Dlaczego drzewa na Świętym Marcinie chorują?

drzewa, św. Marcin fot. L. Łada

Choroba grzybowa i zbyt duża zasadowość gleby. To powód wymiany 4 z 67 drzew rosnących na Świętym Marcinie. Dwa kolejne niedawno zostały wycięte, trzecie czeka na wiosnę. Czy to nie za dużo jak na niedawno posadzone drzewa na wyremontowanej ulicy?

ZDM niejednokrotnie zapewniał, że wykonawca ma obowiązek, zgodnie z umową, pielęgnować drzewa przez 10 lat, a jeśli uschną lub zachorują – wymienić na nowe. Jednak mimo to nie można tak całkiem uznać, że to problem wykonawcy – bo jeśli problem tkwi na przykład w glebie albo w niewłaściwym posadzeniu drzew, to raczej nie zniknie po 10 latach, a wręcz przeciwnie, będzie narastał.

Wydawałoby się, że podczas sadzenia drzew na Świętym Marcinie zrobiono wszystko, co możliwe, by zapewnić drzewom maksymalnie – na ile to możliwe w centrum miasta i przy ruchliwej ulicy – warunki bytowania. Są wyposażone w systemy antykompresyjne, regularnie podlewane i nawożone, a ich korzenie są zabezpieczone przed zadeptywaniem, rozjeżdżaniem, śmieceniem i psimi odchodami.

Ale to najwyraźniej nie wystarcza. W czym więc tkwi problem? Poza stwierdzoną zbytnią zasadowością gleby i chorobami powodów może być całkiem sporo, a na pewno jednym z głównym jest fakt, że mimo wszystkich nowoczesnych rozwiązań Święty Marcin jest po prostu bardzo trudnym miejscem do życia dla dużych roślin, jak zwraca uwagę Aneta Mikołajczyk z Koalicji ZaZieleń Poznań. Choćby ze względu na zanieczyszczenia powietrze i z jezdni, które przecież dostają się do korzeni, choćby były nie wiem jak zabudowane. Drzewa mają też mało wolnej przestrzeni wokół siebie – to pół metra wokół pnia, a reszta schowana pod nawierzchnią chodnika. To także nie pomaga.

Dodatkowym problemem jest, jej zdaniem, wybrany gatunek. Klony pospolite to drzewo świetnie się sprawdzające w parkach, ale już niekoniecznie w pasach drogowych, właśnie ze względu na zanieczyszczenie, mało wolnej powierzchni, beton i budynki w pobliżu. Dodatkowo to drzewa, które nie lubią zbyt dużego nasłonecznienia. Lepszy byłby gatunek, który łatwiej sobie poradzi w tak trudnych warunkach.

Jednak Zarząd Dróg Miejskich nie zamierza przeprowadzić takiej wymiany, bo jest zdania że nawożenie i wspomaganie rozwoju drzew środkami biologicznie czynnymi wystarczy. Ale to może oznaczać, zdaniem Anety Mikołajczyk, że co roku trzeba będzie wymieniać kilka drzew na Świętym Marcinie.

Źródło: Głos Wielkopolski