Hanna Raszewska-Kursa, autorka książki „Teoria tańca w polskiej praktyce”, będzie gościem kolejnej czwartkowej rozmowy o tańcu w Polskim Teatrze Tańca. Spotkanie odbędzie się w czwartek, 8 listopada, w studio PTT przy Koziej 4, a rozpocznie o 18.00.
Jak twierdzi Hanna Raszewska-Kursa, choreologowie i choreolożki oraz krytyczki i krytycy rozpoznawani są poprzez tytuły swoich dzieł. Ich biografie rzadko znają inni. Kuratorzy, menedżerki, producenci, organizatorki stoją zwykle w kulisach. Często nie zauważa się ich pracy – ba, nierzadko na tym właśnie polega jej właściwe wykonanie. Ważne jest, by dostrzec pracę osób wspierających scenę tańca i choreografii, dokumentujących ją, analizujących, popularyzujących i stymulujących jej rozwój. Wysiłek, jaki niepraktycy i niepraktyczki wkładają w zajmowanie się tańcem, niejednokrotnie okazuje się tytaniczny i bywa okupiony poświęceniem porównywalnym z tym, które staje się udziałem artystów i artystek.
Sztuka tańca nie tylko służy wzbogaceniu emocjonalnych przeżyć i intelektualnych doświadczeń widowni, nie tylko stanowi artystyczną wypowiedź twórcy czy twórczyni, lecz jest także obiektem zaawansowanych badań naukowych (zarówno nauk humanistycznych, jak i matematyczno-przyrodniczych i ścisłych) oraz prac analityczno-krytycznych. Taniec i choreografię często postrzega się jako błahostkę, podczas gdy jest to dziedzina sztuki o istotnym znaczeniu, niosąca ze sobą ogrom wiedzy o człowieku i kulturze, w jakiej on funkcjonuje i jaką wytwarza. Chcę popularyzować wiedzę o dorobku osób zasłużonych dla polskiej wiedzy o tańcu i ułatwić docieranie do niej.
„Odpowiednie dać Tańcowi słowo” to cykl rozmów, poruszających zagadnienia związane z eksperymentalną sztuką tańca współczesnego. Pragniemy, aby Polski Teatr Tańca stał się przyjaznym miejscem do prowadzenia dyskusji, dialogowania i oświetlania z różnych perspektyw aktualnych zagadnień z szeroko rozumianego tańca. Od roku staramy się łączyć dyskusje teoretyczne z praktyką performatywną, odsłaniając kulisy działań tancerzy i gości spotykających się nad wspólnym dziełem w Polskim Teatrze Tańca.
Kpop to koreańska muzyka popularna, która w ostatnim czasie gwałtownie zyskuje na popularności na całym świecie. Moda na kpop dociera i do Poznania.
Młodzi ludzie biegający z maskami antysmogowymi po mieście, specyficznie wystylizowani zgodnie z azjatyckimi trendami mody – to coraz częściej spotykane obrazki w Poznaniu. Jest efektem systematycznie rosnącej popularności koreańskich zespołów. Początkowo nowym trendem interesowały się jedynie nastolatki, od jakiegoś czasu nad azjatycką muzyką oraz kulturą pochyla się także coraz więcej osób w średnim wieku.
Jak najprościej zdefiniować ten rodzaj muzyki? Nie jest to łatwe zadanie. Kpop łączy w sobie elementy popu, rapu, a czasami nawet rocka. Moim pierwszym skojarzeniem, kiedy zobaczyłem jeden z najbardziej popularnych koreańskich zespołów BTS, był „boysband i lata 90.”. W ciągu kilku sekund przypomniały mi się czasy, kiedy pół świata słuchało BackstreetBoys, N’Sync i Britney Spears. Między fanami pierwszych dwóch zespołów dochodziło czasami nawet do przepychanek. Dzisiaj, po latach, sam się sobie nieco dziwię, jak muzyka tych wykonawców mogła z taką łatwością podbić tyle serc na świecie – ale tak właśnie było…
Koreański BTS dość szybko skojarzył mi się z N’Sync. Ładnie zsynchronizowane układy taneczne, prosta melodia. To dość szybko mi uświadomiło, że koreańskim zespołom bliżej do kultowych boysbandów z lat 90. niż do obecnie tworzonych na Zachodzie projektów. Muzycy chociażby z OneDirection (chyba największy boysband, jaki pojawił się w Europie w ostatnich latach, obecnie jego działalność jest „zawieszona”) dystansowali się od wykonywania muzyki w ten sposób. Oczywiście – to tylko moje czysto subiektywne wrażenia…
Zespół BTS:
Razem z rosnącą popularnością tej muzyki na świecie, także i w Polsce pojawili się pierwsi fani tego rodzaju twórczości. Ale ponieważ muzyka była zdecydowanie niemasowa (chociażby ze względu na koreańskie teksty piosenek) – większość klubów nie była zainteresowana jej puszczaniem. Sympatycy kpopu dość szybko zaczęli więc organizować własne tego rodzaju imprezy.
Kilka lat temu, kiedy wszystko dopiero powstawało, miałem okazję przypadkiem trafić na jedną z takich imprez organizowanych w Poznaniu. Trzydzieści osób w wynajętym pubie tańczyło do muzyki, której nie rozumiałem i która mi się nie podobała. W pubie obok w tym samym czasie trwało „Disco Polo Party” i był nawet moment, że rozważałem, czy tam nie bawiłbym się lepiej… Życiowa apatia oraz duża ilość alkoholu sprawiły wtedy, że zostałem jeszcze chwilę ze znajomymi, żeby następnie zakończyć imprezę głośnym wyznaniem: „Nigdy więcej!”.
Ale… z powodu wykonywanego zawodu oraz osobistych przekonań staram się mieć otwarty umysł. Wiedziałem już, czym kpop jest, kojarzyłem najważniejsze zespoły, szybko też zrozumiałem, że mijane młode osoby w maskach antysmogowych to nie są osoby wątpiące w skuteczność polityki miasta mającej na celu podniesienie jakości powietrza, ale fani młodych koreańskich piosenkarzy (i piosenkarek).
Przyszedł moment, w którym tematu nie dało się już zignorować i liczyć, że sam umrze. Bez zbędnego przygotowywania się postanowiłem wyruszyć na kolejną imprezę kpopową. Jedna ze stałych uczestniczek tego typu eventów, przekazała mi jej szczegóły. Tutaj pojawiło się pierwsze zaskoczenie: z małego pubu organizatorzy przenieśli jakiś czas temu wydarzenie do Blue Note. Pełen sceptycyzmu, jak zamierzają zapełnić klub skontaktowałem się z organizatorami, stowarzyszeniem Showcase Events, żeby dopytać, jak oni to sobie wyobrażają. Oraz, oczywiście, podpytać o rozwój kpopu w Polsce.
Organizatorzy przysłali mi panią Aleksandrę Witek oraz dali możliwość zadawania jej nieograniczonej ilości banalnych pytań, na które była zmuszona odpowiadać. Co mnie zaskoczyło, to fakt, że Showcase Events organizuje większość eventów związanych z Koreą w Polsce, a w Poznaniu ma prawdopodobnie na chwilę obecną monopol.
– Generalnie pod nazwą kpop, poza samym typowym popem, też tak naprawdę kryje się koreański hip-hop czy rap. Wszystko to jest wrzucane do worka kpop – wyjaśniła mi na początku Aleksandra Witek.
Co oznacza, że większość z nas słuchała kiedyś kpopu całkowicie nieświadomie. Popularny kilka lat temu Gangnam Style, który stał się ogromnym hitem, kojarzy chyba każdy. A jeśli nie – to małe przypomnienie:
– Wykonawca jest taki trochę prześmiewczy, jeśli chodzi o ten kpop, bo to jest jednak pan chyba po czterdziestce – wyjaśnia pani Aleksandra. – No i tak trochę odbiega od tych standardów koreańskich: pięknych chłopców, wysportowanych i z makijażem. On nieco to przejaskrawia, traktuje z przymrużeniem oka i takie właśnie są jego piosenki.
