Zakończył się remont przejazdu kolejowego w ciągu ulicy 1 Maja, łączący centrum Leszna z dzielnica Zaborowo. PKP przejazd otworzyło, ale władze miasta natychmiast go z powrotem zamknęły. Przez uskok.
Po trzech tygodniach remontu przejazdu i stania w korkach leszczynianie z radością powitali otwarcie wyremontowanego przejazdu kolejowego. Jakież było ich zdumienie, gdy dosłownie po kilkunastu minutach od otwarcia został ponownie zamknięty…!
Jak się okazało, wszystko z powodu uskoku. Jak podaje Radio Poznań, nowa nawierzchnia przejazdu różni się poziomem od jezdni o jakieś 10 cm. Przy tak dużej różnicy poziomów może dojść do niebezpiecznych sytuacji i uszkodzeń samochodów. Dlatego leszczyński magistrat nie zgodził się na dopuszczenie przejazdu do użytkowania i nakazał zamknięcie przejazdu do czasu wyrównania poziomów.
Skąd taka duża różnica poziomów? To nie efekt niedokładności czy niekompetencji PKP. Po prostu modernizacja przejazdu nie jest jeszcze zakończona. Władze kolei chciały ułatwić życie mieszkańcom Leszna i na jakiś czas, dopóki nie będzie to kolidowało z pozostałymi pracami w tym rejonie, otworzyć im przejazd. Niestety, z powodu 10 cm nie okazało się to możliwe. Leszczynianie będą więc z przejazdem poczekać do połowy grudnia tego roku, bo do tego czasu ma się zakończyć remont.
Reklamy są dyskretniejsze i dopasowane stylistycznie do zabytkowego otoczenia, coraz mniej też neonowych kolorów na elewacjach i we wnętrzach. To efekty działania „Parku Kulturowego Stare Miasto”. Można je podziwiać na wystawie na Wolnym Dziedzińcu.
To efekt pracy wielu osób – ale też zmian zachodzących w świadomości mieszkańców. Kiedyś trzeba było długo walczyć o zdjęcie nielegalnej czy szczególnie szpetnej reklamy. Dziś sami przedsiębiorcy – niestety, jeszcze nie wszyscy – rozumieją, że krzykliwy szyld w złym guście raczej zmęczy i odstręczy klienta niż go przyciągnie. I że Stare Miasto w ogóle, a Stary Rynek w szczególności są miejscami, które wymagają specjalnego podejścia, gdy chce się tu robić interesy. Jest ono nieco kosztowniejsze – ale w efekcie się opłaca. No i, jak się okazuje, władze miasta też to doceniają.
Jak podkreślają pracownicy Biura Miejskiego Konserwatora Zabytków, udało się zbudować lokalną społeczność, której zależy na dbaniu o wspólne dziedzictwo. Przedsiębiorcom wyróżniającym się dbałością o estetykę wręczono Certyfikat Dobrych Praktyk. Dużym zainteresowaniem cieszyły się wydarzenia towarzyszące kampanii promocyjnej, takie jak Pogrzeb Zimy w Parku Kulturowym czy akcja Wiosennych Porządków – pospolitego ruszenia w kwestii demontażu nielegalnych nośników reklamowych. Dla przedsiębiorców zorganizowano otwarte konsultacje – w czerwcu w Galerii Miejskiej Arsenał oraz we wrześniu podczas XIV Weekendu z Historią organizowanego przez Bramę Poznania. Nie zabrakło atrakcji dla najmłodszych w postaci warsztatów i kolorowania zabytków Starego Miasta.
Przedsiębiorcy cały czas mogą liczyć na wsparcie merytoryczne pracowników Biura Miejskiego Konserwatora Zabytków. Co istotne, proponowane zmiany nie są kosztowne. Ograniczenie treści i uproszczenie komunikatu to rozwiązania tańsze od wcześniej przyjętych.
– Za nami są setki rozmów i uzgodnień z przedsiębiorcami. Ze strony naszego biura cały czas deklarujemy pełne wsparcie, przede wszystkim merytoryczne i czekamy na dalsze efekty – zapewnia Joanna Bielawska-Pałczyńska, Miejski Konserwator Zabytków.
To marchewka. Ale jest też i bat. W procesie egzekwowania zapisów uchwały ważną rolę pełni straż miejska. Za łamanie zasad parku kulturowego strażnicy miejscy wystawiają mandaty lub kierują wnioski do sądu. Dla lokali, które nadal nie uporządkowały swoich szyldów, wszczęto postępowania administracyjne. Niestety, nadal są takie firmy, którym są obce zasady nie tylko parku kulturowego, ale zwyczajnie dobrego gustu.
Jesienią działania Biura Miejskiego Konserwatora Zabytków będą skierowane głównie na uporządkowanie witryn sklepów sieciowych i banków. Pozostałe działania będą skupiać się na dotarciu i informowaniu o parku kulturowym właścicieli budynków, by również oni intensywniej włączyli się w prace nad poprawą estetyki przestrzeni publicznych.
O tym, ile pracy trzeba włożyć, by przestrzeń wokół nas była lepsza, opowiada wystawa poświęcona Parkowi Kulturowemu Stare Miasto w Poznaniu, która 29 października stanęła na Wolnym Dziedzińcu Urzędu Miasta.
– Wystawa prezentuje to, co zyskała przestrzeń miejska dzięki rozwiązaniom wynikającym z zapisów parku kulturowego – mówi Mariusz Wiśniewski, zastępca prezydenta Poznania. – Widzimy konkretne efekty, co przekłada się na radość i satysfakcję. Wiemy, że porządkowanie miejskiej przestrzeni ma sens. Dzięki temu osoby powtarzające, że centrum jest brzydkie i nic się tam nie zmienia, zobaczą, że to nieprawda. Prezentujemy pozytywne praktyki przedsiębiorców, licząc, że w ich ślady pójdą kolejni.
Zdjęcia będzie można oglądać do 27 listopada. Zmiany zachodzące na terenie objętym uchwałą systematycznie relacjonowane są na stronie parku kulturowego na Facebooku.
Odmowa umorzenia podatku od nieruchomości i podwyżka o 1000 proc. opłat za wywóz śmieci. To kolejne opłaty nakładane na szpital powiatowy w Słupcy przez burmistrza miasta.
Zaczęło się, jak podaje Radio Poznań, od odmowy umorzenia podatku od nieruchomości, który wynosi około 48 tys. zł rocznie. Dotąd zawsze był umarzany, jednak w tym roku burmistrz Michał Pyrzyk podatku nie umorzył. Tłumaczył to wzrastającymi wydatkami miasta, między innymi na podwyżki dla nauczycieli, których wcześniej nie przewidziano w budżecie. Słupcy nie stać więc na umarzanie podatków w takiej sytuacji.
Kolejnym finansowym ciosem dla szpitala są opłaty za wywóz śmieci. Od 2013 roku szpital płacił tyle samo za wywóz odpadów i – jak to wyszło podczas kontroli – opłata nie miała wiele wspólnego z rzeczywistymi kosztami wywozu i rzeczywistymi ilościami śmieci, które były o wiele wyższe. Kontrolę zarządził burmistrz w ubiegłym roku, gdy system gospodarki odpadami komunalnymi nie zbilansował się. Miał nadzieję, że wyniki kontroli dadzą odpowiedź, dlaczego tak się stało.
I dały: okazało się, że szpital musi dopłacić prawie 120 tys. zł za wywóz odpadów. Zgodnie z uaktualnioną deklaracją tyle kosztuje wywóz śmieci produkowanych przez szpital. To 1000 proc. więcej niż dotychczas. Dla szpitala to ogromne pieniądze, dlatego placówka nie przystąpiła do systemu odbioru odpadów organizowanego przez miasto na przyszły rok. Prawdopodobnie sam poszuka sobie operatora – tańszego niż miasto.
Według opublikowanego wczoraj sondażu pracowni Kantar, Prawo i Sprawiedliwość jest jedynym ugrupowaniem, które traci poparcie.
W dalszym ciągu ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego może jednak pochwalić się największym poparciem społeczeństwa i znaczną przewagą nad pozostałymi partiami. W sondażu chęć głosowania na PiS wyraziło 39% badanych, czyli jeden procent mniej niż przed miesiącem.
Drugie miejsce w sondażu zajmuje Koalicja Obywatelska, która zdołała do siebie przekonać 27% głosujących, co oznacza wzrost poparcia o trzy procent. Trzecie miejsce konsekwentnie przypada Lewicy. Ona również zanotowała wzrost poparcia i może się pochwalić 14% wynikiem (wzrost o 3%).
PSL i Konfederacja solidarnie zgarnęły po 7% głosów. Pierwsze ugrupowanie zyskało, w porównaniu z poprzednim sondażem, 1% poparcia, a Konfederacja aż 5% poparcia.
Sondaż, opublikowany przez wp.pl, został zrealizowany przez pracownię Kantar w dniach 11-16 października na grupie 986 osób. Preferencje badano na grupie 650 osób, które potwierdziły chęć wzięcia udziału w wyborach.
Lech Poznań pokonał na wyjeździe Resovię Rzeszów 4:0 po dwóch bramkach Christiana Gytkjaera, jednej Kostewycza oraz Marchwińskiego. „Kolejorz” do zdobycia pierwszej bramki grał nerwowo, rywale mieli nawet okazję, by wyjść na prowadzenie, ale to ostatecznie lechici strzelili dwa gole przed przerwą, po niej dołożyli następne i mogą cieszyć się z awansu do kolejnej rundy Pucharu Polski.
Sympatycy „Kolejorza” obawiali się wtorkowego meczu, zwłaszcza po tym, jak ich ulubieńcy zaprezentowali się w piątkowy wieczór z Zagłębiem Lubin, gdzie po bezbarwnej grze przegrali 1:2 i spadli aż na dziewiąte miejsce w tabeli. Do Rzeszowa podopieczniu Dariusza Żurawia udali się samolotem, by całkowicie wyeliminować ewentualne zmęczenie długą podróżą autobusem, mając na uwadze także najbliższy mecz z PKO Ekstraklasie z Pogonią Szczecin. Nie bez problemów, ale udało się wygrać i uniknąć kompromitacji czy nawet niepotrzebnej straty sił uczestnicząc w dogrywce. Bardzo ważnym piłkarzem dla Lecha Poznań jest Christian Gytkjaer, który mając pół sytuacji – zdoła ją skutecznie wykorzystać i tak było w przypadku dwóch pierwszych bramek zdobytych w tym meczu. Później cegiełkę dołożył Kostewycz po świetnym rajdzie i dograniu Jóźwiaka, a ostatnie trafienie zaliczył młody Filip Marchwiński.
– Na początek chcę podziękować chłopakom za te dwa mecze w tej edycji Totolotek Pucharu Polski. Przygoda się skończyła. Myślę, że zasłużenie. Nie potrafiliśmy przeciwstawić się Lechowi. Piłkarska jakość rywala była na tyle wyższa, nie potrafiliśmy się przciwstawić nawet ambicją i wolą walki. Mojej drużynie nie mogę odmówić zaangażowania i możemy gdybać, co by się stało, gdybyśmy wykorzystali okazję przy 0:0. Lech nie dał nam za dużo pograć i dziś zamykamy rozdział pt: „Puchar Polski”. Wzorem poprzedniej edycji, kiedy przegraliśmy z Lechią Gdańsk, teraz życzę Kolejorzowi powodzenia i zdobycia trofeum – powiedział po meczu trener Resovii, Szymon Grabowski.
– To był mecz, który mieliśmy obowiązek wygrać. Wiedzieliśmy, że zespół Resovii jest dobrze zorganizowany, a do momentu, kiedy nie strzelimy gola, nie będzie łatwo. To jest tylko jeden mecz i trzeba mieć cierpliwość, nam jej nie zabrakło. Po dwóch bramkach Christiana Gytkjaera zaczęliśmy mieć to spotkanie pod kontrolą. Druga połowa to już nasze prowadzenie. Minusem dzisiejszego meczu jest kontuzja Tomka Cywki, nie wiemy jeszcze, co się dokładnie stało. Chcieliśmy, żeby Robert Gumny odpoczął, bo dotychczas zagrał we wszystkim spotkaniach. Jego organizm jest jednak młody i szybko się regeneruje – skomentował spotkanie Dariusz Żuraw, trener Lecha Poznań.
Właścicielowi odkrytego cztery dni temu nielegalnego składowiska odpadów może grozić więzienie. Z nieoficjalnych informacji wynika, że chemikalia miały zostać zakopane.
O sprawie pisaliśmy już 25 października. Sąsiedzi zauważyli na terenie jednej z działek we wsi Szołajdy (powiat kolski) przyczepę z chemikaliami. Zdecydowali się na powiadomienie służb, które po przybyciu odkryły, że chemikalia znajdują się również w pomieszczeniach gospodarczych na działce.
Na szczęście beczki okazały się szczelne i nie doszło do żadnego wycieku. Dzisiaj tvn24 podaje więcej informacji dotyczących sprawy. Według ustaleń telewizji na działce miał pracować mężczyzna, który zakopywał beczki z nieznaną substancją w ziemi, na polecenie właściciela działki.
– Urządzenia do pomiaru toksyczności wykazały obecność chloru, siarkowodoru i tlenku węgla. Dokonano też analizy substancji z jednego z pojemników. Badanie wykazało obecność pochodnych azotanu amonu – wyjaśnia Aleksandra Marańda, rzecznik prasowa Prokuratury Okręgowej w Koninie w rozmowie z tvn24.
W innych beczkach znajdowały się m.in. lakiery, ale też… kwas solny. Obecnie teren jest całodobowo pilnowany przez policję. Przeciwko właścicielowi działki toczy się śledztwo. Grozi mu do pięciu lat więzienia.
MPK poinformowało w komunikacie, że ze względu na konieczność przeprowadzania prac naprawczych na rondzie Kaponiera, zmieni się tam położenie przystanków.
– Z uwagi na pilną konieczność wykonania prac naprawczych związanych z okablowaniem w międzytorzu na Rondzie Kaponiera na ul. Roosevelta (przy hotelu Mercure) przystanki autobusowe linii nocnych (RKAP71 i RKAP72) w obu kierunkach przeniesione zostaną poza torowisko. Autobusy linii nocnych odjeżdżać będą z przystanków tymczasowych zlokalizowanych na ul. Roosevelta (na jezdni) w obu kierunkach – poinformowało MPK w komunikacie prasowym.
Prace naprawcze będą prowadzone dzisiaj (29/30) oraz jutro w nocy (30/31 października 2019).
Poprosiły o szklankę wody, a kiedy 83-letnia kobieta zgodziła się im pomóc, bezwzględnie okradły jej mieszkanie. Policja ostrzega przed złodziejami.
Niestety policjanci nie mają portretów pamięciowych ani dokładnych informacji na temat złodziejek. Wiadomo tylko, że jedna miała ok. 35 lat, a druga ok. 50 lat. Miały również mówić z obcym akcentem. Z całą pewnością były natomiast bezwzględne i nie miały skrupułów przed okradzeniem 83-letniej kobiety.
Historia jest tym bardziej bulwersująca, że starsza kobieta chciała im wcześniej pomóc, kiedy jedna z nich poprosiła o szklankę wody. Niestety okazało się, że to był tylko pretekst, żeby wejść do mieszkania, a emerytka za swoje dobre serce zapłaciła straszną cenę. Jak poinformowała policja z Sierakowa kobiecie ukradziono kilkaset złotych.
Funkcjonariusze ostrzegają przed złodziejami i apelują o czujność.
Mężczyzna miał iść poboczem z dwoma innymi osobami (w tym miejscu nie ma chodnika). Wiadomo, że został potrącony przez samochód Audi i niestety nie przeżył.
Na miejscu cały czas pracuje policja, która bada przyczyny wypadku.
Marzena S. decyzją poznańskiego Sądu Okręgowego, została tymczasowo aresztowana. Z sali rozpraw wyprowadzili ją policjanci.
Byłej prezes Wisły Kraków Prokuratura Regionalna w Poznaniu zarzuca działanie na szkodę klubu oraz udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Straty jakie miał ponieść klub z Krakowa szacuje się na ok. dziesięć milionów złotych.
Sąd zdecydował również o aresztowaniu Roberta Sz., który był wiceprezesem Wisły Kraków. Nie pojawił się dzisiaj na rozprawie w sądzie, dlatego do aresztu zostanie doprowadzony przez policjantów. W obu przypadkach tymczasowy areszt ma trwać trzy miesiące.
Dziewięć tygrysów czeka na granicy polsko – białoruskiej na pomoc pracowników poznańskiego zoo. Żeby móc im zapewnić odpowiednie zakwaterowanie, zoo potrzebuje wsparcia finansowego.
Zwierzęta były transportowane z Włoch do cyrków w Rosji. – Bez wymaganych dokumentów, wiele dni spędziły w małych skrzynkach, na ciężarówce, w cierpieniu – przybliżają warunki w jakich podróżowały zwierzęta, pracownicy poznańskiego zoo.
Po przejęciu zwierząt pojawił się problem co z nimi dalej zrobić. Zoo z Poznania zadeklarowało, że może przyjąć kilka tygrysów do siebie. – Poznańskie zoo nie pozostawi zwierząt w sytuacji zagrożenia ich zdrowia i życia. Możemy przyjąć część osobników, nasza ekipa ratunkowa zaraz wyjeżdża, ale wasza pomoc finansowa jest niezbędna tym razem. Musimy w trybie pilnym na wybiegu kwarantannowo-rehabilitacyjnym podnieść płot, żeby dorosłe zwierzęta były bezpieczne – tłumaczą pracownicy zoo.
Darowizny można przelewać na konto z dopiskiem „CISNA I JEJ PRZYJACIELE”. Nr konta: 98 1020 4027 0000 1602 1441 7713 Miasto Poznań, Ogród Zoologiczny w Poznaniu, ul. Kaprala Wojtka 3, 61-063 Poznań.
– To wyjątkowa sytuacja, ratujmy zwierzęta! – apelują na koniec pracownicy.
Jadwiga Emilewicz, minister przedsiębiorczości zapowiedziała w Radiu Zet możliwość wprowadzenia nowego podatku – tzw. congestion tax.
– To jest podatek wprowadzony od sklepów wielkopowierzchniowych. Nie od obrotu, od poziomu uzyskiwanych dochodów, ale od trudności, jakie taki sklep wielkopowierzchniowy tworzy w tkance miejskiej. Zwiększone korki czy większe inwestycje drogowe, które muszą powstać – tłumaczyła posłanka z Poznania.
W celu ustalenia ile dany sklep ma zapłacić, tworzy się specjalny algorytm. Pierwsze prace ministerstwo przedsiębiorczości nad podatkiem miało rozpoczął już wiosną. Teraz prace są na ukończeniu. Nie wiadomo kiedy podatek miałby zostać wprowadzony w życie, ale Emilewicz wspomniała, że mógłby to być już styczeń 2020 roku.
Congestion tax ma być alternatywą dla tzw. podatku handlowego, który kwestionowała Komisja Europejska. Nowy pomysł rządu funkcjonuje już w kilku krajach Europy i nie powinno być problemów z jego akceptacją na szczeblu europejskim.
Dramatycznie od rana wygląda sytuacja na ulicy Głogowskiej w Poznaniu. Problemy mogą również pojawić się m.in. na wjeździe z Tarnowa Podgórnego.
Kłopotliwy może być już sam dojazd do Poznania. Obecnie zakorkowany jest wyjazd z Czerwonaka w stronę Poznania, a utrudnienia pojawiły się również w Tarnowie Podgórnym w stronę Poznania. Od okolic ronda samochody praktycznie stoją. Przyczyną jest prawdopodobnie potrącenie pieszego.
W nocy doszło też do kolizji na DW196 między Owińskami, a Czerwonakiem w stronę Poznania. Utrudnienia trwają do tej pory, a korek ma się zaczynać już w Owińskach.
Sparaliżowana jest Głogowska, gdzie nastąpiła mała modyfikacja organizacji ruchu. Prawdopodobnie z tego powodu sytuacja jest tego poranka wyjątkowo zła.
Zarząd Dróg Miejskich o sytuacji na Głogowskiej w #Poznan: "monitorujemy sytuację. Z naszych obserwacji wnika, że wielu kierowców – po zmianie organizacji ruchu – omija teraz poznański odcinek A2. Dlatego są zatory nie tylko na ul. Głogowskiej, ale także na ul. Krzywoustego". 😶
Władze firmy mleczarskiej powiadomiły prokuraturę o próbie szantażu filmem pokazującym rzekome fałszowanie dat ważności jej produktów. Szantażu miała się dopuścić kancelaria prawna z Leszna. Sprawę bada prokuratura w Poznaniu.
Jak informuje „Głos Wielkopolski”, władze firmy mleczarskiej poinformowały prokuraturę, że kancelaria żąda 4 milionów zł w zamian za nieujawnienie filmów rzekomo przedstawiających fałszowanie dat ważności produktów mleczarskich. Kancelaria natomiast twierdzi, że filmy owszem, posiada, i to aż kilkadziesiąt, ale żadnego szantażu nie było. Po prostu do kancelarii zgłosiły się dwie osoby – jedna to były pracownik firmy – które zarzucają firmie mleczarskiej fałszowanie dat ważności produktów, i to one przyniosły owe filmy na potwierdzenie swoich słów. Filmy pochodziły z kamer monitoringu w jednej z hurtowni i widać na nich brygadzistkę, która zarządza antydatowaniem towaru. Kilka z filmów nakręcił też komórką były pracownik – tak na wszelki wypadek. Gdy o nagrywaniu dowiedziały się władze firmy – zwolniono go dyscyplinarnie.
Osoby te chciały też, żeby kancelaria zawiadomiła o oszustwie odpowiednie urzędy oraz media o tym, że do szkół, szpitali i sklepów trafia przeterminowana żywność ze sfałszowaną datą ważności.
Kancelaria wystosowała pismo do władz firmy mleczarskiej, w którym opisuje całą tę historię i wyjaśnia, że firma ma kilkadziesiąt godzina na wyjaśnienie sytuacji. I od wartości tych wyjaśnień zależą dalsze działania kancelarii. O żadnych 4 milionach nie było mowy, to wymysł firmy mleczarskiej, która w ten sposób chce zdyskredytować oskarżenie. Kancelaria jedynie reprezentuje w sądzie byłego pracownika, który domaga się 20 tys. zł odszkodowania od firmy za niesłuszne zwolnienie i naruszenie jego dóbr osobistych. Firma początkowo chciała mu zapłacić tę kwotę pod warunkiem, że odda jej wszystkie nagrania. Ale on się nie zgodził na proponowaną ugodę. Dlatego sprawa trafiła do sądu.
Firma mleczarska nie zgadza się z zarzutami i twierdzi, że w żadnej z ich hurtowni nie dochodziło do takich praktyk jak antydatowanie towaru. A co do 4 mln zł – to ma dowody na to, że kancelaria rzeczywiście ich żądała. Władze mleczarni wiążą temat rzekomej afery z wizytą pewnego dziennikarza spoza Wielkopolski, który chciał napisać artykuł na temat nieprawidłowości w mleczarni. Jednak artykułu nie napisze, ponieważ mleczarnia pozwała go do sądu za wpisy w internecie godzące w dobre imię oraz wizerunek firmy. Sąd uznał racje mleczarni i zakazał publikacji artykułu przez rok.
W uzasadnieniu wyroku można przeczytać, że mleczarnia w związku z pytaniami dziennikarza zapraszała go na spotkania, chciała pokazać dokumenty, by go przekonać, że żadne nieprawidłowości nie mają miejsca. Ale on nie chciał się spotkać ani oglądać dokumentów, pisał natomiast w internecie o uchybieniach firmy – nie podając żadnych konkretnych przypadków ani dowodów. Zapowiadała, że złoży na ten temat doniesienie do prokuratury – ale tego nie zrobił. Sąd uznał, że firma uprawdopodobniła fakt właściwej kontroli jakości swoich produktów – natomiast dziennikarz nie udowodnił, że tak nie jest, a pisząc o nieprawidłowościach nie podał żadnego dowodu na ich istnienie. A w związku z tym jego wpisy należy uznać za szkodliwe dla interesu publicznego.
Kto ma rację? Śledztwo się dopiero rozpoczęło i nic na ten temat nie można jeszcze powiedzieć. Prokuratorzy zaczęli pracę od zabezpieczenia telefonów i komputerów osób mogących mieć związek ze sprawą. Badane są również filmy – czy są prawdziwe i wiarygodne. Trwają także przesłuchania świadków oraz osób mogących mieć jakikolwiek związek z tą sprawą.
Pracownia NMS Architekci została nagrodzona w 21. konkursie imienia Jana Baptysty Quadro. Jurorzy uznali oficynę przy ul. 3 Maja autorstwa tej właśnie pracowni za najlepiej zaprojektowany i wykonany obiekt architektoniczny roku 2018.
Nagroda Prezydenta Miasta Poznania im. Jana Baptysty Quadro przyznawana jest raz do roku od 21 lat. Otrzymuje ją najlepszy zaprojektowany i zrealizowany obiekt architektoniczny na terenie miasta Poznania, który został oddany do użytku w roku poprzedzającym przyznanie nagrody. Zwycięzców wybiera jury złożone ze specjalistów i przedstawicieli organizatorów. Konkurs organizują: Miasto Poznań, UWI Inwestycje S.A. i Stowarzyszenie Architektów Polskich Oddział w Poznaniu.
Tym razem nagroda trafiła do Pracowni NMS Architekci, która stworzyła projekt nadbudowy i przebudowy oficyny przy ul. 3 Maja 49C. Nagrodzona oficyna wraz z zagospodarowanym podwórkiem znajduje się w ścisłym centrum Poznania. Od strony zachodniej przylega do Teatru Polskiego, a od strony południowej zamyka pierzeję teatralną.
Jury podkreśliło, że budowa była zwieńczeniem realizowanej w nowatorskiej formule współpracy publiczno-prywatnej, wieloletnich działań i starań inwestorów związanych z rewitalizacją kameralnego wnętrza urbanistycznego. Podwórze, zniszczone w czasie wojny, zeszpecone powojennymi dobudowami, garażami i barakami jak wiele poznańskich podwórek, zostało w końcu zagospodarowane. Gotowa oficyna może być wskazówką, jak skutecznie rewitalizować śródmieście Poznania poprzez przebudowę zaniedbanych i niedoinwestowanych poznańskich oficyn i podwórek na kameralne, zielone wnętrza zwiększające komfort życia mieszkańców i podnoszące jakość miasta.
– Cieszy mnie werdykt jurorów – mówił Bartosz Guss, zastępca prezydenta Poznania. – Przed kilkoma laty młodzi architekci zwrócili się do mnie z pomysłem na rewitalizację miejskiej przestrzeni. Mimo szczerych chęci nie dawałem im wielkich szans na realizację, ponieważ zaproponowali bardzo dobry obiekt w bardzo trudnym obszarze. Tym bardziej cieszy mnie, że dziś możemy przyznać im tak ważną nagrodę. Uwiodło nas ich nowatorskie podejście i znakomita jakość projektu.
Pracownia NMS Architekci została założona w 2007 roku w Poznaniu przez architektów Natalię i Mikołaja Stępniów. Podstawowy trzon zespołu stanowią projektanci posiadający bogate doświadczenie przy opracowywaniu projektów budowlanych i wykonawczych obiektów użyteczności publicznej i handlowych. Zespół aktualnie liczy 12 projektantów i 4 grafików/modelarzy.
