekulacje.

Na rynku mamy do czynienia z dwoma rodzajami spekulacji. Są tzw. spekulacje destabilizujące. Najprościej można to ująć, że cena się zmieni, ale odbiegnie od poziomu, na którym uważamy, że rzeczywiście powinna być. Do niej najczęściej odwołują się ci, którzy krytykują spekulację. Powodem takiej spekulacji są na przykład zachowania stadne, czyli chęć naśladowania innych inwestorów na giełdzie, bądź tzw. gra na kontynuację trendu cenowego.

Mamy również drugi rodzaj spekulacji, tzw spekulację stabilizującą, kiedy to inwestorzy starają się spekulować na powrót ceny do tego, co jest uznane za jej cenę równowagową.

Taka spekulacja ma wbrew pozorom charakter stabilizujący rynek. Ona powoduje, że ceny lepiej odzwierciedlają oczekiwania – bo jeśli „spekulanci” coś kupują, bo uważają, że jest tańsze niż powinno być, to takie zakupy zwiększają popyt i cena rzeczywiście rośnie . Główną zaletą takiej spekulacji jest to, że ona generuje obroty na rynku, a większe obroty powodują, że taniej możemy na nich zawierać transakcje i częściej możemy to zrobić – nie mamy problemu braku możliwości zawarcia transakcji na danym rynku. Z tego względu można powiedzieć, że spekulacja ma też swoją przyjezdną twarz poza tą opisywaną jako nadużycia wykorzystywania rynku, które w moim odczuciu jest dosyć niszowe.

W ostatnich trendach pojawia się też spekulacja za pomocą różnych algorytmicznych platform. Jest to nowe zjawisko. Tu również są odcienie szarości – jest pozytywny i negatywny wydźwięk i pole do potencjalnych nadużyć, ale w tym zakresie mamy jeszcze za mało informacji.

Czy to znaczy, że automaty też spekulują?

A.Ch.: Nie do końca. Rzeczywiście na rynkach mamy do czynienia z algorytmami, które mają zawierać transakcje na rynkach, i one są niejako ustawione na wykonywanie transakcji trochę „bezmyślnie”, bez dodatkowych informacji. Wobec tego może się zdarzyć, że przy jakiejś gwałtownej zmianie nie wezmą pod uwagę czynników, których im wcześniej nie zaprogramowano, przez co mogą spowodować bardzo duże zaburzenie na rynku, np. próbując składać zlecenia na skalę znacznie przekraczającą możliwe obroty na rynku.

Mało tego, są pewne podejrzenia, że takie automaty mogą niekiedy próbować manipulować cenami na rynku i mimo, że te manipulacje są stosunkowo niewielkie, być może mogą one istotne znaczenie dla funkcjonowania rynku.

Czym się różni zarządzanie finansami pasywne od aktywnego i który rodzaj jest bezpieczniejszy dla inwestorów indywidualnych?

A.Ch.: Inwestorzy dość często decydują się na inwestowanie za pośrednictwem specjalnych funduszy. Wpłacają swoje oszczędności, żeby zespół zarządzający lokował je np. w akcje. Warto pamiętać, że strategie inwestycyjne przyjmowane przez te fundusze są bardzo różne.

Natomiast różnica między funduszami zarządzanymi w sposób pasywny i aktywny (na przykładzie funduszy akcyjnych) polega głównie na tym, że o ile fundusz zarządzany aktywnie inwestuje w spółki zgodnie z przewidywaniami zarządzających, dość często zmieniając proporcje między spółkami w które inwestuje. I wobec tego rzeczywiście ma szansę wypracowywać na akcjach troszeczkę większe stopy zwrotu („trafniej” niż przeciętnie typując spółki) to jednak zarządzanie takim funduszem nim jest bardziej kosztowne i koszty te są na ogół przenoszone na klientów. Jest szereg badań empirycznych, które pokazują, że efekt netto jest niestety przeciętnie niekorzystny z punktu widzenia klienta takiego funduszu.

Fundusze zarządzane pasywnie starają się natomiast minimalizować opłaty za zarządzanie w taki sposób, aby inwestowanie kosztowało klientów jak najmniej, a jednocześnie żeby dokładnie wiedzieli oni, w co lokowane są ich pieniądze. Takie inwestowanie, przynajmniej w świetle badań empirycznych daje w długim okresie przeciętnie lepsze stopy zwrotu niż zarządzanie aktywne.

Inwestowanie pasywne, jest też o tyle bezpieczniejsze od aktywnego, że dokładnie wiemy jakie ryzyko podejmujemy. Z kolei fundusz zarządzany aktywnie ma mniej precyzyjnie określona strategię inwestycyjną. Zespół zarządzający takim funduszem może podjąć trochę większe ryzyko i uzyskać w krótkim okresie wyższe stopy zwrotu. Natomiast oznacza to, że może też ponieść większe straty (w przypadku mniej trafnych decyzji zarządzających). Pozostaje zatem pytanie, czy to dodatkowe ryzyko jest rekompensowane dodatkową stopą zwrotu.

Rynki finansowe są dość skomplikowane i nie każdy inwestor rozumie poszczególne instrumenty. W jaki sposób inwestorzy indywidualni są w Polsce chronieni?

A.Ch.: Tradycyjnie ochronę nad inwestycjami klientów indywidualnych na rynku finansowym ma Komisja Nadzoru Finansowego. Ta ochrona jest najczęściej w pewnym stopniu dzielona między wyodrębniony nadzór finansowy (w Polsce KNF) i bank centralny – w różnych krajach to różnie wygląda. Można powiedzieć, że to takie tradycyjne instytucje, które chronią konsumentów pilnując przestrzegania zasad gry przez podmioty aktywne na rynkach finansowych. Dbają by nie było np. nadużyć na rynku wynikających np. z „insider trading”, czyli wykorzystywaniu informacji poufnych do zarabiania na giełdzie, albo celowych manipulacji cenowych.

Natomiast rozwój rynków finansowych w ostatnich latach pokazał, że potrzebna jest dodatkowa ochrona. Pojawiają się bowiem podmioty, które wymykają się z zakresu nadzoru KNF. Pojawiają się spółki, czy instytucje, platformy internetowe, które de facto uczestniczą w rynku finansowym , czy pośredniczą w inwestowaniu przez osoby indywidualne, ale nie są bankami i instytucjami podlegającymi nadzorowi sensu stricte bądź z uwagi na miejsce zarejestrowania i działalności, nie są objęte krajowym nadzorem.

Dlatego w Polsce zdecydowano się powołać dodatkową instytucję Rzecznika Finansowego. Biuro Rzecznika Finansowego (rf.gov.pl) jest kolejnym ciałem, do którego klient rynków finansowych może się udać ze swoją skargą, czy wątpliwościami. Rzecznik działa trochę tak jak UOKiK na tradycyjnych rynkach, a który do niedawna pełnił też tę funkcję na rynkach finansowych. Natomiast w związku ze specyfiką rynków finansowych zdecydowano się wyodrębnić instytucję Rzecznika Finansowego.

Poznań stanie się stolicą polszczyzny

0
Już po raz trzeci w Poznaniu odbędzie się debata z okazji Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego. Wśród panelistów pojawią się m.in. Jerzy Bralczyk, Andrzej Blikle czy Jacek Żakowski. Tym razem tematem przewodnim spotkania będzie język i demokracja. Eksperci dyskutować będą m.in. o wolności słowa i odpowiedzialności za nie oraz języku mediów, polityki i propagandy. Debata odbędzie się 20 lutego, w Centrum Kultury Zamek.

Temat tegorocznej debaty – „Język i demokracja” został wybrany przez Prezydium Rady Języka Polskiego przy Prezydium Polskiej Akademii Nauk jesienią ubiegłego roku. Nie spodziewano się wówczas, że po kilku miesiącach stanie się on jeszcze bardziej aktualny.

– W ostatnim czasie dominuje temat mowy nienawiści. Rada języka od dawna protestuje przeciwko brutalizacji i agresji językowej. Podkreślamy jednak, że to nie język jest kreatorem tej nienawiści. Ona jest w nas. Język jest tylko przejawem agresji, która rządzi naszym zachowaniem – tłumaczy prof. Tadeusz Zgółka, językoznawca z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, członek Prezydium Rady Języka Polskiego.

Temat „Język i demokracja” nie powinien ograniczać się jednak jedynie do głośnego ostatnio zagadnienia mowy nienawiści.

– Temat jest ważny, niezależnie od tego, w jakich okolicznościach się znajdujemy. Język ma służyć demokracji. Jest narzędziem, które pomaga w funkcjonowaniu społeczeństwa obywatelskiego, ponieważ jest dostępny dla wszystkich – tłumaczy prof. Tadeusz Zgółka. – Jeżeli chodzi o język i demokrację, pojawia się zagadnienie bardziej szczegółowe – język indywidualny, którym posługuje się każdy z nas. Demokracja objawia się w akceptowaniu wypowiedzi drugiego człowieka – oczywiście poza szczególnie nagannymi etycznie zachowaniami.

Nie bez znaczenia jest fakt, że debata toczy się przy okazji obchodów Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego.

– Demokracja w tej sferze oznacza równouprawnienie, równorzędność poszczególnych języków wobec siebie. Szacunku wymagają też języki bardziej wyspecjalizowane, socjolekty czy profesjolekty, np. język prawników, chirurgów czy subkultur młodzieżowych – wyjaśnia Tadeusz Zgółka.

Do udziału w debacie zaproszono przedstawicieli różnych środowisk, nie tylko językoznawców. O języku i demokracji dyskutować będą paneliści: prof. Jerzy Bralczyk, prof. Przemysław Czapliński, dr Katarzyna Kłosińska, ks. prof. Wiesław Przyczyna, prof. Andrzej Blikle oraz Jacek Żakowski. Słowo wstępne wygłosi prof. Andrzej Markowski, przewodniczący Rady Języka Polskiego przy Prezydium PAN.

Główne tematy debaty to: Język – wolność słowa – demokracja; język jednostkowy, indywidualny (idiolekt) a język wspólnoty (narodowej, środowiskowej, wyznaniowej, korporacyjnej itp.); wysokie i niskie odmiany języka; edukacja językowa; język mediów, polityki, propaganda; odpowiedzialność za słowo; działanie słowem. Podczas debaty będzie też czas na dyskusję i pytania do panelistów.

Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego został ustanowiony w roku 1999 przez UNESCO w celu promocji języków używanych w różnych krajach, a także w trosce o ich przetrwanie i ochronę przed tendencjami globalizacyjnymi. W roku 1999 Sejm Rzeczypospolitej uchwalił Ustawę o języku polskim i powołał przy Prezydium Polskiej Akademii Nauk Radę Języka Polskiego, nakładając na nią obowiązek czuwania nad stanem naszego języka ojczystego, w szczególności także przeciwdziałanie jego prymitywizacji, wulgaryzacji i agresji.

Debata „Język i demokracja” odbędzie się 20 lutego 2018 roku o godz. 12:00 w Sali Wielkiej Centrum Kultury Zamek (ul. Św. Marcin 80/82). Wstęp jest bezpłatny.

Organizatorami wydarzenia są Rada Języka Polskiego przy Prezydium Polskiej Akademii Nauk, Prezydent Miasta Poznania oraz Centrum Kultury ZAMEK.

Autor: UMP

Poznań: Duże zamieszanie związane z Dworcem Głównym

0
Temat Dworca Głównego, planowanych na nim inwestycji oraz przyszłości samego budynku nie daje o sobie zapomnieć. Przepychanka na linii miasto – państwo trwa.

Wszystko zaczęło się od ogłoszonej przez wojewodę zapowiedzi inwestycji za 100 milionów złotych. Pieniądze miały zostać przeznaczone na przedłużenie przejścia podziemnego na dworcu oraz utworzenie nowego peronu, który według symulacji PKP będzie w przyszłości niezbędny ze względu na zwiększające się zainteresowanie podróżami kolejowymi. Istotny tutaj jest fakt, że wojewoda Zbigniew Hoffmann jest związany z PiS.

Miasto odpowiedziało błyskawicznie na propozycje wojewody twierdząc, że przedłużanie przejścia podziemnego, które docelowo w koncepcji PKP miało połączyć Dworzec Zachodni z dworcem PKS, jest całkowicie bez sensu, ponieważ w przyszłości dworzec PKS zostanie przeniesiony.

– Kolejowa spółka nie myśli perspektywicznie. Tunel pod galerią handlową na wschód ułatwiłby komunikację pasażerom i mieszkańcom. Niestety niektóre pomysły PKP, bez konsultacji z samorządem miasta i województwa, budzą poważne wątpliwości w zakresie utrwalania niekorzystnych rozwiązań dla pasażerów, a nawet bezpieczeństwa – podsumował Mariusz Wiśniewski, zastępca prezydenta Poznania.

Tutaj trzeba dodać, że zarówno w Poznaniu, jak i Wielkopolsce władzę w samorządach ma Koalicja Obywatelska.

Plany miasta dotyczące przeniesienia dworca PKS zaskoczyły zarówno wojewodę, jak i PKP. Zbigniew Hoffmann przyznał, że “z informacji, które posiada, wynika, że PKP nie dysponowało wiedzą na temat tej koncepcji”.

Jednocześnie miasto atakowało wojewodę za brak komunikacji pomiędzy urzędami. Co ciekawe, wojewoda Hoffmann ujawnił, że PKP prowadziło korespondencję bezpośrednio z miastem: – Potwierdzeniem tego może być np. korespondencja pomiędzy PKP, a wiceprezydentem M. Wudarskim z listopada 2018 roku. Nie oceniam sposobu przekazywania informacji pomiędzy panami prezydentami Poznania – powiedział wojewoda (jednocześnie pokazując nam kopię pisma do Macieja Wudarskiego, który był wówczas zastępcą prezydenta).

Kiedy wydawało się, że temat powoli ucicha, pojawiła się informacja o tym, że PKP chce wyburzyć, a następnie zbudować od nowa budynek starego Dworca Głównego. Na tę informację stanowczo zareagowała Joanna Bielawska-Pałczyńska Miejska Konserwator Zabytków, która zwróciła uwagę „na konieczność przywrócenia przedwojennej fasady dworca z arkadowym portykiem, jako elewacji o najciekawszej artystycznie formie, która najpełniej oddawała charakter obiektu i mówiła o jego pierwotnej funkcji.”

Ze względu na to, że wszystkie prace na tym obszarze wymagają zgody Miejskiego Konserwatora Zabytków sytuacja obecnie jest patowa.

Miasto oczekuje, że zostanie rozpisany konkurs na całościowe zagospodarowanie przestrzeni w okolicach dworca oraz przywrócenie funkcji pasażerskich w starym budynku (jest to jednocześnie jednym z głównych żądań mieszkańców miasta, którzy nie są zadowoleni z umiejscowienia nowego budynku dworca).

– Jesteśmy gotowi do wszelkiej współpracy po to, żeby dworzec Poznań Główny powstał lub został odbudowany jak najszybciej – zadeklarował Mariusz Wiśniewski, zastępca prezydenta Poznania.

Poznań: „Nie ma czegoś takiego, jak darmowe obiady”

0
Młodzi Nowocześni promowali dzisiaj na deptaku idee liberalizmu gospodarczego, który sprzeciwia się darmowym zasiłkom oraz dofinansowaniu przez Państwo nierentownych przedsiębiorstw.

Akcja zorganizowana przez młodzieżówkę Nowoczesnej miała przypomnieć wyborcom o liberalnych poglądach, że nie wszystkie ugrupowania stawiają na socjalizm.

– Dzisiaj rozdajemy ulotki na temat ideologii liberalizmu – wyjaśnił Andrzej Prendke, przewodniczący Młodych Nowoczesnych w Wielkopolsce. – Jest to początek cyklu, który będziemy kontynuować co miesiąc. Będziemy się opierać podczas niego na cytatach autorytetów liberalnych. Zaczynamy od Miltona Friedmana, chcemy aby nasze poglądy wybrzmiały zwłaszcza dzisiaj, kiedy tak wielu polityków decyduje się na populizm. Uważamy, że wolność gospodarcza to temat nieunikniony i to właśnie na niej Nowoczesna powstała. My to kontynuujemy, my te poglądy podzielamy i chcemy, żeby jak najwięcej osób się o tym dowiedziało.

– Chcemy uświadomić społeczeństwo, że nie ma czegoś takiego jak darmowe obiady – dodał Antoni Kałuża, członek Młodych Nowoczesnych. – Jeśli Państwo oferuje komuś coś za darmo, to musi to komuś innemu zabrać. Chcemy sprzeciwić się rosnącej fali populizmu, zarówno z lewej, jak i prawej strony.

Antoni Kałuża, krótko podsumował również co odróżnia Nowoczesną, od innego liberalnego ugrupowania jakim jest Wolność / Korwin. – Może zacznijmy od tego co nas łączy. Z całą pewnością jest to liberalna gospodarka, natomiast różnią nas sprawy światopoglądowe. Nowoczesna otwarcie opowiada się między innymi za związkami partnerskimi i za taką klasycznie rozumianą wolnością jednostki, w której Państwo nie ingeruje w działalność i poglądy człowieka.