Musiałem się upewnić… – Tak, każdy wokalista i wokalistka mają na sobie bardzo dużo makijażu – potwierdza pani Aleksandra i widząc moją reakcję wyjaśnia: – w Korei jest bardzo popularne naśladowanie Zachodu i Stanów Zjednoczonych. W efekcie tego oni chcą się „wybielać” i często po prostu nadużywają makijażu, żeby wyglądać „jasno”.
Rosnąca popularność kpopu to jednak nie tylko efekt wpadającej w ucho muzyki i teatralności występów. – To, co w mojej ocenie przyciąga najmocniej nowe osoby do kpopu, to większa dostępność tamtejszych artystów w porównaniu z ich zachodnimi rywalami – uważa Aleksandra Witek. – Większość znanych zespołów ma swój własny program, jak np. BTS, w którym jest pokazywane całe ich życie, więc fani mają automatycznie wrażenie, że ich dobrze znają. W przypadki amerykańskich artystów działa to na zasadzie, że wydają oni jakiś album lub piosenkę, idzie się następnie na koncert i tyle. Na koncertach artystów koreańskich wygląda to inaczej. Oni potrafią między piosenkami poświęcić 15-20 minut na mówienie. Zespoły tam naprawdę stawiają na interakcję z publicznością. Publiczność na tych koncertach naprawdę ma wpływ na to co się dzieje, co również pewnie wpływa na popularność całej muzyki.
Dość popularne na koncertach kpopowch jest tańczenie. Koreańscy fani poszli jednak o krok dalej i podczas koncertów odtwarzają choreografie z teledysków do danej piosenki. Muszę przyznać, że wygląda to imponująco, kiedy spora grupa niezwiązanych ze sobą osób zaczyna nagle identycznie tańczyć.
– Większość osób, która obecnie interesuje się Koreą, zaczynała swoją przygodę od Japonii: mangi, anime i podobnych rzeczy – wyjaśnia Aleksandra Witek. – Osoby interesujące się tą tematyką chodziły na różnego rodzaju konwenty z nimi związane i tam natrafiły na temat Korei. Ja sama zaczynałam od Japonii, dopiero później „przeszłam” na Koreę.
Z głębokim postanowieniem, że i ja mogę się zacząć pasjonować Koreą, postanowiłem dopytać, jak wygląda organizowanie imprez ze strony czysto technicznej i co organizatorzy robią, żeby zapewnić bezpieczeństwo często nieletnim uczestnikom. – Wstęp na imprezę jest od 16 roku życia, za zgodą rodzica – tłumaczy organizatorka. – Jak wchodzą „osoby z zewnątrz”, to uprzedzamy, jaka to jest muzyka, no i zawsze, kiedy widzimy, że jakaś przypadkowa osoba próbuje zaczepiać dziewczyny u nas na imprezach, to albo prosimy ochroniarza albo my same wyrzucamy go z klubu. Jeśli chodzi o alkohol, to mamy dwa kolory opasek. Od 16 do 18 roku życia jest jeden kolor, a dla osób pełnoletnich drugi. W barze o tym wiedzą i pilnują, żeby osoby nieletnie nie dostały alkoholu.
Już całkowicie zdecydowany, wspólnie z jednym z naszych fotografów zdecydowaliśmy się zobaczyć efekt końcowy. A ten był imponujący! Z trzydziestu osób zrobiło się trzysta. Co mnie jeszcze mocniej zszokowało, to obecność nieco starszych osób na imprezie, które się tam naprawdę dobrze bawiły i również były zafascynowane kpopem.
Wykorzystując okazję postanowiłem ich zapytać, jakim cudem trafili na tego rodzaju wydarzenie. – Jestem tutaj trochę przypadkiem – przyznał pan Walerian. – Pojechałem do znajomych i okazało się, że idą oni dzisiaj na imprezę kpopową. Nie zastanawiając się długo zabrałem się z nimi i naprawdę bawię się nieźle. Może bycie fanem tej muzyki to za duże słowo, ale porównując kpop do jpopu (japoński pop), wolę kpop! Jutro idę na inną imprezę tematyczną i generalnie wydaje mi się, że lepiej chodzić na takie właśnie tematyczne wydarzenia, bo na nich zwyczajnie człowiek się lepiej bawi.
Kiedy akurat przyglądałem się, jak pan Walerian kończy piwo i rusza na parkiet, chwilę na rozmowę znalazła kolejna współorganizatorka, pani Julia Wywiał, która opowiedziała mi o początkach promocji kpopu w Polsce. – Zaczynaliśmy robić te imprezy tak naprawdę dlatego, że mieliśmy grono takich znajomych, które słuchały kpopu, a nie mieliśmy gdzie się widywać – opowiada. – Ludzie po prostu potrzebowali miejsca, gdzie mogliby posłuchać tej muzyki. I tak zaczęły się te imprezy: od potrzeby miejsca dla fanów! Na pierwszym koncercie, który zorganizowałyśmy, popłakałyśmy się, bo byłyśmy tak dumne z tej wielomiesięcznej pracy oraz tego, że nam się udało. Pierwsza w Polsce agencja, która zrobiła tego rodzaju koncert. To było niesamowite uczucie! Umiemy i lubimy to robić!
Zarażony życiowym optymizmem pani Julii i fanów kpopu powoli zmieniałem swoje nastawianie do tego rodzaju muzyki. Jak się okazało, organizatorki były w stanie zarazić tym entuzjazmem większość sali, przy okazji robiąc za didżejki.
– Trafiłam kiedyś na teledysk kpopwy i początkowo nie podeszłam do tego poważnie – tłumaczy mi początki swojej fascynacji tą muzyką pani Renata, kolejna fanka. – Kiedy słuchałam tego piąty raz, to już mnie mocno wkręciło, a następnie zaczęłam tego słuchać coraz więcej i coraz więcej… Teraz uwielbiam te kpopowe imprezy! Fajnie też widzieć, że to naprawdę się rozwija!
– U mnie zaczęło się od zobaczenia filmiku, na którym youtuberzy amerykańscy reagowali na kpop – dodaje pani Maja. – Przyciągnął mnie BTS. Na początku muzyka mi się nie spodobała, ale choreografia… Ona mnie zafascynowała. Nie spotkałam się wcześniej z czymś takim, żeby zespoły były aż tak zsynchronizowane!
Dopytałem, czy z takiej muzyki się nie wyrasta. – Oczywiście są osoby, które mogą z takiej muzyki wyrosnąć, ale znam też bardzo dużo osób które latami w tym siedzą i już raczej z tego nie wyjdą. Myślę, że jestem jedną z takich osób! – śmieje się Maja.
Pod wpływem tak zagorzałych fanów zmiana nastawienia do kpopu już nie wydaje się czymś tak dziwnym i odległym. O ile fanem muzyki już raczej nie zostanę, to stopniowo zaczynam się oswajać z tym, że kultura azjatycka będzie dynamicznie zwiększała swoje wpływy nie tylko w Europie, ale i w Polsce.
W poniedziałek, 5 listopada odbył się odbiór techniczny wyremontowanego chodnika na ulicy Dobrej. W odbiorze uczestniczyli przedstawiciele Rady Osiedla Ogrody: Eugeniusz Kempa – przewodniczący rady osiedla oraz Tomasz Robaczyk.
– To był kolejny pracowity rok dla naszej rady. Zakończył się remont chodnika po północnej stronie ulicy Nowina na odcinku od ulicy Radosnej w kierunku ulicy Polskiej. Był to ostatni niewyremontowany fragment chodnika na ulicy. Teraz nasze sąsiadki mogą iść nawet w szpilkach na przystanki komunikacji miejskiej, do kościoła, na cmentarz – powiedział Tomasz Robaczyk.
Również nieopodal, na ulicy Szpitalnej, trwa remont chodnika. Roboty są prowadzone po północnej stronie ulicy pomiędzy Nowiną a bramą cmentarza. Na ulicy Dobrej został wyremontowany chodnik po wschodniej stronie ulicy na odcinku od ulicy Nowina do końca posesji nr 9.
– Na tyle starczyło nam środków w tym roku. Podjęliśmy już uchwałę o dokończeniu remontu w przyszłym roku – powiedział Eugeniusz Kempa. Przewodniczący Rady Osiedla Ogrody dodał również, że jest bardzo zadowolony z prowadzonych prac na Szamotulskiej – Rada Osiedla Ogrody sfinansowała dokumentację projektową. Zostaną tu wyremontowane chodniki, miejsca postojowe, powstaną udogodnienia dla rowerzystów – podsumował.
Na ulicy Nałkowskiej zostały wyremontowane jezdnia i chodniki (roboty ZDM i dewelopera), a na Botanicznej ZDM realizuje miejsca postojowe.
Koszt remontu chodnika na ulicy Dobrej wyniósł ponad 74 tysiące złotych.
Kolorowy korowód, kiermasz Rogali Świętomarcińskich, warsztaty, koncerty i pokaz laserowy – to tylko część atrakcji, które czekają na poznaniaków 11 listopada, podczas Imienin Ulicy Św. Marcin. W tym roku impreza będzie miała wyjątkowy charakter ze względu na 100. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości.
– Zapraszamy wszystkich mieszkańców i turystów do wspólnego świętowania. Imieniny Ulicy to jedno z najważniejszych świąt obchodzonych w naszym mieście – na pewno najbardziej pogodne, najweselsze i najsłodsze, bo przecież jego nieodłącznym elementem jest Rogal Świętomarciński – zachęca Jędrzej Solarski, zastępca prezydenta Poznania. – Myślę, że tym razem będzie nas jeszcze więcej. W tym roku przypada szczególna, bo setna rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości, a w grudniu także setna rocznica wybuchu Powstania Wielkopolskiego – zauważa zastępca prezydenta.
Imieniny Ulicy 2018 są częścią całorocznego programu „Pochwała Wolności”, organizowanego przez Centrum Kultury Zamek. Jego istotą jest refleksja nad ideą wolności oraz budowanie świadomej, aktywnej i odpowiedzialnej wspólnoty.
– W Poznaniu, 11 listopada spotykają się zawsze dwie tradycje – ta lokalna i związana z odzyskaniem niepodległości. Chcemy podkreślić, że jest to wspólne święto wszystkich. Święto, które ma łączyć a nie dzielić – mówi Anna Hryniewiecka, dyrektorka CK Zamek.
Atrakcje związane z Imieninami Ulicy Św. Marcin czekać będą na poznaniaków już od wczesnych godzin przedpołudniowych. Przed Zamkiem stanie namiot, w którym w godz. 10.30 – 13 oraz 15-18 zorganizowane zostaną warsztaty. Dzieci będą mogły wziąć udział w zajęciach plastycznych. Natomiast starsi – młodzież i dorośli wspólnie zbudują… demonstron, czyli wielofunkcyjny, interaktywny, ruchomy i głośny instrument, który może być przydatny podczas demonstracji.
– To przykład tego, w jaki sposób można ożywić manifestacje, które ostatnio odbywają się w naszym mieście dość intensywnie – żartuje Andrzej Maszewski, kierownik Działu Produkcji Imprez CK Zamek.
Przez niemal cały dzień (w godz. 12-20), w Sali Wielkiej CK Zamek będzie można obejrzeć filmy o dawnym Poznaniu. Na dużym ekranie wyświetlone zostaną produkcje pt. „Poznań na celuloidzie”, czyli powojenne kroniki filmowe oraz „Armii Czerwonej/ Św. Marcin w XX wieku. Polityki estetyki. Estetyki przejścia”.
Nie można wyobrazić sobie Imienin Ulicy bez kiermaszu Rogali Świętomarcińskich. Blisko 100 wystawców oferować będzie wyroby rękodzieła i tradycyjne poznańskie przysmaki. Stoiska z rogalami staną na Al. Niepodległości – od ul. Św. Marcin do ul. Fredry oraz ul. Św. Marcin – od Kościuszki do Al. Niepodległości. Słodkie zakupy będzie można zrobić w godz. 11-21.
Radosne świętowanie dopełni Korowód Św. Marcina. Kolorowy pochód wyruszy o godz. 13.30, z terenu Międzynarodowych Targów Poznańskich i przejdzie ulicą Bukowską, Roosevelta, przez Rondo Kaponiera do sceny usytuowanej na Placu Mickiewicza. Tam prezydent Poznania, Jacek Jaśkowiak uroczyście wręczy Świętemu Marcinowi klucze do miasta.
– Staraliśmy się zaangażować ludzi mieszkających w różnych częściach Poznania. Efekt jest taki, że w tym roku korowód będzie bardzo rozbudowany. Weźmie w nim udział około 300-400 uczestników. Do tego dochodzi element muzyczny, czyli orkiestry. Zobaczymy m.in. gladiatorów ze Śródki, uczniów poznańskich szkół, Ułanów, rekonstruktorów, cyrkowców, a nawet grupę kobiet, które chcą uczcić w sposób szczególny 100-lecie praw wyborczych, jakie w roku 1918 uzyskały kobiety w Polsce – wylicza Andrzej Maszewski. – Ludzie w korowodzie pokażą swój sposób funkcjonowania w wolnym kraju, wolnej Polsce – na tym właśnie polega pochwała wolności – dodaje.
Przygotowania do korowodu poprzedziły warsztaty, organizowane przez poznańskie fundacje i stowarzyszenia.
– Nie wiedząc, jaka będzie pogoda, postanowiliśmy opatulić Poznań gigantycznym, ciepłym szalem. Zrobiliśmy go na drutach. Z okazji 100. rocznicy odzyskania niepodległości mamy też przygotowane 100 różnorodnych czapek, które będziemy rozdawać w czasie korowodu – zapowiada Anna Brandys z Fundacji Jak Malowana.
Nie zabraknie też atrakcji muzycznych. Na scenie, która stanie na placu Adama Mickiewicza, zagrają zespół Koło Jana (godz. 14.15) i Bubliczki (godz. 14.30). Usłyszymy więc bałkańskie i słowiańskie rytmy. Gwiazdą wieczoru będzie zespół Lao Che, który wystąpi o godz. 20. Huczne imieniny ulicy zakończy pokaz laserowy około godz. 21.30.
– W tym roku zrezygnowaliśmy z pokazu fajerwerków, które są szczególnie nieprzyjemne dla naszych przyjaciół czworonogów. Pokaz laserów to nowość. Jesteśmy ciekawi, jak zostanie odebrany przez mieszkańców Poznania – mówi Andrzej Maszewski.
Ogród Zoologiczny w Poznaniu i Polskie Towarzystwo Ochrony Przyrody Salamandra podpisali umowę o wzajemnej współpracy. Celem porozumienia jest ochrona i odbudowa populacji chomika europejskiego.
Gryzonie, o których mowa, są znacznie większe od trzymanych w domach chomików syryjskich czy dżungarskich. Niektóre osobniki dorównują wielkością szczurom. Mają też nietypowe dla ssaków ubarwienia – ich brzuch jest czarny, ciemniejszy od brunatno-rudej grzbietowej partii ciała.
Chomik europejski to gatunek zagrożony, wpisany do Polskiej Czerwonej Księgi Zwierząt. W ciągu 40 lat jego populacja w naszym kraju zmniejszyła się o 75 proc. Podobnie wygląda to w krajach zachodniej i centralnej Europy. Jako przyczyny badacze wymieniają m.in. urbanizację, zmianę systemu uprawy (m.in. stosowanie dużej ilości chemikaliów) oraz zmiany klimatyczne – głównie niestabilność zim (w wyniku ocieplenia temperatury zwierzęta skracają okresy wegetacji, nie mają jednak dostępu do większej ilości pożywienia).
O zagrożony gatunek postanowili zadbać pracownicy poznańskiego Ogrodu Zoologicznego, którzy już teraz angażują się w projekty ochrony zwierząt. Stare Zoo stanie się miejscem rozrodu chomików. Obecnie znajduje się tam 12 osobników.
Unikalny projekt ochrony, hodowli i reintrodukcji (odbudowa populacji) został wypracowany przez prof. dr hab. Joannę Ziomek z Zakładu Zoologii Systematycznej UAM oraz PTOP Salamandra.
– Mamy nadzieję, że osobniki urodzone i odchowane w zoo w Poznaniu będą stanowiły populację wyjściową dla zakończonej sukcesem odbudowy gatunku, tak jak stało się to w wypadku popielicy i susła moręgowanego. Projekt jest przykładem łączenia praktyki z nauką i wpisuje się w nowoczesna misję zoo – mówi Małgorzata Chodyła, rzeczniczka poznańskiego Ogrodu Zoologicznego.
Donald Tusk odrzucił zaproszenie do Poznania na 11 listopada, które złożył mu Jacek Jaśkowiak. Były premier Polski zdecydował się wziąć udział w uroczystościach w Warszawie.
Jacek Jaśkowiak, prezydent Poznania, zaprosił na uroczystości organizowane w naszym mieście najpierw byłych prezydentów Polski – Bronisława Komorowskiego, Aleksandra Kwaśniewskiego oraz Lecha Wałęsę, a następnie również, jak sam określił, „przyszłego prezydenta Polski” Donalda Tuska.
Tusk, który obecnie jest przewodniczącym Rady Europejskiej, odniósł się do tego zaproszenia w rozmowie z dziennikarzami po jego przesłuchaniu przez komisję sejmową w sprawie Amber Gold. Były premier podkreślił, że jako urzędujący szef Rady Europejskiej oraz Polak powinien być tego dnia w Warszawie.
Z osób zaproszonych przez Jacka Jaśkowiaka do Poznania, swoją obecność na chwilę obecną potwierdził tylko Bronisław Komorowski.
Osoby, które chcą skosztować poznańskiego przysmaku, a przy okazji pomóc chorym dzieciom, teraz mają taką szansę. Wszystko za sprawą akcji RogaLOVE. Dzięki zaangażowaniu firm internetowych i Stowarzyszenia Dzieciaki Chojraki, dochód ze sprzedaży Rogali Świętomarcińskich zostanie przeznaczony na leczenie dzieci chorujących na nowotwór.
RogaLOVE to akcja charytatywna, której celem jest niesienie pomocy w zakresie poprawy zdrowia i warunków leczenia najbardziej potrzebujących. Za pośrednictwem strony internetowej każdy może kupić Rogale Świętomarcińskie i podzielić się nimi z osobami bliskimi, przyjaciółmi, klientami, partnerami biznesowymi lub współpracownikami.
Aby wspomóc akcję RogaLOVE, należy w okresie od 4 do 17 listopada 2018 roku odwiedzić stronę https://e-torty.pl/rogalove oraz dokonać zakupu Rogala Świętomarcińskiego. Można też zachęcić znajomych w mediach społecznościowych do wsparcia zbiórki, publikując zdjęcie z rogalem i oznaczając je hasztagiem #rogaLOVE.
Współorganizatorami akcji są wyspecjalizowane firmy internetowe: sklep E-Torty.pl, dostawca płatności online PayU, platforma logistyczna Bliska Paczka oraz serwis społecznościowy Wykop.pl, które postanowiły połączyć swoje doświadczenia, aby stworzyć wspólną inicjatywę charytatywną.
Cały dochód ze sprzedaży rogali zostanie przeznaczony dla małych pacjentów leczonych onkologicznie poprzez wsparcie dla „Dzieciaków Chojraków” – Stowarzyszenia Rozwoju Transplantacji Szpiku i Onkologii Dziecięcej. Organizacja ta od 19 lat wspiera Oddział Transplantacji Szpiku Kliniki Onkologii, Hematologii i Transplantologii Pediatrycznej Szpitala Klinicznego im. Karola Jonschera UM w Poznaniu. To pierwszy i jeden z największych ośrodków leczenia nowotworów u dzieci i młodzieży w Polsce. Kwota zebrana w trakcie akcji RogaLOVE zostanie przeznaczona na rozbudowę kliniki oraz zakup niezbędnego sprzętu medycznego.
– Tym razem postanowiliśmy stworzyć nowe oddziały onkologiczne, tj. Klinikę Dzieciaków Chojraków, która spełniałyby Europejskie Standardy Opieki nad Dziećmi z Chorobą Nowotworową, w tym indywidualne sale chorych z możliwością całodobowego pobytu Rodziców przy dziecku, z zapleczem rehabilitacyjnym, diagnostycznym i ambulatoryjnym. Wszystko po to, by dzieci miały jak najlepsze warunki leczenia przy mamie i tacie – mówi prof. dr hab. med. Jacek Wachowiak, prezes Stowarzyszenia Wspierania Transplantacji Szpiku i Onkologii Dziecięcej „Dzieciaki Chojraki”. – Jestem ogromnie wdzięczny za pomoc i zaangażowanie tym, którzy wspierają nas w rozbudowie kliniki i zwracam się z serdeczną prośbą do wszystkich, którym bliskie jest zdrowie i potrzeby dzieci z chorobą nowotworową, o wsparcie poprzez udział w akcji RogaLOVE – podziel się rogalem.
Jednym z partnerów akcji jest Miasto Poznań, które samo zakupiło ponad 100 rogali. Smakołyki rozesłało m. in. do prezydentów innych miast, organizacji turystycznych, biur podróży i mediów ogólnopolskich.
Organizatorzy akcji zachęcają do pomocy także wszystkich Marcinów, 11 listopada świętujących swoje imieniny. Ci, którzy chcą zmotywować innych do działania, mogą zrobić zdjęcie lub video z rogalem, oznaczyć je na swoim Facebook’u lub Instagramie hasztagami #Marcinytofajnechlopaki oraz #RogalOVE. Ambasadorami akcji zostali już m.in. aktorzy Marcin Bosak i Marcin Perchuć.
Miejski program in vitro przynosi kolejne sukcesy. W ciągu 15 miesięcy jego działania 152 poznanianki zaszły w ciąże. Urodziło się już 71 dzieci, w tym 9 par bliźniąt.
Miejski program in vitro ruszył w sierpniu 2017 roku. Od tego czasu przeprowadzono już 286 pełnych procedur in vitro. Do 31 października 2018 urodziło się już 71 dzieci, a 152 kobiety zaszły w ciąże, z czego aż 21 poznanianek – w ciąże mnogie.
Aby skorzystać z programu, pary muszą spełnić kilka warunków. Przede wszystkim powinny pozostawać w związku małżeńskim lub partnerskim i mieszkać na terenie Poznania. Muszą mieć udokumentowane wcześniejsze bezskuteczne leczenie niepłodności, a wiek kobiety powinien mieścić się w granicach 20-43 lata.
By uzyskać wsparcie z miejskiego budżetu, trzeba wypełnić wniosek i złożyć go w jednej z trzech placówek. Do wyboru są: Ginekologiczno-Położniczy Szpital Kliniczny Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu, InviMed Europejskie Centrum Macierzyństwa Poznań, oraz IVITA. Wszystkie wymagane dokumenty można znaleźć tutaj.
Jeśli para spełnia wymogi formalne i przejdzie kwalifikację medyczną, wybrana klinika lub szpital wystawia orzeczenie lekarskie o stanie zdrowia. Następnie wniosek o wsparcie finansowe dla pary trafia do Urzędu Miasta Poznania. Dofinansowanie jest przyznawane według kolejności zgłoszeń.
Pary, które zakwalifikują się do programu, mogą liczyć na 5 tys. zł wsparcia – maksymalnie trzykrotnie (do trzech zabiegów). Mogą też starać się o trzykrotne dofinansowanie w wysokości 2 tys. zł do procedury adopcji zarodka – pod warunkiem, że poprzednia dofinansowana procedura zapłodnienia pozaustrojowego lub adopcji zarodka nie była skuteczna, czyli że nie urodziło się w jej wyniku dziecko.
Program będzie działał do 2020 roku. Na jego realizację miasto przeznaczy 1,8 mln zł na każdy rok trwania programu.
Kochacie kabaret? To musicie tu być! Leniwe Impro, czyli post-Kluskowa Grupa Improwizacji Kabaretowej, zaprasza 7 listopada do Blue Note na spektakl komedii improwizowanej.
– Będzie kolorowo i dynamicznie – zapewniają organizatorzy. – Zapraszamy na niepowtarzalny występ, w którym spontanicznie zagramy to, co sobie zamarzycie. Stworzymy skecze i piosenki improwizowane. To Wy wybierzecie nam role, zdecydujecie, gdzie odbędzie się akcja i przydzielicie postaciom problemy lub cechy charakterystyczne oraz połączycie bohaterów siecią relacji. Przyjdźcie, wyreżyserujcie nasz spektakl, my na pewno Was zaskoczymy i skłonimy do śmiechu!
A kto chociaż raz widział Leniwe Impro w akcji – wie, że nie żartują i nie przesadzają…
Grupę Leniwe Impro tworzą: Magdalena Sobczak, Marcin „Morus” Jakóbczyk, Agnieszka Rogaczewska-Foryś, Piotr „BigBeat” Rychter, Anka Borysiak, Anna Siedlewska i Justyna Klak-Nowakowa. Podczas tego wieczoru oprawę muzyczną zapewni Przemek Mazurek.
Kluski są pyszne i treściwe, a najbardziej Leniwe!
Zatem… Leniwe raz! (Dwa! Trzy! dopowiedzą wtajemniczeni…)
Spektakl rozpocznie się 7 listopada o 20.00, a bilety kosztują 20 zł.
Wiadomo już, kto otrzyma w przyszłym roku prawo do lokalu socjalnego lub mieszkalnego. Na liście znalazło się prawie 580 osób. To kolejny rok z rzędu, kiedy Miasto Poznań zamierza udzielić wsparcia tak dużej liczbie poznaniaków.
O prawo do lokali socjalnych i mieszkalnych mogą starać się osoby, które z uwagi na swoją sytuację dochodową i osobistą nie mogą zaspokoić potrzeb lokalowych we własnym zakresie.
O pomoc mieszkaniową ubiegało się w tym roku 2372 wnioskodawców. Na projektach list znalazło się 576 osób. To kolejny rok z rzędu, kiedy Miasto Poznań zamierza udzielić wsparcia tak dużej liczbie poznaniaków. W 2017 r. prawo do lokalu socjalnego lub mieszkalnego otrzymało około 500 osób, w poprzednich latach było ich ok. 300.
O przydzieleniu lokalu socjalnego lub mieszkalnego decyduje kryterium dochodowe, ale nie tylko. Od 2017 r. obowiązuje system punktowy, w którym bierze się pod uwagę takie czynniki, jak np. długość zamieszkania w Poznaniu czy wiek wnioskodawcy. Na dodatkowe punkty mogą liczyć m. in. osoby z niepełnosprawnością, ofiary przemocy domowej, matki samotnie wychowujące dzieci, osoby bezdomne czy takie, które już wcześniej bezskutecznie starały się o pomoc mieszkaniową. System punktowy pozwala wyselekcjonować spośród potrzebujących tych, którzy są w najgorszej sytuacji życiowej.
Minimalna wymagana liczba punktów, którą trzeba było uzyskać w tym roku, aby móc otrzymać prawo do lokalu socjalnego ustalona została na poziomie 13 punktów, a w przypadku lokalu mieszkalnego – na poziomie 19 punktów.
Z projektami list osób uprawnionych do zawarcia umowy najmu lokalu w 2019 r. można zapoznać się osobiście w siedzibie Urzędu Miasta Poznania (Pl. Kolegiacki 17) i Biurze Spraw Lokalowych (ul. Matejki 50) lub na stronach internetowych BIP UMP (Zarządzenie nr 759/2018/P). Informacji telefonicznych udziela też Biuro Poznań Kontakt pod nr. telefonu 61 646 33 445.
Uwagi i zastrzeżenia do projektów list można zgłaszać w ciągu 30 dni od dnia ich podania do publicznej wiadomości, czyli do 30.11.2018 r. Po rozpatrzeniu uwag i zastrzeżeń ogłoszone zostaną ostateczne listy osób uprawnionych do uzyskania pomocy mieszkaniowej w 2019 r. Nastąpi to do końca 2018 r.
W 107 miejscach w Poznaniu i Wielkopolsce można wypiekać rogale świętomarcińskie. Tylu twórców posiada certyfikaty zaświadczające, że ich wypieki są zgodne z wszelkimi obowiązującymi ten wyrób normami.
– Przed nami 11 listopada. 100-lecie odzyskania niepodległości, imieniny jednej z głównych ulic w naszym mieście, ale przede wszystkim jedno z najsłodszych świąt w Poznaniu. Tego dnia nie ma co liczyć kalorii, tylko delektować się naszymi świętomarcińskimi rogalami – zachęcał Jędrzej Solarski, zastępca prezydenta Miasta Poznania.
Najlepsi poznańscy i wielkopolscy cukiernicy otrzymali certyfikaty, które pozwalają im produkować oryginalne rogale świętomarcińskie. Takimi zaświadczeniami może obecnie pochwalić się 107 wytwórców.
– Na początku wydawaliśmy certyfikaty co roku. Od dwóch lat, te zakłady które już wcześniej go otrzymały, dostają dokument ważny przez trzy lata. Gdyby jednak coś się wydarzyło, to certyfikat jest zabierany. Dzięki tym dokumentom i stałym recepturom łasuchy z całej Polski, i nie tylko, znów będą się zajadały naszymi rogalami – mówił Stanisław Butka, starszy Cechu Cukierników i Piekarzy w Poznaniu.
Z Wielkopolski z certyfikatem
Certyfikaty wydawane są na trzy lata, ale proces produkcji smakołyków kontrolowany jest częściej. Dlatego rogale mają zawsze taki sam doskonały smak. Dokument jest potwierdzeniem, że cukiernia może produkować chroniony geograficznie produkt, jakim jest rogal świętomarciński.
Po raz pierwszy certyfikaty przyznano 11 lat temu. Od 2008 roku tradycyjnie wypiekany poznański rogal świętomarciński jest „Produktem o Chronionej Nazwie Pochodzenia w Unii Europejskiej”. Tym samym trafił na prestiżową listę regionalnych produktów, które powstają z lokalnych surowców i według oryginalnych przepisów.
– To jeden z dwóch wyrobów z unijnym certyfikatem w Wielkopolsce. Drugim jest kiełbasa biała parzona – zaznaczał Jędrzej Solarski.
Rogale świętomarcińskie muszą spełniać jasno określone wymagania. Do ich wyrobu należy używać ciasta półfrancuskiego wypełnionego nadzieniem z białego maku, wanilii, mielonych daktyli lub fig, cukru, śmietany, rodzynek, masła i skórki pomarańczowej. Z kolei waga nie powinna przekroczyć 250 gramów.
– Receptura nie jest tajna. Każdy z producentów dostaje ją wraz z certyfikatem dla przypomnienia. Poza tym recepturę można też znaleźć na stronie Cechu – wyjaśniał Stanisław Butka.
Był znaczek, jest gra
Rok temu ukazał się okolicznościowy znaczek pocztowy z rogalem. W tym roku zadebiutowała z kolei poznańska edycja kultowej gry Monopoly, w której również znalazło się miejsce na rogale.
