ptaki fot. Bertvthul pixabay

Sensacja w świecie nauki. Rozmnażanie ptaków bez udziału samców?

Parę dni temu naukowy świat obiegła niesamowita informacja. Okazało się, że zagrożone wyginięciem kondory kalifornijskie mogą rozmnażać się bez udziału samców. “To możliwe” – twierdzą naukowcy z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Czy więc grozi nam rzeczywista “Seksmisja”?

– Gdy kilka dni temu o poranku kolega podesłał mi tę wiadomość z linkiem do popularnego omówienia, to pomyślałem: “cóż, kolejna nowość pomiędzy “Seksmisją” a prima aprilis” – wspomina prof. Piotr Tryjanowski, ornitolog z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. – Wieczorem dotarła do mnie jednak cała praca opublikowana na łamach “Journal of Heredity”, znakomitego czasopisma genetycznego i wtedy wiedziałem, że coś ważnego jest na rzeczy. Wiedzieli to także inni, bo ostatnie kilka dni, w ornitologicznym świecie i na łamach popularno-naukowych portali, zdominował jeden temat: dzieworódcze kondory.

A w skrócie chodzi o to, że na świecie pojawiły się dwa małe kondory – bezdyskusyjnie bez udziału samca. Kondor kalifornijski jest gatunkiem globalnie zagrożonym, z populacją licząca obecnie – co i tak jest sporym sukcesem – około 500 osobników.

– Tak więc pojawienie się młodych wyklutych z jaj powstałych bez pomocy samców może mieć poważne znaczenie w ochronie tego gatunku – tak widzi sprawę prof. Tryjanowski. – Gdyby jednak do sprawy podejść w naukowy, zimny sposób, taki niezbędny badaczom, to musimy dostrzec pewne niuanse i odnieść się do dobrze znanych faktów z biologii ptaków. Partenogeneza to proces rozmnażania zachodzący u samicy bez udziału samca, zjawisko wcale nie tak rzadkie w świecie zwierząt i u wielu gatunków dochodzi do niego w przypadku braku samców w otoczeniu. Tak potrafią się rozmnażać niektóre rekiny, węże, jaszczurki, w tym wielkie warany z Komodo.

Jednak w przypadku wspomnianych kondorów jest to o tyle zaskakujące, że obydwie samice trzymane były razem z samcami.
– Najwyraźniej im się panowie nie spodobali i postanowiły inaczej załatwić sprawę – uśmiecha się prof. Tryjanowski. – Badania genetyczne zaś wskazały, że pisklęta są spokrewnione wyłącznie z matkami i z żadnym z ojców.

Czy to jednak oznacza, że samce są zupełnie niepotrzebne? To pytanie, które zadają sobie obserwatorzy historii z kondorami, jednak mało kto z niespecjalistów zauważył, że wyklute pisklaki to… samce. To w zasadzie nie zaskakuje, bo u ptaków płcią heterogametyczną, a więc odpowiednikiem naszego układu chromosomów płciowych XY są samice, czyli odwrotnie niż u nas, u ludzi.

– Natomiast przybliża nas to do samego początku stwierdzenia partenogenezy u ptaków, co po raz pierwszy wykazano w latach 60-tych ubiegłego wieku w hodowlach indyków – zwraca uwagę poznański badacz. – Później zaobserwowano, że partenogeneza pojawia się także na fermach kur i przepiórek chińskich. Zresztą dla niektórych hodowców to nie lada problem, bo po cóż im nadmiar kogutów, kiedy cenniejsze są kury znoszące jaja? Poza drobiem partenogenezę opisano także u popularnych obecnie w laboratoriach zeberek, a także u gołębi domowych. Podejrzewam, że jest to związane nie tylko z jakimś fenomenem biologicznym, ale zwyczajnie z intensywnością badań genetycznych, prowadzonych najczęściej właśnie na wskazanych gatunkach.

Profesor na pdosumowanie nowiny opowiedział o widzianym przez siebie w mediach społecznościowych memie, który daje pewne spojrzenie na to, jak wygląda odbiór nauki. Otóż na wielkiej konferencji prasowej występują indyk i kondor – bohaterowie badań genetycznych dotyczących dzieworództwa – i wszystkie mikrofony skierowane na uradowanego kondora, a żadne na smutnego indyka.

– Taki los, choć rzeczywiście problemy drobiarstwa są nieco inne niż te dotyczące ochrony ptaków podsumowuje profesor. – Ale ornitologia to nauka łącząca różne spojrzenia. Ptaki są po prostu wspaniałe i przedstawione badania to kolejny przykład, że potrafią zaskakiwać, dlatego ich badanie jest tak fascynujące.

Źródło: UPP

0 0 votes
Oceń artykuł
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze