Coraz dłuższe kolejki do poradni POZ. „Sytuacja jest bardzo trudna”

fot. Depositphotos (zdjęcie ilustracyjne)

„Kolejki w Podstawowej Opiece Zdrowotnej stały się faktem” – poinformowali lekarze z Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia, zwracając uwagę, że jest to bardzo niebezpieczne w czasie nasilonych zachorowań na grupę i covid.

Źle było już w grudniu, gdy zachorowań zaczęło lawinowo przybywać, a teraz, w połowie stycznia, sytuacja się jeszcze pogorszyła. Kolejki w Podstawowej Opiece Zdrowotnej stały się faktem, szczególnie w największych placówkach, jak informują lekarze z PPOZ. Tymczasem wydolność placówek jest ograniczona, głównie dlatego, że brakuje kadr. To rodzi wiele konfliktów – pacjenci nie sa zadowoleni, gdy dowiadują się, że na wizytę do lekarza rodzinnego muszą czekać tydzień czy dwa.

– Sytuacja, z którą mamy obecnie do czynienia, jest bardzo trudna zarówno dla pacjentów, jak i dla nas, lekarzy – przyznaje Bożena Janicka, prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia. – Rozumiemy, że każdy chce być przyjęty natychmiast i że dla niego najważniejsze jest jego zdrowie. Staramy się przyjmować jak najwięcej osób, ale zdarza się, że liczba zgłoszeń przerasta nasze możliwości. Co wtedy? Na pewno nie odsyłamy tzw. „przypadków najpilniejszych”, gdy „brak pomocy w dniu zgłoszenia mógłby doprowadzić do istotnego pogorszenia się stanu zdrowia pacjenta”. Takie osoby przyjmowane są niezwłocznie.

W przypadku pozostałych pacjentów prezes Janicka uważa, że można byłoby tu zastosować metodę obowiązującą w Ambulatoryjnej Opiece Specjalistycznej – czyli po prostu wyznaczyć pacjentowi termin wizyty lub umówić się z nim na teleporadę. Przepisy obowiązujące od 2013 roku dają taką możliwość.
-Obecnie szalejące wirusy blokują nam „drożność” świadczeń i poważnie paraliżują pracę przychodni – tłumaczą lekarze z PPOZ. – Chcemy, żeby pacjenci wiedzieli, że nie jest to niczyje „widzimisię”, czy brak dobrej woli. Kolejki są normą w AOS-ach, gdzie na poradę czeka się tygodniami, jeśli nie miesiącami. Pacjenci już się do tego… przyzwyczaili. Mamy nadzieję, że kolejki do POZ będą zdecydowanie krótsze, kiedy sezon infekcyjny minie.

Oczywiście rozwiązaniem byłoby też zatrudnienie większej liczby lekarzy, którzy pomogliby rozładować kolejki. Ale po pierwsze nie bardzo jest ich skąd brać, bo lekarzy w Polsce nadal mamy mało, a po drugie – co z nimi zrobić, gdy sezon grypowo-przeziębieniowy się skończy i tylu medyków po prostu nie będzie potrzebnych. Przychodni nie stać na zatrudnianie osób, które nie miałyby co robić – w obecnych realiach systemu opieki zdrowotnej w Polsce.

Jak jednak podaje Forsal, problem kolejek do lekarzy w Polsce staje się coraz bardziej palący. Bo kolejki się wydłużają, bez względu na to, czy mamy sezon grypowy czy nie. Według raportu fundacji Watch Health Care, jesienią 2022 r. na wizytę u specjalisty trzeba było czekać średnio 4,1 mies. (rok wcześniej 2,9 mies.), a na badania diagnostyczne – 2,5 mies. (przed rokiem 1,9 mies.).

Zdaniem portalu powodem tego stanu rzeczy jest nie tylko brak lekarzy, ale też system ubezpieczeń zdrowotnych obowiązujący w Polsce. Wszyscy płacą obowiązkowe składki zdrowotne i wszyscy – niezależnie od tego, ile płacą, mają takie samo prawo do opieki zdrowotnej. System próbuje omijać wiele firm, wykupując usługi prywatnych przychodni i tworząc własne pakiety medyczne dla pracowników, by nie stali w kolejkach – jednak chociaż to ułatwia życie ich pracownikom i funkcjonowanie firmom, to zasadniczego problemu nie rozwiązuje.

Podziel się:

Ostatnio dodane: