O 740 zakażeniach koronawirusem poinformowało dziś Ministerstwo Zdrowia. Mamy też 36 zgonów, w tym 17 z powodu covid-19, a 19 z powodu chorób współistniejących.
powiat ostrzeszowski 8
powiat obornicki 19
powiat leszczyński 4
powiat kolski 4
powiat rawicki 5
powiat słupecki 16
powiat średzki 12
powiat jarociński 10
powiat nowotomyski 13
powiat wągrowiecki 15
powiat czarnkowsko-trzcianecki 19
powiat złotowski 14
powiat kościański 4
powiat grodziski 13
powiat szamotulski 32
powiat ostrowski 34
powiat chodzieski 4
powiat międzychodzki 9
powiat gostyński 4
powiat kaliski 6
powiat pilski 30
powiat śremski 10
powiat kępiński 8
powiat turecki 12
powiat wrzesiński 38
powiat gnieźnieński 30
powiat pleszewski 8
powiat krotoszyński 12
powiat wolsztyński 7
powiat poznański 131
powiat koniński 33
Do tragedii doszło w środowy poranek, a ciało księdza znalazła jedna z parafianek. Wcześniej ten ksiądz się wyspowiadał u proboszcza.
Jak informuje „Głos Wielkopolski”, zmarły nie był księdzem w parafii św. Michała Archanioła przy ulicy Stolarskiej, ale służył w niej kiedyś jako wikary, więc proboszcz go znał. Dlatego nie zdziwił się, gdy ksiądz do niego zadzwonił z prośbą o przyjęcie jego spowiedzi.
Proboszcz wyspowiadał księdza – a niedługo później do biura parafialnego przybiegła jedna z parafianek krzycząc, że ksiądz się powiesił.
Na miejsce wezwano policję, która nie stwierdziła udziału osób trzecich w zdarzeniu. Proboszcz określił je jako ogromną tragedię, która zszokowała wszystkich w parafii. Jej powody nie są znane.
Stowarzyszenie, w związku z pojawiającymi się planami hodowców zwierząt futerkowych stworzenia w Polsce takiego centrum złożyło pismo do ministra rolnictwa, by nie wyrażał zgody na taką inwestycję.
„Jeszcze niedawno wszyscy pokładaliśmy głębokie nadzieje w procedowanej nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt zwanej “piątką dla zwierząt”, która miała nareszcie zakończyć hodowlę zwierząt na futro w Polsce” – czytamy w liście stowarzyszenia do ministra. – „Tymczasem stajemy w momencie, kiedy nie tylko kolejny raz nie udało się tego zakazu wprowadzić, ale ponadto hodowcy zwierząt futerkowych planują jeszcze bardziej intensywny rozwój tej branży w naszym kraju”.
Jak przypomina Stowarzyszenie Otwarte Ramiona, Polska zajmuje drugie miejsce w Europie i trzecie na świecie pod względem produkowanych naturalnych futer.
„Podczas gdy coraz więcej krajów europejskich wycofuje się z tej hodowli, uznając ją za nieetyczną i niemoralną, politycy w Polsce cały czas uginają się pod lobby futrzarskim, zezwalając na dalsze cierpienie milionów zwierząt, zanieczyszczanie środowiska i odbieranie komfortu życia mieszkańcom okolic ferm” – piszą dalej członkowie stowarzyszenia. – „Nie do pomyślenia jest, aby w XXI wieku w centrum Europy dalej mógł rozwijać się tak okrutny biznes, na którym bogaci się tylko i wyłącznie wąska grupa bogatych hodowców”.
Stowarzyszenie zwraca uwagę, że nie można w tym przypadku mówić o branży ważnej dla rozwoju gospodarki – przemysł futrzarski odpowiada bowiem za zaledwie 0,0008 PKB oraz za 0,0016 polskiego eksportu. Przy takiej skali korzyści ze światowego centrum futrzarstwa tak naprawdę odniesie tylko kilkuset producentów w Polsce, a już na pewno nie da ono licznych miejsc pracy i nowych inwestycji.
Jak zwraca uwagę Antoni Henryk Raciborski, prezes stowarzyszenia, zapewne nie bez znaczenia przy naciskach na otwarcie takiego centrum jest fakt, że w Danii trwa właśnie wygaszanie domu aukcyjnego Kopenhagen Fur, bowiem to państwo zdecydowało się na radykalny krok zabicia 17 mln norek z tamtejszych hodowli.
„Apelujemy więc, aby nie inwestować w rozwój upadającej gałęzi gospodarki, dodatkowo opartej na zadawaniu cierpienia kilku milionom zwierząt każdego roku” – podsumowuje stowarzyszenie. – „Czas, aby i Polska nareszcie poszła śladem Europy i zakończyła ten okrutny biznes, na którym zyskują tylko sami hodowcy”.
Poznański Hotel Ikar to pierwsze w Polsce izolatorium, do którego trafiły osoby zakażone koronawirusem. Od początku pomagają w nim żołnierze 12 Wielkopolskiej Brygady Obrony Terytorialnej.
Izolatorium – przypomnijmy – to miejsce dla osób, które są zakażone koronawirusem, ale przechodzą chorobę łagodnie lub pracują z osobami chorymi i nie chcą pozostać w domach ze względu na obawę o zarażenie swoich bliskich. Wtedy mogą przenieść się właśnie do Ikara. Do dyspozycji pacjentów jest tu ponad 160 pokoi.
Do utworzenia placówki w hotelu Ikar doszło dzięki współpracy Polskiego Holdingu Hotelowego z ministerstwem zdrowia, NFZ, ministerstwem aktywów państwowych i wojewodą wielkopolskim. Wprawdzie trafiają tu osoby przechodzące chorobę łagodnie albo tylko z podejrzeniem zakażenia, jednak i tak całą dobę nad zdrowiem pacjentów czuwają pracownicy szpitala im. J. Strusia w Poznaniu.
Od początku w izolatorium pomagają żołnierze 124 batalionu lekkiej piechoty ze Śremu, który wchodzi w skład 12 Wielkopolskiej Brygady Obrony Terytorialnej. Do obowiązków terytorialsów należy m.in. roznoszenie posiłków do pokoi pacjentów, dostarczanie paczek, które przynoszą im rodziny, a także pomoc personelowi medycznemu, ewidencja pacjentów i bezpieczeństwo w budynku.
– Staramy się zadbać o tych ludzi najlepiej, jak potrafimy – tłumaczy kpr. Łukasz Kałużny, koordynator, a na co dzień żołnierz 124blp. – Jest to dla nich trudny moment, bo przebywają z dala od swoich rodzin. Przy okazji roznoszenia posiłków służymy dobrym słowem, bo jak się okazuje, najtrudniejsza dla tych osób jest izolacja i brak rozmowy. Codziennie również mamy kontakt z pełniącym tu dyżury personelem medycznym ze szpitala przy Szwajcarskiej. Z posługą kapłańską przychodzi również nasz kapelan, ppor.ks. Mateusz Kubiak.
To trudna praca, bo nawet wydawanie posiłków jest nie lada wyzwaniem.
– Niektórzy pacjenci to diabetycy i muszą na czas otrzymać odpowiednio zbilansowane śniadania, obiady i kolacje – mówi st. szer. Michał Misiorny, który również pełni służbę w Ikarze i służy w wielkopolskiej brygadzie. – Zdarza się, że pacjenci mówią nam, że mają ochotę na kawę lub jakieś owoce, a niestety, ich rodziny mieszkają na drugim końcu Wielkopolski i nie są w stanie dostarczyć im tych rzeczy. Nie mamy obiekcji, żeby spełnić takie życzenie, bo uśmiech na ich twarzach jest dla nas bezcenny.
Pracę w izolatorium dodatkowo utrudnia fakt, że są tu tak jak w szpitalu dwie strefy: „czysta” i „brudna”. A to oznacza, że za każdym razem, gdy trzeba pacjentom zanieść posiłki czy paczki, terytorialsi muszą się ubrać w specjalne kombinezony i odpowiednie środki ochrony osobistej, dokładnie tak, jak personel medyczny w szpitalach – a po wykonaniu zadania poddać pełnemu zabiegowi dekontaminacji. To trwa, a zdarza się, że trzeba całą tę operację wykonać kilka razy dziennie… Ale żołnierze deklarują, że będą wspierać izolatorium aż do odwołania.
Mają na to czas do 12 lutego, a wsparcie powinno być przeznaczone na inwestycje w miejscowościach, w których funkcjonowały zlikwidowane państwowe przedsiębiorstwa gospodarki rolnej.
Jak informuje Wielkopolski Urząd Wojewódzki, „wartość kosztorysowa inwestycji, finansowanej lub dofinansowanej z tych środków nie może być niższa niż 50 tys. zł i wyższa niż 5 mln zł i jednocześnie maksymalna łączna wartość kosztorysowa wszystkich inwestycji na terenie gminy nie może być wyższa niż 5 mln zł”.
Każda gmina może złożyć maksymalnie 3 wnioski na nie więcej niż 3 inwestycje do właściwego wojewody poprzez elektroniczną skrzynkę podawczą. Ma na to czas do 12 lutego. Wniosek o przyznanie wsparcia opiniuje kierownik właściwego oddziału terenowego Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa.
Pula na wsparcie z RFIL w ramach naboru wynosi 250 mln zł.
Szczegółowe informacje dotyczące wsparcia gmin popegeerowskich można znaleźć na stronie BIP MSWiA.
Wraz z dniami Babci i Dziadka, 21 i 22 stycznia, warto się zastanowić, czy babcie i dziadkowie występują w świecie zwierząt? Prof. Piotr Tryjanowski z Uniwersytetu Przyrodniczego uchylił rąbka tajemnicy.
– Odpowiedź wcale nie jest prosta, bo nawet trudno zdefiniować w warunkach naturalnych kto jest babcią, a kto dziadkiem – wyjaśnia naukowiec. – Jeśli jednak uwzględnimy relacje społeczne, czyli, że to odpowiednio matki i ojcowie rodziców danego potomstwa pozostający z nim w kontakcie na innym poziomie niż tylko genetyczny, to jednak człowiek, właśnie nasz gatunek Homo sapiens, jest doprawdy wyjątkowy. Do tego stopnia, że wręcz możemy mówić o hipotezie babci. Pomoc oferowana przez babcie i dziadków w opiece nad potomstwem własnych dzieci prawdopodobnie wpłynęła na długowieczność naszego gatunku, powstanie silnych relacji społecznych i zwiększony sukces poznawczy.
Ale tak się sprawa ma u ludzi. Natomiast wśród innych gatunków to bywa znacznie bardziej skomplikowane. I brutalne.
– I stąd, gdy rodzą się młode osobniki, po prostu nie znają one swoich babć i dziadków z najbardziej prozaicznej przyczyny – już nie żyją. A nawet jeśli żyją, to stare osobniki są wykluczane ze społeczności, tak by uniknąć konkurencji o ograniczone zasoby – opowiada profesor. – Chociaż i ten wzorzec nie jest prosty, bo na przykład w populacjach dzierzb i bocianów, gatunków ptaków, które intensywnie badamy, zdarzają się bardzo stare i doświadczone osobniki. Jednak wszystko wskazuje na to, że nie mają one kontaktu ani z własnymi dziećmi z wcześniejszych lęgów, ani tym bardziej z wnuczętami i prawnuczętami.
Jednak, jak podkreśla prof. Tryjanowski, akurat w badaniach relacji dziadkowie – rodzice – wnuki – ptaki nie są najlepszym modelem.
– W zasadzie dobrze poznany jest tylko jeden przykład, mały gatunek spokrewniony z naszym trzciniakiem o wdzięcznej nazwie namorzynek seszelski, gdzie stare samice pomagają czasem w wychowaniu, głównie poprzez dodatkowe karmienie, piskląt swoich córek – wyjaśnia.
A jak to wygląda u innych zwierząt? Świetne relacje dziadkowie – wnuczęta dostrzec można u kaszalotów, potężnych waleni. W grupach tych ssaków morskich, starsze samice (babcie) pomagają w opiece nad młodszymi osobnikami, w czasie, gdy ich matki zajęte są poszukiwaniem pokarmu. Podobnie jest u orek, gdzie babcie często doglądają potomstwa własnego potomstwa i potrafią dożyć naprawdę sędziwego wieku.
