Był tort w kształcie tunelu. Były przemówienia, tłumy poznaniaków i owacje, kiedy pod ziemię wjechał pierwszy tramwaj linii szesnastej. Działo się to 11 sierpnia 2012 roku, dokładnie czternaście lat temu, i była to jedna z tych miejskich uroczystości, na które ludzie przychodzą naprawdę, a nie z obowiązku.
Dziś, w rocznicę tamtego wydarzenia, w tunelu nie ma prądu w sieci trakcyjnej i nie ma tramwajów. Są ekipy remontowe.
Trasa, która spóźniła się na własne otwarcie
Trasa na Franowo miała być wizytówką Poznania na Euro 2012. Nie została otwarta ani na pierwszy, ani na drugi mecz rozgrywany w mieście. Straż pożarna stwierdziła braki w systemie przeciwpożarowym tunelu i konsekwentnie nie zgadzała się na dopuszczenie obiektu do ruchu.
Kibice wyjechali, dziennikarze przestali pytać, a tramwaje pojechały dopiero w sierpniu. Inwestycja kosztowała ponad ćwierć miliarda złotych, z czego około stu milionów pochodziło ze środków unijnych. Cała dobudowana trasa ma dwa i pół kilometra i sześć przystanków, od osiedla Lecha po pętlę Franowo.
Poznań dostał wtedy coś, czego wcześniej nie miał: kawałek komunikacji miejskiej całkowicie oderwanej od korków, świateł i pogody.
Co jest pod Ratajami
Podziemny odcinek liczy nieco ponad kilometr i jest drugim tramwajowym tunelem w Polsce, po krakowskim. Tramwaj pokonuje go w mniej więcej półtorej minuty. Po drodze mija dwa podziemne przystanki, których pasażerowie z innych miast zwykle nie spodziewają się w Poznaniu.
Liczby z budowy robią wrażenie do dziś. Wywieziono około dwustu tysięcy ton ziemi, co oznaczało blisko osiem tysięcy kursów ciężarówek. W konstrukcję wbudowano trzydzieści dziewięć tysięcy metrów sześciennych betonu i pięć tysięcy ton stali.
Wszystko to leży pod osiedlami, po których codziennie chodzą ludzie z zakupami, nie mając powodu, żeby o tym myśleć.
Ile naprawdę żyje nowa infrastruktura
Osiemnastego lipca w tunelu rozpoczęła się gruntowna konserwacja. To pierwszy tak poważny zakres prac od oddania trasy do użytku w 2012 roku. Wymieniane są instalacje niskiego napięcia i drut jezdny, a przy okazji szyny na łukach za centrum handlowym M1 oraz na odcinku między przejazdem a przystankami Szwajcarska.
Roboty rozpisano na sześć tygodni i mają się zakończyć wraz z sierpniem. Przez ten czas tramwaje nie kursują od osiedla Lecha do Franowa. Linie 1, 16 i 18 jeżdżą zmienionymi trasami, linia 97 jest zawieszona, a zamknięty odcinek obsługuje autobusowa linia zastępcza T1, kursująca w ciągu dnia mniej więcej co siedem i pół minuty.
Dodatkowo w cztery sierpniowe weekendy, w tym w nadchodzący 15 i 16 sierpnia oraz 22 i 23 sierpnia, prowadzone są prace przy wjazdach do tunelu na osiedlach Lecha i Czecha. W te dni na trasę kórnicką wyjeżdża wahadłowa linia 93 kursująca między węzłem Kórnicka a przystankiem Os. Tysiąclecia.
Czternaście lat to niewiele jak na obiekt inżynierski, a jednocześnie dokładnie tyle, ile wytrzymuje osprzęt pracujący non stop w wilgoci, pod obciążeniem i bez jednego dnia przerwy.
Trzydzieści milionów na to, czego nikt nie zauważy
Remont tunelu jest częścią większego planu. W tym roku Poznań przeznaczył ponad trzydzieści milionów złotych na naprawy torowisk i sieci trakcyjnej, a harmonogram rozpisano od maja do połowy października, z najcięższymi zadaniami w wakacje, gdy w mieście jest luźniej.
Na liście były między innymi rondo Jana Nowaka-Jeziorańskiego, rondo Starołęka i ulica Zamenhofa. W sierpniu doszła naprawa torowiska na Dąbrowskiego, między rynkiem Jeżyckim a skrzyżowaniem z Żeromskiego. We wrześniu ekipy przeniosą się na rondo Kaponiera i Most Teatralny, gdzie do połowy października wymieniane będą zwrotnice i krawężniki peronowe.
Żadna z tych rzeczy nie doczeka się przecięcia wstęgi. Nikt nie upiecze tortu w kształcie zwrotnicy.
Czternaście lat temu tunel na Franowo był powodem do dumy i tematem na pierwsze strony. Dziś jest po prostu miejscem, przez które trzeba dojechać do pracy, i właśnie dlatego ktoś w środku wakacji siedzi w nim po ciemku i wymienia drut jezdny.