Lech popełni te same błędy na rynku transferowym?

Podziel się!

W Lechu Poznań trwa letnia rewolucja kadrowa. Z poznańską drużyną pożegnało się już dziesięciu zawodników, w kolejce prawdopodobnie szykowane są jeszcze sprzedaży piłkarzy pokroju Gumnego, Makuszewskiego czy Gytkjaera. Do tej pory do stolicy Wielkopolski trafił tylko jeden zawodnik, bramkarz Mickey van der Hart.

Do końca urlopów zawodników i rozpoczęcia przygotowań do kolejnego sezonu zostały jeszcze prawie dwa tygodnie, więc jest to czas na działania: zdecydowane, ale i przemyślane. Władzom Lecha powinno zależeć, aby nie popełnić błędów z poprzednich okienek, kiedy transfery przeprowadzane były po przepracowaniu okresu przygotowawczego czy nawet po jego zakończeniu. Im później zawodnik dołączy do całego zespołu, tym mniej czasu na to, aby dobrze wkomponował się w drużynę i lepiej zrozumiał wizję taktyczną sztabu szkoleniowego na czele z Dariuszem Żurawiem. Taktyka to jedno, przygotowanie fizyczne to drugie, ale sprawy formalne – załatwienie mieszkania, poznanie miasta, ludzi, kolegów z zespołu to teoretycznie drobnostki, ale również zajmują trochę czasu, a gdy piłkarz trafia do klubu w połowie przygotowań to czasu jest znacznie mniej. Martwi jednak to, że kadra “Kolejorza” może nie być skompletowana do 12. czerwca, a przynajmniej tak wynika ze słów wiceprezesa Lecha, Piotra Rutkowskiego.

– Nie będziemy robić tak, jak w 2017 roku, czyli szybko, byleby zdążyć, tylko na spokojnie. Na Tibę i Amarala rok temu czekaliśmy po to, żeby mieć u siebie takich zawodników jakich chcieliśmy. Teraz będzie podobnie. Nie po to, że “przygotowania się zaczęły” i nie zdaży się wkomponować. Te przygotowania trwają, natomiast my pozyskujemy zawodnika na dwa-trzy lata, więc warto na niego zaczekać: do lipca, do sierpnia. Zależy to od wielu czynników, głównie z tego powodu, że musimy się dogadać – mówił Piotr Rutkowski w obszernym wywiadzie z Romanem Kołtoniem w programie “Prawda Futbolu”.

Jest koniec maja, więc póki co nie chcemy oceniać, bo czas na działania jest, ale jeśli faktycznie piłkarze do stolicy Wielkopolski będą przychodzić w trakcie lub po zakończeniu przygotowań do nowego sezonu, początek rozgrywek Lotto Ekstraklasy może nie być bardzo udany, zwłaszcza, że klub opuściło aż tylu zawodników i tutaj na już potrzebni są środkowi obrońcy, w przypadku odejścia Gumnego prawy obrońca, defensywny pomocnik czy skrzydłowy – kiedy odejdzie Makuszewski. To, że środkowy pomocnik czy skrzydłowy szybko może się wkomponować do zespołu, to jednak ciężko zgrać ze sobą defensywę. Jak to ma wyglądać? Rozpocznie Rogne z Pleśnierowiczem, później nowy pogra z Norwegiem, a w połowie sezonu z powodu kontuzji jednego z nich wejdzie jeszcze ktoś inny, który nie grał pół roku – casus Goutasa.

Piotr Rutkowski mówi o tym, że latem w 2017 roku działali na szybko, byleby wyrobić się z konkretnym terminem i nic z tego nie wyszło. Może nie wyszło nie przez szybkie działania, a przez błędne decyzje i postawienie na złe nazwiska pokroju De Marco, Vujadinovic, Barkroth, Situm czy Rakels. Pal licho, że dwa z nich to wypożyczenia, jeden bez kontraktu, a pieniądze wydano wówczas na Barkrotha. Za szybkie działania chwalono, jednak wina była po stronie tych, którzy takie, a nie inne nazwiska wytypowali. To nie po to jest dział skautingu oglądający setki meczów, analizujący piłkarzy pod różnymi kątami, przygotowujący odpowiednią listę mogących stać się ewentualnym wzmocnieniem Lecha z pewnością na kilka miesięcy przed planowanym oknem? Kilka miesięcy to dużo, aby zdecydować się na konkretne nazwisko, zorientować się jaką kwotę trzeba przeznaczyć i po zakończeniu sezonu momentalnie działać. Nie piszemy, że czekanie na swoje wymarzone jedynki jest złe, bo jeśli faktycznie trzeba poczekać na piłkarza pokroju Tiby to w porządku, ale jeśli w sierpniu ma przyjść obrońca a’la Goutas czy Vujadinovic z totalnej łapanki, bo inni kandydaci zostali sprzątnięci sprzed nosa kilka tygodni wcześniej, to już faktycznie będzie podchodziło pod sabotaż.

Mamy nadzieję, że klub na czele z Piotrem Rutkowskim wie co robi, bo kolejne nieudane okno transferowe może grozić “Kolejorzowi” totalną katastrofą, choć czy już nie byliśmy jej świadkami? 8 miejsce w tabeli, brak miejsca w europejskich pucharów i brak trofeum od czterech lat mówi samo za siebie. Poznańscy kibice byli wyjątkowo cierpliwi, ale granice zostały przekroczone i oczekuje się konkretnych działań.


Podziel się!

Dodaj komentarz

avatar