Włamania do domów, garaży i budynków gospodarczych stały się ostatnio plagą Wilkowic leżących niedaleko Leszna. Mieszkańcy postanowili sami zadbać o porządek i zorganizowali obywatelskie patrole.
Kradzieże stały się tu prawdziwą plagą i leszczyńska policja, mimo że przysyła do Wilkowic znacznie więcej patroli, nie może sobie dać z tym rady. Złodzieje kradną przede wszystkim elektronarzędzia, jednak ich łupem padają także inne cenne przedmioty.
Mieszkańcy postanowili wspomóc leszczyńskich funkcjonariuszy i zorganizowali patrole, które będą nocą patrolować miejscowość. Swój akces zgłosiło już 30 osób, w tym kilku emerytowanych policjantów i żołnierzy, jak podaje Radio Poznań.
Patrole objeżdżają Wilkowice i odnotowują każdy samochód wjeżdżający do miejscowości. Szczególnie zwracają uwagę na auta nie należące do mieszkańców, a gdy uważają, że warto – nagrywają je kamerami. Niektórzy patrolują miejscowość pieszo i z psami.
Ich działalność daje efekty – najwidoczniej złodzieje przestraszyli się obywatelskiej aktywności, bo kradzieże ustały.
Tak intrygujący tytuł ma wystawa, która została dziś otwarta w Galeria FWD. Na wystawie są prezentowane prace trójki artystów: Chun-Yi Chang, Maksymiliana Czechlewskiego i Piotra Pasiewicza. I jeden z nich jest naprawdę niezwykły…
Wystawa jednoczy trzech artystów, których różni bardzo wiele. Mieszkają w zupełnie innych miejscach globu, są w różnym wieku, mają kompletnie odmienne zainteresowania i różnego rodzaju bagaż doświadczeń. Łączy ich wewnętrzna potrzeba tworzenia oraz wiara w to, że sztuka oraz artystyczna wrażliwość są ważne i trzymają przy życiu każdego twórcę, człowieka kultury, kuratora czy historyka sztuki. Z tej perspektywy twórczość artystyczna to podstawa niektórych ludzkich egzystencji.
W tym tyglu miesza jeszcze jeden składnik, którego postawa nie jest oczywista. Jest to element, bez którego tworzenie nie miałoby sensu – odbiorca – wrażliwy oglądający, kolekcjoner czy pasjonat, ale często także “zwykły człowiek”, łamiący artystyczne serca zdaniami w rodzaju “moje pięcioletnie dziecko, by tak umiało”. To właśnie spotkanie z tą ostatnią postacią może być dla artysty “niebezpieczne”.
W dobie postmodernizmu panują egalitarne teorie: wszystko może być sztuką i każdy może zostać artystą. Czym zatem różnimy się od siebie? Dlaczego nie tworzysz sztuki?
Odpowiedź na to pytanie znajdą wszyscy ci, którzy wybiorą się do Galerii FWD przy ul. Święty Marcin 47. Wystawa będzie czynna do 31 marca.
A oto biogramy artystów:
Chun-Yi Chang – urodzona w Taipei w 1975 r., absolwentka Rouen College of the Arts oraz studium doktorskiego na Uniwersytecie Paryskim. W 2009 odbyła rezydencyjny wyjazd stypendialny Ministerstwa Kultury do 18th Street Arts Center w Santa Monica. Laureatka nagrody stypendialnej Gerdy Henkel Stiftung w 2013. Brała udział w wielu wystawach indywidualnych i zbiorowych, w tym w 5. i 11. edycji Festiwalu la Nuit Blanche, w 6. edycji Biennale Młodych Artystów w Paryżu oraz w wystawie French-Chinese Young Artists w Today Art Museum w Pekinie. Praca Chun-Yi Chang koncentruje się na prezentacji rzeczywistości świetlnej na obrazach cyfrowych. Artystka wykorzystuje „pływające światło” i „spojrzenie” obrazów cyfrowych”, aby przemodelować poczucie rzeczywistości, które waha się między światem realnym a rzeczywistością wirtualną.
Maksymilian Czechlewski – urodzony w Poznaniu w 2015 r. Uczęszcza do Przedszkola Jeżyki na poznańskich Jeżycach. Jego hobby to malowanie wszystkim czym się da i po czym się da. Potrafi samodzielnie się umyć i ubrać, ładnie wypowiadać się i składać logiczne zdania, kroić owoce i warzywa, opowiadać bajki. Jest w stanie napisać proste słowa, w tym swoje imię. Posiada także zdolność zapalania światła kijem. Obrazy maluje głównie farbami akrylowymi i plakatowymi. Zaczął tworzyć w wieku 3 lat.
Piotr Pasiewicz – urodzony w Łodzi w 1979 r. Ukończył z wyróżnieniem studia na Wydziale Grafiki i Malarstwa na Akademii Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego w Łodzi w Pracowni Malarstwa I (Otwarta Księga) prof. Andrzeja M. Bartczaka. W 2011 roku otrzymał Stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Tworzy w zakresie grafiki warsztatowej, rysunku, performance, wideoartu i krótkich form filmowych. W swych działaniach konsekwentnie kreuje świat, w którym przesiąknięte metafizyką kształty powstają w spontanicznym akcie twórczym.
Mat. pras. el
Ja farbuję i to jest niebezpieczne, 1 Maksymilian Czechlewski_galeriaFWD
Dzieci z Szymanowa nie mają czym dojechać do szkoły w Śremie. Gmina zlikwidowała poranny autobus do Śremu – bo… jeździło nim zbyt mało osób.
Likwidacja linii nastąpiła na początku lutego, tak samo jak kilku innych, które nie cieszyły się zbyt dużym zainteresowaniem pasażerów. Śrem tłumaczy, że musi szukać oszczędności, a autobusy wożące z pewnością nie są dowodem oszczędności samorządu.
Jednak dla dzieci z Szymanowa i ich rodziców to prawdziwy problem. Bo teraz, żeby zdążyć na lekcje, muszą jechać samochodem. Co wtedy, gdy samochód się popsuje albo rodzicom godzina lekcji nie zgadza się z godziną rozpoczęcia pracy? Rodzice twierdzą, że jeszcze kilka miesięcy temu nie byłoby tak źle, bo połączeń było więcej. Ale ostatnio godzinowo pasowało tylko to jedno – i właśnie ono zostało zlikwidowane.
Adam Lewandowski, burmistrz Śremu, zapewnia, że nie chce działać przeciwko społeczności lokalnej i jeśli mieszkańcy mu udowodnią, że rzeczywiście dla wielu mieszkańców brak tego połączenia to problem – jest szansa na przywrócenie połączenia.
Na trasie Wyszyny – Stróżewo doszło do zderzenia dwóch samochodów, którymi podróżowały cztery osoby. Dwie z nich odniosły obrażenia, które nie zagrażają życiu.
Wypadek miał miejsce przed 12.00. Na miejscu jako pierwsi znaleźli się strażacy z OSP Wyszyny. To oni wspólnie z JRG PSP Chodzież zabezpieczali teren i udzielili pierwszej pomocy medycznej dwóm osobom, które ucierpiały w wypadku.
Droga z powodu wypadku była nieprzejezdna przez ponad 2 godziny. Sprawą wypadku zajmuje się policja.
Szkolenie z saperami i to w dodatku na poligonie – strażacy ochotnicy z OSP Rakownia spędzili pracowicie sobotę na poligonie w Biedrusku.
Druhowie z OSP Rakownia brali udział w ćwiczeniach w Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych w Biedrusku. Ćwiczenia polegały na rozpoznaniu przeciwpożarowym poligonu oraz na szkoleniu z saperem z patrolu saperskiego. Łatwo nie było, ale zdobyta dziś wiedza na pewno nie raz przyda się w pracy…
Mimo że to już jeden z ostatnich koncertów na trasie – poznańska publiczność miała okazję wysłuchać bardzo energetycznego koncertu Macieja Balcara w klubie Blue Note.
Artysta tradycyjnie jak co roku na przełomie stycznia i lutego wyruszył w trwającą kilkanaście dni trasę koncertową – i jak co roku nie zawiódł słuchaczy tak repertuarem, jak i poziomem wykonania.
Balcar wraz z towarzyszącym mu zespołem wybitnych instrumentalistów zaprezentowali materiał ze
wszystkich dotychczas wydanych płyt. Nie zabrakło jednak nowych bądź nieprezentowanych jeszcze
utworów. Publiczność usłyszała m.in. piosenkę z filmu animowanego „Mustang z Dzikiej Doliny”, utwór promujący grę komputerową „Wiedźmin” i zapowiedź przyszłorocznej płyty.
Zespół wystąpił w składzie:
Maciej Balcar – śpiew, gitara
Jan Gałach – skrzypce elektryczne, mandolina, gitara akustyczna, cajon
Maciej Mąka – gitara
Piotr Wojtanowski – gitara basowa, śpiew
Max Ziobro – perkusja
Powitanie z wyborczynią w wieku 104 lat i wyborcze przesłanie, przerywane oklaskami i odśpiewaniem „Sto Lat” – tak wyglądało spotkanie wyborcze prezydenta Andrzeja Dudy.
Prezydent przyjechał z prawie godzinnym poślizgiem, co było dość sporym dyskomfortem dla czekających na niego wyborców. Kilka osób nawet zasłabło i ratownicy medyczni musieli im udzielić pomocy, mimo że hala sportowa, w której odbywało się spotkanie, nie była pełna.
Gdy prezydent pojawił się na sali, został powitany przez gospodarza spotkania, posła Ryszarda Bartosika, a on sam przywitał się przede wszystkim z honorowym gościem spotkania, 104-letnią mieszkanką Turku, która przybyła na spotkanie z całą rodziną.
Po powitaniu prezydent wszedł na mównicę, by przedstawić zarysy swojego programu wyborczego. Mówił o emeryturze stażowej, którą miałby dostać mężczyzna po przepracowaniu 40 lat lub kobieta po 35 latach. Andrzej Duda podkreślił też swoją aprobatę i wsparcie dla rządowych programów 500+ i 300+ i zapowiedział kontynuację reformy sądownictwa forsowanej przez Prawo i Sprawiedliwość. Na zakończenie poprosił mieszkańców Turku o ich głosy 10 maja.
„Memu synowi ktoś rozsypał dziś przed bramą dużą ilość gwoździ. Uprzejmie informuję, że jego rodzice już tam nie mieszkają …” – taki wpis opublikowała dziś w mediach społecznościowych posłanka Joanna Jaśkowiak.
Posłanka załączyła do wpisu zdjęcie dokumentujące rozsypane gwoździe. Godzinę później wpis udostępnił Jacek Jaśkowiak na swoim profilu na FB. „Informuję, że nie mieszkam tam ani ja, ani Joanna Jaśkowiak. Obecnie mieszka tam mój syn z synową i wnuczką. Jeżeli ktoś chce wyładować swoje negatywne emocje, to lepiej bezpośrednio w stosunku do mnie” – napisał prezydent Poznania.
Ani prezydent, ani posłanka nie podjęli jeszcze decyzji, czy zgłoszą sprawę na policję. Sam Jacek Jaśkowiak uważa, że nie bardzo ma to sens, ponieważ ile razy dotychczas powiadamiał policję o aktach wandalizmu, sprawy były umarzane, a policji nie udawało się wykryć sprawców.
Przypomnijmy, że wandale od kilku lat od czasu do czasu zostawiali bazgroły i niecenzuralne hasła na płocie domu Jacka Jaśkowiaka. Napisy „zdrajca” i „pedał” pojawiały się regularnie od 2015 roku średnio co kilka tygodni. Czyżby to był dalszy ciąg tej akcji?
Po godzinie 15.00 strażacy ochotnicy z Biskupic otrzymali informację o ulatnianiu się gazu w jednym z budynków mieszkalnych w Pobiedziskach.
Strażacy zabezpieczyli otoczenie i sam budynek, by do pracy mogło przystąpić pogotowie gazowe, które usunęło awarię. W akcji oprócz OSP Biskupice brały udział OSP Pobiedziska oraz JRG 3 Poznań.
25-letni mieszkaniec gminy Czarnków poszukiwany był przez Sąd Rejonowy w Chodzieży, jednak ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości – aż zatrzymali go policjanci z Czarnkowa.
Do zatrzymania 25-latka doszło 20 lutego około godziny 17:00 na jednej z ulic w Lubaszu. Zaraz po zatrzymaniu 25-latek został przewieziony do policyjnej celi, natomiast dziś trafił do zakładu karnego.Teraz będzie musiał odbyć karę kilku miesięcy pozbawienia wolności.
Rozpoczyna się decydująca część sezonu halowego 2019/20. Czas na półfinały Hokej Superliga.
W ramach spotkań w półfinałach dziś o 16:30 WKS Grunwald Poznań podejmie KS Warta Poznań, a o 20:00 KS Pomorzanin Toruń zmierzy się z KS AZS AWF Poznań.
„Było drzewo. Nie ma drzewa” – napisali dziś ze smutkiem radni z Jeżyc. Piękny, stuletni kasztanowiec rosnący przy Zwierzynieckiej – został wycięty. Na jego miejscu stanie apartamentowiec.
To niestety żadna nowina, że drzewo miało zostać wycięte – działkę kupił deweloper, a zapisy w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego dla tego miejsca nie zastrzegały, że w przypadku ewentualnej budowy w tym miejscu trzeba oszczędzić drzewo. I, co oczywiste, projekt budynku na działce bez drzewa jest znacznie tańszy niż z drzewem, nie mówiąc już o większym metrażu, który będzie można sprzedać.
Mieszkańcy Jeżyc pożegnali się z kasztanowcem 8 lutego.
– Tu popełniono błąd na etapie wydania warunków zabudowy dla tego budynku – mówił wtedy Paweł Głogowski, jeżycki radny i inicjator akcji. – A można było spróbować negocjacji, wymóc na inwestorze, by projektując budynek zostawił miejsce dla drzewa. Ale tego nie zrobiono, a później władze miasta tłumaczyły, że gdyby teraz wycofały zgodę, to musiałyby płacić duże odszkodowanie. I to właśnie nie powinno tak być, że samorząd boi się odszkodowania, więc nic nie może zrobić powinny być rozwiązania systemowe, takie, które ochronią samorząd w podobnych przypadkach.
Mamy już prawie wiosnę, czas budów, więc w ramach przygotowania terenu pod budowę wycięto stuletni kasztanowiec. Oczywiście zgodnie z prawem inwestor ma obowiązek posadzić w zamian nowe drzewa i na pewno to zrobi. Jednak musiałoby ich być kilkaset, żeby zastąpić stuletnie drzewo. No i na pewno nie zostaną posadzone w najbliższej okolicy wyciętego kasztanowca, bo tam nie ma na to miejsca. Na skrzyżowaniu Gajowej i Zwierzynieckiej właśnie powstaje kolejna miejska wyspa ciepła…
„Jesteśmy źli i smutni” – piszą dziś jeżyccy radni – „że z taką łatwością wyraża się zgodę na wycięcie 100-letniego kasztanowca na osiedlu, gdzie każde drzewo jest na wagę złota”.
Leszczyńscy policjanci uratowali życie mężczyźnie, który chciał skoczyć z wiaduktu. Udało im się go powstrzymać w ostatniej chwili.
Zdarzenie miało miejsce w piątek około godziny 19.00. Policjanci z patrolu nie spodziewali się takiego urozmaicenia piątkowego wieczoru, gdy zobaczyli mężczyznę stojącego na krawędzi wiaduktu. W ostatniej chwili udało im się ściągnąć go z góry i zaopiekować się nim do przyjazdu karetki pogotowia.
12 osób ewakuowali strażacy z kamienic przy Starym Rynku. Włączył się monitoring pożarowy, w budynku dało się wyczuć wyraźny zapach gazu. Na szczęście okazało się, ze to fałszywy alarm.
Wydarzenie miało miejsce około południa. Strażacy odebrali sygnał monitoringu i ruszyli do akcji, rozpoczynając od ewakuacji osób obecnych w kamienicy.
Na szczęście okazało się, że to fałszywy alarm. Zapach wydobywał się prawdopodobnie ze studzienki kanalizacyjnej, ale z gazem nie miał nic wspólnego. Nie było także zagrożenia pożarowego. Mieszkańcy po zakończeniu działań przez strażaków spokojnie mogli wrócić do domów.
Na jednym z parkingów przy cmentarzu na Junikowie zapalił się samochód. Na szczęście nikt nie ucierpiał. Pożar gasiły dwa zastępy strażaków.
Zdarzenie miało miejsce około godziny 10.00 na parkingu przy ulicy Cmentarnej, tuż przy wejściu na cmentarz. Strażacy ugasili ogień, zanim zagroził sąsiednim pojazdom. Przyczynę pożaru zbada policja.
Ktoś usiadł w wygodnym fotelu, ktoś inny – wprost na ziemi, a dwie dziewczyny czytały książki opierając je o balustradę. Tak wyglądał flash mob miłośników książek, który odbył się w Starym Browarze.
Flash mob rozpoczął się w samo południe i początkowo wyglądało na to, że dziennikarzy jest więcej niż uczestników, którzy stali skromnie z boku, trzymając książki pod pachą.
Ale gdy wybiła dwunasta, okazało się, że jest ich dużo, dużo więcej. Spora grupa osób wyglądających jak zwykli klienci Starego Browaru wyjęła książki z torebek, saszetek czy kieszeni, usiadła wprost na podłodze szachownicy i zaczęła czytać. Przekrój ogromny: od „Hobbita” poprzez którąś z książek Charlotte Link aż po romanse, sądząc po wyglądzie okładek. W kawiarni obok książki wyjęła grupa dziewcząt plotkująca na kawie – i zatopiła się w czytaniu. Obok sięgnął po książkę młody mężczyzna siedzący w wygodnym fotelu, który także dotąd pił spokojnie kawę. Piętro wyżej dwie dziewczyny stały czytając, z książkami opartymi o balustradę,
Maria Zakrzewska przyszła ze swoją ukochana książką, którą jest „Kod da Vinci” Dana Browna.
– Mogę ją czytać zawsze i wszędzie, to moja ukochana książka, otworzyła mi oczy na wiele spraw – wyjaśnia.
Jej przyjaciółka, również Maria, ale Błaszczyk, przyniosła z kolei „Mężczyznę w brązowym garniturze” Agathy Christie.
– No dobra, może jestem staroświecka, ale uważam, że nikt nie pisał tak jak ona – mówi. – Mam tu romans, kryminał i powieść przygodowa w jednym. Uwielbiam tę książkę.
Zgodnie z zapowiedziami pomysłodawców flash moba na Szachownicy panowała cisza, przerywana jedynie szelestem kartek i klikaniem przycisków czytników – a sporo osób przyszło właśnie z czytnikami.
– Zawsze mam przy sobie, bo to dużo wygodniejsze niż książka – mówi Jakub, który właśnie wyjął swój czytnik rozsiadając się wygodnie na podłodze. – Mały przedmiot, a mam tu całą bibliotekę i czytam to, na co akurat mam nastrój. Co czytam teraz? Akurat Remigiusza Mroza, „Hashtag”.
Byli też i tacy, którzy chcieli wziąć udział w akcji, ale… nie mieli książek.
– Zapomniałam! – mówi z żalem Ewelina Daszewska. – Wyszła z domu pewna, że mam książkę w torebce, a okazało się, że wyjęłam wczoraj i zapomniałam włożyć z powrotem. Chciałam coś kupić w Empiku, ale akurat nic w moim guście nie było…
Pani Ewelina bardzo lubi literaturę azjatycką, kino zresztą również. A ponieważ nie jest to zbytnio popularna literatura w Polsce, kupienie książki staje się za każdym razem wydarzeniem.
– Bardzo lubię pisarza, który się nazywa Timothy Mo – mówi. – I właśnie z jego książką chciałam przyjść. No trudno, zrobię to następnym razem…
Przypominamy, że trwa wielki plebiscyt na książkę roku 2018 organizowany przez portal lubimyczytać.pl. W plebiscycie łącznie nominowanych jest 230 tytułów w 12 kategoriach. Są wśród nich książki 96 pisarzy polskich. Strefa głosowania – a zagłosować może każdy – znajduje się własnie na Szachownicy. Wyniki zostaną ogłoszone podczas uroczystej finałowej gali, która odbędzie się w piątek, 6 marca w Starym Browarze.
A dziś poznaniacy wspólnie zamanifestowali miłość do literatury i pokazali, że dla wielu z nich książki nadal mają moc.
Płyta konstrukcyjna unoszona w górę przez żurawia – a na jej skraju zawieszony człowiek. Wszystko to działo się na budowie Nowego Rynku w piątek. I nie był to średniej jakości dowcip pracowników.
Okazało się, że wszystkiemu winien był… wiatr. Jego nagły, silny podmuch sprawił, że płyta, przyczepiona już do żurawia, z pracownikiem sprawdzającym zabezpieczenia mocowania, nagle została uniesiona w powietrze, razem z pracownikiem kurczowo trzymającym się mocowań, które właśnie sprawdzał.
Nie wiadomo, jak to by się skończyło, gdyby nie błyskawiczna reakcja operatora dźwigu, który zauważył całą sytuację i ostrożnie opuścił płytę w dół, tak, by nie narazić pracownika na obrażenia.
„Latającemu” pracownikowi na szczęście nic się nie stało, ale prowadząca inwestycję na Nowym Rynku firma Skanska wysłała go na wszelki wypadek na badania do szpitala, a dodatkowo dała urlop, by doszedł do siebie po stresie. Zapowiedziała też szkolenia dla wszystkich pracowników zakresie bezpieczeństwa na budowie w czasie niekorzystnych warunków atmosferycznych.
Miały zastąpić tradycyjne papierosy i mniej szkodzić. Okazało się, że są co najmniej równie niekorzystne dla zdrowia. Wielkopolski Sanepid postanowił walczyć z e-papierosami i wybrał dość nietypową metodę…
XII LO przypomina plan filmowy. Jest kamera, światła, lustra do charakteryzacji, śliczne dziewczyny i przystojni chłopcy. To uczniowie klasy teatralno-filmowej, którzy zaraz będą grali w krótkich filmach edukacyjnych. Właśnie o e-papierosach. Żeby przestrzegać swoich rówieśników, by nie sięgali po nie, bo są bardziej szkodliwe i szybciej uzależniają niż te tradycyjne.
Młodzi ludzie siedzą wygodnie, bo zdjęcia są już zakończone, teraz tylko montaż i film będzie gotowy. Oczywiście, można to potraktować jako dodatkowe zajęcia zawodowe, w końcu to klasa teatralno-filmowa. Ale oni przekonują, że nie, że to dla nich poważna sprawa, bo coraz więcej młodych ludzi sięga po e-papierosy i kończy z poważnymi chorobami dróg oddechowych. Oni to wiedzą, bo chodzi o ich rówieśników.
– To duży problem – mówi Wiktoria Nowak, jedna z młodych aktorek biorących udział w nagraniu. – Wydaje się to nieszkodliwe, no bo nic się nie dzieje. Tak od razu…
– To przez te różne smaki, są przecież owocowe, ziołowe – dodaje Julia Sobczyk, kolejna młoda aktorka. – To jest dla młodych ludzi bardzo atrakcyjne. No i nie śmierdzą, więc rodzice się nie zorientują.
– A przecież po e-papierosy sięgają coraz młodsi, dwunasto- i trzynastolatkowie – zwraca uwagę Zuza Halicka, która także gra w filmie.- I żaden problem z kupnem, co z tego, że niepełnoletni, kupują przez internet i jest ich coraz więcej.
Dlatego uważają, że takich filmów edukacyjnych w krótkiej, zwartej formie powinno powstawać jak najwięcej. I właśnie z udziałem młodych ludzi, żeby to oni przekonywali rówieśników.
– To ma sens – mówi Kacper Kujawa, jeden z młodych aktorów. – Ten filmik ma dobry scenariusz, jest przemyślany, a jak jeszcze pojawi się w internecie, to na pewno chwyci. Młodzież przede wszystkim sięga po internet.
– No i musi być dobra promocja, na przykład na Youtube – dodaje Zuza Halicka. – Promocja to podstawa.
W filmach występuje też znana piosenkarka Kasia Wilk. Chce mówić o zagrożeniu, ponieważ na własnej skórze – a raczej własnej krtani – sprawdziła, jaki efekt dają e-papierosy.
– Miały być mniej szkodliwe niż tradycyjne papierosy, dlatego zdecydowałam się na nie przejść – opowiada wokalistka. – I skończyło się to fatalnie dla mojego zdrowia, dla aparatu oddechowego i krtani. Jakość głosu spadła o 70 procent! Zdecydowanie odradzam.
Kasia Wilk napisała o tym także na swoim profilu na Facebooku, ostrzegając wszystkich zwolenników e-papierosów przed niebezpieczeństwem.
– Trzeba być rozważnym w swoich wyborach – podsumowuje. – I czytać! Nie tylko to, co napisano na opakowaniu, ale też o badaniach naukowych.
Pod koniec ubiegłego roku Główny Inspektorat Sanitarny poinformował o pierwszych zatrucia e-papierosami u dwóch nastolatek. Z tego powodu wprowadził obowiązkowy monitoring powikłań po używaniu e-papierosów. Od stycznia szpitale mają obowiązek informowania stacji sanitarno-epidemiologicznych o każdym przypadku uszkodzenia płuc, mającym związek z paleniem elektronicznych papierosów.
– Chodzi o zbadanie skali problemu – wyjaśnia Ewelina Suska, rzecznika prasowa WSSE w Poznaniu, która jest pomysłodawczynią serii filmików edukacyjnych. – Z uwagi na wzrastającą liczbę udokumentowanych przypadków uszkodzeń płuc oraz ostrej niewydolności oddechowej na skutek używania e-papierosów. To jest tym ważniejsze, że panuje powszechna opinia o mniejszej szkodliwości e-papierosów dla zdrowia. A jest dokładnie odwrotnie! Dlatego też trzeba jasno powiedzieć, że wszelkie formy inhalowania nikotyny są szkodliwe.
GIS wspólnie z ministrem edukacji narodowej przygotował także list do rodziców wszystkich uczniów o ogromnej szkodliwości e-papierosów, który ma spełnić rolę edukacyjna i uświadomić im niebezpieczeństwo stosowania e-papierosów. Filmy edukacyjne pomysłu Eweliny Suskiej doskonale wpisują się w tę rolę.
W filmach występują uczniowie klasy teatralno-filmowej XII LO: Kacper Kujawa, Zuza Halicka, Julia Sobczyk, Jacek Kruger, Izabela Wojciechowska, Aleksandra Spychała, Wiktoria Nowak oraz Gabriela Wieczór. Gościnnie występuje też Kasia Wilk. Scenariusz i reżyseria: Piotr Robakowski. Pomysł: Ewelina Suska. Akcji patronuje portal TenPoznan.pl.
Właściciele pływalni przedstawili samorządowi Leszna nową ofertę – tym razem chcą kupić obiekt razem z parkingiem. To nie pierwsze podejście do ponownego otwarcia basenu. Czy tym razem się uda?
Zdaniem leszczyńskiego magistratu na odtrąbienie sukcesu jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie – ale rozmowy trwają. Nie jest to pierwsza próba rozwiązania sprawy Akwawitu – może jednak tym razem się uda? Jak informuje Radio Poznań, na razie prezydent Łukasz Borowiak spotkał się z szefami „Akwawitu”. Obie strony podjęły decyzję, że na tym etapie negocjacji nie będą mówić o żadnych stawkach czy cenowy propozycjach.
Przypomnijmy: słynny aquapark, z którego słynęło Leszno, działał od 1993 roku i był przez wiele lat najnowocześniejszym aquaparkiem w Polsce.
Został zamknięty dwa lata temu, ponieważ właściciele obiektu nie osiągnęli porozumienia z miastem co do dofinansowania obiektu z budżetu. Miasto proponowało 200 tys. zł oraz zwolnienie z podatku od nieruchomości w wysokości nieco ponad 100 tys. zł. Firma uznała, że to za mało i nie pozwoli na dalsze funkcjonowanie obiektu. Chcieli 1,2 mln zł rocznie.
Prezydent takich pieniędzy nie chciał dać – więc pływalnia została zamknięta w 2018 roku. Pozostałe części Centrum Konferencji i Rekreacji „Akwawit”, czyli hotel, restauracja, sale konferencyjne oraz SPA z saunami – działają nadal.
Rocznie aquapark odwiedzało około pół miliona osób, a całe Centrum Konferencji i Rekreacji „Akwawit” dawało miesięczny zysk w wysokości blisko 100 tys. zł. Teraz ponowne uruchomienie pływali będzie kosztowało około 6 mln zł.