Poznań: Jak się drzewiej na sylwestra i w karnawale bawiono

Tańce w salach, pałacach i resursach, kuligi po ulicach miasta do białego rana. A do tego szampan, najmodniejsze stroje i dodatki. Dziewiętnastowieczny Poznań umiał się bawić!

Jak piszą Maria i Lech Trzeciakowscy w książce “W dziewiętnastowiecznym Poznaniu”, poznaniacy słynęli z pracowitości i poważnego podejścia do pracy – ale bawić się też zawsze potrafili. A jak hulali – to na całego. W balach i wieczorkach tanecznych w karnawale można było w Poznaniu przebierać i wybierać.

Najsłynniejsze bale odbywały się oczywiście w siedzibie księcia Radziwiłła, namiestnika księstwa, wydawane przez jego żonę Luizę. Nie mogło być inaczej i księżna dokładała wszelkich starań, by rzeczywiście, a nie tylko z tytułu stanowiska męża, spotkania towarzyskie urządzane przez nią prezentowały to, co najlepsze, najmodniejsze i najświeższe w poznańskim “beau monde”.

Na taką okazję damy przywdziewały więc najmodniejsze toalety szyte w Berlinie lub w Wiedniu, stroiły głowy w strusie pióra i prezentowały olśniewające fryzury – dzieła już miejscowych fryzjerów. Ich ogłoszenia zaczynały się lawinowo pojawiać w poznańskiej prasie już w listopadzie, obiecując elegantkom najmodniejsze paryskie fryzury na karnawał – oczywiście w atrakcyjnych cenach…

Ceny musiały być atrakcyjne, bo większość środków wydawano na suknie.Tylko na samą ówczesną sukienkę balową zużywano około 15 metrów satyny i 25 metrów tiulu upiętego przemyślnie na satynowym spodzie. Najmodniejszą kreacją na początku wieku była bogato zdobiona krynolina, którą w latach 50. wyparła suknia z tiurniurą. Kreacja niby wygodniejsza – ale tylko pozornie. Jej niezbędnym dodatkiem w wersji balowej był tren i młode damy, zanim wystąpiły na swoim pierwszym balu, musiały się nauczyć go nosić. Nie było to łatwe zadanie: tren trzeba było umieć z wdziękiem podnieść z podłogi nie wypinając tylnej części ciała. Młode damy ćwiczyły więc w pocie czoła przysiady z wdziękiem…

Panowie występowali we fraku. Ale to tylko pozornie było prostsze rozwiązanie. Frak musiał być modny, a ówcześni dandysi mieli oko krawca i każda fałdka niezbędna w minionym sezonie, a w tym już przestarzała – mogła ośmieszyć właściciela takowego stroju. Liczyły się też dodatki. “Na balach u Xięcia od 1815 do 1826 byliśmy ubierani: białą chustką na szyi i podkoszulce z karbowanym gorsem” – odnotował jeden z ówczesnych poznańskich dandysów. – “Kamizelka biała, spodnie krótkie z czarnej jedwabnej materyi z szpinkami, rękawiczki białe, frak czarny, kapelusz francuski stosowany. Szpada przy boku”. Elegant musiał też zadbać o obuwie – w dobrym tonie było wystąpić w “butach glancowanych roboty misternej Caldarolego”, jak zaprezentował się na jednym z bali Hipolit Cegielski, czym wywołał prawdziwą burzę zazdrości u gorzej obutych panów…

Zazwyczaj sezon karnawałowy w Poznaniu zaczynał się balem noworocznym, a kończył balem kawalerskim. W tym czasie cały elegancki Poznań dosłownie przebiegał z balu na bal, zostawiając sobie jedynie trochę czasu na przebranie.

Złote lata poznańskich karnawałów trwały do 1826 roku, do czasu zerwania słynnego romansu księżniczki Elizy Radziwiłłówny i księcia Wilhelma, następcy tronu Prus. Później wybuchło powstanie listopadowe i do bali nikt nie miał głowy, zresztą para książęca wyjechała z Poznania.

Kolejna seria udanych karnawałów zaczęła się w 1842 roku, gdy odbył się pierwszy bal w poznańskim Bazarze. Co prawda słynne bale, zwłaszcza sylwestrowy bal maskowy – urządzało też kasyno poznańskie przy ulicy Wrocławskiej, udanymi balami chlubił się też znajdujący się po sąsiedzku Hotel Saski. Jednak to zdecydowanie Bazar dzierżył prym. Już w pierwszym balu wzięło udział 700 osób, a największą sensacją był… strój Karola Marcinkowskiego. Ten asceta, znany z niezwykle skromnego sposobu ubierania, tym razem wystąpił we fraku i ozdobnej brokatowej kamizelce. O niczym innym nie mówiło się przez całe tygodnie w Poznaniu…

Bale otwierano tradycyjnie polonezem, a w pierwszej parze szedł zazwyczaj gospodarz lub główny organizator imprezy z wyjątkowo zasłużona damą. W drugiej parze szedł kolejny według ważności gość z żoną głównego organizatora czy też gospodarza. Później tańczono już według gustu kontredanse, menuety czy gawoty, a po ogromnych oporach w połowie wieku – walca. Przed każdym sezonem szkoły tańca, a było ich w Poznaniu kilkanaście, zbijały majątki, bo tańczyć po prostu trzeba było umieć, jeśli się chciało liczyć w towarzystwie.Takie drobiazgi jak brak poczucia rytmu nie mogły w tym przeszkodzić. Pojawiła się też galopka i mazur, a menuet i kontredans szły w zapomnienie. Często to właśnie mazur kończył zabawę i dawał znać, że czas już do domów.

“Odkąd Poznań Poznaniem nigdy jeszcze nogami tyle nie pracowano, nigdy jeszcze nie było tak zawziętej gonitwy zabaw i tańców” – pisał Marceli Motty w swoich “Listach Wojtusia z Zawad do Pafnusi”. – “Byłbyś z koncertu mógł iść prosto na bal pod Gwiazdę i wytańczyć się do woli, bo aż do piątej rano tańczono. A przepędził ich jeszcze trzy z okładem bezsennie, bo w niedzielę tańcował na Naukowej Pomocy, w poniedziałek na kawalerskim, we wtorek na dobroczynnym balu…”

A Karol Marcinkowski tak podsumował jeden z balów w Bazarze: ”Otóż i karnawał przeminął. Szalano na nim, jak Poznań jeszcze nie pamięta. Dobry czas na odbyt starych kawalerów. Ja sam ledwom nie oszalał, trudność wyboru tylko mnie salwowała”.

Dziś dość trudno o bale, nawet podczas karnawału. Ale poznaniacy nadal lubią się bawić, sądząc po tłoku w klubach i pubach w każdy weekend. Cóż, w tym mieście zawsze ceniono sobie tradycję…

Lilia Łada

Dodaj komentarz

avatar