Prokuratura Okręgowa

Leszno: Firma mleczarska kontra kancelaria prawna. Kto oszukuje – a kto szantażuje?

Władze firmy mleczarskiej powiadomiły prokuraturę o próbie szantażu filmem pokazującym rzekome fałszowanie dat ważności jej produktów. Szantażu miała się dopuścić kancelaria prawna z Leszna. Sprawę bada prokuratura w Poznaniu.

Jak informuje “Głos Wielkopolski”, władze firmy mleczarskiej poinformowały prokuraturę, że kancelaria żąda 4 milionów zł w zamian za nieujawnienie filmów rzekomo przedstawiających fałszowanie dat ważności produktów mleczarskich. Kancelaria natomiast twierdzi, że filmy owszem, posiada, i to aż kilkadziesiąt, ale żadnego szantażu nie było. Po prostu do kancelarii zgłosiły się dwie osoby – jedna to były pracownik firmy – które zarzucają firmie mleczarskiej fałszowanie dat ważności produktów, i to one przyniosły owe filmy na potwierdzenie swoich słów. Filmy pochodziły z kamer monitoringu w jednej z hurtowni i widać na nich brygadzistkę, która zarządza antydatowaniem towaru. Kilka z filmów nakręcił też komórką były pracownik – tak na wszelki wypadek. Gdy o nagrywaniu dowiedziały się władze firmy – zwolniono go dyscyplinarnie.

Osoby te chciały też, żeby kancelaria zawiadomiła o oszustwie odpowiednie urzędy oraz media o tym, że do szkół, szpitali i sklepów trafia przeterminowana żywność ze sfałszowaną datą ważności.

Kancelaria wystosowała pismo do władz firmy mleczarskiej, w którym opisuje całą tę historię i wyjaśnia, że firma ma kilkadziesiąt godzina na wyjaśnienie sytuacji. I od wartości tych wyjaśnień zależą dalsze działania kancelarii. O żadnych 4 milionach nie było mowy, to wymysł firmy mleczarskiej, która w ten sposób chce zdyskredytować oskarżenie. Kancelaria jedynie reprezentuje w sądzie byłego pracownika, który domaga się 20 tys. zł odszkodowania od firmy za niesłuszne zwolnienie i naruszenie jego dóbr osobistych. Firma początkowo chciała mu zapłacić tę kwotę pod warunkiem, że odda jej wszystkie nagrania. Ale on się nie zgodził na proponowaną ugodę. Dlatego sprawa trafiła do sądu.

Firma mleczarska nie zgadza się z zarzutami i twierdzi, że w żadnej z ich hurtowni nie dochodziło do takich praktyk jak antydatowanie towaru. A co do 4 mln zł – to ma dowody na to, że kancelaria rzeczywiście ich żądała. Władze mleczarni wiążą temat rzekomej afery z wizytą pewnego dziennikarza spoza Wielkopolski, który chciał napisać artykuł na temat nieprawidłowości w mleczarni. Jednak artykułu nie napisze, ponieważ mleczarnia pozwała go do sądu za wpisy w internecie godzące w dobre imię oraz wizerunek firmy. Sąd uznał racje mleczarni i zakazał publikacji artykułu przez rok.

W uzasadnieniu wyroku można przeczytać, że mleczarnia w związku z pytaniami dziennikarza zapraszała go na spotkania, chciała pokazać dokumenty, by go przekonać, że żadne nieprawidłowości nie mają miejsca. Ale on nie chciał się spotkać ani oglądać dokumentów, pisał natomiast w internecie o uchybieniach firmy – nie podając żadnych konkretnych przypadków ani dowodów. Zapowiadała, że złoży na ten temat doniesienie do prokuratury – ale tego nie zrobił. Sąd uznał, że firma uprawdopodobniła fakt właściwej kontroli jakości swoich produktów – natomiast dziennikarz nie udowodnił, że tak nie jest, a pisząc o nieprawidłowościach nie podał żadnego dowodu na ich istnienie. A w związku z tym jego wpisy należy uznać za szkodliwe dla interesu publicznego.

Kto ma rację? Śledztwo się dopiero rozpoczęło i nic na ten temat nie można jeszcze powiedzieć. Prokuratorzy zaczęli pracę od zabezpieczenia telefonów i komputerów osób mogących mieć związek ze sprawą. Badane są również filmy – czy są prawdziwe i wiarygodne. Trwają także przesłuchania świadków oraz osób mogących mieć jakikolwiek związek z tą sprawą.

Głos Wielkopolski, el

0 0 vote
Oceń artykuł
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze