Strona główna Blog Strona 2223

Poznań: Przebudowa ul. Jackowskiego – prace ruszą tuż po świętach

0
Nowe ławki i chodniki oraz zdecydowanie więcej zieleni. Tak ma się prezentować ulica Jackowskiego w nowej odsłonie. W międzyczasie mieszkańców czekają utrudnienia związane z planowanymi pracami.

Przebudowa ma się rozpocząć 23 kwietnia i zostanie podzielona na cztery etapy.

Etap I (23.04-29.06.2019 r.): od skrzyżowania z ul. Kraszewskiego do skrzyżowania z ul. Wawrzyniaka,

Etap II (30.06-14.07.2019 r.): skrzyżowanie ul. Jackowskiego z ul. Wawrzyniaka,

Etap III (15.07-27.09.2019 r.): od skrzyżowania z ul. Wawrzyniaka do zjazdu do Ginekologiczno-Położniczego Szpitala Klinicznego,

Etap IV (28.09-27.10.2019 r.): od zjazdu do Ginekologiczno-Położniczego Szpitala Klinicznego.

W ramach inwestycji ma się pojawić 9 nowych drzew, ponad 500 krzewów i aż 2000 bylin. Dodatkowo powstaną nowe drogi, chodniki oraz ławki. Prędkość pojazdów na Jackowskiego ma zostać ograniczona do 30 km/h, w celu zwiększenia bezpieczeństwa pieszych.

Ograniczenie prędkości nie jest jedyną istotną zmianą jaką odczują kierowcy. Sposób parkowania na ulicy ma się zmienić z ukośnego na równoległy. Oznacza to zdecydowanie miejsc parkingowych, ale też większy komfort dla pieszych.

– Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom poznaniaków postanowiliśmy zapewnić dodatkowe miejsca postojowe na ul Jackowskiego pomiędzy ul. Polną, a ul. Gorczyczewskiego – dodał Krzysztof Olejniczak, p. o. dyrektora ZDM.

W czasie inwestycji kierowcy powinni się przygotować na zmianę organizacji ruchu. Jednocześnie ZDM uspokoja mieszkańców – ci mają mieć zapewniony swobodny dostęp do swoich domów.

Planowana organizacja ruchu

Etap I

– ul. Jackowskiego zostanie zamknięta od skrzyżowania z ul. Kraszewskiego do ul. Wawrzyniaka

– Będzie zapewnione dojście i dojazd do posesji nr 1-21, bez możliwości parkowania na ulicy,

– Ruch pieszych wzdłuż ul. Kraszewskiego poprowadzony zostanie wschodnią stroną jezdni,

– Na ul. Wawrzyniaka pomiędzy ul. Jackowskiego i Szamarzewskiego wprowadzony będzie ruch dwukierunkowy.

Etap II

– Skrzyżowanie ul. Jackowskiego i Wawrzyniaka zostanie zamknięte dla ruchu,

– Zapewniony będzie dojazd i przejście piesze do posesji ul. Wawrzyniaka 26-45 oraz pracowników sądu rejonowego Grunwald-Jeżyce;

– Udostępniony będzie odcinek ul. Jackowskiego przebudowany w etapie pierwszym z możliwością parkowania po południowej stronie ulicy;

– Ul. Jackowskiego będzie dwukierunkowa na odcinku od wjazdu na teren Ginekologiczno-Położniczego Szpitala Klinicznego do skrzyżowania z ul. Wawrzyniaka. Dla zapewnienia ruchu w dwóch kierunkach nie będzie można parkować po południowej stronie ulicy.

Projekt rozbudowy ul. Jackowskiego na odcinku Kraszewskiego – Polna został przygotowany i opracowany na zlecenie ZDM. Środki na jego wykonanie zostały przeznaczone przez Radę Osiedla Jeżyce, a propozycje zmian zostały skonsultowane z mieszkańcami osiedla.

Zakończenie całej inwestycji planowane jest na koniec listopada 2019 r.

Autor: SS / UMP / ZDM

 

Poznań: Straż miejska podsumowała sezon grzewczy

0
Prawie pięć tysięcy kontroli domowych palenisk i ponad pięćset przypadków spalania odpadów – tak w skrócie wyglądał tegoroczny sezon grzewczy dla Straży Miejskiej.

W tym roku strażacy dokonali prawie dwukrotnie większej liczby kontroli domowych palenisk niż w roku ubiegłym (4970 do 2593 w roku ubiegłym). Wszystko wskazuje na to, że w kolejnych latach przeprowadzanych kontroli będzie jeszcze więcej. Duży wpływ na to ma nie tylko większa aktywność Eko Patrolu, ale również… donosy od samych mieszkańców, którzy podejrzewając chociażby spalanie śmieci przez sąsiada coraz częściej decydują się reagować.

Tylko w tym sezonie grzewczym Straż Miejska wykryła prawie pół tysiąca przypadków spalania śmieci w domowych paleniskach. Eko Patrol interweniował również kilka razy w sprawie ognisk oraz nielegalnego wypalania plastikowych otulin kabli elektrycznych. W tym drugim przypadku pomocne okazało się zastosowanie fotopułapek, które znaczące podnoszą skuteczność strażników.

Większość spraw kończyła się wystawianiem mandatów, do tysiąca złotych. Osiem spraw trafiło do sądu.

Nasz Komeda

0
W 50. rocznicę śmierci Krzysztofa Komedy w Blue Note czołowi poznańscy muzycy zagrają jego najbardziej rozpoznawalne utwory w zupełnie nowych aranżacjach. Koncert odbędzie się 23 kwietnia.

Krzysztof Komeda był absolwentem konserwatorium muzycznego w Poznaniu. Po ukończeniu szkoły średniej wybrał zawód lekarza. Muzyka była jednak stale obecna w jego życiu, a młodzieńcze zainteresowania muzyczne przekształciły się w wielką fascynację jazzem. Współpracował m.in. z pierwszy powojennym zespołem jazzowym Melomani.

Wielką karierę Komedy zapoczątkował występ na Festiwalu Jazzowym w Sopocie w 1956 roku wraz z Janem „Ptaszynem” Wróblewskim. Liczne koncerty i wyjazdy zagraniczne spowodowały, że Komeda zaczął poszukiwać nowych inspiracji i rozwiązań. Zainteresowała go muzyka filmowa. Powstały ilustracje muzyczne do filmów Wajdy, Morgensterna, Nasfetera. Współpraca kompozytora z Romanem Polańskim zaowocowała powstaniem wspaniałej muzyki do takich obrazów jak „Nóż w wodzie”, czy „Dziecko Rosemary”.

Komeda był niepowtarzalny w tym, co robił. Jego muzyka stwarzała wyjątkową atmosferę, a swoisty klimat nadawał filmom nowy, poetycki wymiar. W 1968 roku w Los Angeles uległ tragicznemu wypadkowi. Po przewiezieniu do kraju zmarł 23 kwietnia 1969 roku.

Podczas koncertu wystąpią: Piotr Kałużny – fortepian, Jarek Buczkowski – akordeon, Zbigniew Wrombel – kontrabas, Mateusz Brzostowski – perkusja

Koncert rozpocznie się 23 kwietnia o 20.00 w Blue Note. Bilety: 50 zł.

Mat. pras., el

Śmigus-dyngus, czyli Lany Poniedziałek

0
Mało kto wie, że oblewanie wodą na wiosnę to bardzo stara zabawa. Pierwsze wzmianki pochodzą z XV wieku! Skąd się wziął i co oznacza śmigus-dyngus?

Jak twierdzą etnografowie, pierwotnie były to dwa oddzielne zwyczaje. Nazwa „śmigus” pochodzi najprawdopodobniej od czasownika śmigać i ta zabawa polegała na biciu witkami oraz oblewaniu się zimną wodą, co symbolizowało oczyszczenie z grzechów i wejście czystym w sensie dosłownym i przenośnym w nową wiosnę. Od chlustania wodą można się było wykupić darowując pięknie zdobioną pisankę, co niejednokrotnie wykorzystywały dziewczęta, nie chcąc przemoczyć odświętncyh strojów. „Dyngus” to prawdopodobnie spolszczona wersja niemieckiego „Dünnguss” oznaczającego chlust wody. Takiego zdania był Oskar Kolberg. Już w XV wieku w Polsce uważano je jednak za jeden zwyczaj.

Święto wywodzi się jeszcze z tradycji pogańskiej. Słowianie uważali, że oblewanie się wodą w święto wiosny sprzyja płodności, więc oblewali się nią bez umiaru, a szczególnie panny na wydaniu. Oblewanie wodą miało więc poniekąd charakter randek, bowiem oblewali głównie chłopcy, a oblewane były dziewczyny. Zazwyczaj każdy z młodych mężczyzn starał się szczególnie oblewać wodą upatrzoną przez siebie pannę, by dać jej w ten sposób do zrozumienia, że mu się podoba. No i nie bez znaczenia był fakt, że mokre ubrania dokładnie oblepiały figurę dziewczyny, co pozwalało znacznie dokładniej zaobserwować zalety jej figuy niż miało to miejsce w suchym ubraniu…

Zapewne dlatego Kościół Katolicki zdecydowanie potępiał ten zwyczaj i zakazywał oblewania się wodą. Ujęto to nawet w specjalnej ustawie synodu diecezji gnieźnieńskiej z 1420 roku zatytułowanej „Dingus prohibetur”, gdzie uznawano ten zwyczaj za grzech śmiertelny i obrazę imienia Boskiego. Ostatecznie z czasem widząc, że zwyczaj mimo kar i napomnień księży nie znika, kościół zaanektował go na własny użytek. Zgodnie z ideologią chrześcijańską oblewanie wodą miało znaczenie oczyszczające i można je było stosować w drugi dzień Wielkanocy, znawy odtąd Lanym Poniedziałkiem. Zwyczaj znany jest też w innych krajach słowiańskich. Wodą oblewa się na Morawach, Słowacji i w Bułgarii, gdzie nosi nazwę peperuda.

Dziś śmigus-dyngus jest po prostu zabawą, choć nadal to chłopcy częściej czatują z wodą na dziewczęta, które im wpadły w oko. Najbardziej cieszą się z tego święta dzieci, dla których wymyślono cały arsenał pistoletów na wodę, gruszek i pisanek, za pomocą których można oblewać wodą.

Warto jednak pamiętać, aby nie przesadzać ze świętowaniem i upewnić się, czy osoba, którą chcemy oblać wodą, na pewno nie ma nic przeciwko temu. Bo jeśli ma, to oblanie wodą może zostać uznane za chuligański wybryk, a jako taki – podlega karze…

el, fot. Silar

Jak wielkanocne baby drzewiej pieczono

0
„Mąka im jest w lepszym gatunku, tem pieczywo sporsze, czyli więcej wydaje” – pisała w 1904 roku Marya Sleżańska, autorka „Kucharza Wielkopolskiego”, o babach wielkanocnych. Bo pieczenie bab było jednym z najważniejszych zadań przed Wielkanocą.

Przede wszystkim nie kupowało się ich w piekarniach – każda pani domu musiała osobiście upiec przynajmniej jedną – no, mogła to zrobić jej kucharka… Ale baba była niezbędna, bo z niej wróżono pomyślność na cały nadchodzący rok.

Pieczenie bab zaczynano wcześnie rano w Wielki Piątek albo Wielką Sobotę. I pierwszym działanie było… wyrzucenie z domu i obejścia wszystkich mężczyzn. Żeby nie plątali się pod nogami i nie przeszkadzali. Po czym, jak pisała Marya Śleżańska w „Kucharzu Wielkopolskim” z 1904 roku, należało sprawdzić, czy w domu są wszystkie składniki: „Głównymi warunkami udania się pieczywa są: po pierwsze mąka im jest w lepszym gatunku, tem pieczywo sporsze, czyli więcej wydaje; powtóre mąka musi być sucha i wygrzana na kilka dni przed pieczeniem, następnie przesiana przez sito. Drugim warunkiem są dobre młodzie (drożdże), następnie długie ubijanie ciasta, a wkońcu ważną jest rzeczą zastosowanie pieca”.

Gdy pani domu osobiście już sprawdziła, że mąka jest odpowiednia i wygrzana, a drożdże świeże, trzeba było sprawdzić piec. Nie było to łatwe, jako że wówczas były przecież jedynie kuchnie na węgiel czy drewno. Ale i na to miały sposoby tamtejsze kucharki: „Po wypaleniu i wymieceniu pieca próbować go w ten sposób: wrzucić garść mąki, jeżeli trzaska i pali się, to za gorący, jeżeli zaś mąka tylko prędko zrumieni się, to dobry”.

Marya Śleżańska radziła też, jak sprawdzić, czy ciasto na babę jest dobre:” wziąć ciasto w rękę, ścisnąć je dobrze, jeśli gałeczka z ciasta, która się nad ręką utworzy, nie opadnie, tylko stanie, wtenczas jest dobre, jeżeli zaś opadnie, to za rzadkie, trzeba dodać mąki”.

Ważne było też, by masło i jaja dodawane do ciasta, były świeże. „Masło należy brać świeże” – pouczała Śleżańska. – „Masło do tarcia trzeba poprzednio dobrze z soli wypłukać, poczem włożywszy w dobrze wysuszoną dioniczkę lub garnek kamienny, postawić w ciepłem miejscu, aby zmiękło, a następnie utrzeć na śmietanę”. Natomiast świeżość drożdży poznawało się po zapachu albo po ich zachowaniu w… wodzie: „wrzucić grupkę młodzi w wodę; jak pójdą prędko w górę, to są dobre, jeżeli zaś spadną, to są nie do użycia”.

Nie bez powodu mistrzyni Śleżańska poświęcała babom tyle miejsca i uwagi. Drożdżowe ciasto bywa kapryśne i każdemu się udaje, a baby wielkanocne były niezwykle ważnym daniem na świątecznym stole, i to ze względów… magicznych. Wierzono, że udana baba wróży szczęście i powodzenie przez cały rok, natomiast przypalona oznaczała wojnę, niewyrośnięta – choroby, a zakalec – śmierć w rodzinie. W dodatku prawdziwa baba musiała mieć co najmniej pół metra wysokości, żeby mogła uchodzić za udaną…

Przygotowanie ciasta na taką babę, a później upieczenie jej w piecu opalanym drewnem było więc prawdziwym wyzwaniem. Kłopoty nie kończyły się zresztą po upieczeniu: gorąca baba mogła łatwo opaść, dlatego Śleżańska przestrzegała, by: „przy wsadzeniu do pieca, szczególniej delikatnych babek, trzeba wystrzegać się wstrząśnienia, aby nie opadły, i przy wyjmowaniu tę samą ostrożność zachować. Lekkich bab nie trzeba wyjmować z formy ciepłych, tylko położyć do ostudzenia z formą na bok, na miękką poduszkę i obracać formę od czasu do czasu, żeby ze wszystkich stron zastygła”.

Cała operacja pieczenia mogła trwać i kilkanaście godzin. Dużo zależało od jakości drożdży, gdy były słabej jakości, ciasto musiało rosnąć czasem i osiem godzin! A jeszcze do tego należało dodać fakt, że na Wielkanoc pieczono baby według specjanych, niekiedy bardzo skomplikowanych przepisaów, przekazywanych w wielkiej tajemnicy z pokolenia na pokolenie.

Kobiety uszczelniały więc wszystkie szpary w drzwiach i oknach kuchni kocami i piernatami, by baba nie klapła z powodu przeciągu, w tym czasie chodzono po domu na paluszkach i mówiono szeptem – z tego samego powodu. To dlatego mężczyźni w tym czasie byli zmuszeni do szukania sobie zajęcia poza domem. Gdyby przyczynili się do opadnięcia baby, wyrzekania wszystkich kobiet w domu towarzyszyły by im co najmniej do września. Kto chciałby się na to narażać?

Dziś co prawda w magiczne znaczenie baby mało kto wierzy, ale nadal zakalec w świątecznym cieście nie jest niczym przyjemnym. Może więc uszczelnianie drzwi i okien w kuchni piernatami byłoby przesadą, ale mimo wszystko lepiej zadbać o to, by w pieczeniu bab nikt niepowołany nie przeszkadzał…

A oto przepis na babę z „Kucharza Wielkopolskiego”:

Baba łokciowa, wielkopolska

1 litr żółtek bić przez pół godziny, następnie wsypać 1/2 litra suchej cesarskiej mąki, 1/4 litra cukru, 1/4 litra gęstych młodzi, znów bić pół godziny; formę wyłożyć wysmarowanym papierem, tak wysoko jak arkusz zachodzi, wlać masę w formę i postawić na letnim piecu, aby podrosła na dwa palce niżej formy; wtenczas wstawić ją w gorący piec na 3 kwadranse, lecz bardzo ostrożnie, żeby się nie strzęsła; z pieca ciepło u góry wypuścić i przykryć babę papierem.

Po upieczeniu wyjąć ją z pieca ostrożnie i położyć z formą bokiem na poduszce; gdy ostygnie, wyjąć z formy, lecz również ostrożnie, bo ciasto jest bardzo lekkie.

el

Poznań: 21 milionów złotych na kolejny Poznański Budżet Obywatelski

0
21 milionów złotych zostanie przeznaczonych w 2020 roku na Poznański Budżet Obywatelski. Radni miejscy zmienili również nieco zasady.

Podobnie jak w poprzednich edycjach można składać projekty o charakterze rejonowym lub miejskim. Maksymalna wartość projektu miejskiego to 2 mln zł, a rejonowego – 600 tys. zł. Na terenie Poznania w dalszym ciągu będzie 13 rejonów, a algorytm podziału środków będzie taki sam jak w poprzedniej edycji, z jedną zmianą – jeżeli po rozdzieleniu pieniędzy okaże się, że pula środków na dany rejon jest mniejsza niż 600 tys. zł, brakująca kwota zostanie przesunięta z rejonu, który dostał najwięcej.

Propozycje projektów każdy mieszkaniec Poznania będzie mógł złożyć pomiędzy 1 i 31 majem (można zgłosić maksymalnie trzy inicjatywy). Dodatkowo każdy pomysł musi być poparty przez co najmniej 10 mieszkańców z danego regionu.

Zgłoszenia mają być weryfikowane do 23 sierpnia 2019 roku. Projekty, które dostaną pozytywną rekomendację od wszystkich wydziałów urzędu, przez które przejdą, automatycznie pojawią się na karcie do głosowania. Głosowanie na wybrane projekty odbędzie się pomiędzy 27 września, a 21 października i będzie w nim mógł wziąć udział każdy poznaniak.

Autor: UMP op. SS

Koniec zgłaszania kandydatów na europosłów

0
Zakończyła się możliwość zgłaszania list kandydatów na europosłów; okręgowe komisje wyborcze weryfikują jeszcze dane, o tym ile list zostało ostatecznie zarejestrowanych dowiemy się w najbliższych dniach, aktualnie listy zarejestrowało 9 spośród 26 uprawnionych do tego komitetów wyborczych.

Zgodnie z opublikowanymi dotychczas informacjami, we wszystkich 13 okręgach listy zarejestrowały dotychczas komitety: KKW Koalicja Europejska PO PSL SLD .N Zieloni; KW Prawo i Sprawiedliwość oraz KWW Kukiz’15,

Listy w 12 okręgach zarejestrowały: KWW Konfederacja Korwin Braun Liroy Narodowcy (bez okręgu warszawskiego); KKW Lewica Razem – Partia Razem, Unia Pracy, Ruch Sprawiedliwości Społecznej (bez Podkarpacia); KW Wiosna Roberta Biedronia (bez województwa lubelskiego). Przedstawiciele tych komitetów zapowiadali wystawienie kandydatów we wszystkich okręgach wyborczych, można zatem się spodziewać, że trwa jeszcze proces rejestracji.

Listy wyborcze zarejestrowały także komitety: KWW Polska Fair Play Bezpartyjni Gwiazdowski w trzech okręgach (na Mazowszu, na Śląsku i w okręgu obejmującym województwa małopolskie i świętokrzyskie); KW Ruch Prawdziwa Europa – Europa Christi w jednym okręgu (obejmującym województwa małopolskie i świętokrzyskie); KKW Polexit-Koalicja w jednym okręgu (obejmującym województwa małopolskie i świętokrzyskie).

26 kwietnia odbędzie się losowanie numerów list wyborczych.

Komitet wyborczy w każdym okręgu wyborczym może zgłosić tylko jedną listę kandydatów na europosłów; ich liczba na liście nie może być mniejsza niż 5 i większa niż 10. Dodatkowo obowiązują kwoty – liczba kobiet i mężczyzn nie może być mniejsza niż 35 proc. liczby wszystkich kandydatów na liście. Kandydat może być zgłoszony tylko w jednym okręgu i tylko z jednej listy.

Każde zgłoszenie listy musi być poparte co najmniej 10 tysiącami podpisów, chyba że komitet uzyskał zaświadczenie PKW uprawniające do zgłoszenia listy bez podpisów poparcia. Zaświadczenie takie mogły dostać komitety, które zarejestrowały listy w co najmniej połowie okręgów, w przypadku wyborów do PE w przynajmniej siedmiu.

Komitet wyborczy ma prawo do bezpłatnych audycji wyborczych w programach publicznego radia i telewizji, jeżeli zarejestrował swoje listy kandydatów co najmniej w połowie okręgów wyborczych.

Wybory do PE odbędą się w Polsce 26 maja. W całej UE wybory odbędą się w dniach 23-26 maja.

reb/ js/

Dlaczego w Wielkanoc zające znoszą jaja, czyli legenda o bogini Asterze

0
Szukanie czekoladowych zajączków i jajek to jeden z najważniejszych obowiązków dzieci w wielkanocny poranek. Skąd się jednak wzięła, skoro wiadomo, że zające jaj nie znoszą?

Zwyczaj chowania – najleoiej w ogrodzie – świątecznych słodyczy w postaci właśnie czekoaldowych zajączków i jajek jest popularny w całej zachodniej Polsce. W wielu domach dzieci przygotowują nawet specjalne gniazdka na te jajka i dopiero wtedy mogą wyruszyć na poszukiwanie ukrytych słodyczy.

Mało kto wie, że to bardzo stara i jeszcze przedchrześcijańska tradycja związana początkiem wiosny i świętem bogini Astery. Astera, zwana też Ostara lub Eostre, które to imiona są pochodnymi babilońskiej Isztar i asyryjskiej Astarte, patronowała świętu wiosny, które nosiło jej imię. Stąd zresztą dzisiejsza angielska nazwa Wielkanocy – Easter. Święto obchodzono w czasie wiosennego zrównania dnia z nocą i było ono bardzo huczne i radosne. Nic dziwnego: oznaczało przecież odejście zimy i nadejście ciepłych wiosennych dni, czasu radości, płodności i sytości. Obchodzili je także Słowianie: nazywali Jarym świętem i obchodzili w pierwszą niedzielę po równonocnej pełni Księżyca. Gdy tego dnia spadł deszcz, uważano to za bardzo dobrą wróżbę – znaczyło to, że Jaro (lub Jaryło) sprzyja, bo zapłodnił Matkę Ziemię, a ona dzięki temu wyda obfite plony.

By wzmocnić i obudzić Matkę Ziemię po zimowym śnie, składano jej ofiary z kolorowo malowanych jajek. Bo jajka od zawsze były symbolem płodności i odradzającego się życia.
Podczas wesołych uczt towarzyszących świętu jajka w różnej postaci były głównym daniem ze względu na swoje magiczne znaczenie i należało zjeść ich jak najwięcej. Wydmuszki pomalowane na wesołe kolory wieszano w domach na szczęście. Ozdabiano nimi też owocowe drzewka, by nie zaszkodził im grad i przymrozek, w tym samym celu zakopywano jajka na polach. Zdobienie wydmuszkami drzewek to wciąż jeszcze żywy zwyczaj i można go zobaczyć przed wieloma domami w zachodniej Polsce, chociaż ma znaczenie już tylko dekoracyjne, nie magiczne.

Drugim symbole święta był zając – także ze względu na płodność. Zwierzę to od wieków było jej symbolem ze względu na łatwość rozmnażania, nic więc dziwnego, że zając był jednym z atrybutów Astery. A skąd się wziął u jej boku? Legenda mówi, że pewnego razu bogini wędrowała zimą po świecie i znalazła na śniegu rannego ptaka. Osłabiony umarłby na zimnie, bogini użaliła się więc nad nim i zamieniła go w zająca, który, jako pokryty ciepłym futerkiem, znacznie lepiej znosi zimowe chłody. Ptak w podzięce za uratowanie życia podarował bogini swoje ostatnie jajo i stał się jej wiernym towarzyszem. Jednak tęsknił za tym, co stracił: za unoszeniem się swobodnie w przestworzach nieba, budowaniem gniazd na czubkach drzew i za znoszeniem jaj.

Astwera widziała tęsknotę swojego towarzysza i by złagodzić jego cierpienia, pozwoliła mu raz w roku, w swoje święto, znosić jaja, a dodatkowo obdarzyła go wyjątkową szybkością, by i po ziemi mógł mknąć tak rączo jak po niebie. A na pamiątkę jego daru jajka znoszone przez niego w ten dzień są zawsze kolorowe.

Lilia Łada, fot. L. Łada

Jak się świętuje Wielkanoc w Europie?

0
Wizyta czarownicy, kilogramy zjadanej czekolady i desery przypominające wyglądem… tynk. Zwyczaje wielkanocne niektórych krajów europejskich naprawdę zadziwiają!

Wielkanoc we Francji ma zdecydowanie świeci charakter, chociaż 80 procent ludności uznaje się za katolików. Jednak nie święci się tu pokarmów, nie ma śmigusa-dyngusa, a święta to po prostu bardziej uroczysty obiad w Niedzielę Wielkanocną z mnóstwem słodyczy. Bo we Francji w Wielkanoc najważniejsza jest… czekolada. W Niedzielę Wielkanocną urządza się nawet poszukiwanie czekoladowych słodyczy, zwane „une chasse aux oeufs”. Zgodnie z legendą to dzwony, które w Wielki Czwartek poleciały do Rzymu na pielgrzymkę i wróciły w niedzielę, zrzucają czekoladowe słodycze nad całą Francją. Na świąteczny obiad zazwyczaj podaje się udziec jagnięcy, często z fasolką szparagową, i potrawy z jajek. Na deser – oprócz czekolady – nid de Pâques, rodzaj babki z bakaliami.

W Austrii na święta najważniejszym daniem jest szynka, którą serwuje się najczęściej ze specjalnym sosem z jajek i szczypiorku. Święta zazwyczaj spędza się w gronie rodzinnym i nie towarzyszą im jakieś szczególne zwyczaje, poza szukaniem w Niedzielę Wielkanocną czekoladowych jajek w ogrodach. Tym oczywiście zajmują się najmłodsi domownicy. Znana jest też gra „Eierpecken”, w której biesiadnicy stukają się ugotowanymi jajkami. Wygrywa ten, którego skorupka najdłużej wytrzyma bez pęknięcia.

W Anglii, podobnie jak w Austrii, dzieci w Niedzielę Wielkanocną muszą odnaleźć poukrywane czekoladowe jajka. Gdy dzieci nie ma w domu – prezenty zawierajace czekoladowe jajka pełne cukierków wysyła się pocztą. Gdzieniegdzie organizuje się wyścigi pisanek – jajka turla się po pochyłym terenie, a osoba, które jajko stoczyło się najszybciej – wygrywa.

Poza czekoladą jada się tam w święta hot cross buns, słodkie bułeczki z rodzynkami i cynamonem, ozdobione krzyżem z lukru na pamiątkę śmierci Chrystusa. Popularnym ciastem jest też simnel cake, ciasto z masą migdałową i marcepanem. Kuleczek marcepanu musi być koniecznie 11, tylu, ilu apostołów, ale bez Judasza.

W Finlandii w Wielkanoc koniecznie trzeba mieć własnoręcznie wyhodowaną rzeżuchę, którą, gdy urośnie, ozdabia się pisankami i jajkami z czekolady. To tradycyjna ozdoba wielkanocnego stołu. A co się je? Tradycyjnym deserem wielkanocnym jest mammi, który z wyglądu przypomina… tynk. Robi się ten deser z wody, mąki żytniej i żytniego słodu z dodatkiem melasy i skórki pomarańczowej. Ciasto musi stać kilka dni, zanim trafi do piekarnika, a po upieczeniu jeszcze dwa-trzy dni. Potem serwuje się je z mlekiem, śmietaną albo sosem waniliowym. Nie wygląda zbyt apetycznie, ale jest przysmakiem Finów od XIII wieku! Wielkanoc oznacza też dla Finów wizyty czarownic – dzieci przebrane za wiedźmy wędrują od domu do domu z witkami wierzbowymi, a gospodarze oferują im słodycze lub drobne upominki. Małe czarownice w Niedzielę Wielkanocną można też spotkać w niektórych rejonach Szwecji i Norwegii.

W Hiszpanii Wielkanoc świętuje się na ulicy podczas uroczystych parad. Są one bardzo kolorowe i bogate, a przygotowania do nich mogą trwać nawet cały Wielki Post. Typowym daniem świątecznym jest gęsta zupa z ciecierzycy, pożywna i bardzo praktyczna przy tak wyczerpujących obchodach. Popularny jest też deser z czerstwego chleba moczonego w mleku z cynamonem, skórką cytryny i cukrem, który później jest moczony w jajku i smażony na oliwie.

Włosi mają takie powiedzenie: „Boże Narodzenie spędzaj z rodziną, a Wielkanoc z kim chcesz”. Dlatego Wielkanoc najcześciej spędzają poza domem spotykając się z przyjaciółmi. Otwarte są sklepy, restauracje i muzea, bo Włosi świętują chodząc do restauracji, na plażę i zwiedzając. Popularne są pikniki urządzane w parkach i na plażach.

Podstawowym daniem na Wielkanoc jest jagnięcina w różnej postaci, a na każdym stole musi się znaleźć colomba di pasqua, czyli ciasto w kształcie gołębicy. W dobrym tonie jest też idąc do kogoś z wizytą na Wielkanoc przynieść babkę panettone, która w smaku przypomina ciasto piaskowe z dużą ilością bakalii. Niezbedne są też oczywiście czekoladowej jajka i zajączki, którymi zajadają się głównie dzieci.

Na Bałkanach, mimo że to różne kraje i różne tradycje religijne, obowiązkowo w Wielki Piątek maluje się jajka. Najczęściej na czerwono, bo ten kolor symbolizuje krew Chrystusa. Jajko, które pierwsze wypłynie podczas farbowania na powierchnię, jest zostawianie do kolejnej Wielkanocy, by chroniło dom przed złem i chorobami. Pociera się nim też buzie dzieci, by nie chorowały i rosły zdrowo.

Wielkanocnym przysmakiem jest ciasto drożdzowe w kształcie wieńca. Wyrośnięte dzieli się na 12 części, każdą rozwałkowuje na wałeczki, z których zaplata się wieniec. Na stół podaje się ozdobione włożoną w środek pisanką i dzieli się nim z przyjaciółmi. Uroczyste śniadanie rozpoczyna się po nabożeństwie, z którego wszyscy wracają z zapalonymi świecami. Dania różnią się nieco w zależności od kraju i regionu, ale zawsze jest jagnięcina, pieczone prosię i koszyk czerwonych jajek ustawiony na honorowym miejscu.

Poniedziałek Wielkanocny jest dniem, gdy wszyscy idą na cmentarze oddać hołd zmarłym przodkom. Zostawia się im na grobach czerwone pisanki, czasami oblewa się je też mlekiem i wódką. Młodzi ludzie natomiast oblewają się wodą, dokładnie tak jak w Polsce. poświęconym zmarłym. Idzie się na cmentarze i zostawia na grobach czerwone jajka. Jednak to nie jedyna tradycja. Znany jest również zwyczaj oblewania się wodą przez młodych – tak jak u nas…

Bułgarzy natomiast świętują Wielkanoc tańcząc na ulicach swój narodowy taniec choro. W tańcu biorą udział wszyscy mieszkańcy w odświętnych strojach, a widok jest wyjątkowo malowniczy.

el

Wielkanocne tradycje w Wielkopolsce

0
Wielkanoc to najważniejsze święto w chrześcijańskim kalendarzu, a każdy region ma swoje tradycje, które celebruje podczas tego święta. Jak się świętuje Wielkanoc w Wielkopolsce?

Gdy przez Chwaliszewo zaczynały nadciągać ciężkie wozy wypełnione suszoną rybą, wówczas wiadomo było, że zaczyna się Wielki Post, jak pisał profesor Lech Trzeciakowski. Postu pilnowano w Wielkopolsce bardzo rygorystycznie przez całe wieki, nie jedzono wówczas w ogóle tłuszczu zwierzęcego, mięsa i jaj. Codziennym pożywieniem były właśnie suszone albo solone ryby i „morzona” (drobno pokrojona, solona i zalana olejem rydzowym) cebula, którą nakładano na chleb jako omastę. Tradycyjnym daniem były też pyry z gzikiem albo ziemniaki kraszone olejem lnianym.

Jak i w pozostałych częściach Polski jadano również żur przyrządzany na mące żytniej zaczynie chlebowym, jednak akurat w Wielkopolsce nie było to najbardziej popularne danie. Żur przeszedł do tradycji wielkopolskiej bardziej jako bohater obrzędu rozbijania lub zakopywania garnka, w którym go gotowano. Tradycyjnie taki obrzęd odbywał się w Wielki Czwartek na zakończenie postu. Było to bardzo radosne święto, okraszone wieloma przyśpiewkami żegnającymi żur aż do przyszłego roku.

Wielki Piątek był dniem poświęconym modlitwie i kontemplacji. Wygaszano ogień w piecach, a odważni z samego rana, najlepiej o wschodzie słońca, szli nad rzeki i jeziora, by się w nich wykąpać. Wierzono, że kąpiel w ten dzień uchroni przed chorobami przez cały rok i ta wiara jest pozostałością czasów pogańskich. Gdzieniegdzie celebruje się jeszcze „boże rany” – gospodynie w Wielki Piątek budzą rano domowników uderzając ich rózgami po nogach na pamiątkę ran odniesionych przez Chrystusa.

W Wielką Sobotę dom powinien być wysprzątany, większość dań świątecznych gotowa, jajka pomalowane, a gospodyni z koszyczkiem święconki udaje się do kościoła, by poświęcić pokarmy. W Wielkopolsce najczęściej odbywa się to przed kościołami, o ile pogoda na to pozwala. W koszyczku powinny być wędliny, świąteczne pieczywo, najczęściej w postaci małej babeczki lub baranka, sól, no i oczywiście kolorowe, zdobione jajka. Niegdyś, jeszcze do końca XIX wieku, do święconki dokładano też małą butelkę wódki. Kieliszkiem tej właśnie wódki rozpoczynano później świąteczne świadanie. Dziś już raczej w żadnym koszyczku alkoholu się nie znajdzie…

Niedziela wielkanocna to oczywiście świąteczne śniadanie z dzielenie się poświęconym jajkiem. Kiedyś obowiązkowy na stołach był bukiet z barwinków. Jednak barwinki nie zawsze kwitną akurat wtedy, gdy przypada Wielkanoc, no i coraz mniej osób wie, jak własciwie wygląda taki kwiat, więc tej tradycji już się właściwie nie kultywuje. Na wsiach jeszcze w ubiegłym wieku bardzo popularne były wyścigi po mszy rezurekcyjnej. Według powszechnego przekonania ten, kto pierwzy dotarł do domu, pierwszy też zakończy żniwa.

Po śniadaniu dzieci wychodziły do ogrodu, żeby znaleźć schowane tam dla nich słodycze. W wielu domach musiały wcześniej zasłużyć sobie na te słodycze, przygotowując gniazdko dla zajączka. Gdy w domu nie było ogrodu, słodycze chowano w doniczkowych kwiatach.

Typowo poznańską tradycją są też Żandary. To przebierańcy, którzy chodzą po Ławicy w Wielkanocny Poniedziałek. Wśród Żandarów zawsze jest ksiądz, kominiarz, policjant, grajek i baba. Żandary chodzą po domach prosząc gospodarzy o datki i obiecując szczęście i powodzenie dla domu przez cały rok. Niektórzy nawet mogą dostać na szczęście pałką od policjanta… Przejście Żandarów kończy wspięcie się na komin miejscowej piekarni, podczas któego baba obowiązkowo musi pokazać majtki na szczęście. Oczywiście Śmiegus-Dyngus obchodzi się tu tak samo jak w pozostałych częściach kraju, ale Żandary są unikalną tradycją, w dodatku typową wyłącznie dla jednej dzielnicy Poznania – dla Ławicy. I tym radosnym akcentem kończy się świętowanie Wielkanocy w Wielkopolsce.

el

Koncert Dyplomowy 2019 Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej w Poznaniu

0
Uczniowie i absolwenci Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej im. Olgi Sławskiej – Lipczyńskiej zaprezentowali się w czwartkowe popołudnie w Koncercie Dyplomowym w Teatrze Wielkim w Poznaniu. W koncercie wzięli udział wszystkie uczennice i  wszyscy uczniowie szkoły.

Widownia Teatru Wielkiego wypełniła się do ostatniego miejsca rodzinami uczniów oraz wszystkimi, którzy pasjonują się baletem. W występach wzięli udział również uczniowie z Aleph High School of Arts  Tel Aviv oraz Ningpo Foreign Affairs School z Chin.

Koncert został podzielony na dwie części, na początku pierwszej został wyświetlony film „Absolwentki” w reżyserii R. Pijańskiego.  Absolwentki roku 2019 to : Dominika Bartosiewicz, Angelika Borowiak, Julia Kasprzyk, Szeherezada Kondratowicz, Karolina Kurek, Aleksandra Lasota, Natalia Lisiecka, Amelia Małysz, Klaudia Mierzejewska i Matylda Socha.  Wśród występujących uczennic znalazły się laureatki konkursów: M. Wiszczuk – laureatka XXI Ogólnopolskiego Konkursu Tańca im. W. Wiesiołłowskiego Gdańsk 2019, absolwentka Amelia Małysz – laureatka XXI Ogólnopolskiego Konkursu Tańca Gdańska 2019, z tytułem Najlepszego Absolwenta Szkół Baletowych w Polsce – Szczecin 2019, uczennica H. Kozaczko również laureatka konkursu w Gdańsku 2019, Nagroda Instytutu Muzyki i Tańca.

Program pierwszej części składał się z 15 etiud, zaczynając od pierwszej Vivat Moniuszko po ostatnie Chicago, w drugiej części koncertu uczniowie zaprezentowali 21 etiud, wśród których był między innymi taniec meksykański, mazur, łabędzie, Kwitnie jaśmin ( w wykonaniu uczennic z Chin) , Aquellos ojos verdes ( w wykonaniu uczniów z Tel Avivu), taniec hinduski.  W trakcie tej części zostały również zaprezentowane projekty kostiumów studentów z pracowni Kostiumu Teatralnego Uniwersytetu Artystycznego.

Organizatorem Koncertu była Ogólnokształcąca Szkoła Baletowa im. Olgi Sławskiej – Lipczyńskiej, Towarzystwo Przyjaciół Szkoły Baletowej w Poznaniu. Reżyseria koncertu M. Różalski, K. Frąckowiak. Współpraca Teatr Wielki.  Honorowy patronat objął Prezydent Miasta Poznania.

Wielkanocny stół

0
Powinien być pięknie przystrojony pisankami, palemkami i kwiatami, pomieścić wielkanocne dania i jeszcze całą rodzinę przy świątecznym śniadaniu. Jak to zrobić?

Przede wszystkim nie należy przedobrzyć z dodatkami. Dużo nie znaczy dobrze, a jarmarczne, krzykliwe dekoracje mogą zniechęcić do posiłku zamiast go uprzyjemnić.

Ogólna zasada jest taka, że im bardziej kolorowe dania – tym mniej kolorów na stole, w nakryciach i ozdobach. A akurat na wielkanocnym stole potraw o wyrazistych kolorach nie brakuje: jest ćwikła z chrzanem, barwne pisanki, kolorowe baby i mazurki. Dlatego najlepszy będzie biały lub kremowy obrus, lub też – ostatni krzyk mody – z lnianego płótna w naturalnym kolorze. Do tego neutralna, kremowa lub biała zastawa i wszystko razem pięknie podkreśli wygląd świątecznych dań.

Na tak stonowanym tle doskonale wyglądają typowe dla Wielkanocy dekoracje w kolorach wiosennej zieleni i żółci, na przykład bukiet z wiosennych kwiatów ozdobiony gałązkami wierzby puszczającej listki i bukszpanem. Mogą to być pierwiosnki, żonkile lub tulipany w dowolnym kolorze. Wiosenne kolory bukietu podkreśli dodatek ciemnoniebieskich szafirków, które właśnie zaczynają kwitnąć. W środku powinno się znaleźć miejsce dla wielkanocnej palemki.

Niezwykle dekoracyjnie wyglądają pisanki ułożone na „łączce” z rzeżuchy albo młodego żyta, ale by rzeżucha czy żyto zdążyły urosnąć do świąt, trzeba je było wysiać co najmniej tydzień wcześniej. Kto nie pomyślał, może zawsze ułożyć pisanki w ozdobnej, ceramicznej misie albo specjalnym półmisku. Będą wyglądały równie dobrze na ciemnym, matowym tle, na przykład talerza lub misy z naturalnej gliny lub charakterystycznego dla naszego kraju „siwaka”.

Doskonale sprawdzają się jako dodatki świeczki w kształcie kurczaczków czy baranków albo połówek jajek. Będą się pięknie prezentowały na stole i nadawały mu prawdziwie wielkanocny wygląd. Całość uzupełnią pasujące serwetki: jednobarwne lub z nadrukiem świątecznych motywów.

Uwaga! Dekoracje są ważne, bo pomagają stworzyć świąteczną atmosferę. Ale nie mogą utrudniać jedzenia czy rozmowy między biesiadnikami. Dlatego bukiety czy świeczniki nie powinny być zbyt wysokie, by nie zasłaniać gości. Nie mogą też być ustawione tak, by uniemożliwiały sięgnięcie po jedzenie lub napoje. Zawsze pamiętajmy o tym, że przede wszystkim biesiadowanie ma być przyjemne. Gdy dobranie każdego dania będzie oznaczało konieczność ostrożnego lawirowania między bukietami a świecznikami – z pewnością takie nie będzie…

el

Remis Lecha w Białymstoku

0
Lech Poznań zremisował na wyjeździe z Jagiellonią Białystok 3:3, a bramki dla „Kolejorza” zdobywali Joao Amaral, Nikola Vujadinovic i Timur Zhamaletdinov. Dla tego ostatniego było to premierowe trafienie w barwach poznańskiego zespołu.

Dariusz Żuraw i wiceprezesi Lecha przed rozpoczęciem rundy finałowej zapewniali, że to czas młodych piłkarzy i tych, którzy szans swoich jeszcze nie wykorzystali. W oficjalnym komunikacie zapowiedziano, że klub latem opuszcza ponad dziesięciu piłkarzy, więc rozsądnym byłoby z tych piłkarzy już raczej nie korzystać, a jak już korzystać, to w ostateczności. W Białymstoku było inaczej, bo opiekun „Kolejorza” w wyjściowej jedenastce nie umieścił żadnego nowego piłkarza w porównaniu z poprzednimi meczami, a jedynie kontuzjowanego Gytkjaera zastąpił Joao Amaral.

Lechici wyglądali od pierwszych minut zupełnie inaczej niż przed tygodniem na własnym stadionie w Poznaniu. Być może sporo racji było w słowach trenera Jagiellonii, Ireneusza Mamrota, który na pomeczowej konferencji stwierdził, że „Kolejorzowi” będzie się łatwiej grało na wyjeździe niż u siebie, gdzie presja kibiców – ostatnio nieprzyjaźnie nastawionych do zawodników – jest ogromna. Było widać zaangażowanie, ale też luz w głowie i grze niektórych piłkarzy: chociażby Amarala czy Makuszewskiego. Pomysł było widać też w rozegraniu stałego fragmentu gry w 5. minucie spotkania, gdzie Jevtic rozegrał krótko z jednym ze swoich kolegów i z pierwszej piłki wrzucił ją w pole karne, a tam do bramki Kelemena władował ją Nikola Vujadinovic. Po strzeleniu bramki skwitował ją ponownie utworzeniem z rąk znaczku „X”.

Jagiellonia miała swoje okazje, chociażby ta, po której Jesus Imaz bezbłędnie wybiegł przed linię defensywną Lecha Poznań i stanął „oko w oko” z Buriciem, ale to golkiper gości okazał się w tej sytuacji lepszy. Zawodnicy z Poznania grali spokojnie, kontrolowali to, co dzieje się na boisku i z rozwagą budowali swój atak pozycyjny. Po jednym z takich piłkę z prawej strony idealnie zagrał Maciej Makuszewski, gdzie na wolnym polu pokazał się Amaral i podwyższył wynik na 2:0. Zawodnicy poznańskiej drużyny w pierwszej połowie grali tak, jakby chcieli udowodnić, że po ich skreśleniu jeszcze cokolwiek potrafią. Walczyli przecież podczas tego meczu o ewentualne kontrakty w nowych klubach.

Sytuacja wydawał się być opanowana i kontrolowana, aż do momentu, kiedy to znowu Imaz znalazł się w pozycji jeden na jeden z bramkarzem Lecha Poznań i tym razem wygrał Hiszpan, bo – po interwencji VARu – okazało się, że Buric chyba lekko trącił nogę zawodnika Jagiellonii i sędzia słusznie podyktował rzut karny, którego poszkodowany zamienił na gola. Był to trzeci gol w przeciągu tygodnia w wykonaniu Imaza. W drugiej połowie aktywniejsi byli jednak gospodarze, co rozgrywaną akcję dążyli do zdobycia wyrównującej bramki. Najgorsze dla poznaniaków było to, że pierwsza, jaka nadarzyła się „Jadze” – to od razu gol w wykonaniu Kadleca. Piłkę po dośrodkowaniu Guilherme odbił Vujadinovic, dopadł do niej wspomniany zawodnik i nie dał szans Buriciowi. Kilka chwil później rozegrał się jeden z większych kabaretów z udziałem piłkarzy Lecha, jaki do tej pory widzieliśmy. Lechici stracili bramkę, bardzo ładną zresztą, ale Runje był na pozycji spalonej. VAR jednak zauważył, że przed spalonym Timur Zhamaletdinov faulował jednego z piłkarzy Ireneusza Mamrota i sędzia Stefański postanowił podyktować drugi rzut karny, który ponownie wykorzystał Jesus Imaz.

Wydawało się, że Lech Poznań do meczu już nie jest w stanie wrócić, bo „Jaga” mocniej napierała na defensywę „Kolejorza”, ale stało się – jak na Ekstraklasę przystało – całkowicie coś innego. Anty-bohater i winny straty bramki na 3:2, czyli Rosjanin Timur Zhamaletdinov postanowił oddać strzał z kilkunastu metrów, piłka odbiła się od nogi obrońcy gospodarzy i zaskoczyła Mariana Kelemena. Lech próbował jeszcze swoich szans, między innymi ponownie rosyjski napastnik poznaniaków ładnie poradził sobie z dwoma defensorami Jagiellonii, ale dobrze spisał się w tej sytuacji bramkarz drugiej drużyny poprzedniego sezonu polskiej Ekstraklasy. Wynik nie uległ zmianie i drużyny musiały podzielić się punktami.

Murowana Goślina: Policja chciała go skontrolować – strzelił sobie w głowę

0
Do tragicznego zdarzenia doszło w Murowanej Goślinie – kierowca, którego chciała skontrolować policja, strzelił sobie w głowę.

Informację jako pierwsza podała WTK. Mężczyzna był już znany lokalnym policjantom – prowadzone były przeciwko niemu postępowania. W nocy z piątku na sobotę, mężczyzna wyjeżdżał ze stacji benzynowej, kiedy policjanci zadecydowała o kontroli.

Samochód jednak się nie zatrzymał. Mężczyzna, ciągle prowadząc auto, strzelił sobie w głowę. Jego pojazd natomiast po chwili wylądował w rowie.

Enea Spring Break Showcase Festival

0
Szósta edycja największego polskiego festiwalu showcase’owego Enea Spring Break Showcase Festival & Conference rozpocznie się 25 kwietnia.

Jak co roku w kilkunastu miejscach koncertowych Poznania w dniach 25-27 kwietnia wystąpi ponad setka wykonawców, zarówno polskich, jak i zagranicznych. Nie zabraknie także paneli dyskusyjnych oraz warsztatów.

Zagrają między innymi: Daria Zawiałow, The Dumplings, Mela Koteluk, Afromental, Lao Che, Novika, Sokół, Voo Voo, Marysia Starosta, Przybył, Lazy Jack And The Spinning Jenny, Kasia Lins, Adam Repucha, Resina, The Cool Quest, Michał Przerwa-Tetmajer, Walking On Cars, Sidney Polak, Pejzaż, Sebastian Zawadzki, Arek Kłusowski, Evorevo, RusT, Warszawskie Combo Taneczne, Normal Echo, Olga Polikowska, Kaśka Sochacka, Orkiestra Prowincjonalna, Zabelov Group, Golden Parazyth, Rebeka, Misia Furtak, Daniel Drumz & Mr Krime, Miro Kępiński, Samuel Baron, Smutne Piosenki, Szymon Komasa, Terrific Sunday, The Saturday Tea, Jerz Igor i inni.

Największa scena festiwalu zlokalizowana będzie, podobnie jak w trzech ostatnich latach, na placu Wolności. Udział w koncertach na Enea Stage będzie gwarantowany dla każdego, kto kupi karnet. W innych miejscach decydować będzie pojemność. Cena karnetów: 105 zł (przedsprzedaż) / 125 zł (w trakcie imprezy).

W tym roku po raz pierwszy Enea Spring Break zagra także w niedzielę. 28 kwietnia na dziedzińcu Urzędu Miasta Poznania przy Placu Kolegiackim Estrada Poznańska przygotuje piknik dla rodzin i wszystkich spragnionych relaksu na świeżym powietrzu. W programie koncerty, animacje dla dzieci i strefa relaksu. Na miejscu będzie można skorzystać również z punktów gastronomicznych. Wstęp wolny.

Harmonogram:
13:30 – start
14:00 – Żywa Akademia Pana Kleksa
16:00 – Jerz Igor
13:30 – 16:30 Animacje muzyczne dla dzieci prowadzone przez Ambientówkę
17:00 – zakończenie

Jerz Igor to Igor Nikiforow i Jerzy Rogiewicz – muzyczny duet znany z niezliczonej liczby zespołów. Wymienimy tylko te na literę P: Paula i Karol, Profesjonalizm, Pink Freud czy Polonezy Marcina Maseckiego. O swoim projekcie mówią tak: „naszym marzeniem było nagranie płyty dla dzieci, która traktowałaby małych odbiorców poważnie, brzmiącej bogato, nagranej wyłącznie na prawdziwych instrumentach. Takiej, której z radością słuchalibyśmy razem z dziećmi”.

Żywa Akademia Pana Kleksa to projekt, który powstał z myślą nie tylko dla najmłodszych, ale jako przedsięwzięcie integrujące całe pokolenia. Inicjatorem była Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy Jarocin, która wraz z jarocińskim muzykiem i nauczycielem Tomaszem Jankowskim, przy wsparciu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Gminy Jarocin przygotowała ten projekt w ramach Jarocin Festiwal 2018. Występ młodych lokalnych artystów wraz z tuzami polskiej sceny takimi jak Marek Piekarczyk, Grzegorz Kupczyk czy dowodzonym przez Piotra Banacha zespołem BAiKA, przyciągnął prawdziwe tumy widzów i był jednym z najlepiej przyjętych koncertów podczas całego festiwalu.
Żywa Akademia Pana Kleksa to interaktywne widowisko, którego podstawą jest muzyka. Wybrane piosenki z wszystkich trzech filmowych adaptacji przygód Ambrożego Kleksa bawią, uczą, wzruszają, ale przede inspirują.

Ambientówka to zespół ludzi z głowami pełnymi pomysłów, zgromadzonym doświadczeniem, chęcią do tworzenia i działania. Tworzymy projekty edukacyjne i artystyczne dopasowane do potrzeb różnych grup min: dzieci, rodzin, młodzieży, kobiet, seniorów. Każde wydarzenie oparte jest na autorskim scenariuszu dopasowanym do wybranej grupy, jej zainteresowań i potrzeb. Stawiają na wyobraźnię, twórczy rozwój, zabawę, pomysłowość, recykling i współpracę.

Trwająca trzy dni impreza ma służyć prezentacji młodych, w tym także wielkopolskich, zespołów zarówno publiczności, jak i wpływowym osobom ze środowiska muzycznego. Jej pierwsza edycja odbyła się w 2014 roku, między 24 a 26 kwietnia. Centrum konferencyjnym i festiwalowym imprezy było Centrum Kultury Zamek, w którym odbywały się także występy zaproszonych artystów. Inne miejsca koncertowe stanowiły kluby: Blue Note, Scena Pod Minogą, Meskalina, Dragon oraz Kawiarnia Nocna Kisielice.

Kolejna edycja trwała od 23 do 25 kwietnia 2015. Na poznańskim showcase wystąpiło ponad stu wykonawców. Wśród nich znaleźli się m.in. zwycięzcy plebiscytu BBC Sound of 2015 – trio Years & Years, Mela Koteluk, której „Migracje” wciąż znajdują się w zestawieniu najlepiej sprzedających się płyt w kraju, Ten Typ Mes, który na festiwalu wystąpił po raz pierwszy z live bandem czy Skubas, który promował najnowszy album – „Brzask”. Koncerty 104 artystów odbyły się w 13 klubach.

Trzecia edycja odbyła między 21 a 23 kwietnia 2016. Wśród wykonawców znaleźli się m.in. Brodka, która w Poznaniu po raz pierwszy wystąpiła z materiałem z nowej, długo wyczekiwanej płyty oraz Taco Hemingway – niekwestionowana gwiazda polskiej sceny hip-hopowej. W 2016 roku sponsorem tytularnym imprezy została Enea, dzięki czemu festiwal zyskał dodatkową energię.

Czwarta edycja Enea Spring Break odbyła się między 20 a 22 kwietnia 2017 roku, a piąta w terminie 19-21 kwietnia 2018 roku. Szósta edycja odbędzie się w dniach 25-27 kwietnia 2019 roku. Szczegóły na stronie festiwalu. 

Mat. pras., el

„I rzekł Pan – będzie Polka. I była.” Polski Teatr Tańca przypomina o jubileuszu swojego 45-lecia

0
W rytmie „Polki” Polski Teatr Tańca  w kwietniu przypomina o jubileuszu swojego 45 – lecia. Spektakl w reżyserii Igora Gorzkowskiego, w choreografii Iwony Pasińskiej, z muzyką Zbigniewa Kozuba i w scenografii Andrzeja Grabowskiego, którego premiera odbyła się w Roku Bogów w Polskim Teatrze Tańca.
Jego koncepcja inscenizacyjna opiera się na grze różnymi znaczeniami słowa „Polka”. Przedstawienie ma formę kolażu. Twórcy przyglądają się rozmaitym doświadczeniom rozmaitym odcieniom kobiecości i różnym doświadczeniom życiowym kobiet – miłości, pracy, przyjaźni, rozmarzeniom, niespełnieniom i snom. 
„A siódmego dnia Pan Nasz, stworzyciel wszystkiego, strudzony swoim dziełem wypoczywał. I zdarzyło się, że Pan Nasz przysnął i kiedy spał, melodia mu wpadła przez ucho do głowy i wyjść nie chciała, póki Pan Nasz jej nie nazwie. I rzekł Pan – będzie Polka. I była. ” ( I. Gorzkowski )
Polka to szybki taniec.
Polka to forma muzyczna, w metrum parzystym. Polka to kobieta.
„Polka” to kolaż, którego strukturę fabularną wyznacza oś życia kobiety
od narodzin do śmierci.
7 kobiet, 7 grzechów głównych, 7 dni tygodnia.
Jaka jest Polka?
Co robi?
Czego nie robi?
Co je na śniadanie?
Czego nie zdążyła?
O czym marzy?
O co się modli?
Do kogo lub do czego?
Czy jest namiętna?
Na co czeka?
mat. org. Sławek Wąchała

Cudowna woda z kościoła przy Żydowskiej

0
Co roku w Wielką Sobotę, przed drzwiami Kościoła Najświętszej Krwi Pana Jezusa przy Żydowskiej ustawia się kolejka. To kolejka po cudowną wodę, której moc jest największa właśnie w Wielką Sobotę.

Opowieść o cudownym źródle w podziemiach świątyni liczy sobie kilkaset lat. Zgodnie z nią dawno, dawno temu trzej bluźniercy ukradli z kościoła hostię. Chcieli się przekonać, czy rzeczywiście, gdy się ją nakłuje nożem, płynie z niej krew, jak w to wierzą chrześcijanie – i postanowili to sprawdzić właśnie w miejscu, gdzie obecnie stoi kościół Najświętszej Krwi Pana Jezusa, a wtedy stała kamienica będąca własnością rodu Świdwów-Szamotulskich.

Już po pierwszym nakłuciu nożem z hostii rzeczywiście trysnęła krew, co tak przeraziło złoczyńców, że w panice uciekli z tego miejsca, a hostie porzucili daleko na łakach. Na tym miejscu stoi dziś kościół Bożego Ciała, który ufundował król Władysław Jagiełło na pamiątkę tej historii. Kościołem zarządzali karmelici trzewiczkowi, którzy także zadbali o to, by upamiętnić miejsce, gdzie doszło do sprofanowania hostii. Dzięki ich staraniom kamienicę przebudowano na kościół w stylu barokowym. Zaprojektował go najprawdopodobniej Jan Catenazzi, a przebudowę ukończono w 1736 roku.

Karmelitów do starań o przebudowę kościoła przekonało cudowne źródełko, które wytrysnęło na miejscu profanacji hostii. Pierwszym uzdrowionym był jeden z bluźnierców, który dzięki tej wodzie odzyskał wzrok, jak mówi legenda. Inna jej wersja twierdzi jednak, że hostie ukradli Żydzi – to był czas, gdy oskarżano ich o wszystko, co złe – i wcale ich nie porzucili na łąkach, a wrzucili do studni. Jednak hostie wypłynęły, sprawa się wydała, a woda ze studni od tej pory miała cudowne, lecznicze właściwości. Księgi kościelne przez kilkaset lat odnotowały setki cudownie uzdrowionych z pomocą tej wody. Największej mocy woda nabierała w Wielką Sobotę i wtedy też przychodziły tłumy poznaniaków, by nabrać jej do butelek i skorzystać z uzdrawiającej siły.

Oficjalna medycyna nigdy nie wypowiedziała się na temat właściwości wody z podziemi kościoła, ale wiara w jej cudowną moc nadal jest żywa wśród poznaniaków. Nadal schodzi się po nią do podziemi, ale studzienka została unowocześniona i teraz wystarczy po prostu odkręcić kran, by nabrać wody. Można ją dostać już cały rok, wystarczy poprosić w zakrystii. Jednak nadal w Wielką Sobotę ustawia się kolejka przed wejściem do podziemi, bo wiele osób wierzy, że tylko tego dnia woda ma magiczną moc…

Lilia Łada, fot. L. Łada

Lech Poznań: Walka o punkty z Jagiellonią

0
Jagiellonia Białystok podejmie dzisiaj na własnym stadionie Lecha Poznań. W tym spotkaniu zapewne zobaczymy całkowicie inną jedenastkę w porównaniu do poprzedniego meczu z „Jagą”, który odbył się w minioną sobotę w Poznaniu. Prezesi oficjalnie ogłosili odejście ponad dziesięciu piłkarzy, a być może ta lista się jeszcze powiększy. Dariusz Żuraw zapowiedział, że w najbliższych meczach chce jeszcze powalczyć, a pomogą mu w tym z pewnością także młodzi piłkarze oraz ci, którzy szans na zaprezentowanie się jeszcze nie mieli – chociażby Timur Zhamaletdinov.

Lech w tym sezonie kompletnie zawiódł. Ciężko mówić, że cokolwiek się poprawiło w porównaniu z tym, co obserwowaliśmy jeszcze rok temu – ba, jest jeszcze gorzej, bo „Kolejorz” zajmuje w grupie mistrzowskiej ostatnie, ósme miejsce, a o miejsce w niej musiał drżeć do ostatniej kolejki. Mecz swój przegrał, ale na jego szczęście szansy nie wykorzystała Wisła Kraków, która uległa Zagłębiu Lubin. Władze klubu wniosków raczej nie potrafią wyciągać, bo kiedy mówią o długofalowej wizji budowy i rozwoju klubu, to kilka miesięcy później dochodzi do zwolnień trenerów: Djurdjevicia i Nawałki, a na ratunek przychodzi Dariusz Żuraw. Najbliższe spotkania też są dla tego ostatniego kluczowe, gdyż tak naprawdę decydują o jego przyszłości w Lechu Poznań. Jeśli, nie bójmy się tego tak nazywać, dokona cudu i awansuje do europejskich pucharów, zapewne jego kontrakt zostanie przedłużony. W przypadku braku awansu i kontynuacji żałosnej gry także i w rundzie finałowej – z kontraktem się pożegna, a zespół Lecha kierować będzie już piąty kolejny trener w przeciągu roku.

– Chcemy zająć jak najlepsze miejsce w lidze. Bardzo mi na tym zależy, mam nadzieję też, że zawodnikom. Wierzę, że w każdym meczu grupy mistrzowskiej, każdy kto wyjdzie na boisko, da z siebie 100 procent i ten sezon zakończymy nie tylko z twarzą, ale też na dobrym miejscu. Wiem już o tym, kto będzie grał i jak będzie wyglądała kadra na kolejne mecze. Nikt nie kończy kariery po tym sezonie, każdy zawodnik walczy o swoją przyszłość, każdy będzie chciał pokazać się przed nowymi klubami – powiedział na konferencji prasowej trener Lecha Poznań, Dariusz Żuraw.

– Wiadomo, jak duże oczekiwania są w Poznaniu. Gdy pada bramka dla rywali na stadionie przy Bułgarskiej, to czuć tę presję ze strony trybun. Wiedzieliśmy, że remis w tym spotkaniu jest dla nas korzystnym rezultatem i choć wyszliśmy na boisko po zwycięstwo, to chcieliśmy poszanować ten wynik jak najdłużej i grać konsekwentnie. Zdajemy sobie sprawę z tego, że każdy mecz jest inny, dlatego na sobotę musimy poszukać trochę innego ustawienia czy składu personalnego. Z tego względu chociażby, że w Poznaniu chcieliśmy bardziej wykorzystać Novikovasa, natomiast on zagrał tylko dziesięć minut i plan szybko „wziął w łeb”. Nasza sytuacja kadrowa jest lepsza niż przed meczem w Poznaniu, natomiast wiemy, że kilku zawodników jest zagrożonych pauzą za kartki, więc to się może zmienić – mówił z kolei szkoleniowiec Jagiellonii Białystok, Ireneusz Mamrot.

Nie da się ukryć, że Lecha już wszyscy dawno pogrzebali i postawili krzyżyk. Ten sam, który nie tak dawno pokazywali skreśleni już piłkarze poznańskiej drużyny. Czy pojawią się oni dzisiaj na boisku? Czy powalczą jeszcze o kontrakty w innych klubach i pokażą się w lepszej dyspozycji? Czy Lecha stać na cokolwiek jeszcze w tym sezonie? Odpowiedź poznamy już o godzinie 18:00, kiedy to rozpocznie się spotkanie między Jagiellonią Białystok a Lechem Poznań.

Partia „Razem” atakuje Jacka Jaśkowiaka

0
Poznańscy politycy partii „Razem” zaatakowali Jacka Jaśkowiaka, prezydenta Poznania, za jego sugestię, żeby zawiesić trwający strajk nauczycieli.

Jaśkowiak zasugerował nauczycielom, podczas spotkanie z nimi, zawieszenie strajku do września i jego ponowne rozpoczęcie tuż przed wyborami parlamentarnymi. Według prezydenta taka strategia pozwoli obronić maturzystów, którzy mogą dostać w tej bitwie rykoszetem. Dodatkowo przed wyborami parlamentarnymi, rząd Prawa i Sprawiedliwości może być bardziej skłonny do przyznania podwyżek według prezydenta.

Sugestie Jaśkowiaka ostro skomentowali członkowie partii „Razem” z Poznania. Prosocjalne ugrupowanie wprost nazywa prezydenta Poznania „łamistrajkiem”. – Nauczycielki strajkują już dwa tygodnie i do tej pory strona rządowa zachowuje się w sposób lekceważący – przedstawiona przez PiS propozycja porozumienia to kpina, która w żaden sposób nie poprawi sytuacji pracowników oświaty – twierdzą działacze „Razem”.

– I właśnie teraz, w momencie, gdy strajkujące nauczycielki i inni pracownicy oświaty potrzebują naszego wsparcia, liberałowie z Koalicji Europejskiej coraz częściej mówią: „Zawieście strajk”. W tym momencie trzeba powiedzieć sobie jasno – to jest wbijanie strajkującym nauczycielom noża w plecy i de facto wspieranie działań rządu PiS – dodają.

Następnie „Razem” atakuje Jaśkowiaka już bezpośrednio: – Panie Prezydencie w strajku nie chodzi o zbijanie punktów procentowych dla tej czy innej partii politycznej, ale o godne wynagrodzenia i szacunek dla setek tysięcy pracowników i pracownic polskich szkół. Nadchodzą takie momenty, w których człowiek musi zadać sobie jedno proste pytanie – po której stronie stoisz? Strajkujących nauczycielek walczących o godność swojego zawodu, czy cynicznych polityków z rządu i tzw. „opozycji”? – retorycznie pyta „Razem”.

– My wiemy, po której stronie się opowiedzieć – lewica nie zdradzi strajkujących nauczycielek, podwyżki, o które walczycie po prostu Wam się należą! – przekonują na koniec poznańscy działacze.

fot. Razem