– Promocja Miasta Poznania to przede wszystkim dobre rzeczy, które się tutaj dzieją. Rogal jest tego najlepszym przykładem. Nie mogło go więc zabraknąć w Monopoly. Na każdym banknocie w grze jest on namalowany, więc wszyscy, którzy będą w nią grali, go zobaczą. Obecnie sprzedało się już ponad 10 tysięcy gier Monopoly Poznań – mówił Patryk Pawełczak, dyrektor Gabinetu Prezydenta, wręczając jedną z gier Stanisławowi Butce.
Tona tradycji
Mieszkańcy Wielkopolski każdego roku w listopadzie spożywają tony rogali świętomarcińskich. Tradycja wypiekania i jedzenia słynnych rogali sięga 1891 roku. Proboszcz parafii Św. Marcina, ks. Jana Lewickiego zaapelował do wiernych o pomoc. Poprosił, by wzorem świętego Marcina, zrobili coś dla biednych. Jako pierwszy na apel proboszcza zareagował poznański cukiernik Józef Melzer. Bogatsi mieszkańcy kupowali smakołyk, a biedniejsi otrzymywali go za darmo. Za uzyskane w ten sposób fundusze organizowano pomoc żywnościową na wigilię dla najuboższych mieszkańców Poznania. Zwyczaj wypieku w 1901 roku przejęło Stowarzyszenie Cukierników.
Rzemieślnicy zrzeszeni w Cechu Cukierników i Piekarzy w Poznaniu sprzedają w Dniu Świętego Marcina średnio 250 ton rogali, natomiast przez cały rok 500 ton, czyli około 2,5 miliona sztuk rogali.
Chcesz dołączyć do zespołu? Grasz na instrumencie i masz ochotę wzmocnić swoje umiejętności? A może pragniesz wrócić do swojej dawno zapomnianej pasji?
Nic prostszego!
Prześlij do nas zgłoszenie (zawierające: imię, nazwisko, datę urodzenia, numer kontaktowy, adres e-mail oraz nazwę instrumentu, program przesłuchania, opcjonalnie – szkołę lub uczelnię muzyczną) na adres: [email protected], a my zaprosimy Cię na przesłuchanie, które odbędzie się 17 listopada 2018 roku o godz. 10.00!
Mile widziani absolwenci, studenci i uczniowie szkół muzycznych, a także wirtuozi amatorzy, porwani przez życiowe losy instrumentaliści oraz wszyscy inni marzący o orkiestrowym muzykowaniu!
Na przesłuchanie należy przygotować dowolny utwór solowy (czas trwania ok. 5 minut).
Więcej informacji pod numerem telefonu: +48 725 771 333.
***
Orkiestra Antraktowa Teatru Polskiego w Poznaniu powstała w 2016 roku z inicjatywy dyrektora artystycznego Macieja Nowaka we współpracy z jej obecnym dyrygentem – Adamem Domuratem. Głównym założeniem działalności Orkiestry jest współpraca zawodowych muzyków z amatorami. Jedynym kryterium, jakie musi spełniać członek orkiestry, to wielka miłość do muzyki oraz nienaganna umiejętność gry na instrumencie. To właśnie dzięki takiemu niecodziennemu połączeniu Orkiestra zawdzięcza swój wysoki poziom przy jednoczesnym charakterze społeczno-edukacyjnym. Do zadań Orkiestry należy przede wszystkim granie samodzielnych koncertów, ale także gra podczas spektakli oraz wszelkiego rodzaju działalność muzyczno-teatralna.
Adam Domurat (ur. 1991) – poznański dyrygent, pianista i kompozytor, absolwent Akademii Muzycznej im. Ignacego Jana Paderewskiego w Poznaniu (klasa dyrygentury symfoniczno-operowej prof. Jerzego Salwarowskiego oraz fortepianu prof. Alicji Kledzik). Obecnie jest asystentem na wydziale instrumentalnym w klasie dra hab. Krzesimira Dębskiego na macierzystej uczelni. Od 2016 roku pełni funkcję kierownika muzycznego oraz dyrygenta Orkiestry Antraktowej Teatru Polskiego w Poznaniu. Jest także fundatorem oraz wiceprezesem zarządu fundacji „CoOperate Art” oraz dyrektorem artystycznym i dyrygentem działającej przy fundacji orkiestry CoOperate, z którą współpracuje od 2010 roku. Laureat licznych konkursów zarówno pianistycznych, jak i dyrygenckich. Na co dzień dyryguje orkiestrami w kraju i za granicą, występuje jako solista i kameralista, komponuje muzykę do filmów oraz utwory koncertowe, specjalizując się w muzyce symfonicznej.
Strażnik rejonowy Referatu Nowe Miasto doprowadził do uporządkowania zanieczyszczonej i zaniedbanej nieruchomości. Właściciel działki przyjechał ze Środy Śląskiej, a koszty samego porządkowania wyniosły ok. 1 100 zł.
Niezamieszkana prywatna działka, położona w bezpośrednim sąsiedztwie dworca autobusowego Rataje, od kilku lat wykorzystywana była przez bezdomnych. Brak nadzoru ze strony właściciela doprowadził do sporych zaniedbań – dawne pawilony handlowe zamieniły się w miejsca spotkań „amatorów tanich trunków”, wszędzie panował olbrzymi bałagan, a śmieci przykrywała warstwa wybujałego zielska.
Częste interwencje straży miejskiej i policji w okolicach dworca Rataje dotyczyły uciążliwości powodowanych przez bezdomnych – zaczepki, wulgarne słownictwo, czy widok osób pijanych, to najczęściej powtarzające się zgłoszenia.
Strażnik rejonowy postanowił doprowadzić do „likwidacji” miejsca spotkań bezdomnych poprzez uporządkowanie całego terenu. W tym celu funkcjonariusz nawiązał kontakt z właścicielem nieruchomości, mieszkańcem Środy Śląskiej, przedstawił stan faktyczny jaki ma miejsce i zaprosił go do Poznania, na spotkanie w terenie. To, co mężczyzna zobaczył na miejscu, przerosło jego wyobrażenie. Reakcja była natychmiastowa – pracownicy wynajętej firmy usunęli stare pawilony, posprzątali wszystkie śmieci i wykarczowali zarośla.
W ubiegłym roku strażnicy rejonowi przeprowadzili ponad 3 800 interwencji wobec osób odpowiedzialnych za utrzymanie czystości i porządku na terenie nieruchomości.
Wybitni poznaniacy, którzy przez setki lat spoczywali na cmentarzach dawnej Kolegiaty św. Marii Magdaleny, zostaną w piątek pochowani w krypcie poznańskiej Fary. Uroczystościom pogrzebowym towarzyszyć będą dźwięki Requiem J. Paszkiewicza – mszy, która rozbrzmiewała niegdyś w największym kościele Poznania.
– To będzie wyjątkowa uroczystość – zapowiada Mariusz Wiśniewski, zastępca prezydenta Poznania. – W ten sposób symbolicznie pożegnamy zasłużonych obywateli naszego miasta i oddamy należny im szacunek. W piątek złożymy w krypcie szczątki 120 osób, które zostały już przebadane przez antropologów.
Szczątki poznaniaków pochowanych w dawnej Kolegiacie pw. św. Marii Magdaleny i na cmentarzu przy kościele zostały wydobyte w trakcie badań archeologicznych na placu Kolegiackim. Prowadzą je naukowcy z Instytutu Archeologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu pod kierunkiem prof. UAM, dr. hab. Marcina Ignaczaka.
– Szacujemy, że na terenie objętym naszymi badaniami znajduje się ok. 4 tysięcy pochówków – mówi prof. Marcin Ignaczak. – Najstarsze z nich datujemy na XIII wiek, najmłodsze na koniec XVIII w. To bardzo duży zbiór, nie w pełni jeszcze przebadany przez antropologów. Gdy prace zostaną zakończone, pochówki pomogą odpowiedzieć nam na wiele pytań dotyczących społeczności Poznania sprzed setek lat. Do tej pory ekshumowano szczątki ok. 1000 osób i to część z nich zostanie pochowana w Farze w najbliższy piątek.
