Strona główna Blog Strona 1590

Poznań: O aborcji i pandemii podczas pasterki w katedrze

0
– Jeśli matka może zabić własne dziecko, to co nas powstrzyma, żebyśmy nie pozabijali siebie nawzajem? – pytał podczas odprawianej przez siebie pasterki abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski.

Aborcja, pandemia i zagrożenia dla życia duchowego były głównym tematem kazania podczas obu pasterek odprawianych w katedrze. Arcybiskup Stanisław Gądecki w swoim kazaniu ostrzegał wiernych, że są gorze rzeczy niż pandemia. Jedną z nich jest przegrana w walce duchowej, bo to prowadzi do przegrania wszystkich innych bitew, także tych o życie i zdrowie doczesne. A kolejną – aborcja.
– Największą siłą niszczącą pokój jest dzisiaj zbrodnia przeciwko niewinnemu dziecku, które jeszcze się nie narodziło. Jeśli matka może zabić własne dziecko, to co nas powstrzyma, żebyśmy nie pozabijali siebie nawzajem – mówił, przywołując słowa Matki Teresy z Kalkuty i przypominając, że każde życie jest dla Kościoła darem i błogosławieństwem od Boga. Także to słabe i cierpiące.

Zdaniem metropolity poznańskiego pandemia jest przeszkodą, ale i swoistym sprawdzianem dla tych, którzy żyją sprawiedliwie i pobożnie. Zwłaszcza w takich momentach historii wszyscy wierni powinni pamiętać, że dbając o zdrowie zapewnimy sobie dalsze życie doczesne – ale dbając o zbawienie zapewnimy sobie nieprzemijającą wieczność. Dlatego zawsze, zwłaszcza w czasie pandemii, trzeba mieć na uwadze hierarchię wartości, w której życie wieczne zawsze i wszędzie jest na pierwszym miejscu.

Arcybiskup powiedział też, że pandemia nie może być usprawiedliwieniem dla zaniechania praktyk religijnych. Powinni o tym pamiętać wierni – powinni także kapłani, którzy zachowując oczywiście odpowiednie środki ostrożności powinni być obecni z sakramentem nawet na oddziałach zakaźnych. Metropolita zwrócił uwagę, że wielu księży przechorowało już covid-19, mam status ozdrowieńców, więc oni mogą taką posługę wypełniać bezpiecznie.

Arcybiskup odprawił pasterkę o północy – podczas tegorocznych świąt odbywały się dwie pasterki, ze względu na pandemię. Pierwsza została odprawiona o 22.00 przez biskupa pomocniczego archidiecezji poznańskiej Grzegorza Balcerka.

Poznań: Które obiekty sportowe są czynne w święta?

0
Będziemy mogli pojeździć na łyżwach, pobawić się na placach zabaw i pograć na Orlikach. Poznańskie Ośrodki Sportu i Rekreacji zapraszają także w okresie świąt Bożego Narodzenia.

Baseny
Od 24 do 26 grudnia pływalnie Atlantis, Chwiałka i Rataje będą nieczynne. W czasie świąt nie odbywają się zajęcia zorganizowane. 27 grudnia zaplanowane zajęcia odbędą się zgodnie z planem. Nadal zgodnie z zasadami pandemii nie ma możliwości indywidualnego korzystania z pływalni.

Lodowiska
Chwiałka
24.12.2020 – ślizgawki od godz. 7:45 do 13:30 (ostatnie wejście o 12:45)
25.12.2020 – nieczynne

W pozostałe dni zgodnie z harmonogramem dostępnym na stronie lodowiska.

Malta
24.12.2020 – nieczynne
25.12.2020 – 13:00 – 22:00
26.12.2020 – 8:00 – 23:00
27.12.2020 – 8:00 – 22:00

Korty tenisowe Oddziału Rataje
24 grudnia (czwartek) – 7:00 – 14:00
25 grudnia (piątek) – nieczynne
26 grudnia (sobota) – nieczynne
27 grudnia otwarte zgodnie ze standardowymi godzinami otwarcia.

Przypominamy, że Skatepark i Bowling są nieczynne do odwołania. Z placu zabaw oraz boisk Orlik można korzystać w godzinach otwarcia całego ośrodka.

Pozostałe obiekty
Informujemy, że boiska piłkarskie i lekkoatletyczne na Golęcinie oraz Młodzieżowy Ośrodek Sportowy na Śródce w dniach 24-26 grudnia będą nieczynne.

POSiR

Poznań: Dlaczego przy żłóbku nie ma ptaków?

0
Nie dziwią wół, osioł czy owca – ssaki te świetnie wpisały się w tradycje świąt. Ale dlaczego nie ma tam ptaków? Ale jest jeden ptak kojarzony z Bożym Narodzeniem – Uniwersytet Przyrodniczy zbadał tę sprawę…

– Co prawda, w szopkach wykonywanych według tradycji św. Franciszka z Asyżu pojawiają się gołębie, ale to wciąż raczej przypadkowi goście, choć rzeczywiście zaplątani w biblijną opowieść – zauważa prof. Piotr Tryjanowski z Katedry Zoologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. – Nieco inaczej sprawa wygląda w przypadku kolęd.

Te tradycyjnie czy też po prostu najczęściej wybrzmiewające, nie zawierają wątków ornitologicznych – ale w wiejskich pastorałkach awifauna już występuje w wielkiej obfitości.
– Pamiętam swoje zaskoczenie, gdy zbierając informacje o kulturowym znaczeniu ptaków w folklorze, natknąłem się na opracowanie poznańskiej badaczki prof. Marii Borejszo, poświęcone właśnie ptakom w staropolskich kolędach i pastorałkach – opowiada profesor. – Niezła menażeria i czegóż tam nie ma? Jest orzeł, kaczka, kukułka, kwiczoł, łabędź, a nawet cietrzew, kanarek i papuga. Łącznie ponad 60 gatunków ptaków! Jeśli weźmiemy pod uwagę, że kolędy śpiewa się zimą, to ktoś musiał nieźle się natrudzić, by w środku ciemnej i mroźnej zimy przywołać obraz tęsknoty do wiosennych gatunków.

Jak wynika z tych pastorałek, ptaki przy żłóbku mają sporo zadań do wykonania: wychwalają narodziny Jezusa – w lasach i na polach, we wsiach i w miastach. Kur na grzędzie krzyczy wszędzie,/ Bóg w ciele lud zbawiać będzie.
– Gdybym miał wybierać – interpretacyjne skojarzenie pozostawiam innym – to pewnie wskazałbym Pieśń o weselącym się ptastwie z narodzenia Bożego na godach – mówi prof. Tryjanowski.

A pastorałka zawiera m.in. taki zwrotki:
Ptastwo się też dowiedziało,
za królem swoim leciało
na królewskie gody,
nie pili tam wody,
lecz wino.
Którym chcąc zagrzać struś głowę,
a do tego zjadł podkowę,
by ją prędzej strawił,
na gody się stawił,
Jezusa Chrystusa.
A gdy kania dżdżu czekała,
o tychże godach słyszała,
więc odeszła wody,
leciała na gody
do wina.

Chcąc jednak zrozumieć ornitologiczny fenomen, musimy oddalić się nieco od Polski i przenieść na Wyspy Brytyjskie. Właśnie tam spotkamy nieodłączny ptasi symbol świąt Bożego Narodzenia. To oczywiście rudzik, ukrywający się pod fachową nazwą Erithacus rubecula, wygrywający w cuglach coroczne konkursy na popularniejszego ptaka Anglii. Zdobi karki świąteczne, opakowania herbaty, papier do zawijania prezentów i wydaje się być częstszy niż św. Mikołaj czy betlejemski żłóbek.

Związek rudzika z Bożym Narodzeniem sięga czasów wiktoriańskich. Wtedy to rudzika nie nazywano jeszcze Robinem, a był znany z nieco dłuższej nazwy Robin Redbreast. Nazwę te zapożyczyli sobie królewscy listonosze, którzy podczas Świąt Bożego Narodzenia mieli pełne ręce roboty. By nie niszczyć całorocznych uniformów, na te dni zwiększonego wysiłku, nakładali na nie czerwone tuniki i z tego powodu nazywano ich nie inaczej jak właśnie Robin Redbreast. Byli wyczekiwani i radośnie witani, bo przecież każdy chciał otrzymać świąteczny prezent albo choćby życzenia. W podziękowaniu za okazywaną przez adresatów życzliwość, pracownicy poczty postanowili umieścić wizerunek rudzika na znaczkach pocztowych i świątecznych kartkach. Pozostał na nich do dziś.

Jest i inna, bardziej religijna i lepiej wpisująca się w bożonarodzeniowy klimat legenda. Maryja tuż po narodzinach Jezusa była bardzo zajęta opieką nad Dzieciątkiem. Poprosiła więc towarzyszące zwierzęta o pomoc w utrzymywaniu płonącego ogniska. By było ciepło, stale należało delikatnie dmuchać w żar, a żadne ze zwierząt się nie chciało podjąć tego zadania, tylko mały brązowy ptaszek (pewnie młody osobnik, jak zauważa żartobliwie prof. Tryjanowski, bo właśnie młode nie mają jeszcze charakterystycznych pomarańczowych odcieni). Skakał i dmuchał, ale i podśpiewywał. Choć był mały, to dał radę i utrzymał płomień, a małemu Jezusowi zrobiło się cieplej. Niestety jeden z płomieni buchnął z wielką siłą i poparzył ptaszkowi brzuszek. Na prośbę Maryi, w nagrodę za pomoc i odwagę, plamka po oparzeniu stała się prawdziwą ozdobą rudzika.

– Czasami trudno o pełne wyjaśnienia przyrodniczych fenomenów kulturowych – podkreśla prof. Tryjanowski – ale rudzik rzeczywiście pasuje do Bożego Narodzenia. Jest w miarę pospolity, rozpoznawalny i nie stroni od towarzystwa człowieka. Lubi zaśpiewać nawet zimą, więc naprawdę mógł ukołysać płaczące Dzieciątko, a piosenkę ma przy tym wyjątkowo miłą dla ucha. W Anglii rudziki zimują i są obecne cały rok, to jednak dość wyjątkowa sytuacja, bo większość europejskich, w tym polskich, populacji rudzika podejmuje tradycyjne wędrówki. Migruje m.in. przez Izrael do Afryki, co oznacza, że można spotkać je także w okolicach Betlejem. Rudziki lecą nocą, mają świetny kompas magnetyczny, więc ze znalezieniem właściwej stajenki zapewne nie miały problemów. To naprawdę fascynujące ptaszki. W Polsce, wraz ze zmniejszeniem ostrości zim, coraz częściej zimują, podśpiewują i wygląda na to, że razem z nami cieszą się z Bożego Narodzenia. Wesołych Świąt!

UPP

Wigilia: tradycje, wróżby i przesądy

0
To nie tylko dzień oczekiwania na Boże Narodzenie. To także magiczny czas, gdy duchy wracały na ziemię, ziemia otwierała się, by pokazać skarby i trzeba było bardzo uważać, by nie ściągnąć na siebie nieszczęścia. O czym trzeba pamiętać w Wigilię?

Przez cały wigilijny dzień trzeba zachowywać życzliwość wobec innych, a przede wszystkim się nie kłócić. To będzie oznaczało brak uszanowania dla świętego dnia i może się skończyć nieszczęściem. Trzeba też uważać na duchy, które tego dnia tłumnie przybywają na ziemie, aby się ogrzać przy domowym ognisku i spotkać z żyjącymi krewnymi. Najważniejsze jest okazanie im szacunku i nie wystarczy tu tylko pozostawienie symbolicznego pustego miejsca przy stole – nie wolno też wylewać brudnej wody i pomyj, prząść na kołowrotku, a nawet używać nożyc czy igły.

Duchom należy zostawić uchylone okno albo drzwi, a na stole – resztki jedzenia, w tym opłatka. Zadbanie o duchy przodków miało też skutkować pomyślnością w nadchodzącym roku, o którą nakarmieni i ogrzani przodkowie mieli się zatroszczyć w zaświatach. Wierzono też, że jeśli podczas wieczerzy wigilijnej spojrzy się na miejsce dla ducha przez dziurkę od klucza – to zobaczy się zmarłych siedzących przy stole…

Wigilia była też czasem magicznym: nie wolno było niczego pożyczać, bo to znaczyło same straty w nadchodzącym roku. Dobrą wróżbą natomiast było dawanie prezentów, bo to oznaczało szczęście dzięki szczodrobliwości. Jeśli pierwszym gościem, który pojawił się w domu w ten dzień, był chłopiec lub mężczyzna, wróżyło to powodzenie w przyszłym roku.

Były też wróżby pogodowe: gdy Wigilia była mglista oznaczało to, że krowy będą dawać dużo mleka, a więc dostatek. W niektórych regionach krojono też cebulę na 12 części – tyle, ile jest miesięcy – i sprawdzano, które kawałki zapleśnieją, a które wyschną. Z tego wróżono deszcze i susze w nadchodzącym roku. Wróżono także z opłatka: kawałki symbolizujące każdego z domowników maczano w miodzie i przyklejano do szyby okiennej. Jeśli któryś kawałek odpadł, wróżyło to śmierć. Zsunięcie się po szybie w dół – chorobę.

Już siedząc przy wigilijnym stole należało koniecznie pamiętać, by spróbować wszystkich 12 potraw – żeby w nadchodzącym roku nie zabrakło jedzenia. Oczywiście koniecznie trzeba było jedną z łusek karpia schować do portfela, żeby nie brakowało gotówki – i pamiętać o tym, by za rok wymienić ją na nową. Popularne były także wróżby z sianka rozścielonego pod obrusem. Dziewczęta z wyglądu źdźbła wróżyły, czy wyjdą za mąż w nadchodzącym roku: źdźbło zielone oznaczało, że tak, żółte, że trzeba będzie jeszcze poczekać, a połamane – że nie ma na to szans. Pozostali uczestnicy kolacji wróżyli z wyglądu źdźbeł trawy pomyślność w nadchodzącym roku. I znów zielone źdźbło oznaczało pomyślność i dostatek, żółte – sytuację bez zmian, a połamane – kłopoty, choroby i brak pieniędzy. Wyciągnięcie podwójnego źdźbła miało natomiast oznaczać powiększenie się rodziny.

W niektórych regionach Polski wierzono, że w Wigilię o północy po raz drugi zakwita kwiat paproci, tak jak w Noc Świętojańską. Woda w studniach i potokach nabrana tej nocy miała właściwości lecznicze, a czasami zamieniała się w miód, wino albo złoto czy srebro. Na jedną chwilę o północy ziemia otwierała swoje wnętrza i można było zobaczyć znajdujące się w niej skarby – a nawet je zdobyć.

Poznań: Jak zjeść kolację wigilijną bez kłopotów z trawieniem

0
Na przysmaki wigilijne czekamy cały rok – i często właśnie dlatego jemy ich zbyt dużo, co prowadzi do kłopotów z trawieniem. Jak tego uniknąć – radzi prof. Anna Gramza-Michałowska z Wydziału Nauk o Żywności i Żywieniu Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu

Jak Polska długa i szeroka każdy region ma swoje tradycje: czy to zupa grzybowa, barszcz czerwony, rybna, owocowa z suszonych jabłek i śliwek, czy już zapomniana „siemieniucha” z siemienia konopnego. A jeszcze mamy ryby pod postacią karpia smażonego, pieczonego, czy „na szaro”, śledź w stu odsłonach, w tym obowiązkowo w śmietanie z ugotowanymi ziemniakami, kapusta z grochem lub z grzybami, makiełki, czyli słodkie kluski z makiem…

Próbowanie tych wszystkich przysmaków może się jednak źle skończyć dla naszego żołądka, bo sporo z nich, choć pysznych, jest jednak też ciężkostrawnych. No i dodatkowym wyzwaniem jest ilość jedzenia – zwłaszcza jeśli na stole zgodnie z tradycją znajduje się aż 12 dań, których trzeba spróbować. Co nam pomoże w tej nierównej walce kulinarnej?
– Przede wszystkim umiar, niewielkie kęsy oraz ich metodyczne przeżuwanie, a dla niektórych napar z ziółek wspomagających proces trawienny – radzi prof. Anna Gramza-Michałowska. Pani profesor radzi też, by nie dać się przekonać tradycją i jeśli nie pomoże myślenie o kłopotach żołądkowych – pamiętać o dodatkowych kilogramach, którymi zaowocuje niepohamowane obżarstwo.

– Przygotujmy w tym roku tyle potraw, ile wymaga tradycja, ale w ilości, którą jesteśmy w stanie spożyć – radzi specjalistka. – Abyśmy nie musieli czynić postanowień noworocznych, że takie objadanie się to ostatni raz, że będę biegać, że nie będę marnować żywności, bo za rok znowu święta!

UPP

Poznań: Dokąd na pasterkę?

0
Wprawdzie ze względu na pandemię wierni otrzymali dyspensę od prymasa Polski na uczestnictwo we mszy ze względu na pandemię. Jednak gdyby ktoś zdecydował się wybrać, to w większości parafii będzie miał po kilka pasterek do wyboru.

Ze względu na obowiązujące ograniczenia dotyczące liczby osób obecnych w kościele, czyli jednej osoby na 15 metrów kwadratowych świątyni, wiele parafii zdecydowało się na organizację kilku pasterek, by wszyscy wierni, którzy zechcą, mogło wziąć w nich udział.

Jak informuje „Głos Wielkopolski”, biskupi otrzymali od papieża zgodę na celebrowanie czterech mszy świętych w ciągu dnia w parafiach. I w związku z tym w katedrze odbędą się dwie pasterki: jedna o 22.00, celebrowana przez bp Grzegorza Balcerka, a druga o 24.00 – i tę odprawi abp Stanisław Gądecki.

W parafii pw. św. Wawrzyńca przy ul. Przybyszewskiego odbędą się aż trzy pasterki: o 20.00, 22.00 i 24.00. Wszystkie msze będą też transmitowane na kanale parafii na YouTube. W parafii pw. św Stanisława Kostki będą dwie pasterki: o godzinie 22.00 i 24.00.

 

Wielkopolska: Gwiazdor czy Święty Mikołaj?

0
Zależy kiedy – odpowie każdy poznaniak i Wielkopolanin. Bo na początku grudnia prezenty przynosi św. Mikołaj, a na Gwiazdkę, wiadomo, Gwiazdor. Ale skąd się wzięła ta tradycja?

Gwiazdor jako rozdawca prezentów występuje na terenie całego dawnego zaboru pruskiego, jednak to zdecydowanie nie jest wpływ kultury niemieckiej czy religii protestanckiej. Po prostu na tych terenach, w ramach walki z zaborcą, szczególnie starannie kultywowano stare, polskie tradycje. A Gwiazdor jest jedną z nich.

