Jezioro Swarzędzkie – gdzie Swaróg miał swoją świątynię, a stolarze swoje królestwo

Wiosłujesz kajakiem wzdłuż trzcinowego brzegu i nagle spomiędzy szuwarów wyłania się wyspa. Niewielka, porośnięta drzewami, z zarysem czegoś, co mogłoby być fundamentem dawnej budowli. Miejscowi mówią, że to tu stała świątynia Swaroga – słowiańskiego boga ognia i nieba. Jesteś piętnaście minut samochodem od centrum Poznania.

Jezioro Swarzędzkie to akwen, który łatwo przeoczyć na mapie, bo leży w cieniu swojego wielkiego sąsiada – Jeziora Maltańskiego, z którym łączy je rzeka Cybina. Tymczasem to właśnie Swarzędzkie jest starsze o wieki, większe o dziesiątki hektarów i – co najważniejsze – owiane legendami, które sięgają epoki, w której Wielkopolska jeszcze nie miała swojej nazwy.

Jezioro o charakterze rynnowym zajmuje powierzchnię blisko dziewięćdziesięciu czterech hektarów i rozciąga się w północnej części Swarzędza, przy granicy z poznańskim osiedlem Zieliniec. Przepływa przez nie Cybina – ta sama rzeka, która dalej na zachód zasila Jezioro Maltańskie i wpada do Warty. Na wodzie leżą dwie niewielkie wyspy, a to właśnie one stanowią największą zagadkę tego miejsca.

Wyspa Swaroga – legenda, przesłanka czy fakt?

Według miejscowej tradycji na większej z wysp stała słowiańska świątynia poświęcona Swarogowi – bóstwu ognia, nieba i kowalstwa, jednemu z najważniejszych bogów w panteonie Słowian zachodnich. Od imienia Swaroga miałaby pochodzić nazwa samego Swarzędza – choć etymolodzy spierają się o to od lat i nie ma jednoznacznego rozstrzygnięcia. Niektóre źródła etymologiczne wiążą nazwę miasta po prostu ze słowem „swarzyć się”, czyli kłócić – co wobec burzliwej historii miasta wielokulturowego brzmi równie prawdopodobnie, choć znacznie mniej poetycko.

Wykopaliska archeologiczne potwierdziły obecność na wyspie pozostałości po jakiejś budowli, a legenda mówi, że w dawnych czasach wyspa była połączona ze stałym lądem drewnianym mostem, po którym kapłani przechodzili na rytuały. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że dowody archeologiczne nie są wystarczające, żeby jednoznacznie potwierdzić istnienie świątyni – część historyków uważa, że kultowe miejsce mogło znajdować się raczej na jednym z najwyższych punktów brzegu jeziora niż na samej wyspie. Badania wskazują natomiast na obecność w okolicach jeziora przedchrześcijańskiego cmentarzyska – co potwierdza, że tereny nad Swarzędzkim były zamieszkane i miały znaczenie sakralne na długo przed lokacją miasta. Niezależnie od naukowych sporów, widok wyspy wyłaniającej się z porannej mgły nad jeziorem rozbudza wyobraźnię skuteczniej niż niejeden muzealny eksponat.

Miasto trzech kultur nad jednym jeziorem

Historia Swarzędza – a więc i jeziora – to opowieść o tolerancji, która w XVII-wiecznej Polsce nie była oczywistością. Swarzędz jako wieś pojawia się w źródłach pisanych w połowie XIV wieku – pierwotnie była to wieś prywatna, własność rodziny Łodziów, a od XV wieku Górków. Prawdziwy przełom nastąpił w 1638 roku, kiedy ówczesny właściciel – Zygmunt Grudziński herbu Grzymała – nadał osadzie prawa miejskie, potwierdzone przez króla Władysława IV Wazę. Nowe miasto miało nosić nazwę Grzymałów, od herbu fundatora, ale nazwa się nie przyjęła i ostatecznie zostało przy Swarzędzu.

Grudziński był człowiekiem niezwykłym jak na swoją epokę. Już w 1621 roku podpisał umowę ze starszyzną żydowską z Poznania, na mocy której Żydzi wypędzani z przepełnionego poznańskiego getta mogli osiedlać się w Swarzędzu na korzystnych warunkach – z prawem do budowy synagogi, założenia cmentarza i prowadzenia własnych interesów. Wkrótce dołączyli protestanccy rzemieślnicy ze Śląska, uciekający przed prześladowaniami kontrreformacji i wojną trzydziestoletnią. Grudzińskiego nie interesowały wyznania ani zwyczaje osadników – ważne było, żeby masowo się osiedlali i terminowo płacili podatki. Ta pragmatyczna tolerancja uczyniła ze Swarzędza miejsce, w którym obok siebie żyli Żydzi, niemieccy ewangelicy i polscy katolicy – trzy kultury, trzy języki, trzy kuchnie, jeden rynek i jedno jezioro. Herb miasta – brama forteczna z rycerzem stojącym w łodzi – powstał z połączenia herbów rodowych Grudzińskich i Opalińskich, dwóch rodzin, które dały miastu życie.

Od sukna do mebli – jak jezioro patrzyło na zmianę rzemiosła

W XVII i XVIII wieku Swarzędz był jednym z najważniejszych ośrodków włókienniczych Wielkopolski – tkano tu sukno, płótno i inne tkaniny, a cechy kupców i rzemieślników regulowały miejskie życie gospodarcze. Przełom nastąpił w XIX wieku, po rozbiorach, kiedy Wielkopolska trafiła pod panowanie pruskie. Niemieccy stolarze, którzy osiedlili się w Swarzędzu, przywieźli ze sobą nowe technologie obróbki drewna. W 1890 roku prawdziwą rewolucją okazało się wprowadzenie mechanicznej obróbki – od tego momentu sukiennictwo ustąpiło miejsca stolarstwu i tak zaczęła się era, która zdefiniowała Swarzędz na ponad sto lat.

W pierwszym dziesięcioleciu XX wieku w mieście działało trzydziestu mistrzów stolarskich. Po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku – w którym mieszkańcy Swarzędza brali czynny udział w Powstaniu Wielkopolskim – było ich już siedemdziesięciu. W 1930 roku cech stolarski liczył pięćdziesięciu sześciu mistrzów, trzystu czeladników i pięciuset uczniów. W 1934 roku zorganizowano pierwsze Targi Meblowe, a swarzędzkie meble zaczęły trafiać nie tylko na rynki lokalne – przed samą wojną eksportowano je do Turcji, a w 1938 roku stolarze z Poznania i Swarzędza otrzymali zaproszenie na Wystawę Światową w Nowym Jorku. Przed budynkiem dawnego Rzemieślniczego Pawilonu Meblowego, wybudowanego w 1935 roku, stoi dziś wielkie drewniane krzesło – znak rozpoznawczy swarzędzkiego meblarstwa. Po drugiej stronie ulicy – rzeźba świętego Józefa, patrona cieśli, ustanowionego patronem miasta w 1996 roku. Swarzędzki Józef odbiega od tradycyjnych przedstawień – to młody mężczyzna bez zarostu, trzymający rękę na ramieniu małego Jezusa.

Jezioro, które czeka na swoją szansę

Jezioro Swarzędzkie przez ostatnie dekady borykało się z problemem, który dotyka wiele polskich zbiorników śródlądowych – zanieczyszczeniem wodami opadowymi i ściekami komunalnymi. Zamulenie dna sięga miejscami dwóch i pół metra, a jakość wody przez lata nie pozwalała na uruchomienie oficjalnego kąpieliska. W 2011 roku gmina podpisała umowę na rekultywację jeziora metodą aeracji pulweryzacyjnej – technologię polegającą na napowietrzaniu wody za pomocą specjalnych urządzeń, w tym aeratora z napędem wietrznym, połączoną z precyzyjną inaktywacją fosforu. Prace poprawiły sytuację, ale do pełnego sukcesu – czyli otwarcia strzeżonego kąpieliska – wciąż droga daleka. Koncepcja plaży nad jeziorem pojawiała się wielokrotnie w programach wyborczych i na sesjach rady miejskiej, z wizualizacjami, które – jak komentowali radni – wyglądały pięknie, ale pozostawały nierealną obietnicą.

Warto wspomnieć, że Jezioro Swarzędzkie ma też swoją kartę sportową. Już w 1904 roku na jego wodach niemieckie stowarzyszenia sportowe organizowały regaty wioślarskie – co czyni je jednym z najstarszych akwenów regatowych w regionie, starszym pod tym względem od samej Malty. Ten fakt bywa zapominany, przysłonięty blichtrem maltańskiego toru, ale świadczy o tym, że sportowe tradycje wodne Swarzędza sięgają głębiej, niż mogłoby się wydawać.

Tymczasem nad południowym brzegiem powstała ścieżka spacerowa i przystań kajakowa, a od 2013 roku działa park botaniczny z pomostem na palach. Z północy biegnie szlak rowerowy łączący Pobiedziska z Jeziorem Maltańskim – piękna trasa, która wiedzie wzdłuż Cybiny i przez lasy Puszczy Zielonki. Nad jeziorem można podziwiać łabędzie nieme, kormorany czarne, łyski i kokoszki wodne, a w wodzie kwitną grzybienie białe i grążele żółte. W obfitych szuwarach z pałki szerokolistnej i trzciny gniazdują ptaki, a drzewa obrasta bluszcz pospolity. Szczególnie jesienią, gdy liście zmieniają kolory, a nad wodą unosi się poranna mgła, jezioro zamienia się w obraz, który nie potrzebuje żadnych filtrów.

Jak dotrzeć i co zobaczyć po drodze

Do Swarzędza z Poznania jedzie się autobusem podmiejskim – kilkanaście minut od Ronda Śródka. Na miejscu warto zacząć od spaceru wokół jeziora – trasa ma około ośmiu kilometrów i wiedzie przez las, wzdłuż brzegu, obok wyspy z legendarną świątynią i dalej przez osiedle Zieliniec na poznańskiej stronie granicy. Po drodze mijamy punkt widokowy ze schodami na sam brzeg, miejsce ogniskowe w połowie trasy i piękne widoki na wyspę. Po spacerze warto zajrzeć do centrum Swarzędza – na rynku stoją kamienice pamiętające czasy trzech kultur, a w budynku dawnej remizy strażackiej działa centrum historii i sztuki z ekspozycją o tradycji stolarskiej, makietą dawnego miasta i Strefą Stolarza, gdzie można zbudować wirtualny mebel i poznać gwarowe nazwy narzędzi. A przed drzwiami stoi to wielkie krzesło, które jest chyba najbardziej sympatycznym pomnikiem rzemiosła w całej Wielkopolsce.

Obserwuj nas w Google News!

Nie przegap najnowszych artykułów i wiadomości. Dołącz do naszych czytelników w Google News.

Obserwuj nas w Google News

Masz dla nas ważną informację?

Zauważyłeś problem w mieście? Masz ciekawe zdjęcie, historię lub chcesz zgłosić sprawę wymagającą uwagi? Napisz do naszej redakcji i pomóż nam informować lokalną społeczność!

Skontaktuj się z nami
Strona głównaWielkopolska od A do ZJeziora WielkopolskiJezioro Swarzędzkie - gdzie Swaróg miał swoją świątynię, a stolarze swoje królestwo