– Zresztą najstarsza orka została nazwana „Babunią” (w oryginale „Granny”) i zdechła w 2016 roku w wieku ponad 100 lat! – zauważa poznański naukowiec. – Najprawdopodobniej najstarsze i doświadczone osobniki pamiętają szczególnie atrakcyjne tereny łowieckie, a ta znajomość szczególnie dobrze sprawdza się w czasach kryzysu.
Co ciekawe, „babcine” zachowania nie są regułą u innych ssaków naczelnych, a gdy się zdarzają, niezmiernie dziwią prymatologów (badacze małp). Na przykład u jednego z gatunków małp azjatyckich – hulmana – zaobserwowano, że babcie przebywające razem ze swoimi córkami i wnukami spełniają funkcje obronne przed atakami ludzi, psów i innych małp.
Skoro warunkiem poznania babci czy dziadka jest ich odpowiednio długie życie – trzeba takich relacji szukać wśród długowiecznych zwierząt. I tu przykładem są słonie, które mogą przecież dożyć nawet 80 lat. Dzięki babciom młode osobniki mają nawet ośmiokrotnie większe szanse na przeżycie: babcie pomogą, gdy młode utkną w błocie, wejdą w nie taki grunt czy po prostu na niebezpieczną, pełną drapieżników ścieżkę.
– Pytania o role babci i dziadków pojawiają się coraz częściej w szybko galopującym świecie – podsumowuje profesor Trojanowski. – W dobie pandemii szczególnie mocno zastanawiamy się nad zdrowiem seniorów, czasami młodsze osoby nawet podśmiechują się z ograniczonych zdolności wykorzystywania sprzętu technicznego, komputerów czy smartfonów, przez osoby starsze. Dla mnie jednak babcie i dziadkowie to ostoja pewnej stabilności i refleksji. Często to były pierwsze osoby, które pokazały piękno przyrody, zwróciły uwagę na to, że ptaki można obserwować praktycznie wszędzie. Tak było w moim przypadku, podejrzewam, że nie jestem jedyny i jestem im za to szczególnie wdzięczny.
Uniwersyteckie Centrum Medycyny Weterynaryjnej Uniwersytetu Przyrodniczego nadal będzie leczyć chore ptaki i ssaki w Poznaniu. Umowa z władzami miasta na prowadzenie azylu została przedłużona.
Ptasi Azyl w Uniwersyteckim Centrum Medycyny Weterynaryjnej funkcjonuje od 2017 roku – został tu przeniesiony z Nowego ZOO jako ośrodek leczenia i rehabilitacji rannych lub chorych ptaków oraz drobnych, wolno żyjących ssaków takich jak wiewiórki, jeże czy zające. Tylko w 2020 roku w Ptasim Azylu udzielono pomocy aż 2050 ptakom oraz 140 ssakom! Ptasi pacjenci reprezentowali 84 różne gatunki, ssaki – 4 gatunki.
– Azyl to miejsce, które jest w naszym mieście niezwykle potrzebne. Wiele ptaków i zwierząt trafia do nas, gdzie dzięki fachowej, doświadczonej kadrze uzyskują natychmiastową pomoc – mówi Maciej Gogulski, Dyrektor Uniwersyteckiego Centrum Medycyny Weterynaryjnej UPP. – Z drugiej strony nasi studenci kierunku weterynaria mają okazję do tego, aby uczyć się, jak leczyć ptaki i inne zwierzęta.
Dzięki przedłużeniu umowy dzikie zwierzęta mieszkające w mieście nadal będą mogły liczyć na fachową pomoc specjalistów weterynarzy z centrum.
UCMW UPP mieści się przy ul. Szydłowskiej 43 w Poznaniu i jest czynne w dni powszednie w godzinach 8.00 – 21.00, a niedziele i święta w godzinach 10.00 – 18.00. Jeśli ktoś potrzebuje informacji, a nie natychmiastowej pomocy – może także zadzwonić pod nr 61 84 666 84. Warto pamiętać o tym, że to nie jedyna pomoc dla dzikich zwierząt w Poznaniu – specjalistycznym sprzętem i wiedzą dysponują także strażnicy miejscy z ekopatroli. Do nich także warto dzwonić, gdy trzeba ratować ptaka, wiewiórkę czy jeża.
7 marca tego roku odbędą się wybory nowego wójta gminy Dopiewo. Do tego czasu gminą będzie zarządzał, wyznaczony przez premiera, były poznański radny Zbyszko Górny.
Dotychczasowy wójt, Adrian Napierała, zmarł nagle w grudniu ubiegłego roku. Do czasu przedterminowych wyborów, które wyłonią nowego włodarza gminy jej zarządcę wybiera premier. A on 19 stycznia wyznaczył na to stanowisko Zbyszka Górnego, byłego poznańskiego radnego Prawa i Sprawiedliwości (kadencja 2014-2018).
Przedterminowe wybory wyznaczono na 7 marca i jak na razie zgłosiło się dwóch kandydatów. Jednym z nich jest dotychczasowy zastępca wójta Adriana Napierały, Paweł Przepióra, doktor nauk ekonomicznych, który przed pracą w urzędzie gminy był pracownikiem naukowym Politechniki Poznańskiej i prowadził własną firmę. Nie jest związany z żadną partią.
Drugim Paweł Bączyk – przedsiębiorca z branży budowlanej, specjalizujący się w dystrybucji i montażu systemów fotowoltaicznych. W 2018 r. był kandydatem do Rady Miasta Poznania z ramienia Kukiz’15, jednak nie udało mu się wejść do rady.
Paweł Bączyk jeszcze nie ogłosił swojego programu. Natomiast Paweł Przepióra tak i nawet zdążył go rozesłać w formie listu do mieszkańców gminy prosząc o ich głos i deklarując kontynuację polityki Adriana Napierały, choć z pewnymi zmianami.