Gwiazdor jest kolędnikiem, głównym kolędnikiem z tych, którzy kiedyś chodzili po domach przed świętami. Jego imię wywodzi się od gwiazdy, pod którą kolędnicy szli od domu do domu. Ten, który niósł gwiazdę na długiej żerdzi – był Gwiazdorem.

I to on był głównym animatorem obrządku wywodzącego się jeszcze z z czasów pogańskich. O gwiazdorach chodzących po wsiach wspomniał już Oskar Kolberg w XIX wieku, ale ten zwyczaj jest o wiele starszy o ma pogańskie korzenie. Ubrany w barani kożuch i takąż czapę miał twarz usmarowaną sadzą. Jego wizyta w domu i oczywiście odpowiednie ugoszczenie miały przynosić dostatek i bogactwo w całym nadchodzącym roku, więc im szczodrzej bywał ugoszczony Gwiazdor i jego towarzysze – tym lepiej dla gospodarzy.

Gwiazdor jednak zawsze miał też rózgę – jak trzeba było, pogonił nią z obejścia ciemne moce, odczynił złe uroki, przyłożył niegrzecznym dzieciom, a i gospodarzowi mógł pogrozić, jeśli ten się czymś naraził sąsiadom.

Z czasem i z utrwalaniem tradycji chrześcijańskich Gwiazdor przestał pełnił funkcje magiczne – a zaczął wychowawcze. Prezenty i rózga już były przeznaczone dla dzieci, a każde z nich, by taki prezent dostać, musiało się wykazać umiejętnością wyrecytowania pacierza. Dla niegrzecznych nadal miał rózgę na podorędziu…

Gwiazdor dający prezenty na Gwiazdkę w zasadzie strojem dziś nie różni się od św. Mikołaja, którego z kolei wygląd „wylansowała” w ubiegłym wieku Coca Cola: czerwony strój obszyty białym futerkiem, długa biała broda i wąsy, no i czapka z pomponem. Jednak mimo podobieństw w stroju i rozdawaniu prezentów obaj panowie zdecydowanie się różnią pochodzeniem i historią. Gwiazdor na pewno ma słowiańskie korzenie.

Co prawda, jest też teoria mówiąca o tym, że powodem stworzenia postaci Gwiazdora jest uparty racjonalizm Wielkopolan. Otóż już dawno temu byli znani z oszczędności, pracowitości i doskonałej organizacji pracy – nie mogli więc zrozumieć, dlaczego tak ciężką pracę, jak objazd całego świata na saniach i powrzucanie milionów prezentów przez kominy musi wykonywać jeden św. Mikołaj – i to aż dwa razy w grudniu. Wielkopolanie uznali, że to za dużo pracy dla jednego starszego pana, więc wymyślili mu partnera, który odciąża go podczas Bożego Narodzenia. W ten sposób obaj panowie mogą trochę poświętować i tylko przez jedną noc w grudniu ciężko pracują. Co jest z pewnością z pożytkiem dla wydajności w pracy…

 

Magia choinkowych ozdób. Co powinno się znaleźć na choince?

0
Bombki, jabłka, łańcuchy i pierniki – czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego takie, a nie inne ozdoby wieszamy na choince? Każda z nich ma znaczenie magiczne.

Choć choinka przybyła do nas w tej postaci, jaką znamy dzisiaj, dopiero w XVIII wieku, to jednak tradycja ubierania drzewka pod koniec grudnia jest w Polsce znacznie starsza.

Wcześniej, od czasów prasłowiańskich, ubierano podłaźniczkę – to była gałąź albo pęk gałęzi, mógł być też czubek drzewka zawieszony pod sufitem. Zdobiono ją piernikami, małymi jabłkami, wycinano także koronkowe ozdoby z papieru, robiono je również ze słomy. Podłaźniczka musiała być kolorowa i bogato zdobiona, bo to symbolizowało dostatek i radość na cały przyszły rok.

Dlatego wieszano na niej dużo słodyczy, jak pierniki czy drobne ciastka, a w późniejszych czasach także cukierki. Żeby życie w nadchodzącym roku było słodkie. Pierniki symbolizowały dostatek – piecze się je z dodatkiem aromatycznych przypraw, a przez całe stulecia były one symbolem bogactwa.

Jabłka z kolei były symbolem nie tylko dostatku, ale i płodności, tak zresztą jak i orzechy. Dzwoneczki miały odpędzać zło – jeszcze sto lat temu w wielu polskich wsiach wierzono w to, że dźwięk dzwonka, a najlepiej kościelnego dzwonu odpędza morową zarazę albo niszczycielskie burze. Lampki choinkowe są dalekim echem kultu ognia.

Na podłaźniczce musiały się też znaleźć łańcuchy, najlepiej w kolorze złota. Były one symbolem więzi rodzinnych, a silna rodzina oznacza siłę i dostatek dla wszystkich jej członków. Ozdoba w kształcie gwiazdy znajdująca się na czubku drzewka miała wskazywać – symboliczne – drogę zagubionym lub przebywającym daleko od domu członkom wspólnoty. Dziś te symbole, gwiazda i łańcuchy, mają szczególne znaczenie, bo z wieloma krewnymi nie możemy się spotkać z powodu pandemii…

Chrześcijaństwo wprowadziło nieco zmian. Zamiast podłaźniczki mamy choinkę, i jest ona już nie magicznym drzewkiem mającym zapewnić pomyślność w nowym roku, ale – zgodnie z tradycją religijną – symbolem drzewa wiadomości złego i dobrego. Jabłka stały się symbolem owocu, który skusił Adama i Ewę, występują teraz głównie pod postacią czerwonych bombek. Pojawiły się też aniołki, a na czubku Gwiazda Betlejemska wskazująca Trzem Mędrcom drogę do żłóbka. Lampki są teraz uważane za symbol nadejścia Chrystusa, dzwonki zwiastują Dobrą Nowinę.

Ale ogólna symbolika pozostała tam sama: nadal drzewko ma jednoczyć rodzinę, przynosić pokrzepienie, radość i być zwiastunem dostatku.

 

Wolsztyn: Kolejne ognisko ptasiej grypy

0
Ptasią grypę wykryto w stadzie liczącym kilkaset gęsi na fermie w Reklinie, w powiecie wolsztyńskim. Chorobę potwierdziły badania laboratoryjne instytutu w Puławach.

Jak informuje Główny Lekarz Weterynarii, wyniki nadeszły 23 grudnia i potwierdziły istnienie ogniska ptasiej grypy w gospodarstwie utrzymującym 600 gęsi rzeźnych. Gospodarstwo znajduje się w obszarze zapowietrzonym – w okolicy stwierdzono już kilka ognisk ptasiej grypy, między innymi w Kiełpinach i Rakoniewicach. Teraz zostanie objęte obszarem zagrożonym.

Ptaki zostaną zagazowane i zutylizowane, a odpowiednie działania już zostały podjęte.

Wielkopolska: Książki dla seniorów na święta

0
W ramach akcji 12 WBOT i Stowarzyszenia Lednica 2000 do wielkopolskich seniorów, mieszkających w DPS-ach i placówkach opiekuńczych, trafi blisko 11 tys. książek.

„Książka dla Seniora” to efekt kolejnej, owocnej współpracy terytorialsów z wolontariuszami Lednicy. Prezenty dla pensjonariuszy przekazał o. Wojciech Surówka, duszpasterz Wspólnoty Lednica 2000.
– Chcieliśmy sprawić przyjemność seniorom, którzy przebywają w Domach Pomocy Społecznej i innych, wielkopolskich placówkach opiekuńczo-medycznych – mówi ojciec Surówka. – Święta Bożego Narodzenia to czas, który każdy powinien przeżyć z radością w sercu. Wraz ze Stowarzyszeniem Lednica 2000 wpadliśmy na pomysł, by obdarować osoby starsze książkami, które zgromadziliśmy w magazynie.

W kolportażu pomogli także żołnierze ze 124 blp w Śremie, który wchodzi w skład wielkopolskiej „Dwunastki”.
– Chętnie zaangażowaliśmy się w tę akcję. Seniorzy są dla nas, żołnierzy bardzo ważni. W czasach pandemii i specyficznych w tym roku świąt, zależy nam, by wywołać uśmiech na ich twarzach. Książek jest mnóstwo, bo aż 11 tys., ale do Wigilii dostarczymy wszystkie komplety – tłumaczy ppłk Tomasz Woźniak, dowódca 124 batalionu lekkiej piechoty w Śremie.

Żołnierze utworzyli zespół, który posortował komplety oraz spakował prezenty. W kolejnym etapie żołnierze nawiązali kontakt z wielkopolskimi placówkami, by przekazać wiadomość, że niedługo dotrze do nich Gwiazdor. Akcja wciąż trwa i podzielona jest na kilka etapów. Przed Wigilią prezenty dotrą do ponad 30 ośrodków znajdujących się w stałym rejonie odpowiedzialności (SRO) śremskiego batalionu.

12WBOT

Kolejny szczep koronawirusa. Tym razem w Nigerii

0
To już trzecia mutacja koronawirusa, jaką odkryli naukowcy, po wersjach w Wielkiej Brytanii i RPA. Badania nad nim trwają, jednak wszystko wskazuje na to, że nie jest on bardziej zakaźny niż inne mutacje.

Jak informuje Onet.pl. o istnieniu nowego szczepu koronawirusa pod nazwą P681H powiedział dziś John Nkengasong, nigeryjski szef agencji do spraw zdrowia publicznego. Wykryto go u dwóch pacjentów, 3 sierpnia i 9 października, na południu Nigerii.

Trwają badania nad specyfiką nowej mutacji – na razie lekarze są zdania, że nie jest bardziej zakaźna niż poprzednie, jednak na wnioski i uogólnienia jest jeszcze za wcześnie. Mutacja będzie sprawdzana także pod kątem skuteczności szczepionki.

 

Wielkopolska: Innowacyjni dla Wielkopolski – znamy laureatów konkursu

Kapituła konkursu, w porozumieniu z zarządem województwa, wybrała trzech równorzędnych laureatów tegorocznej edycji konkursu „I-Wielkopolska – innowacyjni dla Wielkopolski”.

Przypomnijmy, że w konkursie chodzi o wyłonienie wytwórców produktów wyróżniających się szczególnym znaczeniem dla gospodarki regionu. Konkurs organizowany jest od 2007 roku, a jego celem jest promocja regionalnych przedsiębiorstw, stosujących innowacyjne rozwiązania w ramach sześciu inteligentnych specjalizacji dla Wielkopolski oraz działań opartych na zastosowaniu wodoru. Nagroda stanowi wyróżnienie dla przedsiębiorstw, które stworzyły nowatorskie produkty/usługi lub inne rozwiązania i wdrożyły je w praktyce. W tym roku za takie uznano produkty firm Alvo ze Śmigla, Becreo Technologies z Poznania oraz PPH Wobit E.K.J.Ober z Dęborzycy koło Pniew.

– Cieszę się, że możemy się w Wielkopolsce pochwalić takimi rozwiązaniami, które bez wątpienia zasługują na światową markę – powiedział marszałek Marek Woźniak. – Te trzy firmy pomyślnie przeszły procedury i zostały najwyżej ocenione przez kapitułę konkursu. Prezentują ten wymiar gospodarki Wielkopolski, na którym nam szczególnie zależy. Ciągle jednak mamy niedosyt innowacyjnych rozwiązań. Dlatego zależy nam, aby grono innowatorów powiększać, między innymi poprzez organizację konkursu „i-Wielkopolska – Innowacyjni dla Wielkopolski”. Chcemy ich promować i wspierać w rozwoju.

W skład kapituły konkursu weszło 11 osób, wśród których znalazło się 4 przedstawicieli szkół wyższych, których profil badawczy zgodny jest z obszarami „Inteligentnych Specjalizacji dla Wielkopolski”, po 2 przedstawicieli organów doradczych Zarządu Województwa Wielkopolskiego – Wielkopolskiej Rady 30 oraz Wielkopolskiej Platformy Wodorowej, jak również 2 przedstawicieli Sejmiku Województwa Wielkopolskiego. Pracom Kapituły przewodniczył Jacek Bogusławski, Członek Zarządu Województwa Wielkopolskiego.

