protestujący z ukraińską flagą fot. sztab generalny Sił Zbrojnych Ukrainy

Ukraina: Czy Rosja zmienia strategię?

Rosyjskie wojska przez kilka ostatnich dni praktycznie stoją w miejscu, wczoraj eksperci zauważyli, że liczba ataków powietrznych też jest znacznie mniejsza. Czy Rosjanom rzeczywiście kończą się zasoby – czy też zmieniają strategię?

Noc przed 31. dniem inwazji Rosji na Ukrainę upłynęła bez większych ataków. Nadal to strona ukraińska może się poszczycić większymi osiągnięciami: przystąpiła do kontrofensywy na kilku odcinkach, wyzwalając kilka mniejszych miejscowości i niszcząc 8 czołgów, 17 jednostek pancernych, 3 samoloty i 3 drony. Według ukraińskich szacunków ostatniej doby Rosjanie stracili około 170 żołnierzy.

Jednak, mimo znacznie niższej intensywności działań wojennych po stronie wroga sytuacja nadal jest bardzo trudna dla Ukrainy, jak powiedziała wiceminister obrony Ukrainy Anna Maliar, cytowana przez agencję Ukrinform. Jej zdaniem Rosjanie mobilizują swoje siły, zwracają się o pomoc tam, gdzie mogą i przygotowują się do kontynuowania wojny. Według informacji zdobytych przez ukraiński wywiad Rosja zamierza zmienić strategię i skupić się wyłącznie na Donbasie. Jak podaje BBC, rosyjski generał Siergiej Rudskoj powiedział, że pierwszy etap specjalnej operacji wojskowej został w zasadzie zakończony i teraz Rosjanie skupią się wyzwoleniu Donbasu. Jego zdaniem rosyjska armia ma pod kontrolą 93 proc. obwodu ługańskiego i 54 proc. obwodu donieckiego.

Zdaniem amerykańskiego analityka Dmitrija Alperovitcha Putin już zdał sobie sprawę z tego, że nie jest w stanie zwyciężyć w tej wojnie i podporządkować sobie Ukrainy, więc szuka sposobu na wyjście z twarzą z konfliktu i zamrożenie go, zanim dojdzie do całkowitej klęski wojsk rosyjskich. Sposobem miałoby być zatrzymanie Donbasu, bo to pozwoliłoby Putinowi przedstawić całą kampanię jako zwycięską – przy czym Putin za część Donbasu uznaje Mariupol i lądowe połączenie z Krymem.

Jednak jak stanowczo zapowiedział Andrij Jermak, szef biura prezydenta Zełenskiego, Ukrainy nie interesuje kompromis na rosyjskich warunkach. Ukraina ma mieć granice uznane przez społeczność międzynarodową, czyli takie jak przed rosyjską aneksją Donbasu i Krymu.
– To nie ofiara, ale agresor ma zapłacić za pokój – powiedział Jermak agencji Ukrinform.

Przypomnijmy, że konflikt na Ukrainie jest powodem wizyty prezydenta USA Joe Bidena w Polsce. Prezydent jest w Polsce drugi dzień. Wczoraj spotkał się z prezydentem Andrzejem Dudą, odwiedził też centrum pomocy humanitarnej i… zjadł pizzę z amerykańskimi żołnierzami stacjonującymi w Polsce. Dziś spotka się z polskimi politykami i ponownie z prezydentem Dudą, wygłosi przemówienie na dziedzińcu Zamku Królewskiego w Warszawie, spotka z uchodźcami, przebywającymi na Stadionie Narodowym oraz z prezydentem Warszawy Rafałem Trzaskowskim.

Zdaniem Mychajło Podolaka, doradcy prezydenta Ukrainy, Donbas nie wystarczy, by zaspokoić apetyty Rosji, nawet gdyby go dostała, co nie wchodzi w grę. Po Ukrainie przyszłaby kolej na państwa bałtyckie, Kazachstan i Polskę.  Dowodem na takie plany jest chociażby wypowiedź deputowanego do Dumy moskiewskiej.

Wypowiedź Sawostjanowa opublikowała Nexta – uznał w niej, że sześć kolejnych krajów: Kazachstan, Mołdawia, Polska, Litwa, Łotwa i Estonia powinny zostać „zdenazyfikowane”.