Carmen Funebre

Murowana Goślina: “Carmen Funebre” rozpoczęła Festiwal na Wolnym Powietrzu

To było mocne i niezwykle aktualne otwarcie, a Teatr Biuro Podróży po raz kolejny pokazał, ze dobra sztuka jest uniwersalna i zawsze aktualna. Niestety – bo w przypadku tematyki obecnej w “Carmen Funebre” naprawdę byłoby lepiej, gdyby się zdezaktualizowała.

“Carmen Funebre” opowiada bowiem o uchodźcach, wygnańcach, imigrantach – ogólnie ludziach, którzy z domu zostali wygnani przez taką czy inną wojnę, ale których nikt nigdzie indziej nie chce. Brzmi znajomo i aktualnie? A to przecież spektakl, który powstał w 1994 roku, a inspiracją dla niego była sytuacja w krajach dawnej Jugosławii: czystki etniczne, konflikty, nacjonalizm w najgorszym, prawie faszystowskim wydaniu.

Widzimy ludzi brutalnie przeganianych z miejsca na miejsce przez takie czy inne siły zbrojne takiej czy innej wojny. Są gwałty, przemoc, spalone domy, śmierć. I to wszystko jest nadal aktualne, tylko że uchodźcy teraz po prostu pochodzą z innych krajów, bo gdzie indziej toczy się wojna. Ale nienawiść, rozpacz, dramat są te same. I ta sama jest tęsknota za własnym, bezpiecznym domem, równie ulotnym jak domki-lampiony, puszczane przez uchodźców w niebo podczas spektaklu.

Powstało dzieło uniwersalne, tak w formie, jak i w treści, z zadziwiającą umiejętnością charakterystyczną dla tego teatru: mówić wszystko z pomocą serii obrazów, puentując scenę jednym zdaniem. Siłą “Carmen Funebre” są przerażająco wiernie zagrane emocje. Do tego stopnia, że widz momentami ma ochotę zamknąć oczy, zatkać uszy i uciec przed nawałem negatywnych uczuć: rozpaczy, bólu, nienawiści wręcz wylewającej się z aktorów. To jest takie prawdziwe w teatrze – i nadal jest prawdziwe na świecie poza sceną.

Doskonały spektakl stawiający nas twarzą w twarz z naszym człowieczeństwem i zmuszający do odpowiedzi na pytanie, ile jest człowieka w człowieku. Ale wygląda na to, że przez 26 lat od premiery jako ludzie niczego się nie nauczyliśmy, nie bardzo też rozwinęliśmy to coś, co jak na ironię nazywa się “humanizmem”. I nawet trudno liczyć na optymizm – nie przypadkiem to przedstawienie nosi tytuł “Carmen Funebre”co znaczy “Pieśń żałobna”.

Lilia Łada

Dodaj komentarz

avatar