Namiot na trawie, kilkaset metrów od pasa startowego. Rano budzi cię nie budzik, tylko samolot nabierający wysokości nad twoją głową. Wieczorem wracasz spod sceny i masz do domu dwie minuty spaceru, bo dom to właśnie ten namiot.
Tak wygląda sierpniowy weekend na Ławicy w wersji, którą trudno powtórzyć gdziekolwiek indziej w Polsce.
Trzy wieczory, trzy zupełnie różne festiwale
Rockowizna wraca do Poznania w dniach 20-22 sierpnia i jest to jedyne z trzech miast na trasie, które dostaje pełne trzy dni.
Czwartek to wieczór dla tych, którzy lubią, kiedy w rocku coś się iskrzy. Na scenę wychodzą Sex Pistols z Frankiem Carterem za mikrofonem, brytyjskie Nova Twins, Lady Pank, Illusion, Łydka Grubasa i Stacja B. Punkowa legenda i polski klasyk w jeden wieczór – to nie jest zestawienie, które układa się samo.
Piątek zmienia temperaturę. Wolf Alice, szwedzkie Royal Republic, Acid Drinkers, Dżem, Pull The Wire i Zenek Grabowski. Od melodyjnej alternatywy po thrash i bluesa – dzień, w którym najtrudniej będzie wybrać, pod którą sceną stanąć.
Sobota należy do wielkich finałów. Holenderskie Within Temptation, Kult, ukraińskie The Hardkiss, Nocny Kochanek, The Analogs i Romantycy Lekkich Obyczajów. Symfoniczny metal i Kazik tego samego wieczoru: albo się to zrozumie, albo trzeba przyjechać i sprawdzić.
Dlaczego akurat lotnisko
Tereny zielone Portu Lotniczego Poznań-Ławica to miejsce, które festiwalowi daje coś, czego nie da żaden park: przestrzeń bez sąsiadów za płotem i widok, jakiego nie kupisz w żadnym pakiecie VIP.
Pole namiotowe działa od czwartku od dziesiątej rano aż do niedzielnego południa, więc trzy noce spędzone na miejscu to realna opcja, a nie deklaracja. Jest bieżąca woda, jest zaplecze sanitarne, w wybranych punktach jest prąd. Obok wydzielono osobną strefę dla kamperów oraz namioty glampingowe dla tych, którzy chcą festiwalu bez śpiwora.
Dojazd komunikacją miejską jest prostszy, niż sugeruje słowo „lotnisko”: wejście dla pasażerów autobusów znajduje się od strony ulicy Lotniczej, wysiąść najlepiej na przystanku Tatrzańska. Rowerem można podjechać pod bramę – na teren już nie, ale przed wejściem czekają stojaki.
Co trzeba wiedzieć przed wyjazdem
Karnet na trzy dni kosztuje 459 złotych, bilet jednodniowy 199. Studenci z aktywną legitymacją płacą odpowiednio 229 i 99 złotych, przy czym legitymację trzeba pokazać przy wejściu. Miejsce na polu namiotowym to 129 złotych od osoby.
Na terenie gastronomii na festiwalu obowiązuje wyłącznie płatność bezgotówkowa i BLIK – bankomatu nie będzie. Plecak wolno wnieść tylko niewielki, do wymiarów 36 na 36 na 15 centymetrów. Szkło i puszki zostają za bramą, własnych przekąsek też nie wniesiemy, ale można zabrać zamkniętą butelkę wody do pół litra, a na terenie stanie beczkowóz z darmową wodą pitną. Bidon to w tym roku sprzęt obowiązkowy.
Dzieci do szóstego roku życia wchodzą bezpłatnie pod opieką dorosłego, młodzież poniżej szesnastu lat tylko z osobą pełnoletnią, a starsi nastolatkowie samodzielnie – z pisemną zgodą rodzica.
To piąta edycja festiwalu, który zaczynał jako sentymentalna podróż dla fanów gitar, a rozrósł się do kilku miast i kilkunastu zespołów na miasto. Poznań dostaje z tego najwięcej.
W przyszłym tygodniu ktoś rozbije namiot na trawie przy Ławicy, ustawi krzesełko w stronę pasa startowego i zdecyduje, że nie wraca do domu przez trzy dni. Jeżeli ktoś szukał pretekstu, żeby nie kończyć jeszcze wakacji – właśnie go dostał.