Ethno Port Poznań: słowiańska magia, energia z Indii i rytmy Belize

Opowieści o zaklinaniu wilków, wielogłosowe pieśni słowiańskie i dialog muzyczny z Pendżabu. Trzeci dzień Ethno Portu nie zawiódł fanów. Sprzed sceny nie wypędził ich nawet ulewny deszcz.

Kolejny dzień festiwalu zaczął się od koncertu Laboratorium Pieśni – zespół pieśniarek z Trójmiasta, które przede wszystkim wykonują pieśni słowiańskie na głosy, ale mają też w repertuarze trochę egzotyki z Gruzji czy Skandynawii, przetworzonej przez ich własną wrażliwość artystyczną. Do tego hipnotyzujący akompaniament bębnów, gongów i od czasu do czasu fletu – i mamy receptę na harmonijny i pełen wdzięku koncert. Dziewczyny zachwyciły idealną harmonią i wspaniałym wyczuciem muzycznym.

Jako kolejna miała wystąpić Maya Youssef, jednak z powodu choroby artystka odwołała koncert. Zamiast niej widzowie mogli usłyszeć niezwykły duet Mehehe. I był to nie tyle koncert, co raczej magiczny rytuał zaklinający siły przyrody, przywołujący dobro i stawiający opór złu. Towarzyszyły mu – poza muzyką – opowieści o wiedźmach, czarownicach, zielarkach, no i oczywiście czarach, dzięki którym wiedzące mogły wyleczyc ból głowy, wiele chorób, a nawet uleczyć złamane serce – o ile wcześniej nie zechciały zapewnić zakochanemu lub zakochanej wzajemności. Opowieść i muzyka toczyły się niespiesznie i choć do sposobu narracji Mehehe trzeba się przyzwyczaić, to – gdy się już to stanie – można poczuć magię w powietrzu…

Nooran Sisters z Indii, które dziś rządziły na Scenie na Trawie, dały monumentalny, bardzo efektowny koncert – począwszy od zjawiskowo pięknych strojów obu sióstr po fantastycznie zgrany zespół muzyków. Muzyka, którą wykonują, jest charakterystyczna dla regionu Pendżabu, z którego pochodzą i nosi nazwę Sham Chaurasia Gharana. To śpiew w duecie, podczas którego muzycy odpowiadają sobie nawzajem, dopełniają sswoje frazy i współzawodniczą artystycznie. Ten dialog w wykonaniu sióstr Nooran był niezwykle dynamiczny, pełen emocji, a ich przejmujący śpiew docierał do najgłębszych zakamarków duszy. Gdyby ktoś chciał odnaleźć bardzo, bardzo odległe korzenie śpiewu flamenco, to pewnie w którymś momencie trafiłby na Sham Chaurasia Gharana.

Jednak ten rodzaj muzyki to nie tylko śpiew. Ważne elementy są podkreślane gestami i to, jak robiły to siostry Nooran, było fascynującym spektaklem. Można powiedzieć, że wręcz tańczyły siedząc, a ich ruchy podawały tempo i rytm muzykom z towarzyszącego im zespołu. Było to tak fascynujące, że nawet ulewny deszcz, który zaczął padać podczas tego koncertu, nie wypłoszył widzów sprzed sceny.

Trzeci dzień Ethno Portu zakończyli muzycy z Belize – The Garifuna Collective. Garifunowie to potomkowie afrykańskich niewolników przywożonych do Ameryki Środkowej do pracy na plantacjach oraz Indian zamieszkujących tę część półwyspu Jukatan. Ich muzyka opowiada historię takich spotkań, zawiera elementy tradycji muzycznej tak Indian, jak i przybyszów z Afryki, a jej tradycja sięga XVII wieku.

Muzycy z Belize są bez wątpienia mistrzami w swoim fachu. Ich idealne zgranie i bogate brzmienie – w zespole są dwie gitary elektryczne – poderwało publiczność do tańca praktycznie od pierwszego taktu. Słuchanie ich idealnej harmonii było prawdziwą przyjemnością, zwłaszcza że nie jest to muzyka łatwa i zdecydowanie różni się od tej, z której słyną ich sąsiedzi, na przykład Meksykanie czy Kubańczycy. Mimo równie wyrazistego rytmu i szybkiego tempa ta muzyka jest jakby bardziej surowa, więcej wymaga tak od wykonawcy, jak od widzów. Ale sądząc po tym, że w Sali Wielkiej, gdzie odbywał się ten koncert, nie dałoby sie wcisnąć nawet szpilki, zdecydowanie spodobała się widzom Ethno Portu.

Lilia Łada, fot. Sławek Wąchała

0 0 votes
Oceń artykuł
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze