wiadukt Kurlandzka wizualizacja fot. PIM

Poznań: Przebudowa wiaduktu na Kurlandzkiej kontra wycinka drzew

Pod koniec kwietnia PIM poinformowały o ogłoszeniu przetargu na budowę nowego wiaduktu w ciągu ulicy Kurlandzkiej. Wiadukt jest jak najbardziej potrzebny. Tylko dlaczego, żeby go zbudować, trzeba wyciąć 300 drzew?

Zwycięzca przetargu najpierw zburzy obecny wiadukt, który został postawiony w latach 70. i jest już w naprawdę złym stanie technicznym. A na tym miejscu postawi czteroprzęsłowy, nowoczesny wiadukt z jezdnią o szerokości 6 metrów, chodnikiem o szerokości 1,5 metrów oraz ścieżką rowerową szeroką na 2,5 metra. Pojawią się też nowe rośliny, odporne na trudne warunki – jak o tym informowaliśmy.

Ponieważ nowy wiadukt ma być bezpieczniejszy – wjazd będzie odbywał się przez nowe ronda, które powstaną po obu jej stronach. Mieszkańcy będą osłonięci od hałasu dzięki ekranowi akustycznemu, który stanie przy skrzyżowaniu ul. Kurlandzkiej i Bobrzańskiej.

I wszystko brzmi bardzo dobrze – gdyby nie jeden drobny szczegół: że by postawić to nowoczesne cudo, trzeba będzie wyciąć sporo drzew. Zarząd Dróg Miejskich twierdzi, że 80. Mieszkańcy Żegrza twierdzą, jak podał “Głos Wielkopolski” – że 300, bo specjaliści z ZDM nie policzyli młodych drzewek i krzewów.

Chodzi o kępę zieleni wokół domków szeregowych przy ulicy Kurlandzkiej. By odizolować się od hałasu i ruchliwej ulicy, mieszkańcy posadzili wokół swojego małego osiedla drzewa i ozdobne krzewy. Rosną tu jodły, brzozy, lipy, jest sporo wyrośniętych żywotników, bo w końcu zagajnik ma już ponad 30 lat. I właśnie część tej oazy zieleni chroniącej przed kurzem i hałasem od ulicy ma zostać wycięta dla postawienia ekranów. Żeby chroniły mieszkańców przed kurzem i hałasem od ulicy. Mieszkańcy wyliczyli, że do wycinki pójdzie 300 drzew, większych i mniejszych.

Zarząd Dróg Miejskich temu przeczy. Drzew do wycinku pójdzie tylko 80, a ekrany trzeba ustawić, bo tak postanowiła w decyzji środowiskowej Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Poznaniu. Wykonawca inwestycji musi się do tego dostosować i już.

Zdanie mieszkańców nie ma znaczenia, na co zwraca uwagę Anna Wachowska-Kucharska, działaczka Lewicy i poznańska społeczniczka.
– W Suchym Lesie ws wycinki lip mieszkańcy wywalczyli sesję nadzwyczajną – zwraca uwagę. – W Poznaniu planowana jest wycinka, bo ekrany wygłuszające z betonu i szkła sprawdzą się lepiej niż naturalny pas zieleni. Mieszkańcy dziwnym zbiegiem okoliczności mają inne zdanie na ten temat i są przeciwni wycince. Zwłaszcza że podczas konsultacji nie było mowy o budowie ekranów.

Bo konsultacje, a jakże, odbyły się, a mieszkańcy wzięli w nich udział. I podczas nich dowiedzieli się, że… ustawienie ekranów będzie niemożliwe. A skoro niemożliwe, to kwestii ekranów nie poruszano – aż do chwili, gdy mieszkańcy dowiedzieli się, że jednak ich ustawienie musi być możliwe, bo Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska tak zadecydowała.

ZDM zapewnia, że ekrany zostaną ustawione wyłącznie na gruntach miejskich a drzewa będą wycięte tylko na pasie drogowym, nigdzie indziej. I że tak naprawdę zieleni tam przybędzie, nie ubędzie, bo wzdłuż przebudowanego odcinka ulicy Kurlandzkiej zostaną posadzone lipy i jaśminowce, nie mówiąc już o mniejszych roślinach.

Mieszkańcy jednak mają wątpliwości. Ich zdaniem z tymi nowymi drzewami może być tak, jak z bezpieczeństwem wokół nowego wiaduktu. Zaplanowano tam ronda, ekrany, drogę pieszo-rowerową – żeby nikt nie zwrócił uwagi na to, o ile większa będzie jego przepustowość od obecnego obiektu. I że w czasie, kiedy miasto oficjalnie mówi o ograniczaniu ruchu samochodowego, buduje nowy wiadukt dwa razy większy od poprzedniego. By zmieściło się znacznie więcej samochodów, oczywiście.

Lilia Łada

Dodaj komentarz

avatar