Gogh fot. Zoo Poznań

Tygrys Gogh słabnie! „Czas jest nieubłagany”

„Nasz najukochańszy staruszek Gogh gaśnie powoli. Tygrys, który jest symbolem siły, walki z cierpieniem i niezwykłego hartu ducha” – napisało ze smutkiem poznańskie zoo na swoim profilu. – „Czas jest nieubłagany”.

Gogh jest jednym z tygrysów uratowanych w 2019 roku przez ekipę z poznańskiego zoo na granicy polsko-białoruskiej. Tygrysy miały jechać do Rosji, ale były przewożone w tak tragicznych warunkach, że żywe by tam nie dotarły. Z uratowanych dziewięciu tygrysów zwanych „Nieumarłymi” siedem pojechało do azylu w Hiszpanii, a dwa, starsze i słabsze, zostały w Poznaniu, bo taka podróż była ponad ich siły. To był właśnie Gogh i Kan.

Wkrótce po przybyciu do Poznania okazało się, że Gogh musi przejść poważną operację udrożnienia jelit – jelita odmówiły pracy z powodu stresu spowodowanego podróżą w ciasnych klatkach, brakiem wody i odpowiedniego pożywienia. W nocy z 19 na 20 listopada 2019 roku operacja się odbyła, a cały Poznań trzymał kciuki, żeby Gogh zaczął jeść i wyzdrowiał. Zoo codziennie publikowało biuletyny o stanie zdrowia tygrysa – i jaka była radość pracowników i poznaniaków, gdy już 23 listopada dyrektor zoo, Ewa Zgrabczyńska, napisała w mediach społecznościowych: „małymi krokami uciekamy śmierci”.

Bardzo wzruszyła wówczas pracowników zoo reakcja Kana, drugiego z tygrysów z tego transportu, który zajmuje klatkę obok Gogha. „Kan go przywołuje! Jesteśmy świadkami nie tyko heroicznej walki ze śmiercią, ale drugi tygrys – towarzysz transportu śmierci z sąsiedniej klatki, nawołuje Gogha! Przyjacielsko, ale stanowczo. Łzy nam płyną ciurkiem” – pisała wówczas wzruszona dyrektor Zgrabczyńska.

Jelita Gogha zaczęły w końcu normalnie pracować, a tygrys doszedł do siebie i przeżył ponad dwa lata w spokoju i dobrobycie, otoczony opieką i troską. Jednak lata cierpień, pracy w cyrku, niewłaściwego pożywienia, stresu pozostawiły swój ślad. Do tego dochodzi jeszcze wiek – Gogh jest starszawym tygrysem i wyraźnie widać, że traci siły.

„Wydawało się, że po transporcie śmierci przeżyje tylko kilka dni, może tygodni” – czytamy na profilu zoo. – „Udało mu się dotknąć łapami trawy, pobyć w lesie, kąpać się, zwiedzać duży wybieg, spać wśród śpiewu ptaków. Ale czas jest nieubłagany. Jeszcze mamy nadzieję, jeszcze walczymy, ale gdy przyjdzie moment cierpienia, pozwolimy mu odejść tam, gdzie nie ma cyrków, a zwierzęta są wolne…”.

Źródło: Zoo Poznań