Dwulatek chodził sam po ulicy. Boso i tylko w koszulce

fot. Sławek Wąchała (zdjęcie ilustracyjne)

Pewna mieszkanka Chorzowa zobaczyła na ulicy w Chorzowie małe dziecko, które miało na sobie tylko koszulkę i pampersa. W pobliżu nie było żadnych opiekunów i sprawą zajęła się policja.

Do zdarzenia doszło 26 września, po godzinie 19.00, na placu Mickiewicza. Jak informuje TVN24, policjanci zostali tam wezwani do małego dziecka, które spacerowało na bosaka, ubrane tylko w koszulkę i pampersa. Dzieckiem zainteresowała się przechodząca mieszkanka Chorzowa.

Policjanci zaczęli szukać rodziców dziecka – ono samo nie umiało powiedzieć, jak się nazywa i gdzie mieszka. W pomoc włączyli się przechodnie, którzy zrobili dziecku zdjęcie i zamieścili w mediach społecznościowych, mając nadzieję, że ktoś rozpozna malucha.

Jak poinformował Arkadiusz Bień, rzecznik policji w Chorzowie, chłopca zbadał lekarz, który stwierdził, że dziecko jest zdrowe, nie ma śladów zaniedbania, niedożywienia czy przemocy. Wszystko wskazywało na to, że maluch wymknął się z domu, korzystając z nieuwagi opiekunów. Nie wiadomo było tylko, dlaczego nikt go nie szuka.

Wszystko wyjaśniło się około godziny 21.00. Na policję zgłosiła się 20-letnia kobieta, która twierdziła, że jest matką chłopca – jego zdjęcie zobaczyła w internecie. Z opowieści kobiety wynikało, że wyjechała na zakupy i spotkanie do sąsiedniego miasta około godziny 16.00. Dzieci – bo dwulatek ma jeszcze młodszego, 11-miesięcznego brata – zostawiła pod opieką swojej 44-letniej matki.

Policjanci sprawdzili tę opowieść i wszystko się zgadzało, a to, jak dwulatek wymknął się na ulicę, stało się jasne, gdy dotarli do domu babci. Okazało się, że kobieta była pijana – badanie wykazało 2 promile alkoholu. Zdaniem policji kobieta po wypiciu alkoholu zasnęła i wtedy dziecko wyszło z domu.

Jak się jednak okazało, policjanci nie mogli oddać dzieci pod opiekę matce, ponieważ ona… także była pod wpływem alkoholu. W grę nie wchodził również ojciec, który mieszka w innym mieście i nie interesuje rodziną. Dzieci trafiły więc do ośrodka interwencji kryzysowej. Obaj są zadbani i w dobrej kondycji. Sprawa trafiła do sądu rodzinnego i to on zdecyduje, co dalej z dziećmi.

Podziel się: