Kapela Timingeriu Ethno Port 2020 fot. Sławek Wąchała

Poznań: Wędrowni muzycy, czarownice i uwolnione dźwięki na Ethno Porcie

Od radosnej zabawy zaserwowanej przez wędrownych muzyków kapeli Timingeriu poprzez szamański, mistyczny wieczór z Mehehe aż po uwalnianie dźwięków z Maciejem Rychłym. To był piękny dzień na Ethno Porcie.

Kapela Timingeriu gra żywą, rytmiczną muzykę, której swoje korzenie ma po prostu w Europie. I to nie tylko tej określonej geograficznymi granicami, ale tej Europie mentalnej, przenikającej się wpływami z Bliskim Wschodem, trochę dalszą Azją, północną Afryką.

To wszystko słychać w ich muzyce. Po czysto bałkańskiej stylistyce punktowanej perkusją pojawia się tęskny, żydowski zaśpiew skrzypiec, a jeśli ktoś wsłucha się wystarczająco, usłyszy charakterystyczny rytm flamenco i pieśni griotów. Słychać tam wszystkie podróże, które odbyli, by zdobyć więcej inspiracji do swojej muzyki.

Wszystko razem daje całość jedyną w swoim rodzaju, świeżą, zaskakującą i doskonała muzycznie – a przy tym wcale nie taka prosta, jak się wydaje. To muzyka, przy której można się po prostu bawić – ale też odbywać nieskończone wędrówki w światy, które otwiera.

Mehehe to także podróż, ale zupełnie innego rodzaju. To, co kreują na scenie dwie artystki, właściwie trudno nawet nazwać koncertem – to szamańska wędrówka przez obrzędowy rok według starej tradycji, która gdzieś jeszcze się uchowała na krańcach naszego kraju – i na krańcach czasu. Z niezwykłą subtelnością i ogromnym talentem odtwarzają przed oczami i uszami widzów radości kupalnej nocy, zaklinanie nieszczęść i złych duchów, magiczne rytuały chroniące przed halnym, wilkiem i wszelkim złem tego świata.

Ich niezwykłe instrumentarium, muzyczna perfekcja, śpiew według starej tradycji, teksty zaklęć i pieśni zaczerpniętych ze zbiorów Oskara Kolberga – wszystko to tworzy niesamowity, magiczny nastrój. Dzięki niej zasłuchani widzowie trafiają do magicznego lasu i doskonale czują, jak straszny jest w zimową, mroczną noc, tą najdłuższą w roku, gdy złe może nadejść z każdej strony. Artystki odkrywają mroczny świat przedchrześcijańskich demonów i strachów, ludowej magii – a wszystko to w rytm równie niesamowitej muzyki. To bardziej obrzęd niż koncert, a może rytuał, którego nie sposób zapomnieć.

Zakończeniem tego dnia był koncert Releasead Sounds Trio – i to był koncert, na który trzeba było poczekać aż 13 lat. Maciej Rychły, wspaniały muzyk czujący klimaty ethno jak mało kto, a przy tym doskonały przewodnik i konferansjer ethnoportowy – zaprezentował na nim materiał z dwóch albumów: „Uwolnione dźwięki” oraz „Muzyka Świętych Jezior” wspólnie z Mateuszem Rychłym i Elisabeth Seitz.

Materiał na obu albumach jest niezwykły: trójkę artystów zainspirowała historia europejskiego malarstwa i dzieła wielkich mistrzów oraz samych mistrzów postanowili odtworzyć w muzyce. Wśród innych źródeł inspiracji nie brakowało innych nie-muzycznych – znalazły się tam na przykład… gotyckie kafle znalezione na dnie jednego z gnieźnieńskich jezior.

Efektem tego wszystkiego mógł być tylko niezwykły koncert. I taki był. Maciej Rychły posiada ten niesamowity dar przekazywania ogromu treści kilkoma dźwiękami. To, co gra, jest niezwykle komunikatywne, wyraziste – i piękne. Możliwość zanurzenia się w tych dźwiękach uwalniała także słuchaczy.

Lilia Łada

0 0 vote
Oceń artykuł
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze