Radom – ostatnia przeszkoda. Lech może dziś przypieczętować dziesiąty tytuł

Cztery mecze w Radomiu. Trzy bramkowe remisy i jedna porażka. Zero zwycięstw. Gdyby Lech Poznań pisał pamiętnik ze swoich ligowych wyjazdów, rozdział poświęcony stadionowi przy Narutowicza zaczynałby się od słowa „klątwa”. Dziś wieczorem, o 20:15, Kolejorz przyjedzie do Radomia po raz piąty – ale tym razem stawką nie są tylko trzy punkty. Stawką jest dziesiąte mistrzostwo Polski.

Cztery punkty, które mówią wszystko

Matematyka jest prosta jak podanie na jeden kontakt. Lech ma 56 punktów, Jagiellonia Białystok – 52. Obie drużyny rozegrały po 32 spotkania, zostały dwie kolejki do końca sezonu. Jeśli Kolejorz wygra z Radomiakiem, nikt go nie dogoni – nawet gdyby ekipa z Podlasia wygrała swoje dwa pozostałe mecze. Remis sprawi, że Lech będzie musiał czekać do niedzieli i wypatrywać potknięcia Jagiellonii w Katowicach. Porażka – i wszystko zrobi się nerwowe przed ostatnią kolejką.

Ale to tylko tabela. Prawdziwa historia jest dużo ciekawsza.

Klątwa Radomia

Lech Poznań nigdy nie wygrał ekstraklasowego meczu w Radomiu. Trzy remisy i jedna porażka – to bilans, który brzmi jak żart w kontekście drużyny prowadzącej w tabeli od 26. kolejki. Ostatnia wizyta, w kwietniu ubiegłego roku, zakończyła się identycznie jak ta jeszcze wcześniejsza – remisem 2:2 z golem wyrównującym w doliczonym czasie gry. Radomiak traktuje mecze z Lechem na własnym terenie jak osobisty punkt honoru, a stadion przy Narutowicza od lat zamienia się dla Kolejorza w taktyczne bagno.

Paradoks polega na tym, że to właśnie na tym „przeklętym” obiekcie Lech może przypieczętować coś historycznego. Nie na Bułgarskiej, wśród swoich kibiców, tylko na wyjeździe, w mieście, w którym piłkarsko nigdy mu się nie układało. Scenarzysta nie wymyśliłby lepiej.

Duński architekt podwójnej korony?

Niels Frederiksen przyszedł do Poznania jako trener, którego niewielu znało. Duńczyk, bez fajerwerków, bez głośnych deklaracji. Efekty mówią za niego. To pod jego wodzą Lech ma szasnę obronić mistrzostwo z poprzedniego sezonu i dotarł do jednej ósmej finału Ligi Konferencji, gdzie odpadł z Szachtarem Donieck po dramatycznym dwumeczu. Kontrakt Frederiksena wygasa z końcem czerwca – co oznacza, że dzisiejszy mecz w Radomiu może być jednym z ostatnich, które poprowadzi jako szkoleniowiec Kolejorza.

Jeśli Lech wygra dziś tytuł, Frederiksen stanie się pierwszym trenerem od lat, który poprowadził poznański klub do dwóch mistrzostw z rzędu. Czy to najlepszy argument w negocjacjach kontraktowych? Być może. Ale Duńczyk, wierny swojemu stylowi, raczej o tym nie pomyśli. Skupi się na taktyce na Radomiak.

Ishak – kapitan, który łamie rekordy

Mikael Ishak ma trzydzieści trzy lata, piętnaście bramek w tym sezonie Ekstraklasy i jedno osiągnięcie, o którym powinno być głośniej: jest samodzielnym liderem wszech czasów w klasyfikacji strzelców polskich klubów w europejskich pucharach. Trzydzieści jeden goli na arenie międzynarodowej – więcej niż Włodzimierz Lubański. Ten rekord Szwed pobił w marcu, trafiając do siatki Szachtara Donieck w Krakowie.

