Wybory 2020 głosowanie lokal wyborczy fot. Sławek Wąchała

Poznań: Kolejki do lokali wyborczych. Idziemy na rekord?

Poznaniacy tłumnie ruszyli do urn wyborczych. W niektórych lokalach już o 7 rano trzeba było chwilę poczekać w kolejce, żeby zagłosować.

Przynajmniej kwadrans trzeba odczekać przed lokalem na Słowackiego, do pół godziny czekają wyborcy do lokalu w Zespole Szkół Komunikacji przy Fredry.
– Zaspałam, chciałam przyjść rano, ale w ten upał nie mogłam się dobudzić – mówi pani Marta, której lokal wyborczy wypada właśnie na Fredry. – Na szczęście tu można postać pod arkadami, to słońce tak się nie daje we znaki. Ale proszę zobaczyć: nie ma jeszcze dziewiątej rano, jest niedziela i piękna pogoda, a w kolejce do głosowania stoi kilkanaście osób. Nie przypominam sobie takiej frekwencji w żadnych dotychczasowych wyborach, a głosuję w każdych od ładnych kilkudziesięciu lat.

Mateusz Mieroch idzie do wyborów dopiero po raz drugi, ale nie ma wątpliwości, że głosować trzeba. Nawet jeśli trzeba swoje odstać w kolejce.
– Nie znoszę stania w kolejkach i gdyby to były zakupy, już bym zrezygnował – śmieje się. – Ale to nie są zakupy, to znacznie ważniejsza sprawa, to decydowanie o naszej przyszłości. Ja uważam, że jeśli ktoś nie idzie na wybory, a wcześniej się nie zastanawia, na kogo zagłosować, nie podejmuje świadomego wyboru, to nie powinien mieć prawa odzywać się w ogóle, co mu się w Polsce podoba, a co nie. Mnóstwo mamy takich ludzi, zwłaszcza w starszym wieku, co tylko narzekają, ale żeby zakasać rękawy i coś zmienić, to ich nie ma. Moje pokolenie jest już na szczęście inne, wiemy, że wybory są ważne i głosujemy.

O godzinnym staniu w kolejce informują wyborcy na Winogradach, na Łazarzu i Ratajach – tam tylko ci, którzy zerwali się bladym świtem i przyszli tuż po siódmej rano, nie musieli czekać w kolejce. Ale to, czy pobiliśmy rekord frekwencji, okaże się dopiero wieczorem, po zamknięciu lokali wyborczych.

el