Woda jest ciepła, las dookoła gęsty, a ścieżka wokół jeziora liczy trzy i pół kilometra idealnego spokoju. Biegacze mijają się ze spacerowiczami, psy brodzą w płyciznach, a na piaszczystej plaży rozkładają się ręczniki. Rusałka wygląda jak jezioro, które było tu zawsze. Ale nie było. I historia jej powstania jest jedną z najciemniejszych kart w dziejach Poznania.
Wielu poznaniaków reaguje z niedowierzaniem na informację, że Rusałka jest sztucznym zbiornikiem. Budowniczowie dołożyli starań, żeby wyglądała jak naturalne jezioro – brzegi obsadzone trzcinami i wyłożone kamieniami imitują polodowcowy krajobraz, a las, który otacza wodę ze wszystkich stron, sprawia wrażenie pradawnego boru. Tymczasem jeszcze przed wojną w tym miejscu leżały podmokłe łąki przecięte korytem rzeczki Bogdanki, a na okolicznych polanach stały dwa niewielkie stawki o frywolnych nazwach – Bycze Jajo i Zuzanna – do których poznaniaków dowoził tramwaj linii dziewiątej. Niedaleko, przy ulicy Niestachowskiej, działała miejska pływalnia letnia, odwiedzana przez mieszkańców Sołacza i Jeżyc.
Elsensee – jezioro wybudowane na kościach
Jesienią 1939 roku, zaledwie kilka tygodni po zajęciu Poznania przez Niemców, nazistowscy planiści zaczęli opracowywać koncepcję sztucznego zbiornika wodnego w zachodniej części miasta. Dyrektor wydziału ogrodów i cmentarzy rozsyłał ponaglające listy do inżynierów, domagając się rozpoczęcia prac. Jezioro – jako element Golęcińskiego Parku Ludowego – miało powstać przez spiętrzenie Bogdanki i zalanie wodami projektowanej niecki o długości około tysiąca pięciuset metrów i szerokości od dwustu do czterystu metrów. Oszacowano, że realizacja wymaga wydobycia blisko miliona metrów sześciennych ziemi. W sąsiedztwie zaplanowano lunapark, ścieżki rowerowe, sauny i restauracje. Park miał służyć wyłącznie ludności niemieckiej.
Budowa ruszyła wczesną wiosną 1940 roku. Tuż przed jej rozpoczęciem, na terenie lasku golęcińskiego, rozstrzelano więźniów Fortu VII – obozu karnego na obrzeżach Poznania, który stał się jednym z pierwszych nazistowskich obozów koncentracyjnych na ziemiach polskich. To był dopiero początek pasma cierpień związanych z tym miejscem.
Do kopania niecki jeziora wykorzystano niewolniczą pracę tysięcy więźniów – głównie Żydów z obozu pracy przymusowej w Krzyżownikach, ale także Polaków. Żydzi nie tylko kopali nieckę – budowali też drogi dojazdowe wysypywane tłuczniem pozyskiwanym z cegielni przy ulicy Niestachowskiej. Praca trwała około 2 lat i pochłonęła wiele ludzkich istnień – dokładna liczba ofiar nie jest znana, bo Niemcy systematycznie niszczyli dokumentację.
Nad Rusałką nie tylko wyniszczano ludzi fizycznie. Zacierano też pamięć o żydowskiej tradycji i historii. Do budowy mostków, ścieżek i przepustów wykorzystano macewy – żydowskie nagrobki – z likwidowanego cmentarza przy ulicy Głogowskiej w Poznaniu. Porozbijane na mniejsze kawałki nagrobki stanowiły wzmocnienie sztucznej terasy na głębokości około dwóch metrów pod powierzchnią wody. Część kamieni rozrzucono przy brzegu jako falochrony. Można sobie wyobrazić, co czuli religijni Żydzi zmuszeni do bezczeszczenia pamięci swoich rodaków. Co kilka lat, przy niskim stanie wody, jezioro odsłania potrzaskane kawałki nagrobków z hebrajskimi inskrypcjami – cichą, kamienną pamięć o ludziach, którym odebrano nawet prawo do spokojnego grobu.
Sztuczne jezioro, któremu nadano niemiecką nazwę Elsensee – od pobliskiego młyna Elsenmühle – otwarto wyłącznie dla niemieckiej publiczności we wrześniu 1942 roku.
Rusałka – nowe imię, stara pamięć
Po wojnie jezioro otrzymało nową nazwę, odwołującą się do słowiańskiej mitologii. Rusałki – wodne nimfy znane z wierzeń ludów słowiańskich – kojarzyły się z tajemnicą, pięknem i niebezpieczeństwem ukrytym pod powierzchnią wody. Trudno o trafniejszą metaforę dla tego miejsca. Przez kolejne dekady Rusałka stała się jednym z najpopularniejszych terenów rekreacyjnych w Poznaniu. Po okresie świetności w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych nastąpił moment zapomnienia podczas transformacji ustrojowej – jezioro zaniedbano, jakość wody pogorszyła się. Następnie zbiornik został zrewitalizowany i z powodzeniem służy mieszkańcom miasta.
Obecnie o historii powstania jeziora informuje tablica Systemu Informacji Miejskiej, zlokalizowana przy wschodnim brzegu – powstała dzięki inicjatywie lokalnych stowarzyszeń. Na zachodnim brzegu znajduje się miejsce, gdzie mieszkańcy Poznania spontanicznie składają kwiaty i zapalają znicze dla uczczenia ofiar. Drewniany krzyż, znicze, kwiaty – to miejsce pamięci, które powstało oddolnie, bez urzędowych decyzji. Wieloletni pracownik miejskiej zieleni tłumaczył kiedyś, że choć poznaniacy co roku składają tam kwiaty, rzeczywiste miejsce kaźni i pomnik znajdują się sto metrów dalej – ale ludzka potrzeba upamiętnienia wybrała sobie własne miejsce i nikt tego nie zmienia.
Trzy i pół kilometra ciszy
Rusałka ma powierzchnię trzydziestu sześciu i pół hektara, głębokość maksymalną dziewięciu metrów, a średnią zaledwie metr dziewięćdziesiąt. Jest głębsza przy wschodnim brzegu, gdzie wypływa Bogdanka, i płytsza od zachodu. Wydłużony kształt jeziora sprawia, że wiatry wiejące z zachodu – dominujący kierunek w Wielkopolsce – skutecznie mieszają wodę aż do dna. Pod względem hydrologicznym jest to jezioro polimiktyczne, czyli takie, w którym wody ulegają częstemu mieszaniu przez wiatr – co wpływa na cyrkulację biogenów i temperaturę poszczególnych warstw.
Trasa wokół jeziora liczy około trzech i pół kilometra i wiedzie leśnymi ścieżkami, które wiosną pachną czosnkiem niedźwiedzim, latem żywicą, a jesienią butwiejącymi liśćmi. To ulubione miejsce poznańskich biegaczy – odbywa się tu cykliczne Grand Prix Poznania w biegach przełajowych, a także noworoczne spotkania cyklistów. Nad wodą rosną olsze czarne i szare, wierzby kruche, topole białe i leszczyny, a przy brzegach tworzą szuwary pałki wąskolistne i trzciny pospolite. W wodach występują grążele żółte i moczarka kanadyjska. W latach sześćdziesiątych w sąsiedztwie akwenu stwierdzono występowanie kilku rzadkich gatunków roślin, w tym nasięźrzału pospolitego i storczyka samczego.
Kąpielisko między lasem a historią
Kąpielisko miejskie przy ulicy Golęcińskiej to jeden z czterech strzeżonych obiektów kąpielowych w Poznaniu. Linia brzegowa kąpieliska ma dziewięćdziesiąt sześć metrów – to więcej niż na Strzeszynku. Plaża jest trawiasto-piaszczysta, w sezonie strzeżona przez ratowników. W pobliżu działają boiska sportowe, plac zabaw i punkty gastronomiczne. Całe jezioro otaczają lasy, co sprawia, że nawet w najgorętsze dni powietrze jest tu przyjemniejsze niż w centrum miasta – drzewa dają cień, a wiatr nad wodą przynosi ulgę.
Rusałka ma też swoją społeczność naturystów, którzy od lat korzystają z bardziej ustronnych odcinków brzegu – zjawisko w Poznaniu traktowane z typowym wielkopolskim pragmatyzmem, czyli raczej ignorowane niż komentowane. Po przeciwnej stronie spektrum, przy wschodnim brzegu, powstała plaża zrealizowana w ramach Poznańskiego Budżetu Obywatelskiego – z nowoczesnym placem zabaw, siłownią zewnętrzną i dwoma pomostami. To dwa bieguny Rusałki: dzikość i infrastruktura, oddzielone kilkuset metrami leśnej ścieżki, a jednak tworzące spójną całość, w której każdy znajduje swój kawałek brzegu.
Jak dotrzeć i kiedy jechać
Rusałka leży w północno-zachodniej części Poznania, w dzielnicy Golęcin. Dojazd komunikacją miejską jest wygodny – autobus lub tramwaj do przystanku w okolicach ulicy Golęcińskiej, a dalej kilka minut pieszo leśną drogą. Rowerem z centrum to dwadzieścia-dwadzieścia pięć minut. Najpiękniejsza pora to wczesne lato, kiedy las wokół jeziora jest w pełni zieleni, a woda na tyle ciepła, żeby kusić do kąpieli. Jesienią Rusałka zamienia się w złoto-brązowy amfiteatr – spacer wokół akwenu w październiku to jedna z najlepszych rzeczy, jakie można zrobić w Poznaniu za darmo. Ale idąc, warto pamiętać. Pod stopami, pod wodą, pod warstwami piasku i mułu – leży historia, o której te lasy wolałyby zapomnieć. Nie ma tu jednej, spójnej narracji. Z jednej strony to miejsce pamięci, z drugiej – tereny rekreacyjne. Rusałka jest przestrzenią niejednorodną i bogatą w sprzeczności. I chyba właśnie dlatego tak trudno się od niej oderwać.