W lidze Ishak goni czołówkę strzelców. Prowadzą Tomáš Bobček z Lechii Gdańsk i Karol Czubak z Motoru Lublin – obaj z siedemnastoma trafieniami. Ishak z piętnastoma jest tuż za nimi. Ale kapitan Lecha nigdy nie ukrywał, że korona strzelców interesuje go mniej niż złoty medal na szyi.

Sezon, którego nikt się nie spodziewał

Początek rozgrywek wyglądał jak scenariusz filmu katastroficznego. Porażka z Cracovią 1:4 w pierwszej kolejce. Odpadnięcie z eliminacji Ligi Mistrzów po dwumeczu z Crveną Zvezdą. Wysokie 1:5 z KRC Genk w kwalifikacjach Ligi Europy. Jeszcze na początku zimy Lech był za podium Ekstraklasy, z trzypunktową stratą do prowadzącego Zagłębia Lubin.

A potem coś się zmieniło. Nie było jednego przełomowego momentu – raczej seria drobnych zwycięstw, które zaczęły się składać w serię. Od 26. kolejki Lech nieprzerwanie prowadzi w tabeli. W dwunastu ostatnich meczach ligowych zgarnął dwadzieścia dziewięć z trzydziestu sześciu możliwych punktów. Rozgromił Legię 4:0, Puszczę Niepołomice 8:1. Drużyna, która jesienią wyglądała na zbyt niestabilną, by walczyć o tytuł, wiosną stała się nie do zatrzymania.

Co musi się wydarzyć

Scenariusz mistrzowski jest prosty: Lech wygrywa w Radomiu – i świętuje. Remis oznacza, że tytuł może się rozstrzygnąć dopiero w niedzielę, gdy Jagiellonia zagra w Katowicach z GKS-em. Jeśli Jaga nie wygra tego meczu, Lech i tak będzie mistrzem. Porażka przesuwa rozstrzygnięcie na ostatnią, 34. kolejkę, choć nawet wtedy Kolejorz zachowuje czteropunktową przewagę – wystarczy punkt w domowym spotkaniu z Wisłą Płock.

Ale nikt w Poznaniu nie chce czekać. Nie po takim sezonie. Nie po Lidze Mistrzów, którą im odebrano w Belgradzie. Nie po Lidze Konferencji, którą im zabrał pechowy samobój Joao Moutinho w Krakowie. Liga polska jest tym, co zostało – i zarazem tym, co ma największą wartość.

Radom czeka

Radomiak zajmuje ósme miejsce z czterdziestoma czterema punktami. Nie walczy już o nic poza prestiżem – ale właśnie to czyni go niebezpiecznym. Gospodarze mają trzecią najskuteczniejszą ofensywę na własnym stadionie w lidze, z trzydziestoma dwoma golami w szesnastu domowych meczach. Mecze Radomiaka z Lechem niemal zawsze obfitują w bramki – w pięciu ostatnich spotkaniach padło łącznie siedemnaście goli.

Lech jest faworytem. Ale faworytem był też w kwietniu ubiegłego roku, gdy prowadził 2:0 po pierwszej połowie, a wracał do Poznania z jednym punktem. I rok wcześniej, gdy historia powtórzyła się niemal co do minuty – wyrównujący gol w doliczonym czasie, ten sam koszmarny scenariusz.

Dziś wieczorem Kolejorz po raz piąty spróbuje złamać klątwę Radomia. Tyle że tym razem za złamanie klątwy dostanie koronę.

Obserwuj nas w Google News!

Nie przegap najnowszych artykułów i wiadomości. Dołącz do naszych czytelników w Google News.

Obserwuj nas w Google News

Masz dla nas ważną informację?

Zauważyłeś problem w mieście? Masz ciekawe zdjęcie, historię lub chcesz zgłosić sprawę wymagającą uwagi? Napisz do naszej redakcji i pomóż nam informować lokalną społeczność!

Skontaktuj się z nami
Strona głównaWielkopolskaPoznańRadom - ostatnia przeszkoda. Lech może dziś przypieczętować dziesiąty tytuł