„Nikt z nas nie przewidywał, że to będzie przerwana kadencja” – napisał w liście. – „Nikt z nas nie przypuszczał, że odejdzie od nas dotychczasowy Wójt Gminy i zarazem mój szef – Adrian Napierała. Odszedł przedwcześnie będąc młodym i pełnym pomysłów menadżerem. W niedzielę 7 marca 2021 roku odbędą się wybory nowego gospodarza naszej społeczności. W poczuciu pełnej odpowiedzialności za stan gminy, będąc dotychczasowym zastępcą Wójta, startuję w wyborach jako kandydat na Wójta Gminy Dopiewo”.
W liście Paweł Przepióra podkreśla, że Adrian Napierała pozostawił gminę w bardzo dobrej kondycji. Gmina Dopiewo jest na 5. miejscu w Rankingu Samorządów Najdynamiczniej Rozwijających Przedsiębiorczość (edycja 2019). Pod względem dochodów podatkowych na mieszkańca zajmujemy 103. lokatę wśród 2477 gmin w Polsce. Dlatego chciałby kontynuować jego politykę: dbać o zrównoważony rozwój gminy, dynamikę inwestycji i poszerzanie programów na rzecz seniorów, dzieci i młodzieży. Ważna będzie dla niego aktywizacja mieszkańców i ich opinie w sprawach gminy.
Komitet Wyborczy Wyborców Pawła Przepióry został już zarejestrowany i teraz jego członkowie mają czas do 12 lutego na zebranie podpisów niezbędnych do formalnego zgłoszenia kandydata na wójta.
Gmina Dopiewo leży tuż za granicami Poznania, w powiecie poznańskim, i liczy 28 tysięcy mieszkańców.
Na pierwszym miejscu wcale nie jest covid-19, a dalsze pozycje też mogą zaskoczyć. Zestawienie najczęściej spotykanych chorób zakaźnych w ubiegłym roku przygotował Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Poznaniu.
Dane dotyczą Poznania i powiatu poznańskiego od 1 stycznia do 31 grudnia 2020 roku.
Najwięcej, bo 173.115 osób w Poznaniu, zachorowało na grypę i zachorowania grypopodobne. Rok temu było to 138.638 osób. U 549 pacjentów rozpoznano w badaniach laboratoryjnych najczęściej wirus grypy typu A. W ubiegłym roku było ich 265.
43.826 osób zachorowało na covid-19, w tym w Poznaniu – 25.119, a w powiecie poznańskim – 18.707.
17 osób zachorowało na wirusowe zapalenie wątroby typu A (rok temu były to 3 osoby), 5105 na ospę wietrzną ( rok temu 1564), 680 osób zachorowało na szkarlatynę (rok temu 353), 16 – na różyczkę (rok temu 2), 25 na odrę, 63 na krztusiec (rok temu 23), 239 na boreliozę (rok temu 117), 13 na meningokoki (rok temu 7).
Sanepid odnotował też sporo przypadków gruźlicy – 61 przypadków, to o 3 mniej niż rok temu. W mieście zarejestrowano też 102 przypadki HIV (rok temu było ich 53), na AIDS zachorowało 9 osób (rok temu była to jedna osoba). Odnotowano też 155 przypadków kiły (109 rok temu) i 31 rzeżączki (rok temu było ich 36).
Wśród innych chorób, na które zapadali poznaniacy i mieszkańcy powiatu poznańskiego była malaria, lamblioza i listerioza.
Jeśli chodzi o zgony, to na razie znane są tylko dane wstępne: z powodu covid-19 zmarły 752 (miasto 496, powiat 256) osoby. Z powodu grypy – 3, posocznicy – 2, gruźlicy – 8, Parkinsona -1, zapalenia płuc – 2, choroby Creutzfeldta-Jacoba – 2.
Liczba osób hospitalizowanych z powodu zatrucia środkiem zastępczym lub substancją psychoaktywną w tym roku wyniosła 91 osób. W ubiegłym roku były to 62 osoby.
Co więcej, nagranie z tego zagniatania, które odbywało się w pizzerii w Murowanej Goślinie, gdzie pracuje, umieścił w jednym z portali erotycznych. A tam zauważyła je TVP i sprawa nabrała rozgłosu.
Jak informuje TVP, klienci rozpoznali pizzerię i kucharza, byli też oburzeni całym wydarzeniem. Ale chodziło nie tyle o nagość kucharza, co o fakt, że jego genitalia dotykały ciasta podczas jego zagniatania. Wśród oburzonych osób pojawiły się deklaracje, że zgłoszą sprawę do sanepidu i na policję, jednak jak dotąd żadnego zgłoszenie nie wpłynęło.
Lokal jak dotąd sprawy nie skomentował, nie wiadomo również, co stało się z tak nietypowo zagniatanym ciastem i czy trafiło ono do klientów. A skoro żadne zgłoszenie na policję i do sanepidu nie wpłynęło – nie można wykluczyć prowokacji, która miała zdyskredytować lokal w oczach klientów.
Tak zatytułowali swoją dzisiejszą demonstrację działacze Federacji Anarchistycznej. Protestowali dziś na Półwiejskiej przeciwko nowelizacji Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia.
To kolejna grupa, która uważa, że wprowadzenie likwidacji zasady odmowy przyjęcia mandatu przerzuca na ukaranych odpowiedzialność za zbieranie dowodów w ich sprawie i wymusza aktywność procesową.
– Dotychczas, jeśli policja twierdziła, że popełniłeś wykroczenie i zaproponowała przyjęcie mandatu, można było odmówić i sprawa trafiała do sądu – tłumaczyli dziś zainteresowanym członkowie Federacji Anarchistycznej. – A według projektu nie będzie już można odmówić przyjęcia mandatu. Jeśli policja będzie twierdzić, że popełniłeś wykroczenie, musisz przyjąć mandat i zapłacić grzywnę. Do tej pory, gdy się nie zgadzałeś z mandatem i odmawiałeś jego przyjęcia, to policja musiała zebrać dowody w sprawie i wysłać do sądu wniosek o ukaranie. Jeśli ustawa wejdzie w życie, to my musimy odwołać się do sądu.
A to oznacza nie tylko konieczność zebrania dowodów na swoją obronę, co dla nie-specjalistów bywa trudnym zadaniem, ale jeszcze dodatkowo poniesienie kosztów sądowych, no i liczenie się z tym, że sąd jeszcze podwyższy karę. I niekoniecznie dlatego, że dana osoba jest winna – wystarczy, że nie będzie w stanie wystarczająco przekonująco udowodnić swojej niewinności…
W całej sprawie, jak uważają anarchiści, chodzi więc o to, by utrudnić walkę z niesłusznie nałożonymi mandatami. Autorzy projektu twierdzą, że chodziło im o usprawnienie pracy policji oraz sądów w sprawach o wykroczenia – bo obecnie to policja musi zebrać dowody, by przed sądem wykazać, że osoba, która ukarali mandatem, rzeczywiście popełniła czyn, za który mandat jej się należy.
Ich zdaniem ustawa jest reakcją na masowe protesty społeczne różnych środowisk, które odbywają się od 2016 roku, począwszy od Strajku Przedsiębiorców na Strajku Kobiet skończywszy. Policja karała mandatami uczestników protestów, którzy ich nie przyjmowali, więc sprawa trafiała do sądu. A sądy w zdecydowanej większości uchylały mandaty, bo w demokratycznym społeczeństwie każdy ma prawo do demonstrowania swojego niezadowolenia z rządu. Obostrzenia zakazujące zgromadzeń nie mają tu znaczenia, bowiem zostały wprowadzone niezgodnie z prawem – ograniczać prawa obywatelskie można wyłącznie po wprowadzeniu stanu wyjątkowego i na mocy ustawy, tak mówi Konstytucja. W Polsce zaś stan wyjątkowy nie został wprowadzony, a obostrzenia wprowadza rozporządzenie rządu.
Dlatego właśnie demonstracji domagają się wycofania ustawy nazywanej przez nich „wina+” jako niezgodnej z Konstytucją i wprowadzającej zasady państwa policyjnego.
Od chwili wprowadzania nowej organizacji ruchu na Wildzie i Łazarzu na Zarząd Dróg Miejskich, odpowiedzialny za projekt, spadła fala hejtu. Pracownicy ZDM postanowili… odpowiedzieć na zarzuty.
Ich odpowiedź nosi znamienny tytuł „Strefa absurdów czy przemyślanych zmian?”, bo właśnie brak logiki i zdrowego rozsądku zarzucano ZDM najczęściej – pomijając oczywiście dość absurdalne zarzuty o nieznajomości Prawa o ruchu drogowym i robieniu na złość posiadaczom samochodów.
„Słupki na chodnikach, parkomaty na miejscach postojowych, parkowanie równoległe zamiast postoju skośnego to tylko część kontrowersyjnych zmian związanych z wdrożeniem Strefy Płatnego Parkowania na Wildzie i Łazarzu” – informuje ZDM. – „Część z nich może wydawać się niektórym absurdalna i nieprzemyślana – jest jednak dokładnie na odwrót”.
Specjaliści z ZDM zwracają uwagę, że wprowadzane zmiany mają charakter porządkujący – ale też przywracający organizację ruchu i organizację parkowania zgodnie z prawem.
” Niestety, rzeczywistość, do której przyzwyczaili się mieszkańcy i kierowcy na Wildzie i Łazarzu nie zawsze była zgodna z prawem” – zauważają. – „Wprowadzanie nowej organizacji ruchu pozwala usunąć nieprawidłowości”.
Kierowcy wykorzystujący każdy skrawek wolnej przestrzeni na postawienie swojego auta zapominali, że na przykład zgodnie z prawem nie wolno go stawiać w odległości 10 metrów od skrzyżowania i przejścia dla pieszych. To nie tylko utrudnia widoczność kierowcom, ale sprawia, że miejskie autobusy nie są w stanie zmieścić się na zakrętach co węższych wildeckich czy łazarskich ulic. Dzięki zmianom nie tylko zostanie przywrócone prawo, ale też zwiększy się bezpieczeństwo tak kierowców, jak pieszych i rowerzystów.
Jako przykład ZDM podaje słupki zamontowane na przejściach dla pieszych na skrzyżowaniu ul. Dąbrówki i Langiewicza, które zostały ustawione na pierwszy rzut oka kompletnie bezsensownie na środku „zebr”.
„Coś, co może zostać odebrane jako nieprzemyślanie ustawiona przeszkoda, w rzeczywistości ma zabezpieczyć pieszych przed autami wjeżdżającymi na chodnik” – wyjaśnia ZDM. – „Podobną rolę pełnią niekiedy parkomaty. Widząc takie urządzenie ustawione w pobliżu skrzyżowania, w miejscu wykorzystywanym dotąd do parkowania, można być pewnym, że nie zabiera ono miejsca postojowego, ale ma uniemożliwić parkowanie zbyt blisko zbiegu ulic”.
Ponieważ nie brakuje w Poznaniu kierowców, którzy nie zwracają uwagi na oznakowanie i parkują jak chcą, a nie jak nakazują przepisy, parkomaty w niektórych miejscach zabezpieczają chodnik przed parkowaniem w sposób inny, niż wynika to z oznakowania.
„Przykładem jest tu parkomat ustawiony przy ul. Wojskowej 23, po zachodniej stronie jezdni” – wyjaśnia ZDM. – „Projekt organizacji ruchu docelowo przewiduje w tym miejscu parkowanie równoległe na jezdni zamiast dotychczasowego na chodniku. Parkomat, zainstalowany po środku dotychczasowego miejsca postojowego z pozoru „zabiera je”, a w praktyce, po wykonaniu oznakowania poziomego, zabezpieczać będzie chodnik przed parkowaniem na nim pojazdów”.
Kolejna sprawa, która oburza wielu kierowców, to zmiana sposobu parkowania z ukośnego na równoległy. Z tego powodu miejsc postojowych jest mniej, ale też mniej wprawnym kierowcom trudniej na nich zaparkować. Ale nie ma innego rozwiązania tam, gdzie chodniki są wąskie i trzeba zapewnić pieszym przejście o szerokości wymaganej prawem – co też dotąd bardzo często było lekceważone. Przykłady takich ulic to choćby ul. Powstańcza na Wildzie, a także Biała i Małeckiego na Łazarzu.
„Projekty organizacji ruchu przygotowane w związku z wdrożeniem SPP to obszerne opracowania, nad którymi prace trwały wiele miesięcy” podsumowuje ZDM. – „Były weryfikowane i sprawdzane podczas wewnętrznych uzgodnień, na spotkaniach z mieszkańcami i w trakcie procedury zatwierdzania ich przez Miejskiego Inżyniera Ruchu”.
Oczywiście, mieszkańcy, którzy nie zjawiali się na spotkaniach i bagatelizowali dyskusje na ten temat – a tylko na Wildzie trwają one już prawie od 20 lat! – są zaskoczeni wprowadzanymi zmianami. Ale o to powinni mieć pretensje wyłącznie do siebie…
Zresztą, jak zapewnia ZDM, w zdecydowanej większości przyjęte rozwiązania nie wymagają poprawy, bo są zgodne z przepisami i z założeniami SPP. A te rozwiązania, które budzą wątpliwości i wydają się absurdalne szybko zyskują sens, kiedy dokładniej się im przyjrzeć.
Twórcy, artyści, technicy wspomagający kulturę, architekci i osoby, które świadczą usługi na rzecz muzeów. Wszystkim przysługuje prawo do jednorazowego dodatkowego świadczenia postojowego zgodnie z tarczą 6.0.
– Warunkiem otrzymania świadczenia, jest uzyskanie przychodu z umowy cywilnoprawnej zawartej do 15 grudnia 2020 r., m.in. z działalności twórczej w zakresie sztuk plastycznych, literatury, muzyki, działalności artystycznej w dziedzinie sztuki aktorskiej, wokalistyki oraz usług w zakresie architektury – wyjaśnia Marlena Nowicka, regionalna rzeczniczka prasowa ZUS w Wielkopolsce. – Osoba, która wystąpi z wnioskiem o świadczenie, nie może posiadać innego tytułu do ubezpieczeń społecznych, np. nie może w tej sytuacji pracować na etacie, czy prowadzić działalności gospodarczej, itp. Oprócz tego, przychód z umowy cywilnoprawnej w miesiącu przed tym, w którym składany jest wniosek o jednorazowe dodatkowe świadczenie postojowe, nie może przekroczyć 300 proc. przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia z poprzedniego kwartału, tj. w grudniu 2020 r., styczniu, czy lutym 2021 r. kwoty 15 506,79 zł.
Jednorazowe dodatkowe świadczenie postojowe to 2080 zł. Jeśli jednak suma przychodów z umów cywilnoprawnych w miesiącu poprzedzającym miesiąc, w którym składany jest wniosek, wynosi do 1299,99 zł, to ZUS wypłaci świadczenie w wysokości sumy wynagrodzeń z tych umów.
Wniosek o jednorazowe dodatkowe świadczenie postojowe można składać wyłącznie elektronicznie przez Platformę Usług Elektronicznych (PUE) ZUS. Wniosek powinien trafić do ZUS najpóźniej w ciągu 3 miesięcy od miesiąca, w którym zostanie zniesiony stan epidemii.
Około 130 tysięcy listów z decyzją o wysokości podatku od nieruchomości dostaną właściciele posesji w Poznaniu. 30 tysięcy zostanie wysłanych do właścicieli mieszkających poza miastem.
Miasto już 16. raz organizuje akcję doręczania właścicielom nieruchomości informacji o wysokości podatku, jaki muszą zapłacić.
– Niezaprzeczalnym atutem akcji jest możliwość odebrania decyzji podatkowej bez wychodzenia z domu – mówi Zbigniew Talarczyk, zastępca dyrektora Wydziału Zamówień i Obsługi Urzędu UMP. – Korespondencja będzie doręczana od poniedziałku do soboty w godzinach 9:00 – 20:00. Każdy urzędnik podejmie co najmniej trzy próby osobistego dostarczenia listu. Gdy się to nie uda, decyzja zostanie wysłana za pośrednictwem operatora pocztowego.
Urząd zadbał też o bezpieczeństwo sanitarne dostarczycieli. Wszyscy pracownicy urzędu przekazujący listy zostaną wyposażeni w środki ochrony osobistej: przyłbice, maseczki, preparaty do dezynfekcji rąk oraz rękawiczki. A ponieważ decyzje podatkowe są wydawane za potwierdzeniem odbioru, które trzeba podpisać, więc właściciele nieruchomości będą proszeni o używanie swoich długopisów. Każdy z nich na żądanie okazuje oczywiście identyfikator pracownika Urzędu Miasta Poznania.
Mimo utrudnień związanych z pandemią ta metoda jest bardzo skuteczna i co roku przekracza 90 proc.
– Ponadto dostarczanie mieszkańcom listów z wymiarem podatku od nieruchomości przez pracowników urzędu przekłada się na wymierne oszczędności dla miasta – podkreśla Zbigniew Talarczyk – które sięgają nawet 60 proc. kosztów tradycyjnej wysyłki.
W tym roku dodatkowo zostanie osiągnięty jeszcze jeden efekt – poinformowanie o możliwości wymiany pieców. Do każdej decyzji podatkowej będzie dołączona ulotka informacyjna o miejskim programie wymiany źródeł ogrzewania Kawka Bis.
W tym roku w akcji weźmie udział w ok. 90 pracowników urzędu, którzy od 21 stycznia do 22 lutego będą roznosić informacje o wysokości podatku od nieruchomości poznaniakom.
Silne mrozy już minęły, jednak nadal jest na tyle zimno, że może to grozić śmiercią z wyziębienia. Strażnicy miejscy tylko w tym tygodniu uratowali dwie osoby zagrożone taką śmiercią.
19 stycznia strażnicy z Łazarza otrzymali informację o nietrzeźwym, wyziębionym mężczyźnie leżącym na ulicy Strusia.
– Strażnicy na miejsce wezwali karetkę pogotowia w celu oceny stanu zdrowia oraz policję, by ustalić tożsamości – wyjaśnia Przemysław Piwecki, rzecznik prasowy straży miejskiej. – Podczas prowadzonych czynności okazało się, że mężczyzna jest poszukiwany. Został przekazany patrolowi policji.
Natomiast funkcjonariusze z Jeżyc zostali wezwani do Parku Tenisowego Olimpia, do mężczyzny wyglądającego na bezdomnego. Był bardzo lekko ubrany i wyziębiony, poruszał się z trudem, przy pomocy balkonika. Strażnicy okryli go więc kocem termicznym i poprosili pracowników parku, by mogli wejść do hali tenisowej, gdzie było znacznie cieplej.
– W trakcie rozmowy okazało się, że mężczyzna rano opuścił izbę wytrzeźwień i się zgubił – opowiada Przemysław Piwecki. – Poprosił strażników, aby pomogli mu dostać się do domu. Po rozpytaniu, czy ktoś z rodziny mógłby po niego przyjechać, mężczyzna podał numer telefonu do syna. Po 30 minutach na miejscu pojawił się syn, który zaopiekował się ojcem.
Strażnicy przypominają, że chociaż silne mrozy minęły, to zima się nie skończyła, a zamarznąć można także wtedy, gdy na dworze jest zaledwie -2 czy -3 stopnie. Dlatego apelują o reagowanie na widok osób wyziębionych czy zagubionych, a także o zgłaszanie koczowisk bezdomnych, by można im było pomóc, zanim będzie za późno.
Główny Inspektorat Nadzoru Budowlanego nadal nie podjął decyzji co do dalszych losów zamku w Stobnicy. Co ciekawe, nie wiadomo też, kiedy ta decyzja w ogóle zapadnie.
Po odwołaniu wojewody wielkopolskiego Łukasza Mikołajczyka z powodu jego decyzji w sprawie zamku w Stobnicy można było się spodziewać, że sprawa zostanie szybko rozwiązana. Bo skoro ministerstwo odwołuje wojewodę z powodu niewłaściwej decyzji w tej konkretnej sprawie, to znaczy, że ją dobrze poznało i wyrobiło sobie opinię inną niż wojewoda. I na tej podstawie go odwołało.
Ale jak się okazuje, sytuacja jednak nie przedstawia się tak prosto. Jak poinformowało dziś Radio Poznań, w najbliższym czasie decyzji w sprawie zamku w Stobnicy nie będzie. Główny Inspektora Nadzoru Budowlanego powinien ją opublikować do 21 stycznia, ale już wiadomo, że ten termin nie zostanie dotrzymany. GINB uznał, że potrzebne są dodatkowe ekspertyzy w tej sprawie.
Z dokładności i skrupulatności GINB należy się oczywiście tylko cieszyć. Ale to świadczy o tym, że sprawa wcale nie jest tak oczywista, jak to przedstawiał minister Kamiński, informując o odwołaniu wojewody Łukasza Mikołajczyka. Tym bardziej interesująca staje się odpowiedź na pytanie, dlaczego wojewoda został odwołany ze stanowiska.
Marek Kuczera, naukowiec z Uniwersytetu Karola w Pradze, ostrzega, że „bestia ze wschodu” może powrócić, a temperatury w Polsce spaść do nawet -30 stopni.
Jak informuje Wirtualna Polska, naukowiec szanse na powrót „bestii” ocenia na 50 proc. i uważa, że może do tego dojść na przełomie stycznia oraz lutego.
Dlaczego tylko na 50 proc.? Bo co prawda nie ma wątpliwości, że syberyjski mróz uderzy w tym terminie w Europę – ale nie wiadomo, czy dotrze aż do Polski. Na pewno na ekstremalne mrozy powinni się przygotować Skandynawowie, Białorusini i Rosjanie. A czy Polacy? To będzie wiadomo za kilka dni.
Warto jednak ostrzeżenia naukowca z Pragi potraktować poważnie, bo jego zapowiedź nadejścia pierwszej fali mrozów i jej termin sprawdziły się co do joty.
Zbliża się 1 lutego, a więc uruchomienie Strefy Płatnego Parkowania – i przed Biurem Obsługi Klienta SPP tworzą się kolejki chętnych do zakupu identyfikatora.
Zarząd Dróg Miejskich jeszcze w ubiegłym roku zachęcał do szybszego zakupu identyfikatorów, zwłaszcza osoby mieszkające na Wildzie czy Łazarzu, które będą to robić pierwszy raz. „Odkładanie tego na ostatnią chwilę niesie ryzyko oczekiwania w długich kolejkach, które mogą pojawić się pod koniec stycznia, w przeddzień uruchomienia SPP” – ostrzegał na swojej stronie ZDM.
I ostrzeżenie się sprawdziło w stu procentach – od poniedziałku w Biurze Obsługi Klienta SPP przy Pułaskiego 9 jest znacznie większy ruch, a przyszli właściciele identyfikatorów stoją w kolejce przed wejściem. Są tam zarówno osoby, które kupują indentyfikator po raz pierwszy, jak i ci, którzy zgłosili się po jego przedłużenie, więc chętnych jest naprawdę sporo.
– Teraz, czyli około 12.00, czeka w kolejsce około 40 osób – poinformowała nasza Użytkowniczka Kaja. – To jest kilka godzin stania, co najmniej dwie. Ale na szczęście dwie panie z obsługi wyszły i sprawdzają u stojących w kolejce, czy mają wszystkie dokumenty, żeby nie stali na próżno. Jak czegoś brakuje, to mówią, co trzeba uzupełnić.
ZDM przypomina, że identyfikatory można też kupić w siedzibie ZDM przy ul. Wilczak 17. Oba punkty są czynne w poniedziałek 8:00 – 18:00, od wtorku do piątku 8:00 – 16:00. Informacje na temat zakupu identyfikatorów parkingowych można też uzyskać dzwoniąc pod numer telefonu 61 646 33 44, czynny od poniedziałku do piątku w godz. 7.30-20.00.
A jakie dokumenty są potrzebne? Jak informuje ZDM, przy kupnie identyfikatora w kasie Biura Płatnego Parkowania należy okazać:
Dowód osobisty lub paszport
Dla potwierdzenia tożsamości i adresu zameldowania. Prawo jazdy, legitymacja studencka i inne dokumenty nie są dokumentami tożsamości i nie będą akceptowane.
Dowód rejestracyjny pojazdu z informacją o właścicielu pojazdu
Jeżeli w dowodzie rejestracyjnym nie został wskazany właściciel, potrzebny będzie inny dokument potwierdzający własność auta (np. karta pojazdu lub decyzja o współwłasności z Wydziału Komunikacji).