Ocenie kapituły poddanych zostało łącznie 31 wniosków. Mając na uwadze innowacyjność zaprezentowanych rozwiązań w obszarach inteligentnych specjalizacji Wielkopolski, ich powiązanie z wyzwaniami przemysłu 4.0 oraz powszechnej digitalizacji życia publicznego, Zarząd Województwa Wielkopolskiego – w porozumieniu z Kapitułą Konkursu – wybrał trzech równorzędnych Laureatów edycji 2020 roku:

ALVO SP. Z O. O SP.K. Z SIEDZIBĄ W ŚMIGLU za produkt: Alvo Ultra V – bot.
To robot do biodekontaminacji przy użyciu światła UV-C, który skutecznie unieszkodliwia lub zabija mikroorganizmy poprzez zniszczenie kwasu nukleinowego i przerwanie łańcucha DNA. Robot zbudowany jest z platformy jezdnej, kolumny napromieniowującej UV-C (360°) oraz tabletu, który komunikuje się z urządzeniem za pomocą Wi-Fi.

BECREO TECHNOLOGIES SP. Z O.O. Z SIEDZIBĄ W POZNANIU za produkt: Scottie Go! To interaktywny kurs do nauki programowania w formule gry hybrydowej z serii Scottie Go!, dostępny w 23 wersjach językowych w ponad 80 krajach na świecie. Gra rozwija intuicję algorytmiczną, uczy analitycznego i logicznego myślenia oraz rozwiązywania złożonych problemów i pracy w zespole. Dostosowana jest dla dzieci w wieku od 4 do 15 lat.

PPH WOBIT E. K. J. OBER S.C. Z SIEDZIBĄ W DĘBORZYCY K/PNIEW za produkt: Robot mobilny MOBOT ® AGV FlatRunner MW Light

Robot mobilny służy do automatyzacji transportu wewnętrznego. Jego zadaniem jest autonomiczny transport ładunków o masie do 1 tony. MOBOT® samodzielnie przemieszcza się w dowolnym kierunku dzięki specjalnym kołom Mecanum i nawigacji laserowej LMS. System ten zapewnia autonomiczne i bezpieczne działanie, identyfikację przeszkód i ich omijanie, oraz bezpieczne zatrzymanie robota.

– W naszym regionie jest bardzo wiele firm innowacyjnych i to innowacyjnych na skalę światową. Dowodzą tego kolejne edycje konkursu i-Wielkopolska – Innowacyjni dla Wielkopolski” – mówi Jacek Bogusławski, Członek Zarządu Województwa Wielkopolskiego, Przewodniczący Kapituły Konkursu. – To realny wkład w rozwój naszego regionu. Nie sposób go przecenić. Żyjemy w czasach powszechnej digitalizacji, w związku z czym postanowiliśmy w tym roku nagrodzić trzy nowoczesne, bardzo innowacyjne produkty, właśnie z tego segmentu. Mam nadzieję, że już niedługo laureaci konkursu będą mogli zaprezentować swoje rozwiązania podczas międzynarodowych imprez targowych, a nagrodzone produkty odniosą światowy sukces.

Uroczyste wręczenie dyplomów i statuetek laureatom konkursu zaplanowano na początku 2021 roku w siedzibie Urzędu Marszałkowskiego Województwa Wielkopolskiego.

UMWW

Poznań: Ubodzy i bezdomni dostali świąteczne paczki

0
Bez spotkania na targach, za to z wigilijnymi przysmakami “na wynos”. Tak w tym roku wyglądała wigilia dla bezdomnych i ubogich. Jedną z osób rozdających świąteczne paczki był prezydent Jacek Jaśkowiak.

Jak zapewniał ksiądz Marcin Janecki, dyrektor Caritas Archidiecezji Poznańskiej, pomocy dla nikogo nie zabraknie, bo siostry i wolontariusze przygotowali paczki dla 1200 osób. A potrzebujących było wielu: tylko przed jedną jadłodajnią sióstr elżbietanek na Łąkowej ustawiła się długa kolejka sięgająca aż do Strzeleckiej.

– Jakby nie ta pomoc, to żadnych świąt by nie było – mówi pani Ewa, stojąca w kolejce z dwójką dzieci. – Ja zarabiam tyle, że na czynsz wystarcza i żeby nie umrzeć z głodu. A ich ojciec odszedł i nie płaci ani złotówki. Nawet nie ma z czego odłożyć. A dzięki Caritasowi to dzieciaki nawet prezenty dostaną…

Jednym z wydających prezenty był dziś prezydent Jacek Jaśkowiak.
– Wielkie podziękowania dla Caritasu, dla sióstr i ojca dyrektora – mówił. – To coś niesamowitego, że w tym warunkach się nie poddali i przygotowali to wszystko. Wielki szacunek też dla tych, którzy od czwartej rano przygotowywali też posiłek. To robi wielkie wrażenie. Podziękowania również dla młodzieży i wolontariuszy. W tych warunkach, które są, zrobiliśmy tyle, ile było możliwe.

Współpraca między władzami miasta i Caritasem trwa od wielu lat, ale ważne jest to, jak podkreślił prezydent, że dzieje się cały rok. Bo przez okrągły rok, nie tylko przed Bożym Narodzeniem, miasto wspomaga jadłodajnie prowadzone przez Caritas.
– W Poznaniu mieszkają i ci, którym się w życiu powiodło, i ci, którzy codziennie muszą ciężko pracować, i ci, którym z uwagi na chorobę czy inne czynniki jest gorzej – wyjaśnia Jacek Jaśkowiak. – I dla nich również musi być to miasto. Mamy wręcz taką sytuację, że bezdomni przyjeżdżają do Poznania na zimę, bo tu jest lepiej. W Poznaniu nikt nie ma prawa być głodny.

Modlitwie i wydawaniu posiłków przewodniczył biskup Zdzisław Fortuniak. Jak powiedział, sam poprosił arcybiskupa Stanisława Gądeckiego, by mógł go tu dziś zastąpić.
– Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie – mówił. I nawiązując do tych słów serdecznie dziękował siostrom elżbietankom, harcerzom i wolontariuszom, którzy od 4 rano szykowali poczęstunek dla ubogich i potrzebujących. Zwrócił się też do dziennikarzy, żeby dziś skierowali kamery na siostry elżbietanki, a nie na dostojników.
– Bo o nich trzeba mówić i pisać – podkreślił. – Bo to są ci, o których wielu może powiedzieć nie tylko dziś, ale przez cały rok „prawdziwych przyjaciół poznałem w biedzie”.

