Nowe wyniki z laboratorium potwierdziły zakażenia koronawirusem u 5 osób z Wielkopolski. Tym razem to mieszkańcy powiatów poznańskiego i czarnkowsko-trzcianeckiego.
Są to:
– młody mężczyzna, stan zdrowia dobry, przebywa na kwarantannie w powiecie czarnkowsko-trzcianeckim;
– kobieta w średnim wieku z powiatu śremskiego przewieziona w stanie zdrowia dobrym do szpitala w Poznaniu;
– młody mężczyzna z powiatu czarnkowsko-trzcianeckiego w stanie zdrowia dobrym został objęty kwarantanną domową;
– dziecko z powiatu poznańskiego w stanie dobrym jest pod opieką lekarzy w szpitalu w Poznaniu;
– kobieta w średnim wieku z powiatu poznańskiego w stanie zdrowia dobrym, objęta kwarantanną domową.
Do tej pory w Wielkopolsce 31 osób zostało zakażonych koronawirusem, jedna osoba zmarła.
Mieszkają w Nowym Zoo zaraz za ogródkiem dziecięcym, są płci żeńskiej i noszą imiona Nelly oraz Wiki. To foki pospolite, ale wbrew pozorom wcale takie pospolite nie są…
Fokę pospolitą (Phoca vitulina) najłatwiej spotkać je przy północnych wybrzeżach Atlantyku i Pacyfiku, a także w Bałtyku, w jego części zachodniej, głównie w cieśninach duńskich. Foki trzymają się płytkich wód przy wybrzeżach, nie zapuszczają się na otwarte akweny. Długość życia foki pospolitej może sięgać nawet powyżej 40 lat. Osiągają do 180 cm długości w przypadku samców.
Mają dobry wzrok i słuch w przeciwieństwie do słabego węchu. Dowodem może być choćby fakt, że Nelly i Wiki doskonale i z daleka słyszą nadjeżdżającego opiekuna z pożywieniem – które stanowią wyłącznie ryby.
Codzienne karmienie fok połączone jest z treningiem, który stanowi dla zwierząt zabawę, jest okazją do większej aktywności i urozmaica im dzień. Podczas treningu opiekun ma możliwość lepszego obserwowania dziewczyn z bliska, sprawdzając ich kondycję, zdrowie oraz samopoczucie. Warto dodać, że foki potrafią nurkować do 150 metrów głębokości! Karmienie fok odbywa się na oczach publiczności, jest bardzo widowiskowe i cieszy się zazwyczaj ogromnym zainteresowaniem publiczności, która gorąco oklaskuje każdy skok i popis fok w pogoni za rybami.
Te urocze, zabawne i łagodne zwierzęta są kolejnym gatunkiem zagrożonym wyginięciem jako bardzo wrażliwe na zanieczyszczenie środowiska, zwłaszcza mórz, w których żyją. Jest ich coraz mniej i jeśli nie zadbamy o ochronę zasobów natury – wkrótce ogrody zoologiczne będą jedynymi miejscami, gdzie jeszcze będzie można zobaczyć foki.
Do tej pory musieli algorytmy wywiadów epidemiologicznych musieli sobie rysować na ścianach. Teraz mają już piękną tablicę magnetyczną, która znacznie ułatwi tę mrówcza pracę.
„Mrówcza” jest tu bardzo adekwatnym określeniem – gdy stwierdzany jest kolejny przypadek zakażenia koronawirusem, pracownicy Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej siadają do pracy i starają się bardzo szybko i bardzo dokładnie ustalić, z kim dana osoba miała kontakt, kto mógł się od nie zakazić – i przenieść koronawirusa na kolejne osoby. Ustalenie, z kim kontaktował się chory, który tydzień temu przyleciał do Polski samolotem, wsiadł w pociąg, później w autobus – jest naprawdę gigantyczną pracą.
Ale będzie nieco łatwiej bo teraz pracownicy oddziału epidemiologii Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Poznaniu zamiast algorytmu dot. wywiadu epidemiologicznego na ścianie mogą go rozrysować na tablicy magnetycznej.
Tablicę dostali w prezencie od pracowników Poznańskiego Parku Naukowo-Technologicznego.
„Oszuści opracowali nowe metody, by przywłaszczyć pieniądze bądź kosztowności” – alarmują wielkopolscy policjanci. Teraz kradzież odbywa się „na koronawirusa”: przychodzą ubrani w kombinezony i proponują dezynfekcję mieszkań.
Wielu mieszkańców, bombardowanych na okrągło informacjami o zagrożeniu koronawirusem i znaczeniu dezynfekcji wierzy oszustom i wpuszcza ich do domu nie pytając o dokumenty ani o to, kto im zlecił dezynfekcję. A oni okradają pomieszczenia, do których ich wpuszczono.
„Dla oszustów cel uświęca środki i bez skrupułów wykorzystują niepewność i strach ludzi w ciężkich czasach” – ostrzegają wielkopolscy policjanci.
Oszuści przebrani w kombinezony imitujące środki ochrony przeciwepidemiologicznej, mają ze sobą „środki dezynfekcji” i oferują dezynfekcję pomieszczeń mieszkalnych. A gdy już wejdą do mieszkań, nalegają, by dla bezpieczeństwa lokatorzy opuścili dezynfekowane pomieszczenia. Utrzymują, że oni są chronieni dzięki swoim kombinezonom, a pomieszczenia należy później przewietrzyć. Przestraszone ofiary dają złodziejom wolną rękę, a ci w tym czasie szukają schowanej gotówki bądź kosztowności.
Oszuści żądają też opłaty z góry, by zobaczyć, gdzie jest trzymana gotówka. Zdarzają się jednak tacy, którzy zapewniają, że przeprowadzają dezynfekcję za darmo, na zlecenie miasta lub gminy. Jednak gdyby rzeczywiście tak było – wcześniej w miejscowych mediach i skrzynkach na listy lokatorów pojawiłyby się komunikaty lokalnych samorządów, że przeprowadzają taką akcję. Jeśli komunikatów nie było – to na pewno są oszuści.
Przestępcy często wykorzystują czas „wietrzenia pomieszczeń”, by bezpiecznie się oddalić, nim pokrzywdzeni uświadomią sobie, że zostali oszukani. Nadto w większości przypadków „środki do dezynfekcji” to tylko woda, dla pozorów realizmu wzbogacona dowolnym środkiem, wonnym na tyle, by było czuć chemiczny aromat.
Policja prosi, by każdą próbę podobnych działań zgłaszać pod numerem alarmowym 112.
„Nie ma i nie będzie tolerancji dla oszustów, tym bardziej w tym trudnym okresie, gdzie społeczeństwo powinno się wspierać” – mówią wielkopolscy policjanci. – „Uważajmy, kogo wpuszczamy do domu”.
Na terenie województwa wielkopolskiego w dniu 21 marca z powodu podejrzenia koronawirusem 73 osoby przebywają w szpitalach – informuje Wielkopolski Urząd Wojewódzki.
Objętych nadzorem epidemiologicznym jest 3138 osób. Natomiast poddanych kwarantannie jest 3310 osób.
Do tej pory w Wielkopolsce 26 osób zostało zakażonych koronawirusem, jedna osoba zmarła.
Hanna Banaszak jest wokalistką wszechstronną. Potrafi znakomicie zinterpretować zarówno dobrą piosenkę literacką, jak i zaśpiewać na poziomie światowym klasykę i jazz. Na koncert artystki zaprasza Teatr Wielki Poznań 9 czerwca.
Jej utwory pisali najwybitniejsi polscy twórcy: Jeremi Przybora, Jerzy Wasowski, Wojciech Młynarski, Jonasz Kofta, Jerzy Satanowski, Jan Kanty Pawluśkiewicz czy Zbigniew Preisner. Koncerty artystki przyciągają tłumy odbiorców, a recenzje są pełne entuzjazmu. Pani Hanna dba bowiem o wartość, piękno i dramaturgię swoich recitali.
Na długo oczekiwany koncert zapraszamy 9 czerwca 2020 r o godzinie 19.00 do Teatru Wielkiego w Poznaniu.
JACEK SZWAJ – piano
ZBIGNIEW WROMBEL – bas
KRZYSZTOF PRZYBYŁOWICZ – perkusja
ANDRZEJ MAZUREK – instrumenty perkusyjne
Organizator SO SIMPLE GROUP Agencja Koncertowo-Eventowa
Od rana z radiowozów straży miejskiej emitowane były komunikaty nawołujące do przestrzegania wprowadzonych ograniczeń, a w szczególności do pozostania w domu. Poznaniacy okazali się bardzo zdyscyplinowani, choć to przecież pierwszy dzień wiosny.
Pierwszy dzień wiosny, zwany też „dniem wagarowicza”, od zawsze był okazją do plenerowych spotkań młodzieży. Nie przeszkadzał deszcz czy ujemne temperatury, a młodzież i tak świętowała.
W tym roku święto wiosny przypadło na sobotę i to w okresie, gdy na terenie kraju obowiązuje stan epidemii. Szkoły pozamykane, restauracje, które są otwarte, pracują w systemie „na wynos” – a strażnicy miejscy pilnowali od rana, czy wszyscy stosują się do ograniczeń, a w szczególności do pozostania w domu.
„Kilka dni temu ktoś, w programie informacyjnym TV, powiedział: „pozostając w domu nie robisz nic, a jednak robisz bardzo dużo….”. Na taką odpowiedzialność wszystkich, a zarazem każdego z nas bardzo liczyliśmy, jednak w ten wyjątkowy dzień mieliśmy poważne obawy” – przyznają strażnicy.
Jednak obawy okazały się nieuzasadnione. O godz. 17.00 Poznań nadal był wyludniony. Wrocławska, Stary Rynek, Szewska, Żydowska, Wartostrada, place zabaw i siłownie zewnętrzne w całym mieście „świeciły” pustkami. Wszyscy, czy to na rynku, czy na osiedlach, zastosowali się do zaleceń i wychodzili tylko wtedy, gdy było to naprawdę konieczne.
Na ulicy Dąbrowskiego w Pile zapalił się dwukondygnacyjny budynek. Jedna osoba nie zdołała uciec przed ogniem i zginęła. Dwóm udało się uratować.
Strażacy otrzymali zgłoszenie około godziny 14.00. Gdy dotarli na miejsce, ogień objął już cały budynek. Dwóm osobom udało się wyjść ze środka jeszcze przed przyjazdem strażaków. Trzeciej już się to nie udało.
Pożar został ugaszony. Sprawą zajmuje się policja i prokuratura.
Nikt w pożarze nie ucierpiał, ale straty materialne są znaczne. Pożar w tartaku pod Czarnkowem wybuchł się w pomieszczeniu, w którym suszono drewno.
Pożar rozrastał się bardzo szybko, a sytuację utrudniało jeszcze duże zadymienie, no i bliskie sąsiedztwo lasu, na który ogień mógł się przenieść w każdej chwili. Pożar gasiło ponad 20 jednostek straży pożarnej. Trzeba było zamknąć dla ruchu drogę wojewódzką nr 174.
Na szczęście w pożarze nikt nie ucierpiał, jednak na pewno będzie można to powiedzieć dopiero po całkowitym ugaszeniu ognia. A na miejscu cały czas jeszcze pracują strażacy.
Ma przyjmować pacjentki zakażone koronawirusem, które są w ciąży – a tymczasem w szpitalu w ogóle nie ma środków ochrony osobistej dla personelu. Szpital na swoim profilu FB opublikował prośbę o pomoc.
„Kochani! Już wiele razy prosiliśmy Was o pomoc i nigdy nas nie zawiedliście!” – piszą pracownicy szpitala. – „Tym razem sytuacja jest wyjątkowa i ekstremalna. Szpital musi być przygotowany do przyjęcia pacjentek do porodu ze stwierdzoną infekcją koronawirusem SARS-CoV-2. Na szczęście dotychczas żaden przypadek tego podejrzenia nie został potwierdzony rozpoznaniem COVID-19. Niemniej jednak do opieki nad tymi pacjentkami i noworodkami niezbędne są nam środki ochrony osobistej, których nam niestety brakuje”.
Co jest potrzebne? Kombinezony ochronne z butami, osłony twarzy typu przyłbice lub gogle ochronne, maski twarzowe z filtrem FFP3 lub FFP2, rękawiczki diagnostyczne, maseczki chirurgiczne, fartuchy barierowe, ochraniacze na obuwie, maty dezynfekcyjne, środki do dezynfekcji rąk i chusteczki do dezynfekcji.
Przydadzą się również produkty podstawowe, takie jak woda i napoje, batony energetyczne, zdrowe, wzmacniające przekąski.
Informowaliśmy już o tym, że Ginekologiczno-Położniczy Szpital Kliniczny przy ul. Polnej został wyznaczony do przyjmowania pacjentek w ciąży zakażonych koronawirusem – i przyjmowania porodów o podwyższonym stopniu ryzyka. Z oddziałów dla noworodków dwa są przygotowane na przyjęcie dzieci urodzonych przez takie pacjentki. Do szpitala będą także przewożone zarażone noworodki – według obecnego stanu wiedzy dzieci nie zarażają się w łonie matki koronawirusem, ale dopiero po urodzeniu.
Jak się jednak okazuje – zadbano o sale i sprzęt, zapomniano natomiast o ochronie personelu. I dlatego szpital prosi o pomoc. Bo chora pacjentka w ciąży może się zdarzyć w każdej chwili, a oni nie mają nawet maseczek…
Wszyscy, którzy chcieliby pomoc szpitalowi, mogą się z nim kontaktować przez profil placówki na Facebooku. Tak otrzymają informację, jak i gdzie mogą przekazać pomoc.
Około godziny 16.00 doszło do pożaru w jednej z kamienic przy ulicy Gwarnej. Zaczął palić się dach budynku. Ogień gasiło 5 zastępów straży pożarnej.
Nikomu nic się nie stało, ale z powodu akcji gaśniczej został wstrzymany ruch tramwajów przez ulicę Gwarną. Tramwaje kursują objazdami, co jest dość dotkliwe w chwili, gdy z powodu remontu jest wyłączona trasa przez Dowbora-Muśnickiego.
Akcja strażaków trwa, więc nie wiadomo, kiedy ruch zostanie przywrócony.
Wojewódzki Szpital Chorób Płuc i Gruźlicy w Wolicy pod Kaliszem został zamknięty: pacjenci są odizolowani, a lekarze i pielęgniarki przechodzą kwarantannę.
Jak poinformowało Radio Poznań, jedna z pacjentek, przyjęta do szpitala z powodu bakteryjnego zapalenia płuc – jest zakażona koronawirusem. Szpital zadziałał błyskawicznie: powiadomił wszystkie właściwe służby, a te z kolei dotarły do osób, które miały kontakt z chorą. A było ich całkiem sporo, ponieważ pacjentka, nie podejrzewając zakażenia koronawirusem, poszła do lekarza rodzinnego, gdy się gorzej poczuła, a dopiero stamtąd trafiła do szpitala.
Sytuacja jest bardzo trudna, bowiem w szpitalu, który leczy osoby mające juz i tak choroby płuc, zakażenie koronawirusem może mieć gorsze skutki niż gdziekolwiek indziej. Szpital przygotowuje się do działań, a przede wszystkim ściąga sprzęt. Lekarze, personel i pacjenci, którzy mieli kontakt z chorą, są poddani kwarantannie w szpitalu i nie wolno im go opuszczać, a dodatkowo jeszcze 20 osób przechodzi kwarantannę w domach.
Poznańska Fundacja na rzecz Praw Ucznia, na której czele stoi 17-letni Mikołaj Wolanin, rozpoczęła dziś zbiórkę podpisów pod petycją ws. przełożenia egzaminów.
Chodzi o przełożenie egzaminu maturalnego o 2 tygodnie, a ósmoklasisty o 3 tygodnie. Przełożenie o taki okres nie spowoduje konieczności przekładania terminów rekrutacji do szkół ponadpodstawowych i wyższych. Zakończenie egzaminu maturalnego w okolicach 12 czerwca sprawia, iż możliwe jest ogłoszenie jego wyników 4 lipca.
Oto treść petycji:
„Czas pandemii jest szczególnie trudny dla ósmoklasistów i maturzystów. To oni, zgodnie z dotychczasowymi planami, mają podejść do egzaminów na zakończenie nauki w szkole odpowiednio podstawowej oraz średniej. Czy jednak 4 dni robocze — w przypadku ósmoklasistów — pomiędzy powrotem do zajęć prowadzonych tradycyjnie a pierwszym egzaminem ósmoklasisty to wystarczający okres na ponowne przystosowanie się i rewizję materiału przed egzaminem, od którego zależą kolejne 4 lata edukacji? W przypadku maturzystów czas ten jest równy 12 dniom, a przed nimi najważniejszy egzamin w ich życiu, który zadecyduje o zakwalifikowaniu się bądź nie na wymarzoną uczelnię.
Czy podczas nauki zdalnej skupienie ucznia można porównywać do skupienia podczas lekcji? Wydaje nam się, że nie. Skutecznie przeszkodzą mu bowiem w nauce powiadomienia z komunikatorów, media społecznościowe, przeglądanie Internetu…. Niezaprzeczalne jest także, iż są osoby, które z możliwości nauki zdalnej skorzystać nie mogą. Jak w takim razie mówić o równych szansach?
Zauważmy też, że przebywanie w jednej sali egzaminacyjnej ponad 30 osób (a w przypadku szkół, gdzie egzamin odbywa się w auli lub na sali gimnastycznej — kilkuset) tworzy bardzo wysokie zagrożenie epidemiologiczne i możliwość zakażenia jakąkolwiek chorobą zakaźną (niekoniecznie COVID-em-19).
Nie zapominajmy ponadto, że nikt nie może zagwarantować, iż 15 kwietnia uczniowie na pewno wrócą do szkół, a lekcje ponownie będą się odbywać w sposób tradycyjny.
Dlatego zapewnijmy uczniom bezpieczeństwo, a także usuńmy z ich życia element niepewności polegający na martwieniu się, czy egzaminy na pewno się odbędą. Przełóżmy egzaminy maturalne na 2 tygodnie później (tj. zacznijmy je, zamiast 4 maja, 18 maja), a egzamin ósmoklasisty — o 3 tygodnie (12—14 maja zamiast 21—23 kwietnia). Przełożenie o taki okres nie spowoduje konieczności przekładania terminów rekrutacji do szkół ponadpodstawowych i wyższych. Zakończenie egzaminu maturalnego w okolicach 12 czerwca sprawia, iż możliwe jest ogłoszenie jego wyników 4 lipca. Oczywiście, takie przesunięcie wymaga wielu zmian w przygotowanych już np. harmonogramach matur ustnych, lecz stan pandemii, naszym zdaniem, sprawia, iż istnieje potrzeba zastosowania radykalnych kroków, które zapewnią każdemu bezpieczeństwo.
Podpisz petycję, prosimy. Nie musisz mieć ukończonych 18 lat! Zachęcamy do podpisu wszystkich zainteresowanych: uczniów, rodziców, nauczycieli, dzieci, dorosłych… Każdy podpis się liczy!”
Nawet w czasie godzin tradycyjnych sobotnich zakupów Poznań świeci pustkami. Z pewnością poznaniacy są w tych 92 proc. Polaków, którzy przestrzegają zasad stanu epidemii.
Zazwyczaj w sobotę przed południem Półwiejska tętni życiem, a im ładniejsza pogoda – tym tętni bardziej.
Dziś jednak od rana ulicą przemykają się jakoś tak ukradkiem pojedyncze osoby na zakupy. Od sklepu do sklepu. I w samych sklepach, nawet w Starym Browarze, też zbyt wielu klientów nie ma. W Piotrze i Pawle na przykład zero kolejek do samoobsługowych kas, do tej jednej czynnej tradycyjnej – również. A zazwyczaj w soboty o tej porze są prawdziwe tłumy.
Ale tak naprawdę zmiany widać dopiero, jak się wyjdzie na ulicę. Kwiatowa, zazwyczaj zastawiona samochodami do niemożliwości – dziś świeci pustkami. Auta stoją porządnie tylko po jednej stronie, i to „prawie” zgodnie z przepisami. Przy okazji dzisiejsza sytuacja jest odpowiedzią na pytanie, kto tak parkuje tam czy wolno czy nie – mieszkańcy czy przyjezdni? Wychodzi jednak na to, że przyjezdni.
Jeszcze większy szok czeka przechodniów na ulicy Królowej Jadwigi, gdzie oba przystanki tramwajowe świecą pustkami, nie stoi na nich ani jeden człowiek. Dotąd taką sytuację można tu było zaobserwować jedynie w środku nocy, i to nie każdej, w weekend, na przykład – też bywało tu sporo ludzi na przystankach. A przecież jest sobotnie przedpołudnie, czas zakupów w Starym Browarze i na deptaku, a tych bardziej tradycyjnych – na Bema. Gdzie te tłumy czekające kiedyś na przystankach, na przejściach dla pieszych przez wiecznie zakorkowaną Królowej Jadwigi? Dziś ulica też nie jest jakoś szczególnie ruchliwa. Nawet kiedy już pojawią jacyś przechodnie, to wszyscy, zgodnie z zaleceniami, trzymają się na dystans.
Najwięcej jest… strażników miejskich, którzy odczytują w miejscach gromadzenia się mieszkańców (Stary Rynek i przyległe uliczki, tereny rekreacyjne, a w szczególności nad Wartą, place zabaw) specjalny komunikat: „Na obszarze Rzeczpospolitej ogłoszono stan epidemii. Prosimy rozejść się do domów!
Wyjścia ogranicz tylko do sytuacji niezbędnych.
Unikaj bezpośredniego kontaktu z innymi osobami.
Bądź odpowiedzialny! Chronisz siebie – chronisz innych.”
Poznaniacy nadal traktują zalecenia stanu epidemii bardzo poważnie.
Dominik ma 29 lat i od ponad roku toczy nierówną walkę z rakiem żołądka i NFZ. „W tym boju wyczerpałem swoje finanse, które, jak się okazało, były niezbędne” – mówi. I prosi o pomoc na dalsze leczenie.
Operacja dała mu nadzieję na wyzdrowienie – ale niestety, po niej okazało się, że są przerzuty.
„Okazało się, że rak jest bardziej złośliwy G3, że ma typ rozlany (co źle rokuje) oraz co najgorsze – nie wycięto całego nowotworu, część została we mnie, rak nadal naciekał na przełyk. Nie udało mi się znaleźć chirurga, który zdecydowałby się ponowić operację, aby wyciąć cały nowotwór. W związku z tym zostałem zmuszony poddać się radiochemioterapii. Zrobiłem to z dużą niechęcią, gdyż statystycznie miałem/mam tylko 10% szans aby przeżyć 5 lat”.
Po zakończeniu radiochemioterapii Dominik postanowił wykonać w Niemczech badanie na obecność i liczebność komórek nowotworowych we krwi. Okazało się, że choroba jest nadal aktywna – ale nie dla NFZ. Badanie wykonane u naszych niemieckich sąsiadów wykazało zbyt małe zmiany, by zakwalifikować Dominika do refundacji leczenia. Gdyby zmiany miały więcej niż 0,5 mm, NFZ sfinansowałby terapię. Ale miały mniej. A zdaniem NFZ lepiej czekać, aż rak urośnie niż leczyć od razu…
Dominik ma szansę na leczenie na NFZ, gdy jego stan się pogorszy. Pytanie tylko, czy wtedy będzie jeszcze co leczyć…
Dlatego Dominik postanowił wziąć sprawę w swoje ręce – i zaczął się leczyć prywatnie. Tylko że preparat o nazwie salinomycyna jest drogi, jeden lek w kroplówce kosztuje 910 zł i trzeba go podawać co tydzień. Do tego dochodzi koszt badań kontrolnych na liczebność komórek nowotworowych za 2500 zł każde. Udało mu się za to wszystko płacić samodzielnie przez rok. Teraz nie ma już pieniędzy – a ma śliczną córeczkę Alicję, która przyszła na świat we wrześniu 2019 roku. bardzo chciałby żyć i zobaczyć, jak dorasta. „Odtąd żyję nadzieją, żeby zobaczyć, jak pójdzie do przedszkola, szkoły a może zobaczę ją, jak idzie na studia albo na jej ślubie. Bardzo bym chciał i robię wszystko, aby tak było”.
Dlatego Dominik prosi o pomoc. Żeby mógł się dalej leczyć i żyć. Dla córeczki.
Ministerstwo zdrowia podało informację o 13 nowych zachorowaniach potwierdzonych pozytywnym wynikiem testów laboratoryjnych. Są wśród nich cztery kolejne osoby z Wielkopolski.
Potwierdzone przypadki dotyczą: 4 osób z woj. wielkopolskiego, 3 osób z woj. dolnośląskiego, 2 z woj. podlaskiego i po 1 osobie z woj. podkarpackiego, małopolskiego, lubelskiego i kujawsko-pomorskiego. W sumie liczba osób zakażonych koronawirusem to 452 przypadki, pięć osób zmarło.
Badania laboratoryjne potwierdziły dodatnie wyniki u kolejnych 4 osób z Wielkopolski. Wszyscy chorzy mieli kontakt z osobami chorymi na koronawirusa.
Pierwszą osobą jest kobieta z powiatu krotoszyńskiego. Ma ok. 60 lat. Jej stan jest dobry, przebywa w domowej kwarantannie. Druga osoba – młoda kobieta z powiatu krotoszyńskiego, w stanie dobrym jest w domowej kwarantannie.
Trzecia osoba to mężczyzna ok. 60 lat z powiatu krotoszyńskiego. Jego stan jest dobry i przebywa w domowej kwarantannie. Czwarta osoba, kobieta w średnim wieku, w stanie dobrym, leży z poznańskim szpitalu zakaźnym. Również jest z powiatu krotoszyńskiego. Jej stan jest dobry.
Do tej pory w Wielkopolsce 26 osób zostało zakażonych koronawirusem, jedna osoba zmarła.
Prezydent zgodnie z wczorajszą zapowiedzią zrobił zakupy na placu Bernardyńskim. Potwierdził przy okazji przestrzeganie przez kupców zaleceń sanitarnych. W czasie dyskusji o tym, czy rynki zamknąć na czas pandemii czy nie – to szczególnie istotne.
Przypomnijmy, że z pismem zalecającym zamknięcie ryneczków zwrócił się do prezydenta Jacka Jaśkowiaka Andrzej Trybusz, dyrektor Wojewódzkiej stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Poznaniu. Prezydent jednak ma nadzieję, że uda się go przekonać do zmiany zdania.
– Rozmawiałem z panem wojewodą i wspólnie będziemy go przekonywać, żeby cofnął to zalecenie – powiedział podczas wczorajszej konferencji prasowej on line. – Nie widzę absolutnie żadnej różnicy między zakupami na rynku Jeżyckim a zakupami w markecie. Widziałem wielką odpowiedzialność kupców i kupujących, sam robię co tydzień zakupy na rynku. I ta dyscyplina mieszkańców Poznania mnie przekonuje do tego, by te ryneczki nadal działały.
Prezydent zapowiedział też, że w sobotę wybierze się na plac Bernardyński na zakupy, jak co tydzień – i słowa dotrzymał.
„Tamtejsi kupcy bardzo odpowiedzialnie podeszli do zaleceń sanitarnych – mogą być przykładem dla wielu sklepów i marketów spożywczych. Ci ludzie – jak piekarz, u którego kupuję chleb – wstają o 3-4 nad ranem, by dostarczyć nam świeże ekologiczne produkty. To kwintesencja wielkopolskiej przedsiębiorczości. Pozwólmy im działać!” – skomentował swoją wizytę.
W tak ciężkiej sytuacji dla całej gospodarki zamknięcie rynków sprawi, że dojdzie kolejna grupa ludzi, którym koronawirus zabrał dochody i którym po pandemii trzeba będzie pomóc. Lepiej udzielić im pomocy teraz pozwalając handlować i zarabiać na życie, o ile przestrzegają zasad, A jak sprawdził prezydent osobiście – przestrzegają.
Łatwo nie było, bo samiec w tym roku zachowywał się wyjątkowo zaborczo względem gniazda i początkowo nie chciał wpuścić samicy. Ostatecznie jednak para się dogadała i teraz wspólnie czekają na młode…
Przypomnijmy, że pierwszy bocian pojawił się w gnieździe już 15 marca, czyli mniej więcej dwa tygodnie wcześniej niż zwykle. Powodem była ciepła i łagodna zima.
Jak zawsze najpierw przyleciał samiec i czekał na partnerkę, która zjawiła się po kilku dniach – i którą samiec najpierw odgonił od gniazda. Jednak mimo początkowych nieporozumień ptakom ostatecznie udało się odbyć gody, a teraz wspólnie urządzają gniazdo dla przyszłych piskląt. Ornitolodzy „podglądający” bocianią parę w gnieździe szacują, że samica za kilka dni powinna złożyć jaja.