Poznań: Policyjny nalot na… zoo

0
– Nie możemy normalnie funkcjonować i leczyć naszych zwierząt – informuje Zoo Poznań na swoim profilu na FB. Wszystko z powodu kolejnego przeszukania placówki przeprowadzonego przez policję.

Policja wkroczyła na teren Starego Zoo z powodu… doniesienia, jakie złożył na zoo właściciel nielegalnej hodowli w Pyszącej pod Śremem. Część zwierząt z tej hodowli jest przechowywana w poznańskiej placówce na polecenie prokuratury, a przeciwko ich właścicielowi toczy się postępowanie karne.

Jak się okazuje, w niczym to nie przeszkadza, by właściciel owej nielegaslnej hodowli złożył doniesienie na poznańskie zoo twierdząc, że jego pracownicy… znęcają się nad powierzonymi zwierzętami. Przypomnijmy, że dokładnie taki zarzut, i to dobrze udokumentowany, postawiono jemu samemu.

Jednak nawet oskarżony właściciel hodowli ma prawo do złożenia doniesienia, a decyzja, co z nim zrobić, należy do prokuratury. I prokuratu postanowiła, że należyw wziązku z tym przeszukać Stare Zoo. I to po raz kolejny. 7 lutego w placówce pojawił się zespół policjantów, w tym jeden zamaskowany, co personel zoo określił jako „nalot”. Policjanci przeszukali gabinet dyrekcji zoo w poszukiwaniu okumentacji medycznej zwierząt z Pyszącej.
– Realizowaliśmy postanowienia prokuratury – wyjaśnia Maciej Święciechowski z zespołu prasowego wielkopolskiej policji.

Bo, zdaniem prokuratury, Ewa Zgrabczyńska, dyrektor zoo, nie dostarczyła takiej dokumentacji, a jest ona niezbędna w sprawie karnej. Wydał więc nakaz przeszukania, a to zadanie policji. Co ciekawe, dyrektor Zgrabczyńska twierdzi, że wszystkie dokumenty zostały prokuraturze przekazane i niczego nowego w jej biurze policjanci nie mogli znaleźć.

Gdy nie wiadomo, o co chodzi… Smaczku sprawie dodaje fakt, że poznańskie zoo ma pewien spór z prokuraturą. Otóż ów organ sprawiedliwości bardzo chętnie przekazał placówce zwierzęta pod opiekę, nie dał jednakże ani złotówki na ich utrzymanie. Tymczasem zoo wydaje co miesiąc niebagatelne kwoty na ich żywienie i leczenie – do Poznania trafiło łącznie 80 zwierząt. Koszt ich utrzymania jak dotąd to prawie pół miliona złotych!

Zoo zwróciło się więc do prokuratury o zapewnienie środków na utrzymanie tych zwierząt – to prokuratura zadecydowała przecież o przekazaniu zwierzaków pod opiekę ogrodów zoologicznych. Ale prokuratura twierdzi, że to nie jej obowiązek, tylko burmistrza Śremu. Burmistrz z kolei stoi na stanowisku, że to jednak obowiązek prokuratury, bo to ona podjęła decyzję o takim zabezpieczeniu zwierząt. I na tym sprawa stoi do dziś. Nie trzeba chyba mówić, że zoo nie dostało ani złotówki.

– Nie możemy normalnie funkcjonować i leczyć naszych zwierząt –  podkreśla Małgorzata Chodyła, rzeczniczka prasowa poznańskiego zoo. – Piszemy skargi, zażalenia, prosimy o zabranie zabezpieczonych zwierząt – bez echa. Czujemy się nękani, szykanowani i pozostawienie samym sobie. Poznańskie zoo chce w spokoju działać dla zwierząt i mieszkańców, czy absurdalne doniesienia osoby oskarżonej będą uruchamiać zastępy policji i jej wizyty w zoo, przesłuchiwana pracowników, stres nasz i naszych podopiecznych?.

Dyrekcja zoo zapowiedziała, że złoży stosowne skargi i zażalenia na działania organów ścigania.

Mat. pras., el

Mateusz Bodzioch piątym zimowym wzmocnieniem Warty Poznań

0
28-letni obrońca Mateusz Bodzioch został nowym graczem Warty Poznań. Podpisał kontrakt do końca obecnego sezonu Fortuna 1. Ligi z możliwością przedłużenia współpracy o rok. Do „Zielonych” trafił na zasadzie wolnego transferu i zagra już w dzisiejszym sparingu ze Ślęzą Wrocław.

Pod koniec stycznia Mateusz Bodzioch za porozumieniem stron rozwiązał kontrakt z Odrą Opole. W tym klubie spędził ostatnie 3,5 roku, krótko pełnił nawet rolę kapitana zespołu. Ma bardzo dobre warunki fizyczne (190 cm wzrostu). W tym sezonie rozegrał 15 oficjalnych meczów w barwach Odry. Wcześniej był piłkarzem m.in. Piasta Gliwice, Korony Kielce (w obu tych klubach w ekstraklasie, ale nie zadebiutował w niej), Ruchu Zdzieszowice i Energetyka ROW Rybnik. Mateusz Bodzioch jest synem Janusza, znanego z występów w ekstraklasie w barwach Górnika Zabrze i Rakowa Częstochowa (łącznie 108 spotkań).

– Po odejściu Wojciecha Onsorge rozglądaliśmy się za środkowym obrońcą. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na pozyskanie Mateusza, który jest już doświadczonym zawodnikiem na poziomie I ligi. Liczymy właśnie na jego ogranie i wierzymy w to, że jest to zawodnik, który pomoże nam w walce o utrzymanie się na zapleczu ekstraklasy – mówi dyrektor sportowy Warty Poznań Dawid Frąckowiak i dodaje: – To już na pewno nasz ostatni transfer w zimowym oknie.

Wcześniej kadrę Warty Poznań wzmocnili skrzydłowi Michał Jakóbowski i Serhij Napołow oraz wypożyczeni napastnicy – Hubert Sobol z Lecha Poznań i Michał Żebrakowski z Arki Gdynia.

Fot. Piotr Leśniowski / Warta Poznań

Poznań: One Billion Raising tym razem przed Bałtykiem

0
Punktualnie o 13 w niedzielę 17 lutego przed Bałtykiem zrobi się czerwono i różowo, a tłum kobiet zatańczy w proteście przeciwko przemocy wobec kobiet. Wybierzcie się tam! Każde ręce do klaskania są potrzebne!

Akcja Nazywam się Miliard – One Billion Raising odbywa się w Poznaniu od siedmiu lat, w walentynki. W tym roku została przesunięta o kilka dni z powodu żałoby narodowej i odbędzie się 17 lutego przed Bałtykiem.

Co roku kobiety i mężczyźni tańczą przeciwko przemocy wobec kobiet, a w tym roku tematem wiodącym jest przemoc seksualna.
„Wszystkie mamy prawo do kontaktów intymnych bez przemocy! Tylko „tak” oznacza zgodę” – apelują działaczki Feminoteki, która od lat organizuje akcję. – „Seks bez zgody to gwałt. To musi się stać oczywiste. Dlatego w 2019 roku tematem wiodącym akcji w Polsce jest kwestia zgody na kontakty intymne”.

Feministki zwracają również uwagę na to, że wiele krajów zmieniło swoje prawo dotyczące przemocy seksualnej, uznając że seks bez wyraźnej zgody jest gwałtem, co jest niezwykle ważne. W Polsce cały czas to kobieta/dziewczyna musi udowodnić, że powiedziała wystarczająco głośno i wyraźnie „nie”, aby udowodnić winę gwałciciela. Ale jeśli do przemocy doszło, gdy spała albo pod wpływem tabletki gwałtu czy innych środków, po których straciła świadomość i nie wiedziała, co się z nią dzieje?

Wtedy kobieta w wielu przypadkach nie ma szans w polskim wymiarze sprawiedliwości, nie mówiąc o służbie zdrowia, co dobitnie wykazała chociażby słynna ostatnio sprawa gwałtu w Biedrzychowej na Dolnym Śląsku. Przeciwko takiemu traktowaniu kobiet i przeciwko opinii społecznej stygmatyzującej ofiary gwałtu zatańczą w tym roku kobiety i mężczyźni w całej Polsce. Także w Poznaniu.

Do akcji może się przyłączyć każdy. Może zatańczyć, może też wspierać tańczące oklaskami i krzyknąć razem z nimi na koniec akcji „stop przemocy!”.

Akcja w 2019 roku odbywa się pod Honorowym Patronatem Rzecznika Praw Obywatelskich.

Mat. pras., el