plac Wolności fot. L. Łada

Poznań: Połączenia „Ósemek” i Estrady Poznańskiej jednak nie będzie

Mimo że poznańscy radni jeszcze w lutym podjęli decyzję o połączeniu Teatru Ósmego Dnia i Estrady Poznańskiej – to jednak do niego nie dojdzie, bo różnice są zbyt duże. Naprawdę jednak nie wiedziano o tym przed podjęciem decyzji o połączeniu?

Pomysł połączenia Teatru Ósmego Dnia, teatru alternatywnego, mającego swoją siedzibę w Arkadii, oraz Estrady Poznańskiej, miejskiej jednostki zajmującej się organizacją imprez kulturalnych, plenerowych, a także zarządzaniem Starym Rynkiem i placem Wolności – pojawił się jeszcze w ubiegłym roku. Zdaniem inicjatorów projektu miał być korzystny dla obu stron: Estrada zyskiwała profesjonalny teatr, co wzbogaciłoby jej ofertę, teatr mógłby zmniejszyć koszty administracyjne i w związku z tym więcej pieniędzy przeznaczyć na stronę artystyczną.

Pomysł został ujęty w formę uchwały, pochylili się nad nim radni z komisji kultury i zaopiniowali pozytywnie, choć nie jednogłośnie – i na sesji 15 lutego uchwała została podjęta. Warto dodać, że od samego początku przeciwko połączeniu protestowali radni Prawa i Sprawiedliwości ze względu na zbyt duże różnice w funkcjonowaniu oraz celach działania obu placówek kulturalnych. Zwracali uwagę, że bardziej naturalnym partnerem byłby dla Teatru Ósmego Dnia Teatr Polski.

Obie placówki miały się połączyć 1 lipca. Na jaw jednak zaczęły wychodzić zdumiewające fakty. Okazało się na przykład, że przy całym debatowaniu na temat połączenia i specyfiki obu jednostek nikt nie wpadł na pomysł, by porozmawiać z pracownikami. Owszem, rozmawiano, ale z radami programowymi obu jednostek, a one wyraziły opinie pozytywne. Mało tego: nikt z głosujących za połączeniem – bo radni PiS byli przeciwko, ale nikt ich nie słuchał – nie zagłębił się w różnice między teatrem a Estradą, które mogłyby uniemożliwić współdziałanie. A przecież choćby członkowie komisji kultury z definicji powinni mieć o strukturze i programie jednostek kulturalnych większe pojęcie niż przeciętny poznaniak…

Dopiero na początku maja radny Grzegorz Jura, przewodniczący komisji kultury, spotkał się z pracownikami „Ósemek” oraz Estrady – i dowiedział się, że załodze „Ósemek” pomysł z połączeniem wcale się nie podoba. Radny, wcześniej wielki zwolennik tego pomysłu, stwierdził po spotkaniu, że jest zbyt wiele zastrzeżeń do tego połączenia.
„Pojawiło się wiele zastrzeżeń do pomysłu połączenia i potencjalnych zagrożeń, które mogą się pojawić w wyniku tego działania” – powiedział na początku maja. Zwrócił też uwagę, że prace przy łączeniu obu jednostek powinny już być zaawansowane, a tymczasem w zasadzie nie zrobiono nic.

Radny wystosował więc apel do prezydenta, by jednak wstrzymał wejście w życie uchwały o połączeniu jednostek i nie łączył tych instytucji. Jędrzej Solarski, zastępca prezydenta, poinformował „Głos Wielkopolski”, że rzeczywiście połączenia nie będzie, bo znaleziono odpowiednie kierownictwo, a w zasadzie to o to chodziło. Nowa dyrektor, Renata Stolarska, ma ciekawy pomysł na prowadzenie teatru, ma też akceptację załogi, więc z pomysłu połączenia można zrezygnować.

Odwaga przyznania się do błędnej decyzji i odstąpienie od niej jest zawsze chwalebne – jednak w tej sprawie pojawia się zbyt wiele niepokojących pytań, na które jakoś nie ma odpowiedzi. Skoro rady programowe teatru i Estrady pozytywnie zaopiniowały połączenie, a pracownicy nie, w dodatku okazało się, że różnice w organizacji, programie i zasadach działalności są zbyt duże – to ile takie rady wiedzą o jednostkach przez siebie nadzorowanych?

Podobne pytanie można zadać w odniesieniu do radnych: jeśli głosują za połączeniem jednostek, a potem się okazuje, że nie jest to możliwe – to ile wiedzą o instytucjach kultury działających w mieście? Pytanie jest szczególnie zasadne wobec członków komisji kultury. I chyba najważniejsze z pytań – skoro tak wyglądają efekty głosowania, to na podstawie czego nasi radni podejmują decyzje podczas sesji? Na podstawie czego decydują także w innych dziedzinach, co będzie dobre dla miasta, a co nie?