By przygotować miejsca doczesnego spoczynku dla zmarłych, dzięki staraniom proboszcza Fary i Miejskiego Konserwatora Zabytków w Poznaniu wyremontowana została jedna z krypt kościoła farnego. Wydobyte podczas prac archeologicznych szczątki zostaną w niej uroczyście pochowane w piątek, 9 listopada. Uroczystości pochówkowe poprzedzi msza żałobna, którą odprawi ks. kanonik Mateusz Misiak, prepozyt Kapituły Kolegiackiej Poznańskiej.
Podczas mszy będzie można usłyszeć Requiem J. Paszkiewicza. Utwór zostań prawdopodobnie napisany dla jednego z wybitnych mieszkańców Poznania, który spoczął w kryptach kolegiaty. Po latach odegrany zostanie ponownie podczas mszy pogrzebowej.
Kolegiata – największy kościół Poznania
Poznańska fara (a później kolegiata) pw. św. Marii Magdaleny była kościołem, który pojawił się w nowo lokowanym mieście jako jeden z centralnych i najważniejszych elementów życia religijnego i społecznego. Wzmianki źródłowe pozwalają datować jego powstanie na rok 1263, gdy pełnił on rolę kościoła miejskiego „w murach”. Dynamiczny rozwój miasta w wiekach średnich doprowadził do równie spektakularnej rozbudowy byłej świątyni, która już w końcu XV w. stała się najwyższym kościołem w Polsce – według zapisów Kroniki Wielkopolskiej hełm wieży wznosił się na wysokość 115 m.
Rola najważniejszej miejskiej świątyni, ugruntowana poprzez nadanie jej statusu kościoła kolegiackiego w końcu XV w., nie ograniczała się tylko do pełnienia funkcji religijnych i obrzędowych. Mury świątyni kryły nie tylko miejsca kultu, ale także nekropolię najznaczniejszych obywateli miasta i były odzwierciedleniem ambicji patrycjatu miejskiego, który w świątyni fundował kaplice i ołtarze, zasilając je w bogate wota. Szacuje się, że obecnie pod powierzchnią placu Kolegiackiego spoczywają prochy czterech tysięcy zmarłych.
Szkoła Podstawowa nr 23 wygrała w konkursie Nivea. W nagrodę w jej sąsiedztwie stanęło Podwórko Talentów. Wcześniej w szkole przeprowadzono już termomodernizację, wyremontowane zostały sale lekcyjne i sanitariaty. Dzięki zwycięstwu w Poznańskim Budżecie Obywatelskim przemianę przeszło też szkolne boisko.
Podwórko Talentów zostało podzielone na 3 strefy: sportową, naukową i artystyczną. Znalazły się tam takie zabawki, jak np. ścianka wspinaczkowa, urządzenie do ćwiczenia koordynacji, huśtawka bocianie gniazdo, rowerek, tablice muzyczne, teatrzyk czy ściana do nauki tabliczki mnożenie i alfabetu Morse’a. Aby wziąć udział w konkursie, dzieci musiały nagrać film, prezentujący ich talenty. Uczniowie Szkoły Podstawowej nr 23 stanęli na wysokości zadania.
– Projekt Podwórek Talentów Nivea realizujemy od 5 lat. Tyle czasu czekaliśmy, aby Poznań wygrał w konkursie. Kiedy okazało się, że wasza szkoła jest na liście zwycięzców, nasza radość była równie duża jak Wasza – mówiła Małgorzata Sieczkowska, dyrektor marketingu Nivea Polska.
– Dziękuję firmie Nivea za to, że angażuje się w działania na rzecz przestrzeni publicznej, wspierając powstawanie placów zabaw dla dzieci i młodzieży. To jest pozytywny przykład działalności biznesowej – gdy firma nie koncentruje się wyłącznie na swojej pracy zawodowej, ale myśli również o celach społecznych – zauważył Mariusz Wiśniewski, zastępca prezydenta Poznania.
– Badania pokazują, że dzieci i młodzież potrzebują zachęty, by spędzać czas na świeżym powietrzu. Mam nadzieje, że to podwórko będzie ciekawą alternatywą dla komputera i smartfona – mówiła Barbara Kuśnierczak, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 23. Podziękowała także władzom miasta i Wydziałowi Oświaty UMP za to, że w ciągu ostatnich dwóch lat szkoła przeszła gruntowną przemianę. – Czy nasza szkoła wygląda inaczej? – spytała uczniów. – Tak – chórem odpowiedziały dzieci.
W 2016 r. budynek Szkoły Podstawowej nr 23 został poddany termomodernizacji. W tym roku remont przeszły sale lekcyjne i sanitariaty. Projekt dotyczący SP 23 zwyciężył też w Poznańskim Budżecie Obywatelskim 2017. Dzięki temu powstało boisko wielofunkcyjne – do piłki nożnej, siatkówki i koszykówki oraz miejsce do wypoczynku.
– Szkoła Podstawowa nr 23 rzeczywiście była w ostatnich latach przedmiotem naszego dużego zainteresowania. Krok po kroku będziemy starali się realizować potrzeby kolejnych szkół i przedszkoli w naszym mieście. Zależy nam, aby warunki nauki dzieci i młodzieży były jak najlepsze, a warunki pracy nauczycieli jak najbardziej przyjazne – powiedział Mariusz Wiśniewski.
Co zrobiliśmy przez ostatnie sto lat z naszą niepodległością? Co zrobić, by Polska była nieskończenie niepodległa? Na te i wiele innych pytań odpowie Zbigniew Gluza, dziennikarz, twórca Ośrodka Karta i działacz opozycji w rozmowie z Ewą Wójciak, aktorką Teatru Ósmego Dnia. Spotkanie odbędzie się 5 listopada.
„Gdy sto lat temu odzyskiwaliśmy niepodległość, nikt nie zastanawiał się nad tym, że kiedyś – w przyszłości, będzie należało te wszystkie czasy przypomnieć. Tamte wydarzenia, emocje, energię. Dlatego teraz, po stu latach…” wydawnictwo Karta oddaje w nasze dłonie bogato ilustrowaną, albumową publikację w pięknej szacie graficznej autorstwa Andrzeja Pągowskiego i Magdaleny Błazków.
Księga Stulecia Niepodległości prezentuje historię polskiego stulecia niepodległości 1918-2018. Głosami świadków historii poprowadzona jest w niej opowieść o 60 najważniejszych momentach ostatnich 10 dekad w kontekście kształtu niepodległości Polski. Równoległa opowieść wizualna ukazuje wybór najpiękniejszych i najciekawszych fotografii i elementów ikonograficznych z całego stulecia.
Wydanie księgi jest też pretekstem do zastanowienia się nad niepodległością jako taką i tym, czego potrzebujemy, żeby Polska była nieskończenie niepodległa. Historia uczy – a szczególnie nasza – że niepodległość nie jest dana raz na zawsze, nieważne, jak bardzo jesteśmy tego pewni tu i teraz. Jak uniknąć powtórki z najciemniejszych kart historii naszego kraju? Czy w ogóle jest to możliwe? Zbigniew Gluza i Ewa Wójciak spróbują odpowiedzieć na to pytanie.
Lech Poznań przegrał na własnym stadionie z Lechią Gdańsk 0:1 po bramce Flavio Paixao po naprawdę żenującej grze. Z posadą trenera pierwszej drużyny „Kolejorza” pożegnał się Ivan Djurdjevic.
Po niedzielnym spotkaniu miało się wiele wyjaśnić. To, czy Ivan Djurdjevic będzie w stanie pozbierać swoją drużynę po kompromitacji w Pucharze Polski i wygrać z Lechią Gdańsk czy też to piłkarze postawią na Serbie krzyżyk.
Trener Lecha zdecydował się na kilka zmian w porównaniu z poprzednim meczem. W meczowej osiemnastce zabrakło krytykowanego przez kibiców Łukasza Trałki, do wyjściowej jedenastki wrócił Wasielewski oraz Jóźwiak kosztem kolejno Jevticia oraz Dioniego. Jeśli to miało przynieść efekt zaskoczenia, to Djurdjevic się na swoją niekorzyść pomylił. Lech od samego początku nie grał nic. Piłkarze „Kolejorza” nie mieli – prócz beznadziejnych dośrodkowań wprost na głowę obrońców Lechii – żadnego pomysłu, by pokonać Zlatana Alomerovicia. Za to Lechia Piotra Stokowca bardzo spokojnie realizowała swoje założenia, zdobywając pierwszego i jedynego gola w tym spotkaniu po ładnym podaniu Araka i jeszcze lepszym wykończeniu z pierwszej piłki Flavio Paixao.
Naprawdę ciężko cokolwiek pozytywnego pisać o tym, co wydarzyło się w niedzielny wieczór. Jak wspominaliśmy już w poprzednich tekstach – być kibicem Lecha w ostatnim czasie jest naprawdę ciężko. Nóż w plecy wbijany jest kilkukrotnie i to ze wszystkich stron. Po przegranym meczu Lech do pierwszej Lechii traci już osiem punktów i podium, na jeden mecz przed zakończeniem rundy jesiennej, ucieka. Co powiedział Ivan Djurdjevic na pomeczowej konferencji prasowej?
– Bardzo trudny moment dla nas. Przegrywamy z Lechią 0:1. Weszliśmy w mecz nerwowo, a rywal nie potrzebował zrobić dużo, żeby wygrać. Taka jest prawda. Przez większość czasu było widać niedokładne podania, dużo nerwowości w naszej grze. Spotkanie Pucharu Polski siedziało nam cały czas w głowach, presja jest wysoka. To trudny moment, z którego musimy wyjść. Dzisiaj graliśmy bez ikry. Lechia grała z kolei wyrachowanie, co było widać. Wiedzieliśmy, że to trudny mecz i musimy wygrać. Tak się nie stało. Straciliśmy bramkę z niczego, rywale czekali na nasze błędy. Rzuciliśmy się do ataku, chcieliśmy strzelić gola, ale się nie udało. Trzeba znaleźć rozwiązanie tej sytuacji i mocno pracować – czytamy na oficjalnej stronie „Kolejorza”.
W podobnym tonie Djurdjevic wypowiadał się już po meczu z Rakowem. Szansy na wyjście z sytuacji i dalszej pracy z tym zespołem już nie dostanie i przed ciężkim zadaniem wyciągnięcia Lecha Poznań z kryzysu stanie już nowy trener. Rozmowy z kandydatami trwają, a do czasu znalezienia odpowiedniej osoby, schedę po Djurdjeviciu przejmie Dariusz Żuraw.
Aquanet poinformował, że w poniedziałek nastąpi przerwa w dostawie wody.
Informujemy, że w poniedziałek 5 listopada od godziny 8.00 do 17.00 nastąpi wyłączenie wody w Poznaniu przy ul. Sarmackiej 3,5q, 5f.
AQUANET SA przeprasza za utrudnienia wynikające z przerwy w dostawie wody i uprzejmie prosi mieszkańców o przygotowanie zapasów wody. Godzina włączenia wody jest szacunkowa i może ulec zmianie. Przerwa w dostawie wody wynika z prac prowadzonych przez firmę TERLAN tel. 785 010 023.
Szmuglowały broń, brały udział w akcjach zbrojnych tak samo jak mężczyźni i tak samo jako oni były zsyłane na Sybir. Kobiety także walczyły o niepodległość, w sposób najbardziej dosłowny, chociaż o ich walce rzadko się pamięta. Dwie imprezy, które odbędą się z okazji stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości, mają szansę to zmienić.
Pierwszą jest wystawa „Jeśli nie wiedziałeś, to teraz już wiesz”, którą od 9 listopada będzie można oglądać na Wolnym Dziedzińcu. Ekspozycja jest świadomym i zamierzonym uzupełnieniem wszystkich wydarzeń poświęconych niepodległości z okazji stulecia jej odzyskania przez Polskę. Bo w nich wszystkich udział i rola kobiet jest przedstawiany albo bardzo pobieżnie, jakby nie miał żadnego znaczenia – albo w ogóle pomijany. Ten brak postanowiła nadrobić autorka wystawy, Katarzyna Dworaczyk.
„Postaci/ sytuacje/ wydarzenia, które subiektywnie wybrałam dla tego projektu, wskazują patriotyczne modele, które reprezentowały kobiety przed i w czasach odzyskania niepodległości” – wyjaśnia na stronie wydarzenia. – „Kobiety szmuglowały broń, brały udział w akcjach zbrojnych, zostawały zsyłane na Sybir, w Sejmie przedstawiały pierwsze ustawy. Tworzyły państwo równoległe, kierowały młodzież na studia, organizowały tajne komplety, stowarzyszenia, pielęgnując ideę wolności”.
Migawkowy i jednocześnie faktograficzny sposób pokazania bardzo różnych wydarzeń i postaci, zarówno w czasie, jak i na mapie jest celowy, jak wyjaśnia autorka. Bo wystawa jest uzupełnieniem dla pozostałych wystaw, książek, wydarzeń i filmów, których autorki i autorzy świadomie lub nieświadomie nie przedstawiają roli kobiet. To dlatego wystawa nosi tytuł „Jeśli nie wiedziałaś/ wiedziałeś, to teraz już wiesz”. Będzie ją można oglądać na Wolnym Dziedzińcu Urzędu Miasta Poznania do 31 grudnia.
Kobiety walczące o wolność i znane z historii pojawią się w mieście także… osobiście, i to 11 listopada, czyli w samo Święto Niepodległości. Częścią obchodów Imienin Ulicy Święty Marcin jest bowiem herstoryczny marsz poznańskich emancypantek.
„Sto lat temu kraj odzyskał niepodległość a kobiety w Polsce wywalczyły prawa wyborcze” – wyjaśniają ideę marszu jego organizatorki. – „Nie ma bowiem niepodległości bez praw i wolności obywatelek. Świętujcie z nami 100-lecie praw wyborczych kobiet”!
To właśnie poznanianki jako pierwsze w Polsce mogły cieszyć się biernymi i czynnymi prawami wyborczymi w praktyce. To tutaj po raz pierwszy w historii Polski w sejmie zasiadały kobiety!
Polski Sejm Dzielnicowy obradował w Poznaniu w dniach 3-5 grudnia 1918 r. Według oficjalnego spisu z 1918 r. na Sejm wybrano 1398 posłów, w tym aż 129 kobiet (9 proc. mandatów). Sejm Dzielnicowy był ważną manifestacją patriotyzmu w podzielonej Polsce, pokazał również jedność Polaków zaboru pruskiego, nowoczesne i demokratyczne sposoby obejmowania i sprawowania władzy oraz był istotnym krokiem ku Powstaniu Wielkopolskiemu.
W czasie obrad sejmu postulowano między innymi o utworzenie zjednoczonej, wolnej Polski – włączenie ziem pruskich do odradzającej się Polski na mocy konferencji pokojowej (nie powstania). Przyjęto nowy skład Naczelnej Rady Ludowej i jej Komisariat, które uzyskały pełną legalizację i uznanie Polaków ziem zaboru pruskiego. Przyjęto też uchwały dotyczące m.in. spraw socjalnych i oświatowych, a także utworzenia uniwersytetu w Poznaniu.
Poznańskie emancypantki w strojach z epoki wezmą udział w pochodzie Świętego Marcina, a do ich grupy może dołączyć każdy chętny. Niekoniecznie trzeba mieć pełny dziewiętnastowieczny kostium – wystarczą akcenty takie jak parasolka, kapelusz czy szal. Mile widziane są także osoby, które nie będą mieć stroju z epoki, ale za to chcą świętować stulecie uzyskania praw wyborczych dla kobiet.
Przypominamy, że w tym roku pochód wyruszy z terenu Międzynarodowych Targów Poznańskich i przejdzie ulicą Bukowską przez Rondo Kaponiera do sceny usytuowanej na Placu Mickiewicza.