Ogród Dendrologiczny UPP fot. L. Łada

Poznań: Wizyta w tajemniczym ogrodzie

Odwiedzić go może każdy, bo jest dogodnie położony na granicy Sołacza i Golęcina. I naprawdę warto to zrobić, bo wchodząc do środka ma się wrażenie, że wkracza się do tajemniczego ogrodu jak z powieści…

Lekko uchylona, niepozorna furtka od strony ulicy Niestachowskiej zaprasza przechodniów, choć co prawda mało kto tamtędy przechodzi – to popularna droga rowerowa, a nie trasa pieszych przechadzek. Zresztą gdy się nawet tacy znajdą, to pewnie wcale nie byliby pewni, czy można wejść do środka, a furtka nie została uchylona przez nieuwagę.

Dopiero po bliższym przyjrzeniu i odgarnięciu masy pnączy widać niewielką tablicę informującą, że to wejście do ogrodu dendrologicznego Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu i wszyscy mogą go bezpłatnie odwiedzać codziennie, od poniedziałku do piątku od 9.00 do 15.00, a w soboty i niedziele od 10.00 do 18.00.

Nie widać, co jest w środku. Widok zasłaniają gęste pnącza i okazałe tuje, a gruntowa droga widoczna za furtką zaraz znika za zakrętem. Żeby więc zobaczyć, trzeba wejść. A gdy już się wejdzie, to człowiek ma wrażenie, że trafił do innego świata.

Kilka metrów przed furtką jest ruchliwa Niestachowska, pełna pędzących samochodów, wycia karetek i niemiłosiernego hałasu robionego przez motocyklistów. Za furtką to wszystko przestaje istnieć jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, a po kilku metrach zrobionych w głąb ogrodu przestaje być także słyszalne.

Teraz zwiedzającego otaczają potężne, budzące respekt drzewa – nie ma takich wiele w Poznaniu. Są porośnięte bluszczem, niektóre, przewrócone, służą jako dom i pożywienie innym organizmom zamieszkującym ogród. Wszystko razem sprawia wrażenie fragmentu jakiejś pierwotnej puszczy cudem przeniesionej do Poznania. Jest nieco mrocznie, groźnie, tajemniczo i trochę jak pod wodą dzięki temu zielonemu światłu przefiltrowanemu przez liście drzew. Można zrozumieć, dlaczego nasi przodkowie bali się lasów i skąd się wzięła wiara w leszego, rusałki czy wodników…

Tam, gdzie teren opada najniżej, znajdziemy kawałeczek skoncentrowanej zieleni – staw. W pierwszej chwili trudno go zauważyć, bo jest schowany w cieniu drzew i niemal w całości porośnięty rzęsą, dopiero po podejściu bliżej intensywnie zielona przestrzeń okazuje się oczkiem wodnym. Można usiąść i koić wzrok tą zielenią, żywą nawet w czasie ekstremalnych upałów, bo co jest wspaniałe w tym ogrodzie – nie brakuje ławek, na których można przysiąść.

Ma to też wymiar praktyczny: obejście 20 hektarów, a tyle sobie liczy ogród dendrologiczny, to nie fraszka, zwłaszcza gdy jest gorąco, więc dobrze jest mieć gdzie usiąść i odpocząć. Nad stawem znajduje się jedna z bardziej niezwykłych ławek w mieście – przygotowali ją studenci podczas wspólnych warsztatów i może na niej siedzieć wygodnie oraz w różnych pozycjach całkiem spora grupa ludzi.

Przy stawie warto też zwrócić uwagę na wyeksponowany tam pień czarnego dębu. Sporo mówiło się o walorach tego drewna podczas odkrycia go w strukturze wałów Mieszka I na Ostrowie Tumskim i później, gdy Anna Orska, słynna projektantka biżuterii, przygotowała z niego kolekcję eksponowaną w Rezerwacie Archeologicznym Genius Loci. Czarny dąb to wyjątkowe drewno: znajdowało się przez kilkaset lat w torfowisku lub pod wodą bez dostępu powietrza i dzięki temu nabrało czarnej barwy oraz twardości kamienia. Okaz, który można oglądać w ogrodzie dendrologicznym, został wydobyty w 2006 roku podczas prac budowlanych przy ulicy Solnej, ze starego koryta Warty. Jego wiek szacuje się na 2800 lat!

Ogród ma też swoją słoneczną stronę: okazałą polanę z ławkami, gdzie odbywają się zajęcia edukacyjne, które czasami uniwersytet prowadzi też dla osób z zewnątrz, nie tylko dla studentów. Ale w taką pogodę jak dziś ta mroczna, zacieniona i o kilka stopni chłodniejsza część jest zdecydowanie bardziej kusząca. Nie mówiąc o tym, że bardziej tajemnicza z wijącymi się alejkami – każdy zakręt kusi do pójścia dalej i sprawdzenia, co się za nim znajduje.

Skoro to tajemniczy ogród – to oczywiście musi być też pałac, a przynajmniej dwór. I jest – dawny dwór Adolfa Schwarzkopfa, przekazany po odzyskaniu niepodległości Wydziałowi Rolniczo-Leśnemu ówczesnego Uniwersytetu Poznańskiego, by służył studentom. Podczas drugiej wojny światowej stracił sporo ze swojej urody, został jednak starannie wyremontowany i teraz najpiękniej wygląda chyba właśnie od strony ogrodu dendrologicznego. A gdy jeszcze jest oświetlony słońcem i znienacka ukazuje się zza zakrętu – wywołuje mimowolne “ach” z ust patrzącego. Widok jest naprawdę jedyny w swoim rodzaju.

Dla porządku warto dodać, że pierwsza kolekcja drzew utworzona dla studentów na tym terenie w 1922 roku liczyła 190 gatunków i zajmowała powierzchnię 0,86 ha, a założył ją prof. Rudolf Boettner. Już w 1927 roku były tu 452 gatunki i odmiany drzew i krzewów, a do 1939 roku – prawie tysiąc. Wojna zniszczyła go prawie całkowicie, ale staraniom władz Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, a później Akademii Rolniczej i obecnie Uniwersytetu Przyrodniczego udało się ogród odbudować i stworzyć z niego naprawdę magiczne miejsce.

4.3 12 votes
Oceń artykuł
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze