Reklama

Park Sołacki będzie parkingiem?

Podziel się!

Takie wrażenie można było odnieść w minioną sobotę i niedzielę. Ulice Warmińska i Małopolska, a nawet przejście podziemne pod Niestachowską były zastawione samochodami.

Parkujący kierowcy nie oszczędzali trawników i porośniętych trawą poboczy, wjeżdżając bezpardonowo na trawę, tratując krzewy i mniejsze drzewka. Spacerowicze w parku byli oburzeni.
– Mieszkamy na Sołaczu, więc to naturalny dla nas teren spacerów i zawsze cieszyliśmy się, że w przeciwieństwie do innych dzielnic nie mamy większego problemu z samochodami rozjeżdżającymi zieleń – mówi Marta Ratajczyk, która z mężem i synami wybrała się na spacer do parku. – Aż nas zamurowało, gdy doszliśmy do Warmińskiej! Samochody stojące jeden za drugim, nieważne, czy to zakręt, czy co. Zniszczona trawa, zniszczone drzewa, jeden wielki skandal!
– Takie parkowanie jest też bardzo niebezpieczne – dodaje mąż pani Marty. – Zza samochodów nie widać pieszych ani rowerzystów, a tu jest ich wielu. Najgorzej jest w przejściu podziemnym. Przecież rowerzyści jadą tam z górki, dość szybko. Co będzie, gdy zza samochodu nagle wyskoczy pojawi się dziecko, pies albo biegacz? Tutaj, zwłaszcza w weekendy, jest naprawdę duży ruch, łatwo o nieszczęście. Już nie mówię o tym, że przez te parkujące samochody przejście jest znacznie węższe, przechodnie i rowerzyści lawirują naprawdę niebezpiecznie blisko siebie. Tylko czekać, aż dojdzie do wypadku.

Państwo Ratajczykowie opisują sytuację, której byli świadkami właśnie w przejściu podziemnym. Starsza pani o lasce idąca w stronę Rusałki o mało nie wpadła pod rower jadacy od strony jeziora.
– To nie była wina ani tej pani, ani rowerzysty – mówią zgodnie państwo Ratajczykowie. – Pani szła tuż przy samochodach, ale ponieważ z drugiej strony też szli ludzie, to ten rowerzysta, chcąc ich ominąć, podjechał bardzo blisko niej. Wjechał ze słońca do ciemnego tunelu, zauważył ją w ostatniej chwili i wtedy gwałtownie zahamował. On się przewrócił, pani wpadła na maskę samochodu, na szczęście żadnemu z nich nic się nie stało. Ale gdyby nie te zaparkowane tam samochody, z pewnością do tego by nie doszło.

Skąd jednak wzięło się tam tyle tych samochodów? Czyżby park Sołacki stał się ulubionym miejscem parkowania kierowców, którzy nie chcą płacić za miejsca postojowe w centrum, gdy mają tam interes? Sprawę wyjaśniła straż miejska, która została powiadomiona o natłoku samochodów przez radnych z osiedla Sołacz. Okazało się, że winni są… sportowcy.
– Parkowanie w tych miejscach nie jest normą. Od długiego czasu przyzwyczailiśmy się do “spokoju” w tym rejonie i chyba przeoczyliśmy wielką imprezę – turniej tenisa – tłumaczy Przemysław Piwecki, rzecznik prasowy SMMP. – To było powodem tylu samochodów zaparkowanych nieprawidłowo.

Natychmiast po otrzymaniu sygnału od radnych i mieszkańców w parku Sołackim pojawiły się patrole straży miejskiej, a strażnicy wystawili wezwania do Referatu Drogowego SMMP wszystkim kierującym, którzy pozostawili pojazdy w miejscach zabronionych. Przy okazji warto zwrócić uwagę, że park Sołacki nie był jedynym miejscem w tej części miasta, w której kierowcy ignorowali przepisy dotyczące parkowania. Jeszcze gorzej było nad jeziorem Strzeszyńskim.
– To co działo się w rejonie Strzeszynka, to nawet trudno opisać – mówi Przemysław Piwecki. – Dziesiątki samochodów w miejscach zabronionych! Jeżeli dodamy do tego setki zgłoszeń nieprawidłowo parkujących z centrum miasta, to łatwo uzyskamy obraz sytuacji w Poznaniu…

No cóż, przy dużych imprezach pewnego bałaganu, także tego związanego z parkowaniem, nie sposób uniknąć. Jednak skala, z jaka mamy do czynienia w Poznaniu, jest naprawdę zbyt duża. Nie chodzi tu o jeden weekend i jedna imprezę. Identyczny problem jest w parku Kasprowicza podczas koncertów w Arenie i dużych imprez organizowanych w parku. To samo dzieje się nad Maltą przy dużych imprezach czy w parku Jana Pawła II, chociaż tam akurat miejsc parkingowych nie brakuje. Ale i tak kierowcy podjeżdżają najbliżej jak się da…

Najwyraźniej organizatorzy dużych, plenerowych imprez nie zawracają sobie głowy organizowaniem miejsc parkingowych dla tych, którzy przyjadą na nią samochodami. Jednak niepokojące jest to, że wszystkie takie imprezy dzieją się w obiektach albo w przestrzeni miejskiej i to przedstawiciele miasta podpisują z tymi organizatorami umowy. Czy naprawdę nie można w takiej umowie zawrzeć klauzuli dotyczącej zapewnienia miejsc parkingowych? A potem zwyczajnie sprawdzić, czy organizator to respektuje i wyegzekwować od niego stosowne zadośćuczynienie, jeśli tego nie robi? To oczywiście może nie być łatwe, chociaż takie zasady obowiązują w cywilizowanym świecie. Ale zawsze można poinformować go, że jeśli nie będzie przestrzegał zapisów umowy, to jej przedłużenia nie będzie.

Cóż, jak pokazuje sytuacja w parku Sołackim – najwidoczniej nie jest to takie proste.

Lilia Łada, fot. L. Łada


Podziel się!

4
Dodaj komentarz

avatar
najnowszy najstarszy oceniany
mieszkaniec solacza
Gość
mieszkaniec solacza

na olimpi byl polfinal oraz nastepnego dnia final Poznan Open stad tyle samochodow raptem przez trzy cztery dni w roku

prof. łąkarstwa
Gość
prof. łąkarstwa

Oczywiście łamanie krzewów nie powinno mieć miejsca, ale nie przesadzajmy z wjeżdżaniem na trawę. Trawa nie jest ze szkła, i to że wjedzie na nią samochód na pewno jej od razu nie zniszczy.

ergo
Gość
ergo

Opisana sytuacja z rowerzystą i starszą panią w przejściu podziemnym, jest zawiniona przez durnego cyklistę, który mimo wielu pieszych pędził na “łeb, na szyję”

wawa
Gość
wawa

“Zniszczona trawa, zniszczone drzewa, jeden wielki skandal!” Szanowna pani Ratajczyk. Niech pani nie przesadza. Żeby samochodem zniszczyć drzewo trzeba też zniszczyć samochód. Jednorazowe wjechanie na trawę samochodem na pewno jej nie zniszczy.