– Dziękujemy za docenienie naszej realizacji, to ogromne wyróżnienie – mówiła Natalia Stępień – To projekt bardzo osobisty, poprzedzony latami trudnych przygotowań, w powodzenie którego mało kto wierzył, a czasem i sami mieliśmy wątpliwości. Na tym podwórku przed wojną mój dziadek otworzył swoją piekarnię-cukiernię, zdobywając nią serca i podniebienia poznaniaków. Po wojnie rodzinną firmę prowadziła jego żona, po latach docenił ją sam Stanisław Barańczak. Piekarnia nie przetrwała czasów Polski Ludowej, ale nam pozostał ogromny sentyment do tego miejsca. Droga do dzisiejszego sukcesu była kręta i wyboista, i nie mogłaby się udać bez doskonałej współpracy z miastem Poznaniem. Dziękuję za odwagę w podejmowaniu trudnych decyzji.
– Gdy patrzę na zwycięzców poprzednich edycji, czuję, że spadła na nas ogromna odpowiedzialność i motywacja do dalszej pracy – podkreślał Mikołaj Stępień. – Jesteśmy najmłodszymi laureatami tej nagrody. Symbolicznie kończymy nią architektoniczną młodość i rozpoczynamy nowe otwarcie.
W tym roku do nagrody zgłoszono 24 realizacje, nominowanych zostało sześć najlepszych. Są to: budynek mieszkalny wielorodzinny położony przy ul. Ks. Jakuba Wujka i M. Niedziałkowskiego (projekt: Litoborski+Marciniak, Biuro Architektoniczne sp. z o.o), zespół budynków biurowych Pixel przy ul. Grunwaldzkiej (projekt: pracownia JEMS Architekci), budynek mieszkalny wielorodzinny położony przy ul. Sokoła 3 (projekt: Ultra Architects sp. z o. o), pawilon, Ogród Szeląg, ul. Ugory (projekt: Pracownia Wierciński-Studio) oraz osiedle Botaniczna, zespół budynków mieszkalnych wielorodzinnych przy ul. Zofii Nałkowskiej (projekt: Pracownia Architektoniczna Insomia).
Dotychczasowi laureaci nagrody:
1998 – Zespół Sportowo-Rekreacyjny Malta projektu Klemensa Mikuły.
1999 – Pawilon nr 3a na Międzynarodowych Targach Poznańskich projektu Studio ADS;
2000 – Centrum Finansowe przy placu Andersa projektu Pracowni Architektonicznej Ewy i Stanisława Sipińskich;
2001 – Budynek Terminalu Lotniska Ławica projektu Studio ADS, Piotra Barełkowskiego, Przemysława Borkowicza;
2002 – Wydział Matematyki i Informatyki UAM projektu Jerzego Gurawskiego;
2003 – Stary Browar projektu Studio ADS;
2004 – Centrum Wykładowe Politechniki Poznańskiej z Biblioteką prjektu Mariana Fikusa;
2005 – Budynek mieszkalno – usługowy projektu Wojciecha Marcinkowskiego;
2006 – Sala koncertowa Akademii Muzycznej projektu Jerzego Gurawskiego;
2007 – Stary Browar projektu Studio ADS;
2008 – City Park projektu Sławomira Rosolskiego;
2009 – Budynek Biblioteki Wydziału Filologii Polskiej i Klasycznej UAM projektu APA Jacek Bułat, Neostudio i Consultor;
2010 – Budynek dydaktyczny Wydziału Prawa i Administracji UAM projektu Pracownia Architektoniczna 1997, Krzysztof Frąckowiak;
2011 – Murawa Office Park projektu Rhode Kellermann Wawrowsky;
2012 – Budynek biurowy Pixel projektu JEMS Architekci;
2013 – ICHOT Brama Poznania projektu Arkadiusz Emerla, Maciej Wojda Ad Artis Emerla Wojda Sp. j.;
2014 – Hotel Puro projektu ASW Architekci;
2015 – Kompleks biurowo – usługowy UBIQ 34 projektu CDF Architekci, Karol Fiedor;
2016 – Biurowiec i parking przy ul. Za Bramką projektu Ultra Architects;
2017 – Bałtyk Tower projektu MVRDV przy współpracy Ultra Architects i NO Natkaniec Olechnicki Architekci.
UMP, Sławek Wąchała, fot. S. Wąchała
Nagroda im. Jana Baptysty Quadro fot. Sławek Wąchała
Nagroda im. Jana Baptysty Quadro fot. Sławek Wąchała
Nagroda im. Jana Baptysty Quadro fot. Sławek Wąchała
Nagroda im. Jana Baptysty Quadro fot. Sławek Wąchała
Nagroda im. Jana Baptysty Quadro fot. Sławek Wąchała
Nagroda im. Jana Baptysty Quadro fot. Sławek Wąchała
Nagroda im. Jana Baptysty Quadro fot. Sławek Wąchała
Nagroda im. Jana Baptysty Quadro fot. Sławek Wąchała
Nagroda im. Jana Baptysty Quadro fot. Sławek Wąchała
Nagroda im. Jana Baptysty Quadro fot. Sławek Wąchała
Nagroda im. Jana Baptysty Quadro fot. Sławek Wąchała
Nagroda im. Jana Baptysty Quadro fot. Sławek Wąchała
Miasto właśnie sprzedało dwie działki budowlane na Ratajach, przy Galerii Posnania. Obie są przeznaczone pod zabudowę mieszkaniową wielorodzinną.
Pierwsza z nich o powierzchni 5387 metrów kwadratowych została sprzedana za 14, 2 mln zł – cena wywoławcza wynosiła 8,4 mln. Druga, o powierzchni 5328 metrów kwadratowych, została sprzedana za 12.1 mln zł przy cenie wywoławczej 7,4 mln. Nabywca pierwszej działki jest firma Triada Dom Wachowiak Śliwiak, drugiej – HM Inwest S.A.
Wszystko z powodu deficytu budżetowego – na gospodarkę odpadami miasto w tym roku wyda nawet 14 mln zł. A wpływy z opłat za wywóz odpadów to niespełna 9 mln zł. Podwyżka jest więc nieunikniona.
Z argumentami władz miasta nie zgadzają się radni opozycji, jak podaje Radio Poznań. Uważają, że dodatkowych pieniędzy nie należy szukać w kieszeniach mieszkańców, bo to pójście po najmniejszej linii oporu.
Ale prezydent Paweł Adamów przekonuje, że władze miasta zrobiły wszystko, by ta podwyżka była jak najmniejsza. Trzeba brać pod uwagę fakt, że to nie efekt niegospodarności miasta czy błędnego naliczenia stawek – tylko rosnących kosztów pracy, paliwa oraz sprzętu. To wszystko musi się niestety odbić na kosztach wywozu śmieci.
Radni opozycji zapowiadają, że spróbują zablokować podwyżkę podczas sesji rady miasta. Jednak najprawdopodobniej nie zdobędą wystarczającego poparcia, by to się udało.
Czatuje przy przystankach i czeka na moment, gdy znajduje się tam niewiele osób, a najlepiej samotna dziewczyna. Zaczepia ją i zaczyna się przed nią rozbierać. Takie są metody działania onanisty grasującego na osiedlu Łokietka.
Zaczęło się od zaczepiania młodej dziewczyny na przystanku na osiedlu Łokietka. Mężczyzna najpierw próbował z nią porozmawiać, a później rozpiął rozporek. Do podobnej sytuacji doszło, jak podaje „Głos Wielkopolski”, na ulicy Łużyckiej w niedzielę, i to o 9 rano. Stojący tam mężczyzna zaczepiał przechodzące młode kobiety i próbował się przed nimi rozbierać.
Sprawa została zgłoszona na policję przez jedną z zaczepianych kobiet, która opisała to także w mediach społecznościowych, by ostrzec inne mieszkanki tych okolic. Podaje też opis mężczyzny: wiek około 30-40 lat i 170 cm wzrostu. Ma krótkie ciemne włosy, nosi okulary i ma trzydniowy zarost. Ubrany był w niebieską bluzę.
Policja potwierdza przyjęcie zgłoszenia. Zaraz po jego otrzymaniu patrol policji udał się na miejsce wskazane przez kobietę, jednak nikogo o wyglądzie odpowiadającym jej opisowi nie znalazł. Jednak policjanci zapewniają, że będą pilnować sprawy i kontrolować osiedle.
Tego zdania jest ostrowska prokuratura, która właśnie zakończyła śledztwo w sprawie jednego z pacjentów oddziału psychiatrycznego ostrowskiego szpitala, który podpalił się w toalecie.
Do wypadku doszło w lutym tego roku. Młody mężczyzna został odprowadzony do toalety przez pielęgniarkę, tak jak nakazują procedury. Kobieta czekała na niego przed wejściem. W środku mężczyzna z pomocą zapalonej zapalniczki i papieru podpalił się i tak wyszedł z toalety.
Natychmiast udzielono mu fachowej pomocy, a później przewieziono do szpitala w Szczecinie. Niestety obrażenia wywołane oparzeniami okazały się zbyt rozległe i lekarze nie zdołali mu uratować życia. W czerwcu mężczyzna zmarł.
Jak informuje Radio Poznań, prokuratorzy szczegółowo przeanalizowali tak środki bezpieczeństwa obowiązujące na oddziale, przestrzeganie ich, jak i działania podjęte przez personel dla ratowania płonącego pacjenta. Nie dopatrzyli się żadnych uchybień pracowników szpitala. Nie można było ich winić za to, że pacjent zdobył zapalniczkę – wielu pacjentów pali i w związku z tym mają zapalniczki na oddziale, co nie jest zakazane. Prokuratura umorzyła śledztwo w tej sprawie, nie dopatrując się winy personelu medycznego.