Poznań: Ósmy Festiwal Kryminału Granda przeszedł do historii

Granda 2022 fot. Sławek Wąchała

Najbardziej znani pisarze ukrywający się pod pseudonimami „boysband czarnych koszul” czy „poznańska mafia pisarska”, najbardziej krwawe tematy i tysiące fanów literatury kryminalnej. Właśnie zakończył się Poznański Festiwal Kryminału Granda.

Festiwal już kolejny rok z rzędu gościł we wnętrzach DS Hanka i tam odbywała się większość spotkań autorskich pisarzy oraz wykładów specjalistów-kryminologów, a trzy festiwalowe dni minęły jak krótka chwila. . Grandę można było zobaczyć także w mieście, w licznie rozsianych Stacjach Sensacjach, oraz w siedzibie Uniwersytetu SWPS, który od początku aktywnie wspiera festiwalu i hojnie użycza specjalistów opowiadających o najbardziej morderczych sekretach kryjących się za zbrodnią i zbrodniarzami.

Naukowcy od zbrodni

Specjalistów nie brakowało i tym razem. Był przede wszystkim prof Antoni Wójcik z UAM, wybitny fizyk specjalizujący się w fizyce atomowej, optyce kwantowej oraz informatyce kwantowej. Niesamowita jak zawsze dr Dorota Lorkiewicz- Muszyńska opowiadała o Trupiej Farmie, czyli „Body Farm”, wbrew nazwie ważnej instytucji wspomagającej śledczych za oceanem, a utworzonej przez Williama Bassa, prawdziwą legendę antropologii sądowej. Prof. Piotr Herbowski z Uniwersytetu SWPS rozwiał złudzenia słuchaczy o tym, że każdego przestępcę da się wykryć, a jego opowieść była przerywana wybuchami śmiechu – doprowadzenie słuchaczy do śmiechu przy takiej tematyce jest sztuką samą w sobie zasługującą na podziw.

Bezkonkurencyjny był jak zawsze podinsp. dr Bogdan Lach z Uniwersytetu SWPS. Kto pamięta jego wykład o seryjnych mordercach sprzed kilku lat, wie, że opowiada w niezwykle sugestywny sposób. Nie inaczej było i tym razem – jego wykład „Nie ma ciała – nie ma zbrodni. Prawda czy fałsz?” sprawił, że po wyjściu, późnym wieczorem, słuchacze mimowolnie i ze strachem rozglądali się za zwłokami przy każdym mijanym krzaku… Podobno ma powstać petycja, by wykłady doktora Lacha zostały przeniesione na bezpieczne i neutralne emocjonalnie godziny poranne.

Pisarze, mafia i boysband

Oczywiście nie mogło też zabraknąć tych, którzy korzystając z osiągnięć nauki i swojej wyobraźni tworzą mrożące krew w żyłach historie. Festiwal otworzyło spotkanie z Wojciechem Chmielarzem, które prowadziła Magdalena Sobczak. Max Czornyj dostał się w krzyżowy ogień pytań Wojciecha Sroczyńskiego, który później swoje talenty wypróbował również na Vincencie V. Severskim. „Poznańska mafia pisarska” – jak sami się nazwali – w składzie Ryszard Ćwirlej, Joanna Jodełka, Bohdan Głębocki i Piotr Bojarski zaprosiła na kryminalną herbatkę. I było całkiem jak u mafii: z klasą i dystansem, a od czasu do czasu z dyskretnym humorem. Podobno negocjacje, kto w tej mafii jest capo di tutti capi, nadal trwają.

„Boysband czarnych koszul” w składzie Robert Małecki, Marek Stelar, Maciej Siembieda oraz Bartosz Szczygielski rozbujał publiczność oryginalnymi bon motami, błyskotliwymi ripostami i niesamowitym poczuciem humoru, dzięki któremu można było odnieść wrażenie, że tak właściwie bycie pisarzem kryminałów to nieustająca zabawa z przerwami na imprezy nazywane spotkaniami autorskimi. No, ale boysbandy tak mają…

Katarzyna Bonda zdobyła serca publiczności – po raz kolejny – swoją życzliwością, bezpośredniością i otwartością oraz oczywiście opowieściami o swojej twórczości. O tajnikach tworzenia swoich bohaterów opowiadali też Beata i Eugeniusz Dębscy, Joanna Opiat-Bojarska oraz Diana Brzezińska, natomiast Małgorzata Rogala, Krzysztof Bochus oraz Marcel Woźniak porozmawiali o… końcu świata z Przemysławem Semczukiem. Była to niezwykle dekadencka dyskusja!

Polowanie na autografy

W przerwach między spotkaniami i wykładami mistrzowie pióra podpisywali książki swoim fanom i szybko okazało się, że ustalone godziny to stanowczo za mało, bo miłośnicy kryminałów dopadali autorów dosłownie wszędzie. Marcel Woźniak był widziany, jak podpisywał książkę przy stoisku z czekoladkami, a Robert Małecki – schowany za jednym z filarów sali, żeby nie przeszkadzać innym autorom…

Książki można było oczywiście kupić także na miejscu w niezwykle okazyjnych cenach od przesympatycznych sprzedawców, którzy potrafili także doskonale doradzić co bardziej niezdecydowanym kupującym. Co godne uwagi, bo nie na każdym festiwalu to się zdarza, byli też debiutanci, w tym autorka z Konina – Monika Litwinow. jej książkę, „Za lasami”, można było oczywiście kupić na Grandzie, a autorka obiecuje za rok kolejny tom. Oczywiście także na Grandzie.

Jak można sądzić po festiwalowej frekwencji – Poznań miłośnikami kryminału stoi. Pełne sale, w których trzeba było dostawiać krzesła, długie kolejki po autografy – wszystko to jest dowodem na to, że już wkrótce Granda będzie musiała szukać większej przestrzeni, bo DS Hanka po prostu nie pomieści wszystkich tutejszych fanów zbrodni i jej twórców.

Podziel się: