Poznaniacy często pytają: po co podlewać drzewa, skoro pada deszcz? Zarząd Dróg Miejskich wyjaśnia – to nie fanaberia, a konieczność. Mimo że z pozoru może się wydawać, że roślinność dostaje wystarczająco wody z opadów, rzeczywistość wygląda inaczej.
Suchy klimat, nierówne opady
Poznań to jedno z najsuchszych miast w Polsce. Choć latem potrafi solidnie popadać, deszcz rozkłada się nierównomiernie. W 2023 roku różnice między dzielnicami sięgały aż 105 mm – północ miała znacznie więcej wody niż południe miasta.
Problemem nie są tylko same opady, ale i ich wykorzystanie. W mieście spora część wody spływa po utwardzonych powierzchniach – asfaltach, chodnikach – zamiast wsiąkać w ziemię i docierać do korzeni. Do tego korony drzew same przechwytują część deszczu, który nie dociera do gleby.
Systemy, które „myślą”
ZDM coraz częściej korzysta z automatycznego podlewania – czujniki mierzą wilgotność i sterują nawadnianiem, by zużyć tylko tyle wody, ile trzeba. Takie rozwiązania działają m.in. przy ul. Święty Marcin czy Solnej.
Trawa zwykle radzi sobie sama, ale drzewa – zwłaszcza młode – potrzebują więcej troski. Niektóre z nich muszą być regularnie podlewane nawet przez 10 lat od posadzenia.
Deszcz to… idealny moment na podlewanie?
Choć brzmi to dziwnie, podlewanie podczas deszczu bywa najbardziej efektywne. Wilgotna ziemia lepiej przepuszcza wodę w głąb, a to wspiera rozwój głębokich korzeni, co z kolei wpływa na stabilność i odporność drzew w czasie suszy.
Podlewanie nie odbywa się przypadkowo. Zajmują się tym wyspecjalizowane firmy, które – zgodnie z umowami – płacą za zużytą wodę i mają obowiązek osiągać konkretne efekty w pielęgnacji zieleni. Decyzje podejmowane są na podstawie obserwacji roślin i analizy warunków pogodowych.
W miastach rośliny mają trudniejsze warunki niż w naturalnym środowisku – wyższe temperatury, ograniczony dostęp do wody i mniejsze możliwości rozwoju systemu korzeniowego. Dlatego, jeśli chcemy mieć zdrowe, piękne drzewa, musimy podlewać – czasem nawet wtedy, gdy pada.