Ksiądz Marcin Janecki, dyrektor Caritas Archidiecezji Poznańskiej przypomniał, że pomoc dziś jest wydawana w kilku miejscach w Poznaniu – a to jest dowód na to, że jesteśmy jedną wielką rodziną i że umiemy sobie pomagać.
– Dzisiaj Jezus jest tutaj, stoi pośród nas, tak bardzo blisko – mówił. – Nawzajem zobaczmy w sobie tego Chrystusa i pamiętajmy, że nie jesteśmy sami. Bóg nas tak ukochał, że przyszedł do nas.

 

Kredytowy lockdown, czyli krótkowzroczność banków na tle koronawirusa

Każdy, kto w ostatnich miesiącach (tygodniach?), chciał zaciągnąć kredyt gotówkowy, z pewnością mocno się rozczarował. Nie jest tajemnicą, że obecna sytuacja gospodarcza wcale do najłatwiejszych nie należy, ale łatwo można odnieść wrażenie, że ktoś tu mocno… przesadza. Chodzi oczywiście o banki, które – przerażone skalą pandemii – świadomie utrudniają zaciągnięcie kredytu. Co stoi za tą tendencją i co dałaby jej zmiana?
Nic się nie stało…

Teoretycznie rzecz ujmując, sytuacja ta wcale nie jest konsekwencją jakiś tam chaotycznych działań. Oczywistym jest, że w dobie kryzysu gospodarczego (w pewnym sensie trochę na własne życzenie), banki chcą znacznie ograniczyć ryzyko inwestowania kapitału. Niestety – zwłaszcza w przestrzeni kredytów gotówkowych – strategia ta mogła się sprawdzać wyłącznie na samym początku, gdy wszyscy mieli nadzieję, że sytuację tą można w miarę łatwo i szybko opanować. Teraz, gdy świat (i gospodarka) walczy z pandemią już od prawie roku, doskonale widać, że trzeba w tym podejściu coś zmienić. Kredyty gotówkowe zawsze były filarem dochodów każdego banku. Tak jest również i dziś, ale… nikt nie chce tego wykorzystać. Wszystkie banki boją się ryzyka inwestycyjnego, choć jednocześnie zamykają swoje siedziby.

Najważniejsze ograniczenia, najważniejsze problemy

Sytuacja jest o tyle ciekawa, gdyż żyjemy w czasach inwestycyjnego boomu. Mowa tu rzecz jasna nie tyle o liczbie samych inwestycji, co raczej o warunkach, w których można by je finansować. Stopy procentowe są bardzo niskie, co przedkłada się na obniżone koszty kredytów. Nie ma w tym zresztą nic dziwnego. Rządy od dawna stymulują w ten sposób gospodarki swoich państw. Problem w tym, że kolejne ogniwo – czyli same banki – nie chcą podjąć działań, w celu realnego wzrostu realizowanych inwestycji. Wszyscy się boją, a to wiąże się z poważnym zmniejszenie wzrostu gospodarczego. Czy takie postępowanie ma sens?

Jak postąpić, by było dobrze?

Jak zatem powinny postąpić banki, by uratować swoją sytuację finansową? Podjęte tu kroki powinny mieć charakter wielotorowy i obejmować:

  • przywrócenie „do łask” umów o dzieło i zlecenie, gdyż to one stanowią istotną część dochodów osób fizycznych; naturalnie można pozostawić ów słynny przelicznik, w oparciu o który do zdolności wlicza się zaledwie 40 – 60 procent dochodów z tychże umów,
  • podwyższenie (choć minimalne) wysokości oprocentowania lokat; faktycznie – banki cierpią teraz na nadmiar podaży środków finansowych, ale tylko w ten sposób mogą one zdobyć środki na dalsze inwestycje, nie oszukujmy się – lokaty już dawno przestały być atrakcyjnym środkiem inwestycyjnym, przez co stale spada wartość odkładanych w bankach aktywów pieniężnych,
  • zwiększenie atrakcyjności udzielania kredytów gotówkowych – banki niejako „na własną rękę” zmniejszają atrakcyjność kredytów gotówkowych przez swoimi klientami; dla przykładu – w wielu z nich podczas symulacji podaje się najdroższą wersję kredytu, obejmującą raty stałe (ale nie zawsze przez cały okres spłaty) i dodatkową kwotę za ubezpieczenie, które de facto może podwyższyć koszt miesięcznej raty nawet o 200 – 300 złotych,
  • uwzględnienie nieregularnych dochodów z tytułu umów śmieciowych – na chwilę obecną, większość banków nie honoruje umów cywilnoprawnych, aczkolwiek nawet jeśli uwzględniają je przy obliczaniu zdolności kredytowej, to i tak na ściśle określonych warunkach; błędem jest np. zalecenie, by uwzględniać je tylko wtedy, gdy wpływają regularnie.

Trzeba zdać sobie sprawę, że powyższe „zalecenia” nie są remedium na problemy banków. Niemniej w obecnych czasach, gdy spora grupa osób zatrudniona jest w oparciu o umowy o dzieło i zlecenie, otwarcie się banków jest kryterium, które będzie decydować o ich przeżyciu. Przykładowo w Rybniku, jeden z najpopularniejszych ostatnimi czasy podmiotów bankowych w Polsce, zamknął (w przeciągu dwóch miesięcy) swoje dwa duże oddziały. Czy warto iść w tą stronę?

Co nas czeka w przeciągu kilku miesięcy?

Trudno prognozować, co wydarzy się w przeciągu kilku najbliższych miesięcy. Według zapowiedzi rządu, służba zdrowia „odetchnie” dopiero w okresie styczeń – marzec. Oczywiście wszystko zależy nie tylko od samej szczepionki, co również od… warunków pogodowych. Jeśli przyjdzie ostra, mroźna zima, to istnieje szansa, że pandemia zwolni, a gospodarka zacznie przyspieszać. Wiele banków może nie przetrwać okresu kilku najbliższych miesięcy, gdyż część z nich już teraz ledwo „trzyma się” na rynku. Przedłużenie wyżej wymienionych obostrzeń, nie tylko znacznie pogorszy sytuację banków, ale też może doprowadzić do całkowitego rozregulowania rynku kredytowego. Konsekwencją może być tu zmiana orientacji kredytobiorców, którzy coraz częściej zaczną korzystać z pożyczek pozabankowych.

