Czy PKP otworzy budynek starego dworca w Poznaniu dla uchodźców? Trwa wizja lokalna

stoisko wolontariuszy przed starym dworcem fot. L. Łada

Od pierwszych dni przyjazdu uchodźców do Poznania jest jasne, że w holu dworcowym nie ma tyle miejsca, by przyjmować uchodźców. Ale potrzeba było dopiero wspólnych wysiłków dziennikarzy i wolontariuszy, żeby sprawdzono, czy nada się stary dworzec. 

Miejsce dla uchodźców powinno się znajdować w środku dworca i to jest bardzo ważne. Dlaczego? Wielu z nich jest tak wyczerpanych, że nawet przejście do Holu Wschodniego MTP, gdzie jest punkt recepcyjny oraz miejsce, w którym mogą odpocząć, coś zjeść i wypić, jest dla nich ponad siły.

Nie zawsze też chcą odejść z dworca, zwłaszcza jeśli Poznań jest dla nich tylko punktem przesiadkowym i czekają tu na kolejny pociąg. Boją się spóźnić, boją się, że nie trafią z powrotem na właściwy peron albo w ogóle na dworzec, boją się, że zabraknie dla nich miejsc, więc wolą czekać w pobliżu peronu, z którego będą odjeżdżać. Takie podejście nie dziwi nikogo, kto choć raz próbował cokolwiek znaleźć na dworcu głównym. Jak powszechnie wiadomo, tu gubią się sami poznaniacy.

To dlatego strażacy rozstawili dwa namioty przy starym budynku dworca, żeby uchodźcy, krańcowo zmęczeni i zdezorientowani, z bagażem i małymi dziećmi, nie musieli błądzić po peronach dworca.  Zwłaszcza ci, którzy mają tylko godzinę lub dwie do następnego pociągu.

Ale namioty nie rozwiązują problemu. Co prawda rozstawili się przy nich wolontariusze, spontaniczna inicjatywa oddolna, nie wspierana ani przez miasto, ani przez województwo. Oni mają dla uchodźców prowiant, napoje, opiekują się czekającymi na dalszą podróż i wysyłają na noclegi tych, którzy tego potrzebują dzięki strażakom i ich busom parkującym tuż obok. Jednak na miejscu nie ma toalet, najbliższe są w holu nowego dworca. Dla wielu osób, zwłaszcza wysiadających na peronach 4, 5, 6 to za daleko. Są zbyt zmęczeni.

W dodatku informacja dla uchodźców zorganizowana przez wojewodę też jest dopiero w holu dworca głównego. Czyli tam, gdzie duża część uchodźców w ogóle nie dociera. A całkiem spora grupa potrzebuje informacji, na przykład dotyczących zasad ich dalszej podróży, które może uzyskać tylko tam, wolontariusze po prostu nie mają tej wiedzy. Ale znów: to oznacza spory kawał drogi na piechotę dla umęczonych, uciekających przed wojną ludzi.

Dlatego 11 marca dziennikarz Maciej Szefer zapytał PKP, a to samo pytanie zadała „Gazeta Wyborcza”, czy punkt wsparcia dla uchodźców nie mógłby działać w budynku starego dworca. Obecnie jest zamknięty, ale znajduje się idealnie w środku, bez względu na peron, na który przyjadą uchodźcy, mają do niego blisko. Są tam toalety, jest więcej miejsca na rozłożenie rzeczy potrzebnych uchodźcom, no i możliwość ogrzania. Teraz wolontariusze marzną czekając na dworze na uchodźców po kilka godzin. W namiotach strażaków jest ciepło, ale one ledwo wystarczają dla przybyłych z Ukrainy.

„Gazeta…” jednak nie dostała odpowiedzi na to pytanie. Biuro prasowe PKP obszernie poinformowało o tym, jak pomaga uchodźcom z Ukrainy drukując plakaty i ulotki informacyjne po ukraińsku i zapewniając, że jest otwarta na każdą współpracę. Ale czy otwarcie starego dworca jest możliwe – nie odpowiedziało.

Po kilku kolejnych dniach pracy w ciężkich warunkach tuż przed drzwiami zamkniętego holu dworca – a przypomnijmy, że w nocy, wtedy, gdy przyjeżdżają największe grupy uchodźców, temperatury spadają poniżej zera – wolontariusze tam działający przygotowali i zamieścili w sieci „Apel o otwarcie starego budynku dworca Poznań Główny dla uchodźców” skierowany do władz PKP.

Oto jego treść:

„Szanowni Państwo,

my, niżej podpisani, poznanianki i poznaniacy, skupieni w organizacjach społecznych i uczestniczący w zapewnianiu pomocy uchodźcom z Ukrainy apelujemy do zarządu spółki PKP S.A. oraz zarządcy dworca Poznań Główny o natychmiastowe udostępnienie przestrzeni starego budynku dworca dla uchodźców i uchodźczyń, a także wolontariuszy i służb niosących im pomoc.

W ciągu minionych 2 tygodni na poznański dworzec przybyły tysiące osób. Uważamy, że nie powinny one na pomoc, informacje lub dalszą podróż czekać na zimnie.

Jednocześnie podkreślamy, że ze względu na oddalenie od peronów 4, 5 i 6, a także bardzo niewielką przestrzeń przeznaczoną na poczekalnię, nowy gmach dworca w Poznaniu nie pełni i nie może pełnić funkcji tymczasowego schronienia dla podróżnych z Ukrainy.

Godne i komfortowe przyjęcie osób uciekających przed wojną w naszym mieście jest w naszym przekonaniu ważnym elementem działań pomocowych. Jest też obowiązkiem Państwa spółki jako spółki Skarbu Państwa realizującej zadania publiczne”.

Apel podpisało już kilkadziesiąt osób, od wolontariuszy pracujących na dworcu po poznańskie posłanki i posłów.

I jak się okazało, kropla drąży skałę: PKP odpowiedziało dzisiaj Maciejowi Szeferowi, że nie wyklucza możliwości otwarcia starego dworca. „Jesteśmy otwarci na współpracę i jeśli dodatkowa przestrzeń będzie potrzebna, to budynek starego dworca będzie mógł zostać udostępniony na potrzeby pomocy uchodźcom” – zadeklarowała spółka na Twitterze.

„Jeśli będzie potrzebna”?! – komentuje oburzony Łukasz Garczewski, polityk Razem. Posłowie Lewicy Razem także podpisali apel o otwarcie dworca. – „Panowie, wstańcie zza biurek i się pojawcie na tym dworcu o 22:50, to zobaczycie co jest potrzebne. Na razie to widać, że potrzebna jest pobudka dla zarządu spółki i zarządcy dworca Poznań Główny”.

Na szczęście nie skończyło się na deklaracjach. W samo południe odbyła się wizja lokalna budynku w obecności przedstawicieli wojewody. Jeśli okaże się, że jest on w stanie pozwalającym na udostępnienie chociaż części budynku dla uchodźców – zostanie udostępniony.

Nawet jednak jeśli się to nie uda z przyczyn czysto technicznych – też jest taka możliwość, w końcu budynek od lat stoi nieużywany – to i tak trzeba to uznać za ogromny sukces poznańskich inicjatyw oddolnych. Nie da się ukryć, że to dzięki nim są podejmowane najbardziej racjonalne rozwiązania, jeśli chodzi o organizację i koordynację pomocy dla uchodźców.

Szkoda tylko, że aby służby sprawdziły to, wydawałoby się oczywiste, rozwiązanie, trzeba było kilkudniowych zmasowanych wysiłków mediów i wolontariuszy. Bo trzeba to było sprawdzić co najmniej dwa tygodnie temu.