W Sątopach pod Nowym Tomyślem doszło do niebezpiecznego zdarzenia – zapalił się autobus wiozący dzieci na wycieczkę. Na szczęście maluchy oraz ich opiekunowie zdążyli opuścić pojazd na długo przed przybyciem ratowników. Strażacy musieli walczyć nie tylko z płonącym busem, ale też z ogniem, który rozprzestrzenił się na okoliczne drzewa i suchą trawę.
Do zdarzenia doszło 30 września 2025 roku krótko przed godziną 9:00 rano. Alarm otrzymało stanowisko kierowania Komendy Powiatowej PSP w Nowym Tomyślu. Na miejsce natychmiast wysłano jednostki straży pożarnej – zastęp z JRG w Nowym Tomyślu, dwa wozy z Ochotniczej Straży Pożarnej w Bukowcu oraz jeden z OSP Sątopy.
Gdy przybyli ratownicy, autobus był już całkowicie objęty ogniem. Okazało się, że w pojeździe podróżowały przedszkolaki wraz z opiekunami. Cała grupa zdążyła już ewakuować się na bezpieczną odległość – znajdowała się około 150 metrów od płonącego busa. Dzieci jechały na zajęcia edukacyjne do gospodarstwa agroturystycznego, które znajdowało się niecałe 400 metrów dalej.
Ogień nie ograniczył się tylko do pojazdu. Płomienie zaczęły przenosić się na pobliskie drzewa i suchą ściółkę leśną, co znacząco zwiększyło zakres akcji gaśniczej. Strażacy musieli działać wielotorowo. W pierwszej kolejności zabezpieczyli teren, aby uniknąć dodatkowego ryzyka. Następnie podjęli standardowe, ale kluczowe czynności. Jeden prąd wody skierowany został w natarciu na źródło ognia. Dodatkowo zastosowano dwa prądy piany ciężkiej, którymi pokrywano zarówno autobus, jak i płonące drzewa oraz trawę. Pianą starano się odciąć dostęp tlenu i szybko zneutralizować płomienie. Kolejnym etapem działań było dotarcie do newralgicznych punktów pojazdu. Strażacy otworzyli komorę silnika, aby dogasić ewentualne zarzewia ognia, które mogłyby powodować ponowne zapłony. Sprawdzili również przedział z akumulatorami, które stanowią dodatkowe zagrożenie w przypadku pożaru.
Przez cały czas trwania akcji ratownicy monitorowali sytuację przy pomocy kamery termowizyjnej. Dzięki temu mogli na bieżąco kontrolować temperaturę i wykrywać ewentualne punkty zapalne, niewidoczne gołym okiem. Pozwoliło to na pełną kontrolę nad sytuacją i zapobiegło ponownemu rozprzestrzenianiu się ognia. Na miejscu nie odnotowano żadnych osób poszkodowanych.