Kilka słów podsumowania

Sytuacja, którą mamy obecnie, nie może trwać zbyt długo. To, co mamy teraz, można nazwać powolną agonią rynku kredytowego. Jeśli nie uda się go stymulować za pomocą najłatwiejszej formy przychodów, czyli kredytów gotówkowych, skutki tego zjawiska mogą być wręcz tragiczne dla gospodarki.

Artykuł sponsorowany

Polska: 13 115 nowych zakażeń koronawirusem

0
O tylu przypadkach zakażeń w Polsce poinformowało dziś Ministerstwo Zdrowia. To kolejny dzień, gdy liczba zakażeń rośnie. Nie maleje też liczba zgonów.

„Mamy 13 115 nowych i potwierdzonych przypadków zakażenia #koronawirus z województw: mazowieckiego (1824), wielkopolskiego (1605), kujawsko-pomorskiego (1311), pomorskiego (1107), zachodniopomorskiego (1005), śląskiego (1003), łódzkiego (945), warmińsko-mazurskiego (839), dolnośląskiego (742), lubelskiego (598), małopolskiego (409), lubuskiego (402), podlaskiego (325), podkarpackiego (288), opolskiego (281), świętokrzyskiego (166)” – poinformowało ministerstwo. – „265 zakażeń to dane bez wskazania adresu, które zostaną uzupełnione przez inspekcję sanitarną. Z powodu COVID-19 zmarły 132 osoby, natomiast z powodu współistnienia COVID-19 z innymi schorzeniami zmarło 365 osób”.

Liczba zakażonych koronawirusem: 1 239 998 /26 752 (wszystkie pozytywne przypadki/w tym osoby zmarłe).

MZ

Wielkopolska: 1605 nowych zakażeń koronawirusem. Znów więcej

Wczoraj 1391 zakażeń – dziś 1605, czyli znów więcej. Niestety, jest też 82 zgonów, w tym 43 z powodu covid-19, a 39 z powodu chorób współistniejących.

Powiat chodzieski 9
Powiat czarnkowsko-trzcianecki 71
Powiat gnieźnieński 52
Powiat gostyński 24
Powiat grodziski 10
Powiat jarociński 19
Powiat kaliski 10
Powiat kępiński 25
Powiat kolski 4
Powiat koniński 41
Powiat kościański 36
Powiat krotoszyński 21
Powiat leszczyński 15
Powiat międzychodzki 9
Powiat nowotomyski 29
Powiat obornicki 29
Powiat ostrowski 44
Powiat ostrzeszowski 18
Powiat pilski 50
Powiat pleszewski 13
Powiat poznański 286
Powiat rawicki 15
Powiat słupecki 64
Powiat szamotulski 48
Powiat średzki 27
Powiat śremski 33
Powiat turecki 29
Powiat wągrowiecki 17
Powiat wolsztyński 9
Powiat wrzesiński 45
Powiat złotowski 35

wielkopolskie Kalisz 14
wielkopolskie Konin 36
wielkopolskie Leszno 25
wielkopolskie Poznań 393

MZ

Oborniki: Kolizja w Świerkówkach. Są utrudnienia w ruchu

0
Przed godziną 11.00 na trasie między Poznaniem a Obornikami, w miejscowości Świerkówki doszło do zderzenia dwóch samochodów osobowych.

Nikt nie został ranny, ale zdarzenie spowodowało spore utrudnienia na trasie. Policja wprowadziła ruch wahadłowy.

Poznań: Zamiast galerii Malta – apartamentowiec?

0
Trwają prace nad miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, który pozwoliłby zmienić przeznaczenie budynku Galerii Malta. Co tam powstanie – nie wiadomo, ale na pewno nie wielkopowierzchniowe centrum handlowe.

Cała handlowa branża przeżywa obecnie trudny czas, ale pandemia koronawirusa jest dla galerii Malta ukoronowaniem – nomen omen – kłopotów. Od czasu otwarcia Posnanii, która „zabrała” jej sporą część klientów, galeria ma kłopoty i uciekają z niej kolejne sklepy. Coraz więcej boksów stoi pustych, co oczywiście przekłada się też na kolejny spadek klientów. Sytuacji na pewno nie poprawi Kaufland, który ma powstać po sąsiedzku, przy ulicy Milczańskiej.

Jak informuje Radio Poznań, trwają jednak rozmowy nad takimi zmianami w studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego dla tego terenu, które umożliwiłyby przekształcenie budynku w biurowiec albo apartamentowiec. Jednak obecne zapisy studium uniemożliwiają zmianę przeznaczenia obiektu, dlatego najpierw trzeba zmienić zapisy.

Informację o prowadzonych pracach i pomysłach na galerię Malta innych niż wielkopowierzchniowy handel potwierdził Radiu Poznań Piotr Sobczak, architekt miejski. Jednak, jak zaznaczył, żadne decyzje jeszcze nie zapadły.

 

Poznań: Wigilia dla ubogich inna niż zwykle

0
W tym roku z powodu pandemii nie będzie wielkiej wigilii w pawilonie MTP dla ubogich i bezdomnych. Pomoc jednak będzie: paczki dla potrzebujących będą wydawane w czterech jadłodajniach Caritas, a także w fundacji Barka na Zawadach.

Ubodzy dostaną wigilijne przysmaki „na wynos”, a także świąteczne paczki. Jak mówi ksiądz Marcin Janecki, dyrektor Caritas Archidiecezji Poznańskiej, mimo pandemii dla nikogo pomocy nie zabraknie. Caritas we współpracy z władzami miasta przygotowała paczki dla 1200 osób.

Posiłki będą wydawane od godziny 10.00 w czterech lokalizacjach, a personelowi będą też pomagać księża biskupi. Jak informuje Radio Poznań, w jadłodajni sióstr elżbietanek przy Łąkowej 4 modlitwie i wydawaniu posiłków przewodniczyć będzie biskup Zdzisław Fortuniak, pomocnikiem będzie też prezydent Jacek Jaśkowiak. U sióstr franciszkanek przy Niegolewskich – biskup Grzegorz Balcerek, u albertynek przy Ściegiennego – biskup Damian Bryl, a w jadłodajni przy Taczaka – biskup Szymon Stułkowski.

W siedzibie fundacji Barka na Zawadach również zaplanowano wigilię „na wynos”. Na miejscu zje ją jedynie 30 stałych mieszkańców. Wolontariusze fundacji przygotowali 250 paczek i będą je wydawać od godziny 15.00.