Umowę kredytową lub leasingową – dotyczy użytkowników aut zakupionych na kredyt lub leasingowanych.
Oryginał pierwszej strony PIT-u za poprzedni rok
Dla potwierdzenia płacenia podatków na rzecz Poznania. Osoby, które podatek za poprzedni rok rozliczały poza Poznaniem, muszą przedłożyć formularz ZAP-3 złożony do właściwego Urzędu Skarbowego. W takim wypadku identyfikator może zostać wydany tylko na wniosek skierowany do dyrekcji ZDM. PIT (również wydruk deklaracji elektronicznej), jak i ZAP-3 należy okazać wraz z Urzędowym Potwierdzeniem Odbioru (UPO). Osoby, które wysyłały PIT pocztą, muszą okazać potwierdzenie nadania PIT-u. Osoby, które wysyłały PIT przez internet, muszą okazać wydruk PIT-u złożonego elektronicznie wraz z numerem dokumentu zgodnym z identyfikatorem UPO.
Umowę z pracodawcą – dotyczy użytkowników aut służbowych
Umowa musi potwierdzać zatrudnienie u danego pracodawcy i okres zatrudnienia. Ponadto należy okazać umowę powierzenia auta służbowego do celów prywatnych pracownika oraz dokument potwierdzający prawo dysponowania pojazdem przez pracodawcę.
Okazywane oryginały dokumentów, z wyjątkiem dokumentu tożsamości, są kopiowane i dołączane do akt sprawy.
Identyfikator osoby z niepełnosprawnościami – tu dodatkowo jest potrzebna karta osoby z niepełnosprawnością.
Identyfikator można wykupić tylko na jeden samochód, a jego koszt to 5 złotych miesięcznie.
Ważne informacje:
identyfikator mieszkańca, od 1 czerwca 2020 r., jest dostępny wyłącznie dla mieszkańców zameldowanych w danym sektorze ŚSPP/SPP na pobyt stały lub czasowy (minimum 3 miesiące) i płacących podatki na rzecz miasta Poznania,
do wykupu identyfikatora konieczny jest brak zaległości z tytułu płatnego parkowania,
minimalny okres ważności identyfikatora to 3 miesiące, a maksymalny to 1 rok. Osoba, która w poprzednim roku nie płaciła podatków w Poznaniu i przedłoży formularz ZAP-3 może kupić identyfikator wyłącznie na czas nie dłuższy niż do 30 kwietnia następnego roku,
w przypadku zakupu identyfikatora przez inną osobę niż właściciel pojazdu wymagane jest pisemne upoważnienie,
identyfikator mieszkańca umożliwia parkowanie w sektorze ŚSPP/SPP, w którym zameldowany jest posiadacz identyfikatora, za 30 zł miesięcznie za pierwszy pojazd i 150 zł za kolejny. Stawka dla pojazdu przewożącego osobę niepełnosprawną lub pojazdu kombatanta Powstania Poznańskiego Czerwca 1956 r. wynosi 5 zł miesięcznie.
Mieszkańcy Wildy i Łazarza (płacący podatki na rzecz miasta) będą mogli skorzystać ze specjalnej promocji na zakup identyfikatora mieszkańca SPP. Możliwy będzie jednorazowy zakup identyfikatora na okres 12 miesięcy w cenie 10 zł za miesiąc, a więc za kwotę 120 zł. Promocyjna stawka obowiązywać będzie do 31 sierpnia 2021 r.
„Zgodnie z sugestiami dokonaliśmy podział pierwszego etapu na trzy części” – powiedział dziś minister Michał Dworczyk. – „1a to seniorzy 60+, 1b osoby z chorobami przewlekłymi (nowotwory, przeszczepy, dializy), 1c to nauczyciele i przedstawiciele służb mundurowych”.
To efekt ogólnopolskiej krytyki najnowszego rozporządzenia rządu – zgodnie z nim zaraz po pracownikach służby zdrowia mieli zostać zaszczepieni prokuratorzy jako część służb mundurowych. Zmiana kolejności wywołała powszechne oburzenie, bo według wcześniejszych ustaleń po służbie zdrowia mieli zostać zaszczepieni seniorzy oraz osoby przewlekle chore.
Po fali krytyki i protestów rząd zdecydował się przywrócić poprzednią kolejność.
– W każdym procesie decyzyjnym mogą pojawić się błędy, które trzeba skorygować – powiedział dziś minister Dworczyk. – I dzisiaj korygujemy ten nasz błąd.
Według informacji Onetu za przeniesienie prokuratorów do pierwszej grupy szczepień odpowiedzialny był Prokurator Krajowy Bogdan Święczkowski, którego zdaniem niezaszczepienie prokuratorów zagroziłoby sprawności działania państwa, a sami prokuratorzy należą do grupy wysokiego ryzyka. Mimo sprzeciwu części ministrów udało mu się przeforsować swój pomysł umieszczenia prokuratorów przed seniorami i przewlekle chorymi. Jednak, jak podaje Onet.pl, po protestach społecznych i interwencji Jarosława Kaczyńskiego, kolejność szczepień zmieniono i prokuratorzy znaleźli się za seniorami oraz przewlekle chorymi.
Minister Dworczyk powiedział też, że do dziś na szczepienie przeciw covid-19 zarejestrowało się 669 593 pacjentów z grupy 80+. A ponad 70 proc. mieszkańców domów pomocy społecznej zgłosiło chęć zaszczepienia przeciw koronawirusowi.
– Jeżeli dodalibyśmy seniorów 80+ z DPS, którzy już są szczepieni, to mamy grupę ponad 700 tys. seniorów – podkreślił. – A to wszystko po 5 dniach od uruchomienia rejestracji.
Minister przypomniał też, że 22 stycznia o 6 rano zostanie uruchomiony system rejestracji i infolinię dla pacjentów 70+. Seniorzy mogą też korzystać z pomocy Solidarnościowego Korpusu Wsparcia Seniorów pod numerem tel. 22 505 11 11. Zapewnił też, że nie będzie opóźnień w rozpoczęciu szczepień grupy 1., czyli seniorów 70+, które rozpoczną się 25 stycznia. Z powodu zmniejszenia dostaw szczepionki od Pfizera opóźni się jedynie proces szczepienia grupy 0.