W wyjazdowym spotkaniu Pucharu Polski Lech Poznań odniósł zwycięstwo nad Gryfem Słupsk wynikiem 2:1, choć druga połowa przyniosła sporo napięcia.
Pierwsza połowa pod kontrolą poznaniaków
Zespół z Poznania dobrze prezentował się w początkowej części gry. Zawodnicy Lecha skutecznie wykorzystywali okazje, co zaowocowało dwoma golami. Najpierw trafienie zaliczył Jagiełło, a wkrótce po nim gola strzelił Perreira. Dzięki temu do przerwy poznaniacy prowadzili 2:0, co dawało im komfortową sytuację.
Gra w tym okresie przebiegała płynnie, bez większych problemów dla ekipy gości. Gospodarze nie zdołali poważnie zagrozić bramce Lecha, co pozwoliło na zachowanie czystego konta w pierwszej połowie.
Zmiany w drugiej połowie i rosnące napięcie
Po przerwie trener Lecha wprowadził na boisko kilku rezerwowych, co wpłynęło na dynamikę spotkania. Obraz gry uległ zmianie – akcje stały się chaotyczne i nierówne. W 54. minucie Gryf Słupsk zmniejszył przewagę, gdy do siatki trafił Wojda, ustalając wynik na 1:2.
Sytuacja zrobiła się trudniejsza dla poznaniaków. Warunki na boisku nie pomagały – ulewny deszcz sprawił, że murawa stała się błotnista, a na wielu fragmentach leżały mokre liście. Tworzenie klarownych okazji pod bramką przeciwnika okazało się wyjątkowo skomplikowane.
Końcówka z nieuznanymi trafieniami
W ostatnich minutach kibice byli świadkami dwóch potencjalnych bramek, które jednak sędzia odrzucił. Najpierw Skrzypczak skierował piłkę do własnej bramki, ale akcja nie została zatwierdzona z powodu spalonego u jednego z graczy gospodarzy.
Chwilę później Thordarson z Lecha Poznań strzeli trzecią bramkę po szybkiej kontrze, lecz i ten gol nie został uznany z powodu pozycji spalonej.
Lech rozegra kolejny mecz w niedzielę. Rywalem będzie Motor Lublin.