Poznań

Jezioro Maltańskie – jak Poznań zbudował sobie morze w centrum miasta

Aktualizacja:

Gdyby ktoś w XII wieku powiedział joannitom siedzącym w swojej komandorii nad Cybiną, że za osiem stuleci podmokłe łąki pod ich oknami zamienią się w sześćdziesięcioczterohektarowe jezioro z torem regatowym klasy światowej, pewnie uznaliby to za kolejną z tych wizji, które zdarzają się po zbyt obfitej wieczerzy.

A jednak – Jezioro Maltańskie istnieje. Sztuczne, niespełna osiemdziesięcioletnie, wykopane rękami ludzkimi z podmokłego torfowiska, jest dziś drugim co do wielkości jeziorem Poznania i jednym z najpiękniejszych torów regatowych w Europie. Jego historia to opowieść o ambicji, szaleństwie, kryzysie i odrodzeniu – a zaczyna się, jak wiele rzeczy w Wielkopolsce, od zakonu rycerskiego i średniowiecznego księcia.

Skąd Malta wzięła swoją nazwę

W XII wieku książę Mieszko III Stary zaprosił do Poznania joannitów – najstarszy zakon rycerski, założony w Królestwie Jerozolimskim. Książę obdarzył ich kościołem świętego Michała, szpitalem i licznymi wsiami na prawym brzegu Warty. Teren, na którym się osiedlili, nazywano Komandorią – od łacińskiego tytułu komtura, który stał na czele poznańskiej prowincji zakonu. Cztery wieki później, w XVI stuleciu, cesarz Karol V nadał joannitom wyspę Maltę na Morzu Śródziemnym. Od tego momentu zakonników zaczęto nazywać kawalerami maltańskimi, a tereny nad Cybiną, gdzie wciąż mieli swoją siedzibę – po prostu Maltą. Nazwa urzędowo weszła do użytku dopiero w 1974 roku, ale w praktyce poznaniacy mówili „Malta” od pokoleń.

Co ciekawe, rycerze świętego Jana rezydują nad poznańską Maltą do dzisiaj. Trudnią się już nie walką z innowiercami, lecz działalnością charytatywną – ale ciągłość obecności zakonu w jednym miejscu przez ponad osiem wieków robi wrażenie nawet na tle bogatej historii Wielkopolski. W okresie rozbiorów Malta była najpopularniejszym miejscem wycieczkowym mieszkańców Poznania – głównie dlatego, że na prawym brzegu Warty znajdowało się wiele pamiątek świadczących o dawnej niezawisłości politycznej, z Ostrowem Tumskim, katedrą i grobami pierwszych władców Polski na czele.

Od torfowiska do regat – narodziny jeziora

Pomysł, żeby na podmokłych łąkach nad Cybiną stworzyć ośrodek sportowy, pojawił się już w 1917 roku. Grupa poznańskich patriotów ogłosiła konkurs na zagospodarowanie terenów maltańskich z myślą o młodzieży – nie przypadkiem, bo właśnie tu, pod okiem instruktorów Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”, poznańska młodzież uprawiała sport jeszcze w czasach pruskiej okupacji. Plany nabrały kształtu w latach trzydziestych, gdy dyrektor poznańskich ogrodów miejskich oraz architekt Władysław Czarnecki opracowali koncepcję tak zwanego Parku Wschodniego ze sztucznym akwenem do wioślarstwa i pływania. W około 1932 roku powstała klinowa koncepcja urządzenia zieleni poznańskiej – wizjonerski plan, który przewidywał system klinów zieleni wcinających się w miasto, z Maltą jako jednym z kluczowych elementów.

Wojenna rzeczywistość przerwała te plany – choć to właśnie podczas niemieckiej okupacji pojawiły się pierwsze próby osuszania bagien wokół Cybiny. Prace kontynuowano po wojnie, od 1947 roku, z udziałem młodzieży z hufców Służby Polsce. Teren budowy stanowił podmokłą łąkę i torfowisko. Nieckę jeziora trzeba było kopać ręcznie – ciężki sprzęt grzązł w błocie. W czasach stalinizmu podejrzewano nawet sabotaż, a kierownik budowy musiał tłumaczyć się przed urzędem bezpieczeństwa z powodu awarii maszyn.

W 1952 roku zbiornik wreszcie napełniono wodą i uroczyście oddano do użytku piątego października. Sztuczne jezioro miało powierzchnię sześćdziesięciu czterech hektarów, ponad dwa kilometry długości i od trzystu do pięciuset metrów szerokości. W najgłębszym punkcie sięgało trzech metrów osiemdziesięciu centymetrów – to niewiele, ale dla toru regatowego wystarczająco. Już w roku otwarcia odbyły się na nim pierwsze międzynarodowe regaty wioślarskie i kajakowe, zorganizowane z okazji Festiwalu Młodzieży i Studentów.

Trzydzieści lat chwały i spektakularny upadek

Przez niemal trzy dekady Malta funkcjonowała jako polskie centrum sportów wodnych. Organizowano tu mistrzostwa Europy w kajakarstwie i wioślarstwie, a nawet motorowodne mistrzostwa świata. Obiekt zdobył uznanie międzynarodowej społeczności sportowej – przede wszystkim dzięki niepowtarzalnej lokalizacji, dosłownie na wyciągnięcie ręki od centrum miasta. Hotele, domy akademickie i tradycje targowe Poznania zapewniały zaplecze, jakiego wiele ośrodków sportowych mogło pozazdrościć.

Jednak z biegiem lat jezioro zaczęło tracić walory. Wypłycało się, woda była coraz bardziej zanieczyszczona, brzegi niszczyły się. Do 1979 roku Malta jeszcze pełniła rolę centrum sportów wodnych, ale na początku lat osiemdziesiątych Jezioro Maltańskie znajdowało się w tragicznym stanie – zarastało półtorametrową trzciną, a woda przypominała ściek. Niektórzy wspominali, że jeziora właściwie już nie było – niecka zbiornika zarosła, a zamiast tafli wody rozciągało się błoto przeplecione roślinnością.

Szalony plan, który uratował Maltę

Przełom nastąpił w 1982 roku. Nowy prezydent Poznania wpisał hasło „Malta” grubym pisakiem do zeszytu z najważniejszymi sprawami do załatwienia. Niemal natychmiast spadła mu z nieba propozycja od Polskiego Związku Kajakowego: zorganizować w Poznaniu Kajakarskie Mistrzostwa Świata w 1990 roku. Pomysł wydawał się szaleństwem – jeziora praktycznie nie było – ale propozycję przyjęto.

W 1980 roku spuszczono wodę, a dwa lata później rozpoczęto gruntowną przebudowę. Projektantem nowego kompleksu regatowego został architekt, który miał za sobą karierę wioślarską – człowiek, który rozumiał sport od strony wody, nie tylko od deski kreślarskiej. Budowa przypadła na lata kryzysu gospodarczego, co czyniło całe przedsięwzięcie jeszcze bardziej ryzykownym. Pogłębiono całe jezioro, umocniono brzegi, wybudowano nowe zaplecze techniczne i trybuny.

W sierpniu 1990 roku na Malcie odbyły się XXIII Mistrzostwa Świata w Kajakarstwie. Międzynarodowi eksperci ocenili obiekt bardzo wysoko – mówiono o jednym z najpiękniejszych torów regatowych w Europie. Mało że ładny, ale co najważniejsze – funkcjonalny. Od tego momentu Malta zaczęła regularnie gościć zawody najwyższej rangi, a Poznań zyskał sportową wizytówkę rozpoznawalną na całym świecie.

Jezioro, które co cztery lata znika

Co cztery lata Malta zmienia oblicze w sposób, który zaskakuje nawet stałych bywalców. Zamiast tafli wody widzą warstwy mułu, sterczące kamienie i metalowe konstrukcje torowe odsłonięte niczym kości prehistorycznego zwierzęcia. Z jeziora spuszczana jest woda – najpierw wyławia się ryby, potem powoli opróżnia zbiornik. Następnie remontuje się infrastrukturę torową, jaz, umocnienia brzegów. Dno jest odmulane i porządkowane. Cała operacja trwa od listopada do przełomu lutego i marca. Szacuje się, że w Malcie mieści się około dwóch milionów metrów sześciennych wody – tyle trzeba potem z powrotem napuścić. Podczas jednego z takich spuszczeń na dnie znaleziono prawdziwy katalog miejskich pamiątek: rowery, hulajnogi, telefony komórkowe, a nawet fragmenty ławek parkowych.

W wodach Malty żyje zaskakująco bogata ichtiofauna. Badania z lat dziewięćdziesiątych wykazały obecność dwudziestu gatunków ryb, w tym pięciu drapieżnych: okonia, sandacza, szczupaka, węgorza i jazgarza. Ryby trafiają tu między innymi spławem z położonego wyżej Jeziora Swarzędzkiego, które łączy z Maltą rzeka Cybina.

Obwódka Malty – pięć i pół kilometra rytmu miasta

Tor regatowy ma dwa tysiące sto dziewięćdziesiąt metrów długości i od stu siedemdziesięciu do czterystu metrów szerokości, ale to obwód jeziora – pięć i pół kilometra asfaltu i ścieżek – jest prawdziwym sercem codziennej Malty. Biegacze, rolkarze, rowerzyści i spacerowicze krążą tu od świtu do zmroku przez cały rok. Jedno okrążenie liczy pięć tysięcy czterysta metrów – idealna dystancja na poranny trening. W okolicy hangarów przy ulicy Wiankowej bywała często meta różnego rodzaju biegów, w przeszłości również poznańskiego maratonu i półmaratonu.

Wzdłuż północnego brzegu biegnie trasa wąskotorowej kolejki parkowej, która dowozi najmłodszych pasażerów do pobliskiego ogrodu zoologicznego. W zachodniej części jeziora stoi największa w Poznaniu fontanna, ufundowana na siedemsetpięćdziesięciolecie lokacji miasta. Na wzgórzu nad brzegiem wznosi się Kopiec Wolności, zmodernizowany w 2018 roku. Nad jeziorem odkryto też podziemne ciepłe źródła, które wykorzystano w budowie kompleksu basenowego. Malta to również sztuczny stok narciarski, lodowisko, tor saneczkowy, kolejka górska i plenerowe sceny festiwalowe. Trudno znaleźć w Polsce drugie takie miejsce, gdzie na przestrzeni kilku hektarów można w ciągu jednego dnia zjechać na nartach, obejrzeć regaty wioślarskie i posłuchać koncertu pod gołym niebem.

Jak dotrzeć i co warto wiedzieć

Do Malty najłatwiej dotrzeć tramwajem – przystanek Baraniaka znajduje się dosłownie przy jeziorze. Zmotoryzowani mogą zaparkować przy kolejce Maltanka lub od strony stoku narciarskiego. Warto pamiętać, że Jezioro Maltańskie nie jest otwarte do rekreacyjnego pływania łódkami i kajakami – to profesjonalny obiekt sportowy, na którym regularnie odbywają się zawody dużej rangi. Za to spacer, bieg czy przejażdżka rowerem wokół jeziora są dostępne przez cały rok, bez opłat i ograniczeń. Najpiękniej jest tu wczesną jesienią, gdy drzewa nad brzegami zaczynają zmieniać barwy, a na wodzie trenują wioślarze w rytmie, który wciąga jak metronom.